Recenzje książek

Moje przemyślenia

Wywiad z pisarką ANNĄ KLEJZEROWICZ

Anna Klejzerowicz jest gdańszczanką, kobietą wszechstronnie zaangażowaną. Jest nie tylko pisarką i publicystką, ale również redaktorką, zajmującą się także fotografią. Autorka zbiorów opowiadań grozy z cyklu: “Złodziej dusz. Opowieści niesamowite”, powieści kryminalnych: „Sąd Ostateczny”, „Ostatnią kartą jest Śmierć”, „Cień gejszy” (książka – laureatka plebiscytu „Przy kominku” w 2011 r.), opowiadań w licznych antologiach, a także tekstów prasowych – beletrystycznych i publicystycznych. Przez wiele lat współpracowała z teatrem Atelier im. Agnieszki Osieckiej w Sopocie jako fotograf i redaktor publikacji teatralnych. Z wykształcenia jest mgr resocjalizacji, prywatnie „kocia mama”, miłośniczka gór, książek i sztuki.

Nie dla mnie światła rampy, jestem autorem starego typu, uważam, że do mnie należy pisanie, praca twórcza, a nie bezpośrednie uczestnictwo w sprzedaży książek. Mam zaufanie do wydawców, którzy są profesjonalistami i doskonale radzą sobie beze mnie…

Jak rozpoczęła się Twoja kariera pisarska, co skłoniło Cię do napisania pierwszej książki?

Mam zawsze problem z określeniem tego momentu, a nawet „pierwszej książki”. Bo to się jakoś tak rozkładało w czasie. Zanim wydałam pierwszą książkę – tak chyba będę bliżej prawdy – pisałam opowiadania dla prasy, portali literackich, do zbiorków. A jeszcze wcześniej artykuły do gazet, np. regularnie dla gdańskiego pisma dla młodzieży, do lokalnego „Muratora” czy „Spotkań z zabytkami”.  W międzyczasie redagowałam wydawnictwa teatralne i książki dla wydawnictw literackich, publikowałam do tekstów własne fotografie. To była moja „szkoła pisania”, trwała latami. Natomiast cały czas się zastanawiam, co było pierwszą książką… Po wyprowadzce z miasta zachłysnęłam się przyrodą i zaczęłam pisać „Czarownicę”. Najpierw jako opowiadanie, ale wyszło za długie dla gazety, więc przez parę lat leżakowało w pliku. Późnej z pobudek sentymentalnych dopisałam do niego ciąg dalszy, ale… dalej nie zdecydowałam się nigdzie tego wysłać. W międzyczasie napisałam nowelę kryminalną (długości klasycznego kryminału), która została opublikowana w letnim dodatku do pewnego tytułu prasowego – jako osobna broszura. Naiwnie oddałam wszelkie prawa na wieki wieków amen, więc przepadła. Ale zanim to się stało, wysłałam fragment tekstu do wydawnictwa Dolnośląskiego. Nie chcieli klasyki, ale zmotywowali mnie do napisania kryminału miejskiego i tak w tymże wydawnictwie ukazał się jako pierwszy „Sąd Ostateczny” z Emilem Żądło. I od razu zaczęłam pisać kolejny tom: „Cień gejszy”. Jednak – znowu w międzyczasie – inny wydawca zainteresował się moimi opowiadaniami grozy i tuż przed „Sądem…” wyszedł „Złodziej dusz. Opowieści niesamowite”. Z kolei zaraz po „Sądzie…” – też jako rozszerzenie innej kryminalnej noweli – pojawiło się na rynku „Ostatnią kartą jest śmierć”, wydane w gdańskiej Oficynce. Aż w końcu odważyłam się ujawnić „Czarownicę”, która (po jeszcze kilku rozszerzeniach) przekonała szefową literacką wydawnictwa Prószyński. Tak więc moja de facto „pierwsza powieść” ukazała się na rynku jako któraś z kolei… Bałam się tego, bo już utożsamiano mnie z kryminałem, a tu nagle coś w rodzaju obyczaju. No ale tak wyszło. Skomplikowane to, prawda? Wiem!            

Który z Twoich bohaterów jest Ci najbliższy, Felicja Stefańska, Emil Żądło, czy Małgosia z „Czarownicy”?

Zawsze ten, o którym właśnie piszę. Zresztą oni dojrzewają ze mną, a ja z nimi. Zmieniamy się razem. Emil był pierwszy i mam do niego sentyment, to coś w rodzaju starego dobrego małżeństwa (śmiech). Małgośka, wiadomo, czarownica… myślę, że uosabia mnie z młodości, co prawda nie miałam takich przeżyć, ale przemyślenia już tak. Obecnie najbliższa jest mi chyba Felicja. W niej odbija się mój aktualny świat i jego problemy, które obserwuję – tu i teraz.

Skąd czerpiesz inspirację do pisania?

Och… zewsząd. Z wyobraźni, pasji i zainteresowań, przeżyć, lektur, rozmów, z życia społecznego, z życia w ogóle. Piszę zawsze i tylko o tym, co mnie naprawdę porusza. Czy, jak to się mówi, w duszy gra.

Jak wygląda Twój dzień pracy? Czy masz swoje ulubione godziny, w czasie których piszesz? Czy masz swoje ulubione miejsce do pisania? A może musisz mieć obok ulubiony napój (kawa, herbata, woda, wino 😉)

Mój dzień pracy wygląda za każdym razem inaczej. Nie planuję, nie ograniczam się, nie organizuję go sobie jakoś specjalnie. Jestem „nocnym markiem” z natury, więc zwykle piszę późnym wieczorem, nocą, wtedy najlepiej się czuję i mam spokój. Ale bywa, że i za dnia, czasem nawet rano. Mam jedno miejsce do klepania w klawiaturę: swoje biurko pod oknem z widokiem na ogród. Na nim musi obowiązkowo stać herbata – czarna, mocna, żadna zielona, owocowa ani żadne ziółka z miodem (śmiech). Jednak pisanie książki to przecież nie tylko zapisywanie słów i zdań. To cały proces myślowy, a on przebiega w różnych miejscach… dobrze mi się myśli w naturze. Albo w łóżku. Często zamiast spać, zapisuję w notesie pomysły, fragmenty dialogów, charakterystykę postaci.   

Jesteś mgr resocjalizacji, czy to, że ukończyłaś taki kierunek studiów na Uniwersytecie Gdańskim ma jakiś oddźwięk w kreowaniu postaci w Twoich książkach?

