Recenzje książek

NIEMORALNA GRA – Jolanta Kosowska

(…) Ona nie odpowiada na telefony. Ciągle włącza się informacja, że abonent jest chwilowo niedostępny. Wyłączyła komórkę albo nie ma zasięgu. Boję się, że w drodze powrotnej skręciła tym swoim trupem do Szwajcarii Saksońskiej. Tam w wielu miejscach nie ma zasięgu. (…)

Zdjęcie z prywatnego albumu autorki bloga.

Jolanta Kosowska urodziła się na Opolszczyźnie i prawie całe życie związana była z Wrocławiem, Opolem i Sobótką. Jest absolwentką wrocławskiej Akademii Medycznej i studiów podyplomowych na Akademii Wychowania Fizycznego. Z zawodu jest lekarką, specjalistką w trzech dziedzinach medycyny. Od kilkunastu lat mieszka i pracuje w Dreźnie, a swój czas dzieli między pracę zawodową, podróże i pisanie powieści. Jako pisarka zadebiutowała w roku 2012 powieścią „Niepamięć”.

NIEMORALNA GRA to powieść obyczajowa z nutką tajemnicy.

PREMIERA KSIĄŻKI 21 PAŹDZIERNIKA 2014

Wydawnictwo NOVAE RES, stron 335

Konrad jest nauczycielem etyki zawodowej na jednej z medycznych uczelni Któregoś dnia przyjaciel poprosił go, aby wziął za niego dyżur w studenckim telefonie zaufania. Jedna przerwana w pół słowa rozmowa zmienia nieoczekiwanie dotychczasowe życie Konrada. Odnalezienie rozmówczyni staje się jego jedynym celem, wręcz obsesją, wypełnia dni, spędza sen z powiek, pochłania całą energię. Prowadząc swoje małe śledztwo Konrad trafia do Drezna gdzie zaczyna się wyścig z czasem, a jego życie nabiera tempa, powodując, że wszystko wymyka się spod kontroli. Nic już nie układa się w logiczną całość… Konrad niepostrzeżenie daje się wciągnąć w zastawioną na niego pułapkę. Kim jest dziewczyna, która zadzwoniła do telefonu zaufania w czasie trwającego dyżuru Konrada? Czy nauczyciel etyki odnajdzie swoją rozmówczynię?

To moja dwudziesta-któraś książka Jolanty Kosowskiej i muszę przyznać, że jej fabuła nieco mnie zaskoczyła. Długo po skończeniu nie wiedziałam co o niej myśleć.

Tym razem autorka zabrała swoich czytelników do Drezna i do Saksonii, do miejsc, które zdążyłam zobaczyć, a niektóre nawet poznać na tyle, że oczami wyobraźni byłam w nich razem z bohaterem.

Można by powiedzieć, że fabuła książki płynie spokojnym nurtem, ale to nie jest tak spokojny nurt, bo od czasu do czasu pojawiają się w nim gwałtowne i niebezpieczne wiry.

Historia opisana w książce jest pełna niedomówień, tajemnic i czegoś co może doprowadzić ludzką psychikę na skraj wytrzymałości.

To dość nietypowa książka, coś jakby połączenie dramatu, kryminału, thrillera i powieści psychologicznej.

Główny bohater jest dość specyficznym mężczyzną i tak do końca nie jestem przekonana czy na ukształtowanie jego dość osobliwych zachowań wobec kobiet wpłynęła jego trudna i skomplikowana przeszłość czy paskudny charakter.

I chociaż nie polubiłam Konrada to momentami bardzo mu współczułam. I muszę przyznać, że chwilami miałam ochotę mocno nim potrząsnąć.

Autorka porusza w tej powieści kilka smutnych, wręcz dramatycznych wątków, a jednym z nich jest na przykład ból po utracie najlepszego przyjaciela. Śmierć zawsze jest bolesnym wątkiem życia tych, którzy muszą żyć ze świadomością czyjejś straty i ten watek przewija się prawie przez całą fabułę.

