Recenzje książek

LATO W KOŁOBRZEGU – Aneta Krasińska

(…) Leon miał poczucie, że choć nigdy nie był w tym mieście, to jego duch jest tu obecny. Nie miał pojęcia, w czym rzecz. Wcześniej też nie tracił czasu na analizowanie słów recepcjonistki o znajomości nazwiska. Teraz jednak czuł coś na kształt zaciekawienia. (…)

Zdjęcie z prywatnego albumu autorki bloga.

Aneta Krasińska to autorka o wielu obliczach poruszająca problemy kobiet borykających się z przeciwnościami losu. Zadebiutowała w roku 2015 powieścią „Finezja uczuć” i od tej pory wydała ponad 30 powieści. Z pochodzenia jest sochaczewianką, z wykształcenia i z zamiłowania humanistką, zakochaną w książkach. Obecnie mieszka w maleńkiej mazowieckiej wsi, gdzie bliski kontakt z naturą pozwala jej oderwać się od rzeczywistości i daje poczucie swobody twórczej. Prowadzi warsztaty pisania dla dzieci „Pisaninka”. Przez wiele lat współpracowała z lokalnym stowarzyszeniem działającym na rzecz rozwoju mieszkańców gminy Baranów. Zainicjowała akcję #PożyczPrzeczytajPoleć.

LATO W KOŁOBRZEGU to powieść obyczajowa będąca trzecią częścią cyklu CZTERY PORY ROKU, fabuła z nutką historii w tle.

PREMIERA KSIĄŻKI 17 CZERWCA 2026

Wydawnictwo SKARPA WARSZAWSKA, stron 336

Leon Hoser samotnie wychowuje ośmioletniego synka, który od momentu rozpoczęcia nauki w pierwszej klasie często choruje, czym przysparza zmartwień zarówno ojcu, jak i pomagającej w jego wychowaniu babce. Ojciec zabiera Antosia do kołobrzeskiego sanatorium, by wspólnie mogli spędzić czas, ale przede wszystkim cieszyć się nadmorskim klimatem oraz zabiegami mającymi pozytywnie wpłynąć na stan zdrowia dziecka. Od wyjścia na peron Kołobrzeg zachwyca Hoserów swym wyglądem i ofertą turystyczną, a podejrzliwe spojrzenia i pytania, gdy tylko nowi kuracjusze się przedstawiają, zaczynają rodzić mnóstwo wątpliwości w sprawie pochodzenia Leona oraz jego rodziny z Iłży, w której przyszedł na świat. Dociekliwy Leon dowiaduje się, że kiedyś w uzdrowisku przyjmował niemiecki lekarz o tym samym nazwisku. Leon Hoser robi wszystko, aby dowiedzieć się o doktorze Hoserze jak najwięcej. Czy Leon jest spokrewniony ze znanym w Kolbergu doktorem? Jak potoczyły się wojenne losy niemieckiego lekarza?

Lubię książki, których autorki/autorzy przedstawiają w fabułach dwie linie czasowe, dlatego ta książka również znalazła się w moich planach czytelniczych.

Autorka tym razem zabiera czytelników do malowniczego Kołobrzegu i to zarazem do tego obecnego jak i tego, który istniał pod nazwą Kolberg, kiedy miasto było we władaniu Niemców.

Współcześnie poznajemy ojca samotnie wychowującego kilkuletniego syna będącego dość chorowitym dzieckiem. W ciekawy sposób autorka przedstawia postać Leona Hosera, mężczyznę dociekliwego w poszukiwaniach wątków przeszłości, które być może związane były z jego rodziną. Ale przedstawia go również jako kochającego, chociaż z mojego punktu widzenia, nieco nadopiekuńczego rodzica, który za wszelką cenę chce zrekompensować synowi nieodpowiedzialność macierzyńską jego matki.

Aneta Krasińska ukazuje również w dość oryginalny sposób zachowanie niektórych ludzi przebywających w sanatoriach. Być może niektóre osoby (panie) dążą do zawarcia bliższych znajomości mających pewnego rodzaju przedsmak romansu.

