literatura polska
ŚLADAMI BARNABY USZKIERA
Agnieszka Pruska jest autorką cyklu powieści z komisarzem Barnabą Uszkierem w roli głównej. Podobnie jak jej bohater, ćwiczy aikido. Jest członkinią Oliwskiego Klubu Kryminału, felietonistką i recenzentką serwisu Zbrodnia w Bibliotece. Więcej o tej pisarce możecie się dowiedzieć z jej strony internetowej: www.agnieszkapruska.pl
Pierwsza książka tej autorki trafiła w moje ręce kilka lat temu i spowodowała, że zakochałam się w komisarzu Barnabie Uszkierze. No, nie tak dosłownie, bo facet ma żonę i dzieci, ale bardzo mnie ten policjant zafascynował podejściem do spraw i metodami śledczymi, jakie stosował wspólnie ze swoimi pracownikami przy rozwiązywaniu zagadki kryminalnej. Muszę przyznać, że autorka jest bardzo dobrze przygotowana w temacie metod i badań, z jakimi muszą się stykać policjanci i to jest właśnie tym magnesem przyciągającym czytelnika do jej książek. Ta realistyczność prowadzenia śledztwa, w powieściach Agnieszki Pruskiej to nie tylko wciągające fabuły, ale zaproszenie do świata procedur, technik i starej dobrej policyjnej roboty, o której nie zawsze mamy pojęcie. To zaproszenie do prywatnego świata policjanta, który często jest zmuszony swoją prywatność poświęcić dla dobra prowadzonego śledztwo.
Seria z Barnabą Uszkierem to typowe kryminały policyjne, w nich krok po kroku poznajemy to, co znajdują śledczy, aby rozwikłać zagadkę kryminalną. Czyli… prowadzimy śledztwo razem.
W ramach naszego szóstego spotkania A może nad morze? Z książką, Wydawnictwo Oficynka zaproponowało nam spacer śladami Barnaby Uszkiera. Nie mogłam sobie odmówić tej przyjemności, ponieważ, to, że lubię Uszkiera, to wiadomo, kocham Gdańsk, to też wiadomo, a spacer literacki z autorką to już wisienka na torcie.
Spotkaliśmy się przed dworcem PKP, gdzie Agnieszka Pruska zaczęła swoją opowieść o morderstwach, śledztwach itp. Na początek przeczytała nam fragment jednej z książek i ruszyliśmy w trasę.
Zatrzymywaliśmy się w różnych miejscach wsłuchując się w słowa autorki, która ma prawdziwy dar opowiadania. Pewnie ma w sobie gen jakiegoś bajarza. Nie wszystkie jej opowieści były związane z fabułą książek, niektóre dotyczyły prawdziwych zbrodni dokonanych w Gdańsku, ale to nie przeszkadzało nam w odkrywaniu kryminalnego światka miasta.
Na tym moście autorka uświadomiła nas, jaką pracę musieliby wykonać technicy policyjni, gdyby w tym miejscu wyłowiono zwłoki
Trasa Śladami Barnaby Uszkiera miała chyba 5 km. Przyznam szczerze, że pod koniec spaceru już dość mocno czułam swoje nogi, ale ciekawość jest chyba najgorszą cechą człowieka, bo ból nie ból idę dalej.
Autorka pokazuje nam, w którym miejscu „wrzuciła” zwłoki w „Żeglarzu”…
… a tu jest to miejsce
Niektórych miejsc opisanych w książkach już nie ma, jak chociażby krzaczasty teren przy marinie gdańskiej, na którym Uszkier znalazł się podczas jednego z prowadzonych przez siebie śledztw. W tym miejscu znajduje się już zabetonowany kawałek ziemi, ale jak ktoś ma wyobraźnię, to wystarczy zamknąć oczy i… jest się tam gdzie chce.