Myślę, że ma. Trochę lat przepracowałam w pierwszym zawodzie, pasjonowała mnie ta praca i studia. Z różnymi ludzkimi typami się zetknęłam, z różnymi sytuacjami, poznałam mechanizmy psychologiczne, zetknęłam się z kryminalistyką i pracą policji, trochę jakby od kuchni. Nie stosuję świadomie i celowo wiedzy naukowej czy praktycznej w beletrystyce, bardziej intuicyjnie, ale nie wyprę się tego bagażu, on jest we mnie i z pewnością kształtuje moje literackie fantazje.

Mówisz o sobie „gdańszczanka”, ale nie mieszkasz w Gdańsku. Czy możesz swoim czytelnikom, tym którzy Cię jeszcze nie znają zbyt dobrze, zdradzić, gdzie mieszkasz i co zadecydowało o tym, że przeprowadziłaś się tam, gdzie teraz mieszkasz?

Urodziłam się w Gdańsku, dorastałam w Gdańsku, studiowałam, pracowałam, mieszkałam prawie do czterdziestki. Większość mojej najbliższej rodziny też żyła w Gdańsku, moja mama pochodzi z Pomorza, rodzina ojca przybyła tu zaraz po wojnie, z Włocławka, Krakowa i Warszawy. Teraz nie mieszkam w samym mieście, ale nadal uważam, że „jestem z Gdańska”. Moja gmina graniczy z Gdańskiem, jest częścią powiatu gdańskiego, a przed wojną znajdowała się w granicach Wolnego Miasta Gdańska. Te więzi są bardzo silne i trwałe. To wciąż te same tradycje, klimaty, ludzie. Mała nadmorska ojczyzna.    

W Twoich książkach nie brakuje zwierząt, z Twojego profilu na FB widać, że Twoją miłością są koty. Czy wszystkie zwierzęta są Tobie tak bliskie jak właśnie te czworonożne mruczusie? Czy miałaś kiedyś inne zwierzę?

Zwierzęta są i były w moim życiu zawsze. Rodzice je kochali, dziadkowie też. Wychowałam się z czworonogami, jako dziecko wielbiłam wszystkie zwierzaki. Psy, koty, myszki, chomiki, ptaszki, motyle, ślimaki, biedronki, gąsienice, bez wyboru. Ale w domu najpierw były: kanarki, papużki, chomiki. I psy. Sporo piesków. Pierwszy kot – kotka Pusia – pojawił się, gdy już byłam młodą mężatką, w zasadzie przypadkiem. Chcieliśmy mieć psa, ale kotka przyjaciółki akurat okociła się i zakochałam się. Pusia była piękna i mądra, zawojowała całą rodzinę, nie wyłączając wiekowej już wówczas suczki moich rodziców, Kory. Później mieliśmy i psy, i koty, już w większej liczbie. Ostatnio doszły jeże. Mnie rozczulają zwierzęta, nie dzielę ich na takie, które lubię bardziej i takie, które mniej. One wszystkie są cudem natury. Gatunek jest drugorzędny, po prostu kotów jest u nas więcej, bo przychodzą same. 

Współpracowałaś z Teatrem Atelier im. Agnieszki Osieckiej w Sopocie, jak wspominasz ten czas? Kiedy czułaś największą satysfakcję z tego co robiłaś, czy pracując jako fotograf i redaktor publikacji teatralnych czy jako pisarka?

Ten czas wspominam stale. To lata, kiedy żyłam najbardziej chyba intensywnie, na wysokich obrotach. Jeden długi ciąg emocji, szaleństwa i ogromnej siły twórczej. Wiele przyjaźni, ciekawi ludzie, sztuka, która nas pochłaniała, niepowtarzalny klimat. Jednak z czasem trochę mnie to wyczerpało, może dlatego odnalazłam się w moim lesie. To był – jest – ogromny kontrast: ze świata pełnego gwaru, ludzi, premier, imprez… nagły przeskok do ciszy i spokoju przyrody. Myślę, że widocznie tak miało być. Tutaj dopiero zaczęłam tak naprawdę na serio pisać. Satysfakcja płynie z obu źródeł, nie da się tego porównać. Tam żyłam na najwyższych obrotach, gorączkowo, w biegu, gromadziłam doświadczenia. Tutaj zbieram owoce. Oczywiście że ten etap jest dla mnie teraz najważniejszy. Tak jakby całe moje dotychczasowe życie prowadziło mnie właśnie do niego. Robię to, co kocham, co czuję, że powinnam robić.   

Czy lubisz spotkania z czytelnikami? Miałam przyjemność uczestniczyć w kilku spotkaniach z Tobą i przyznam szczerze, że chociaż zawsze bardzo ciekawie opowiadasz, to odniosłam wrażenie, że czułaś się czasami nieco skrępowana.

Naprawdę?  Nie, nie powiedziałabym, że skrępowana. Może raczej rozkojarzona. Jestem chaotyczna, czasem na początku trudno mi się skupić. Ale tylko na początku, potem się wyciszam i mam nadzieję, że mówię z sensem. Może to być też kwestia osobowości: jako introwertyk (przynajmniej częściowy) mam problem, by wyjść ze skorupy, ale jak już wyjdę, to mi to sprawia radość. Lubię spotkania z czytelnikami, lubię z nimi rozmawiać i zawsze pilnie słucham, co mają do powiedzenia. Przecież dla nich piszę, nie dla siebie, bo pisanie dla samego pisania wydaje mi się bez sensu, to tak, jakby gadać do lustra. Moje myśli są dla mnie, słowa dla czytelnika. 

Z tego co wiem, to nie jeździsz na Targi Książki. Uczestniczyłaś w wielu panelach autorskich dotyczących kryminałów, ale na Targach Książki raczej spotkać Cię nie można. Czy jest jakiś konkretny powód, czy po prostu wolisz spotkania mniej oficjalne?

