Recenzje książek

czytam polskich autorów

NIM ZAPADNIE WYROK – Nina Zawadzka

(…) Norymberga. To do niej prowadziła dziś każda z dróg Europy. Do niej, poprzez wertepy i ślepe ścieżki, zerwane trakcje kolejowe, ciągnęły tabuny reporterów i dziennikarzy – pieszo, samochodami lub pociągami kursującymi bez ustalonego rozkładu. (…)

Zdjęcie z prywatnego albumu autorki bloga.

Nina Zawadzka, to ukrywająca się pod pseudonimem autorka powieści z historią w tle. O napisaniu książki, która skradnie serca czytelników marzyła, odkąd poznała słowo „powieściopisarz”, jednak pierwszą książkę napisała po 30-stce, wierząc, że by pisać, najpierw trzeba doświadczać. Musiała porzucić studia i karierę, by skupić się na samotnym macierzyństwie, pokonać przeciwności losu oraz wykluczenie społeczne. Te doświadczenia ukształtowały ją na tyle, by teraz móc ukazać wachlarze emocji w inspirowanych prawdziwymi wydarzeniami powieściach. Obecnie szczęśliwa żona i mama, której do szczęścia wystarczy tabliczka czekolady i dobra lektura.

NIM ZAPADNIE WYROK to powieść z historią wojenną w tle.

PREMIERA KSIĄŻKI 10 WRZEŚNIA 2025

Wydawnictwo FILIA, stron 367

Jest rok 1946, Europa może odetchnąć, bo koszmar II wojny światowej wreszcie się zakończył. Dziennikarz Ignacy Jakubiak przybywa do Norymbergi, by relacjonować przebieg największego procesu w dziejach. Jednak jego prawdziwym celem podróży jest zemsta na mężczyźnie, z którego rozkazu zginęła żona i dzieci Ignacego. Nieoczekiwanie właśnie ten nazista zostaje świadkiem koronnym Amerykanów, a wszyscy oskarżeni w procesie Niemcy odrzucają stawiane im zarzuty. Polska delegacja bezskutecznie próbuje wykazać ich winę, a Ignacy, powracając pamięcią do przeszłości, wspomina dziewczynę, którą pokochał zanim rozpętało się piekło wojny. Wspomina również inną kobietę, którą poślubił, a która zginęła, bo kochała innego mężczyznę. Czy uda się Ignacemu dokonać zemsty?

To moja pierwsza książka Niny Zawadzkiej, ale już wiem, że nie ostatnia. Autorka bardzo wnikliwie przygotowała się do napisania fabuły tej powieści i w wątkach poruszanych w książce wyraźnie widać porządną kwerendę.

Dotyczy to nie tylko przebiegu procesu w Norymberdze, gdzie na ławie oskarżonych zasiadło wielu nazistów, chociaż byli i tacy, którzy idąc na współpracę z oskarżycielami wywinęli się surowej karze.

Nina Zawadzka zabiera nas do Norymbergii, gdzie w 1946 rozgrywa się walka o sprawiedliwość i rekompensatę za dokonane na narodzie polskim zbrodnie jakich dopuścili się naziści w czasie drugiej wojny światowej. Oczywiście w procesie Polacy nie byli stroną najważniejszą, ale z pewnością tą ważną.

Ale chociaż wątek procesu w Norymbergii jest tym, z którym kojarzy się tytuł książki to nim miałby zapaść wyrok, w życiach głównych bohaterów wydarza się wiele zarówno dramatycznych jak i politycznych epizodów.

Autorka w ciekawy sposób przedstawia również noc kryształową widzianą oczami młodej Polki, która zamieszkała w Breslau aby się uczyć i zdobyć dobre wykształcenie.

(…) Breslau nagle wydało się Deborze do szpiku kości przesiąknięte nienawiścią. Ci wszyscy ludzie byli gotowi do ataku. Nigdy wcześniej nie widziała tak wielkiej rzeszy żołnierzy, sprzętu wojskowego i emblematów partyjnych na odzieży mieszkańców. (…)

Pokazuje również dwa oblicza miłości, jedno i drugie będące pewnego rodzaju mezaliansami. Miłości, które miały miejsce chociaż wielu osobom z różnych względów nie były na rękę.

