wydawnictwo filia
99 OFIAR TYTUSA MEYERA – Marcel Moss
(…) Chciałem, by ludzie zrozumieli, że jedyną drogą do harmonii jest pokój. Nie ma mojej zgody na przemoc w jakiejkolwiek formie. Przemoc zaburza harmonię, którą można przywrócić wyłącznie poprzez złożenie ofiar i wyrównanie bilansu krzywd. (…)
Marcel Moss to pseudonim tajemniczego autora facebookowego profilu ZWIERZENIE. Jego książki „Nie odpisuj” i „Nie patrz” podbiły listy bestsellerów i sprowokowały czytelników i internautów do gorących dyskusji na ważne tematy społeczne, takie jak przemoc fizyczna i psychiczna, „hejt” w Internecie czy samotność i anonimowość w sieci.
99 ofiar Tytusa Mayera to thriller psychologiczno-kryminalny.
PREMIERA KSIĄŻKI 25 PAŹDZIERNIKA 2023 ROKU

Julia Karpiel jest dziennikarką, której w ostatnim czasie lekko się w zawodzie nie powodzi. Aby wskrzesić swoją karierę postanawia opublikować autoryzowaną biografię Tytusa Mayera, seryjnego mordercy znanego jako Bydlak z Chełma. Dwadzieścia pięć lat wcześniej mężczyzna ten został skazany na dożywocie w związku z wyjątkowo brutalnymi morderstwami. Julia spotyka się z Meyerem w szpitalu, do którego trafił mężczyzna i tam wysłuchuje historii jego życia. Gdy dziennikarce wydaje się, że zebrała już wystarczająco dużo materiału Mayer wyjawia jej swój najgłębiej skrywany, szokujący sekret. Kim tak właściwie jest Tytus Meyer? Ilu dokonał zbrodni, czy zamordował tylko dwie osoby czy więcej? Jak bardzo otworzył się przed młodą dziennikarką i ile w tym co powiedział było prawdy a ile fikcji spreparowanej z chorego umysłu?
Jeżeli ktoś planuje sięgnąć po tę lekturę, proponuję najpierw odpowiedzieć sobie na pytanie czy ma dostatecznie silne nerwy. To nie jest książka lekka, łatwa i przyjemna, chociaż ja przeczytałam ją jednym tchem.
Nietuzinkowa fabuła zapewne przerazi i zszokuje wielu czytelników, a zakończenie sprawi, że długo po odłożeniu przeczytanej już książki będziecie o niej myśleli.
Czy Tytus Meyer faktycznie zamordował 99 osób, czy tylko poddał się medialnej manipulacji?

Marcel Moss podjął się głębokiej analizy ludzkiego umysłu, stworzył potwora, który uwierzył w wyobrażenia, czując satysfakcję z tego, że może poszczycić się czymś, na co ktoś inny nie miałby odwagi. Jednak czy kreując się na potwora główny bohater próbował na własną rękę wymierzyć sprawiedliwość, czy tylko próbował zagłuszyć wspomnienia przeszłości, które w brutalny sposób wywarły wpływ na jego dorosłą osobowość?
Przyznam szczerze, że dawno nie czytałam tak mocnej emocjonalnie lektury.
Autor przedstawił głównego bohatera jako psychopatycznego mordercę, ale czy Tytus Mayer faktycznie był takim sadystą?
Czytając tę powieść można mieć bardzo mieszane uczucia względem Tytusa, z jednej strony można czuć żal i współczucie zagłębiając się w jego trudne dzieciństwo, pełne strachu i bólu. Odbiera się takiego człowieka z dużą dawką współczucia. Ale z drugiej strony czytając o bestialstwie jakiego się dopuścił, nie ma dla takiego człowieka krzty litości. A prawda? Jaka była prawda dotycząca tego mężczyzny?
(…) Długi wdech, długi wydech. Długi wdech, długi wydech. Rachunki wyrównane. To najważniejsze. Bez względu na to, co się ze mną stanie, na świecie znów zapanuje harmonia. (…)
Podczas czytania prawie cały czas czułam dreszcz niepokoju niedowierzając temu do czego zdolny jest człowiek i jak mocno może być zniszczony jego chory umysł.
Skala okrucieństwa jakiego doświadczył, o której opowiadał Tytus swojej rozmówczyni była tak samo porażająca jak zbrodnie, których rzekomo dokonał.
Z całą pewnością muszę stwierdzić, że jest to lektura dla wielbicieli naprawdę mocnych wrażeń. Zbudowana przez autora fabuła trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej strony.
Opowieść Tytusa Meyera jest jak narkotyk, z jednej strony fascynuje, a z drugiej przeraża, w jednej chwili przyciąga czytelnika jak magnes, a w kolejnej odpycha i zastanawiasz się czy czytać dalej. Muszę przyznać, że kilka razy miałam bardzo mieszane uczucia.
Świetnie wykreowana postać głównego bohatera to moim zdaniem prawdziwy majstersztyk. Cały czas walczysz z emocjami i zastanawiasz się czy żal ci tego człowieka, czy czujesz do niego odrazę.
Wbrew pozorom, to całkiem normalny mężczyzna, który na swój sposób przeżywa traumy dzieciństwa i młodości, ale czy możemy o nim powiedzieć, że jest przeciętny?
(…) Czekam na jakąś reakcję mamy, ale ona jedynie siedzi nieruchomo, zatapiając nieobecny wzrok w mojej siostrze. Z początku myślałem, że przebywa w transie po gwałtownym przebudzeniu. Teraz widzę, że powód jest inny. Mama powoli staje się jak tata i od nadmiaru alkoholu traci kontakt z rzeczywistością. (…)
Ile prawdy jest w tym co mówi o sobie i o swoim życiu? Czy ból zadawany mu przez innych może być usprawiedliwieniem tego, że sam stał się agresorem?
To historia opowiedziana z perspektywy chorego, starego człowieka, historia, która niesamowicie wstrząsa swoją makabrycznością. Jednak największą bombę autor rzuca na koniec książki. Mnie zakończenie dosłownie zmroziło.

