literatura polska
Spotkanie autorskie na MARIACKIEJ
Miałam dzisiaj pisać recenzję ostatnio przeczytanej książki, ale… muszę się z Wami podzielić wrażeniami po spotkaniu autorskim, które odbyło się w czwartek 20 września w najpiękniejszej bibliotece Gdańska, mieszczącej się na ul. Mariackiej. Każdego, kto odwiedzi Gdańsk zachęcam do zerknięcia do tej biblioteki, ponieważ jest to tak klimatyczne miejsce, że nie można go pominąć podczas zwiedzania naszego miasta. Cudowni pracownicy tej placówki z panem kierownikiem Zbigniewem Walczakiem na czele, potrafią każdego przyjąć tak jakby był VIP-em.
Spotkanie odbyło się w związku z promocją mojej najnowszej książki „Listy do Duszki”, a ponieważ fabuła książki jest umiejscowiona w większości w Gdańsku, to nie wyobrażałam sobie innego miejsca na promocję tej powieści.
Moje spotkanie poprowadziła Dorota Lińska – Złoch, osoba zakochana w książkach i bardzo znana w kręgach czytelniczo – pisarskich, jako jedna z najbardziej szczerych i obiektywnych blogerek. Jej blog Przeczytanki, cieszy się wielkim zainteresowaniem zarówno wśród czytelników jak i pisarzy. Dorotka jest również jedną z uczestniczek naszych corocznych spotkań A może nad morze? Z książką.
Muszę przyznać, że jako osoba prowadząca jest w tym, co robi, bardzo profesjonalna. Do mojego spotkania przygotowała się tak solidnie, że nawet nie korzystała z żadnych ściąg, co się czasami wśród prowadzących spotkania autorskie zdarza. Jej profesjonalizm polega również na tym, że potrafi zadawać pytania, które mnie jako autorkę, nie raz wprowadziły w zakłopotanie, ponieważ odpowiadając na nie, nie mogłam opanować wzruszenia. Ale tak to jest, kiedy się pisze książki, w których przemyca się sporo emocji. A „Listy do Duszki” to książka dla mnie wyjątkowa, ponieważ cały czas mam przed oczami twarz pani, która mi tę historię opowiedziała. A pani była jedną z tych moich podopiecznych za którymi bardzo tęsknię.
Zresztą te emocje podczas czytania, często przenoszą się dalej i tak na przykład, kiedy pisarka Anita Scharmach, która jest również jedną z moich czytelniczek, zaczęła na spotkaniu mówić, o swoich emocjach, tęsknotach obudzonych podczas czytania mojej książki, to sama się tak wzruszyłam, że musiałam się uszczypnąć w nogę, żeby nie poleciały łzy.
Jestem bardzo wzruszona tym, że wśród moich czytelniczek i czytelników są osoby w różnym wieku, od dwudziestolatków po dziewięćdziesięciolatki. Kiedy ktoś mnie pyta dla jakiej grupy czytelniczej kieruję swoje książki, to naprawdę nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć.
Spotkania autorskie, przynajmniej dla mnie, są zawsze takim czasem, kiedy mam wrażenie, że jestem w towarzystwie nie moich czytelników/czytelniczek, ale dobrych znajomych. A to spotkanie było dla mnie wyjątkowe, ponieważ gościła na nim jedna z moich cudownych podopiecznych, osoba w wieku 92 lat, której wspomnienia również postanowiłam wykorzystać w książce. Wprawdzie nie w „Listach do Duszki”, ale w kolejnej, która jak dobrze pójdzie zostanie wydana w przyszłym roku. Nie wiem ile pani Danusia usłyszała i zrozumiała z tych naszych rozmów, ale na drugi dzień powiedziała mi, że bardzo jej się to spotkanie podobało i jest ze mnie dumna.
Chciałaby będąc w wieku mojej podopiecznej mieć taką pamięć jak ona.
Cieszę się, że tyle osób znalazło czas i ochotę na spotkanie ze mną i moją książką. To dla autora bardzo ważne, kiedy może pobyć z czytelnikami i często porozmawiać w cztery oczy. Na tym spotkaniu na przykład była pani, która osobiście znała śp. właścicielkę gdyńskiej Cyganerii, miejsca które odegrało dość znaczną rolę w mojej „Lawendzie”. Wiem, że tej pani (właścicielce Cyganerii) nie podobałby się wątek, jaki umieściłam w książce, ale cóż… moja fantazja nie zawsze musi być zgodna z prawdą.