(…) Konrad wiedział o operacji Marco. Ta operacja zakończyła się totalną klęską. Marco odszedł, a Konrad nie potrafił się pogodzić z jego śmiercią. Pewnie gdzieś tam w sercu czuł się współodpowiedzialny… Nie do wiary, że ktokolwiek może się czuć współwinny takiej śmierci. (…)

Innym dość zaskakującym wątkiem jest stosunek głównego bohatera do kobiet, a właściwie to do uczuć jakie mogłyby być z nimi z związane, gdyby on nie bał się tych uczuć. Gdyby potrafił pokochać kogoś miłością szczerą, taką bez oczekiwań. Dlaczego Konrad tego nie potrafił? Czy dlatego, że zbyt długo szukał tej właściwej kobiety, czy dlatego, że się bał zaangażowania w poważny związek?

Ten mężczyzna skrzywdził swoim zachowaniem wiele kobiet nie myśląc o tym, że kiedyś może życie wziąć na nim odwet.

Wątek tajemniczej rozmowy w telefonie zaufania jest dość skomplikowany i muszę przyznać, że autorka zaskoczyła mnie jego zakończeniem.

Ale tym wątkiem pokazała jak bardzo człowiek może się zmienić, gdy zaczyna inaczej myśleć i przejmować się drugą osobą.

Moim zdaniem to nie jest lektura z tych: lekka, łatwa i przyjemna, chociaż ja uwielbiam nostalgiczny styl jakim pisze Jolanta Kosowska.

Narracja w pierwszej osobie czasu przeszłego nie jest moją ulubioną, ale czytając książkę z taką narracją zawsze odnoszę wrażenie, że siedzę z daną osobą w jednym pomieszczeniu i słucham jej zwierzeń.

W przypadku tej powieści narratorów mamy kilkoro, dzięki temu pewne sytuacje poznajemy z różnych stron.

 Z całą pewnością jest to książka, która niejednego czytelnika czy czytelniczkę skłoni do refleksji. Mnie ta historia od kilku dni „dudni” w głowie i myślę, że pozostanie w niej na długo.

POLECAM przeczytanie tej książki, ja nie mogłam się od niej oderwać, a to chyba o czymś świadczy.

Dziękuję Autorce za książkę, piękną dedykację i za to, że ponownie mogłam znaleźć się w Dreźnie i w Saksonii.

NIE WSZYSTKO ZŁOTO – Aga Sotor

(…) Dziwnie mi z myślą, że wcale nie przyjechałam tutaj szukać domu, lecz paradoksalnie go znalazłam. „To najlepsza wakacyjna miejscówka, jaka mogła mi się trafić”. Przez moją głowę nie przebiega choćby cień myśli o powrocie. (…)

Aga Sotor jest młodą autorką specjalizującą się w pisaniu książek z gatunku comfort books z psychologiczną głębią, pełnych ciepła i humoru powieści o skomplikowanych relacjach, które otulają jak koc, poprawiają nastrój i skłaniają do refleksji. Czyta, pisze, maluje i dzierga swetry, słuchając audiobooków. Uwielbia spokój, bliskość natury i ciepłe historie o życiu. Jest taką trochę starą duszą w młodym ciele. Czuje jesień przez cały rok. Kocha historię, styl vintage, długie rozmowy nocą, atmosferę małych kawiarni oraz wąskich włoskich uliczek. Jest fanką muzyki z lat 60-tych i malarstwa impresjonistów. Mieszka w małej miejscowości nieopodal Wrocławia, a najlepiej odpoczywa spacerując po lesie.

NIE WSZYSTKO ZŁOTO to powieść obyczajowa z nutką romansu.