Pogoda nam dopisała, chociaż momentami słońce dość mocno przygrzewało i co niektórzy chowali się w cieniu kamieniczek, ale warto było przejść tę trasę. Dla mnie to była atrakcja, chociaż czytając książki z Uszkierem, dokładnie widziałam opisywane przez autorkę miejsca, bo te miejsca znam, ale dla osób, które jeszcze tych książek nie czytały, to z pewnością wyobraźnia zacznie działać podczas czytania.
Oczywiście do fotorelacji wykorzystałam zdjęcia koleżanek, które one udostępniły na swoich profilach na Facebooku, ale mam nadzieję, że nie będą miały mi tego za złe.
Pozwoliłam sobie przybliżyć czytelnikom mojego bloga opisy książek, w których spotykamy Uszkiera, kto jeszcze żadnej z nich nie czytał, to może zachęcę do sięgnięcia po te powieści. Klikając na tytuł, można przenieść się do mojej relacji o książce.
LITERAT (2013 )
Wczesnym rankiem samotny biegacz pokonuje codzienną trasę między Sopotem a Gdańskiem. W wykopie przy ulicy Hallera niespodziewanie dostrzega siedzącą postać. Zaintrygowany zbliża się do niej, by z przerażeniem odkryć, że ma przed sobą mumię. Jak się okaże, znalezienie zwłok to dopiero początek serii makabrycznych zdarzeń. W szranki z psychopatycznym seryjnym zabójcą staje komisarz Barnaba Uszkier. W pogoni za mordercą będzie musiał też poznać się z członkami pewnego Klubu Miłośników Kryminałów…
HOBBYSTA (2014 )
Gdański komisarz Barnaba Uszkier wysyła rodzinę na wakacje do małej wsi położonej nad malowniczym jeziorem Krosino. Wakacyjną idyllę słomianego wdowca przerywa znalezienie zwłok niezidentyfikowanego mężczyzny na pobliskim poligonie. Niepokój policjanta wzmaga fakt, że jego synowie właśnie rozpoczęli zabawę w detektywów, prawdopodobnie znajdując ślady morderstwa. Nie zwlekając, jedzie z technikami na miejsce zdarzenia, by rozpocząć skomplikowane i wielowątkowe dochodzenie. Czy jego bliskim zagraża niebezpieczeństwo?
ŻEGLARZ (2016 )
W trakcie regat o Puchar Obrońców Westerplatte w gdańskiej marinie zostają odnalezione zwłoki Jana Kuśmierskiego. Komisarz Barnaba Uszkier wraz z zespołem podejmuje śledztwo obejmujące barwne środowisko trójmiejskich żeglarzy. Doświadczeni śledczy kontra inteligentni przestępcy. Kto wygra ten pojedynek?
SPADKOBIERCA (2018 )
Gdańsk jest przez lata nękany serią tajemniczych morderstw, których początki sięgają 1945 roku. Pod koniec 2016 roku na jednym z gdańskich osiedli zostaje znalezione ciało młodego mężczyzny. Instynkt podpowiada komisarzowi Uszkierowi, że nie jest to tak prosta zbrodnia, na jaką wygląda. Zapowiada się długie i skomplikowane śledztwo.
CZAS BURZY – Adrian Grzegorzewski
Adrian Grzegorzewski urodził się w Żarowie, małym mieście na Dolnym Śląsku. Jego rodzice pochodzili z Kresów i miłość do tych rejonów zaszczepili synowi. Ojciec urodził się w Wilnie, mama w Rychcicach pod Drohobyczem. Właśnie ta wioska jest pierwowzorem Bedryczan, miejscowości, w której toczy się akcja powieści „Czas tęsknoty”. Autor już w dzieciństwie fascynował się literaturą i historią, a tematyka Powstania Warszawskiego stała się jego największą pasją. W 2002 roku wyjechał do Wielkiej Brytanii, gdzie mieszka do dziś i pracuje, jako listonosz w Royal Mail. Interesuje się polityką, lubi literaturę spod znaku political fiction, uwielbia Tolkiena, a na jego półce można znaleźć całą gamę książek historycznych.