Miłym zaskoczeniem były dla mnie kwiaty i upominki, które otrzymałam po spotkaniu, a przyznaję z zakłopotaniem, że miałam taką tremę (chociaż większość osób mówiło, że wyglądałam na całkiem wyluzowaną), że nawet nie pamiętam kogo przywitałam i z kim się pożegnałam. Dobrze, że moja córka i Karol Kłos – pisarz i bloger robili zdjęcia, bo pewnie nawet bym nie pamiętała, kogo gościłam.
Ale muszę przyznać się do jednego. Książki zaczęłam pisać, aby zaimponować mojej mamie, tak bardzo chciałam, żeby była ze mnie dumna. Moja mama zanim odeszła, zdążyła przeczytać chyba tylko trzy z moich książek, ale nigdy nie powiedziała mi tego, że jest ze mnie dumna, chociaż podobno swoim znajomym się chwaliła. Mama nie potrafiła okazywać uczuć. I kiedy po spotkaniu usłyszałam od mojej córki, że jest ze mnie dumna, to… nawet napisać o tym nie potrafię, bo się wzruszam.
Dziękuję wszystkim, którzy przyszli i tym, którzy wspierali mnie duchowo. Mam nadzieję, że kiedyś będę miała więcej czasu na spotkania z czytelnikami/czytelniczkami. Teraz niestety moje obowiązki zawodowe mi na to nie pozwalają.
Dziękuję Karolowi Kłosowi i mojej córce Alicji za zdjęcia. Dziękuję mojej przyjaciółce Ewie i jej córce Małgosi za pomoc w dotarciu na spotkanie mojej ukochanej pani Danusi. Fajnie jest mieć wokół siebie przyjaznych ludzi.
Karol Kłos przyłapany na robieniu zdjęć
Trzy pokolenia moich czytelniczek
Dumna jestem, że mimo niedogodności fizycznych pani Danusia dotarła na spotkanie
Po spotkaniu, młodzież dotrzymuje towarzystwa mojej najstarszej czytelniczce
Wszystkie zdjęcia z prywatnego albumu autorki bloga.
MOJA TWOJA WINA – Beata Majewska
Beata Majewska już kilkakrotnie gościła w moich skromnych progach blogu Książki Idy. Znana jest również, jako Augusta Docher. Jako pisarka zadebiutowała trylogią dla młodzieży, cyklem o Wędrowcach: Eperu, Habbatum i Batawe. Pisze również powieści obyczajowo-erotyczne, oraz książki z gatunku New Adult. Z pochodzenia jest Ślązaczką mieszkającą na południu Polski. Jak mówią o niej znajomi – kobieta wielofunkcyjna. Plastyczka, księgowa, manicurzystka i pisarka. Osoby, które ją znają, mówią o niej również, że jest ogrodniczką, kurą domową i bizneswoman.

Zdjęcie pisarki z prywatnego albumu autorki bloga.
Wydawnictwo Książnica
stron 352
Moja twoja wina to powieść obyczajowa z wątkami dramatycznymi i nawet kryminalnymi, w tle.
Kiedy Urszula przyłapuje męża na zdradzie, nie może uwierzyć, że jej ukochany potrafił tak ją zranić. Mimo uczucia, które cały czas w niej się tli, decyduje się odejść i zamieszkać w starym wiejskim domku, który otrzymała w spadku od pewnej starszej pani. I chociaż nie jest jej łatwo sprostać nowym warunkom, jest dzielna i samodzielna, mając u boku prawdziwą przyjaciółkę i dość rezolutną sąsiadkę. W pewnym momencie w jej życiu pojawia się mężczyzna, który od początku wydaje się kobiecie nieco zagadkowy, może nawet odrobinę antypatyczny, a w dodatku stanowi dla niej konkurencję na rynku zawodowym. Kiedy jednak poznaje go bliżej, jej stosunek do niego bardzo powoli zmienia się. Ale… niestety, Michał skrywa tajemnice, które mogą zniszczyć ich przyjaźń i kiełkujący związek. Co łączy Michała z kochanką męża Urszuli? Czy słowa wróżki, że Urszula nie rozwiedzie się z mężem sprawdzą się?