PREMIERA KSIĄŻKI 08 LIPCA 2026

Wydawnictwo FILIA, stron 366

Laurencja jest florystką w rodzinnej pracowni „Flora”. Od zawsze marzyła o tym, by stanąć na ślubnym kobiercu i rzucić własnym bukietem, ale jej długoletni narzeczony był chyba innego zdania. Kiedy traci narzeczonego, traci również wiarę w miłość, a zaufanie do najbliższych i świat, który znała, rozpada się na kawałki z powodu pewnego bardzo zaskakującego listu i informacji w nim zawartych. Próbując poradzić sobie z własnymi emocjami wyjeżdża gdzieś w nieznane, nie spodziewa się jednak, że los zaprowadzi ją do urokliwego domu nad jeziorem i że właśnie tam odnajdzie coś, czego szukała całe życie: prawdziwą siebie. Trafia do małego miasteczka pełnego uroku, niespodziewanych wyzwań i barwnych postaci. Z nowym biznesem na głowie, niezwykłym kręgiem kobiet, które stają się jej nową rodziną, oraz przy boku pewnego szefa kuchni Laurencja odkrywa, że prawdziwe szczęście często kryje się tam, gdzie najmniej się go spodziewamy.

Lubię poznawać twórczość nowych autorek i autorów często trafiając na prawdziwe perełki i dzięki Wydawnictwu FILIA poznałam „pióro” Agi Sotor przy okazji właśnie odkrywając taką książkową perełkę.

Ależ mnie fabuła tej książki wciągnęła, przez dwa dni starałam się wykorzystać każdą wolną chwilę, aby przeczytać chociaż kilka stron.

Chociaż większość tej historii dzieje się jesienią to i tak uważam, że jest to idealna lektura na lato.

Muszę przyznać, że początkowo zachowanie głównej bohaterki mocno mnie irytowało i miałam ochotę kilka razy porządnie nią potrząsnąć, a wszystko co się w jej życiu wydarzyło uznać za coś co przecież każdemu może się przytrafić. Tym bardziej, że jej bliscy nie działali na jej szkodę tylko próbowali ją chronić od emocjonalnych zawirowań.

Ale tak dokładnie to nie wiem jak sama bym się zachowała gdybym po 36. latach odkryła, że któreś z moich rodziców nie jest moim biologicznym tylko, że zostałam przez niego adoptowana. Bardzo polubiłam ojca głównej bohaterki, który okazał się rodzicem takim jakiego chciałby mieć chyba każdy.

Trochę nie rozumiałam, dlaczego przez tyle lat rodzice Laurencji nie zdradzili jej prawdziwego pochodzenia, ale skoro do niczego jej ta wiedza nie była potrzebna to po co mieli jej robić mętlik w głowie. Zwłaszcza, że przybrany ojciec darzył ją taką miłością jak nie potrafi tego okazać niejeden biologiczny rodzic. Przepraszam za spoiler, ale nie mogłam się od tych myśli uwolnić.

Od zawsze twierdzę, że rodzinę tworzą ludzie a nie tylko geny.

(…) Spadek! Pieniądze, dużo pieniędzy! I zdrowie! Zdrowie i pełna, kochająca mnie rodzina. Jestem cholerną szczęściarą, że w rodzinnej loterii wylosowałam właśnie taki zestaw bliskich. Filip nie zasłużył, by grać z nami w jednej drużynie. (…)

Ta książka to cudowna, pełna humoru i dobrych emocji lektura, która pokazuje, że szczęście można znaleźć wszędzie, nawet tam, gdzie się go nie szuka.

Ale najpierw trzeba coś zakończyć, aby mieć możliwość rozpoczęcia czegoś nowego.

Bardzo mi się ta książka podobała i po przeczytaniu jej jestem przekonana, że chociaż jest to pierwsza książka tej autorki, która trafiła w moje ręce, to z całą pewnością nie ostatnia.

Autorka porusza w powieści kilka życiowych wątków i niby są one gdzieś w tle głównego, czyli tego odnoszącego się bezpośrednio do głównej bohaterki i jej rozterek, ale wydają się równie ważne.

Lekkie „pióro” Agi Sotor sprawia, że książkę czyta się tak, że najchętniej nie odkładałoby się jej nawet na kilka minut.

Tajemnica rodzinna, która przypadkowo została odkryta być może jest nieco dramatyczna, w końcu lekkomyślność zachowania niektórych osób i brak chęci ponoszenia konsekwencji za swoje czyny nie jest niczym przyjemnym dla innych, ale całość została przedstawiona w taki sposób, że nawet negatywnych bohaterów można polubić.

