RÓŻA – Anna Rybakiewicz
(…) Wyglądał, jakby naprawdę przepełniał go żal. Nie wiedziałam tylko, czy po stracie żony, czy po stracie róż. – Wybrałaś akurat te róże, których ona sama nigdy by dla siebie nie wybrała… – powiedział, nachylając się ku mnie, tak bym tylko ja mogła go usłyszeć. – Wybrałaby każde inne z naszego ogrodu, tylko nie te… (…)
Anna Rybakiewicz jest autorką kilkunastu bestsellerowych powieści obyczajowych. Jest absolwentką Wydziału Prawa Uniwersytetu w Białymstoku, od 2016 roku wykonuje zawód radcy prawnego. Prywatnie jest szczęśliwą mężatką i mamą dwójki dzieci. Uwielbia słuchać ludzkich historii, intrygują ją losy przodków, do których niejednokrotnie odnosi się w swoich powieściach. W fabułach często inspiruje się prawdziwymi wydarzeniami co sprawia, że jej powieści czyta się z zapartym tchem.
RÓŻA to dramat obyczajowy z romansem i historią wojenną w tle.
PREMIERA KSIĄŻKI 20 MAJA 2026

W 1943 roku Tadeusz w zastępstwie brata będącego krótko po ślubie, zostaje wywieziony na roboty przymusowe. Trafia do słynnej szkółki róż, gdzie z niechęcią podejmuje pracę u niemieckich właścicieli. Wśród nich jest młoda Niemka – Alma Rose. Ich pierwsze spotkania pełne są chłodu i uprzedzeń… aż do chwili, gdy wśród kwitnących krzewów, z dala od frontu, rodzi się uczucie, które może kosztować ich życie. Po wojnie Tadeusz wraca do rodzinnej wsi, ale cały czas nie może zapomnieć Niemki, w której się zakochał. W rodzinnej wsi zastaje młodą bratową z malutkim dzieckiem, która w czasie wojny owdowiała. Jest świadomy tego, że nawet gdyby chciał sprowadzić do rodzinnego domu Almę Rose, to dziewczyna w jego rodzinnej wsi nie zaznałaby szczęścia. Dla spokoju ducha rodziny i dla nieżyjącego brata Tadeusz postanawia ożenić się z bratową i wychować w zastępstwie brata jego dziecko. W 2003 roku umierająca żona wyznaje Tadeuszowi sekret, który burzy fundamenty jego powojennego życia. To, co przez lata uważał za prawdę, okazuje się kłamstwem. Wracają wspomnienia, a wraz z nimi pytanie: Czy mógł wybrać inaczej?
Kiedy widzę kolejny tytuł książki Anny Rybakiewicz to wiem, że czeka mnie ciekawa lektura. Jeszcze żadna powieść tej autorki mnie czytelniczo nie zawiodła.
Niezbyt przepadam za romansami, ale niektóre wciągają mnie od pierwszej strony, zaspokajając moją kobiecą ciekawość. Staram się unikać tych cukierkowo przesłodzonych. Na szczęście ten romans miał w sobie więcej goryczy niż słodkości chociaż przecież teoretycznie każda szczera miłość jest słodkim uczuciem.
Autorka zabiera swoich czytelników w dwa różne okresy, towarzyszymy głównym bohaterom w czasie wojny i w czasie powojennym, kiedy ludzie potrafili określać innych tylko dwoma słowami: wróg lub przyjaciel.

Nie było ważnym jakim ktoś jest człowiekiem, czy jest tym dobrym, empatycznym, życzliwym dla innych, czy jest złym, okrutnym, czerpiącym radość ze znęcania się i upokarzania innych. Ważne było jedynie to czy jest Polakiem czy Niemcem.
A przecież bez względu na narodowość każdy człowiek ma prawo do uczuć, bo przecież serce nie sługa.
Romans jaki autorka wplotła w fabułę niósł ze sobą i piękno czystych uczuć i dramatyzm wojny. Był miłością, czułością i radością, ale był również bólem, strachem i niepewnością jutra.
(…) Powinienem im powiedzieć, jak bardzo się cieszę, że widzę ich całych i zdrowych. Wyznać, że niewiele brakowało, a już nigdy byśmy się nie spotkali. Że otarłem się o śmierć. Ale jedyne co czułem to ból. Ból w miejscu, gdzie powinno bić serce, bo zamiast niego była tam pustka. (…)
Drugim okresem jest teraźniejszość, w której ktoś będący na łożu śmierci wyjawia ukochanej osobie sekret ukrywany przez pół wieku. Czy można wybaczyć, że prawie całe życie było się oszukiwanym? Czy zatajenie prawdy można nazwać ochroną własnych uczuć?
Nie chcę nikogo potępiać, chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że zatajenie przed ukochaną osobą prawdy było kierowane wyłącznie strachem przed utratą tej osoby. A może to była zwykła ludzka zazdrość? Czysty egoizm?
Autorka porusza w swojej książce kilka wątków, które miały miejsce w życiu bohaterów. Jednym z nich jest praca przymusowa Polaków na rzecz Niemców, wśród których byli i tacy, którzy wykorzystywali swoją władzę nad skierowanymi do pracy i tacy, którzy traktowali swoich pracowników nie ujmując im godności człowieka.
Poznajemy również społeczność małej polskiej wsi, w której rządziły zacofanie i przesądy. Wrogiem był nie ten, który z natury był złym człowiekiem, ale ten, który próbował udowodnić, że to nie sama narodowość jest zła. Ludzie w niedziele modlili się w kościele i zamiast skupić się na modlitwie skupiali się na tym co ktoś ma na sobie lub skąd przybył.
(…) – Synu… – powtórzył i nachylił się do mnie, gdy oddaliliśmy się wystarczająco. – Pora, żebyś wracał tam, skąd przyjechałeś. Jutro rano musisz wyjechać. Tu póki co nie ma dla ciebie miejsca. Bezpiecznego miejsca. (…)

Bardzo poruszył mnie w książce wątek Leny, młodej dziewczyny ciężko pracującej, będącej dla swojego pracodawcy kimś więcej niż tylko przysłowiową „prawą ręką”. Dziewczyny odtrąconej przez najbliższych, a przygarniętej przez obcą osobę. Dziewczyny z tak zwaną „wstydliwą” przeszłością.
Każdemu może się w życiu wydarzyć coś co negatywnie wpłynie na przyszłość, ale czy to oznacza, że taką osobę trzeba natychmiast skreślić? A może dając jej szansę zyska się kogoś wartego zaufania?
Ale najważniejszym wątkiem w tej powieści jest oczywiście miłość. I to taka, której nie potrafiła zabić ani wojna, ani rozłąka, ani lata. Myślę, że o takiej miłości marzy niejedna kobieta.
Zanim sięgniecie po tę książkę, do czego GORĄCO NAMAWIAM, przygotujcie sobie czas, bo moim zdaniem od lektury trudno się oderwać. Ale przygotujcie sobie również chusteczki (zwłaszcza panie) bo czeka Was wiele wzruszeń.
POLECAM tę książkę tym, którzy nie znają jeszcze twórczości Anny Rybakiewicz, bo ci którzy czytali już jej książki tej powieści polecać nie muszę.

Dziękuję Wydawnictwu Filia, za możliwość przeczytania tej książki w ramach współpracy barterowej, a Autorce dziękuję, za kolejną piękną historię.






