Recenzje książek

CZAS WOLNY W PRL – Wojciech Przylipiak

Wojciech Przylipiak jest dziennikarzem, kolekcjonerem zabawek z PRL-u, pamiątek, komputerów i elektroniki sprzed lat. Ich historie opisuje na swoim blogu BufetPRL.com. Był redaktorem dodatku „Kultura” do „Dziennika Gazety Prawnej”, dziennikarzem magazynu „Esquire”, „PAP”. Współpracuje z czasopismami i portalami kulturalnymi, pisząc o popkulturze, także tej sprzed 1989 roku. W wolnych chwilach gra na Commodore 64, bawi się polskimi zabawkami z lat 70. I zaczytuje w „Świecie Młodych”.

Czas wolny PRL to książka reportażowa, nieco humorystyczna, nieco poważna, zapełniona anegdotami i filmowymi (Polskiej Kroniki Filmowej) cytatami o wypoczynku w Polsce Ludowej.

Myślę, że wielu ludziom sprawi przyjemność taki powrót do przeszłości, chociaż ta nasza przeszłość nie była tak bogata i tak kolorowa. Ale jedno co mogę powiedzieć, to jako dziecko nigdy się nie nudziłam, a wakacje rodzice organizowali mi tak, żebym nie musiała siedzieć na tym naszym brudnym Śląsku. Obowiązkowo były kolonie, potem wczasy z rodzicami a resztę wakacji pobyt u babci i dziadka w małym miasteczku w środkowej Polsce.

Autor zabiera swoich czytelników do czasów, do których jedni wracają z sentymentem a inni… nawet nie zdają sobie sprawy z tego, że kiedyś świat wyglądał inaczej i mimo wszystko ludzie potrafili być szczęśliwi.

Jak wyglądał jedyny wolny dzień w tygodniu jakim była niedziela? Wielu młodych ludzi, nie wyobraża sobie nawet tego i buntuje się na zamknięte w niedzielę sklepy, że kiedyś ta niedziela była dniem na który czekało się cale sześć dni. Miasta wówczas pustoszały, na ulicach było pusto, szczęśliwcy wyjeżdżali za miasto, a ci co pozostawali w nim, siedzieli często w czterech ścianach swoich domów. Tak, to dla jednych był idealny czas wypoczynku na łonie natury i z rodziną, a dla innych koszmar samotności.

W tej książce jest dość obszerny rozdział o świętowaniu takich dni jak 1 maja, czy 22 lipca. My, pokolenie lat 60., 70., 80. pamiętamy barwne pochody pierwszomajowe, festyny, uroczyste (chociaż często bardzo nudne) akademie i radość spędzania czasu wśród grona znajomych czy rodziny. Radość dlatego, że wówczas na straganach można było kupić wiele ciekawych rzeczy, których na co dzień, nie było w sklepach.

(…) 22 lipca to była też najlepsza data w kalendarzu do przecinania wstęgi. Z pompą oddawano do użytku nowe obiekty. Rokrocznie ten dzień po prostu naznaczony był ważnymi wydarzeniami państwowymi. (…)

Były święta, na przykład Trybuny Robotniczej w Katowicach, czy Trybuny Ludu w Warszawie, którym oczywiście towarzyszyły propagandowe festyny z zespołami muzycznymi i wieloma atrakcjami dla dzieci. A ludzie… ludzie chętnie w nich uczestniczyli, bo to było coś innego niż szara rzeczywistość.

Czy wiecie co to były emdeki? MDK – czyli Młodzieżowy Dom Kultury, w wielu miastach był miejscem, w którym spędzało czas sporo młodzieży. Mój tata prowadził zajęcia z modelarstwa w takim domu, a ja oczywiście obowiązkowo uczestniczyłam tam w różnych zajęciach typu kółko kulinarne, nauka szycia i cerowania, kółko malarskie, kółko fotograficzne  czy filmowe itp. Niestety w żadnym z tych kółek nie „zagrzałam” zbyt długo miejsca, bo ciągle interesowało mnie coś innego. Ale młodzież nie mogła narzekać na nudę, bo jak ktoś chciał, to zawsze znalazł coś dla siebie.

Muszę przyznać, że autor poświęcił spory rozdział ogródkom działkowym. W rozdziale tym podzielił się ze swoimi czytelnikami nie tylko informacjami dla działkowiczów, opisem altanek ale przede wszystkim życia towarzyskiego jakie toczyło się w tych miejscach. Dla wielu ludzi takie ogródki były oazą spokoju, świeżego powietrza i oczywiście wypoczynku.

Dzisiaj latamy samolotami, jeździmy autokarami, lub jedziemy na urlop własnym samochodem, ale mało kto wie, ile frajdy (chociaż często męczącej) sprawiał autostop. Nie każdy miał odwagę na taką podróż, ale kto już się odważył raz, chętnie to w kolejnym roku powtórzył. To były podróże pełne szaleństwa i odwagi, zarówno ze strony turysty jak i kierowcy. Niewielu zdawało sobie jednak sprawę z niebezpieczeństw jakie mogły się przecież zdarzyć każdemu.

(…) Rogatki Krakowa, droga w kierunku Bytomia. Na nogach pionierki, spodnie uszyte z płótna żaglowego, kurtka z naszywkami herbów miast. Do tego przesadnie ciężki i niewygodny plecak. Po dwóch godzinach prób udaje się zatrzymać ledwo dyszącego stara. Szybko wrzucasz plecak na pakę i wskakujesz. Nie szkodzi, że auto przewozi skrzynie z głowami dorszy i jedzie tylko 15 kilometrów w tę stronę, w którą chcesz. (…)

Jak wiele radości potrafił dać człowiekowi czas spędzony na łonie natury, bez luksusowych hoteli, bez posiłków w hotelowej restauracji tylko własny lub wypożyczony namiot, przyczepa campingowa czy mały domek. Nikt nie narzekał, że twardo, że niewygodnie, bo każdy starał się czerpać z takiego polowego wypoczynku jak najwięcej. Taki wypoczynek z całą pewnością miał swój urok.

Już od 1946 roku istniał Fundusz Wczasów Pracowniczych, wielu ludzi zatrudnionych było w państwowych zakładach pracy, więc i możliwość wyjazdu do ośrodka wczasowego była łatwiejsza. Tam już nie trzeba było samemu sobie gotować, bo była stołówka w której podawano trzy posiłki dziennie, a kaowiec dbał o to, aby urlopowicze nie nudzili się zbytnio. Bo przecież wypoczywać też trzeba umieć.

(…) Władza organizując obywatelom wakacje, z jednej strony chciała integrować klasę robotniczą z inteligencją, a z drugiej prowadzić akcję kulturalno-oświatowo-propagandową. To drugie należało do kaowców (…)

Autor zabiera czytelników do miejsc znanych i prestiżowych, dla jednych luksusem był Sopot, Jastarnia, Ustka i wypoczynek nad polskim morzem, dla innych to było Zakopane. Każdy jednak starał się przynajmniej te dwa tygodnie pobyć z dala od domu.

(…) Komplet uszyty z niebieskiego płótna harcerskiego polecany przez ikonę mody PRL-u, Barbarę hoff, w jej stałej modowej rubryce w „Przekroju”. Klapki typu „Riwierki”, torba plażowa „Prognoza” albo „Australijka”. (…)

Jeżeli pamiętasz lata 50. 60. 70. 80 to ta książka sprawi Ci sporo radości zabierając w lata młodości 😊 ale nawet jeżeli nie urodziłeś/urodziłaś się w tamtych latach to wsiadaj do wehikułu czasu jakim jest ta świetna lektura i przenieś się do czasów PRL-u. Dowiesz się co ludzie robili w jedyny wolny dzień tygodnia jakim była niedziela, jak świętowali 1-go maja i 22-go lipca, co to były emdeki i jak grano w cymbergaja.

Polecam i… zapraszam w podróż do przeszłości. Czasy PRL-u wcale nie były nudne.

Dziękuję Wydawnictwu MUZA. SA i Autorowi za tę cudowną podróż do przeszłości. Tę książkę powinien mieć w swojej biblioteczce każdy, jedni aby móc wracać wspomnieniami do pięknych lat swojej młodości, a inni aby pamiętali, że urlop to nie koniecznie drogie wyjazdy i dalekie kraje, ale często coś bliższego, naturalnego, potrafi sprawić, że zapamiętasz ten czas na dłużej.

WIRTUALNE TARGI KSIĄŻKI SZUFLADA 2020

Kilka dni temu miałam przyjemność uczestniczyć w Wirtualnych Targach Książki 2020 Szuflady Jolanty Kosowskiej. Przyznam szczerze, że atmosfera na takich targach jest wyjątkowa i nie wiem czy tylko ja, czy inni uczestnicy targów również, ale czułam się tak jakbym była rzeczywiście obecna razem z moimi czytelnikami.  Ponieważ warunki techniczne uniemożliwiły mi spotkanie online w formie live, organizatorki WTK zaproponowały mi inną formę kontaktu z czytelnikami/czytelniczkami jaką były pytania. Z przyjemnością na nie odpowiedziałam, a że było sporo ciekawych pytań, postanowiłam się nimi podzielić na blogu. Targi trwają jeszcze dwa dni, zatem zainteresowanych zapraszam na to niezwykłe wydarzenie i ciekawe spotkania z wieloma polskimi pisarkami i pisarzami.

Janina F. Pytanie nie związane z książkami, wiem że lubisz Andre Rieu, a jakie są inne gusta muzyczne, na czyj koncert z chęcią byś wybrała?