Jest kilka powodów. Pierwszy jest prozaiczny: na dłuższe wyjazdy nie pozwala mi sytuacja rodzinna, tego nie będę wyjaśniać, bo rzecz nie dotyczy tylko mnie. Mam też dużo zwierzaków, które wymagają ustawicznej opieki, to jak rodzinny dom dziecka, nie przesadzam. I nie chodzi o te „rodzinne”, domowe, tylko o moje stadko bezdomniaków, wśród których są zwierzaki stare, chore, kalekie. Nie mogę ich zostawić i sobie gdzieś jechać, bo nikt inny tego za mnie nie ogarnie. Co tam targi, ja od kilkunastu lat nie byłam na wakacjach! Dobrze, że napodróżowałam się w dzieciństwie i młodości… Drugi powód jest taki, że nie przepadam za imprezami związanymi z handlem, marketingiem, za hucznymi masowymi imprezami – jak już wspomniałam, jestem introwertyczką i źle się w tym czuję. Może też dlatego – i to jest trzeci powód – że żyłam w ten sposób przez blisko 20 lat i teraz świadomie wybrałam spokój i odosobnienie, potrzebowałam tego. Tak, zdecydowanie wolę kameralne spotkania. Nie dla mnie światła rampy, jestem autorem starego typu, uważam, że do mnie należy pisanie, praca twórcza, a nie bezpośrednie uczestnictwo w sprzedaży książek. Mam zaufanie do wydawców, którzy są profesjonalistami i doskonale radzą sobie beze mnie, mojego makijażu, kiecki i ględzenia. Wiem, że promocja jest ważna, nie migam się od niej, ale do pewnych granic.   

Czy zdradzisz nam najbliższe plany wydawnicze?

To nie tajemnica. W pierwszej połowie lipca wyjdą dwie powieści kryminalne z Felicją Stefańską: „Osiedle odmieńców” i „Nagrobek”. Obie miały już wcześniej swoje debiuty w postaci elektronicznej, ukazały się autorskie (czyli prowadzone przez wydawcę, bez pośredników) profesjonalne audiobooki. Można przyjąć, że był to rodzaj promocji przed premierą papierową, takie było założenie na czas pandemiczny. W sierpniu ukaże się „Sekret czarownicy”, wydanie drugie poprawione, a w listopadzie „Skarb czarownicy” – kontynuacja, ostatni tom serii, który właśnie piszę i pomalutku zmierzam już do finału. Co dalej, jeszcze nie jestem pewna. Być może wrócę do któregoś cyklu, a być może rzucę się na głęboką wodę i napiszę coś całkiem nowego. Mam w głowie górski thriller, może nawet nowy cykl – bo kocham góry. Zobaczymy, sama jestem ciekawa.  

Jak zachęciłabyś czytelników, którzy nie znają jeszcze Twojej twórczości do tego, aby sięgnęli po Twoje książki i od których najlepiej powinni zacząć przygodę czytelniczą z Anną Klejzerowicz?

W ogóle nie będę zachęcać! To nie moja rola (śmiech). Naprawdę, mam w sobie dużo pokory. Myślę, że kto nadaje i odbiera na tych samych falach co ja, sam do mnie trafi. To jest jak chemia – albo magia. A kiedy ktoś mnie pyta, od czego zacząć, odpowiadam: może najlepiej od początku, czyli… chyba… no właśnie, chyba od „Sądu Ostatecznego” i „Cienia gejszy”, a jeśli ktoś nie lubi typowych kryminałów, zawsze może sięgnąć po Czarownice. I tak w każdej książce mnie znajdzie, bo piszę „sobą”.

Ostatnie pytanie jest BARDZO ode mnie, Czy Emil Żądło jeszcze wróci? Tęsknię za nim 😉

Ależ by się ucieszył… (śmiech). Czasem też za nim tęsknię, więc jest duża szansa na powrót. O ile oczywiście zechcą tego czytelnicy i wydawca. Potrzebowałam odpocząć od niego, bo chyba on najdłużej ze mną był. Jednak stara miłość nie rdzewieje.

Bardzo serdecznie dziękuję Ci za ciekawą rozmowę i cieszę się, że zgodziłaś się ze mną „porozmawiać” i o swoich książkach i o swoim życiu. Mam nadzieję, że czas pandemii wkrótce się skończy i będziemy miały okazję spotkać się osobiście. JA ze swojej strony bardzo GORĄCO polecam Twoje książki zawsze i wszędzie, bo myślę, że najbardziej wybredny czytelnik znajdzie w nich coś dla siebie.

Literacki Sopot, Spotkanie A MOŻE NAD MORZE? Z KSIĄŻKĄ
rok… czy to ważne który 😉

Dziękuję serdecznie za ciekawe pytania, pozdrawiam czytelników.

Anna Klejzerowicz

Audiobooki – Ewa Formella

Jak wiecie jestem autorką książek, która sama czyta bardzo dużo. Ostatnio staram się przekonywać do audiobooków i mam bardzo mieszane uczucia.

Świetnie bawiłam się na przykład przy Molly – autorstwa Agnieszki Lingas-Łoniewskiej, gdzie rola lektorów podzielona została na dwie – męską Józef Włowski i damską Michalina Łabacz. Było to bardziej słuchowisko niż audiobook, oryginalny serial audio, ale wytrwałam i dzielnie dosłuchałam do końca. Książka nagrana w formie odcinków, przyznam szczerze, że pierwszy raz miałam okazję takiego słuchania audiobooka. Podobało mi się.

Kolejnym eksperymentem audio była książka Alka Rogozińskiego – Teściowe w tarapatach i tu muszę przyznać, że lektor Aneta Todorczuk świetnie sobie poradziła. Jej intonacja, modulowanie głosem, zmiany głosu odpowiednio dobrane do osób zachwyciły mnie i słuchałam z czystą przyjemnością, dość często wybuchając głośnym śmiechem.

Teraz słucham książki Alexy Lavendy – Żar Australii i… no właśnie… Trzymając kciuki za autorkę i jej kolejne książki, muszę przyznać, że chociaż fabuła dość ciekawa, mocno romantyczna, to absolutnie nie mogę jej słuchać. Pani Gertrude Rufmichan, która czyta książkę, robi to w sposób dla mnie nie do przyjęcia, akcentując w dziwny sposób słowa, tak jakby czytał je obcokrajowiec. I chociaż jestem bardzo ciekawa ciągu dalszego i losów głównej bohaterki, to musiałam zmienić sposób „czytania” z audiobooka na ebooka, bo kilka razy po prostu zasnęłam w trakcie słuchania. A kilka razy z irytacją wyłączyłam telefon. Szkoda, bo czasami ciekawa książka wiele traci, kiedy czyta ja nieodpowiednia osoba.

Rok 2021 jest przełomowym rokiem dla moich książek, które wydałam kiedyś jako self publishing. Dzięki wydawnictwu OFICYNKA, pięć z moich wcześniejszych książek będzie w tym roku wydanych jako audiobooki. Przy krótkim doświadczeniu z tą formą czytelnictwa bardzo obawiałam się, czy książki, które wzbudziły wśród czytelniczek tyle emocji, nie zostaną „zniszczone” przez lektorów. Ale myślę, że wypadną SUPER.

