Recenzje książek

ROK RAKA. MOJA ONKOHISTORIA. PODRÓŻ BEZ PLANU, MAPY I PRZEWODNIKA – Aleksandra Wysocka

Aleksandra Wysocka mieszka w Warszawie, lecz gdy tylko może rusza w stronę słońca, najchętniej kamperem i bez sztywnego planu. Z wykształcenia jest socjolożką, z zamiłowania podróżniczką i kolekcjonerką wspomnień. Przez ponad dekadę razem z mężem prowadziła popularny blog o rodzinnych podróżach „8 stóp”, który był nominowany w prestiżowym konkursie „Travelery” w kategorii „Blog roku”. Na co dzień pełni funkcję wiceprezeski Fundacji K.I.D.S – Klub Innowatorów Dziecięcych Szpitali. Lubi fotografować, czytać, oglądać seriale i pisać, jej artykuły ukazywały się w magazynach podróżniczych, a jej felietony publikowane były na łamach tygodnika „Polityka”.

ROK RAKA. MOJA ONKOHISTORIA. PODRÓŻ BEZ PLANU, MAPY I PRZEWODNIKA to relacja trudnej rodzinnej onkohistorii, do napisania której skłonił autorkę jej zupełnie niespodziewany rak piersi.

Ringier Axel Springer Polska, stron 222

Każdy z nas jej się boi. Wielu z nas nie dopuszcza do głowy myśli, że może ją usłyszeć. Każdy, a przynajmniej wielu uważa, że może dotyczyć wszystkich, ale nie mnie. DIAGNOZA. ZŁA DIAGNOZA.

Autorka tej książki zapewne też się nie spodziewała, że lekarz jej powie, że niewinny guzek może się okazać nowotworem złośliwym, dlatego myślę, że każdy powinien przeczytać tę książkę, by „w razie, gdyby…” był przygotowany na coś, o czym w tej chwili nie myśli, a co może się i w jej/jego życiu wydarzyć.

Ta książka to specyficzny przewodnik po leczeniu chemioterapią, radioterapią czy inną terapią, czyli mówiąc wprost – jest to przewodnik prowadzący do pokonania jednej z najgorszych chorób.

Z pewnością nie jest to droga lekka, łatwa i przyjemna, myślę, że wielu osobom bardzo trudno jest przejść tę drogę, ale jak chce się żyć i jest szansa, że chorobę można pokonać, to wytrzyma się wiele.

(…) Nie boję się śmierci. Jedyne, czego się obawiam to tego, co przed: bólu, braku sprawności, zależności od innych, całej tej fizjologii. Na szczęście nie wydaje mi się, żeby to były rozważania na teraz, chyba jeszcze nie czas na mnie. (…)

Autorce tej książki się udało wygrać z nowotworem, na tyle, że zatrzymano jego panoszenie się w organizmie, ale wielu osobom się to nie udało, dlatego tak ważna jest profilaktyka a nawet skłonność do hipochondrii, bo nie jednemu człowiekowi upór w kręgach medycznych i hipochondria uratowały życie.

W zaawansowanej chorobie nowotworowej oprócz skutecznego leczenia ważne jest wsparcie bliskich osób, spoglądając na ten cały dramatyczny wątek walki z chorobą muszę przyznać, że bardzo mi się podobało właśnie to, że autorka miała wsparcie psychiczne ze strony męża i przyjaciółek.

Czarny humor być może w sytuacji osoby walczącej ze złośliwym nowotworem nie jest na miejscu, ale dopóki można się śmiać, czy z choroby, czy z sytuacji wynikłych z niej, to jest to też pewnego rodzaju (dość specyficzna) terapia.

Autorka wielokrotnie podkreśla w swojej książce jak ważne jest dla pacjentek/pacjentów wsparcie psychiczne i stosunek personelu medycznego do danej osoby, gdy chory nie jest tylko kolejnym numerkiem, ale człowiekiem potrzebującym pomocy.

Krok po kroku poznajemy leczenie z uwzględnieniem skutków ubocznych, których przy chemioterapii czy radioterapii nie brakuje. Ale myślę, że gdy człowiek dokładnie wie co może go spotkać, jak negatywnie może dane leczenie wpłynąć na samopoczucie, to z pewnością, gdy już się zachoruje (czego oczywiście nikomu nie życzę) to można być chociaż trochę przygotowanym na te skutki uboczne.