E.F. Uwielbiam muzykę Glenna Millera, ale na koncert jego orkiestry już się nie wybiorę 😉 Andre Rieu to moja wielka miłość od lat, ale z przyjemnością wybrałabym się na koncert Richarda Claydermana. Uwielbiam Garou i dzięki moim dzieciom, które sprawiły mi cudowny prezent na moje zeszłoroczne urodziny mogłam zobaczyć go i usłyszeć „na żywo”. Ale lubię również słuchać (i oglądać) TRE VOCI i mam nadzieję, że jeszcze w tym roku uda mi się pójść na ich koncert w Gdańsku.

Iza N. Czym kieruje się Pani w życiu? Jakie wartości są na pierwszym miejscu?

E.F. Staram się kierować uczciwością. Jestem osobą dość bezpośrednią i często powiem coś zanim pomyślę, przez co jedni mnie szanują a inni nienawidzą. Nie lubię ludzi, którzy kłamią, chociaż bywa, że kłamstwa nie ranią tak jak prawda. Staram się zawsze postępować uczciwie, ale uczciwie to nie zawsze znaczy dobrze.

Ewa W. Jakie emocje wypełniały Pani serce po wydaniu pierwszej książki?

E.F. Z pierwszą książką to jest tak jak z pierwszym wyczekiwanym dzieckiem. Kiedy napisałam swoją pierwszą książkę myślałam, że od razu świat pobiję i we wszystkich księgarniach (wtedy jeszcze było ich sporo) na półka będzie stała moja książka. Niestety rzeczywistość bardzo szybko zweryfikowała moje marzenie o wielkiej pisarce i długo nie mogłam znaleźć wydawcy. Kiedy się wreszcie udało, okazało się, że książka jest OCH i ACH, ale muszę zapłacić za wydanie jej. Chęć spełnienia marzenia stała się ważniejsza od pieniędzy i zainwestowałam (sporo jak dla mnie wówczas pieniędzy). Kiedy otrzymałam przesyłkę z moim pierwszymi książkami czułam się bardzo zawiedziona wyglądem, książeczka była mała, niepozorna a jak się później okazało w jej treści było sporo błędów. Ale byłam dumna, że zrobiłam pierwszy krok.

Ewa W. Z której swojej książki jest Pani najbardziej dumna?

E.F. Dumna jestem ze wszystkich moich książek, chociaż nie wszystkie w równym stopniu spotkały się z entuzjazmem ze strony czytelników. Ale myślę, że najbardziej jestem dumna z „Listów do Duszki”. Długo myślałam nad tym czy napisać tę książkę, łączyła mnie z bohaterką książki dość specyficzna przyjaźń i za każdym razem, kiedy opowiadała mi tę historię, to obie płakałyśmy. Ale wówczas uświadomiłam sobie, że napiszę tę książkę dla niej i bez względu na to, że znajdę wydawcę czy nie, książka powstanie. Niestety moja bohaterka nie dożyła do momentu wydania. Ale cały czas myślę, że gdyby żyła byłaby tak dumna jak ja, bo do końca kibicowała mojemu pisaniu.

Iza N. Ulubione motto/cytat?

E.F. Zawsze trzeba podejmować ryzyko. Tylko wtedy uda nam się pojąć jak wielkim cudem jest życie, gdy będziemy gotowi przyjąć niespodzianki jakie niesie nam los.
/Paulo Coelho/

Ale mam więcej ulubionych cytatów, można je przeczytać na moim blogu https://ksiazkiidy.pl/cytaty/

Iza N. Jakich rad najczęściej udzielała Pani babcia?

E.F. Nie pamiętam, żeby maja babcia udzielała mi jakichś rad, ale pamiętam, że kiedyś powiedziała mi, żebym ostrożnie wybierała przyjaciół, bo nie każdemu warto zaufać, i chociaż wówczas wzięłam jej słowa jak czcze gadanie, po latach przekonałam się ile w nich było prawdy.

Agata S. Czy jako autorka musiała Pani iść na jakieś ustępstwa wobec samej siebie, aby publikować?

E.F. Przede wszystkim musiałam uwierzyć w siebie , a to nie jest łatwe, zwłaszcza jak w środowisku znanych i czytanych czujesz, że jesteś kimś, w kogo nikt nie wierzy, a wręcz cichutko zakłada, że nic z tego twojego pisarstwa nie będzie. Kiedy pojawiły się pierwsze zawiedzenia trudno mi było uwierzyć w to, że jestem coś warta, ale się nie poddałam i kiedy nikt nie chciał wydać mojej książki (pisze tu o moich pierwszych powieściach) to się uparłam, że wydam sama, mimo wszystko. Poszłam na kompromis z samą sobą i powiedziałam sobie: Nie piszesz do szuflady, skoro chcą cię czytać to ci którzy chcą, znajdą drogę do ciebie” i… zaistniałam. Początkowo w bardzo małym gronie, ale stopniowo „jedna pani, drugiej pani” i… jestem 😊

Iwona M. Czy Pani powieści to fikcja literacka, czy może część zaczerpnięta z ży

E.F. Pierwsze moje książki to fikcje literackie, dopiero tetralogia Szkatułka Wspomnień została napisana na podstawie wspomnień moich podopiecznych i ich znajomych czy krewnych. Bardzo mi się to spodobało i chyba pozostanę przy tym, bo pięknie jest słuchać a potem to spisywać.

Czy ma Pani ulubioną swoją postać ze swoich powieści , jeżeli tak to dlaczego właśnie ta?

E.F. Mam, chociaż to może nie postać, a zwierzę. W „Płaczu wilka” mam właśnie wilka, z którym się bardzo związałam emocjonalnie w czasie pisania, to zwierzę sprawiło, że przestałam się wilków bać. Od wielu lat w moim domu zawsze są i były psy, zawsze kilka, dwa, trzy. Traktuję je jak członków rodziny, chociaż wielu ludzi się ze mnie śmieje. Mój mąż twierdzi, że nasze psy mają największą budę na świecie, którą jest właśnie nasz dom. Ale to właśnie one są przy mnie kiedy jestem smutna, to one cieszą się na mój widok całkiem bezinteresownie, i to one mnie nigdy nie zawiodły.

Ile czasu zajmuje Pani napisanie powieści? Od czego to jest uzależnione?

E.F. Nie jestem pełnoetatową pisarką i chociaż pisanie traktuję bardzo poważnie, to nie zawsze mam na nie czas. Więcej czytam niż piszę. Kiedy rodzi się w mojej głowie jakiś pomysł, to staram się wykorzystać każdą wolną chwilę, ale niestety do pisania potrzebuję ciszy, co jest deficytem kiedy mieszka się na wsi, z dwoma psami i wnuczką, która zawsze ma coś do powiedzenia. Nie potrafię pisać nocami, chociaż wtedy mam idealny spokój. Czasami napisanie powieści zajmuje mi dwa, trzy miesiące, a czasami rok. Trudno mi określić dokładny czas, bo uzależniony on jest od wielu czynników, zwłaszcza, że pracuję zawodowo i nie zawsze jestem w stanie pogodzić wenę z czasem.

Co Pani lubi robić po za pisaniem?

E.F. Lubię czytać. Jestem nałogową czytelniczką. Ale uwielbiam też słuchać muzyki, czasami, gdy jestem sama w domu, to siadam w fotelu, zakładam słuchawki na uczy i uciekam w świat muzyki. Lubię spacery zwłaszcza po plaży, ale chociaż mieszkam w Gdańsku, do morza mam spory kawał drogi. Uwielbiam podróże, poznawać nowe miejsca i obiecałam sobie, że jak już przejdę na emeryturę to będę podróżowała tyle, na ile starczy mi pieniędzy 😉

Od jak dawna pisze Pani książki?

E.F. Swoją pierwszą książkę napisałam w 2010 roku, aż trudno mi uwierzyć, że to już tyle lat.

Którego bohatera lub bohaterkę było najtrudniej stworzyć?

E.F. Miałam spory problem z Katarzyną z „Pamiątki z Paryża”, ponieważ chciałam ją przedstawić w dwóch odsłonach. Pierwszą była młoda, beztrosko patrząca na świat dziewczyna, radosna i pełna życia, a drugą dorosła kobieta po wypadku, poruszająca się na wózku inwalidzkim i dodatkowo z depresją. To była jedna z moich pierwszych książek, i chyba jej bohaterka nie przypadła niektórym czytelnikom do gustu.

Katarzyna M. Często czytam Pani recenzje na blogu i wiem że czyta Pani różne książki różnych autorów…moje pytanie ulubiony autor którego książki kupuje Pani bez zastanowienia ?

E.F. Moim ulubionym pisarzem jest Musso, jego książki kupuję czy wypożyczam „w ciemno”. Uwielbiam też Carlosa Ruiza Zafón’a którego posiadam chyba wszystkie wydane na polskim rynku książki, i Nora Robers. Obok książek tych osób nigdy nie przechodzę obojętnie.

Czy wypożycza Pani książki w bibliotece? Czy kupuje by mieć własne?

E.F. Niestety jestem typowym bibliofilem, lubię mieć książki na własność. Ale kiedy nie znam dobrze autora/autorki, a ktoś mi poleci, to wolę najpierw wypożyczyć książkę z biblioteki.

Czy lubi Pani podróżować? Zwiedzać nowe kraje i zakątki świata?

E.F. Uwielbiam podróże, gdybym miała dostateczną ilość czasu i pieniędzy, to mogłabym spędzić w podróżach cały rok. Czasami jakaś podróż zaowocuje potem książką, jak na przykład „Pamiątka z Paryża”, tak zauroczyłam się miastem, że już w drodze powrotnej, w samolocie, wiedziałam, że chcę napisać o nim książkę. To samo było z „Carpe diem”, moja podróż do Szkocji musiała zostać udokumentowana w jakiś sposób, a część fabuły „Listów do Duszki” umieściłam w niemieckim Koln, gdzie mogłabym nawet zamieszkać 😊

Bogdan B. Jaką książką chciałaby Pani być? Proszę podać tytuł i uzasadnić dlaczego właśnie ta, a nie inna

E.F. O matko, ale trudne pytanie. Chyba mogłabym być… „Carpe diem”, bohaterka tej książki ma wiele ze mnie, ale nie tak dosłownie, tylko w przenośni. Myślę, że gdzieś w środku, drzemią we mnie jakieś marzenia, które podświadomie chciałabym spełnić.