To moje pierwsze spotkanie z twórczością tego autora, ale już dziś wiem, że z pewnością nie ostatnie. Ale chyba muszę nieco ochłonąć zanim sięgnę po kolejną jego książkę.
Biorąc do ręki tę lekturę przygotujcie się na wulkan emocji, które będą mocno targały uczuciami.
Fabuła jest zapełniona brutalnymi opisami, której niejednej osobie nie pozwolą w nocy spokojnie spać. To doskonały thriller z mistrzowsko skonstruowaną fabułą i równie świetnie wykreowanymi bohaterami. Jestem pod ogromnym wrażeniem pomysłowości autora.
To opowieść o próbie zrozumienia chorego umysłu i postępowania mordercy, to opowieść o demonach przeszłości i tych, które „mieszkają” w umyśle człowieka z dużą wyobraźnią. Myślę, że jest to książka z tych, o których się długo nie zapomina.
Polecam ją miłośnikom kryminałów i thrillerów, oraz osobom o silnych nerwach.

Dziękuję Wydawnictwu FILIA, że mogłam poznać „pióro” kolejnego świetnego polskiego pisarza i przeczytać jego powieść w ramach współpracy barterowej.
ZAKOCHANA ZAKONNICA – Sylwia Kubik
(…) Ojciec głośno szurnął krzesłem i wstał od stołu. Nie rzuciwszy nawet spojrzenia, wyszedł z pokoju. To zabolało ją bardziej niż uszczypliwe słowa siostry czy lamenty matki. Wśród tłumu bliskich jej osób, najbliższych, poczuła się niewymownie samotna. (…)
Sylwia Kubik, to poczytna autorka wielu bestselerowych powieści obyczajowych osadzonych na Powiślu i Żuławach. Debiutowała 2 sierpnia 2019 roku. Tworzy zarówno powieści współczesne, jak i z tłem historycznym. Jej książki są nie tylko chętnie czytane, ale również nagradzane. „Miłość pod naszym niebem” została uznana za Książkę Roku 2020 w kategorii proza polska. W kategorii Kultura autorka za aktywne promowanie regionów otrzymała tytuł Osobowość Roku 2019 i 2020, a w 2022 tytuł Ambasadorki Kultury Pomorza. Przez koleżanki po piórze określana jako Pani Burza. Jeśli się w coś angażuje, to robi to całym sercem. Tak też jest u niej z pisaniem. Tworzy powieści osadzone w wiejskich klimatach, słowem pokazując otaczającą ją rzeczywistość. Jest absolwentką Uniwersytetu Gdańskiego na kierunku filologia polska, ale nieustannie się dokształca w różnych dziedzinach: od KKZ Rol04 po MBA. Różnorodność zainteresowań znajduje odzwierciedlenie w jej twórczości, która trafia zarówno na salony, jak i pod przysłowiowe strzechy, które autorka ceni najbardziej.
Zakochana zakonnica to powieść inspirowana zwierzeniami pewnej młodej kobiety.
PREMIERA KSIĄŻKI 12 LIPCA 2023 ROKU