Jest trochę zaskakująco, trochę bajkowo, trochę zabawnie i trochę romantycznie, ale ogólnie jest tak, że czyta się książkę z prawdziwą przyjemnością.

POLECAM gorąco, proponuję zapisać sobie nazwisko autorki bo być może tak jak ja zachwyci Was swoją książką.

Cieszę się, że z bohaterami tej powieści jeszcze będzie można się spotkać (przynajmniej tak obiecuje autorka), bo chętnie wrócę do „Pałacyku Wrzosowe Łąki”.

Dziękuję Autorce za cudowne chwile relaksu, a Wydawnictwu Filia dziękuję, że mogłam tę książkę przeczytać w ramach współpracy barterowej.

PRZEMILCZANA – Agnieszka Lis

(…) Lunia na kolanach niani machała nóżką w rytm organowych pasaży, aż trzęsły się kolana kobiety. I nuciła coś pod nosem, wyraźnie zachwycona dźwiękami. (…)

Zdjęcie z prywatnego albumu autorki bloga.

Agnieszka Lis to jedna z najpoczytniejszych pisarek literatury obyczajowej. To nie tylko pisarka, ale również pianistka i felietonistka. Ukończyła Akademię Muzyczną (z wykształcenia jest pianistką) oraz dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim (chciała nauczyć się lepiej pisać). Jak sama mówi o sobie – jest pełna sprzeczności i uważa, że gdyby miała dzisiaj jeszcze raz decydować o kierunku studiów, zdecydowałaby tak samo, ponieważ muzyka nie tylko uwrażliwia, ale przede wszystkim wzbogaca, a rozumienie języka muzyki jest czymś szczególnym. To autorka, która pisze o życiowych perypetiach, bólu, rozstaniu, trudnych relacjach i chyba właśnie za to cenię ją bardzo jako pisarkę.

PRZEMILCZANA to to powieść inspirowana życiem zapomnianej kompozytorki i pianistki Tekli Bądarzewskiej-Baranowskiej.

PREMIERA KSIĄŻKI 01 LIPCA 2026

Wydawnictwo FILIA, stron 374

Niezwykle utalentowana, ale zapomniana przez historię Tekla Bądarzewska-Baranowska żyje w świecie, który nie przewiduje miejsca dla kobiety pragnącej tworzyć. Bez formalnego wykształcenia, bez wsparcia, rozdarta między obowiązkami żony i matki a palącą potrzebą komponowania, próbuje ocalić własny głos. Jej utwory podbijają salony, kształtują muzyczne gusta całego pokolenia, nuty sprzedają się w milionach egzemplarzy. A mimo to jej nazwisko znika, jakby nigdy nie istniała. Czy Tekla miała szczęśliwe życie? Kto ją wspierał w tym co kochała najbardziej? Dlaczego nie została doceniona tak jak Chopin i inni pianiści i kompozytorzy, czy tylko dlatego, że była kobietą?

Wielu odwiedzających mój blog wie, że są autorki/autorzy, po których książki sięgam chętniej niż po innych, do nich między innymi należy Agnieszka Lis. I chociaż nie wszystkie jej książki mnie zauroczyły, to żadna jeszcze nie zawiodła moich oczekiwań czytelniczych.

Ta książka jest dość specyficzna i z pewnością skierowana do bardziej wyrafinowanych czytelników, takich, którzy nie czytają książki dla samego czytania, ale dla prawdziwej przyjemności.

Agnieszka Lis stworzyła historię życia kobiety, która chociaż miała wielki talent i otoczona była miłością najbliższych to nie potrafiła w pełni wykorzystać swojego szczęścia i swojego talentu żyjąc w czasach w jakich żyła, kiedy kobiecie wolno było jedynie błyszczeć na salonach, zarządzać domem (służbą), a nie wolno było mieć własnego zdania, zwłaszcza na tematy polityczne czy panującego ówcześnie systemu.

Autorka zabiera czytelników zarówno w świat muzyki jak i do zaboru rosyjskiego, w jakim przyszło żyć bohaterce tej powieści.