Przyznam szczerze, że odkąd poznałam książki tej autorki, to sięgam po nie z dużą dozą konsternacji, ponieważ za każdym razem czuję, że książka wciągnie mnie jak magnes a nie potrafię odmówić sobie tego sięgnięcia po nią. Gdyby tego było mało, wiem, że fabuła książki wyciśnie mnie jak cytrynę. Dlaczego? Ponieważ te kilka książek, które udało mi się do tej pory przeczytać, tak bardzo mną wstrząsnęło, że nie mogłam spać po nich przez kilka nocy, mając cały czas w głowie, opisane w nich sceny.
Autorka pisze z wyjątkową dbałością o to, aby humor przeplatał się w wątkami poważnymi, czasami bardzo dramatycznymi. Jednak dzięki tej odrobinie humoru, książka nie jest zbyt ciężka emocjonalnie, chociaż fabuła tych emocji czytelnikowi nie skąpi.
(…) Ta… – Ula obdarzyła ją kwaśnym spojrzeniem. – Łatwo ci mówić, bo możesz zjeść dziesięć pączków od Kołaczka i nic ci nie będzie, a ja tyję od patrzenia na sałatę. Stres mnie zjadł. Nic więcej, tylko stres. To tak samo zdrowe jak ten eternit. Za chwilę obwisnę. Wytnę nadmiar skóry i uszyję torebkę. Chcesz? (…)
Poruszonych w tej powieści wiele poważnych wątków powoduje, że człowiek poddaje się niecodziennej refleksji. Na przykład wątek skrzętnie ukrywanych tajemnic, które mogą doprowadzić nawet do tragedii. Kto z nas nie ma tajemnic? Kto z nas nie chce o czymś mówić, a potem wychodzi na kłamcę i ma żal do samego siebie? Jest też wątek typowej interesowności młodej dziewczyny, która romansuje z dużo starszym mężczyzną, tak jakby chciała zastąpić nim ojca, ale ojca, (i tu kolejny, dramatyczny można by rzec wątek) którego kocha nie jak rodzica ale jak mężczyznę. Myślę, że takie dziewczyny istnieją i zrobią wszystko, aby wynagrodzić sobie braki zarówno uczuciowe jak i materialne.
Czasami zbyt późno zdajemy sobie sprawę z czegoś, czego przez miesiące, a nawet lata nie dopuszczaliśmy do naszej świadomości. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, że to może zaboleć i to bardzo.
(…) – Boli, gdy pozbywamy się złudzeń i jeśli to masz na myśli, rzeczywiście sprawiłeś mi ból, ale nie ty za niego odpowiadasz, tylko ja sama. Po prostu nie chciałam pogodzić się z prawdą, nie moją osobistą, którą tak sobie ładnie wymyśliłam. (…)
Główna bohaterka jest silną kobietą, ale nawet silne kobiety potrzebują czasami zamienić się w małe, słabe dziewczynki, żeby ktoś je przytulił i pogłaskał.
(…) – Dam. Zawsze daję. – Uśmiechnęła się blado. – To jedna z moich wad. Zawsze daję sobie radę. (…)
Historia opowiedziana w tej książce, mogłaby zdarzyć się naprawdę. Chociaż momentami fabuła jest taka trochę mało realna, ale tego realizmu jednak jest w tej powieści sporo. Wciągając czytelnika w historie Urszuli i Michała, autorka bardzo powoli buduje napięcie, które w końcówce książki znajduje swoje ujście prawie z mocą wulkanu. A przy tym pozwala nawet na odrobinę wyjątkowo subtelnego erotyzmu.
W tej książce czytelnik znajdzie prawie wszystko, co kojarzy się z dobrą lekturą. Mamy tu piękną, szczerą i bezinteresowną przyjaźń dwóch kobiet, które wspierają się w każdej sytuacji. Odkrywamy rodzące się uczucie dwojga ludzi, których przeszłość dość mocno poharatała, i daleko im było do zawierania nowych związków. Mamy sporą garść dramatu, a nawet namiastkę kryminału. Wszystko to okraszone sporą dawką humoru, zwłaszcza w dialogach.
Ciekawie skonstruowani bohaterowie, zarówno główni, czyli Urszula i Michał, jak i pozostali – Renata – przyjaciółka Uli, sąsiadka zza płotu, siostra, eksmąż i jego kochanka, to osoby, które wnoszą do fabuły nie tylko swoje nietuzinkowe osobowości, ale również potrafią podkolorowywać ją trochę.
Za każdym razem, kiedy kończę czytać którąś z powieści tej autorki obiecuję sobie, że muszę na jakiś czas emocjonalnie ochłonąć, zanim sięgnę po kolejną jej książkę. Ale… wiem, że długo nie wytrzymam.