Dzisiaj 16 lutego jest PREMIERA pierwszego mojego audiobooka – PŁACZ WILKA. Czyta młoda aktorka Aleksandra Radwan, osoba z fantastyczną dykcją. Ta sama aktorka będzie czytała jeszcze dwie moje książki, póki co, jestem pełna zadowolenia i podziwu.

Jeżeli chcesz posłuchać to zapraszam na moją stronę na Facebooku – Ewa Formella – strona autorka

Ciekawa jestem, jak odbiorą to moje Czytelniczki i Czytelnicy.

Książek będzie można posłuchać na platformach STORYTELBOOKBEAT. Zapraszam.

Rozmowy z autorem – KATARZYNA GACEK

Po przeczytaniu ostatniej książki Katarzyny Gacek, postanowiłam bliżej poznać zarówno samą Autorkę, jak i jej twórczość. Zapraszam na krótką rozmowę, którą z wiadomych przyczyny musiałam przeprowadzić listownie, ale mam nadzieję, że po tej rozmowie, ktoś, kto do tej pory nie poznał jeszcze twórczości tej polskiej pisarki, z przyjemnością sięgnie po jej książkę.

Ewa Formella: Witam serdecznie w moim małym świecie książek, który zaczyna już powolutku zasłaniać mój „wielki” świat realizmu 😉 Z pierwszą Pani książką spotkałam się rok temu czytając „W jak morderstwo” i już wtedy wiedziałam, że nie będzie to spotkanie jednorazowe. A kiedy miałam okazję spotkać Panią osobiście w Bibliotece Oliwskiej w Gdańsku na spotkaniu autorskim, to wiedziałam, że się polubimy (książkowo i nie tylko 😊). Okej, dosyć uprzejmości, zaczynam wypytywanie.

1. W trakcie czytania powieści „Zemsta ze skutkiem śmiertelnym” zwróciłam uwagę na zabawnie, aczkolwiek nieco drobiazgowo opisaną wizytę w fitness klubie, czy chodzi Pani na siłownię lub do fitness klubu? Jeżeli tak, czy to regularnie uprawia Pani jakiś sport?

Katarzyna Gacek – Ach, więc to się dało wyczuć! Szukałam jakiegoś pomysłu na pokazanie, że Magda się zmienia, i przyszły mi do głowy ćwiczenia w klubie fitness, czy raczej – podejście bohaterki do tych ćwiczeń. Sama chodzę na zajęcia pięć, sześć razy w tygodniu. Przy czym zaznaczam – nie znoszę ćwiczyć. Robię to tylko i wyłącznie z rozsądku. Przy moim trybie pracy, czyli siedzeniu przy komputerze od rana do wieczora, muszę sobie zapewnić jakiś ruch, inaczej trzeba by mnie było wyjmować z domu przy pomocy dźwigu. A klub opisany tak szczegółowo w „Zemście” to oczywiście mój klub, czyli „Base”, który uwielbiam.

2. Psy – myślę, że są Pani wielką miłością i przyznam szczerze, że chociaż bardzo kocham psy, to nie znam wielu ras, a w Pani książkach są wymienione takie, o jakich nawet nie słyszałam i przyznam szczerze, że w trakcie czytania szukałam w Internecie tych ras, żeby mieć lepszy podgląd na tych bohaterów dalszoplanowych. Czy to u Pani jest research czy zwyczajne zainteresowanie rasami psów?

Rasa psa briard – zdjęcie znalezione w Internecie.

K.G. – I to, i to. Od dziecka fascynowały mnie rasy psów. Jedną z pierwszych książek, jakie dostałam od moich rodziców był atlas ras, chodziłam też na wystawy. Wiem sporo na ten temat, ale to nie znaczy, że potrafię cytować wzorzec rasy z pamięci. Rhodesiany znałam „z widzenia”, ale zanim wykorzystałam je w książce, musiałam trochę o nich poczytać. Bardzo się cieszę, że sprowokowałam Panią do poszukiwań internetowych. Gdyby chciała się Pani jeszcze pobawić w grzebanie, to podpowiem, że mój prywatny pies, pierwowzór Alfa z „W jak morderstwo”, to briard .

3. Nie czytałam wielu Pani książek, ale mam nadzieję, że to kiedyś nadrobię, bo lubię Pani poczucie humoru i wnikliwość detektywistyczną, czy w innych Pani książkach również to znajdę?

K.G. – Oprócz „W jak morderstwo” oraz „Zemsty ze skutkiem śmiertelnym” z moich indywidualnych książek jest jeszcze tylko seria dla młodych czytelników „Supercepcja”, gdzie w każdym tomie bohaterowie mierzą się z zagadką kryminalną. Ale w kryminałach, które napisałam z Agnieszką Szczepańską również pojawia się sporo humoru i bardzo fajne zagadki, więc polecam!

4. Napisała Pani kilka książek w duecie, czy współpraca w pisaniu książek zarówno z Agnieszką Szczepańską jak i z Markiem Kamińskim przebiegała zgodnie, to znaczy bez tak zwanych „zgrzytów” pisarskich? Jak przebiegała ta Wasza współpraca?

K.G. – W obu przypadkach wyglądała zupełnie inaczej. Z Agnieszką wymyślałyśmy razem historię i pisałyśmy potem też razem, i o ile w kwestii fabuły potrafiłyśmy się bardzo dobrze porozumieć, to sfera językowa stanowiła jednak pewien problem. Zdarzało nam się zażarcie kłócić, jeśli chodzi o tekst, każda z nas miała swój styl i ujednolicanie go bywało bolesne. Natomiast współpraca z Markiem Kamińskim miała zupełnie inny charakter – Marek był raczej inspiracją i źródłem wiedzy, do samego tekstu praktycznie się nie wtrącał, więc nie mieliśmy żadnej płaszczyzny konfliktu i pracowało nam się idealnie.

5. Seria SUPERCEPCJA to powieści dla dzieci i młodzieży, z ciekawości wysłuchałam audiobookowego fragmentu pierwszej części i chociaż mój PESEL już nie zalicza się do tej grupy odbiorców, to z przyjemnością przeczytam te książki. Jak zachęciłaby Pani młodego czytelnika, aby sięgnął właśnie po TE Pani powieści?