W tej chorobie jak w żadnej innej może nastąpić sinusoida emocji. Raz chory wierzy, że będzie dobrze, że wygra, a raz wpada w dołek strachu i zwątpienia.

(…) Ale jeśli umrę… No cóż, każdy kiedyś w końcu umrze. Nie boję się sądu, nie czekam na chóry anielskie, nie spodziewam się ognia piekielnego (choć jeśli piekło istnieje, to w moim raczej jest zimno). Myślę o śmierci jak o narkozie, z której się nie wybudzę. Zasypiam i nie ma nic. (…)

Dlatego myślę, że bardzo ważnym jest mieć w pobliżu kogoś, kto od czasu do czasu „ojoja”, a od czasu do czasu postawi do pionu nie pozwalając na to „ojojanie”. Ważne jest również to, żeby osoba chora nie rezygnowała z dotychczasowego życia i marzeń, które można realizować, za zgodą lekarzy, oczywiście. Najgorszym co może być dla „karmienia choroby” to poddanie się i zamknięcie w czterech ścianach bez pozwolenia na towarzystwo innych.

Sięgnijcie po tę książkę jak po lekturę obowiązkową, bo czym innym jest czytanie w Internecie porad sztucznej inteligencji, a czym innym jest czytanie tego, co napisała osoba opierająca słowa na własnych doświadczeniach.

Nikt z nas nie wie, czy to o czym w swojej książce pisze Aleksandra Wysocka nie spotka nas, ja tego doświadczyłam, dlatego z pewnością inaczej teraz patrzę na osoby walczące z chorobą nowotworową.

Fajnie jest, gdy taka osoba walczy i się nie poddaje, ale nie wszyscy potrafią. A my – osoby zdrowe – powinniśmy potrafić nie tylko zrozumieć przez co przechodzi osoba chora, ale również potrafić pomóc tak, żeby nikt nie poczuł z naszej strony jedynie litości.

Autorka w swojej książce przedstawia nam konkretny, pozbawiony użalania się nad sobą opis leczenia, w którym medyczna prawda łączy się ze swoistą autoironią, ale też prawem do przeżywania kryzysu po swojemu. To zapis nie tylko odnoszący się do zderzenia ze szpitalną codziennością, ale też zachowania w chorobie poczucia sprawczości, która jest fundamentem, który pozwala poczuć wpływ na własne życie i przekonania, że działania prowadzą do zamierzonych efektów, niezależnie od okoliczności.

Dziękuję Ringier Axel Springer Polska za propozycję przeczytania tej książki w ramach współpracy barterowej, i liczę na to, że trafi ona do jak największego grona czytelników i czytelniczek.

PORADNIA DLA DUCHÓW – Maciej Chwedo

Maciej Chwedo przygodę z pisaniem zaczynał od tekstów rapowych, które zaowocowały trasami koncertowymi po całym kraju u boku legendy rodzimej sceny hip-hopowej. Skoro już poznał scenę, postanowił kilka napisać, co poskutkowało ukończeniem kierunku scenariopisarstwa w jednej z warszawskich szkół filmowych. Na podstawie jego pracy dyplomowej nakręcono film, który w kinach obejrzało ponad 700.000 widzów. Wraz z przyjaciółmi założył studio filmowe, gdzie realizował projekty video z użyciem techniki green screen. Jest autorem wielu kampanii reklamowych, teledysków i odcinków popularnych seriali telewizyjnych. „Poradnia dla Duchów” to jego debiut literacki, gdzie w typowy dla siebie, humorystyczny sposób, opisuje przygody swojego ojca, byłego agenta służb, ducha pośród żywych.

(Informacja o autorze znaleziona na stronie Wydawnictwa FLOW)

PORADNIA DLA DUCHÓW to powieść psychologiczno-obyczajowa z nutką dramatu i… zjawisk paranormalnych.

Wydawnictwo FLOW, stron 268

Do książek debiutantów podchodzę z dużą otwartością, ponieważ kilkukrotnie biorąc do czytania powieść debiutującej autorki czy autora, po przeczytaniu byłam w stanie powiedzieć tylko: WOW!

Takim słowem również mogę krzyknąć (!) bo uważam, że autor i jego książka zrobią pozytywne wrażenie na wielu czytelnikach, jednocześnie skłaniając ich do refleksji.