(…) Coraz wyraźniej dostrzegał sieć, którą zarzucała. Nigdy nie umiał reagować na tanie komplementy czy umizgi. Nie chciał nikogo zranić. (…)

Trochę irytowało mnie (ale to jest tylko moje zdanie) zbyt dziecinne zachowanie ośmiolatka. Jestem babcią dwóch dziewczynek i nawet moja pięciolatka mówi i zachowuje się inaczej niż ten ośmiolatek. Ale to tylko taki mały minusik w odbiorze całej fabuły.

W drugiej linii czasowej poznajemy historię niemieckiego lekarza, który całkowicie oddany jest swojej pracy, ale również zakochany w polskiej pielęgniarce. Wojna jak wiadomo to nie był przychylny czas dla takich związków, które nierzadko dla ludzi kończyły się dramatycznie.

(…) Gdy ułożył się na posłaniu obok ukochanej, nie zwracał uwagi na to, że nie są w spiżarni sami. Nie miał już siły dbać o konwenanse w świecie, w którym nic oprócz życia nie miało wartości. (…)

Wiele lat po wojnie można czasami odkryć cenne dokumenty czy pamiątki i ożywić pamięć po ludziach, którzy żyli wiele lat wcześniej. I to też zrobiła w swojej książce Aneta Krasińska.

Wiem, że napisanie książki w dwóch przedziałach czasowych było celowym zamierzeniem autorki, sama lubię pisać tak skonstruowane powieści, ale historia przedwojennego lekarza leczącego w Kolbergu tak mnie wciągnęła, że najchętniej przeczytałabym książkę, której fabuła odnosiłaby się tylko do tego wątku.

Autorka zgrabnie przechodzi z teraźniejszości do przeszłości co z całą pewnością sprawiło, że czytałam z wielkim zainteresowaniem ani chwili nie czując znużenia fabułą.

Dzięki historii stopniowo odkrywanej przez głównego bohatera poznajemy nie tylko losy przedwojennego lekarza, ale zagłębiamy się również w pewnego rodzaju tajemnice przeszłości.

Jeżeli ktoś lubi książki z nutką tajemnicy, z wątkami wojennymi i współczesnymi to myślę, że ta lektura jest dla niego.

POLECAM gorąco tym, którzy nie znają jeszcze „pióra” tej autorki, bo ci którzy już je poznali z pewnością sięgną po jej kolejną książkę bez specjalnej zachęty.

Dziękuję Autorce za kolejną bardzo wakacyjną opowieść a Wydawnictwo Skarpa Warszawska dziękuję za możliwość przeczytania tej książki w ramach współpracy barterowej.

OPIEKUN LASU – Elwira Dresler-Janik

(…) Gdy tylko stanął, dziewczyna zeskoczyła z wozu i pognała w las za białym jeleniem, który mignął między drzewami. Niepewna, czy to przypadkiem wyobraźnia nie płata jej figla, nie miała zamiaru zrezygnować. Słowa wróżby wciąż dzwoniły w uszach i poganiały do działania. (…)

Zdjęcie z prywatnego albumu autorki bloga.

Elwira Dresler-Janik urodziła się na Kaszubach. Jest absolwentką Uniwersytetu Gdańskiego na wydziale ekonomii i zarządzania. Wychowana na baśniach oraz legendach. Od dziecka była i jest niepoprawną romantyczką i marzycielką bujającą w obłokach, oraz pasjonatką skandynawskich kryminałów oraz marchewkowego ciasta. Bardzo chętnie podróżuje, aktywne spędzanie czasu z najbliższymi staje się inspiracją w pracy twórczej. Jest miłośniczką kwiatów, a ogród to jej mały świat, w którym może się schować i tworzyć kolejne opowieści zainspirowane pradawną kulturą oraz wierzeniami starosłowiańskimi.

OPIEKUN LASU to trzecia część cyklu LESZYGRÓD wchodzącego w skład serii: SŁOWIAŃSKIE ŚWIATY.