Wydawnictwo Między Słowami rok 2017
stron 411
Czas burzy to powieść historyczna z romansem wojennym w tle.
Piotr jest Polakiem a Swieta Ukrainką, niestety ich uczucie od początku skazane było na zagładę. Kiedy wybuchła wojna, kochankowie musieli się rozdzielić. Ponownie spotkali się na początku 1944 roku, odnajdując się w Warszawie. Piotr działa w konspiracji, co oznacza nie tylko zbrojne akcje, ale i konieczność niebezpiecznego flirtu z Niemką Eriką. Marta jest przyjaciółką Piotra i Swiety, kiedy w 1943 roku wraca do swojej rodzinnej wsi, nie ma się gdzie podziać, ponieważ jej matki nie ma, a dom zajmuje ktoś inny. Zamieszkuje więc w domu pewnego Ukraińca, któremu rodacy wymordowali całą rodzinę. W obliczu niebezpieczeństwa oboje postanawiają przyłączyć się do walczących Polaków.
Czy uczucie Piotra i Swiety przetrwa w obliczu okupacyjnej grozy? Czy dłonie, które pociągają za spust, wykonując wyroki podziemnych sądów, mogą dać czułość i bezpieczeństwo? Czy miłość może wygrać z okrucieństwem wojny?
Przyznam szczerze, że dla mnie ta powieść to prawdziwa petarda czytelnicza. Od pierwszej strony nie mogłam oderwać się od stron książki, chociaż czasami zbyt mocne sceny wywoływały we mnie wodospad łez. Uwielbiam tematykę wojenną, więc kiedy zobaczyłam tę książkę, wystarczył tylko rzut oka na okładkę i opis, i już wiedziałam, że książka musi być moja.
Autor nie buduje w tej powieści napięcia powoli, jak to często bywa w innych książkach, on tym napięciem zaczyna powieść i trzyma do końca książki.
Nie oszczędza też czytelnika. Sporo bardzo drastycznych scen dotyczących nieludzkiego traktowania Polaków przez Ukraińców i przerażające mordy dokonywane na ludności, czy sceny walk wojennych, to naprawdę mocne wątki.
Świetnie przedstawione osobowości bohaterów pokazują jak bardzo wojna może zmienić człowieka. Na przykładzie Swiety i Marty widzimy, jak spokojna, romantyczna, beztroska dziewczyna potrafi się zamienić w bezwzględne narzędzie do zabijania.
(…) Co się stało z tym światem, że pistolet w kieszeni sprawia więcej radości niż bukiet kwiatów? Czy przelana krew wroga może smakować bardziej niż pocałunek? Jak wiele trzeba wyrzucić z pamięci, aby przyjąć krwawe prawo pięści za swoje? (…)
Oryginalności fabule dają wprowadzone w dialogi dialekty mowy oraz typowe dla ludności ukraińskiej czy warszawskiej, określenia i słownictwo gwary.
Całe życie wbijano nam do głowy jedną prawdę, która na szczęście, została podważona przez ludzi i historyków. Spojrzenie na II Wojnę Światową przez pryzmat ludzi narodowości ukraińskiej czy rosyjskiej, i zaakceptowanie faktu czym właściwie była Armia Czerwona, to mit o armii wyzwoleńczej, który został również przez autora obalony. Czy trzeba było na to czekać aż tylu lat? Bardzo ciekawa jestem jak okupację niemiecką przedstawiają w szkołach teraz, czy nadal wbija się młodzieży do głów, że Niemcy byli źli, a Rosjanie super wybawcy?
Moim zdaniem świetnie została przedstawiona przez autora wizja Powstania Warszawskiego. Nie wszyscy przecież byli euforycznie nastawieni na zwycięstwo. Sporo ludzi widziało słabość i wszelkie negatywne prognozy tego zrywu Polaków.