Styl jakim pisze Maciej Chwedo jest nie tylko bardzo ciekawy co przyjemny w odbiorze treści lektury. A fabuła zapewnia czytelnikowi prawdziwy roller coaster emocjonalny. W pewnym momencie czytania śmiejesz się w głos by za kilka stron dalej ocierać oczy z łez wzruszenia. Myślę, że to nie jest łatwe dla autora by napisać książkę będącą komedią, w której śmiech przeplata się ze smutkiem.

Fabuła książki jest mocno nastawiona na przejaw psychologiczny i chociaż znajdujemy tutaj wątki bardzo nierealistyczne, bo kto w dzisiejszych czasach wierzy w duchy? (ja wierzę 😉) to warto skupić się na wątku tego „żywego ducha” czyli kogoś, kto dla najbliższych był kimś w rodzaju jednej wielkiej niewiadomej.

(…) Kurdupel spojrzał na swoje dłonie, które powoli znikały jak zaparowana szyba gubiąca ciepło. Na jego twarzy pojawiła się mieszanka radości i spokoju. (…)

Główny bohater wiele lat pracował jako tajny agent nie zastanawiając się nad tym, że pieniądze są tylko częścią szczęścia. Bo zarabiając sporo, przy okazji też dużo tracił.

Życie agenta zniszczyło mu życie rodzinne, ale pieniądze, które zarobił nie były w stanie spłacić długu jaki zaciągnął u żony i synka. Długu winy i szans jakie utracił, cały czas będąc dalej swojej rodziny niż bliżej. I tu nie mam na myśli jedynie odległości liczonych w kilometrach, ale tego co emocjonalnie mogło łączyć go z najbliższymi.

Myślę, że wiele osób, które tę książkę przeczyta zastanowi się nad sensem życia i nad tym co tak właściwie w życiu jest najważniejszym.

Humorystycznie przedstawiony wątek z duchami też nie jest tak do końca zabawny, bo każdy z tych pojawiających się w życiu Marka duchów miał w sobie coś dramatycznego i nie mam tutaj na myśli tego jak zginęli.

Myślę, że każdy z nas nosi w sercu jakąś niedopowiedzianą myśl, jakieś niedokończone zadanie i często powtarza sobie: ale jeszcze zdążę to powiedzieć, ale jeszcze zdążę to zrobić i… nie zawsze to się udaje.

Razem z książką otrzymałam kartkę pocztową jakże byłoby cudownie gdybyśmy mogli komuś, komu nie zdążyliśmy czegoś powiedzieć – wysłać taką kartkę ze słowami: kocham cię / przepraszam / tęsknię.

Jak wielu ludzi żyje tak jak duchy. Unika towarzystwa, unika szczerości, boi się komuś powiedzieć. A przecież tak niewiele trzeba, aby podzielić się z kimś cząstką… siebie.

(…) – Chodzi o ciebie, Mareczku. To ty jesteś tutaj duchem, a my tylko pomagamy ci odnaleźć światło, które zgubiłeś dawno temu. (…)

Ta książka to taki misz-masz emocjonalny i przyznam szczerze, że po jej przeczytaniu zrobiło mi się bardzo smutno chociaż przez większość czytania uśmiechałam się.

Dopiero po przeczytaniu tej książki zdałam sobie sprawę z tego, ilu słów nie powiedziałam osobom, którym już nigdy tego nie powiem.

Nie przechodźcie obok tej książki obojętnie, bo moim zdaniem nie jest ona jedynie lekturą rozrywkową, ale jest przede wszystkim lekcją. Dla nas.

Świetnie wykreowani bohaterowie, ciekawie poprowadzone dialogi i fabuła, która wciąga od pierwszej strony pozwalając i na śmiech, i na łzy. Czy muszę dodawać coś więcej, aby zachęcić do sięgnięcia po tę lekturę?

To zdecydowanie…

(…) Przejmująca powieść o winie, odkupieniu i drugich szansach. O duchach, które pozostają między światami i ludziach, którzy za życia potrafią stać się dla siebie nawzajem niewidzialni. (…)

Dziękuję Autorowi za tę historię, a Wydawnictwo FLOW dziękuję za możliwość przeczytania tej książki w ramach współpracy barterowej.