Jednym uczuciem, które połączyło dwoje ludzi jest miłość młodziutkiej uczennicy do starszego o dziesięć lat mężczyzny. Zuzanna i Ignacy byli sobie pisani, ale rodzina dziewczyny zrobiła wszystko, aby tych dwoje rozdzielić. Czy i w jakim stopniu im się to udało, chcąc się tego dowiedzieć musicie przeczytać sami.

Drugim uczuciem, które połączyło młodych ludzi jeszcze przed wybuchem wojny była miłość polskiej studentki do niemieckiego właściciela piwiarni, w której dziewczyna pracowała, aby móc sobie pozwolić na studiowanie z dala od domu. Niestety wojna sprawiła, że owo uczucie zostało postawione na ostrzu noża, ponieważ młody Niemiec nie chciał ryzykować znajomością z Polką i zaciągnął się do niemieckiego wojska gorąco popierając ideologię Hitlera. Czy to uczucie mimo wojny przetrwało? Jakie konsekwencje wynikły z tego romansu? I tu znów napiszę, że jeżeli chcecie się tego dowiedzieć, to proponuję przeczytać książkę.

(…) Nikt nie wiedział, czy dożyje następnego dnia. A ona – w tej ponurej, pełnej strachu, bólu i traum rzeczywistości – chciała otrzymać tylko trochę szczęścia. Tylko chwili oddechu, która była tak ulotna, jak widok kolorowego motyla nad gruzami, dającego nadzieję, że jeszcze coś ponad bestialstwem wojny, tylko ludzie o tym zapomnieli. (…)

Autorka porusza również w powieści temat polskiej konspiracji działającej głownie w środowisku studenckim i polskiej inteligencji. Działalność, w której każdy dzień był narażaniem życia swojego lub innych.

To książka o trudnych wyborach, często takich, w których walczą uczucia z rozsądkiem, a na szali po przeciwnych stronach znajdują się ryzykownie spełniane własne pragnienia, które kolidują z obowiązkiem odpowiedzialności za innych.

To powieść o kobietach i ich sile, miłościach i trudnych wyborach jakie podejmowały czasami z pobudek egoistycznych, a czasami z pobudek czysto humanitarnych. Czy wszystkie wybory były słuszne?

To historia pokazująca, że czasami strach pobudza kogoś do działania, a czasami namiętność, za którą się tęskni, bardzo przyćmiewa wszystko inne.

Czy miłość Polki do niemieckiego oficera miała szansę przetrwać w tych trudnych wojennych czasach?

Czy miłość do mężczyzny, który związany jest z inną kobietą ma szansę zaistnieć tak, aby po drodze nikogo nie zranić?

Jak już wspomniałam wcześniej, to pierwsza książki Niny Zawadzkiej, którą przeczytałam, ale z pewnością nie ostatnia, ale jeżeli ktoś lubi lektury z historią wojenną w tle, w których nie brakuje wątków z życia zwyczajnych ludzi, którzy pokonując każdego dnia przeciwności wojennej rzeczywistości starają się żyć najlepiej jak potrafią, to myślę, że ta książka ich usatysfakcjonuje.

Chyba nie zdajemy sobie nawet sprawy z tego jak wiele może zostać jeszcze opowiedzianych historii z przeszłością wojenną w tle.

POLECAM tę książkę nie tylko miłośnikom takich właśnie powieści, myślę, że tematy jakie poruszyła autorka zaciekawią niejednego czytelnika.

Dziękuję Wydawnictwu Filia za możliwość przeczytania tej powieści w ramach współpracy barterowej.

OGNIE LOTNE – Tomasz Betcher

(…) Ognie lotne – niespalone, rozżarzone cząstki materiału palnego przenoszone za pomocą wiatru i ruchów konwekcyjnych powietrza na znaczne odległości, mogące powodować powstanie nowych źródeł pożaru. (…)

Zdjęcie z prywatnego albumu autorki bloga.

Tomasz Betcher urodził się w 1981 roku. Jest pedagogiem, socjoterapeutą, praktykiem Terapii Skoncentrowanej. Od ponad dekady pracuje z młodzieżą i dziećmi znajdującymi się w trudnej sytuacji życiowej. Jest z wyboru Gdańszczaninem, a do pisania inspirują go podróże. Fascynuje się kulinariami, paralotniarstwem i historią Dywizjonu. Jego książki bardzo szybko podbiły wiele czytelniczych serc.

OGNIE LOTNE to dramat obyczajowo-psychologiczny z nutką romansu.