stron 349
Patrycja jest młodą, pełną energii dziewczyną, jej chęci do działania nie mają przeszkód. Jest osobą głęboko wierzącą. Często angażuje się w pomoc przykościelną. W kościele poznaje zakonnice z którymi się zaprzyjaźnia do tego stopnia, że po ukończeniu szkoły wbrew rodzinie postanawia zostać jedną z nich. Niestety po przekroczeniu murów zakonnych okazuje się, że zakonna rzeczywistość bardzo różni się od tego co wyobrażała sobie dziewczyna. Nie wszystkie siostry zakonne to chodzące ideały, pełne ciepła, życzliwości i empatii. Są wśród nich i takie, które czerpią radość ze znęcania się nad innymi, zwłaszcza młodszymi i słabszymi. Patrycja przebywając w klasztorze nie traci wiary w Boga, jednak upokarzana przez niektóre z sióstr traci wiarę w człowieka. Gdy w rodzinie dziewczyny wydarza się coś złego, a siostra przełożona nie pozwala dziewczynie na krótkie odwiedziny ciężko chorego ojca, w dziewczynie coś pęka. Opuszcza mury klasztorne w tym, w czym jest, bez pieniędzy, bez nadziei, pełna strachu postanawia wrócić do rodzinnego domu. Czego doświadczyła głęboko wierząca w Boga i w dobro dziewczyna? Co sprawiło, że zwątpiła w to, o czym od lat marzyła? Czy rodzina przyjęła ją z otwartymi ramionami?
Moje pierwsze spotkanie z twórczością Sylwii Kubik okazało się bardzo pozytywne. Biorąc do ręki tę lekturę nie wiedziałam czego mogę się po niej spodziewać, czy będzie to książka reportażowa, czy raczej powieść fikcyjna. Jak się dowiedziałam ze słów autorki umieszczonych na końcu książki, historia ta została napisana na podstawie wspomnień młodej kobiety.
Fabuła podzielona jest na dwie części. Pierwsza z nich odnosi się do lat spędzonych przez główną bohaterkę w klasztorze, a druga do jej życia poza murami, kiedy doprowadzona do granicy żalu, kobieta postanawia zerwać z życiem, które kiedyś wydawało jej się pisane.

Muszę przyznać, że czytając o tym co działo się w zakrytej przed światem społeczności zakonnej kilkakrotnie poczułam oburzenie. Z pewnością dla ludzi głębokiej wiary opisane w fabule sytuacje wydadzą się niewiarygodne, ale to nie był mój pierwszy raz, kiedy zetknęłam się z brutalną prawdą opowiedzianą przez byłą zakonnicę.
Nie wiem co skłania niektóre osoby do tak karygodnych, że można nawet powiedzieć, balansujących na granicy przestępstwa zachowań. Mobbing, wyzysk człowieka i jawne upadlanie go w imię wiary w Boga z pewnością nie pasują do osób, które kilka razy dziennie gorliwie modlą się udając bezgraniczne oddanie wierze.
Życie w ubóstwie jest tylko mitem, ponieważ im więcej wniesie kandydatka na zakonnicę w posagu czy przepisze w spadku (oczywiście klasztorowi), tym lepiej jest traktowana. Osoby bardzo ubogie czy chore, nie mają racji bytu w takim miejscu jak klasztor. I gdzie tutaj jest miejsce na miłosierdzie?
(…) Dotarło do niej to, co mówiły inne siostry – takich Benedykt i Klar w zakonie było sporo. Ich postępowanie nie miało nic wspólnego z pokorą, miłosierdziem i miłością bliźniego. Widziała to wszystko bardzo wyraźnie. Już nie idealizowała życia za murami i sióstr zakonnych. Zrozumiała, że to tylko ludzie, zwykli ludzie, z takimi samymi wadami i słabościami jak inni. (…)
Autorka bardzo dokładnie, krok po kroku przedstawiła drogę dziewczyny w społeczności zakonnej. Wiara w Boga nie wystarczy, aby zostać zakonnicą, do tego, aby wytrwać potrzebna jest również pokora i wewnętrzna siła. No i „końskie” zdrowie fizyczne oczywiście.
Główna bohaterka to osoba mocno wierząca w Boga, pragnąca z całego serca służyć i Bogu i ludziom, ale to również zwykła, pełna życia i ciekawa tego życia osoba. Silna, odważna i krnąbrna, nie potrafiąca w pełni zaakceptować chorych zasad panujących za murami klasztornymi.
Myślę, że niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego jak funkcjonują niektóre społeczności zakonne, w których dominuje przemoc zarówno fizyczna jak i psychiczna, hipokryzja, mobbing i wyzysk.
Druga część książki dotyczy życia Patrycji po opuszczeniu zakonu. Co mnie bardzo poruszyło w tej części, to bezduszność najbliższych dziewczynie osób. Tu mam na myśli głównie mamę i jedną z sióstr bohaterki.
Osoby, które powinny być wsparciem w trudnej chwili, okazały się dokładać dodatkowych trosk, tak jakby to „co powiedzą ludzie” było ważniejsze od zapewnienia spokoju i szczęścia komuś kto na to zasługiwał.
(…) Po policzkach Patrycji potoczyły się łzy. To, co mówił ksiądz, co mówiła siostra Hiacynta czy Eulalia, było tak różne od słów siostry Kazimiery, Benedykty czy chociażby Klary, że zaczęła się zastanawiać, czy aby na pewno mówią oni o tym samym Bogu i tej samej wierze. (…)