PREMIERA KSIĄŻKI 20 MAJA 2025

Wydawnictwo REPLIKA, stron 448

Pozostawiona wśród obcych Wszebora stara się odnaleźć szczęście u boku męża, który nękany nocami przez zmorę, próbuje na własną rękę poradzić sobie z urokiem topielicy. Zaślepiony czarem nie dostrzega zachodzących w żonie zmian i dokonuje złych wyborów, które mogą zaważyć na ich wspólnym życiu. W Leszygrodzie Nawoja za wszelką cenę próbuje znaleźć sposób na ocalenie siostry przed okrutnym losem topielicy. O pomoc skłonna jest prosić leszego, który przed laty złożył jej ojcu pewną obietnicę. Nie straszne są jej nauki w chatce leśnej baby, gdzie poznaje przyjaznego domowika oraz skore do pomocy ubożęta. Próby, którym Jaga poddaje podopieczną, pozwalają jej wkroczyć w dorosłe życie i Nawojka dostrzega przeznaczoną jej miłość, ale przy okazji zmuszona jest wejść w układ ze złośliwym demonem wiatru. Czy Wszebora odzyska miłość męża i wreszcie zazna szczęścia na obcej ziemi? Czy Nawoja poradzi sobie z trudnymi zadaniami i uda jej się odratować siostrę zamienioną w topielicę?

Ciekawość zwyciężyła. Wygrała.

Obserwując na każdych targach książki ogromne zainteresowanie powieściami o tematyce słowiańskiej postanowiłam sama zabrać się za tę literaturę i… chyba mnie mocno „wciągnęło” bo tę książkę „pochłonęłam” w trzy dni.

Jakiś czas temu zaczęłam słuchać w aplikacji Storytel cyklu „Kwiat paproci” Katarzyny Bereniki Miszczuk i muszę przyznać, że nie podejrzewałam siebie o zafascynowanie się tą tematyką.

Nie byłabym sobą, gdybym czegoś oczywiście nie pomieszała, a że mam zdolności do sięgania po powieści jakiegoś cyklu nie od pierwszej części, tak i cykl LESZYGRÓD zaczęłam czytać od trzeciego tomu.

Ta książka dedykowana jest przede wszystkim miłośnikom mitologii słowiańskiej. Myślę, że zainteresuje również miłośników romansów fantasy.

Fabuła tej powieści umiejscowiona jest w pradawnych borach, gdzie losy ludzi, czyli śmiertelników, splatają się z bóstwami i wszelkimi magicznymi stworami.

(…) Zahuczało między konarami, blask wypełnił okolicę i wyłonił się wielki stwór. Pokryte korą ciało, oplatały pnącza, ramiona przypominały powykręcane gałęzie, a zamiast palców posiadał długie szpony. W miejscu głowy miał zatkniętą czaszkę jelenia z pokaźnym porożem, do którego przyczepiły się liście oraz mech. (…)

Sporo jest tutaj magii i zjawisk nadprzyrodzonych i chociaż momentami jest bardzo dramatycznie, a nawet mrocznie, to moim zdaniem historia nie przytłacza ciężkimi klimatami jakich można oczekiwać po tego typu powieści.

Wątki obyczajowe przeplatają się z pradawnymi legendami, a fabuła jako całość wciąga nawet takie osoby jak ja, które nigdy za takimi książkami nie przepadały.

Historia bohaterów tej powieści osadzona w świecie słowiańskich wierzeń pełna jest magii, tajemniczych stworzeń i mrocznych sekretów, ale również wielu emocji.

Myślę, że po tę lekturę mogą sięgnąć już młodzi czytelnicy w wieku 12-14 lat, jeżeli oczywiście interesuje ich taka tematyka.

Fabuła książki odnosi się do dwóch głównych wątków. Jeden dotyczy Wszebory, która pozostawiona wśród obcych próbuje ułożyć sobie życie u boku mężczyzny nękanego przez zmorę i omamionego urokiem topielicy będącej kiedyś młodszą siostrą Wszebory. Drugi wątek natomiast dotyczy innej siostry Wszebory – Nawoji, która za wszelką cenę chce ocalić młodszą siostrę przed wiecznym losem topielicy i sprawić by znów stała się człowiekiem.