PREMIERA KSIĄŻKI 28 STYCZNIA 2026

Wydawnictwo MIĘTA, stron 445

Damian i Karolina dorastali w domu dziecka, Każde z nich dźwigając na swoich barkach inne doświadczenia i inne blizny. Pochodzą z całkowicie różnych światów, Damian z rodziny, w której matkę bardzie interesowały alkohol i towarzystwo niż własne dziecko, a Karolina z tak zwanego „dobrego domu” w którym ojciec nie liczył się z nikim, ani z żoną, ani z dziećmi wyżywając często na córce własne frustracje. Ale Damiana i Karolinę wiele łączy. Ich drogi co jakiś czas się rozchodzą tylko po to, by mogły się przeciąć w dorosłości.  W 2025 roku. Damian postanawia wstąpić do straży pożarnej i zostać strażakiem, codziennie stawiając czoła żywiołowi. Karolina po kolejnym nieudanym związku próbuje odbudować wiarę w siebie i ludzi. Spotykają się w Tczewie, mieście, które staje się świadkiem ich walki z przeszłością i próbą zbudowania przyszłości. Czy los zbliży ich do siebie czy ich oddali? Czy traumy z dzieciństwa kiedyś przemijają i czym są tajemnicze „ognie lotne”?

Kiedy byłam na spotkaniu autorskim z Tomaszem Betcherem, który opowiadał o tej książce, to od razu wiedziałam, że muszę tę książkę przeczytać.

Określenia „ognie lotne” czy „dzieci orchidee i dzieci mlecze”, których znaczenie autor nam wytłumaczył dodatkowo sprawiły, że postanowiłam sięgnąć po tę lekturę.

Po przeczytaniu tej książki przez kilka dni nie byłam w stanie nic o niej napisać, bo w mojej głowie fabuła buzowała jak wielki ogień w czasie pożaru.

Znając „pióro” autora byłam przygotowana na to, że nie będzie to lektura lekka, łatwa i przyjemna i zamiast relaksu otrzymam duży ładunek emocji. Ale to co czuję po przeczytaniu, to coś w rodzaju bomby emocjonalnej, która wybuchła w mojej głowie.

Tomasz Betcher porusza w swojej książce trudne i bardzo bolesne tematy. Między innymi życie dziecka w patologicznej rodzinie, w której matka zamiast zadbać o dobrostan swojego dziecka dba jedynie o własny – alkoholowy.

(…) Krzyk za nic nie chciał opuścić jego gardła. Damian próbował zaczerpnąć powietrza, a kiedy zamiast niego do płuc dostał się gorący i gryzący dym, poczuł, że to już koniec. (…)

Mamy tutaj również patologię w białych rękawiczkach, kiedy rodzic będący osobą „na stanowisku” i głową tak zwanej „porządnej rodziny” znęca się nad dzieckiem fizycznie i psychicznie wyładowując na nim własne frustracje.

Dom dziecka przedstawiony w książce okazuje się bazą spokoju dla poranionych życiowo dzieci. Dzieci, które mimo ciepła i opieki jakimi je otulano nie potrafią sobie poradzić same ze sobą cały czas czując subiektywne uczucie izolacji i odcięcia od innych. I nie potrafią temu zaradzić nawet nawiązane w domu dziecka przyjaźnie.

Bolesnym wątkiem poruszonym w tej powieści jest również depresja nastolatków, którzy próbując poradzić sobie z własnymi lękami reagują różnie. Czasami jest to bunt i ucieczka w alkohol, narkotyki, a czasami ostateczność jaką jest śmierć.

Ale autor pokazał również, że niektórym mimo rzucanych przez dolę kłód udaje się znaleźć swoje miejsce w życiu. Ich losy przeplatane dobrymi i złymi chwilami wreszcie się stabilizują. Chociaż czasami mimo stabilizacji życie nadal im dokopuje.

Ta książka jest trudna, pełna dramatycznych zwrotów, ale jej fabuła niesie w sobie namiastkę nadziei na to, że nie zawsze w życiu jest aż tak źle. Że czasami może być gorzej, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.