Polecam książkę zarówno paniom jak i panom i to bez względu na wiek. Myślę, że ta lektura zadowoli niejednego czytelnika. A kto jeszcze nie zna „pióra” Beaty Majewskiej, niech chociaż spróbuje. Ja spróbowałam i przepadłam, a wcale nie jest łatwo mnie zadowolić pod względem książkowym.
Polecam również pozostałe książki tej autorki, które do tej pory przeczytałam. I niech nie zmylą nikogo te słodkie, niewinne okładki. Za nimi kryją się ogromne pokłady emocji, wzruszenia nie zabraknie nikomu.
Dziękuję Autorce i Wydawnictwu Książnica za możliwość przeczytania tej powieści. Już teraz wiem, że moja znajomość z książkami tej autorki nie skończy się zbyt szybko.
NA DNIE DUSZY – Anna Sakowicz
Anna Sakowicz gościła na moim blogu już kilka razy, i pewnie zagości jeszcze nie jeden raz. Jest polską pisarką urodzoną w Stargardzie Szczecińskim a obecnie mieszkającą na Kociewiu w Starogardzie Gdańskim. Z wykształcenia jest polonistyką, jest również blogerką, a jej pasją oprócz pisania jest kolekcjonowanie starych książek. O autorce pisałam już w moich wcześniejszych wpisach i osoby chętne bliższego poznania tej pisarki, zapraszam do wpisów: To się da czy Szepty dzieciństwa.
Wydawnictwo EDIPRESSE rok 2018
stron 348
Na dnie duszy to powieść obyczajowo-psychologiczna z historią wojenną i powojenną w tle.
Rozalia jest matką Donaty i babcią Ingi. Kiedy seniorka rodu umiera, wielu członkom rodziny wydaje się, że wreszcie nastanie spokój, ponieważ babcia Rozalia była niepoprawną dewotką, osobą dość apodyktyczną i złośliwą, co powodowało, że mało kto miał ochotę przebywać w jej towarzystwie. Niestety złośliwa babcia pozostawiła po sobie testament, który całą rodzinę postawił w dość niezręcznej sytuacji, powodując jeszcze większe konflikty między rodzeństwem, czyli wnukami Rozalii a także między córką Donatą i jej dziećmi. Czy wiadomość o nieistniejącym do tej pory tajemniczym człowieku pogodzi, czy jeszcze bardziej poróżni rodzinę Rozalii? Co zapisała staruszka w pewnym zeszycie, który odziedziczyła jej wnuczka? Czy Rozalia pozostawiła jakiś cenny skarb dla swoich krewnych?
No cóż, nie chcę spojlerować, chociaż najchętniej opowiedziałabym wszystko z najdrobniejszymi detalami. Nie na tym jednak ma polegać moja opinia o tej książce.
Muszę przyznać, że autorka zafundowała swoim czytelnikom/czytelniczkom bardzo nostalgiczną podróż w odległe rejony dość bolesnej przeszłości. Fabuła przyciąga od pierwszych stron, a rozdziały są tak ułożone, że następują po sobie przemiennie. Autorka płynnie przenosi czytelnika w czasie, lawirując między teraźniejszością a momentami bardzo bolesną przeszłością zarówno Rozalii, jak i jej córki Donaty.
Bardzo powoli dozowane napięcie trzyma cały czas w pewnego rodzaju ciekawości, „co będzie dalej”. Prawie każdy rozdział kończy się pewną niewiadomą, której wyjaśnienie pojawia się dopiero po kilku, czy kilkunastu stronach.
Efektownie zaprezentowane zostały w tej historii trzy kobiety i trzy różne ich osobowości. Ale w każdej z nich jest coś, co intryguje, zaskakuje i… przyciąga. I chociaż jedna z głównych bohaterek – Rozalia jest przedstawiona, jako wcielenie zła, to tak naprawdę mnie zastanawiało to, dlaczego przez lata nikt nie dociekał tego, dlaczego było w niej tyle złości, jadu, nienawiści i jednocześnie fanatycznej bogobojności.
Bolesne we wspomnieniach matki i córki drastyczne metody wychowawcze, pokolenia przedwojennego i powojennego, dzisiaj być może wydają się koszmarem, ale czy wszechobecna wówczas przemoc w rodzinie, stawiająca dzieci na pozycji bezwartościowego przedmiotu i wszechobecny w tych młodych ludziach strach i poczucie winy, nie zdarzają się w dzisiejszych czasach?