Ciekawie wykreowane postacie, efektownie opisane miejsca nawet te bardzo baśniowe w połączeniu z wciągającą fabułą z pewnością sprawią, że czytanie tej książki okaże się prawdziwym relaksem.

Muszę koniecznie nadrobić wcześniejsze tomy, bo czytając ten, sporo musiałam się domyślać.

POLECAM tę powieść nie tylko miłośnikom historii słowiańskich, może ktoś tak jak ja przekona się, że lubi taką literaturę.

Dziękuję wydawnictwu Wydawnictwo Replika za możliwość przeczytania tej powieści w ramach współpracy barterowej.

NIEMORALNA GRA – Jolanta Kosowska

(…) Ona nie odpowiada na telefony. Ciągle włącza się informacja, że abonent jest chwilowo niedostępny. Wyłączyła komórkę albo nie ma zasięgu. Boję się, że w drodze powrotnej skręciła tym swoim trupem do Szwajcarii Saksońskiej. Tam w wielu miejscach nie ma zasięgu. (…)

Zdjęcie z prywatnego albumu autorki bloga.

Jolanta Kosowska urodziła się na Opolszczyźnie i prawie całe życie związana była z Wrocławiem, Opolem i Sobótką. Jest absolwentką wrocławskiej Akademii Medycznej i studiów podyplomowych na Akademii Wychowania Fizycznego. Z zawodu jest lekarką, specjalistką w trzech dziedzinach medycyny. Od kilkunastu lat mieszka i pracuje w Dreźnie, a swój czas dzieli między pracę zawodową, podróże i pisanie powieści. Jako pisarka zadebiutowała w roku 2012 powieścią „Niepamięć”.

NIEMORALNA GRA to powieść obyczajowa z nutką tajemnicy.

PREMIERA KSIĄŻKI 21 PAŹDZIERNIKA 2014

Wydawnictwo NOVAE RES, stron 335

Konrad jest nauczycielem etyki zawodowej na jednej z medycznych uczelni Któregoś dnia przyjaciel poprosił go, aby wziął za niego dyżur w studenckim telefonie zaufania. Jedna przerwana w pół słowa rozmowa zmienia nieoczekiwanie dotychczasowe życie Konrada. Odnalezienie rozmówczyni staje się jego jedynym celem, wręcz obsesją, wypełnia dni, spędza sen z powiek, pochłania całą energię. Prowadząc swoje małe śledztwo Konrad trafia do Drezna gdzie zaczyna się wyścig z czasem, a jego życie nabiera tempa, powodując, że wszystko wymyka się spod kontroli. Nic już nie układa się w logiczną całość… Konrad niepostrzeżenie daje się wciągnąć w zastawioną na niego pułapkę. Kim jest dziewczyna, która zadzwoniła do telefonu zaufania w czasie trwającego dyżuru Konrada? Czy nauczyciel etyki odnajdzie swoją rozmówczynię?

To moja dwudziesta-któraś książka Jolanty Kosowskiej i muszę przyznać, że jej fabuła nieco mnie zaskoczyła. Długo po skończeniu nie wiedziałam co o niej myśleć.

Tym razem autorka zabrała swoich czytelników do Drezna i do Saksonii, do miejsc, które zdążyłam zobaczyć, a niektóre nawet poznać na tyle, że oczami wyobraźni byłam w nich razem z bohaterem.

Można by powiedzieć, że fabuła książki płynie spokojnym nurtem, ale to nie jest tak spokojny nurt, bo od czasu do czasu pojawiają się w nim gwałtowne i niebezpieczne wiry.

Historia opisana w książce jest pełna niedomówień, tajemnic i czegoś co może doprowadzić ludzką psychikę na skraj wytrzymałości.

To dość nietypowa książka, coś jakby połączenie dramatu, kryminału, thrillera i powieści psychologicznej.

Główny bohater jest dość specyficznym mężczyzną i tak do końca nie jestem przekonana czy na ukształtowanie jego dość osobliwych zachowań wobec kobiet wpłynęła jego trudna i skomplikowana przeszłość czy paskudny charakter.

