kryminał
TAJEMNICA BURSZTYNOWEJ KOMNATY – Tomasz Michałowski
Tomasz Michałowski studiował matematykę, ekonomię, nauki polityczne i filozofię, na uniwersytetach w Polsce, Ameryce i Francji. Karierę uniwersytecką we Francji przerwał, aby założyć w Polsce wydawnictwo Siedmioróg, którym zarządza po dziś dzień. Jest autorem tekstów naukowych i popularnonaukowych, a także kilkudziesięciu książek dla dzieci i młodzieży, które napisał pod różnymi pseudonimami. Zachęcam wszystkich do przeczytania o początkach wydawnictwa (czytaj tutaj).
Wydawnictwo Siedmioróg rok 2018
stron 269
Tajemnica bursztynowej komnaty to młodzieżowa powieść sensacyjno-przygodowa, której fabuła umiejscowiona została współcześnie, w pewnej bardzo malowniczej kaszubskiej okolicy.
Michał to młody detektyw, któremu tajemniczy Hrabia powierza rozwiązanie dość nietypowej zagadki, dotyczącej krzyżackich upiorów, pojawiających się od jakiegoś czasu na Pojezierzu Kaszubskim. Razem z Michałem na Kaszuby wybiera się jego młodsza kuzynka, zamieszkała w Ameryce, którą właśnie chłopak odebrał z lotniska, a którą ma zamiar pozostawić u ich babci, (szczęśliwym trafem) mieszkającej w okolicach, w których pojawia się tajemnicza mgła i groźny krzyżacki upiór. Kiedy okazuje się, że babcia zniknęła, a po jej domu kręcą się jacyś podejrzanie wyglądający mężczyźni, Magda i Michał wynajmują pokój w zamkowym hotelu i… razem, wspólnymi siłami próbują rozwikłać zagadkę upiora, nie zapominając również o poszukiwaniach babci. Kto i dlaczego straszy miejscowych i turystów? Dlaczego ludzie tak bardzo boją się pojawiającej się nagle mgły? Co kryją zamkowe lochy?
Książka jest przeznaczona dla dzieci i młodzieży w wieku 12-18 lat, ale myślę, że niejeden dorosły, jeżeli zdecyduje się na sięgnięcie po nią, zatraci się bez reszty. Przynajmniej ja nie potrafiłam się oderwać od niej.
Jest to książka, która rozpoczyna nowy cykl powieści przygodowych dla młodzieży, a bohaterami są dwoje spokrewnionych ze sobą młodych ludzi, których pasjonują zagadki kryminalne. Tych dwoje nastoletnich detektywów, to odważni, spragnieni przygód i ciekawscy młodzi ludzie, chociaż nie pozbawieni zwykłych stanów silnego emocjonalnego napięcia, takich jak strach. Muszę przyznać, że ich postacie zostały bardzo dobrze wykreowane, chociaż nie do końca byłam pewna ich wieku. To znaczy wieku Michała, bo o dziewczynce było wiadomo, że ma 14 lat. Natomiast chłopak… chyba był już pełnoletni, bo w pewnym fragmencie książki popija whisky z colą. A może po prostu tak wczytałam się w fabułę, że nie zwróciłam uwagi na informację dotyczącą wieku młodego detektywa.
Czytając tę powieść, na chwilę wróciłam do swojego okresu młodzieżowego i przypomniały mi się książki „Pan samochodzik” i „Wakacje z duchami”, pamiętam jak zaczytywałam się tymi książeczkami. Myślę, że w kwestii literatury młodzieżowej nic się nie zmieniło, ponieważ sensacja i przygoda w jednym, zapewne nadal wzbudza zainteresowanie młodych czytelników.
Autor od pierwszych stron trzyma czytelnika w napięciu, nie dozuje tego napięcia jak to bywa w książkach, ale „rzuca czytelnika na głęboką wodę”.