Fikcja literacka jaką stworzyła częściowo tylko opiera się na dokumentacji, ale większości jest wymysłem, a może lepiej powiedzieć domysłem autorki, o czym Agnieszka Lis nadmienia w posłowiu książki.

Bohaterka tej historii mimo wielkiego talentu muzycznego nie jest osobą znaną i muszę przyznać, że gdyby nie powieść, z pewnością nigdy bym się nie dowiedziała o istnieniu tej pianistki i kompozytorki, która pozostawiła po sobie piękne utwory.

Co ciekawe, utwory Tekli Bądarzewskiej-Baranowskiej bardziej znane są poza granicami Polski niż w naszym kraju. Czyżbyśmy nie potrafili docenić talentów rodzimych twórców?

To nie jest lektura z tych, o których się mówi: lekka, łatwa i przyjemna i z pewnością nie jest ona dedykowana wszystkim. Myślę jednak, że dzięki wielu muzycznym wstawkom, tu mam na myśli opisy utworów i sposób ich muzycznej interpretacji jakimi autorka uraczyła swoich czytelników, lektura ta będzie nie lada gratką dla melomanów i osób, które mają chociaż w minimalnym stopniu wiedzę o muzyce klasycznej. Być może dla kogoś, kto nie interesuje się muzyką poważną mogą te wstawki wydać się nieco niezrozumiałe lub wręcz mało interesujące, ale dla melomanów są prawdziwą perełką wśród pięknie „skomponowanej” prozy jaką stworzyła Agnieszka Lis.

(…) Tekla Bądarzewska- Baranowska swój najpopularniejszy utwór zapisała w tonacji Es-dur, czyli z trzema bemolami przy kluczu (be-es-as), w tempie andante z włoskiego to „idąc” i w metrum cztery czwarte (czyli każdy takt musi zawierać cztery ćwierćnuty lub też ich równowartość. (…)

Momentami autorka ubarwia swoją powieść staropolskim nazewnictwem co dodatkowo wpływa na dość oryginalny odbiór fabuły, ale całość jest napisana językiem współczesnym, odrobinę tylko stylizowanym co pozwala abyśmy my – żyjący w czasach innych niż Tekla – w czytelny sposób odebrali teks książki.

POLECAM tę książkę tym, którzy lubią biografie i powieści inspirowane biografiami, chociaż ta lektura biografią samą w sobie nie jest.

POLECAM tę powieść osobom kochającym muzykę klasyczną, bo w tej powieści pięknej muzyki jest sporo.

Dziękuję Autorce, że dzięki niej poznałam postać Tekli Bądarzewskiej- Baranowskiej i muszę wspomnieć, że oczywiście po przeczytaniu książki zaraz zaczęłam szukać w Internecie utworów tej kompozytorki i wysłuchanie nagrań na YouTube potraktowałam jako zwieńczenie powieści traktując to jak swoisty epilog fabuły.

A Wydawnictwu Filia dziękuję, że mogłam przeczytać tę książkę w ramach współpracy barterowej.

NADZIEJA JEST BLISKO **BRACIA DREKS** – Paulina Kozłowska

(…) Pięknie Laura! Właśnie oddałaś swój los w ręce tego faceta. Bardzo feministyczna postawa. Sufrażystki pewnie balują w niebie z radości.! (…)

Paulina Kozłowska to urodzona w 1988 roku mieszkanka urokliwej Kobylnicy, na Pomorzu. Zawodowo zajmuje się kadrami. Prywatnie jest miłośniczką książek obyczajowych i kryminałów. Jej wielką miłością są również filmy kostiumowe, dla których „zarwała” już niejedną noc. Jest autorką kilku książek w tym: „Zakątek nadziei”, „Świąteczna narzeczona” czy cykl książek „Pensjonat na Kaczym Wzgórzu”.

NADZIEJA JEST BLISKO to drugi tom powieści obyczajowej trylogii BRACIA DREKS.