I chociaż nie polubiłam Konrada to momentami bardzo mu współczułam. I muszę przyznać, że chwilami miałam ochotę mocno nim potrząsnąć.

Autorka porusza w tej powieści kilka smutnych, wręcz dramatycznych wątków, a jednym z nich jest na przykład ból po utracie najlepszego przyjaciela. Śmierć zawsze jest bolesnym wątkiem życia tych, którzy muszą żyć ze świadomością czyjejś straty i ten watek przewija się prawie przez całą fabułę.

(…) Konrad wiedział o operacji Marco. Ta operacja zakończyła się totalną klęską. Marco odszedł, a Konrad nie potrafił się pogodzić z jego śmiercią. Pewnie gdzieś tam w sercu czuł się współodpowiedzialny… Nie do wiary, że ktokolwiek może się czuć współwinny takiej śmierci. (…)

Innym dość zaskakującym wątkiem jest stosunek głównego bohatera do kobiet, a właściwie to do uczuć jakie mogłyby być z nimi z związane, gdyby on nie bał się tych uczuć. Gdyby potrafił pokochać kogoś miłością szczerą, taką bez oczekiwań. Dlaczego Konrad tego nie potrafił? Czy dlatego, że zbyt długo szukał tej właściwej kobiety, czy dlatego, że się bał zaangażowania w poważny związek?

Ten mężczyzna skrzywdził swoim zachowaniem wiele kobiet nie myśląc o tym, że kiedyś może życie wziąć na nim odwet.

Wątek tajemniczej rozmowy w telefonie zaufania jest dość skomplikowany i muszę przyznać, że autorka zaskoczyła mnie jego zakończeniem.

Ale tym wątkiem pokazała jak bardzo człowiek może się zmienić, gdy zaczyna inaczej myśleć i przejmować się drugą osobą.

Moim zdaniem to nie jest lektura z tych: lekka, łatwa i przyjemna, chociaż ja uwielbiam nostalgiczny styl jakim pisze Jolanta Kosowska.

Narracja w pierwszej osobie czasu przeszłego nie jest moją ulubioną, ale czytając książkę z taką narracją zawsze odnoszę wrażenie, że siedzę z daną osobą w jednym pomieszczeniu i słucham jej zwierzeń.

W przypadku tej powieści narratorów mamy kilkoro, dzięki temu pewne sytuacje poznajemy z różnych stron.

 Z całą pewnością jest to książka, która niejednego czytelnika czy czytelniczkę skłoni do refleksji. Mnie ta historia od kilku dni „dudni” w głowie i myślę, że pozostanie w niej na długo.

POLECAM przeczytanie tej książki, ja nie mogłam się od niej oderwać, a to chyba o czymś świadczy.

Dziękuję Autorce za książkę, piękną dedykację i za to, że ponownie mogłam znaleźć się w Dreźnie i w Saksonii.

NIE WSZYSTKO ZŁOTO – Aga Sotor

(…) Dziwnie mi z myślą, że wcale nie przyjechałam tutaj szukać domu, lecz paradoksalnie go znalazłam. „To najlepsza wakacyjna miejscówka, jaka mogła mi się trafić”. Przez moją głowę nie przebiega choćby cień myśli o powrocie. (…)

Aga Sotor jest młodą autorką specjalizującą się w pisaniu książek z gatunku comfort books z psychologiczną głębią, pełnych ciepła i humoru powieści o skomplikowanych relacjach, które otulają jak koc, poprawiają nastrój i skłaniają do refleksji. Czyta, pisze, maluje i dzierga swetry, słuchając audiobooków. Uwielbia spokój, bliskość natury i ciepłe historie o życiu. Jest taką trochę starą duszą w młodym ciele. Czuje jesień przez cały rok. Kocha historię, styl vintage, długie rozmowy nocą, atmosferę małych kawiarni oraz wąskich włoskich uliczek. Jest fanką muzyki z lat 60-tych i malarstwa impresjonistów. Mieszka w małej miejscowości nieopodal Wrocławia, a najlepiej odpoczywa spacerując po lesie.