Ale tak jak pierwsza połowa książki jest jednym wielkim dramatem, tak w drugiej możemy odetchnąć powiewem optymizmu.
Pięknie przedstawiona miłość jakiej Patrycja doświadczyła po opuszczeniu klasztoru jest świadectwem tego, że każdy ma w życiu drugą szansę na szczęście.
Myślę, że wiele osób zszokuje zarówno okrutne i często nieludzkie traktowanie kobiet w obrębie murów klasztornych, ale równym szokiem będzie zaściankowe podejście do życia, czego doświadczyła dziewczyna zarówno ze strony osób duchownych jak i rodziny.
To z jednej strony smutna opowieść o wyborach życiowych i ich konsekwencjach, a z drugiej strony piękna opowieść o wierze w Boga i w człowieka. To historia przedstawiająca trudną czasami do rozegrania walkę między sercem a rozumem.
Świetnie wykreowana postać Patrycji to wielki plus dla tej powieści, pokazuje jak typowa jest ludzka natura.
Moim zdaniem, powieść ta jest wulkanem emocji, które towarzyszą czytelnikom od pierwszej strony.
To nie jest ckliwa opowieść o życiu młodej kobiety, wątek życia zakonnego poruszony w fabule jest trudny, ale równie trudne bywają często relacje rodzinne.
To historia niezwykle silnej dziewczyny, która potrafiła walczyć o swoje marzenia idąc za głosem serca, chociaż nie wszystkie wybory jakich dokonała okazały się spełnieniem tych marzeń.
Dziękuję moim koleżankom za podsunięcie mi propozycji przeczytania tej książki, którą polecam nie tylko kobietom. Nie określę wieku osób, dla których skierowana jest ta książka, bo myślę, że będzie dobrą lekturą zarówno dla młodych jak i tych starszych.

Dziękuję Wydawnictwu FILIA, że mogłam sięgnąć po tę książkę w ramach współpracy barterowej.
WIANEK Z LAWENDY – Agnieszka Olejnik
(…) – Nie wiem, muszę poprzesuwać prywatnych pacjentów, żeby wygospodarować dzień wolnego. Ale szczerze mówiąc, nie o tym pomyślałem. Po prostu uświadomiłem sobie, jak to dobrze, że się odnaleźliśmy. My troje. Dopiero teraz widzę, że byłem diablo samotny. (…)

Agnieszka Olejnik to polonistka i anglistka, mama trzech synów oraz właścicielka czterech psów. Odkąd zamieszkała w domu na skraju lasu, pod wielkimi dębami, codziennie budzi się z uczuciem spokoju w duszy i zwyczajnego szczęścia. Święcie wierzy, że to dzięki bliskości drzew. W młodości szybowniczka i wielbicielka jaskiń. Podróżniczka – odwiedziła m.in. Czarnogórę, Bośnię, Rumunię, Estonię, Sycylię, zjechała całą Skandynawię, by dotrzeć do Nordkapp. Tatry kocha miłością niemal romantyczną. Prowadzi bloga „Barwy i smaki mojego życia”, gdzie opowiada nie tylko o książkach, ale też o fotografowaniu przyrody, zdrowej kuchni i pysznych nalewkach. Autorka książki dla dzieci „Ava i Tim. Droga na północ” (2013), powieści młodzieżowej „Zabłądziłam” (2014) oraz kobiecego kryminału „Dante na tropie” (2015) a także wielu innych książek.
Wianek z lawendy to powieść obyczajowa.
PREMIERA KSIĄŻKI 05 MAJA 2021