W MIGAWCE UCZUĆ – Monika Malita-Bekier & Natalia Waszak-Jurgiel

Monika Malita-Bekier urodziła się w 1991 roku w Szczecinie. Już w szkole podstawowej marzyła, by w przyszłości zostać pisarką. W 2013 roku skończyła studia kosmetologiczne w Wyższej Szkole Zdrowia i Urody w Szczecinie. Po kilku latach pracy w zawodzie ukończyła Akademię korekty tekstów, zaczynając tym samym pracę jako korektorka. W końcu odważyła się sięgnąć po marzenia z dzieciństwa i stanąć po drugiej stronie książki jako autorka. Razem z rodziną mieszka w jednej z podszczecińskich wsi. Poza czytaniem, pisaniem i redagowaniem uwielbia aktywnie spędzać czas, zwłaszcza na łonie natury. Kocha konie i psy. Od niedawna jest szczęśliwą posiadaczką zarówno psa, jak i dwóch koni. Na co dzień stawia na samorozwój w różnych dziedzinach.

Natalia Waszak-Jurgiel urodziła się w 1992 roku. Ukończyła Zachodniopomorski Uniwersytet Technologiczny w Szczecinie. Przekraczając magiczną trzydziestkę postanowiła spełnić swoje literackie marzenia. Zawodowo pisze wyłącznie według wzorów, trzymając się ściśle instrukcji i przepisów. Prywatnie daje upust wyobraźni, przelewając na papier odbicie swojego humoru i fantazji.

W MIGAWCE UCZUĆ to komedia romantyczna, czyli powieść obyczajowa z dawką romansu.

Wydawnictwo OD SIEDMIU BOLEŚCI, stron 440


(…) Najgorsze, co może spotkać Cię w życiu, to poznać tę właściwą osobę, kiedy już na to za późno (…)

Książka trafiła do mnie dzięki akcji booktour (zorganizowanej przez Adriannę Zakrzewską, znaną w bookstramie jako LIBRARIADA) i nie żałuję, że się na nią zgłosiłam, bo bardzo potrzebowałam teraz takiej właśnie lektury: lekkiej, łatwej i przyjemnej, która bardzo pozytywnie wpłynęła na moje samopoczucie.  

Czy zastanawialiście się kiedyś czy żyjecie według własnych zasad, czy życie dostosowujecie do innych?

Nie przepadam za romansami, ale na szczęście to co działo się między bohaterami tej historii okazało się romansem, ale nie takim tuzinkowym. Do końca książki walczyłam sama ze sobą aby nie zerknąć na ostatnie strony i sprawdzić, jak potoczyła się znajomość głównych bohaterów, czyli Magdy i Piotra.

Autorki w bardzo ciekawy sposób pokazały, jak może się rozwinąć przypadkowo, a może nawet spontanicznie zawarta znajomość, która stała się ważnym akcentem w życiu (szczególnie Magdy).

Czasami rozmowa z zupełnie obcą osobą daje nam więcej radości niż z kimś bliskim. I muszę przyznać, że po tej lekturze zaczęłam się zastanawiać nad tym, że sama bywam bardziej otwarta w stosunku do innych, nawet nowo poznanych osób, niż w stosunku do kogoś z kim mieszkam i przebywam na co dzień.

Dlaczego tak się dzieje, że czasami nie mamy odwagi tej bliskiej osobie czegoś powiedzieć? Nie chcemy jej ranić? Dla świętego spokoju nie chcemy się sprzeciwić? Czy to po prostu zwykłe tchórzostwo?

Mamy tutaj parę narzeczonych, teoretycznie dwoje bardzo kochających się młodych ludzi, ale mimo okazywanej sobie wzajemnie miłości coś w tym związku zgrzyta.

(…) Czy chodzi tylko o listopad? (…)

Zacytowałam zdanie z książki, jeżeli chcecie wiedzieć o co w tym zdaniu chodzi, musicie przeczytać tę książkę.

Narracja jest w pierwszej osobie czasu teraźniejszego, ale czytamy rozdziały na przemian, gdzie raz narratorką jest Magda, przekazująca czytelnikom swoje myśli i spostrzeżenia, a raz narratorem jest Piotrek, który również odnosi się do nas – czytelniczek – przekazując nam swoje myśli i spostrzeżenia.