NIE WSZYSTKO ZŁOTO to powieść obyczajowa z nutką romansu.

PREMIERA KSIĄŻKI 08 LIPCA 2026

Wydawnictwo FILIA, stron 366

Laurencja jest florystką w rodzinnej pracowni „Flora”. Od zawsze marzyła o tym, by stanąć na ślubnym kobiercu i rzucić własnym bukietem, ale jej długoletni narzeczony był chyba innego zdania. Kiedy traci narzeczonego, traci również wiarę w miłość, a zaufanie do najbliższych i świat, który znała, rozpada się na kawałki z powodu pewnego bardzo zaskakującego listu i informacji w nim zawartych. Próbując poradzić sobie z własnymi emocjami wyjeżdża gdzieś w nieznane, nie spodziewa się jednak, że los zaprowadzi ją do urokliwego domu nad jeziorem i że właśnie tam odnajdzie coś, czego szukała całe życie: prawdziwą siebie. Trafia do małego miasteczka pełnego uroku, niespodziewanych wyzwań i barwnych postaci. Z nowym biznesem na głowie, niezwykłym kręgiem kobiet, które stają się jej nową rodziną, oraz przy boku pewnego szefa kuchni Laurencja odkrywa, że prawdziwe szczęście często kryje się tam, gdzie najmniej się go spodziewamy.

Lubię poznawać twórczość nowych autorek i autorów często trafiając na prawdziwe perełki i dzięki Wydawnictwu FILIA poznałam „pióro” Agi Sotor przy okazji właśnie odkrywając taką książkową perełkę.

Ależ mnie fabuła tej książki wciągnęła, przez dwa dni starałam się wykorzystać każdą wolną chwilę, aby przeczytać chociaż kilka stron.

Chociaż większość tej historii dzieje się jesienią to i tak uważam, że jest to idealna lektura na lato.

Muszę przyznać, że początkowo zachowanie głównej bohaterki mocno mnie irytowało i miałam ochotę kilka razy porządnie nią potrząsnąć, a wszystko co się w jej życiu wydarzyło uznać za coś co przecież każdemu może się przytrafić. Tym bardziej, że jej bliscy nie działali na jej szkodę tylko próbowali ją chronić od emocjonalnych zawirowań.

Ale tak dokładnie to nie wiem jak sama bym się zachowała gdybym po 36. latach odkryła, że któreś z moich rodziców nie jest moim biologicznym tylko, że zostałam przez niego adoptowana. Bardzo polubiłam ojca głównej bohaterki, który okazał się rodzicem takim jakiego chciałby mieć chyba każdy.

Trochę nie rozumiałam, dlaczego przez tyle lat rodzice Laurencji nie zdradzili jej prawdziwego pochodzenia, ale skoro do niczego jej ta wiedza nie była potrzebna to po co mieli jej robić mętlik w głowie. Zwłaszcza, że przybrany ojciec darzył ją taką miłością jak nie potrafi tego okazać niejeden biologiczny rodzic. Przepraszam za spoiler, ale nie mogłam się od tych myśli uwolnić.

Od zawsze twierdzę, że rodzinę tworzą ludzie a nie tylko geny.

(…) Spadek! Pieniądze, dużo pieniędzy! I zdrowie! Zdrowie i pełna, kochająca mnie rodzina. Jestem cholerną szczęściarą, że w rodzinnej loterii wylosowałam właśnie taki zestaw bliskich. Filip nie zasłużył, by grać z nami w jednej drużynie. (…)

Ta książka to cudowna, pełna humoru i dobrych emocji lektura, która pokazuje, że szczęście można znaleźć wszędzie, nawet tam, gdzie się go nie szuka.

Ale najpierw trzeba coś zakończyć, aby mieć możliwość rozpoczęcia czegoś nowego.

Bardzo mi się ta książka podobała i po przeczytaniu jej jestem przekonana, że chociaż jest to pierwsza książka tej autorki, która trafiła w moje ręce, to z całą pewnością nie ostatnia.