PREMIERA KSIĄŻKI 26 MAJA 2026

Wydawnictwo REPLIKA, stron 303

Michał Dreks ma słabość do motocykli i szybkiej jazdy. Podczas jednej z przejażdżek zostaje zatrzymany przez dość konsekwentną w działaniu policjantkę. Aby nie stracić prawa jazdy, zmyśla, że spieszy się do swojej dziewczyny na porodówkę. Gorliwa policjantka postanawia towarzyszyć mu do szpitala, aby sprawdzić, czy mężczyzna mówi prawdę. Laura jest w trzecim miesiącu ciąży, bez środków do życia i dachu nad głową. Niedawno została oszukana i pozbawiona pracy. Przyjechała właśnie do szpitala na badania. Przypadek sprawia, że Michał i Laura na siebie wpadają, a Michał spontanicznie, a może w akcie desperacji podaje się za ojca dziecka Laury, co mocno skomplikuje życie obojga. Chłopak proponuje przyszłej mamie zamieszkanie razem z nim do czasu wyjaśnienia pewnych spraw. Czy udawany związek ma szansę przerodzić się w prawdziwe uczucie? I czy Michał, gdy pozna tajemnice Laury, nadal będzie chciał jej pomóc?

Jeżeli ktoś zastanawia się nad lekką i przyjemną lekturą na weekend czy urlop to gorąco polecam trylogię BRACIA DREKS. Wprawdzie tom trzeci ukaże się dopiero w sierpniu, a ja zaczęłam czytać tę trylogię od drugiego tomu, to myślę, że warto zapisać te książki na listę wakacyjnych lektur.

Jestem przekonana, że wkrótce sięgnę po pierwszą część, a następnie i trzecią, bo bardzo tych młodych mężczyzn polubiłam.

Fabuła książki jest trochę bajeczna, ale nawet dorośli lubią czasami przenieść się do świata nieco odrealnionego.

Autorka przedstawia nam świat wielkiego bogactwa, przepychu i władzy, ale robi to pozbawiając bohaterów (tu mam na myśli braci Dreks) snobizmu. Wręcz przeciwnie, jeden z braci, którego poznajemy w tej części, oprócz bogactwa posiada również ogromną empatię.

I chociaż to co zrobił w pierwszym odruchu wydaje się krokiem egoistycznej walki o siebie to trzeba przyznać, że ten egoizm wyszedł mu na dobre. Jemu i komuś jeszcze.

Jeżeli ktoś czytał Rodzinę Monet to z pewnością czytając tę książkę zwróci uwagę na pewnego rodzaju podobieństwo postaci (młodzi, przystojni, bogaci i władczy) ale i też na niesamowitą więź łączącą braci, których w tej historii jest trzech.

Łączą ich nie tylko wspólne interesy (wszyscy pracują w jednej firmie założonej przez ich ojca), ale są ze sobą bardzo zżyci wyznając zasadę Muszkieterów – jeden za wszystkich, wszyscy za jednego.

Piękni ludzie i duże pieniądze zawsze przyciągają uwagę innych, a w tej książce mamy i jedno, i drugie, więc myślę, że nikogo nie znudzi ta lektura.

Autorka z lekkością pisze o fantazjach lekko erotycznych głównych bohaterów, bo jak się nie zauroczyć takim mężczyzną jak Michał Dreks – przystojnym, bogatym, odważnym, którego pasją są motocykle.

(…) Nie wiem, dlaczego tak bardzo mnie to rusza. Pomiędzy nami nic więcej się nie stanie, choć zdarza mi się ostatnio śnić o tym, jak Michał porywa mnie w ramiona i zarzeka się, że moja ciąża nie stanowi przeszkody i że pragnie mnie wraz ze wszystkimi problemami, które się za mną ciągną, oraz z całym dobrodziejstwem inwentarza. (…)

Ale pokazuje również świat wielkich korporacji i często wykorzystywanych w nim ludzi, chociaż w firmie prowadzonej przez braci Dreks panuje wręcz rodzinna atmosfera, czego można pracownikom tylko pozazdrościć.