(…) … żałoba przeżyta w ciszy, bez okazywania emocji, to jak rana zszyta bez oczyszczenia. Przez jakiś czas ładnie wygląda z zewnątrz, ale w środku zostaje ropa. I że to, co się stało w wieżowcu, tylko rozdarło starą bliznę. (…)

Świetnie wykreowane przez autora osobowości bohaterów są jedynie uzupełnieniem tak wciągającej fabuły, opartej na wyjątkowej wiedzy merytorycznej, która świadczy o tym jak porządną kwerendę autor przeprowadził, aby historia przedstawiona w powieści była bliska realizmowi.

Koniecznie sięgnijcie po tę książkę i poznajcie Damiana i Karolinę, dwoje rozbitków życiowych. Przekonajcie się sami czy kłody rzucane pod nogi przez los pozwoliły im pokonać przeszkody i znaleźć bezpieczną przystań, czy ich całkowicie zasypały.

POLECAM tę książkę całym sercem każdemu, kto ceni sobie dobrą literaturę. Myślę, że w tej powieści każdy znajdzie coś dla siebie, ponieważ mamy tutaj i romans, i dramat i świetnie przedstawioną pracę w straży pożarnej, jest nawet wątek medyczny.

Gwarantuję, że ta lektura nikogo nie znudzi, bo trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej strony.

Dziękuję Joasi z BOOKIECIARNI (3) Facebook za to, że zorganizowała BOOKTOUR tej wspaniałej książki, a Wydawnictwo Mięta dziękuję, że mogłam przeczytać tę powieść w ramach współpracy barterowej.

CYPRYJSKIE MEZE – Jolanta Kosowska

(…) Najbardziej spodobało mi się meze. Cypryjskie meze to swoista uczta składająca się z serwowanych po sobie przystawek – od kilkunastu do kilkudziesięciu. Początkowo sałatki, sosy i sery, potem ryby i mięsa. W tym menu poszczególne przystawki nie tylko opatrzone imionami Dimitriosa i Nikolaosa, ale dodatkowo każdą z nich dedykowano komuś innemu. (…)

Zdjęcie z prywatnego albumu autorki bloga.

Jolanta Kosowska urodziła się na Opolszczyźnie i prawie całe życie związana była z Wrocławiem, Opolem i Sobótką. Jest absolwentką wrocławskiej Akademii Medycznej i studiów podyplomowych na Akademii Wychowania Fizycznego. Z zawodu jest lekarką, specjalistką w trzech dziedzinach medycyny. Od kilkunastu lat mieszka i pracuje w Dreźnie, a swój czas dzieli między pracę zawodową, podróże i pisanie powieści. Jako pisarka zadebiutowała w roku 2012 powieścią „Niepamięć”.

CYPRYJSKIE MEZE to powieść przygodowo-obyczajowa z nutką tajemnicy.

PREMIERA KSIĄŻKI 26 MAJA 2026

Wydawnictwo ZACZYTANI, stron 259

Ewelina jest studentką historii sztuki, jej serce bije szybciej na myśl o starożytnej Grecji. Gdy pewnego dnia pomaga w przeprowadzce osiemdziesięcioletniej pani Zofii, znajduje fotografię karty dań z cypryjskiej restauracji. Menu pochodzi z 1974 roku – czasu tureckiej inwazji na Cypr. Odkrycie natychmiast rozbudza jej ciekawość. Przed laty znaleziono je w plecaku małej dziewczynki, która w tajemniczych okolicznościach trafiła do domu dziecka we Wrocławiu. Nigdy nie odnaleziono jej rodziny. Zaintrygowana Ewelina wyrusza na wyspę, by próbować odkryć historię sprzed lat. Wśród ruin, wąskich uliczek i cypryjskich tawern natrafia na ślady zawiłej przeszłości i z pomocą Jorgosa, urzekającego Cypryjczyka, zbliża się do poznania prawdy.
Prawdy, która może na zawsze odmienić nie tylko jej spojrzenie na świat, lecz także… ją samą. Kim jest dziewczynka, która przed laty trafiła do wrocławskiego domu dziecka? Czy Ewelinie uda się odkryć tożsamość tej dziewczynki?

Z pewnych względów nigdy nie pojadę na Cypr, ale dzięki książkom, zdjęciom czy filmom mogę ten piękny zakątek świata poznać.

Tym razem na Cypr zabiera nas Jolanta Kosowska, która maluje słowami i przedstawia go w swojej książce od strony historycznej, gastronomicznej jak i przyrodniczej.