Autorka porusza w powieści kilka życiowych wątków i niby są one gdzieś w tle głównego, czyli tego odnoszącego się bezpośrednio do głównej bohaterki i jej rozterek, ale wydają się równie ważne.

Lekkie „pióro” Agi Sotor sprawia, że książkę czyta się tak, że najchętniej nie odkładałoby się jej nawet na kilka minut.

Tajemnica rodzinna, która przypadkowo została odkryta być może jest nieco dramatyczna, w końcu lekkomyślność zachowania niektórych osób i brak chęci ponoszenia konsekwencji za swoje czyny nie jest niczym przyjemnym dla innych, ale całość została przedstawiona w taki sposób, że nawet negatywnych bohaterów można polubić.

Jest trochę zaskakująco, trochę bajkowo, trochę zabawnie i trochę romantycznie, ale ogólnie jest tak, że czyta się książkę z prawdziwą przyjemnością.

POLECAM gorąco, proponuję zapisać sobie nazwisko autorki bo być może tak jak ja zachwyci Was swoją książką.

Cieszę się, że z bohaterami tej powieści jeszcze będzie można się spotkać (przynajmniej tak obiecuje autorka), bo chętnie wrócę do „Pałacyku Wrzosowe Łąki”.

Dziękuję Autorce za cudowne chwile relaksu, a Wydawnictwu Filia dziękuję, że mogłam tę książkę przeczytać w ramach współpracy barterowej.

PRZEMILCZANA – Agnieszka Lis

(…) Lunia na kolanach niani machała nóżką w rytm organowych pasaży, aż trzęsły się kolana kobiety. I nuciła coś pod nosem, wyraźnie zachwycona dźwiękami. (…)

Zdjęcie z prywatnego albumu autorki bloga.

Agnieszka Lis to jedna z najpoczytniejszych pisarek literatury obyczajowej. To nie tylko pisarka, ale również pianistka i felietonistka. Ukończyła Akademię Muzyczną (z wykształcenia jest pianistką) oraz dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim (chciała nauczyć się lepiej pisać). Jak sama mówi o sobie – jest pełna sprzeczności i uważa, że gdyby miała dzisiaj jeszcze raz decydować o kierunku studiów, zdecydowałaby tak samo, ponieważ muzyka nie tylko uwrażliwia, ale przede wszystkim wzbogaca, a rozumienie języka muzyki jest czymś szczególnym. To autorka, która pisze o życiowych perypetiach, bólu, rozstaniu, trudnych relacjach i chyba właśnie za to cenię ją bardzo jako pisarkę.

PRZEMILCZANA to to powieść inspirowana życiem zapomnianej kompozytorki i pianistki Tekli Bądarzewskiej-Baranowskiej.

PREMIERA KSIĄŻKI 01 LIPCA 2026

Wydawnictwo FILIA, stron 374

Niezwykle utalentowana, ale zapomniana przez historię Tekla Bądarzewska-Baranowska żyje w świecie, który nie przewiduje miejsca dla kobiety pragnącej tworzyć. Bez formalnego wykształcenia, bez wsparcia, rozdarta między obowiązkami żony i matki a palącą potrzebą komponowania, próbuje ocalić własny głos. Jej utwory podbijają salony, kształtują muzyczne gusta całego pokolenia, nuty sprzedają się w milionach egzemplarzy. A mimo to jej nazwisko znika, jakby nigdy nie istniała. Czy Tekla miała szczęśliwe życie? Kto ją wspierał w tym co kochała najbardziej? Dlaczego nie została doceniona tak jak Chopin i inni pianiści i kompozytorzy, czy tylko dlatego, że była kobietą?

Wielu odwiedzających mój blog wie, że są autorki/autorzy, po których książki sięgam chętniej niż po innych, do nich między innymi należy Agnieszka Lis. I chociaż nie wszystkie jej książki mnie zauroczyły, to żadna jeszcze nie zawiodła moich oczekiwań czytelniczych.