W Polsce rynek wydawniczy jest bardzo pokaźny. Mamy to szczęście, że jest dużo wydawnictw, ale jak tworzyć w Polsce i nie zwariować, a przy tym jeszcze zarobić na życie, czynsz i opłaty? Czy jest szansa wydać książkę, zwłaszcza debiut, bez protekcji, sponsoringu i tzw. „pleców”? Jakich rad udzieliłaby Pani początkującym pisarzom, zwłaszcza tym, którzy się boją, że zostaną odrzuceni przez wydawcę?

E.F. Przede wszystkim uwierzyć w siebie. Nie wiem ilu polskich autorów jest na takim etapie, że zarabia pisaniem na „życie, czynsz i opłaty”. Myślę, że jest ich sporo, ale ich droga do tego miejsca, w którym się teraz znajdują nie była od początku lekka i łatwa. Trzeba mieć rzeczywiście dobry pomysł na książkę, żeby autor-debiutant został zauważony. Wiem, że są tacy debiutanci, którym mocno kibicuję, bo od pierwszej ich książki widać, że mają wielki potencjał. Jeżeli ktoś zaczyna pisać i zaraz myśli, że będzie milionerem, to trochę może się przeliczyć. Moje pierwsze książki wydałam sama, chociaż self publishing w naszym kraju jest mocno krytykowany. Rynek wydawniczy nie jest łatwym rynkiem, ale jeszcze trzeba brać pod uwagę to, że nie wszystkie wydawnictwa są uczciwe, czyli wypłacalne. Znam pisarkę, która piszę świetne książki, wydała ich już kilkanaście, ale trafiła do wydawnictwa, które… mówiąc szczerze, nie płaci jej i procesują się już od kilku lat. Na całym świecie, są agencje literackie, gdzie dobry agent jest w stanie zdziałać cuda. U nas to chyba wciąż jeszcze jest w powijakach, ale można spróbować. Jedną z moich książek wysłałam do takiej agencji, z nadzieją, że pomogą mi znaleźć wydawcę. Po kilku dniach otrzymałam odpowiedź, że książka nie jest na topie i że oni nie chcą się angażować w coś, co nie ma przyszłości. Ale ja się nie poddałam, wysłałam tekst do kilku wydawnictw i… tą książką zainteresowało się wydawnictwo, i żeby było śmieszniej, to pierwszy nakład w ilości kilku tysięcy sztuk, rozszedł się w przeciągu niecałych dwóch miesięcy, co jest wielkim sukcesem dla kogoś, kogo nazwisko jest obce w świecie książek. Dlatego, jeżeli komuś zależy, żeby zaistnieć na rynku, to musi się bardzo starać. Takie jest moje zdanie. Póki co, ja piszę dla przyjemności i jednocześnie pracuję zawodowo, ale jak nie będę miała z czego żyć, to może zacznę się martwić o pieniądze.

Teresa K. Lubimy grać. Popularną grą w Polsce jest toto-lotek. Dziś wygrywa Pani horrendalną sumę pieniędzy. I co wtedy? Zakłada Pani swoje wydawnictwo? Może kupi Pani bezludną wyspę i w spokoju będzie tam Pani tworzyła kolejne dzieła? A może zbuduje Pani super nowoczesny szpital i ludzie będą tam leczeni bez kolejek i bezpłatnie? Co zrobi Pani z taką sumą pieniędzy?

E.F. Myślę, że zostałabym filantropką, byłabym jak Dominika Kulczyk, która jeździ po świecie i pomaga ludziom żyjącym w ubóstwie. Nie należę do osób bogatych, ale chętnie pomagam. Zresztą kto mnie zna, to wie, że rzadko odmawiam, kiedy organizowana jest jakaś zbiórka na pomoc komuś. Przez wiele lat pracowałam za tak zwane „psie grosze” tylko dlatego, że robiłam coś z potrzeby serca. Wielu ludzi się ze mnie śmiało mówiąc:  „ja za takie pieniądze w życiu nie robiłabym tego co ty”. Ale ja chciałam i robiłam. I myślę, że byłaby bardzo szczęśliwa móc na przykład kupić kilka tirów żywności dla głodujących dzieci gdzieś w Afryce.

Tak wiele się pisze w prasie, że w Polsce mało się czyta. Jakimi słowami zachęciłaby Pani młodzież do czytania polskiej literatury? Ma Pani pomysł?

E.F. Nie uważam, żeby w Polsce mało się czytało. Widzę ludzi czytających książki zarówno tradycyjne, jak i na czytnikach, w wielu miejscach, w komunikacji miejskiej. Do czytania nikogo nie można zmusić, albo ktoś to lubi albo nie. Można młodemu człowiekowi posunąć książkę, która zachwyci go od pierwszej strony, ale jak nie będzie czuł przyjemności z czytania, to nie sięgnie po następną. Nie mam pomysłu na zachęcenie, nawet nie wiem, czy moje dzieci przeczytały którąś z moich książek chociaż chętnie je polecają znajomym.

Renata K.  Gdyby mogła Pani wsiąść do wehikułu czasu, czego chciałaby Pani być świadkiem? Kogo chciałaby Pani spotkać?

E.F. Chciałabym uczestniczyć w koncercie Orkiestry Glenna Millera. Albo pobyć jakiś czas w średniowiecznym Paryżu.

Ewelina P.  Czym jest dla Pani przyjaźń? Z którym bohaterem Pani książek najbardziej chciałaby Pani się zaprzyjaźnić i dlaczego akurat z tym? Czym takim wyróżniałby się ten przyjaciel?

E.F. Przyjaźń, to wbrew pozorom bardzo trudna relacja między ludźmi. Czasami ktoś mówi „mam wielu przyjaciół” ale tak właściwie to jest sam. A czasami, ktoś mówi „nie mam przyjaciół” ale kiedy zajdzie potrzeba widzi, ilu ludzi mu pomoże. Bardzo zaprzyjaźniłam się z pierwowzorem bohaterki mojej książki „Listy do Duszki” i chociaż różnica wieku między nami była ponad 40 lat, to mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że byłyśmy przyjaciółkami. Nie mam wielu przyjaciół, bo to słowo zobowiązuje, ale mam wielu dobrych znajomych, którzy być może uważają mnie za swoją przyjaciółkę.


“– Jeanno, kobiety potrafią kochać o wiele mądrzej niż my! One nie kochają mężczyzny dla jego wyglądu. Nawet jeśli on się im bardzo podoba. – Joaquin westchnął błogo. – Kobiety kochają cię przez wzgląd na twój charakter. Twoją siłę. Twoją mądrość. Albo dlatego, że potrafisz zaopiekować się dzieckiem. Bo jesteś dobrym człowiekiem, masz honor i godność. One kochają cię inaczej niż mężczyzna kobietę. Nie z powodu kształtnych łydek ani nie dlatego, że w swoim garniturze budzisz zazdrość u jej koleżanek z pracy. Owszem, istnieją też takie kobiety, ale są tylko jak zły przykład dla innych” (Nina George “Lawendowy pokój”). Co sądzi Pani o tym cytacie? Czy uważa Pani, że kobiety i mężczyźni inaczej kochają? Co dla kobiet jest ważne w miłości, w wyborze Tego Jedynego?

E.F. Myślę, że zarówno wśród kobiet jak i wśród mężczyzn zdarzają się uczucia bardzo egoistyczne. Nie można powiedzieć, że kobiety kochają lepiej od mężczyzn, bo są przecież mężczyźni, którym nie zależy na idealnym wyglądzie kobiety tylko o jej wnętrzu. Zarówno wśród kobiet jak i wśród mężczyzn zdarzają się osoby, dla których ważniejsze jest ciało, stan materialny czy prezencja, i trzeba przyznać, że prawdziwa miłość nie patrzy na to co jest na zewnątrz ale na to co jest wewnątrz człowieka. Kobiety chyba jednak kochają inaczej, co innego jest dla nich ważne, na inne rzeczy zwracają uwagę. Mężczyźni w miłości są raczej prostolinijni, dla nich kobieta powinna być przede wszystkim bezgranicznie oddana, ale czy tak jest… trudno mi to określić.

Iza N. Jest Pani autorką wartościowych powieści. Z którą książką jest Pani najbardziej związana? Z której jest Pani najbardziej dumna? Która książka przyniosła Pani najwięcej spełnienia? A przy pisaniu której odczuwała Pani najwięcej zadowolenia i radości z pisania?

E.F. Dziękuję za określenie moich powieści „wartościowe”. Myślę, że najbardziej związana jestem z książką „Listy do Duszki” bo bardzo zależało mi na napisaniu tej powieści i z niej też chyba jestem najbardziej dumna, bo to jak odebrało ją wiele osób sprawiło mi ogromną radość. Nie wiem, czy ta książka również dała mi najwięcej spełnienia, chyba tak.  A najwięcej radości i zadowolenia z pisania miałam chyba przy pisaniu „Carpe diem”.

Patrycja P. Co w pracy pisarki jest dla Pani najtrudniejsze?