Autorka również z lekkością i humorem przedstawia historię, która wielu może się wydać mało realną, ale (moim zdaniem) jest to historia piękna, w której zwycięstwo odnosi uczucie zrodzone z lekkomyślnie podjętej decyzji.

To „lekkie pióro” jakim pisze Paulina Kozłowska sprawia, że książkę czyta się płynnie, a jej fabuła wciąga od pierwszej strony. I chociaż zakończenie jest dość przewidywalne to i tak uważam, że spędziłam w towarzystwie Laury i Michała bardzo przyjemny czas.

POLECAM gorąco nie tylko na weekend czy urlop, ale myślę, że warto sobie zarezerwować czas na relaks z tą książką, która jest dość ciekawym romansem.

Dziękuję Wydawnictwo Replika za możliwość przeczytania tej książki w ramach współpracy barterowej i myślę, że wkrótce napiszę również o pozostałych dwóch częściach Braci Dreks, które mam w planach przeczytać.

NIEBO W KOLORZE KALINY – Agnieszka Zakrzewska

(…) Nie chciała tu żadnych francuskich rarytasów, marmurów, jedwabi, bonsai. Siedlisko było królestwem maciejki, słoneczników, kaliny, kwitnących jabłoni i wiśni. Nad dachem w pogodne dni czerwieniło się tak pięknie, jakby ktoś rozpalał ogień tuż nad sadem. Dom z niebem w kolorze kaliny – mówili okoliczni mieszkańcy. (…)

Zdjęcie z prywatnego albumu autorki bloga.

Agnieszka Zakrzewska pochodzi z Drawska Pomorskiego, urodziła się w roku 1974. Wielbicielka ludzi i kolekcjonerka chwil. Często bez czapki, zawsze bez parasola, w wyjątkowych wypadkach bez butów, ale nigdy bez notatnika w przepastnej torbie. Jej życiowe motto brzmi: „Im dłużej czekasz na przyszłość, tym będzie krótsza”. Zatem nie czeka. Działa. I spełnia swoje marzenia. Niedoszły prawnik. Z zamiłowania polonistka. Z wyboru emigrantka, od 2002 roku mieszkająca w Królestwie Niderlandów w mieście Deventer. Autorka sagi amsterdamskiej, która stała się ulubioną lekturą Polek w kraju i za granicą. Czytelniczki mówią o niej, że w swoich powieściach uwalnia dobre emocje.

NIEBO W KOLORZE KALINY to współczesna powieść obyczajowa z nutką romansu i dramatu.

PREMIERA KSIĄŻKI 03 CZERWCA 2026

Wydawnictwo FILIA, stron 352

Małżeństwo Anny i Ksawerego do szczęścia potrzebowało jedynie dziecka, niestety los boleśnie sobie zadrwił z młodych małżonków. Po stracie ukochanej żony Ksawery Mierzejewski długo nie potrafi sobie poradzić z bólem, w pewnym momencie postanawia zaszyć się w siedlisku prowadzonym przez jego szwagierkę i przyjaciółkę zarazem. Laura prowadzi pensjonat na skraju Puszczy Drawskiej, w ukrytej wśród drzew chacie, do której trafiają tylko nieliczni. W siedlisku na gości zawsze czekają chleb ze skrzypiącą skórką, pachnąca cynamonem szarlotka, świeże kwiaty, cisza i dobre słowo gospodyni. Laura o nic nie pyta – słucha i nalewa aromatycznej herbaty ze starego imbryka po babci Antoninie, która tak bardzo kochała ten dom. Lea Mirska, wracając z sanatorium leczenia bezpłodności, po usłyszeniu bolesnej diagnozy, niespodziewanie zatrzymuje się w leśnej gęstwinie, samochód odmawia współpracy, ale kiedy Lea wysiada z auta, spotyka kobietę z koszykiem pełnym ziół, która proponuje jej pomoc i herbatę w swoim pensjonacie. Lea po raz pierwszy w życiu słucha intuicji i przyjmuje to niezwykłe zaproszenie. Przekraczając próg drewnianej chaty, nie ma pojęcia, że to przypadkowe spotkanie odmieni jej życie. Czy Ksawery i Lea odnajdą wspólny język? Czy Laura po nieudanym małżeństwie odzyska spokój i pieniądze, które zabrał jej mąż?