W tle tego dość specyficznego związku, a może powinnam napisać tej specyficznej znajomości łączącej teoretycznie dwoje obcych sobie ludzi znajdują się dwie rodziny. Jedna ciepła, bardzo związana ze sobą uczuciowo, taka wyznająca zasadę: jeden za wszystkich, wszyscy za jednego i druga rodzina, w której liczy się nie to kim jesteś, ale jak daleko zaszedłeś, z kim się spotykasz, w której rodzinne tradycje ważniejsze są od własnego zdania, a liczy się głównie prestiż i obraz na pokaz.

Każdy z mężczyzn przebywających w otoczeniu Magdy (tu mam na myśli fotografa Piotra i narzeczonego dziewczyny – Adama) pochodzi z innej rodziny. I to właśnie te rodziny ukształtowały ich charaktery.

(…) – Kiedy nie masz nikogo bliskiego, to słuchasz po prostu tych, którzy mówią… – dodaję cicho. – I trudno wyleczyć kompleksy, które powstawały latami. (…)

No ale… wspomniałam na początku, że to romans i to taki dość specyficzny, bo wplątane w niego postacie długo nie potrafią się pogodzić z uczuciem do tej drugiej osoby.

Niby kochają… Ale… Niby pragną jej/jego dotyku… Ale…

Cały czas serce walczy z rozumem, a walka jest nierówna, bo raz przewagę mają emocje, a raz rozsądek. Co tę walkę wygra? Niestety… czytelniczka/czytelnik dowie się tego dopiero na samym końcu książki.

O czym jest ta historia? * O miłości i o odwadze bycia sobą w każdej sytuacji i w każdym związku. ** O pracy nad sobą i dla siebie, kiedy wskazówką do szczęścia jest asertywność. *** O szczęściu zarówno w związku jak i wobec innych osób, bo czasami powiedzenie komuś czegoś co zalega na sumieniu jest ważnym krokiem.

Czytając tę książkę cały czas się uśmiechałam, chociaż odrobinę raziły mnie przekleństwa i wulgaryzmy wkładane w usta bohaterów, ale wiem, że w dzisiejszych czasach młodzi ludzie często ich używają. (Mnie, mimo wieku też się zdarza, ale wiecie, jak to jest… jak sama zaklnę to nawet nie zwrócę na to uwagi, a jak ktoś przy mnie rzuci wulgaryzmem to… wiadomo 😉)

Dziękuję Autorkom i Wydawnictwo Od Siedmiu Boleści oraz Agnieszce (LIBRARIADA) za możliwość przeczytania tej książki dzięki akcji #booktour.  

KRAWĘŻNIKOWE DZIECI – Grażyna Kamyszek

Zdjęcie z prywatnego albumu autorki bloga.

Grażyna Kamyszek jest mieszkanką Ustki (latem mieszka w Barcicach). To autorka prozy polskiej, która zaczęła spełniać swoje marzenia o pisaniu i wydawaniu książek dość późno. Urodziła się w 1950 roku w Sztumie, jest kolejnym przykładem na to, że spełniać swoje marzenia można (i powinno się) w każdym wieku. Ukończyła filologię polską na UG i studia podyplomowe z bibliotekoznawstwa. Pracowała jako nauczycielka języka polskiego w Postolinie i w Ustce. Jest autorką scenariuszy i realizatorką wieczorów poetyckich przybliżających twórczość H. Poświatowskiej, E. Stachury i K. K. Baczyńskiego – wystawianych na scenie Domu Kultury w Ustce. Jest również współredaktorką wydania tomu poezji „Młode głosy” (1997), promującego twórczość młodzieży. Aktualnie przebywa już na zasłużonej emeryturze.

KRAWĘŻNIKOWE DZIECI to powieść obyczajowa z nutką dramatu i romansu.

Wydawnictwo BIAŁE PIÓRO, stron 302

Czy łatwo jest być w dobrych relacjach z drugą osobą, kiedy dzieli kilkadziesiąt lat?

Kiedyś pracowałam jako opiekunka osób starszych, między mną a moją podopieczną była różnica wiekowa ponad 60 lat. Moje początki pracy z tą panią były trudne, ale kiedy „odchodziła’ z czystym sumieniem mogłam powiedzieć, że się ze sobą zaprzyjaźniłyśmy.