(…) Po chwili, absolutnie niespodziewanie, już znacznie bliżej, usłyszała jeszcze inny odgłos – wibrujący, przenikliwy łoskot. Dziewczyna zastygła w bezruchu. Łańcuchy – bo to mogły być tylko grube, ciężkie łańcuchy – jęczały przeciągle, jakby poruszały się z każdym krokiem nadbiegającego zwierzęcia. (…)
Muszę przyznać, że bardzo ciekawie skonstruowana została intryga kryminalna, osadzona na terenie współczesnej Polski. Prosty, chociaż odrobinę literacki styl, jakim została książka napisana, powoduje, że czyta się płynnie i wyjątkowo szybko. I chociaż fabuła trzyma czytelnika cały czas w napięciu, to nie brakuje wątków humorystycznych i może nawet trochę ironicznych. Smaczku dodają również pewnego rodzaju opisy zjawisk paranormalnych, które to, jak wiadomo, potrafią oddziaływać na umysł czytelnika jak mało, co.
(…) Wydobywający się znikąd dźwięk dzwonów potęgował grozę sytuacji. Im dłużej się go słuchało, tym bardziej zatrważające jawiło się wszystko wokoło. Nawet rzucane przez domy cienie robiły się jakby ciemniejsze i dłuższe. „Swoją drogą jak domy mogą rzucać cień we mgle? – pomyślał zaintrygowany Michał. (…)
Kolejnym plusem tej powieści jest również odrobina fantastyki, która z całą pewnością funduje czytelnikowi dalszych doznań. Dla mnie, jako osoby dorosłej, gadający samochód, czy przetransformowywanie się samochodu w jednoślad, to czysta fantastyka, ale wiem, że młodym czytelnikom takie rzeczy się bardzo podobają.
Krótkie rozdziały i kontynuacja wątków powodują, że książkę czyta się jednym tchem.
Akcja powieści dzieje się na pięknym Pojezierzu Kaszubskim, które również zostało przez autora bardzo malowniczo opisane. Czytając o mgle w leśnych zakątkach, czy nad wodą jeziora, osoby z wyobraźnią mogą się płynnie w te miejsca przenieść.
Biorąc książkę do ręki, nie spodziewałam się, że tak wciągnie mnie fabuła książki młodzieżowej, dlatego nie mogę powiedzieć, że polecam tę książkę tylko czytelnikom w wieku 12-18 lat, chociaż to do nich jest ona kierowana. Jestem więcej niż pewna, że kto przeczyta tę książkę, będzie szukał kolejnych książek Klubu Detektywów. Przygoda, sensacja, legenda i historia w jednym, to coś po co sięga nie tylko młodzież. A jeżeli towarzyszą temu jeszcze sympatyczni bohaterowie, to… czy trzeba czegoś więcej?
Bardzo dziękuję Wydawnictwu Siedmioróg za możliwość przeniesienia się w czasy, które dawno mam już za sobą i nie ukrywam, że jak tylko trafię na kolejną książkę z tej serii, to chętnie ją przeczytam.
GDY MORZE CICHNIE – Jorn Loer Horst
Jorn Lier Horst urodził się w 1970 roku w Norwegii w gminie Bamble. Jest byłym policjantem i pisarzem, autorem cyklu powieści kryminalnych, w których głównym bohaterem jest William Wisting. Mieszka z Stavern, niedaleko Larviku. Od 2012 ukazują się również jego powieści kryminalne przeznaczone dla młodszych czytelników, w tzw. serii CLUE i w serii Biuro Detektywistyczne numer 2. W 2013 jego powieść „Psy gończe” (Jakthundene) została wyróżniona Nagrodą Rivertona, a w 2016 kolejna jego książka „Jaskiniowiec” (Hulemannen) otrzymała nagrodę The Petrona Award jako najlepsza skandynawska powieść roku.
Wydawnictwo Smak Słowa rok 2017
stron 335
Gdy morze cichnie to kryminał policyjny, którego fabuła umiejscowiona została w współcześnie w okolicach pewnej miejscowości norweskiej.
Stavern poza sezonem jest niezbyt zaludnionym, cichym miasteczkiem. Kiedy na schodach miejskiej apteki zostaje znaleziony nieprzytomny mężczyzna, postrzelony w brzuch, a wkrótce potem policja znajduje zwęglone kości na pogorzelisku domku letniskowego, to już wiadomo, że w miasteczku dzieje się coś niedobrego. William Wisting i policjanci z nim współpracujący mają nie lada problem. Po odnalezieniu kolejnych zwłok śledztwo zaczyna się gmatwać, ale wolno posuwa się do przodu. Czy niespodziewane zdarzenia mają ze sobą coś wspólnego? Kto jest odpowiedzialny za śmierć młodej dziewczyny i dlaczego komisarz musiał wyjechać aż do Hiszpanii?