stron 383
Czy miłości trzeba szukać, czy wystarczy czekać, aż sama nas odnajdzie?
Nika opiekuje się chorą matką i uważa, że jej szansa na szczęście przepadła dawno temu. Inka została zdradzona, ale nie zamierza poddać się tak łatwo. Jakub snuje swoje marzenia o związku idealnym. Ścieżki trojga przyjaciół ze szkolnej ławy przetną się pewnego dnia – a ta odnaleziona po latach przyjaźń na swój sposób odmieni życie każdego z nich. W Prowansji, krainie pachnącej lawendą, Nika znajdzie coś, czego się nie spodziewała. Życie ma dla niej więcej niż niejedną niespodziankę.
(Opis fabuły pochodzi od wydawcy)
Bez względu na pogodę za oknem, zawsze jest dobry czas, aby wybrać się gdzieś, gdzie świeci słońce, a wokół pachnie lawendą. W taką podróż do pięknej, aromatycznej Prowansji wybrałam się wraz z Agnieszką Olejnik.
Powieści obyczajowe mają to do siebie, że mogą spokojnie wpłynąć na emocje czytelnika. Nie ma tu nagłych zwrotów akcji ani zbyt wielkich emocji, ale nie ma też nudy.
Autorka w piękny, wręcz malowniczy sposób zabiera czytelników do krainy zdecydowanie odmiennej od duchoty wielkiego miasta, pozwalając na chwilę pooddychać czystym francuskim powietrzem przepełnionym wspaniałymi zapachami.
Przyjaźń trójki osób przedstawiona w książce jest pięknym dopełnieniem fabuły, a świetnie wykreowane osobowości bohaterów taką wisienką na torcie.
(…) – Jestem – potwierdził. – I będę zawsze, kiedy tylko poczujesz, że mnie potrzebujesz. Nie jesteś sama, masz przyjaciół, masz Inkę i mnie. Nie zapominaj o tym. (…)
Polubiłam Berenikę, Halinę i Jakuba. Przypadek sprawił, że spotkali się w tę trójkę po wielu latach i myślę, że tak właśnie miało się wydarzyć.
Autorka wplotła w swoją powieść kilka pięknych wątków, między innymi wspomniana wcześniej przyjaźń czy przyjaźń korespondencyjna i wiara w drugiego człowieka. Porusza także kilka wątków trudniejszych takich jak samotne tacierzyństwo i trudności w porozumieniu się na drodze ojciec – syn. Mamy również bardzo poważny wątek opieki nad osobą niepełnosprawną. Jedna z głównych bohaterek w początkowej części książki boryka się z opieką nad matką chorującą na demencję. Tylko ktoś, kto tego doświadczył jest w stanie zrozumieć jak często trudną walkę musi stoczyć taki opiekun, kiedy miłość walczy z samotnością, a poczucie odpowiedzialności z bezradnością.
(…) – Tak, tak, pamiętam. – Nika westchnęła. – Dziękuję ci bardzo, Kuba. Ja tylko… To takie trudne, kiedy własna matka cię nie poznaje. Ona teraz mówi do mnie „pani”. Na ogół rozmawia ze mną po francusku. Chyba sądzi, że jestem jakąś daleką znajomą z Prowansji. (…)

Ale jak się ma przy sobie prawdziwych przyjaciół, to można pokonać największe życiowe zmory.
W tej książce mamy tak właściwie historię jednej bohaterki, w którą wplecione zostały historie jej przyjaciół. Ta powieść jest tak naprawdę historią o niezwykłej przyjaźni i poszukiwaniu własnego szczęścia, w której przez lata skrywane tajemnice rodzinne odegrały znaczną rolę.
Ciekawym zabiegiem literackim są wplecione w fabułę listy, które dla bohaterów, a szczególnie dla Jakuba są czymś w rodzaju terapii pozwalającej na wyrzucenie z siebie emocji wynikających z ukrywanych uczuć czy zwykłych życiowych trudnych wyborów.
Tytułowy wianek z lawendy jest symbolem, jest znakiem rozpoznawczym pewnej miłości, która musiała się ukrywać przed światem.
Niby jest to zwyczajna powieść obyczajowa, ale moim zdaniem niejednego czytelnika skłoni do refleksji, zapewne niejedna osoba pomyśli o tym jak czasami niewiele trzeba, aby zadziało się wiele. Często to, co istotne w życiu bywa niezauważalne i tylko przypadek sprawi, że może okazać się czymś, bez czego nie można się obejść.

Muszę przyznać, że książka bardzo mnie wciągnęła, chociaż nie czytałam jej z bijącym sercem czy wypiekami na twarzy.
Styl jakim pisze autorka jest lekki i przyjemny, dlatego „czytało mi się” tę powieść szybko.
Jedynym minusem jaki odczułam podczas czytania były zdrobnienia żeńskich imion, Nika i Inka, przyznam szczerze, że kilka razy złapałam się na tym, że nie wiem, o której z kobiet mowa. Zdrobnienie Nika od Bereniki jeszcze jakoś do mnie przemawiało, ale zdrobnienie Inka od Haliny w ogóle mi nie pasowało. Chyba jednak wolę, jak autor używa pełnych imion zamiast zdrobnień.
Polecam tę powieść na spokojny wieczór, myślę, że czytając z wyobraźnią poczujecie nawet te piękne zapachy jakimi przesiąknięta jest fabuła.