K.G. – No cóż, podobno nie można się od nich oderwać J Dzieją się w polskich realiach, akcja jest dynamiczna, przygody szalone, a bohaterowie – ciekawi i zabawni. A do tego inni. Inni niż ich rówieśnicy, trochę dziwni, a przez to – wykluczeni. Supercepcja mówi o tym, jak sobie z takim wykluczeniem radzić, i że często coś, co uważamy za swoją wadę, może stać się naszą super mocą. Trzeba tylko nauczyć się siebie akceptować.

6. Jak Pani książki, te skierowane do młodego czytelnika (8-12 lat) odbierają Pani dzieci, czy są one w takim wieku, że mogą je przeczytać i zrecenzować?

K.G. – Och, moje dzieci są już dorosłe, najmłodsze ma 16 lat, i teraz czytają raczej moje kryminały niż serię dla młodych. Kryminały im się podobają, ale odbierają je zupełnie inaczej niż zwykły czytelnik. Tak jakby… z niedowierzaniem. Że tej dziwnej, oderwanej od rzeczywistości matce udaje się sklecić jakąś w miarę spójną całość… No niebywałe!

7. Jest Pani również autorką scenariuszy, co przychodzi łatwiej (mam na myśli pisanie i wymyślanie) napisanie książki czy scenariusza? Dla laika, czy są duże różnice w pisaniu?

K.G. – To są zupełnie dwie inne rzeczywistości. Nie potrafię w skrócie wytłumaczyć, jak olbrzymie są różnice w pisaniu książki i scenariusza. Temat jest tak obszerny, że musiałybyśmy poświęcić mu osobny wywiad J Nie wiem też, co mi przychodził łatwiej. Natomiast na pewno książki pisze się szybciej. Od początku pracy nad „Czarnym młynem”, który niedługo wejdzie na ekrany, do oddania gotowego scenariusza upłynęły prawie dwa lata.

8. Moim zdaniem wymyślenie fabuły kryminalnej nie należy do lekkich, bo kryminał to dość specyficzny gatunek powieści, wymagający chyba porządnego researchu. Czy konsultuje Pani swoje fabuły z jakimś przedstawicielem prawa? Na przykład z jakimś policjantem?

K.G. – Ponieważ nie znam się w ogóle na pracy policji, specjalnie wymyśliłam bohaterkę amatorkę, żeby mogła popełniać gafy i żeby nikt nie wymagał od niej zbyt wielkiej wiedzy. Mimo to oczywiście pewne aspekty fabuły trzeba dopracować merytorycznie, pomogła mi w tym pani aspirant Katarzyna Zych z komendy powiatowej w Grodzisku Mazowieckim, bardzo serdecznie panią aspirant pozdrawiam!

9. Pani książki są nie tylko w formie tradycyjnej, czyli papierowej, ale również w formie audiobooków. Czy jako czytelniczka woli Pani czytać czy słuchać?

K.G. – Tylko papier!

10. Wracając do pisania. Ma Pani lekki styl i chociaż w Pani książkach poruszone są poważne tematy, to książki (te, które do tej pory przeczytałam) mogę zaliczyć do lekkich, łatwych i przyjemnych. Czy prościej się Pani pisze książki dla dzieci i młodzieży czy dla dorosłego czytelnika?

K.G. – Młodych czytelników staram się traktować tak samo jak starszych, z szacunkiem i starannością, mimo to oczywiście książki dla młodzieży pisze się w jakiś sposób łatwiej, są mniej skomplikowane i no cóż, krótsze J Natomiast niezależnie od tego, do jakiego rodzaju literatury siadam, zawsze pisanie to dla mnie ogromny wysiłek, nawet jeżeli czyta się to potem lekko, łatwo i przyjemnie. A może właśnie dlatego, że tak to się czyta, tyle mnie one kosztują.

11.  Z wykształcenia jest Pani psychologiem, czy wiedza psychologiczna ma wpływ na kreowanie osobowości Pani bohaterów?

K.G. – Zdecydowanie tak. Mam nie najlepszą intuicję psychologiczną, dlatego tworząc postać muszę się wspomóc fachową wiedzą. Stworzenie spójnego, ciekawego bohatera naprawdę wymaga ode mnie sporego wysiłku.

12. Chyba marzeniem każdego pisarza jest, aby jego powieść została zekranizowana. Pani się to marzenie spełniło. Jak Pani zareagowała na wiadomość, że będzie film? Czy grający w nim aktorzy dobrze odzwierciedlają wymyślone przez Panią postacie?

K.G. – Och, w ogóle nie zareagowałam. Znam to środowisko na wylot, pracuję jako scenarzystka od wielu lat i wiem doskonale, że dopóki nie zobaczę aktorów na planie, nie ma żadnej gwarancji, że film rzeczywiście powstanie. Bawią mnie szumne anonse wydawnictw, że „Właśnie sprzedano prawa do ekranizacji!!!”. Od sprzedania praw do ekranizacji do zrobienia filmu droga jest naprawdę daleka, cholernie wyboista i wcale niekoniecznie musi się skończyć sukcesem. Ostatnio Wojtek Chmielarz przyznał, że prawa do ekranizacji wszystkich jego książek zostały dawno sprzedane, a jak do tej pory powstał tylko serial według „Żmijowiska”. Dlatego do planów sfilmowania „W jak morderstwo” podchodziłam sceptycznie. Nie przeżyłam żadnej euforii z tego powodu, każdy kolejny etap przyjmowałam ze spokojem i głębokim wewnętrznym przekonaniem, że na pewno i tak nic z tego nie będzie. Dopiero kiedy zobaczyłam aktorów na próbie czytanej, zaczęło do mnie docierać, że to się jednak DZIEJE.

Jeśli chodzi o moje wyobrażenia postaci, to nie było zaskoczeń. Ania Smołowik jest po prostu idealna w roli Magdy, Paweł Domagała jako Sikora rozwalił mnie na łopatki, reszta obsady również została świetnie dopasowana do postaci z książki.    

13. Widać, że zarówno w komedii, jak i w kryminałach czy thrillerach czuje się Pani jak ryba w wodzie, ale czy pomyślała Pani kiedyś, żeby napisać coś innego? Na przykład typowy romans, może z odrobiną erotyki (takie to teraz modne). A może powieść historyczną? Albo książeczkę dla bardzo młodego czytelnika, bajkę lub baśń?

K.G. – Nie ciągnie mnie do żadnych eksperymentów na razie. Kryminały uwielbiam i nie sądzę, żebym się od nich szybko odwróciła. Również dlatego, że najchętniej je czytam. A każdy pisarz pisze to, co sam chciałby przeczytać, przynajmniej ja mam taką teorię. Więc żadnych romansów, żadnych książek historycznych. Może ewentualnie bajka… Ale to dlatego, że jak wiadomo w bajkach bardzo często występują wątki kryminalne.