Grażyna Kamyszek w tej książce również opisuje relację między młodą opiekunką i wiekową seniorką, ale to nie relacje między nimi są głównym wątkiem fabuły, chociaż odgrywają w niej dość istotną rolę.

Im człowiek starszy, tym częściej myślami wraca do przeszłości. Czasami wspomnienia są piękne, czasami bolesne, a czasami po prostu bardzo sentymentalne. I takie właśnie sentymentalne wspomnienia pojawiły się w głowie pani Władysławy, która przed śmiercią postanowiła jeszcze odwiedzić „stare kąty”. Ale czy tylko sentyment nią kierował?

Początkowe relacje między młodą, trochę zbuntowaną, a trochę skrzywdzoną zawodowo Ksenią, a dość majętną, bardzo wymagającą seniorką były nieco trudne. Ksenia traktowała pracę u starszej pani jako coś przejściowego, po drodze w dość niekonwencjonalny sposób torując sobie drogę do lepszej przyszłości wykorzystując do tego naiwność pewnego mężczyzny.

(…) Być może byłoby inaczej, gdyby jedna ze stron nieco stonowała, ale Ksenia leczyła urażoną ambicję, walcząc ze zrzuceniem z siebie opinii „ciepłej kluchy”. Natomiast pani Władysława lubiła obrażać i dokuczać, były to żywioły napędzające jej siły mentalne i fizyczne. (…)

A starsza pani zatrudniając Ksenię, przez pośrednictwo pewnego młodego człowieka od początku miała wobec dziewczyny konkretne plany.

Jakie? Oczywiście tego nie zdradzę, by byłby to spoiler, ale jak ktoś chce się tego dowiedzieć, to gorąco polecam sięgnięcie po tę książkę.

Ta powieść z jednej strony jest odrobinę zabawna, ale z drugiej bardzo wzruszająca.

Poznajemy losy dorosłych ludzi, dla których, gdy byli dziećmi, ulica, a właściwie to pewien chodnikowy krawężnik był drugim domem.

Dlaczego na nim przesiadywały? Czy dlatego, że łączyła je prawdziwa dziecięca przyjaźń, czy dlatego, że czuły się wśród rówieśników bezpieczne? Każde z tych dzieci miało swoje marzenia, a starsza pani przy pomocy swojej opiekunki próbuje te dzieci odnaleźć. Czy jej się to uda? Czy uda jej się poznać marzenia tamtych dzieci? Czy któremuś z nich marzenie się spełniło?

To książka psychologiczna. Autorka porusza w niej wiele trudnych a nawet dramatycznych wątków i przyznam szczerze, że nie jeden raz podczas czytania zakręciła mi się łza w oku.

Ciekawe, wyraziste postacie jakie stworzyła Grażyna Kamyszek są takim pozytywnym dodatkiem do fabuły. I muszę przyznać, że z pewnością nie brakuje w tej lekturze emocji, ale książki, w których tych emocji nie poczujemy… czy są warte czytania?

Autorka pisze pięknym językiem co z pewnością również wpływa na odbiór fabuły jako całości.

Przyznam szczerze, że polubiłam bohaterów, nawet dość krnąbrną Ksenię i myślę, że inni czytelnicy też ją polubią.

POLECAM tę książkę, bo jest warta przeczytania. Znajdziecie w niej i dramat, i odrobinę romansu, ale co najważniejsze, to myślę, że fabuła nikogo nie znudzi.

Dziękuję AUTORCE za cudowne, chociaż bardzo przypadkowe i spontaniczne spotkanie, na którym opowiedziała mi o tej książce. I bardzo dziękuję za książkę, którą miałam ochotę przeczytać już dawno.

EMIGRANTKA – Weronika Ilska

Weronika Ilska jest Poznanianką zafascynowaną historią swojego miasta oraz losami ludzi, którzy w czasie wojny pokazali niezwykłą siłę ducha. Do tej pory wydała dwie książki, którymi bardzo szybko zdobyła rzesze czytelniczek i czytelników i myślę, że wkrótce będzie o niej w świecie książek dość głośno.

EMIGRANTKA – to powieść obyczajowa z historią wojenną w tle.

Wydawnictwo FILIA, stron 447

Najpierw zachwyciłam się okładką, tak, jestem książkową sroczką. Potem przeczytałam opis fabuły na tylnej okładce i już wiedziałam, że to nie będzie łatwa lektura i że MUSZĘ tę powieść przeczytać.