Oczami wyobraźni możemy podziwiać piękne okolice, poznawać legendy związane nie tylko z Afrodytą (chociaż imię tej bogini jest dość ważnym wątkiem tej powieści), jak i poznać ludzi mieszkających na tej trzeciej co do wielkości wyspie na Morzu Śródziemnym.

Ale fabuła tej książki to nie tylko zwiedzanie Cypru, to przede wszystkim historia pewnej pięknej przyjaźni i historia pewnej małej dziewczynki, która będąc już dorosłą kobietą nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że urodziła się na Cyprze.

Przypadkowe zdjęcie i przypadkowo znalezione menu pewnej cypryjskiej restauracji tak rozbudza ciekawość głównej bohaterki, że postanawia ona spędzić na wyspie kilka miesięcy, aby przynajmniej spróbować rozwikłać zagadkę pochodzenia adoptowanej przez polskie małżeństwo małej dziewczynki odnalezionej w dramatycznych okolicznościach.

Zagadkowa fabuła wciąga od pierwszej strony by po przeczytaniu ostatniej zapytać autorkę: jak to, to już koniec?

Ta książka to połączenie dramatu, powieści obyczajowej i przygodowej.

Autorka w cudowny sposób pokazuje jak dwie obce narodowościowo i kulturowo osoby mogą się pięknie zaprzyjaźnić. Przedstawia również przyjaźń, która potrafi tak się zakorzenić w sercach ludzi, że nie pokona jej ani czas, ani śmierć.

(…) Przekomarzaliśmy się dalej i piliśmy kawę po cypryjsku. Od czasu do czasu milczeliśmy. Ponoć milczy się tylko z przyjaciółmi. Z kimś obcym milczenie ciąży. Czyżby to, co nas łączyło, można było nazwać przyjaźnią?

Mamy w tej powieści ukazane bardzo ciepłe relacje rodzinne, więzy, których nikt nie jest w stanie rozerwać. I mam tu na myśli zarówno relację głównej bohaterki – Eweliny – ze swoją mamą i dziadkami, jak również relacje towarzyszącego jej w tej cypryjskiej przygodzie Jorgosa i jego cudownej rodziny.

Tej książki nie można czytać szybko, styl jakim pisze Jolanta Kosowska jest jak spokojna żegluga, przez tę powieść się płynie.

Całym sercem można poczuć klimat Cypru, a podróż przez fabułę dociera głębiej niż tylko do obrazów przestrzeni jakie towarzyszą Ewelinie, dociera do wspomnień mieszkających tam ludzi.

Autorka pokazuje, że rodzina to nie tylko więzy krwi, to ludzie, którzy potrafią kochać nawet wówczas, gdy nie są ze sobą spokrewnieni. Bo rodzinę stanowią ludzie, a nie genetyka czy biologia.

Ale myślę, że w życiu każdego człowieka ważne jest również to skąd wywodzą się jego korzenie, nie powinno się zapominać tego skąd pochodzimy. Ja ponad 50 lat mieszkam w Trójmieście, ale w głębi serca cały czas czuję się Ślązaczką, bo płynie we mnie śląska krew.

Tak również było z ważną dla Eweliny osobą, która nieświadoma swego pochodzenia w pewnym momencie poczuła czyja krew płynie w jej żyłach.

Wybierzcie się z bohaterami tej książki na Cypr, myślę, że zachwyci Was nie tylko przyroda i piękne opisy potraw regionalnych, ale wzruszy historia pewnej małej dziewczynki, która przez 50 lat nie była świadoma tego, że nie urodziła się Polką.

(…) Dziewczynka początkowo różniła się od innych dzieci w naszej placówce. Była dziwnie poważna, rzadko się uśmiechała, stroniła od rówieśników. Miała ciemne włosy i duże brązowe oczy. (…)

POLECAM tę książkę tym, którzy cenią sobie dobrą literaturę, lubią przeżyć w trakcie czytania dreszczyk przygody i lubią tajemnice sprzed lat.

Dziękuję Autorce za kolejną wciągającą historię, a Wydawnictwa Zaczytani dziękuję, że miałam okazję przeczytać tę książkę w ramach współpracy barterowej.

KRÓL TANGA – Sylwia Trojanowska

(…) Jego delikatny głos i tęskna nuta w tangach zostały dostrzeżone. Całkiem nieoczekiwanie zyskał też przydomek – król tanga. Dziennikarze, radiowcy, zwyczajni słuchacze zaczęli interesować się Millerem, puszczać jego płyty, szukać jego zdjęć. (…)

Zdjęcie z prywatnego albumu autorki bloga.