14. Czy „W jak morderstwo” i „Zemsta ze skutkiem śmiertelnym” będą miały kontynuację? Myślę, że wielu czytelników/czytelniczek pokochało Magdę 😉 O to samo chciałabym zapytać w sprawie SUPERCEPCJI, czy pojawią się kolejne książki z tej serii?

K.G. – Tak, właśnie powstaje „Śmierć na Zanzibarze”, trzecia część przygód Magdy, a w kwietniu w księgarniach pojawi się piąty tom Supercepcji.

15. I na koniec dwa pytania dość banalne, które czytelnicy zadają chyba wszystkim piszącym. Kto jest Pani pierwszym czytelnikiem i pierwszym recenzentem Pani książek? I ile jest „Pani” w Pani bohaterkach?

K.G. – Mam trzy testowe czytelniczki. Moją mamę, która przez prawie całe swoje życie redagowała książki, głównie kryminały, Anię Sawicką – Chrapkowicz, świetną tłumaczkę, która ma mnóstwo cierpliwości do mnie i swoimi recenzjami potrafi sprawić, że chce mi się dalej pisać, no i Magdę Gąssowską, terapeutkę, która bezbłędnie punktuje logiczne nieścisłości w tekście. Dopiero po przepuszczeniu przez takie potrójne sito tekst ląduje w wydawnictwie.

Natomiast jeśli chodzi o to, ile jest mnie w bohaterce, mogę spokojnie odpowiedzieć, że sporo.

Bardzo dziękuję za rozmowę, mam nadzieję, że nie tylko ja z przyjemnością bliżej poznałam Panią i Pani twórczość. Wiem, że wśród moich znajomych są osoby, które Pani książek jeszcze nie znają, mam nadzieję, że teraz sięgną po nie, równie chętnie jak ja.

OLIWSKIE ŚWIĘTO KSIĄŻKI 2020

Lato się powolutku kończy, dlatego trzeba wykorzystać każde promienie słońca i ciepełko, za którym już wkrótce będziemy tęsknić.

Mnie do tego nie trzeba namawiać, a jak jeszcze dochodzi do tego impreza związana z książkami, to już nic mnie w domu nie zatrzyma.

I tak też było w minioną sobotę, pojechałam do Oliwy głównie z powodu trzech wydarzeń: Baśni Gdańskich, Spotkania autorskiego z Basią Piórkowską i bookcrossingu.

Na tarasie Biblioteki Oliwskiej, dwie bardzo sympatyczne panie czyli duet Łowcy Słów bardzo ciekawie opowiadały różne legendy gdańskie. Robiły to z wielką pasją i zaangażowaniem, trochę humorystycznie, trochę groźnie, ale z całą pewnością bardzo ciekawie. Niektóre z tych legend znałam, ale niektóre usłyszałam po raz pierwszy. Lubię jak ktoś, kto mnie odwiedza w Gdańsku, spaceruje ze mną po mieście, a ja w różnych miejscach zamieniam się w bajarza, dlatego chętnie sama słucham wszelakich legend.

Fajnie było tak na chwilę poczuć się jak dziecko i wysłuchać tych ciekawych opowieści.


Na tym samym tarasie, przed wejściem, umieszczono gablotę z książkami bookcrossingu, ale z niespodzianką, czyli nie wiadomo było jaka książka jest zapakowana. Oczywiście skusiłam się na kryminał i… w środku „spotkałam” Remigiusza Mroza.

Po spotkaniu z Łowczyniami Słów udałam się na kolejne spotkanie w plenerze do Parku Oliwskiego. Bardzo zależało mi na tym spotkaniu, ponieważ przyznam szczerze, że trochę stęskniłam się za tego typu spotkaniami i za naszą gdańską pisarką/poetką Barbarą Piórkowską, której najnowszą książkę pod tytułem Kraboszki czytałam całkiem niedawno.

Pogoda dopisała, chociaż trochę było problemów technicznych i Basia chwilami nie była w stanie przekrzyczeć, grupy nastolatków, które akurat za nami postanowiły się rozkolować na trawie, no i nieco zagłuszały ją również dźwięki dochodzące od strony ulicy spod Ratusza Oliwskiego, gdzie w tym samym czasie odbywała się jakaś impreza towarzysząca. Ale co by nie mówić, było bardzo sympatycznie. Przy okazji spotkałam kilkoro znajomych, w tym dwie pisarki Annę Sakowicz i Emmę Popik.

Oczywiście przygotowana na Bookcrossing miałam ze sobą kilka książek na wymianę i muszę przyznać, że bardzo jestem z tej wymiany zadowolona. Wiem, że już pomalutku biblioteki otwierają się na spotkania autorskie, ale ja chyba tej jesieni jeszcze sobie to odpuszczę. W plenerze, to coś innego. Ale nie mówię „nie”.

Uwielbiam takie imprezy książkowe i bardzo za nimi tęsknię, pewnie jak większość książkoholików.

A MOŻE NAD MORZE? Z KSIĄŻKĄ – 8 – edycja online

Od kilku lat, konkretnie od ośmiu, każdy LIPIEC to dla mnie spotkanie A MOŻE NAD MORZE? Z KSIĄŻKĄ. W tym roku z powodu pandemii koronawirusa spotkanie nie odbyło się tak jak zawsze, ale moje koleżanki organizatorki nie zawiodły i zorganizowały spotkanie online. I tak zamiast jednego dnia, a właściwie kilku godzin spędzonych z książkoholikami w kawiarni spędziłam DWA DNI na spotkaniu wirtualnym. Kto był, ten wie, że atrakcji było mnóstwo i tak właściwie dla każdego coś miłego. Oczywiście muszę wspomnieć, że uczestnicy jak co roku otrzymali pakiet książek, i teraz mam nie lada zagwozdkę, bo nie wiem od której książki zacząć czytać.

Pakiet, który ja otrzymałam 🙂

SOBOTA 4 LIPCA

O godz. 10 odbyło się pierwsze spotkanie na Facebooku, na którym Zuza, autorka bloga PROMOTORKA CZYTELNICTWA przeczytała fragment książki „Dwie strony medalu – Bajki edukacyjno-intergracyjne” Gdańskiego Wydawnictwa Harmonia. Myślę, że książka ta jest idealnym prezentem dla młodego czytelnika, ponieważ pokazuje, że istnieje nie tylko świat gier komputerowych i smartfonów, ale i sport, który mogą uprawiać również niepełnosprawni. Przyznam szczerze, że czytany fragment mnie zainspirował do tego, aby tę książkę sobie zakupić.