Historia opisana w tej powieści jest piękna chociaż bardzo melancholijna. Emocjonalnie fabuła cały czas wpędzała mnie w pewnego rodzaju nostalgię.

Styl jakim pisze Weronika Ilska jest taki, że nie można tej książki czytać szybko, bo cały czas podczas czytania trzyma czytelnika jakaś zaduma. Przynajmniej ja tak to odbierałam. Od czasu do czasu musiałam książkę odkładać na kilka chwil, aby złapać oddech. Ale przyznam szczerze, że trudno jest przerwać czytanie, bo tak bardzo historia Niny wciąga.

Tekst jest naszpikowany metaforami, które dodatkowo sprawiają, że czuje się całym sobą ciszę, tęsknotę, ból, mimo że czytamy o pięknej chociaż trudnej miłości.

Pierwsza połowa książki jest trochę dziwna, zagłębiamy się w środowisko rosyjskich arystokratów na emigracji, zagłębiamy się w ich życie i wczytujemy w sposób mówienia jaki wówczas obowiązywał. Kulturalny, pełen gracji nawet gdy ktoś nie wypowiadał się z przekazem grzecznościowym. I właśnie ten początek jest tak nostalgiczny, że momentami miałam wrażenie, że ja nie czytam, a płynę spokojnym nurtem przez tekst, pełen romantyzmu, tęsknot i tajemnic.

(…) Portret Michaiła stał przodem do gapiów. Przodem do Michaiła. Nogi Liny jakby ugrzęzły w ziemi. Serce zamarło. Oczy patrzyły tylko w to jedno oliwkowe spojrzenie, które miała przed sobą i za sobą. Michaił wiedział. Wiedział już, że jeśli ma ją kochać, nie będzie to możliwe w ciszy. (…)

W drugiej części więcej się dzieje i fabuła jakby przybiera tempa,powoli zaczynając odkrywać różne tajemnice dotyczące przeszłości głównej bohaterki. I zaczyna być w życiu Niny odważniej.

Autorka zabiera nas do Barcelony lat trzydziestych, pełnej emigrantów. Barcelony żyjącej sztuką. Ale odwiedzamy również Polskę tamtych lat, a właściwie to polską wieś, która powoli zaczyna żyć własnym życiem po odzyskaniu niepodległości.

Główna bohaterka jest kobietą mocno zranioną w przeszłości, ale dzięki przyjaźni z pewnym ciekawym artystą-fotografem nie poddaje się. Ucząc się życia na obczyźnie odkrywa swoją atrakcyjność, uczuciowość i siłę niezależnej kobiety.

I chociaż przeszłość cały czas jest dla niej bolesną zadrą w sercu to pewnego dnia postanawia stawić czoła tej przeszłości, aby zbudować przyszłość na własnych zasadach.

Czy jej się to uda? Nie będę tego zdradzała, ale myślę, że warto się o tym przekonać samemu sięgając po tę książkę.

To nie jest lektura z tych: lekka, łatwa i przyjemna, ale uważam, że jest z tych, o których się mówi „piękna”. I myślę, że fabuła tej książki na długo zostanie w mojej pamięci.

Mamy tutaj piękną, chociaż nieco trudną miłość, mamy cudownie pokazane przyjaźnie i przede wszystkim poznajemy ciekawych ludzi. Bo nie ukrywam, że moim zdaniem, dobrze wykreowane postacie w książce mają ogromny wpływ na odbiór fabuły.

POLECAM tę powieść całym sercem tym, którzy cenią sobie dobrą literaturę i potrafią docenić jak dokładną kwerendę musiała przeprowadzić autorka, aby powstała taka właśnie powieść.

Dziękuję Wydawnictwu Filia za możliwość poznania kolejnej polskiej autorki i za możliwość przeczytania tej książki dzięki współpracy barterowej w ramach akcji #LATOZFILIA

Napisz do mnie

październik 2026
P W Ś C P S N
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031  

Książki które przeczytałam

Znajdziesz mnie również na

lubimyczytać.pl granice.pl booklikes.com nakanapie.pl sztukater.pl instagram.com/formelita_ewfor/ facebook.com/KsiazkiIdy/