(…) A w przypadku otwartej walki nasze siły, złożone z odważnych, gotowych do ofiar chłopców, którzy może raz strzelili z pistoletu na jakimś leśnym obozie, jeśli w ogóle na takim byli, zetrą się z regularnym wojskiem. Będą bić się ze świetnie wyszkolonymi, uzbrojonymi po zęby, zaprawionymi w boju żołnierzami armii, która pobiła nas w miesiąc. (…) Czy mamy szanse? Mamy. Ale jaką cenę przyjdzie nam za to zapłacić.(…)
Ta książka jest tak szczera w opisach walk, okrucieństwa, odwagi i determinacji, że nie mogę jej zakwalifikować do lektur lekkich, łatwych i przyjemnych. Ale polecam ją z całego serca, uprzedzam jednak wrażliwe czytelniczki, aby przygotowały sobie dużą paczkę chusteczek. To świetna powieść, ale dla ludzi o mocnych nerwach i takich, którzy akceptują prawdę historyczną. Ale piękna miłość, uczucie łagodne, chociaż trudne, rekompensuje drastyczne sceny wojenne.
Ponieważ jest to druga część, a ja właśnie od niej zaczęłam już zamówiłam sobie część pierwszą „Czas tęsknoty”. Myślę, że dla kogoś, kto zaczął od wcześniejszej, kontynuacja jest tylko kolejnymi losami bohaterów. Ale nawet, jeżeli ktoś tak jak ja zacznie czytanie od tej części, bardzo szybko wciągnie się w fabułę, ponieważ jest sporo odniesień do wcześniejszych wątków. Dodam jeszcze że jeżeli ktoś oglądał serial „Czas honoru”, to ta książka jest właśnie dla wielbicieli tego serialu.
NIC SIĘ NIE KOŃCZY – Joanna Kruszewska
Joanna Kruszewska urodziła się w 1976 roku w Białymstoku, gdzie uczęszczała do szkoły podstawowej i średniej. Studia ukończyła w Warszawie, skąd powróciła do rodzinnego miasta z dyplomem Wydziału Pedagogicznego. Pisanie książek to jej pasja, którą zaczęła realizować w roku 2009. Jest autorką takich książek jak: „Aby do mety”, „Awaria uczuć”, „Na trzy sposoby”, „Miłość raz jeszcze”, „Małe wojny” i „”Dom samotnych”.
Wydawnictwo REPLIKA rok 2018
stron 384
Nic się nie kończy to cudowna powieść obyczajowa, o odnajdowaniu własnego szczęścia i odkrywaniu własnej rodziny.
Ludzie się starzeją, o tym wie każdy. Również rodzina pewnej seniorki. Kiedy nie ma komu przejąć rodzinnej posiadłości, otoczonej dużym sadem, pozostaje tylko jedno – sprzedaż i wyprowadzka bliżej młodszego pokolenia, do miasta. Majątek przechodzi w ręce obcej osoby, i chociaż najbardziej pod względem emocjonalnym przeżywa to seniorka rodu, która jest bezpośrednią spadkobierczynią posiadłości, młodzi mają co do uzyskanych ze sprzedaży pieniędzy już gotowe plany. Niestety, ku zaskoczeniu wszystkich starsza pani wyjeżdżając do małej nadmorskiej miejscowości do sanatorium, postanawia pozostać w tym zakątku oazy i spokoju, przeznaczając pieniądze ze sprzedaży domu i sadu na zakup nowego domu. Ta spontaniczna decyzja staruszki w jednych wzbudza wściekłość, w innych rozczarowanie, a w jeszcze innych bardzo mieszane uczucia. Tylko jedna osoba z rodziny staje po stronie staruszki, tym samym narażając się na pogardę i ignorancję w rodzinie. Czy seniorce rodu uda się na nowej drodze jej życia? Jak wiele potrzeba starszemu człowiekowi do szczęścia?