Jest to moja pierwsza książka tego autora, którą przeczytałam. I chociaż nie przepadam za pisarzami skandynawskimi, to wiem już, że sięgnę kiedyś po kolejne powieści tego autora. Książka trafiła w moje ręce dzięki wymianie książkowej na naszym szóstym spotkaniu A może nad morze? Z książką. I cieszę się, że ją wzięłam, ponieważ nie tylko lubię kryminały, ale lubię poznawać również nowych pisarzy.
Moim zdaniem jest to wciągająca powieść, w której fabuła świetnie współgra z ciekawymi dialogami. Wartka akcja mająca miejsce w malowniczych okolicach, to dla mnie dobra powieść kryminalna. Autor w ciekawy sposób zapewnia czytelnikowi zaangażowanie się w fabułę wprowadzając sporą ilość niespodzianek prowadzących do rozwikłania zagadki, a właściwie zagadek kryminalnych co nie pozwala na nudę. Prawie od pierwszej do ostatniej strony zapewnia wartką akcję, a końcówka książki to już po prostu eksplozja działań.
Myślę, że jest to nie tyle lektura intrygująca i wciągająca, co pozwalająca czytelnikowi na chwilę na przeniesienie się do skandynawskich klimatów i zakątków, aby pobyć w norweskich fiordach, czy wśród norweskich wzgórz. Nieczęsto zdarza się w powieściach kryminalnych, aby autor tak zręcznie łączył intrygę kryminalną z malowniczymi opisami miejsc. Tu mamy i jedno i drugie.
(…) Nad Bergen i siedmioma okolicznymi wzgórzami świeciło słońce. Krzywe domy na Bryggen zdawały się pochylać jeszcze bardziej nad Vaggen, tak aby ich fasady mogły skorzystać z tak niezwykłego w tych stronach zjawiska pogodowego jak ciepły, słoneczny dzień. (…)
Bohaterowie są wyraziści i ciekawi nie tylko pod względem wizualnym, ale przede wszystkim osobowościowym.
Podobało mi się również słownictwo, brak wulgaryzmów, tak często obecnych w wielu powieściach kryminalnych i to, że autor nie idealizuje policjantów. Ukazuje ich jako ludzi z krwi i kości, którzy nie zawsze radzą sobie z problemem. Za pośrednictwem grupy policjantów krok po kroku poznajemy zarówno ich zmagania jak i sukcesy. Nie zawsze jest tak, że śledztwo idzie „jak po maśle”, często jest tak, że wiele wątków się na siebie nakłada a jednak nie można dobrnąć do konkretnego zakończenia sprawy. Nie wiem jak autor prowadzi śledztwa w swoich pozostałych książkach, ale styl i odkrywanie kolejnych czynników śledczych w tej części, mnie się podobały.
Jeżeli ktoś nie zna jeszcze książek tego autora, to polecam, chociaż podobno jest to jedna z jego słabszych książek. No cóż, może się wkrótce o tym przekonam, ponieważ mam w planach przeczytanie innych powieści z komisarzem Wistingiem. Tu mamy odrobinę wszystkiego, jest wątek sensacyjny, romansowy, polityczny i terrorystyczny, a to wszystko w malowniczo zaprezentowanych okolicach norweskich miejscowości.
SYNDYKAT – Adam Ubertowski
Adam Ubertowski urodził się w 1967 roku. Jest pisarzem i psychologiem biznesu. Mieszka w Sopocie. Na swoim koncie pisarskim ma takie powieści jak „Podróż do ostatniej strony”, „Szczególny przypadek Pani Pullmanowej”, „Sopocki rajd” czy „Inspektor van Graff”.
Wydawnictwo Oficynka rok 2017
stron 304
Syndykat to współczesna powieść sensacyjna.