E.F. Najtrudniejsze są chyba emocje, z którymi czasami muszę się zmierzyć. Czytelniczki nie zawsze zdają sobie sprawy z tego, że często autor tak mocno angażuje się w fabułę, że przeżywa coś tak mocno jak jego bohater/bohaterka. Zdarzało mi się, że płakałam opisując jakąś scenę, chociaż dobrze wiedziałam, że przecież piszę fikcję. Ale i przy spisywaniu czyichś wspomnień zdarzyło mi się tak bardzo zaangażować, że serce waliło mi podczas pisania jak młot

Osiągnięcie celu czy droga do niego – co według Pani bardziej kształtuje człowieka?

E.F. Myślę, że droga do osiągnięcia celu potrafi ukształtować człowieka. Patrząc na to na przykład z punktu widzenia początkującego pisarza, który stworzy coś, co wydaje mu się arcydziełem, ale rzeczywistość bardzo szybko udowodni mu, że tak nie jest. I wówczas albo się poddaje, albo… robi wszystko aby osiągnąć ten zamierzony cel. Przez to staje się twardy, odważny. Ale bywa, że ktoś ten cel osiągnie łatwo, może czasami zbyt łatwo i… staje się przez to innym człowiekiem, staje się bardzo pewny siebie, w negatywnym tego słowa znaczeniu i nie wie, że to może go zniszczyć.

Gdyby słowem mogła Pani zmienić świat, jaki apel/motto wystosowałaby Pani do swoich czytelników?

E.F. Patrzcie wokół. Nie za siebie, nie przed siebie, ale wokoło. Zauważajcie to co dzieje się z dala, czasami patrząc tylko na siebie nie zauważamy tego, co dzieje się obok nas. A to może być coś ważnego i możemy coś przegapić.

Dorota K. Jaka jest Ewa Formella?

E.F. Jaka jestem? Trochę romantyczka, trochę szalona. Nie boję się wyzwań i jak obiorę sobie jakiś cel, to zrobię wszystko aby do niego dotrzeć. Czasami bywam nerwowa, ale w sytuacjach zagrożenia, szczególnie gdy ktoś potrzebuje mojej pomocy potrafię być niezwykle opanowana. Potrafię się dobrze bawić w miłym towarzystwie, ale nie unikam samotności. Jestem chyba jak każda kobieta, w której drzemie i radość z życia, i żal za czymś co minęło i nadzieja. Szybko się wzruszam, potrafię się rozpłakać bez powodu na przykład słysząc jakąś muzykę/piosenkę, widząc bawiące się szczenięta, lub słysząc szum fal. Ale potrafię się cieszyć z małych rzeczy. Nigdy nie byłam materialistką, pieniądze mają dla mnie wartość obecną, czyli jak są to dobrze, jak ich nie mam to trudno, inni mogą mieć gorzej i trzeba wymyśleć coś co pozwoli te pieniądze otrzymać. Mam jedną wielką wadę… nie widzę wśród ludzi wrogów i niestety bezgranicznie wszystkim ufam.  

Która z napisanych przez Panią książek jest pani najbliższą, szczególna?

E.F. Emocjonalnie chyba najbliższą jest dla mnie książka „Listy do Duszki”, ale to się może w każdej chwili zmienić, ponieważ już wiem, że tak samo ważna dla mnie jak wspomniana wcześniej jest ta, która wkrótce się ukaże czyli „Kołysanka dla Łani”.

Czy jest jakiś temat o którym nigdy nie zdecydowała by się pani napisać?

E.F. Nie zastanawiałam się nad tym, czy jest jakiś temat, o którym nigdy bym nie napisała, chociaż wiem z całą pewnością, że nie podejmę się napisania książki sf, bo nie mam aż tak wybujałej fantazji i nie napiszę erotyku, chociaż wiele czytelniczek uważa, że moje „Dziewczyny z Ogrodu Rozkoszy” (wcześniej wydane pod tytułem „Lawenda”) to erotyk, ale to jest mylne skojarzenie 😊

Katarzyna M. Skąd pomysły na nowe historie w Twoich książkach?

E.F. Czasami pomysł przychodzi znikąd, a czasami wystarczy czyjeś wspomnienie. Nie mam dużej wyobraźni, ale jak już podłapię jakiś temat, to wena przychodzi często sama i fabuła książki rozwija się własnym rytmem 😉

Jeżeli miałaby Pani napisać książkę w duecie z innym autorem to kto to by był?

E.F. To jest bardzo trudne pytanie, nigdy nie zastanawiałam się nad tym, czy chciałabym napisać coś z inną osobą. Każdy autor ma swój styl pisania i nie wiem, czy byłabym w stanie sprostać takiemu wyzwaniu. Nie czuję się jeszcze na tyle mocną pisarką aby próbować sił w duecie, chociaż to ostatnio stało się dość modne. Ale… może kiedyś…

Ewelina P. Co wywołuje uśmiech na Pani twarzy i dodaje skrzydeł?

E.F. Z całą pewnością uśmiech na twarzy wywołują mi spotkania i to nie tylko z osobami, o których istnieniu do tej pory nie miałam pojęcia, a one znają mnie z mojego Facebooka, czy moich książek. Często właśnie na Targach Książki potrafię się uśmiechać cały dzień, aż wieczorem bolą mnie szczęki 😉 Takie spotkania też dodają mi skrzydeł, bo kiedy widzę, że moja pasja (tu mam na myśli oczywiście pisanie) sprawia komuś przyjemność i ktoś koniecznie chce mnie poznać, bo zachwycił się moją książką. Czy może być coś bardziej przyjemnego?

Jolanta K.W jaki sposób odpoczywasz? Co dodaje Ci sił?

E.F. Kiedyś najlepiej odpoczywałam na spacerach, uwielbiałam samotne spacery, chodzić, zarówno tam gdzie było cicho i królowała tylko przyroda, ale lubiłam też spacery wśród ludzi, na przykład na deptakach nadmorskich, molach itp. Niestety moja dwukrotnie złamana noga już mi nie pozwala na taki odpoczynek, chociaż nadal uwielbiam spacery, ale jest to obecnie dość bolesna dla mnie przyjemność. Teraz najchętniej odpoczywam z książką, najlepiej gdzieś na łonie natury, na ławce w parku, na plaży, w ogrodzie na leżaku i chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że bezruch nie jest dobry dla moich mięśni i stawów, to tak właśnie najwięcej teraz się relaksuję.

Agnieszka P.  Za czym Ewuniu najbardziej tęsknisz w okresie epidemii?

E.F. Oj chyba za spotkaniami ze znajomymi, mimo tego, że jestem trochę samotnikiem, to lubię od czasu do czasu spotkać się w miłym towarzystwie. Ale mam nadzieję, że to się wkrótce skończy.

Czy dobór imion bohaterów w Twoich książkach to starannie przemyślane decyzja, czym się kierujesz przy wyborze?

E.F. Czasami mam problem z wyborem imienia i staram się aby nie powtarzało się w innych książkach, chociaż czasami się mylę. W jednej z moich książek moja bohaterka miała dwa imiona, na co zupełnie nie zwróciłam uwagi pisząc książkę, a co gorsza, osoba redagująca też jakoś to pominęła (imiona były podobne) dopiero jedna z czytelniczek zwróciła mi na to uwagę 😊 Czasami jest tak, że jakieś imię pasuje do osobowości człowieka, a czasami nie, więc staram się je dobrze dopasować, kierując się na przykład wspomnieniem kogoś ko znam o takim imieniu.

Czy pisząc książkę wiesz Ewuniu od początku jaki będzie tytuł, może to przychodzi z czasem?

E.F. Przeważnie u mnie najpierw powstaje tytuł, a później do niego dopasowywana jest fabuła. Ale bywa, że wydawnictwu się tytuł nie podoba i nakłania mnie do zmiany. Efekt końcowy bywa różny, bo na przykład książkę „Muzyka dla Ilse” planowałam zatytułować „Zapomniany medalion”, byłoby bardziej tajemniczo, ale nie pasowałoby do reszty tytułów tetralogii Szkatułka wspomnień. I tu był dobry wybór wydawnictwa Natomiast „Dziewczyny z Ogrodu Rozkoszy”, które wcześniej miały tytuł „Lawenda” cieszyły się większym zainteresowaniem pod starym tytułem.

Czy jest jakiś problem społeczny który chciałabyś poruszyć w jakiejś książce, jakiś ważny temat o którym warto mówić?

E.F. Jest dużo problemów społecznych, które chciałabym opisać i ktoś, kto przeczytał moje wszystkie książki wie, że w każdej jakiś poruszam. Uważam, że trzeba głośno mówić, zarówno o bezdomności jak i prostytucji, żeby ludziom otworzyć oczy. Wiem, że niewiele to da, ale może… W mojej najnowszej książce będzie problem bezdomności, i wielu moich beta czytelników uznało, że zbyt daleko poszła moja wyobraźnia, ale niech każdy myśli co chce, mnie to nie przeszkadza.

Motto życiowe, myśl którą często powtarzasz, słowa które towarzyszą to…

E.F. Słowa Paulo Coelho: „Pamiętaj, że wszystko co uczynisz w życiu zostawi jakiś ślad. Dlatego miej świadomość tego co robisz.”

Patrycja P.  Którego swojego bohatera lubi Pani najbardziej, a którego najmniej? 😊

E.F. Moją ulubioną bohaterką jest Ilse („Muzyka dla Ilse”) a najmniej…? To chyba Michael („Pamiątka z Paryża”)

Jaką książkę poleciłaby Pani swoim czytelnikom, jako taką, którą warto mieć w domowej biblioteczce?

E.F. Jeżeli ktoś lubi podróże to „Pamiątkę z Paryża” ale… „Płacz wilka” czy inne też moim zdaniem zasługują na miejsce w biblioteczce. To zależy od tego, jaką literaturę ktoś lubi czytać.