Dziękuję Wydawnictwu FILIA za propozycję przeczytania tej powieści i myślę, że z przyjemnością sięgnę po inne książki tej autorki.
MANIPULANTKA – Sonia Rosa
(…) Widok szczęścia na twarzy Anny wbija się pod moją skórę tysiącem bolesnych drzazg. Jesteśmy w tej samej fatalnej sytuacji, a jednak ona potrafi cieszyć się życiem, a ja nie umiem. (…)

Sonia Rosa to jeden z pseudonimów autorskich Katarzyny Misiołek. Jest, to autorka powieści społeczno-obyczajowych i kryminałów z cechami thrillera psychologicznego. Pisze również pod pseudonimem Daria Orlicz. Jest absolwentką Wyższej Szkoły Pedagogicznej. Przez kilka lat mieszkała w Rzymie, który do dziś jest bliski jej sercu. Była tłumaczką, radiową pogodynką i hostessą, obecnie współpracuje z kilkoma dużymi wydawnictwami prasowymi i książkowymi. Uwielbia literaturę i kino grozy, klimaty postapo, biografie i mroczne thrillery. Kocha fotografować, podróżować i… kupować buty.
Manipulantka to thriller psychologiczny.
PREMIERA KSIĄŻKI 15 LUTEGO 2023

stron 380
Do niedawna Anna i Iwona żyły w zupełnie innych światach. Jedna z nich była żoną znanego architekta, mieszkała w pięknym domu pod lasem, zwiedzała świat i cieszyła się życiem. Druga ledwo wiązała koniec z końcem u boku magazyniera, który ostatecznie porzucił ją wyjeżdżając do Niemiec. Los lubi jednak z ludzi zadrwić i w pewnym momencie życia obie kobiety podzieliły go tak samo. Będąc rozwiedzionymi matkami nastoletnich córek, pracując w tej samej drogerii szybko znalazły wspólny język. Anna stała się dla Iwony idolką, piękna, mądra, zaradna była kimś kogo Iwona uwielbiała bezgranicznie do tego stopnia, że w pewnym momencie Anna poczuła się przez przyjaciółkę osaczana. Ogarnięta obsesją i bardzo zazdrosna o Annę Iwona zaczęła się robić niebezpieczna. Czy zdoła zaszkodzić Annie w ułożeniu sobie życia na nowo? Czy grozi coś Annie ze strony Iwony? Jak daleko posunie się Iwona, aby zniszczyć szczęście przyjaciółki?
Po książki Katarzyny Misiołek sięgam z ogromną przyjemnością, chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że nie są to powieści lekkie, łatwe i przyjemne. To moje pierwsze, i mam nadzieję nie ostatnie spotkanie z Sonią Rosą, chociaż przyznam się szczerze, że trochę obawiałam się tego wcielenia. Jednak pierwsze spotkanie z Sonią Rosą sprawiło na mnie bardzo pozytywne wrażenie.
Wprawdzie mój nastrój w ostatnich dniach jest daleki od chęci czytania thrillerów psychologicznych, ale tym razem zwyciężyła ciekawość.
Autorka ma w sobie duszę psychologa bowiem w ciekawy a zarazem intrygujący sposób potrafiła pokazać problem, z którym być może spotkało się wiele osób.
Zapewne niejedna z nas ma w gronie znajomych toksyczną osobę, która jak macki ośmiornicy w zakamuflowany sposób obłapia ją pozorując przyjaźń i uznanie, a w rzeczywistości jest zazdrosna o wszystko.
(…) Najgorsza jest świadomość, że Antonina ma rację… Mam coraz większą obsesję na punkcie Anny i nadal nie umiem stworzyć sobie własnego życia, które wciągnęłoby mnie na tyle, żebym zajęła się sobą i dała odetchnąć przyjaciółce. (…)
W tej powieści autorka pokazała pseudo przyjaźń wynikłą być może z samotności, być może z zazdrości, a być może z jeszcze innej przyczyny.
Dwie kobiety w podobnym wieku, z podobnym bagażem życiowym spotykają się i nagle rodzi się między nimi więź. Niby podobne, a jednak tak różne. Niby z podobnymi problemami, a jednak znacznie się od siebie różniącymi. Obie samotne rozwódki wychowujące nastoletnie córki, ale więź między matkami a córkami tak odmienna, że trudno przeoczyć te zmiany.

Anna, piękna, zaradna, świetnie dogadująca się z córką, dziewczyną dobrze wychowaną, oddaną matce i bardzo rozsądną. Iwona typowa szara mysz, nie radząca sobie w życiu, nie radząca sobie w stosunku ze zbuntowaną i roszczeniową córką.
Autorka w bardzo dosadny i obrazowy sposób pokazała jak zazdrość i zaborczość może zniszczyć najpiękniejszą przyjaźń. Wiele ich połączyło, ale jeszcze więcej podzieliło. Czy w przyjaźni powinno być tak, że sukcesy przyjaciółki nie cieszą tej drugiej osoby równie mocno?
Ta książka wciąga od pierwszych stron i trudno ją odłożyć nawet na chwilę. Myślę, że wpływ na jej odbiór ma nie tylko intrygująca fabuła, ale również lekki, przyjemny styl jakim pisze autorka. Złapałam się na tym, że nawet nie przeszkadzały mi w niej wulgaryzmy wplecione w tekst, ani dosłownie patologiczne zachowania jednej z bohaterek, co w innych książkach z pewnością by mnie raziło. Tutaj wszystko zostało zgrane w zgrabną całość.
(…) Kiedy zapalam zapałkę, a ciemne wnętrze domku rozjaśnia nikła poświata jej płomienia, przez moment widzę pogrążoną we śnie spokojną twarz przyjaciółki i coś łapie mnie za serce. Ogień bezpowrotnie by ją zeszpecił, odebrałby jej piękno, naznaczył, i stojąc nad nią z zapaloną zapałką pomiędzy palcami, sama już nie wiem, czy właśnie tego pragnę, czy może jednak nie? (…)
Książka napisana jest z perspektywy dwóch osób, jedne rozdziały (dosłownie) prowadzone są przez Annę, drugie przez Iwonę, co daje pełny obraz na to co obie kobiety myślą i dlaczego zachowują się w danym momencie tak a nie inaczej.
Fabuła pokazuje jak chorą można wypracować relację budując ją na zazdrości i osadzając na podwalinach zemsty.