Kinsky wychodzi z więzienia, do którego trafił z powodu zabicia człowieka. On wie, że tego nie zrobił, ale oskarżyciel twierdził inaczej. Wolność wita go pustką, zimnem, ulewnym deszczem i ironicznymi komentarzami strażnika. Nagle przed mężczyzną zatrzymuje się czarna lśniąca limuzyna, a jej kierowca serdecznie zaprasza go do środka. Komuś bardzo zależy na tym, aby pozyskać Kinky’ego dla własnych celów. Ktoś wie o nim wszystko i wie, że on nie cofnie się przed niczym. Pada tajemnicza propozycja współpracy, i mimo tego, że Kinsky nie wie dokładnie, na czym ma polegać jego rola wchodzi do „gry”. Czy misja, jaką ma do wykonania jest niebezpieczna? Czy ważniejsze dla niego są święty spokój czy komfort finansowy?
Zaczynając tę powieść myślałam, że jest to książka typowo dla mężczyzn. Ale, ponieważ lubię kryminały i książki akcji, byłam przekonana, że autor nie pozwoli mi się nudzić. Początkowo, tak właściwie dość długo, nie wiedziałam o co chodzi i na czym ma polegać misja głównego bohatera, ale im dalej tym robiło się ciekawiej.
Kinsky to taki polski Rambo, człowiek bezwzględny, ale bardzo trzeźwo myślący, potrafiący z najdrobniejszymi szczegółami zaplanować każdy swój ruch. Taka maszyna do zabijania, chociaż moim zdaniem trochę nad kolorowana i prawie nierealna. Uwielbiam jednak książki Lee Child’a i od razu kojarzył mi się Jakck Reacher, którego mimo dość mało ciekawej osobowości uwielbiam.
W tej powieści główny bohater mimo cech bardzo negatywnych z jednej strony, bo bezwzględność, nadmierna brutalność, posiada jednak cechy bardzo pozytywne. Kiedy wymaga tego sytuacja nie pobłaża nikomu, ale potrafi być bardzo przewidywalny i opanowany. Nie brakuje mu również empatii, chociaż jest ona ledwo widzialna i skierowana do niewielu.
Autor powoli budując napięcie, utrzymuje czytelnika w niecierpliwej nieświadomości tego, co nastąpi. Wiemy, że szykuje się coś wielkiego, ale nie możemy sami dojść do tego, co to będzie. Fabuła książki jest jak wulkan, który powoli budzi się z letargu, siejąc wokół grozę strachu, by na końcu wybuchnąć gorącą lawą.
Czytając tę powieść, momentami odnosiłam wrażenie, że nie jest ona zbyt realna. Może żyjąc a spokojnym, ustabilizowanym świecie nie potrafię sobie tak do końca wyobrazić, niesamowicie bogatych ludzi działających w tajnych organizacjach, na krawędzi normalności. Muszę jednak przyznać, że zaczynając czytać tę lekturę od początku wiedziałam, że wciągnie mnie na całego. Nie pomyliłam się w tym domyśle.
Pomijając fabułę, ciekawe dialogi i intrygująca osobowość głównego bohatera są z całą pewnością atutami tej powieści. A krótkie rozdziały, (które dla mnie zawsze są „zmorą” czytania, bo wiadomo: „jeszcze jeden rozdział i idę spać” kończy się o świcie) powodują, że wątek nam nie ucieka. Czasami jest tak, że czytając jakąś książkę, z takich czy innych względów muszę ją odłożyć na jakiś czas, a po powrocie do niej jestem zmuszona wrócić na chwilę kilka stron wcześniej, żeby „załapać” utracony wątek. W tej powieści tego nie ma. Gdzie skończysz, tam pozostajesz i nie musisz sobie przypominać, bo ciągłość jest wyrazista.
Tutaj sensacja przeplata się z wątkami szpiegowsko-politycznymi i chociaż główny bohater to typowy komandos, to można w nim dostrzec wiele ludzkich cech. Wyobrażając go sobie bałam się go i podziwiałam jednocześnie.
Polecam tę powieść przede wszystkim panom, z pewnością taka fabuła nie pozwoli na nudę podczas czytania. Nie ukrywam jednak, że niejedna czytelniczka znajdzie w tej lekturze coś dla siebie. Nie polecam tej książki osobom preferującym tkliwe romanse lub popularne powieści obyczajowe, ale jestem pewna, że większość czytelników i czytelniczek lubiących wartką akcję, sensacyjne wątki i wielką niewiadomą będzie usatysfakcjonowanych.
Dziękuję Wydawnictwu Oficynka, które było jednym ze sponsorów na naszym szóstym spotkaniu A może nam morze? Z książką za możliwość przeczytania tej lektury.