O godz. 11 również na Facebooku uczestniczyłam w spotkaniu autorskim z młodą pisarką Anną Ziobro. Spotkanie to poprowadziła Dorota, autorka bloga PRZECZYTANKI. Rozmowa toczyła się głównie wokół debiutu autorki „Tysiąc kawałków”, książki wydanej przez wydawnictwo Oficynka. Między innymi ci którzy słuchali, mogli dowiedzieć się nieco o bohaterce powieści – Julii.

O godz. 12, tym razem już na Instagramie spotkaliśmy się na pogaduchach przy kawie z Anitą Scharmach. Anita zabrała nas nad morze i opowiadała o swoich książkach siedząc na kocu na jakiejś skarpie (w lesie chyba). Myślę, że ktoś, kto nie zna jeszcze książek tej autorki z przyjemnością sięgnie po którąś z jej powieści. Jeśli chodzi o mnie, to mogę się pochwalić, że przeczytałam cały dorobek Anity. To była prawdziwa pogaducha przy kawie, było sporo ciekawych pytań, chociaż nie na wszystkie niestety autorka zdążyła odpowiedzieć, bo czas „antenowy” dziwnie krótko trwał 😉 Godzina zleciała migiem jak przy dobrej książce.

O godz. 14 przenieśliśmy się na Mazury, gdzie odbył się instagramowy live, w którym  Alek Rogoziński razem z Anną Kasiuk mieli opowiadać o dniu z życia pisarza. Niestety ich łącze zostało przerwane po około 13 minutach, ale na szczęście udało się je wznowić. Było zabawnie, humorystycznie chociaż niewiele na temat dnia z życia pisarza, ale chodziło chyba głównie o to, aby się dobrze bawić i miło spędzić czas. Humorystyczne dialogi przeplatane były zabawnymi anegdotami. Autorzy między innymi powiedzieli o rytuałach jakie towarzyszą im podczas pisania i odpowiadali na pytania zadawane w czasie.

0 godz. 17 na Facebooku spotkaliśmy się z pisarzem książek sensacyjno-kryminalnych Krzysztofem Jóźwikiem, autorem między innymi książki „Zamachowcy” wydawnictwa Oficynka, który opowiadał o cyberprzestępstwach nie tylko w powieściach kryminalnych i sensacyjnych, ale i o tych które mogą dopaść każdego z nas. O matko jak lubię takie tematy, wciągnęłam się w to niesamowicie. Autor wspomniał między innymi o złośliwych poprogramowaniach, (przytaczając dość mocne statystyki), będących polem do popisu dla hakerów. Przytoczył na przykład taką ciekawostkę o włamaniu do kasyna w Stanach zjednoczonych, które odbyło się przez… termometr w akwarium. Dla takiego laika jak ja informacja o tym, że nawet niezabezpieczone kamery w laptopach czy komputerach są gratką dla hakerów, albo głośniki inteligentne, zdalnie kontrolowane przez hakerów za pomocą odpowiedniej wiązki jakiejśtam (nie zapamiętałam) czy drukarka laserowa zainstalowana w pokoju na przykład prezesa banku… to szok. Myślę, że był to nie tylko dla mnie bardzo ciekawy wykład, bo jak wielu z nas zastanawia się nad tym co to jest cyberprzestępczość. Czy ktoś zwraca uwagę na swojego smatfona, który może stać się rajem dla hakera? Nie mówiąc już o włamaniach do komputerów, gdzie wykradane są hasła, ataki DoS wykorzystując małe urządzenia typu kamerki, podstawianie fałszywych stron internetowych czy aplikacji. Dowiedziałam się na przykład sporo na temat Darknetu, czyli sieci ukrytych dla popularnych wyszukiwarek takich jak Google czy Yahoo. Witryny w „ukrytym internecie” i anonimowe strony internetowe, sklepy, fora, portale do których dostęp mają przestępcy.

Statystyki mówią, że co 39 sekund następują poważne ataki hakerskie. SZOK!

Jak obronić się przed cyberprzestępczością, gdzie łatwo zhakować nawet elektroniczną nianię? Przyznam szczerze, że nabrałam ochoty na przeczytanie książek o przestępczości zorganizowanej i chociaż jeszcze nie przeczytałam wcześniejszej książki tego autora, to już cieszę się, że wkrótce ukaże się kolejna.

O godz. 19 było spotkanie z Beatą, autorką bloga LOST IN THE LIBRARY by BOOKFA, które ja niestety z pewnych względów przegapiłam, ale na szczęście na drugi dzień mogłam je zobaczyć dzięki zapisanemu na profilu #amozenadmorze.

Bookfa w bardzo ciekawy sposób opowiadała o bibliobusie, w którym kiedyś pracowała w Szwecji. Trochę opowiedziała o sobie, czyli o tym kiedy przyjechała do Szwecji, ale głównym tematem jej live była praca w bibliobusie. Ciekawe zajęcie, a jeżeli ktoś lubi pracę z ludźmi i książkami, to już musi być coś naprawdę fajnego. Beata chociaż jest miłośniczką książki drukowanej, przekonywała jednak do czytania ebooków czy słuchania audiobooków. Ale wracając do tego bibliobusa, przyznam szczerze, że do tej pory byłam przekonana, że w takich bibliotekach na kółkach można wypożyczać tylko książki tradycyjne, a tu nie 😊 Bibliobus posiadał zarówno ebooki jak i audiobooki, a nawet czasopisma (takie z górnej półki). Dojeżdżał do najróżniejszych miejsc, czasami nawet w środku lasu. Nie do pomyślenia jest dla mnie, że można książki zostawiać w tak zwanych budkach pocztowych, gdzie ów bibliobus przyjeżdżał co około dwa tygodnie. W naszym kraju w niewielu miejscach uchowały się książkowe witryny bookrosingu, bo wszystko zostaje wykradzione. Bookfa opowiadała również o czytaniu książek przez dzieci, które od przedszkola po szkołę aż do dorosłości uważają czytanie książek za coś normalnego. Ciekawym tematem poruszonym przez nią był również temat szwedzkich pocketów, ich „żywotności”, konieczności ich wydawania i o ich jakości. Wspomniała również o Targach Książki w Goeteborgu.

FILMIK można zobaczyć na profilu IG A może nad morze – POLECAM – bardzo ciekawy.