Ta książka jest dość specyficzna i z pewnością skierowana do bardziej wyrafinowanych czytelników, takich, którzy nie czytają książki dla samego czytania, ale dla prawdziwej przyjemności.

Agnieszka Lis stworzyła historię życia kobiety, która chociaż miała wielki talent i otoczona była miłością najbliższych to nie potrafiła w pełni wykorzystać swojego szczęścia i swojego talentu żyjąc w czasach w jakich żyła, kiedy kobiecie wolno było jedynie błyszczeć na salonach, zarządzać domem (służbą), a nie wolno było mieć własnego zdania, zwłaszcza na tematy polityczne czy panującego ówcześnie systemu.

Autorka zabiera czytelników zarówno w świat muzyki jak i do zaboru rosyjskiego, w jakim przyszło żyć bohaterce tej powieści.

Fikcja literacka jaką stworzyła częściowo tylko opiera się na dokumentacji, ale większości jest wymysłem, a może lepiej powiedzieć domysłem autorki, o czym Agnieszka Lis nadmienia w posłowiu książki.

Bohaterka tej historii mimo wielkiego talentu muzycznego nie jest osobą znaną i muszę przyznać, że gdyby nie powieść, z pewnością nigdy bym się nie dowiedziała o istnieniu tej pianistki i kompozytorki, która pozostawiła po sobie piękne utwory.

Co ciekawe, utwory Tekli Bądarzewskiej-Baranowskiej bardziej znane są poza granicami Polski niż w naszym kraju. Czyżbyśmy nie potrafili docenić talentów rodzimych twórców?

To nie jest lektura z tych, o których się mówi: lekka, łatwa i przyjemna i z pewnością nie jest ona dedykowana wszystkim. Myślę jednak, że dzięki wielu muzycznym wstawkom, tu mam na myśli opisy utworów i sposób ich muzycznej interpretacji jakimi autorka uraczyła swoich czytelników, lektura ta będzie nie lada gratką dla melomanów i osób, które mają chociaż w minimalnym stopniu wiedzę o muzyce klasycznej. Być może dla kogoś, kto nie interesuje się muzyką poważną mogą te wstawki wydać się nieco niezrozumiałe lub wręcz mało interesujące, ale dla melomanów są prawdziwą perełką wśród pięknie „skomponowanej” prozy jaką stworzyła Agnieszka Lis.

(…) Tekla Bądarzewska- Baranowska swój najpopularniejszy utwór zapisała w tonacji Es-dur, czyli z trzema bemolami przy kluczu (be-es-as), w tempie andante z włoskiego to „idąc” i w metrum cztery czwarte (czyli każdy takt musi zawierać cztery ćwierćnuty lub też ich równowartość. (…)

Momentami autorka ubarwia swoją powieść staropolskim nazewnictwem co dodatkowo wpływa na dość oryginalny odbiór fabuły, ale całość jest napisana językiem współczesnym, odrobinę tylko stylizowanym co pozwala abyśmy my – żyjący w czasach innych niż Tekla – w czytelny sposób odebrali teks książki.

POLECAM tę książkę tym, którzy lubią biografie i powieści inspirowane biografiami, chociaż ta lektura biografią samą w sobie nie jest.

POLECAM tę powieść osobom kochającym muzykę klasyczną, bo w tej powieści pięknej muzyki jest sporo.

Dziękuję Autorce, że dzięki niej poznałam postać Tekli Bądarzewskiej- Baranowskiej i muszę wspomnieć, że oczywiście po przeczytaniu książki zaraz zaczęłam szukać w Internecie utworów tej kompozytorki i wysłuchanie nagrań na YouTube potraktowałam jako zwieńczenie powieści traktując to jak swoisty epilog fabuły.

A Wydawnictwu Filia dziękuję, że mogłam przeczytać tę książkę w ramach współpracy barterowej.

Napisz do mnie

sierpień 2026
P W Ś C P S N
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31  

Książki które przeczytałam

Znajdziesz mnie również na

lubimyczytać.pl granice.pl booklikes.com nakanapie.pl sztukater.pl instagram.com/formelita_ewfor/ facebook.com/KsiazkiIdy/