Sylwia Trojanowska urodziła się w 1974 roku. Razem z mężem i synem mieszka w Szczecinie. Jest niepoprawną optymistką, pasjonatką pozytywnego myślenia i cieszenia się każdą chwilą. Wielbicielka podróży dalekich i tych całkiem bliskich. Uwielbia góry, obcowanie z przyrodą, muzykę filmową i dobrą herbatę (w dużych ilościach!). Kiedy nie pisze, spełnia się jako trener biznesu i coach. W swoim dorobku pisarskim ma takie książki jak „Wigilijna przystań”, „A gdyby tak…”, trylogię, w skład której wchodzą „Sekrety i kłamstwa”, „Prawdy i tajemnice”, oraz „Powroty i wspomnienia”.

KRÓL TANGA to powieść inspirowana życiem jednego z wielkich i zapomnianych piosenkarzy powojennych.

PREMIERA KSIĄŻKI 20 MAJA 2026

Wydawnictwo MARGINESY, stron 331

Kiedy Tadeusz Miller przyjechał do Szczecina, był jednym z wielu, którzy na Ziemiach Zachodnich szukali nowego początku. Zwyczajny człowiek z niezwyczajnym talentem. Marzył o scenie i o tym, by jego głos coś znaczył. Ale był rok 1946. Wtedy marzenia ustępowały miejsca codziennej walce o chleb, o dach nad głową i wytchnieniu od wojennych wspomnień. Dzięki zdolnościom wokalnym, uporowi i odrobinie szczęścia Tadeusz Miller stał się gwiazdą radia i zaczął śpiewać dla tysięcy ludzi. Zyskał przydomek króla tanga. W tym wszystkim wspierała go największa miłość jego życia – żona Luna. To ona dodawała mu odwagi, gdy tracił wiarę. To ona stała za nim murem w chwilach próby. Tadeusz Miller zdobywał kolejne szczyty. Audycje, płyty, koncerty… Ale los postanowił z niego zakpić i odwrócić kartę. Kim był Tadeusz Miller i za co pokochały go setki słuchaczy? Do czyjego głosu porównywano głos piosenkarza?

Uwielbiam czytać biografie i chociaż ta książka nie jest typową lekturą biograficzną, to myślę, że autorka świetnie przedstawia w niej postać znanego niegdyś w Szczecinie i w całej powojennej Polsce piosenkarza, którego wielu słuchaczy myliło z Mieczysławem Foggiem.

Przyznam szczerze, że o istnieniu Tadeusza Millera wcześniej nie słyszałam, może dlatego, że zginął tragicznie zanim na dobre rozwinęła się jego kariera, ale z przyjemnością odnalazłam (głównie na YouTube) i wysłuchałam jego piosenek.

Sylwia Trojanowska posługując się swoją cudowną wyobraźnią wspartą notkami biograficznymi opisała kilka lat życia piosenkarza, który po zakończeniu wojny zamieszkał wraz z żoną w Szczecinie.

Na końcu książki dowiadujemy się co w fabule mogło być najbliższe faktom, a co jest jedynie wytworem wyobraźni autorki.

Bardzo zainteresowała mnie historia tego utalentowanego muzycznie – a szczególnie wokalnie – artysty i po przeczytaniu książki, aby dać upust własnej ciekawości zaczęłam szukać w internecie informacji na jego temat, przy okazji wysłuchując archiwalnych nagrań jego piosenek.

Myślę, że dużym plusem tej historii są świetnie wykreowane osobowości bohaterów, dzięki temu możemy sobie wyobrazić jakimi ludźmi byli Tadeusz i Luna.

Bardzo realistycznie ukazana rzeczywistość powojennego Szczecina, w którym lata po zakończeniu wojny zamieszkiwało jeszcze wielu Niemców i początki – często bardzo trudne – nowo budującego się życia na gruzach (dosłownie) miasta i wśród ludzi mocno przez wojnę poranionych to może nie dokument, ale historia, która z pewnością  zainteresuje wielu czytelników preferujących dobrą literaturę.

Piękna miłość łącząca Tadeusza i Lunę miała i blaski, i cienie. Rodząca się popularność niosła ze sobą zarówno dumę i radość, ale i ogromną samotność, którą Luna rekompensowała sobie słuchaniem płyt i radia.