(…) Nie raz już dostała lanie, choć wydawało się jej, że nie zasłużyła. Przy drzwiach wejściowych na gwoździu wbitym w futrynę wisiał dla postrachu skórzany pas. Rzuciła na niego okiem i zadrżała. Oczywiście wiedziała, że matka nie bije jej dla zabawy. W ten sposób chciała ją wychować na porządnego człowieka, a pasem wybić głupoty z głowy. Należało się przecież, gdy coś niegrzecznie odpowiedziała albo skłamała. Kara musiała być. (…)
Jak często wspomnienia z przeszłości mają wpływ na to, co robimy, niby nie chcąc powtarzać tego co nas spotkało a jednak… Dzieci, które nie zaznały w miłości, ciepła i czułości ze strony najbliższej osoby, nie zawsze potrafią okazać te uczucia swoim dzieciom. Chociaż… czasami bywa wręcz odwrotnie, myśląc o własnych tęsknotach za bliskością, starają się nadrobić to w stosunku do własnych pociech.
(…) W tym krzyku dzieci poznała głos dochodzący jakby ze swojego środka. Znała go doskonale. Opuściła pasek na ziemię i usiadła pod ścianą. Patrzyła na swoje dzieci wijące się z bólu, który im przed chwilą zadała. Była dokładnie taka sama jak Rozalia! A przyrzekała sobie wiele razy, że ona swoich dzieci nie uderzy nigdy! (…)
Ciekawym wątkiem powieści jest również toksyczne uzależnienie od drugiej osoby. Chęć bycia kimś lepszym od tego kim się jest. Nieważne wówczas stają się więzy rodzinne, miłość do rodziców czy rodzeństwa, a chęć udowodnienia, że „nie jestem taki zły, mogę wszystko”. Osoba dążąca do zaspokojenia potrzeb materialnych drugiej osoby, staje się ślepa na wszystko, co ważne i potrzebne dla utrzymania własnego ja. Ślepa pazerność potraf doprowadzić do rozpadu najpiękniejszych więzów rodzinnych.
Długo mogłabym jeszcze pisać i analizować, ale nie chcę nikogo zanudzać. Przyznam jednak, że powieść ta wywołała we mnie wiele emocji. Fabuła działała na mnie jak magnes, czytałam wszędzie gdzie miałam chociaż chwilę na to, aby zagłębić się w kartki książki. Na przystanku, w autobusie, w domu… Niezbyt często mi się to zdarza, więc coś to znaczy.
Nie powiem, że jest to lektura lekka, łatwa i przyjemna chociaż styl pisania tej autorki jest lekki i przyjemny. Ale z całą pewnością jest warta przeczytania. To książka z tych, które na długo pozostają w pamięci, a po skończeniu, człowiek tak naprawdę nie potrafi powiedzieć niczego do momentu, aż się otrząśnie z wrażeń, jakie zdominowały jego umysł.
Polecam tę powieść nie tylko paniom, chociaż myślę, że panie znajdą w niej więcej dla siebie niż panowie. Jest to opowieść o trudnych relacjach rodzinnych, i zarówno tych międzypokoleniowych, jak i tych jednopokoleniowych. To opowieść o kilku miłościach: trudnej miłości zbudowanej na fundamentach nienawiści, opowieść o miłości ślepej, toksycznej i upokarzającej, oraz o miłości szczerej, cichej i chwilami niedostrzegalnej. Ale jest to również opowieść o bólu i cierpieniu, traktowanych jak chleb powszedni. Opowieść o marzeniach i to nie tylko dziecięcych. Dla osób wrażliwych paczka chusteczek będzie za mało. Ale warto tę paczkę sobie przygotować i zagłębić się w tej lekturze. Może po niej zobaczymy, co tak naprawdę chowamy na dnie naszej duszy. Bo z całą pewnością książka zmusi niejednego czytelnika do głębokiej refleksji.
Polecam również inne książki tej autorki, które do tej pory przeczytałam.
BILET DO SZCZĘŚCIA – Beata Majewska
Beata Majewska to bardzo pogodna osoba, którą miałam okazję poznać osobiście na Nadmorskim Plenerze Czytelniczym w Gdyni. Plastyczka, księgowa, manicurzystka i pisarka. Osoby, które ją znają mówią o niej, że jest ogrodniczką, kurą domową i bizneswoman. Z pochodzenia Ślązaczka. Pisze również pod pseudonimem Augusta Docher, książka „Eperu” to jej debiut.