Agnieszka P. Co czytasz w wolnych chwilach? Czy tak jak my uważasz że warto sięgnąć po książki naszych polskich pisarzy i ich czytasz najwięcej?

E.F. Dostaję sporo książek do recenzji, i nie mogę powiedzieć czy wolę polską literaturę czy zagraniczną. Uwielbiam czytać polskich autorów, ze względu na nazwy czy imiona bohaterek/bohaterów, w zagranicznych książka (szczególnie skandynawskich) mam czasami z tym problem. Ale nie rozumiem osób, które twierdzą, że nie czytają polskich książek bo… nie. Uważam, że mamy wielu wspaniałych rodzimych autorów i autorki, i powinniśmy wspierać naszą literaturę.

Patrycja P. Która z przeczytanych przez Panią książek, miała na Panią największy wpływ? Czy jest taka?

E.F. Tak 😊 dawno, dawno temu przeczytałam dwie książki Stanisława Goszczurnego „Skrawek nieba” i „Mewy”, zrobiły na mnie tak duże wrażenie, że spakowałam plecak i wyjechałam ze Śląska na Wybrzeże gdzie mieszkam już ponad 40 lat 😉.

Czy jest pisarz, którego ceni Pani jakoś szczególnie? Jeśli tak, za co?

E.F. Jest wielu pisarzy, których cenię, trudno mi teraz wymienić ich wszystkich. Na przykład Anna Klejzerowicz czy Maciej Siembieda potrafią świetnie połączyć historię z wątkami kryminalnymi, czytając ich książki czytelnik zdaje sobie sprawę z tego jak wielką wiedzę włożyli w fabuły swoich powieści. Myślę, że mało kto potrafi tak jak Jolanta Kosowska czy Lucyna Kleinert rozbudzić (turystyczną) wyobraźnię czytelnika zabierając go w przeróżne zakątki świata, albo Magdalena Zimniak, której thrillery nie pozwalają na oderwanie się od książki od pierwszej do ostatniej strony. Mogłabym tak wymieniać bez końca. 

Agnieszka P. Czy jesteś taką okładkową sroczką, lubisz kiedy okładka przyciąga wzrok?

E.F. Zdecydowanie nie jestem sroczką, szczególnie, że teraz tak wiele okładek jest do siebie podobnych, i często nie odnoszą się do treści, że trudno mi zdecydować, że właśnie chcę przeczytać książkę, którą reprezentuje młoda, ładna kobieta zamiast nic nie mówiącej o fabule czarnej okładce tylko z tytułem. Czasami te kolorowe okładki tylko przyciągają oko, a gdy się zaczyna czytać, nie wiadomo dlaczego ktoś wybrał właśnie to zdjęcie na okładkę, dlatego nigdy nie kieruję się okładką. Zwracam raczej uwagę na autora, jeżeli go znam i lubię jego „pióro” to biorę książkę „w ciemno”, a jeżeli nie znam autora to staram się patrzeć na opis fabuły.

Czy masz Ewuniu jakieś rytuały podczas pisania, może zawsze coś musi stać, być obok, gdzie najlepiej się pisze?

E.F. Rytuałów nie mam, ale gdy siadam do pisania, zawsze muszę mieć obok laptopa duży kubek z piciem, w drugim pokoju cichutko gra radio RMF Clasic no i muszę mieć całkowity spokój.

Wierzysz w magiczną moc przedmiotów, masz może coś na szczęście, jakiś amulet? I druga strona wierzysz w przesądy np. piątek 13-stego

E.F. W przesądy raczej nie wierzę, chociaż jak kichnę w piątek na czczo, to zawsze w przeciągu 7 dni dowiem się o czyjejś śmierci i chociaż staram się w to nie wierzyć, to dziwnym trafem zawsze się to sprawdza. Wierzę w sny i czasami zdarza mi się zaraz po przebudzeniu sprawdzać w senniku co też mnie w najbliższym czasie czeka 😉 W magiczną moc przedmiotów zawsze wierzyłam, mam ulubione kubki i tylko nich piję kawę bo z innych mi nie smakuje i noszę w plecaczku małego szklanego słonika, którego kiedyś dostałam od kogoś na szczęście.

Patrycja P. Kto jest pierwszym odbiorcą Pani książek?

E.F. Zawsze pierwszymi odbiorcami moich książek są osoby, które proszę o konsultację w jakiejś sprawie dotyczącej wątku czy fabuły.

Anna Ż. Ewuś, wspominałaś, że być może powstanie kontynuacja “Płaczu wilka” – kiedy możemy się spodziewać tej książki? Czy ona już jest, a może się właśnie tworzy? 🙂

E.F. Dla mnie historia z „Płaczu wilka” się zakończyła, tak jak planowałam, ale kilkanaście moich czytelniczek naciska mnie, abym napisała kontynuację. Póki co, jestem w trakcie pisania innej książki i nie wiem, czy i kiedy zdecyduję się na wymyślenie dalszych losów mieszkańców „Domu Wschodzącego słońca” chociaż mojemu wilkowi przydałaby się rodzina inna niż ludzie 😉

Aleksandra M. Dostała Pani propozycję napisania romansu historycznego połączoną z możliwością tygodniowego pobytu w epoce, w której umiejscowi Pani akcję książki? W jakie czasy się Pani przeniesie i dlaczego?

E.F. Jak romans historyczny to tylko Paryż i jego okolice, XVII – XVIII wiek i Maria Antonina. Fabułę główną umieściłabym w przepięknej scenerii wioski Marii Antoniny mieszczącej się niedaleko pałacyku Petit Trianon w Wersalu. Cudowne miejsce. Zakochałam się w tym miejscu i jego otoczeniu od pierwszego wejrzenia, a Maria Antonina to jedna z niewielu postaci historycznych, które uwielbiam.

Agnieszka Osiecka napisała: „Jestem rozdrażniona, mam chęć szorować kamieniem po szybie”. Co mogłoby zmusić Panią do takiego zachowania?

E.F. Do takiego zachowania mógłby mnie zmusić widok znęcania się nad dzieckiem lub zwierzęciem, któremu nie byłaby w stanie zapobiec.

Jakie pytanie, które zadałaby Pani samej sobie, uznałaby Pani za najbardziej intrygujące?

E.F. O matko! Takiego pytania to się chyba nikt nie spodziewa 😉 Ale spróbuję odpowiedzieć: jak przeszłość wpłynęła na pani decyzje życiowe, że znalazła się pani w tym miejscu i w tym czasie?

Katarzyna M.  Pani Ewo co najbardziej denerwuje w sytuacji jaka jest w Polsce z powodu koronawirusa…?

E.F. Przestałam oglądać wiadomości, bo denerwuje mnie manipulowanie ludźmi, zastraszanie ich zamiast uświadamiania. Popatrzmy co się dzieje, zarażeń ciągle sporo, a ludzie przestają już pilnować siebie. Człowiek zastraszony najpierw czuje ogromny lęk, a kiedy widzi, że w sumie nic mu nie grozi, odpuszcza całkowicie. A przecież osoby świadome nie będą odpuszczać, tylko dbać o siebie i swoich bliskich.

Czy pisze Pani dla nas coś nowego ? Co to będzie?

E.F. Piszę obecnie książkę, ale nie mogę zdradzać zbytnio fabuły. W najbliższych miesiącach wyjdzie moja najnowsza książka „Kołysanka dla Łani” i teraz tak właściwie myśli mam zaprzątnięte tamtą książką. Ale ta, którą teraz piszę to kolejna „wycieczka” do Gdańska i trochę legend gdańskich… więcej nie mogę zdradzić 😊

Dorota K.  Ewa Formella spotyka Anioła Stróża… co mu powie..? Co on powie jej..?

E.F. No… niechbym go tylko spotkała 😊 Z całą pewnością zapytałabym go jakim prawem bierze sobie urlopy ode mnie wtedy, gdy go potrzebuję i pozwala, żebym łamała nogi, czy ulegała innym kontuzjom. On z pewnością odpowiedziałby mi, że od Ewy Formelli czasami każdy musi chwilę odpocząć, bo nie można być cały czas w jej towarzystwie.

“Listy do Duszki”.. jeden z tytułów pani książki… Ja uwielbiam listy.. zresztą piszę już ponad 11 lat do mojego Taty który nie żyje… A jak to jest u pani z pisaniem listów.. Lubi pani pisać, otrzymywać, przechowywać… wracać do nich…?

E.F. Lubię pisać listy, chociaż teraz to już nie są takie prawdziwe jak kiedyś, wysyłane w kopertach tylko mailowo. Ale mam dwie koleżanki do których od czasu do czasu  tradycyjny list wysyłam, bo cały czas mam taką potrzebę i cieszę się bardzo, gdy znajduję kopertę w skrzynce pocztowej, chociaż przyznam szczerze, coraz mniej ich przychodzi, więcej otrzymuję w poczcie mailowej.

Dotychczas przeczytałam tylko “Dziewczyny z Ogrodu Rozkoszy”… Bardzo mi się podobała choć na początku nie wiedziałam czego się spodziewać… I mile mnie książka zaskoczyła…. Skąd wziął się na nią pomysł..?

E.F. Wcześniej książka miała tytuł „Lawenda”. Kiedyś byłam w sanatorium i siedziałam w parku, gdzie na rabatkach rosły różne gatunki lawendy. Rozmawiałyśmy z koleżanką o wszystkim i o niczym i wtedy przeszła obok nas piękna młoda kobieta. Przyznam szczerze, że byłam jej urodą, jej poruszaniem się, jej ubiorem zachwycona. Przypomniałam sobie wówczas artykuł-wywiad jaki przeczytałam w latach 80-tych w jednym z pism typu „Pani”, „Twój Styl”, czy coś podobnego. Artykuł był o ekskluzywnej prostytutce mieszkającej gdzieś w okolicach Gdańska, do której dostęp mieli tylko wybrani i bardzo bogaci. Patrzyłam za tą mijająca nas panią, wokół pachniała lawenda i… tak jakoś wskoczył mi pomysł.