Bardzo spodobały mi się słowa jednej z córek: „chciałabyś od życia więcej i więcej, a gówno dajesz z siebie. Nie lubisz swojej pracy? Zmień ją! Masz słabe wykształcenie? Zmień to! Nie znasz języków? Naucz się! Nie znosisz tego mieszkania? Pomaluj ściany i jakoś ten syf odczaruj. „
Jak niewiele trzeba, aby być szczęśliwym zamiast karmić swoje ego nienawiścią i zazdrością, że ktoś inny radzi sobie lepiej.
Czego możemy spodziewać się po swojej najlepszej przyjaciółce? Z pewnością nie tego, że przestanie być wobec nas szczera, kiedy w taki czy inny sposób odmieni się nasz los.
Moim zdaniem, jest to jeden z lepszych thrillerów psychologicznych jakie ostatnio czytałam. POLECAM GORĄCO nie tylko miłośnikom kryminałów i thrillerów, myślę, że wielu będzie tą powieścią usatysfakcjonowanych. Ale ostrzegam! Zanim sięgniesz po tę książkę, zarezerwuj sobie czas na czytanie, bo trudno Ci będzie oderwać się od tej lektury.
Dziękuję za książkę Autorce i dziękuję za emocje jakie mi zafundowała tą lekturą.
PIERNIK Z WRÓŻBĄ – Sandra Podleska
Ulice zdążyły się już pokryć białą warstwą puchu, więc okolica stała się jeszcze przyjemniejsza dla oka. Płatki śniegu, które wirowały w powietrzu, były tak duże, że zamiast od razu się topić, osiadały na ich włosach i ramionach.
Sandra Podleska odkąd sięga pamięcią pamięta, że jej największą pasją jest pisanie. W wieku siedmiu lat pytana kim chce zostać w przyszłości, bez zastanowienia odpowiadała, że pisarką. W Wolnym czasie fotografuje oraz nałogowo czyta książki, głownie powieści obyczajowe oraz thrillery. Jest niepoprawną romantyczką, wrażliwą na otaczające piękno, która ponad wszystko ceni sobie spokój.
Piernik z wróżbą to powieść świąteczna z ciekawą historią wojenną w tle.
PREMIERA KSIĄŻKI 05 PAŹDZIERNIKA 2022

stron 396
Agata jest fotografką, która z pasją wykonuje swoją pracę, ale prywatnie nie potrafi zaufać żadnemu mężczyźnie. Podczas pewnego zimowego spaceru dziewczyna kupuje na krakowskim straganie słój pełen pierników, nie spodziewając się, że na dnie słoika znajdzie się stara fotografia. Jaka historia kryje się za tą fotografią? Wracając ze spaceru ze słoikiem wypełnionym piernikami niefortunnie dziewczyna wpada na młodego mężczyznę, na szczęście żadnemu z nich, a także słoikowi nie staje się nic złego. Tydzień później drogi dwójki młodych ludzi ponownie się krzyżują i chociaż początek ich znajomości nie jest zbyt pozytywny, to z czasem… kto wie, jak ułożą się losy Agaty i Przemka, właściciela firmy wynajmującej samochody, słynącego z lekkiego podejścia do przygód miłosnych. Czy Agata pozna Przemka z jego lepszej strony i dlaczego uważa go za lekkoducha? Jak na życie dziewczyny wpłynie zamieszkanie w starej krakowskiej kamienicy wśród starszych ludzi? Kto przyczyni się do tego, aby powiedzenie „świąteczny cud” nie było tylko pustymi słowami?
To moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki, ale jak na debiut to moim zdaniem jest to całkiem przyjemna, ciepła i emocjonalna książka.
Początkowo podeszłam do tej lektury dość sceptycznie, ale im bardziej zagłębiałam się w fabułę tym było lepiej.
Nie przepadam za panienkami z fochami, kryjącymi urazy bohaterkami i może dlatego wstęp do mojej „znajomości” z Agatą nie wypadł zbyt pozytywnie. Ale trzeba przyznać, że dziewczyna ma w sobie wiele ciepła, empatii i odwagi.
(…) Była urocza, kiedy tak się wszystkim wokół zachwycała. Swoją radością przypominała małą dziewczynkę. Widział jak chłonęła wzrokiem widok starych budynków dzielnicy żydowskiej i napawała się aurą, która tam panowała. (…)
Fabuła jest dość specyficzna jak na typową powieść świąteczną, ponieważ wątek „tu i teraz” przeplatany jest opowieścią odnoszącą się do drugiej wojny światowej i początkowo nie mogłam załapać w jaki sposób może mieć wpływ na wątki współczesne.
Uwielbiam książki pisane w dwóch perspektywach czasowych i gdybym miała uczciwie powiedzieć, czy zauroczyła mnie historia Agaty i Przemka, czy historia Kazimiery i małej Helenki, nie wiem w którą stronę bardziej bym się przechyliła.
(…) Gdy opróżniła niemal cały pojemnik, na jego dnie dostrzegła jakąś zmiętą, pożółkłą kartkę. Kiedy ją wyjęła, uświadomiła sobie ze zdumieniem, że jest to bardzo stara czarno-biała fotografia. Przedstawiała ona piękną, młodą kobietę o kruczoczarnych włosach i ciemnych oczach, która trzymała w objęciach małą dziewczynkę. (…)