Zdjęcie pisarki z prywatnego albumu autorki bloga.
Wydawnictwo Książnica/PUBLIKAT S.A.
stron 288
Bilet do szczęścia to kontynuacja książki Konkurs na żonę. Jest to współczesna powieść obyczajowa, z nietypowym romansem w tle.
Hugo Hajdukiewicz to młody prawnik z Krakowa, który musiał jak najszybciej zmienić swój stan cywilny, jeżeli chciał otrzymać pokaźny spadek po swoim wujku ze Stanów Zjednoczonych. Wuj umieścił w testamencie życzenie, że Hugo do ukończenia trzydziestego roku życia musi być żonaty, a jeszcze lepiej być już nawet ojcem. W poszukiwaniu idealnej kandydatki na żonę młody mężczyzna z pomocą przyjaciela organizuje konkurs pod nazwą „Żona”. Hugo nie przewidział jednak tego, że zakocha się w swojej kandydatce na żonę. Kiedy wychodzi na jaw prawda związana z szybkim ożenkiem, w młodym małżeństwie dochodzi do spięcia. Jakby tego było mało, babcia Łucji trafia do szpitala i młoda mężatka ma dodatkowy ciężar do zniesienia. Czy Łucja i Hugo dojdą jednak do porozumienia i zakończą cichy konflikt? Kto tak właściwie stoi za anonimem wysłanym do Łucji? I kto otrzyma tak naprawdę ten bilet do szczęścia?
Książkę tę można czytać, jako kontynuację, ale równie dobrze można ją przeczytać jako samodzielną lekturę, ponieważ autorka bardzo sprytnie wprowadza czytelnika w fabułę wcześniejszej części. Jeśli chodzi o mnie to ja oczywiście polecam, aby zacząć jednak od „Konkursu na żonę”.
Sięgnęłam po kontynuację, bo bardzo zaciekawiło mnie jak poradzą sobie młodzi małżonkowie w obliczu innych spraw, być może poważniejszych, niż zatajone przyczyny zawarcia szybkiego małżeństwa. I chociaż sami bohaterowie często bardzo mnie irytowali, to polubiłam ich. Dwoje dorosłych ludzi zachowujących się chwilami bardzo infantylnie, żeby nie powiedzieć głupio, kocha się, pożąda się a jednak… ich zachowanie czasami przypomina fochy z piaskownicy. Zastanawiałam się podczas czytania, jak to jest, że młodzi małżonkowie pragną się fizycznie, pragną dotyku tej drugiej osoby, a nie potrafią roztopić pozornego lodu między nimi, nie potrafią zburzyć muru odgradzającego ich od siebie, muru, który sami zbudowali.
Często śmieszna duma rządząca umysłami ludzi, nakazuje im zachowywać się irracjonalnie.
(…) „To jest trudne” – pomyślała o ich wspólnym życiu pod jednym dachem. „Wegetujemy. Zamiast żyć, odgrywamy role w spektaklu pod tytułem Małżeństwo na czas określony, jesteśmy ja dwójka schodzących sobie z drogi , ostatnio coraz mniej lubiących się lokatorów. (…)
Łucja, niby dziewczyna mądra, inteligentna, znająca ból i cierpienie życia, powinna być moim zdaniem bardziej odporna na kolejne życiowe porażki. A ona ciągle płacze i płacze. Momentami miałam tego jej płaczu po dziurki w nosie i teraz dopiero rozumiem, co mają na myśli czytelniczki moich książek, które twierdzą, że moje bohaterki za dużo płaczą.
Bardzo podobał mi się jednak w tej powieści wątek odnalezionych po latach kochanków. To prawda, że „stara miłość nie rdzewieje”, bo prawdziwa miłość mimo upływu lat potrafi być wciąż gorąca jak kiedyś. Prawdziwa miłość potrafi wiele wybaczyć i otworzyć ponownie serce, które tak właściwie… nigdy nie zostało zamknięte.
Między kartami o miłości znajdzie czytelnik również inne wątki, myślę, że bardzo ważne dla człowieka. Poruszony na przykład temat choroby nowotworowej, czy innych mniej lub bardziej przytłaczających chorób już coraz częściej przestaje być tematem tabu.