NIEDZIELA 5 lipca

 O godz. 10 ponownie na Facebooku usłyszeliśmy fragment książki „Dwie strony medalu – Bajki edukacyjno-intergracyjne” Gdańskiego Wydawnictwa Harmonia, który tym razem czytała Agnieszka, autorka bloga LEW KANAPOWY.

O godz. 11 Dorota (blog PRZECZYTANKI) zaprosiła nas na spotkanie autorskie z Kamilą Mitek, autorką książek „Na śniadanie tort szpinakowy” i „Pożar w mojej głowie”. Muszę przyznać, że Dorota prowadząc spotkanie i zadając pytania autorom potrafi bardzo zachęcić do przeczytania ich książek i chociaż w trakcie rozmowy kilka razy internet mi zastrajkował, to muszę przyznać, ze czas spędzony na słuchaniu tej rozmowy był przyjemny. Takie spotkania mają swój urok, mamy okazję poznać autorki/autorów o których do tej pory nie słyszeliśmy.

0 godz. 12 natomiast na Instagramie do rozmowy zaprosili nas Anna i Sławomir Sakowicz, autorzy Nieprzewodnika po Kociewiu. Anię Sakowicz wiele osób zna z jej książej obyczajowych, natomiast teraz mieliśmy okazję poznać męża Ani, pasjonata wycieczek rowerowych, fotografowania i odnajdowania ciekawych miejsc. Muszę przyznać, że jestem stałą obserwatorką profili Sławka na Instagramie i na Facebooku i jego zdjęcia czasami aż zapierają dech w piersiach.

Ania i Sławek opowiadali o tym, co może zainspirować do odwiedzenia Kociewia z punktu widzenia rowerzysty-amatora, który w przejażdżkach może zaleźć ogromną frajdę. Myślę, że cudownie jest móc dzielić pasję z osobą bliską. Autorzy Nieprzewodnika mówili o niebezpieczeństwach na drogach, które stwarzają kierowcy samochodów, szczególnie na ruchliwych ulicach, o spotkaniach z luźno biegającymi psami, które czasami mogą być niebezpieczne. Mówili o zaletach jazdy po Kociewiu gdzie często trafiają się po drodze liczne jeziora. Oczywiście był poruszony również temat zdjęć, które są robione zapewne z sercem, bo połączenie pasji jazdy na rowerze z pasją robienia zdjęć musi być czymś pięknym. Bardzo żałuję, że nie mogę się wybrać na takie przejażdżki, bo z całą pewnością nigdy nie przekonam się ile uroku ma Kociewie.  

 O godz. 16 spotkaliśmy się z gdańską pisarką kryminałów Agnieszką Pruską, która opowiadała o tym jaką rolę pełnią miasta w kryminałach. Czy miasto może być drugo lub trzecioplanowych bohaterem książki? Dowiedzieliśmy się na przykład, że miasto może być powiązane zarówno z bohaterami jak i z fabułą. Myśląc „miasto” nie zawsze zdajemy sobie sprawę z tego co tak właściwie o nim wiemy. A przecież bardzo często jest ono ściśle powiązane ze społeczeństwem, w książce takie społeczeństwo danej miejscowości musi być dokładnie dopasowane do tego miasta, do jego wielkości. W każdym miejscu ludzie żyją przecież inaczej, żyją innym rytmem. W dużym mieście ludzie żyją inaczej niż w małych miasteczkach, ludzie mają różne rytmy dnia. Często miasto w książkach jest wizytówką tego miejsca, i wielu autorów ze szczególną dokładnością „oprowadza” nas – czytelników po „swoim książkowym mieście”. Można by przytaczać wiele przykładów, ale może warto czasami zatrzymać się i przeanalizować. Marek Krajewski z pewnością wielu czytelnikom kojarzy się z Wrocławiem, Agata Christie czy Christopher Fower z Londynem, a Marcin Wroński z Lublinem. Czy czytając książkę i za pomocą fabuły znajdując się w jakimś określonym mieście zastanawiamy się nad tym, ile tego miasta jest w tej książce?

O godz. 17 instagramowym spotkaniem z Martą Kraszewską, autorką bloga RUDYM SPOJRZENIEM zakończyliśmy nasz dwudniowy maraton książkowy. Marta przekonywała nas o wyższości ebooka czy audiobooka nad książką papierową. No, może nie o wyższości, ale między innymi wygodzie. Moim zdaniem każdy ma teraz tak szeroki wybór, wystarczy tylko chcieć czytać, a zawsze znajdzie się coś.

Dla niektórych audiobook to książka, której można słuchać tylko w określonym miejscu i określonym czasie, ale najważniejszym w audiobooku jest chyba oprócz fabuły dobry lektor.  Bo bez niego najciekawsza książka może okazać się nudna, a jak jest dobry lektor, to człowiek się tak nie rozprasza.

Marta wspomniała o piractwie książkowym, które niestety ostatnio stało się „modne”. Myślę, że nie tylko ja jako autorka uważam, że lepiej jest pobierać z legalnych źródeł. Jeśli chodzi o mnie to jeszcze nie przekonałam się do audiobooków, a ebooki czytam bardzo rzadko, bo albo moje oczy są na to zbyt słabe albo nie mam dobrego czytnika.

Dwa dni zleciały migiem. Mam nadzieję, że za rok spotkamy się w Sopocie.

Dziękuję ORGANIZATORKOM za to, że jednak podjęły się tego wyzwania.

Dziękuję SPONSOROM, czyli wydawnictwom i nie tylko, za to, że uprzyjemnili nam ten czas, na który wielu z nas z utęsknieniem czeka cały rok.

Czuję się NAŁADOWANA POZYTYWNĄ ENERGIĄ chociaż nie wyściskałam moich książkowych przyjaciół. Polecam takie inicjatywy całym sercem.

Napisz do mnie
październik 2021
P W Ś C P S N
« wrz.    
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031
Książki które przeczytałam
Recenzje moich książek
  • Leśniczówka
  • Pamiątka z Paryża
  • Jutra nie będzie
  • Lawenda
  • Płacz wilka
  • Carpe Diem
  • Listy do Duszki
  • Muzyka dla Ilse
  • Dziewczyny z Ogrodu Rozkoszy
  • Kołysanka dla Łani
  • Złoty konik dla Palmiry
Znajdziesz mnie również na
lubimyczytać.pl granice.pl booklikes.com nakanapie.pl sztukater.pl instagram.com/formelita_ewfor/ facebook.com/KsiazkiIdy/