(…) Wiedziała, że dla męża nie liczyły się talerze, sztućce, woda w kranie. Dla niego liczyła się tylko muzyka. A w tym mieszkaniu, które miało stać się ich, muzyka już była. (…)

Życie, które mogło stać się piękną bajką, spełnieniem marzeń i wielką radością zostało brutalnie przerwane przez kogoś, kto zapewne nigdy nie potrafił docenić jego wartości.

Książki Sylwii Trojanowskiej niosą ogromne ładunki emocji i tak też jest z tą lekturą. Tutaj uśmiech przeplata się ze wzruszeniem, ale bardzo się cieszę, że autorka zdecydowała się na napisanie tej książki, bo z pewnością wielu osobom przybliży ona postać nieco zapomnianego artysty.

Czy gdyby Tadeusz Miller żył, byłby tak wielkim piosenkarzem jak Mieczysław Fogg? A może byłby bardziej znany?

(…) Od dziecka z łatwością odtwarzał zasłyszane melodie, do tekstów miał niebywałą pamięć, a kiedy śpiewał, porzucał nieśmiałość, której wielu mu zazdrościło. Każdy utwór wykonywał z lekkością, której wielu mu zazdrościło. (…)

Ta książka to historia napisana lekkim „piórem”, ale nie jest to książka lekka, łatwa i przyjemna, chociaż czytałam ją z wyjątkową płynnością i zainteresowaniem.

POLECAM ją szczególnie osobom kochającym muzykę, myślę, że wielu z Was po przeczytaniu tej powieści będzie próbowało tak jak ja wysłuchać piosenek z repertuaru tego piosenkarza.

POLECAM tę książkę również tym, którzy lubią sięgać po biografie i chociaż tak jak wspomniałam wcześniej nie jest to typowa lektura tego gatunku, to myślę, że usatysfakcjonuje wielu.

POLECAM tę książkę tym, którzy lubią romanse, bo życie Tadeusza i Luny było romansem o jakim zapewne marzy niejedna pani.

Dziękuję Autorce za tę piękną historię, a Wydawnictwo Marginesy za możliwość przeczytania jej w ramach współpracy barterowej.

DOBRANOC – Jolanna Kordula

(…) Później było już tylko coraz gorzej. Na jego oczach rozgrywała się gra, której nie chciał oglądać. Nie uczestniczył już w niej w żaden sposób, nie był nawet pionkiem. To niewyobrażalnie bolało. (…)

Joanna Kordula urodziła się w 1973 roku w Tomaszowie Mazowieckim. Jest absolwentką Wydziału Lingwistyki Stosowanej i Filologii Wschodniosłowiańskich na Uniwersytecie Warszawskim. Mieszka w Warszawie i coraz częściej oddaje się pasji upiększania ogrodu i uprawie roślin na wsi. Uwielbia czytać powieści, poznawać ludzi, prowadzić długie rozmowy i wędrować. „Dobranoc” to jej debiutancka książka.

DOBRANOC to pierwsza część trylogii obyczajowej z wątkiem romansu i dramatu.

PREMIERA KSIĄŻKI 20 MAJA 2026

Wydawnictwo MIĘTA, stron 398

W niedużym mieście dorasta troje oddanych przyjaciół. Spokojny i poukładany Kamil jest odwzajemnioną miłością Basi. Michał to pierwszy przystojniak w miasteczku, ambitna gwiazda sportu i niestety również płomienny wielbiciel Basi. Żeby nikogo nie zranić, każde z trojga przyjaciół ukrywa swoje uczucia. Kiedy pewnego dnia na letnim obozie Michał odkrywa tajemnicę Basi i Kamila jego życie wywraca się do góry nogami. Dochodzi do tragedii, która wystawia przyjaźń na wielką próbę. Basia wyjeżdża do Anglii, a drogi Kamila i Michała również się rozdzielają, ale do czasu, gdy jedna z koleżanek zakłada stronę internetową, na której meldują swoją obecność nie tylko Kamil, Michał i Basia. Czy po latach rozłąki, uczucie łączące trójkę przyjaciół ma szansę powrócić? Co wydarzyło się na letnim obozie i przyczyniło się do zerwania więzi przyjaciół?