(…) Jej ręce leżały wzdłuż tułowia, jak ścięte łodygi jakiejś dziwnej martwej rośliny. Uniosła prawą, żeby po chwili opuścić ją z powrotem. Mimo to Olga nadal była piękną kobietą, choć teraz jej uroda zamiast seksapilem i energią, porażała swoim dramatem. (…)
Kolejny trudny temat to homoseksualizm, ukazany przez autorkę z taką naturalnością, jako coś zupełnie normalnego. A przecież wielu z nas wie, że mimo XXI wieku jak związki homoseksualne są postrzegane przez wielu ludzi, nie tylko w Polsce.
Ale… żeby nie było tylko tak och i ach, było w tekście książki kilka zwrotów, które mnie trochę irytowało, a które ja zapisałabym zupełnie inaczej. Na przykład dość często powtarzające się: „puściła do niego oczko”, można przecież zastąpić od czasu do czasu „mrugnęła zawadiacko”. Zgrzytnęło mi również słowo „otwarli” w zdaniu: „otwarli świetną włoską knajpę”, które ja zapisałabym „otworzyli”. No ale to takie detale, na które pewnie nikt oprócz mnie nie zwróci uwagi.
Przede mną część trzecia, ale muszę trochę odsapnąć od tych wszystkich łez, wzruszeń i emocji. Książkę już zamówiłam, ale pozwolę jej trochę „poleżakować” na mojej półce „do przeczytania”.
Polecam tę książkę nie tylko paniom, ponieważ uważam, że jest w niej sporo wątków dotyczących mężczyzn. Ta słodko – gorzka opowieść, z pewnością zadowoli niejednego czytelnika. Proszę nie liczyć tylko na słodki romans, który jest ,ale w otoczeniu wielu innych ciekawych wątków. Mogę śmiało przyznać, że jest to lektura lekka, łatwa i przyjemna, ale muszę uprzedzić, że czytelniczkę/czytelnika czekają spore emocje.
KONKURS NA ŻONĘ – Beata Majewska
Beata Majewska to bardzo pogodna osoba, którą miałam okazję poznać osobiście na Nadmorskim Plenerze Czytelniczym w Gdyni. Plastyczka, księgowa, manicurzystka i pisarka. Osoby, które ją znają mówią o niej, że jest ogrodniczką, kurą domową i bizneswoman. Z pochodzenia Ślązaczka. Pisze również pod pseudonimem Augusta Docher, a jej debiutem pisarskim jest książka „Eperu”.

Zdjęcie pisarki z prywatnego albumu autorki bloga.
Wydawnictwo Książnica/ PUBLIKAT. S.A
stron 303
Konkurs na żonę to powieść obyczajowa, z ciekawym romansem i delikatną erotyką w tle, taka trochę bajka dla dorosłych, ale wyjątkowo wciągająca.
Hugo Hajdukiewicz to młody prawnik z Krakowa, który musi jak najszybciej zmienić swój stan cywilny, jeżeli chce otrzymać pokaźny spadek po swoim wujku ze Stanów Zjednoczonych. Wuj umieścił w testamencie zapis, że Hugo do ukończenia trzydziestego roku życia musi być żonaty, a jeszcze lepiej być już nawet ojcem. W poszukiwaniu idealnej kandydatki na żonę młody mężczyzna z pomocą przyjaciela organizuje konkurs pod nazwą „Żona”. Dzięki temu konkursowi poznaje wkrótce młodziutką, pochodzącą ze wsi nieśmiałą studentkę, sierotę wychowywaną przez babcię. Niczego niepodejrzewająca Łucja zakochuje się w bogatym chłopaku chociaż dzieli ich prawie wszystko, a zwłaszcza środowisko kulturowe. Kiedy misternie przygotowany plan matrymonialny zostaje prawie zrealizowany, coś nagle wymyka się spod kontroli i… O tym czy dojdzie do skonsumowania związku i czy dojdzie do zawarcia małżeństwa dowiecie się, jeżeli sięgniecie po książkę. Nie zdradzę tego, ponieważ zachęcam do przeczytania o tym samemu.
Na początku napisałam, że jest to trochę taka bajka dla dorosłych. Być może gdybym była o kilkadziesiąt lub chociażby kilkanaście lat młodsza, odebrałabym fabułę nieco inaczej, ale mam tyle lat co mam i wiele już w życiu przeszłam, zatem niektóre historie są dla mnie… trochę bajkowe.
Nie ukrywam jednak, że książkę przeczytałam na tak zwanym wdechu, czyli wciągnęła mnie ta historia bardzo i nie potrafiłam oderwać się od fabuły do tego stopnia, że już tego samego dnia, kiedy skończyłam czytać tę, zabrałam się za drugą część. No cóż, babska ciekawość zwyciężyła.