NAJDŁUŻSZA NOC – Marek Bukowski / Maciej Dancewicz
Marek Bukowski urodził się w 1969 roku w Miliczu. Jest aktorem filmowym i teatralnym, reżyserem i scenarzystą oraz producentem. Przed ukończeniem PWST w 1991 na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni otrzymał Nagrodę za pierwszoplanową rolę męską w filmie Nad rzeką, której nie ma. W roku W 1992 roku ukończył Państwową Wyższą Szkołę Teatralną w Krakowie. W 1995 roku został uhonorowany Nagrodą im. Zbyszka Cybulskiego. W 2013 oraz w 2014 roku został nagrodzony Telekamerą w kategorii Aktor za rolę Piotra Gawryły w serialu „Na dobre i na złe” .
Maciej Dancewicz również jest aktorem, chociaż niewiele udało mi się znaleźć na jego temat. Książka jest prawdopodobnie jego debiutem, jako autora i chyba również jest to debiutantem jako współtwórca filmu.
Wydawnictwo MUZA.SA rok 2017
stron 382
Najdłuższa noc to kryminał retro, którego wątki sensacyjne przeplatają się z wątkami psychologicznymi, obyczajowymi i dramatycznym romansem.
Młody Jan Edigey-Korycki jest wolnym duchem, pływa na statkach odwiedzając najdalsze porty. W Madagaskarze otrzymuje wiadomość o śmierci matki, która skłania go do powrotu w rodzinne strony, do Krakowa, skąd z powodu nieszczęśliwej miłości do piękniej arystokratki musiał kilka lat wcześniej wyjechać. Tymczasem w mieście dochodzi do serii makabrycznych zbrodni, których dokonuje człowiek chcący bardzo spektakularnie pokazać to co robi. Jan odkrywa, że i jego matka nie zmarła śmiercią naturalną, podążając tropem zbrodniarza, zagłębia się nie tylko w przestępczy świat Krakowa, ale również tajemnicze symboliki religijne. Czy śmierć jego matki miała coś wspólnego z zamordowanymi w bestialski sposób kobietami? Czy Jan Edigey-Korycki znajdzie w końcu swoje miejsce na ziemi, czy wyruszy w dalsze rejsy?
Przyznam szczerze, że sięgając po książkę nie byłam świadoma tego, że jest ona inspirowana oglądanym wcześniej serialem Belle Epoque, który (nie ukrywam) oglądałam z dużym zainteresowaniem. Niestety moja wyobraźnia została już ukształtowana dzięki serialowi i czytając książkę nie musiałam sobie wyobrażać jej bohaterów, bo cały czas miałam przed oczami Pawła Małaszyńskiego, Magdę Cielecką, Olafa Lubaszenką i innych aktorów grających w tym serialu.
Mam za to porównanie i chyba jednak serial bardziej mnie wciągnął niż fabuła książki.
Trzeba przyznać, że autorzy w powieści bardzo zmysłowo przeplatali miłość i namiętność z brutalnością zbrodni. Piękna Belle Epoque ukazana z perspektywy sensacyjnej zbrodni, to z pewnością coś co zachwyci niejednego miłośnika kryminałów. Wchodzące małymi krokami nowoczesne metody kryminalistyki, dotyczące nie tylko zbrodni jako faktu, ale i technik kryminalistycznych i balistycznych to plusy w całej fazie dochodzeniowej.
Mroczne zbrodnie na początku XX wieku, często pojawiają się w książkach i filmach, i myślę, że miłośnicy kryminałów sięgają po takie historie równie często jak po kryminał współczesny.
Tak jak wspomniałam na początku, trudno mi jest się odnieść do wykreowanych postaci, ponieważ ich wygląd i sposób zachowania zbyt mocno mam zakotwiczony w pamięci z powodu filmu. Wydaje mi się jednak, że postać Jana Edigeya-Koryckiego, którego w serialu zagrał Paweł Małaszyński, w książce przemawia do mnie bardziej. Ten Edigey w filmie był może i ciekawą postacią, trochę mroczną, trochę romantyczną, a trochę impulsywną, ale w książce został ukazany nieco inaczej. Nie potrafię tego dokładnie wyjaśnić, miałam jednak wrażenie jakbym widząc tego Edigeya czytała o trochę innym człowieku.