„Pióro” Agnieszki Zakrzewskiej znam już na tyle, że „w ciemno” sięgam po kolejne jej powieści wiedząc, że czeka mnie prawdziwa czytelnicza uczta. Biorąc do ręki tę, nie spodziewałam się jednak, że fabuła wywoła we mnie tyle ekscytacji i doprowadzi do tak wielu wzruszeń.

Historie bohaterów, których mamy tutaj kilkoro są tak pełne emocji, że trudno momentami zapanować nad łzami, ale gdzieś w podświadomości czuje się, że tak jak po burzy wychodzi słońce, a po nocy nastaje dzień, tak bohaterki i bohater uporają się w końcu z traumami i dramatami życiowymi jakie zafundował im los.

Świetnie wykreowane przez autorkę osobowości postaci występujących w książce to – moim zdaniem – jeden z wielu plusów tej powieści.

Poznajemy tutaj kilka osób, których drogi w pewnym momencie się przecinają. Poznajemy młodą kobietę pragnącą zajść w ciążę, której wydaje się, że do pełni szczęścia potrzebuje tylko dziecka.

Poznajemy mężczyznę, który przez kilka lat nie potrafi pozbierać się emocjonalnie po tragedii jaka się w wydarzyła w jego życiu.

I poznajemy również inną młodą kobietę, której miłość do ukochanego tak przysłoniła świat, że nawet nie zauważyła, gdy ukochany wciągnął ją na finansowe dno.

Losy tej trójki splatają się w pięknym miejscu, domu, w którym króluje zapach własnoręcznie pieczonego chleba, a empatia ludzi sprawia, że miejsce to jest czymś więcej niż tylko pensjonatem, do którego się jedzie na wypoczynek. A magia powietrza przesiąkniętego zapachem mchu i mokrej po deszczu ziemi skłania do zwierzeń i pozwala na rozrachunek z przeszłością.

(…) Spojrzała na Leę. – Być może teraz widzisz wszystko w czarnych barwach, ale kiedyś zobaczysz jeszcze kolory. Taka kolej życia. Jak mawiał mój świętej pamięci mąż, nawet po najciemniejszej nocy wstaje jasny dzień. (…)

Pięknie ukazana społeczność małej miejscowości jest takim bardzo optymistycznym akcentem powieści, myślę, że wielu z nas chciałoby mieszkać wśród ludzi, na których można liczyć w każdej chwili. Ludzi bezinteresownie sprawiających innym radość.

Przyznam szczerze, że nie mogłam się od tej książki oderwać, a w pewnym momencie zaczęłam kibicować bohaterom gorąco wierząc w to, że każdy z nich wyjdzie na życiową prostą, by znów po tych trudnych chwilach uśmiechać się nie tylko ustami, ale i sercem.

To opowieść o ciszy, w której budzą się szczerość i zaufanie do drugiego człowieka, rodzi się dojrzała miłość, nie taka cielesna, ale taka pełna zapachu chleba, świeżej kawy o poranku, czułego dotyku pokrytej rosą trawy i pocałunków na tle nieba będącego w kolorze kaliny.

(…) Dobrych rzeczy nie wolno odkładać na później. Te złe… jak najbardziej. (…)

POLECAM tę książkę każdemu, kto ceni sobie piękne, wzruszające historie. Myślę, że nikomu nie grozi nuda podczas czytania. To książka idealna do przeczytania w czasie urlopu, bo gdy już się zacznie czytać, to trudno się od niej oderwać.

Dziękuję Autorce za kolejną piękną historię, a Wydawnictwu Filia dziękuję za możliwość przeczytania tej książki w ramach współpracy barterowej.

Napisz do mnie

lipiec 2026
P W Ś C P S N
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Książki które przeczytałam

Znajdziesz mnie również na

lubimyczytać.pl granice.pl booklikes.com nakanapie.pl sztukater.pl instagram.com/formelita_ewfor/ facebook.com/KsiazkiIdy/