Patrycja P. Introwertyk czy ekstrawertyk – któremu łatwiej będzie zostać dobrym pisarzem?

E.F. Dobrym pisarzem czy dobrym i poczytnym pisarzem? Bo to są dwie różne cechy. Myślę, że dobrym pisarzem może zostać zarówno introwertyk jak i ekstrawertyk, ale temu drugiemu z pewnością łatwiej będzie zostać poczytnym. Myślę jednak, że introwertyk więcej uczucia będzie wkładał w swoje powieście, przez co mogą one być ciekawsze pod wieloma względami. Ale najlepiej jak taki pisarz ma w sobie trochę tego i trochę tego.

Dorota K.  Czy po napisaniu książki, gdy już ostatnia strona zostaje przywrócona czuję się pani “wypompowana” czy raczej “nabuzowana” emocjami, euforią…?

E.F. Jeśli chodzi o mnie to nie czuję ani „wypompowania” ani „nabuzowania”. Piszę raczej powoli, często sporo zmieniam, poprawiam, bo dzisiaj widzę jakąś scenę tak, a jutro coś mi w niej „zgrzyta”. Z całą pewnością mogę jednak powiedzieć, że po skończeniu książki, czuję dumę, że udało mi się dobrnąć do końca i przelać mój pomysł na papier. Tak, zdecydowanie, czuję wówczas dumę.

Patrycja P. Co Pani czuła/myślała podczas wydawania swojej pierwszej książki 😊?

E.F. Byłam z siebie bardzo dumna, chociaż moja pierwsza to raczej była książeczka nie książka. Zrobiłam coś o czym od dawna marzyłam i odważyłam się na ten krok.

W jaki sposób rozprawia się Pani z przeciwnościami losu? Czy natrafiła Pani na takie podczas wydawania którejś z książek?

E.F. Wydawanie książek to wcale nie jest taki prosty i łatwy sposób, jak się nie jest znanym pisarzem, nie ma się wsparcia medialnego czy wydawniczego, to czasami kończy się tak, że napisany tekst ląduje w przysłowiowej szufladzie. Wiele wydawnictw nawet nie odpisuje autorowi, dlaczego nie chce jego książki. Mnie to jednak nie zatrzymało w miejscu. Przez wiele lat wydawałam książki jako self publishing, nie chcą mojego tekstu, to nie, wydam się sama. Kiedy otrzymałam pierwszą odpowiedź od wydawnictwa, że są zainteresowani moją książką to byłam już tak bardzo przygotowana na to, że kolejną książkę wydam sama, że trudno mi było uwierzyć. I chociaż już gdzieś tam w świecie książek zaistniałam, to nie mam pewności, czy kolejną moją książkę ktoś liczący się na rynku zechce wydać. Ale już mam tak spore grono czytelników i czytelniczek, że jak nikomu (tu mam na myśli wydawców) się moja książka nie spodoba to ja ją wydam sama, bo wiem, że są osoby, które czekają na każdą moją kolejną powieść.

Renata K. Gdyby nakręcono film o Pani, jaki miałby tytuł?

E.F. Dziewczyna z gitarą 😊

Jakby można wskoczyć do książki, to jakiej książki chciałaby Pani stać się bohaterką?

E.F. Ale mojej czy czyjejś? Jeżeli mojej to z całą pewnością byłabym Aliną z „Carpe diem”, ale jeżeli chodzi o innego autora, to chciałabym być Marią Antoniną, chociaż ona nie skończyła dobrze.

Aneta O.  Jakie to uczucie kiedy wchodzi Pani do księgarni i widzi Pani wśród tylu książek, te Pani autorstwa?

E.F. Przyznam szczerze, że tylko raz mi się zdarzyło zobaczyć swoją książkę na półce w księgarni, byłam tak ucieszona, że zaraz poszłam do pań ekspedientek i pochwaliłam się, że to moje. Oczywiście przy okazji poprosiły mnie o podpisanie iluś tam egzemplarzy dla czytelników co zrobiłam z ogromną radością.

Ewa W.  Jak Pani myśli czy pisanie może być “lekarstwem” na nieśmiałość lub osamotnienie?

E.F. Zdecydowanie tak 🙂 Często pisząc, “wylewam” z siebie uczucia, które ukrywam przed innymi, pomaga mi to uporać się z emocjami.

Jolanta Kosowska – Dziękuję serdecznie za przyjęcie naszego zaproszenia♥️, za wszystkie fantastyczne odpowiedzi♥️♥️, do zobaczenia w realnym świecie♥️💐

E.F. To ja dziękuję, czuję się dzisiaj jakbym była na Targach Książki fizycznie, a nie tylko wirtualnie.

BLIŻEJ, NIŻ MYŚLISZ – Ewa Przydryga

Ewa Przydryga urodziła się i w Poznaniu, obecnie mieszka w Gdyni. Jest absolwentką filologii angielskiej UAM w Poznaniu, pracuje jako nauczycielka i tłumacz języka angielskiego. Jej pasją są podróże po najodleglejszych zakamarkach Francji; i w jedną z nich, biegnącą przez tamtejsze metropolie, zapomniane wioski, a wreszcie świat wyobraźni, zabiera czytelników swojej książki. Zadebiutowała powieścią “Motyle i ćmy”. Autorka thrillerów psychologicznych w stylu „domestic drama”.

Bliżej niż myślisz to thriller psychologiczny, którego fabuła umiejscowiona została we współczesnej Gdyni.

PREMIERA KSIĄŻKI 20 MAJA 2020

Wydawnictwo MUZA.SA
stron 316

Nika jest młodą kobietą po przejściach. Jej życie jest pasmem ciągłych dramatów. W dzieciństwie przeżyła tragedię, w jej obecności w domowej wannie utopiła się jej młodsza siostrzyczka. Toksyczna matka na każdym kroku przypominała jej o tym, znęcając się nad nią psychicznie i fizycznie. Kiedy Nika została znaną pisarką pojawił się w jej życiu stalker, który pewnego dnia zaatakował ją raniąc w brzuch, przez co kobieta straciła mające się wkrótce narodzić dziecko. Do męża również nie miała szczęścia, bowiem zaczął ją zdradzać krótko po ślubie. Kobieta postanawia zmienić całkowicie swoje życie i kupuje stary dom w Gdyni, który przekształca w pensjonat. Pewnej nocy zauważa, że coś złego dzieje się z jej tajemniczą lokatorką, która najprawdopodobniej została zamordowana. Niestety policja nie znajdując w pensjonacie żadnych dowodów na istnienie rzekomo zamordowanej kobiety, i wiedząc o tym, że Nika nie stroni od psychotropów i alkoholu, uznaje zgłoszenie za wybryk jej wyobraźni. Nika jednak się nie poddaje i zaczyna własne śledztwo. Czy to co widziała tamtej nocy stało się, czy tylko był to omam alkoholowo lekowy? Czy uda jej się dowiedzieć kim naprawdę była tajemnicza kobieta, która zatrzymała się w jej pensjonacie? Czy uda jej się dowiedzieć więcej na temat zbrodni?

To moje pierwsze, ale mam nadzieję nie ostatnie spotkanie z twórczością tej autorki. Lubię książki w których narracja jest w pierwszej osobie czasu przeszłego, bo wówczas wyobrażam sobie, że siedzę z daną osobą w jednym pomieszczeniu i słucham jej opowieści.

Ta książka jest dość specyficzna, mało w niej jest dialogów, więcej opisów i przemyśleń głównej bohaterki.

Główna bohaterka jest również dość specyficzną osobą, kobietą nie ufającą prawie nikomu nawet sobie, z dość traumatyczną przeszłością i życiem między szklanką z alkoholem i lekami psychotropowymi. Trauma jaka pozostała w niej po tragicznej śmierci siostry niestety powraca bolesnymi wspomnieniami. Kolejną trudną do zaakceptowania w jej życiu osobą jest matka, toksyczna i fałszywa, która przed ludźmi udaje kochająca mamusię, a dzieciństwo swojej córki zamieniła w koszmar. To wyjątkowo pechowa kobieta, której nie oszczędziła sława jaką zdobyła jako pisarka i z powodu której trafił jej się stalker, który również doprowadził do kolejnej tragedii w jej życiu, atakując ją pewnego dnia, w skutek czego utraciła wyczekiwaną córeczkę. Trudno jest żyć nie mając oparcia wśród najbliższych, bo ani matka ani mąż nie potrafili jej go dać, nie pomogło nawet długie leczenie w szpitalu psychiatrycznym.

Alkohol i leki psychotropowe to bardzo często jedyne ukojenie, to coś co pozwala chociaż na chwilę zapomnieć, na jakiś czas wyrwać się z bolesnej teraźniejszości w której dominują traumatyczne wspomnienia. Muszę przyznać, że autorka wykonała kawał dobrej roboty zaglądając do najbardziej trudnych i przerażających zakamarków ludzkiej psychiki.

Mieszanie alkoholu i leków często powoduje omamy, a stresujące sytuacje doprowadzają do częstych flashbacków, w czasie których kobieta nagle traci realność chwili i przenosi się do traumatycznych zdarzeń z przeszłości.

(…) Wiem, że to matka. Że idzie do mnie, po mnie. Staje pod drzwiami, jestem pewna bo przez szparę do kotłowni wpada zapach jej perfum, słyszę spokojny, równomierny oddech. Boję się go tak samo, jak boję się jej samej. (…)

Oprócz psychologicznej strony tej powieści, mamy całkiem ciekawy wątek kryminalny, który z jednej strony prowadzi główna bohaterka, a z drugiej policja.