Książka jest momentami bardzo zabawna a momentami bardzo wzruszająca. Były fragmenty, a właściwie dialogi, przy których śmiałam się w głos, ale były również chwile, kiedy musiałam otrzeć z oka łezkę.
Dlaczego napisałam, że to trochę bajka? No cóż, patrząc na głównych bohaterów, to takie związki pewnie zdarzają się. Mamy przed sobą Kopciuszka, dziewczynę z ubogiej rodziny, dobrze wychowaną, inteligentną i do tego sierotę, która prawie nie pamięta swoich rodziców, bo zginęli, gdy ona była małym dziecięciem. I mamy Księcia, czyli bogatego playboya, młodzieńca żyjącego w luksusie, nie znającego tak naprawdę polskiego normalnego życia. I to pozwala na to, aby… do głowy trafiła myśl, aby książka skończyła się „i żyli długo i szczęśliwie”. Czy tak się kończy? Nie zdradzę.
Fabuła książki jest nietuzinkowa. Jeżeli ktoś pomyśli, że jest to słodki romans, czy literatura dla kucharek, jak ktoś określił kiedyś książki pisane przez Magdalenę Witkiewicz, to się trochę pomyli. To słodko gorzki realizm życia, który może się przytrafić niejednej młodej dziewczynie, bo cóż jest dziwnego w tym, że dziewczyna z przeciętnej, niezbyt zamożnej rodziny zakochuje się w przystojnym, bogatym młodym człowieku?
Bardzo podobało mi się podejście autorki do erotyki. Lubię takie zmysłowe erotyczne związki, w których nie ma brutalności i wulgarności, jest tylko czysty, niewinny seks. Może główna bohaterka była odrobinę nadpobudliwa w tej materii, ale zrzuciłam to na buzujące w niej hormony podsycane emocjonalnym podejściem do tego ciepłego i cudownego faceta. Tak, Hugo mimo wielu wad, da się polubić.
Autorka od początku wprowadza czytelnika w konkret dotyczący „konkursu na żonę”, powolutku wciąga nas w intrygę uknutą przez głównego bohatera, ale nie pozwala na dokonywanie wyboru pozytywnej i negatywnej postaci. Jeśli chodzi o mnie, to chociaż kibicowałam Łucji na każdym kroku, to trochę mnie jej osoba irytowała, w przeciwieństwie do Hugo, którego autorka pokazała, jako mężczyznę, w którym małymi krokami rodzi się przemiana. Łucja okazała się osobą trochę mało odpowiedzialną za swoje poglądy. Najpierw usilnie dążyła do tego, aby jej partner wybaczył komuś, dał temu komuś kolejną szansę, a potem, kiedy chodziło o nią, sama nie potrafiła, czy wręcz nie chciała wybaczyć i dać drugiej osobie kolejnej szansy.
Ta książka to opowieść o zmianach, jakie rodzą się w człowieku dzięki niektórym emocjom. Ukazuje jak głębokie mogą być więzy łączące ludzi. Jak piękna i bezkompromisowa potrafi być przyjaźń, ale również jak szybko można ulec marzeniom, których spełnienie nie zawsze jest tak piękne i urocze jak chcemy. To doskonale ukazany realizm współczesnego życia, gdzie z jednej strony mamy tradycyjne posłuszeństwo wobec wpajanych od dziecka zasad a z drugiej hipokryzję i wykorzystywanie naiwności innych dla własnych celów.
To nie jest książka, którą można zakwalifikować jako literaturę tylko dla kobiet. Myślę, że chociaż nie ma w fabule brutalnych scen przemocy, wątków sensacyjnych czy kryminalnych, tę powieść równie dobrze mogę polecić mężczyznom. Zabawne często dialogi w połączeniu z ciekawymi osobowościami bohaterów i pięknymi opisami miejsc, to z pewnością mieszanka, która zadowoli niejednego czytelnika.
Dziękuję Autorce i Wydawnictwu Książnica za możliwość przeczytania tej powieści, dzięki której odkryłam kolejną cudowną polską pisarkę. Już teraz wiem, że moja znajomość z książkami tej autorki nie skończy się na tej pozycji, bo w kolejce czekają już dwie następne książki, a w planach mam pozostałe.
