Z pewnością bardzo obrazowo zostały opisane ofiary zbrodni, drastyczne i wręcz emanujące bólem i cierpieniem, potrafiły spowodować, że momentami czułam dreszcz obrzydzenia, litości i strachu.
Nie chcę porównywać książki do filmu, ale z przyjemnością polecę i jedno i drugie. Będąc jednak szczera, muszę przyznać, że książka nie zrobiła na mnie aż tak dużego wrażenia, spodziewałam się czegoś lepszego. Ale to jest moje zdanie.
Z całą pewnością jest to lektura dla tych, którzy lubią połączenia w fabułach wątków kryminalnych, podróżniczych, obyczajowych i romansu. Piękny Kraków z tamtego okresu również wart jest chwili uwagi. Czuć w książce ten realizm i klimat tamtego Krakowa. To piękne miasto, chociaż pokazane z perspektywy mrocznych zakamarków i złych ludzi cały czas przyciąga.
Troszkę za mało, moim zdaniem jest w tej powieści samego kryminału, pomysł na zbrodnię – doskonały, ale trochę za bardzo ukryty za wątkami psychologicznymi dotyczącymi głównego bohatera Jana Edigeya i za wątkami obyczajowo społecznymi. Ale może taki był zamysł autorów, żeby nie był to stricte kryminał, ale coś pośredniego.
Dziękuję wydawnictwu Muza.Sa, które było jednym ze sponsorów szóstego spotkania A może nad morze? Z książką za możliwość przeczytania tej powieści i polecam ją szczególnie miłośnikom kryminałów retro.
ŚLADAMI BARNABY USZKIERA
Agnieszka Pruska jest autorką cyklu powieści z komisarzem Barnabą Uszkierem w roli głównej. Podobnie jak jej bohater, ćwiczy aikido. Jest członkinią Oliwskiego Klubu Kryminału, felietonistką i recenzentką serwisu Zbrodnia w Bibliotece. Więcej o tej pisarce możecie się dowiedzieć z jej strony internetowej: www.agnieszkapruska.pl
Pierwsza książka tej autorki trafiła w moje ręce kilka lat temu i spowodowała, że zakochałam się w komisarzu Barnabie Uszkierze. No, nie tak dosłownie, bo facet ma żonę i dzieci, ale bardzo mnie ten policjant zafascynował podejściem do spraw i metodami śledczymi, jakie stosował wspólnie ze swoimi pracownikami przy rozwiązywaniu zagadki kryminalnej. Muszę przyznać, że autorka jest bardzo dobrze przygotowana w temacie metod i badań, z jakimi muszą się stykać policjanci i to jest właśnie tym magnesem przyciągającym czytelnika do jej książek. Ta realistyczność prowadzenia śledztwa, w powieściach Agnieszki Pruskiej to nie tylko wciągające fabuły, ale zaproszenie do świata procedur, technik i starej dobrej policyjnej roboty, o której nie zawsze mamy pojęcie. To zaproszenie do prywatnego świata policjanta, który często jest zmuszony swoją prywatność poświęcić dla dobra prowadzonego śledztwo.
Seria z Barnabą Uszkierem to typowe kryminały policyjne, w nich krok po kroku poznajemy to, co znajdują śledczy, aby rozwikłać zagadkę kryminalną. Czyli… prowadzimy śledztwo razem.
W ramach naszego szóstego spotkania A może nad morze? Z książką, Wydawnictwo Oficynka zaproponowało nam spacer śladami Barnaby Uszkiera. Nie mogłam sobie odmówić tej przyjemności, ponieważ, to, że lubię Uszkiera, to wiadomo, kocham Gdańsk, to też wiadomo, a spacer literacki z autorką to już wisienka na torcie.
Spotkaliśmy się przed dworcem PKP, gdzie Agnieszka Pruska zaczęła swoją opowieść o morderstwach, śledztwach itp. Na początek przeczytała nam fragment jednej z książek i ruszyliśmy w trasę.
Zatrzymywaliśmy się w różnych miejscach wsłuchując się w słowa autorki, która ma prawdziwy dar opowiadania. Pewnie ma w sobie gen jakiegoś bajarza. Nie wszystkie jej opowieści były związane z fabułą książek, niektóre dotyczyły prawdziwych zbrodni dokonanych w Gdańsku, ale to nie przeszkadzało nam w odkrywaniu kryminalnego światka miasta.