Autorka przedstawia nam dość realistycznie wykreowane osoby, które nie są pozbawione ani wad, ani zalet. Myślę, że zachowania głównej bohaterki początkowo mogą irytować, ale im lepiej poznajemy ją i motywy jej zachowania, tym staje się ona dla czytelnika sympatyczniejszą. I w końcu można ją polubić 😉
Dwoje skrzywdzonych przez los ludzi spotyka się przypadkowo w przedświątecznym okresie magicznych wydarzeń i nie może z tego wyniknąć nic złego.
Intrygującym wątkiem w powieści jest krzywdzący odbiór osoby jedynie poprzez pryzmat plotek i pomówień. Jak bardzo można kogoś zranić, Jak bardzo można kogoś wystawić na negatywny odbiór kiedy powtarza się krążące o tej osobie plotki, tak właściwie nie znając jej osobiście.
Moim zdaniem na uwagę zasługuje również wątek odnoszący się do pasji fotografowania, która staje się dla bohaterki nie tylko źródłem dochodu, ale przede wszystkim spełnianiem marzeń. I tu składam ukłon w stronę autorki dziękując za wyjątkowo realnie ukazaną pracę fotografa/fotografki.
Romantyczna historia z przedświątecznymi przygotowaniami i odrobiną anielskiej magii nie jest przesłodzona. Myśląc „historia miłosna” widzimy często słodki romans, a tu możemy w tej słodyczy poczuć sporo goryczy.

Uwielbiam w książkach ciekawe kontakty międzyludzkie, w tej mamy cudowną relację małymi kroczkami wdzierającą się do serce samotnego starego człowieka, niegdyś podziwianego i sławnego, któremu życie nie tylko zdrowotnie, ale i uczuciowo spłatało figla. Dzięki temu, że upór zwyciężył z obojętnością stało się coś pięknego, znajomość młodej dziewczyny ze zgorzkniałym starszym panem zaowocowała czymś pięknym, dobrym i magicznym. Nie zdradzę czym, ponieważ chciałabym abyście sięgnęli po tę książkę i sami się przekonali co miałam na myśli pisząc o tym.
Książka jest kopalnią ludzkich emocji i chociaż niejeden raz miałam ochotę mocno trzepnąć główną bohaterkę to przyznam, że pierwszy raz od dłuższego czasu łapałam się na tym, że podczas czytania prawie cały czas się uśmiecham. Może to sprawił styl pisania autorki, a może odbiór fabuły, a może dialogi?
(…) … wiem, że teraz jest ci źle, ale pamiętaj, że po każdym ciężkim dniu przychodzi nowy dzień i tylko ty możesz sprawić, że będzie lepszy… (…)
Przyznam jednak, że bardzo poczułam atmosferę zbliżających się świąt i to nie tylko z powodu wyobraźni zmysłowo wręcz odbieranego zapachu pierników, które główna bohaterka piekła, ale dzięki wszechobecnym płatkom śniegu, parku w zimowej szacie i… kamiennym, tajemniczym aniołom.
Jeżeli szukacie ciepłej, chwilami romantycznej, nieco nostalgicznej, a momentami trochę zabawnej powieści to jest odpowiednia książka. A tak po cichutku Wam zdradzę, że jest nawet trochę kryminalnie 😉

Dziękuję Wydawnictwu FILIA za możliwość poznania kolejnej polskiej autorki, której następnych książek z pewnością będę wypatrywała.