Ciekawie skonstruowana intryga prawie cały czas trzyma czytelnika w napięciu. Cały czas towarzyszy nam jakiś dziwny niepokój, tajemnice które pojawiają się po kolejnych krokach i mroczna ciekawość czy uda się głównej bohaterce doprowadzić sprawę do końca. Autorka trochę manipuluje czytelnikiem, narracją stosuje ciekawe chwyty powodując specyficzną reakcję emocjonalną. Czytelnik jest jakby w pewnego rodzaju niepewności, której towarzyszy niepokój i coś w rodzaju niezdecydowania.

Mylne tropy, niebagatelna intryga kryminalna, przejrzyście nakreślone tło obyczajowe i rosnące napięcie to cechy dobrego thrillera, a tego tutaj nie brakuje.

Osobowość głównej bohaterki jest nie tyle ciekawa co intrygująca. Straumatyzowana kobieta w pewnym momencie zaczyna myśleć nad wyraz logicznie, zapętlając się w coś co może się dla niej skończyć tragicznie. Ale kiedy trzeba jest silna i odważna, chociaż strach często jej towarzyszy.

(…) Trzeba na moment zanurzyć się w innym świecie, aby lepiej zrozumieć swój własny. Tej wymówki używam za każdym razem, kiedy sięgam po kieliszek wina w nadziei, że jeden niewinny łyk przeniesie mnie w krainę chwilowego szczęścia. Liczę, że wymaże z pamięci te wspomnienia, których ja sama nie potrafię zablokować. (…)

Ta książka prawie od samego początku wciąga w wir psychologicznych wątków przeszłości i teraźniejszości. Muszę przyznać, że czytałam ją z pewnego rodzaju niepokojem.

Zakończenie natomiast zaskoczy chyba każdego, przynajmniej mnie udało się zaskoczyć całkowicie.

Polecam tę powieść szczególnie miłośnikom dobrych thrillerów i powieści psychologicznych. Myślę, że sięgając po tę lekturę nikt nie poczuje zawodu, bowiem fabuła wciąga od samego początku i trzyma w napięciu aż do końca.

Dziękuję Wydawnictwu MUZA. SA za propozycję przeczytania tej powieści jeszcze przed jej premierą i jestem więcej niż pewna, że Ewa Przydryga jest kolejną polską pisarką, po której książki będę sięgała bardzo chętnie.

ŁOWCA – Agnieszka Pruska

Agnieszka Pruska już gościła w skromnych progach mojego bloga, ale chętnie ją ugoszczę kolejny raz. Z pochodzenia jest wrocławianką, ale zamieszkać postanowiła w Gdańsku. Z wykształcenia jest nauczycielką, ale od wielu lat nie pracuje w wyuczonym zawodzie. Jej pasje to książki i aikido, w którym jest posiadaczką mistrzowskiego czarnego pasa. Literacko zadebiutowała w roku 2013 powieścią „Literat”. Jest członkinią Oliwskiego Klubu Kryminału. To jedna z naszych polskich kryminalistek, po której książki sięgam bardzo chętnie. I chyba przeczytałam już wszystkie jej książki, które ukazały się na rynku księgarskim. Jeżeli ktoś chciałby bliżej poznać tę autorkę to zapraszam do wcześniejszych wpisów lub na stronę autorki.

Łowca to współczesny kryminał policyjny, którego fabuła umiejscowiona została w Gdańsku.

PREMIERA EBOOKA 14 KWIETNIA 2020

PREMIERA KSIĄŻKI 25 MAJA 2020

Wydawnictwo OFICYNKA
stron 496

Na osiedlu domków jednorodzinnych zostają znalezione zwłoki młodej kobiety. Zaniepokojony nieobecnością sąsiadki na spacerach z psami znajomy, postanawia sprawdzić co u niej i… znajduje jej zmasakrowane przez mordercę i psy ciało. Śledztwo przypada grupie policjantów, której przewodzi Barnaba Uszkier. Niestety morderca nie próżnuje i w niedługim czasie zostają znalezione zwłoki kolejnej kobiety. Obie te zbrodnie charakteryzuje pewien szczegół, który skłania policjantów do świadomości, że obie kobiety zabił ten sam człowiek. I chociaż śledztwo nie idzie jak po maślę, to następna zbrodnia dokonana w podobnym stylu zaczyna coraz bardziej spędzać sen z oczu wszystkich zaangażowanych w sprawę. Czy Barnaba i jego ekipa znajdą wreszcie sprawcę zbrodni? Ile jeszcze kobiet zginie brutalnie zamordowanych zanim policja wpadnie na trop mordercy? Dlaczego zginął emerytowany policjant, który nie był świadkiem zbrodni? Kim jest psychopatyczny morderca, pastwiący się nad swoimi ofiarami?

Po książki tej autorki sięgam z przyjemnością i chyba nie jestem w stanie określić czy bardziej lubię serię z Barnabą Uszkierem czy komedie kryminalne z dwoma nauczycielkami.

Książka jest dość specyficzna, nie ma ostrych zwrotów akcji, nie ma zbytniej brutalności (pomijając opisy zbrodni) i nawet przekleństwa w ustach policjantów nie rażą tak jak w innych powieściach. Autorka precyzyjnie i bardzo fachowo przeprowadza czytelnika przez śledztwo dając możliwość pełnego uczestnictwa w procedurach policyjnych. Fabuła mimo mocnego zaangażowania policjantów w zagadkę kryminalną nie toczy się błyskawicznie, są dość przewidywalne zwroty akcji, chociaż wiadomo, że w końcu musi dojść do wykrycia sprawcy. Jednak sprytne manipulowanie czytelnikiem cały czas powoduje pewien dystans i do śledczych i do śledztwa.

Narracja charakteryzuje się tym, że jest sporo dialogów, co z kolei sprawia, że książkę czyta się bardzo szybko, bo mimowolnie angażując się w rozmowy, jesteśmy kimś w rodzaju widzów obserwujących krok po kroku czynności policjantów, które mają doprowadzić do odkrycia osobowości sprawcy. W grupie osób zaangażowanych w śledztwo są zarówno policjanci jak i prokurator i psycholog, który często jest kimś bardzo pomocnym.

(…) – Zastanawiam się. Przepytani zostali praktycznie wszyscy. Miejsce zdarzenia i zwłoki też nic więcej już nam nie powiedzą. Najwięcej informacji o sprawcy mamy od Leńskiego, ale tego też jest niewiele. (…)

Patrząc z punktu widzenia laika, może nam się wydawać, że policja jest nieudolna, skoro nie potrafi szybko znaleźć sprawcy, ale wielu przestępców jest tak sprytnych, że  trudno ich szybko zakwalifikować do grona podejrzanych i często mały drobiazg może zdecydować o tym czy ktoś zawinił.

Trzeba przyznać, że autorka ma sporą wiedzę z kryminologii, bardzo drobiazgowo opisuje większość czynności czy zachowań policjantów, robi to tak, jakby zdawała dokładny raport, w którym pominięcie jakiegoś szczegółu mogłoby wyjść na niekorzyść sprawy. Ale ta dobra wiedza jest tylko wielkim atutem powieści, bo niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego jak wyglądają czynności śledcze i ile muszą się policjanci nachodzić i nasłuchać aby uzyskać jakieś konkretne ślady czy dowody.

(…) Te „paluszki” są o tyle ciekawe, że widać dosyć rzadko występujący wzór pętlicowy. Poza tym jest jeszcze coś. Morderca pracował głównie w rękawiczkach, ale ma na palcu bliznę, która uwidacznia się na śladach. Tak więc będzie można również skorzystać i z tego. Co więcej, technicy sprawdzili wydruki jako takie i zauważyli, że na wszystkich, oprócz tych, na których była Wilczyńska, jest skaza powstała na skutek zadrapania bębna. Była niewidoczna gołym okiem, ale pozwoli zidentyfikować drukarkę.(…)

Zresztą tendencja do opisywania szczegółów jest jakby marką tej autorki. Niewielu pisarzy kryminałów może się pochwalić tym, że zna dobrze to o czym pisze. Owszem zdarzają się trzymające w napięciu powieści kryminalne, w których zwroty akcji są tak niespodziewane, że człowiek w pewnym momencie łapie się na tym, że chciałby już być na ostatniej stronie. Tutaj jest pewnego rodzaju paradoks, niby śledztwo powoli posuwa się do przodu, ale większość zaangażowanych w nie policjantów cały czas jest w toku działań i jak zaczynają dzień wcześnie rano to często kończą bardzo późnym popołudniem lub wieczorem. Ale policjant ma czas pracy nienormowany i to chyba dlatego tak się dzieje.

(…) Prokosz wszedł na drugie piętro, sprawdził numer mieszkania i zadzwonił do drzwi. Po dłuższym oczekiwaniu usłyszał kroki, ktoś go obejrzał przez wizjer i dopiero wtedy przekręcił klucz w zamku. W drzwiach stał niewysoki mężczyzna z dwudziestoma kilogramami nadwagi, lekko licząc. Jego włosy domagały się mycia i strzyżenia, a kilkudniowy zarost nie był z gatunku tych modnych, a świadczył o lekceważącym podejściu do wyglądu. Poplamione farbą jeansy i rozciągnięty T-shirt dopełniały obrazu. (…)


Fabuła wciąga, zbrodnie czasami bulwersują bo opisane z precyzyjnością dokonań mogą spowodować szybsze bicie serca, ale… brakowało mi takiej charakterystyki osobowości bohaterów. Owszem jest sporo o Barnabie Uszkierze, zaglądamy nawet do jego prywatności, do jego domu, małżeństwa i częściowo psychiki, ale nie ma tu prawie nic o innych, o jego współpracownikach. Mnie się udało ich wcześniej trochę poznać, czytając wcześniejsze części, w których głównym bohaterem jest Uszkier, ale jeżeli ktoś zacznie czytać od tej części, to nie pozna bliżej współpracowników Uszkiera. Więcej dowie się o osobowości zabójcy niż policjantów, a moim zdaniem to też jest ważne, kiedy w jakiś sposób „zna się” bohaterów współistniejących.