Na tym moście autorka uświadomiła nas, jaką pracę musieliby wykonać technicy policyjni, gdyby w tym miejscu wyłowiono zwłoki
Trasa Śladami Barnaby Uszkiera miała chyba 5 km. Przyznam szczerze, że pod koniec spaceru już dość mocno czułam swoje nogi, ale ciekawość jest chyba najgorszą cechą człowieka, bo ból nie ból idę dalej.
Autorka pokazuje nam, w którym miejscu „wrzuciła” zwłoki w „Żeglarzu”…
… a tu jest to miejsce
Niektórych miejsc opisanych w książkach już nie ma, jak chociażby krzaczasty teren przy marinie gdańskiej, na którym Uszkier znalazł się podczas jednego z prowadzonych przez siebie śledztw. W tym miejscu znajduje się już zabetonowany kawałek ziemi, ale jak ktoś ma wyobraźnię, to wystarczy zamknąć oczy i… jest się tam gdzie chce.
Pogoda nam dopisała, chociaż momentami słońce dość mocno przygrzewało i co niektórzy chowali się w cieniu kamieniczek, ale warto było przejść tę trasę. Dla mnie to była atrakcja, chociaż czytając książki z Uszkierem, dokładnie widziałam opisywane przez autorkę miejsca, bo te miejsca znam, ale dla osób, które jeszcze tych książek nie czytały, to z pewnością wyobraźnia zacznie działać podczas czytania.
Oczywiście do fotorelacji wykorzystałam zdjęcia koleżanek, które one udostępniły na swoich profilach na Facebooku, ale mam nadzieję, że nie będą miały mi tego za złe.
Pozwoliłam sobie przybliżyć czytelnikom mojego bloga opisy książek, w których spotykamy Uszkiera, kto jeszcze żadnej z nich nie czytał, to może zachęcę do sięgnięcia po te powieści. Klikając na tytuł, można przenieść się do mojej relacji o książce.
LITERAT (2013 )
Wczesnym rankiem samotny biegacz pokonuje codzienną trasę między Sopotem a Gdańskiem. W wykopie przy ulicy Hallera niespodziewanie dostrzega siedzącą postać. Zaintrygowany zbliża się do niej, by z przerażeniem odkryć, że ma przed sobą mumię. Jak się okaże, znalezienie zwłok to dopiero początek serii makabrycznych zdarzeń. W szranki z psychopatycznym seryjnym zabójcą staje komisarz Barnaba Uszkier. W pogoni za mordercą będzie musiał też poznać się z członkami pewnego Klubu Miłośników Kryminałów…
HOBBYSTA (2014 )
Gdański komisarz Barnaba Uszkier wysyła rodzinę na wakacje do małej wsi położonej nad malowniczym jeziorem Krosino. Wakacyjną idyllę słomianego wdowca przerywa znalezienie zwłok niezidentyfikowanego mężczyzny na pobliskim poligonie. Niepokój policjanta wzmaga fakt, że jego synowie właśnie rozpoczęli zabawę w detektywów, prawdopodobnie znajdując ślady morderstwa. Nie zwlekając, jedzie z technikami na miejsce zdarzenia, by rozpocząć skomplikowane i wielowątkowe dochodzenie. Czy jego bliskim zagraża niebezpieczeństwo?
ŻEGLARZ (2016 )
W trakcie regat o Puchar Obrońców Westerplatte w gdańskiej marinie zostają odnalezione zwłoki Jana Kuśmierskiego. Komisarz Barnaba Uszkier wraz z zespołem podejmuje śledztwo obejmujące barwne środowisko trójmiejskich żeglarzy. Doświadczeni śledczy kontra inteligentni przestępcy. Kto wygra ten pojedynek?
SPADKOBIERCA (2018 )
Gdańsk jest przez lata nękany serią tajemniczych morderstw, których początki sięgają 1945 roku. Pod koniec 2016 roku na jednym z gdańskich osiedli zostaje znalezione ciało młodego mężczyzny. Instynkt podpowiada komisarzowi Uszkierowi, że nie jest to tak prosta zbrodnia, na jaką wygląda. Zapowiada się długie i skomplikowane śledztwo.
