Do pisarskich debiutów podchodzę bardzo ostrożnie. Pamiętam jak sama debiutowałam jako autorka i ile wówczas usłyszałam i pochwał, i słów krytyki. I jedno i drugie było mi jednak bardzo potrzebne, aby uwierzyć w siebie i zacząć doskonalić swój warsztat pisarski. Czytałam już takie debiutanckie książki, których tak właściwie „nie dało się” czytać, ale czytałam i takie, które dosłownie pochłonęłam.

Bardzo często nieznane w świecie literackim nazwisko autorki/autora ginie w gąszczu tych znanych i bywa niezauważone chociaż książka, którą ta autorka czy autor napisali powinna znaleźć się na liście bestsellerów.

Zapamiętajcie nazwisko autorki tej książki bo moim zdaniem ma ona przed sobą piękną drogę pisarską.

Dlaczego tak myślę? Ano dlatego, że jej debiutancka powieść została napisana z taką lekkością, że przez tekst dosłownie się płynie. Ale to, że została napisana z lekkością nie oznacza, że jest to książka lekka, łatwa i przyjemna, bo historia w niej opisana to wielki ładunek emocji.

Przyznam szczerze, że kilka fragmentów tak mnie wzruszyło, że nie mogłam zapanować nad płaczem.

Powieść zaczyna się romansem, a właściwie to czymś co może rozwinąć się w romans, bo początkowo jest tylko niezobowiązującymi spotkaniami dwojga młodych ludzi poznanych w pracy.

(…) Davidowi wydawało się, że zna kobiety. Potrafił przewidzieć ich posunięcia. Basia była inna. Pociągała go i fascynowała. Kryła jakąś tajemnicę. Miała w spojrzeniu coś, co nie dawało mu spokoju. (…)

Dziewczyna lecząca bolesną ranę z przeszłości próbuje wyjść na uczuciową prostą. Czy jej się to uda? Musicie przeczytać sami.

Fabuła zawiera retrospekcje, przeplata teraźniejszość z przeszłością, która była i piękna, i bolesna.

To historia pięknej przyjaźni trójki dzieciaków, dziewczyny z dwoma chłopcami. Przyjaźni trwającej od wczesnych lat dzieciństwa, która w pewnym momencie została wystawiona na wielką próbę i… (niestety) zerwana.

Przyjaźń dwójki dzieciaków w pewnym czasie zaczyna przemieniać się w coś więcej i zamiast rozwinąć się w coś pięknego doprowadza do tragedii.

Po latach przyjaciele znów się spotykają, chociaż okoliczności są zupełnie inne niż kiedyś.

Ta książka jest romansem, ale z dramatem w tle.

Autorka świetnie moim zdaniem wykreowała osobowości swoich bohaterów i mam tu na myśli zarówno tych głównych, czyli Basię, Kamila i Michała, ale również tych widocznych w tle. Przyznam szczerze, że bardzo ich wszystkich polubiłam.

Joanna Kordula wplotła w swoją historię również nutkę tajemnicy i kiedy na końcu książki przeczytałam: CIĄG DALSZY NASTAPI, to poczułam się zawiedziona. Mam nadzieję, że kontynuacja tej książki trafi w ręce czytelniczek i czytelników w miarę szybko, bo mnie „zżera” ciekawość jak potoczą się dalsze losy bohaterów i czy zostanie wyjaśniona tajemnica pewnego pana, który pojawia się w życiu młodych ludzi.

(…) Mężczyzna kucnął koło łóżka i dotknął dłonią policzka chłopaka. Gładził jego włosy. Michał się uspokajał, ale łzy nadal płynęły z jego zamkniętych oczu. (…)

POLECAM tę książkę z czystym sumieniem, że nikogo ona nie zawiedzie, ponieważ to jest historia napisana sercem. Tu głównymi bohaterami są emocje, dlatego uważam, że nie powinno się obok tej lektury przejść obojętnie.

Dziękuję Autorce za tę piękną historię i proszę o jak najszybsze oddanie w ręce czytelników kontynuacji. A Wydawnictwo Mięta dziękuję za propozycję przeczytania tej książki w ramach współpracy barterowej.

Napisz do mnie
październik 2026
P W Ś C P S N
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031  
Książki które przeczytałam
Znajdziesz mnie również na
lubimyczytać.pl granice.pl booklikes.com nakanapie.pl sztukater.pl instagram.com/formelita_ewfor/ facebook.com/KsiazkiIdy/