Polecam tę książkę szczególnie miłośnikom dobrych kryminałów, dobrej wiedzy nigdy za wiele, a tu tej wiedzy zarówno z kryminologii jak i kryminalistyki jest całkiem sporo. Autorka przeprowadza czytelnika przez biologiczno-techniczną stronę wykrycia przestępcy, dając jednocześnie coś w rodzaju instrumentu do znalezienia go. Świetnie opisuje techniki kryminalistyczne i taktykę kryminalną od działań polegających na wykryciu sprawy, poprzez działania dowodowe i profilaktyczne. Przedstawia co jest głównym przedmiotem zainteresowania śledczych, jakie są motywy tego co robi seryjny morderca, bo żeby dobrze poznać sprawcę, trzeba wziąć pod uwagę wiele czynników nie tylko motyw, ale również jego środowisko jak i profil osobowościowy.

Dziękuję wydawnictwu Oficynka za możliwość przeczytania tej powieści przed jej papierową premierą, z żalem żegnam się z Barnabą Uszkierem, bo podobno jest to ostatnia część z jego udziałem. Ale jeżeli ktoś jeszcze nie miał okazji go poznać, to może to szybko nadrobić sięgając po „Literata”, „Żeglarza”, „Spadkobiercę” czy „Hobbystę”.

CICHE DNI – Abbie Greaves

Abbie Greaves to młoda angielska pisarka. Ukończyła studia na uniwersytecie w Cambridge. Od kilku lat pracuje w agencji literackiej. Obecnie mieszka ze swoim partnerem w Edynburgu. Do napisania pierwszej książki zainspirował ją artykuł o chłopcu z Japonii, który nigdy nie widział by jego rodzice ze sobą rozmawiali.

Ciche dni to dramat psychologiczny, którego fabuła umiejscowiona została w Anglii.

PREMIERA KSIĄŻKI 20 MAJA 2020

Wydawnictwo MUZA. SA
stron 318

Frank i Margot są szczęśliwym małżeństwem od ponad czterdziestu lat. Kiedy zrozumieli, że ich starania się o dziecko mogą nigdy nie zostać spełnione, przestają wierzyć w to, że kiedyś zostaną rodzicami. Margot w wieku 27 lat poroniła i ta utrata dziecka na długie lata negatywnie odbiła się na zdrowiu kobiety. Kiedy po piętnastu latach małżeństwa Margot zachodzi w ciążę, oboje małżonkowie jednocześnie cieszą się i obawiają nowej sytuacji w rodzinie. Przez lata nauczyli się żyć tylko we dwoje, czy dziecko zmieni coś w ich związku? Oboje kochają córkę bardzo mocno, ale ich szczęście z posiadania potomstwa trwa około dwudziestu lat. Po śmierci córki coś zaczyna się zmieniać, Frank zamyka się w sobie i przestaje rozmawiać z Margot, a ona… nie jest w stanie pogodzić się ani ze śmiercią córki ani milczeniem męża. Kiedy dochodzi do kolejnej tragedii, Frank stara się odbudować związek, za wszelką cenę chce wreszcie wyjawić tajemnicę, która stała się pewnego rodzaju przyczyną jego milczenia, zaczyna mówić, ale czy Margot go słyszy leżąc w szpitalu w śpiączce?

Po przeczytaniu te powieści uświadomiłam sobie, jak łatwo jest zniszczyć długotrwały związek milczeniem. Kilkadziesiąt lat szczęśliwego małżeństwa i jeden dramat, jedna tragedia i wszystko zostaje zrujnowane. Czy za zburzenie jest odpowiedzialna tragedia, czy emocje z nią związane?

Wielu ludzi nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, do czego może doprowadzić obojętność w związku. To, że ludzie się nie biją, nie wyzywają, nie upokarzają na każdym kroku nie oznacza, że się wzajemnie nie krzywdzą, milczeniem i obojętnością. Czasami takie tłumione emocje bardziej szkodzą niż wybuchy złości.

Książka jest napisana dość specyficznie, życie i uczucia jakie kiedyś łączyły dwoje ludzi poznajemy poprzez ciche zwierzenia siedzącego przy łóżku żony mężczyzny, lub wcześniejsze zapiski kobiety, które postanowiła ona przekazać mężowi z myślą o tym, że jest to jej ostatni przekaz dla niego.

(…) Zawsze postrzegałam nasze małżeństwo jako łańcuch od roweru, który przez kolejne lata obraca się gładko, bez niespodzianek. Jednak z czasem w niektórych miejscach trochę się zacina i wystarczy malutkie kłamstewko, żeby naoliwić mechanizm i sprawić, by można było jechać dalej. (…)

Narracja jest raz trzeci osobowa i w czasie przeszłym, a raz pierwszoosobowa w czasie teraźniejszym.

Autorka pokazuje jak może wpłynąć na rodziców późne macierzyństwo, kiedy dwoje ludzi nauczyło się żyć w związku tylko ze sobą, godząc się poniekąd z tym, że jest im pisany brak potomstwa.

Kiedy z dzieckiem czy też raczej z nastolatkiem dzieje się coś złego, rodzice obwiniają siebie, zadając sobie pytanie, czy zawinili nadopiekuńczością czy byli dla tego dziecka zbyt zamknięci na jego problemy.

Bohaterowie tej powieści też obwiniają siebie za to co działo się z ich córką, ale tego gdzie tak naprawdę tkwił problem, nie wiedział nikt.

(…) Nic nie przygotowuje nas na porażki, które odnosimy jako rodzice. Żałuje, że nie może teraz dotknąć Magie, nawet jeśli łączyłoby się to z lawirowaniem wśród przewodów od rozmaitych urządzeń i rurek kroplówki, wśród szelestu dziwnego, jakby papierowego ubrania. Ty jej nie zawiodłaś, powiedziałby. Ale ja tak. (…)

Kiedy związek zaczyna opierać się na tajemnicach, niedopowiedzeniach, a milczenie wydaje się czymś w rodzaju buntu lub wyrzutów sumienia, to bardzo trudno będzie ten związek odbudować i doprowadzić do stanu początkowego. Miłość nie jest w stanie pokonać milczenia. To, że ktoś kocha drugą osobę, ale pozwala na to, aby czuła się w związku samotna, nie może być nazwane miłością. Nic tak nie scala ludzi jak rozmowa, która jest wprawdzie często oznaką emocji, ale i dowodem na to, że potrafimy się ze sobą komunikować, potrafimy rozmawiać nie tylko o radościach, ale i o smutkach zalegających  gdzieś w naszym sercu. Nie jesteśmy w stanie zobaczyć myśli drugiego człowieka, ale możemy je usłyszeć, bez względu na to, czy nas zranią czy dodadzą otuchy.

(…) Nigdy nie czułem się tak osamotniony. A przecież małżeństwo, nasze małżeństwo, miało położyć kres samotności. (…)

Ta książka to bolesna, pełna emocji opowieść o bólu milczenia, który potrafi doprowadzić do tragicznych skutków.  Dlaczego wciąż tak mało porusza się tematów taki jak ten, tematów dotyczących nieumiejętności w wyrażaniu własnych uczuć? Nie wolno nam milczeć, no milczenie może zabić.

Moim zdaniem, ta książka mimo dość spokojnej, wręcz nostalgicznej fabuły aż pulsuje emocjonalnym napięciem, wzrusza i rozdziera człowieka na milion kawałków, gdzie w ciągu krótkiego czasu można zniszczyć wszystko co się do tej pory osiągnęło w związku. Zniszczyć nie tylko młodzieńcze marzenia, ale i uczucia, które kiedyś budowały. Nie żałujmy sobie czułych słów, gestów potwierdzających nasz stosunek do drugiej osoby, pielęgnujmy pozytywne uczucia zamiast zabijać je zbyt wymownym milczeniem.

To nie jest lekka lektura, chociaż czytałam ją z zapartym tchem i nie potrafiłam oderwać się od jej stron. To książka, która uświadamia nam jak łatwo możemy zabić coś, co budowaliśmy przez lata, nie wypowiadając żadnych słów. Bo nic tak nie zabija jak obojętność.

Polecam tę książkę całym sercem. Tak jak wspomniałam wcześniej, nie jest to lektura lekka, łatwa i przyjemna, ale jej fabuła z całą pewnością u wielu na długo pozostanie w pamięci.

Dziękuję Autorce za te godziny pełne emocji, które niejednego pewnie zmuszą do refleksji i dziękuję wydawnictwu MUZA. SA za propozycję przeczytania tej książki przed jej polską premierą.

Napisz do mnie

Czerwiec 2020
P W Ś C P S N
« Maj    
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
2930  

Książki które przeczytałam

Recenzje moich książek

  • Leśniczówka
  • Pamiątka z Paryża
  • Jutra nie będzie
  • Lawenda
  • Płacz wilka
  • Carpe Diem
  • Listy do Duszki
  • Muzyka dla Ilse
  • Dziewczyny z Ogrodu Rozkoszy

Znajdziesz mnie również na

lubimyczytać.pl granice.pl booklikes.com nakanapie.pl sztukater.pl instagram.com/ewfor/ facebook.com/KsiazkiIdy/