Przyznam szczerze, że jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki, ale z całą pewnością nie ostatnie. Książka bardzo mnie poruszyła z dwóch powodów. Jednym jest oczywiście niesamowicie opowiedziana historia dotycząca starszej pani, a drugim fakt, że od kilku lat pracuję z osobami starszymi i mam okazję poznawać ich marzenia, nadzieje i tęsknoty za czymś, co młodszemu pokoleniu ich rodzin nawet nie mieści się w głowach.
Wzruszające fragmenty wspomnień, jednej z głównych bohaterek, seniorki rodu, cudownej pani Haliny to piękne, chociaż momentami bolesne powroty do przeszłości.
I chociaż przysłowie mówi: „starych drzew się nie przesadza”, to do tej powieści bardziej pasuje: „z dwojga złego, wybierz nieznane”. Ludziom w pewnym wieku trudno jest się odnaleźć w nowym domu, nowym miejscu, chociażby byłoby ono oazą wygody, o której całe życie marzyli. Często sentyment do starych przyzwyczajeń, sprzętów, potraw, jest większy niż nowoczesność i te wygody, do których nie zawsze łatwo jest się przyzwyczaić. I bywa czasami tak, że starszy człowiek decyduje się na coś szalonego, wybierając mniejsze zło przestaje robić coś pod czyjeś dyktando (babcia sobie odpocznie, ja to zrobię / niech dziadek tego nie rusza, bo zepsuje / mama da spokój, ja zrobię to szybciej) i robi coś tylko dla siebie chcąc przeżyć ostatnie lata najlepiej jak się da. Autorka jasno ukazuje, jak często ludzie postrzegają osoby starsze, robiąc z nich niepełnosprawne umysłowo i cieleśnie.
Halina, to przesympatyczna starsza pani, którą polubiłam od samego początku i która udowadnia wszystkim, że na spełnienie marzeń jest czas w każdym wieku. Ileż bym dała, aby wszyscy seniorzy mieli możliwość spełniania swoich marzeń i, co najważniejsze, mieli do tego odwagę. Jak smutne jest to, że rodzina często traktuje takiego starszego człowieka jak niepotrzebny mebel, dopóki jest sprawny, funkcjonalny to ok, ale jak się zestarzeje, to najlepiej wstawić do kąta i nie zwracać na niego zbytniej uwagi.
(…) – Marta, nie przesadzaj, tak po prostu patrzymy na ludzi starszych.
– Odzierając ich z godności, bo niejednokrotnie nie są w stanie myśleć o wiele klarowniej od nas? To, że nie ogarniają nowinek technologicznych, od razu skazuje ich na pełne lekceważenia traktowanie przez młodszych.(…)
Pani Halina, nie dość, że samodzielnie podejmuje decyzję i odważnie postanawia przeprowadzić się do małej nadmorskiej miejscowości, położonej daleko od rodziny, to nareszcie ma możliwość na realizację swoich pasji. Czy to nie jest piękne?
Biorąc do ręki tę lekturę zasugerowałam się trochę okładką, myśląc, że jest to kolejna książka o samotnej trzydziestolatce, poszukującej tego jednego – jedynego. Jak bardzo się pomyliłam… na szczęście z pozytywnym efektem końcowym, bo lektura okazała się wyjątkowa i co najważniejsze nie szablonowa jak wiele ukazujących się ostatnio na rynku księgarskim powieści.
Autorka przedstawia nam pewną rodzinę, która z pewnością nie różni się wiele od tysiąca innych rodzin, w których ludzie często traktują się przedmiotowo biorąc pod uwagę to, co im jest potrzebne, nie przejmując się zbytnio potrzebami pozostałych. Do takiego wniosku doszła między innymi, jedna z młodszych bohaterek książki. Czy jest to lekcja dla innych? Czy bycie uczynnym i zawsze dyspozycyjnym dla większości, może być szkodliwe? Myślę, że czasami nawet bardzo, bo człowiek odziera się z własnego JA.
(…) Nagle, po raz kolejny, okazało się, że to ona jest przysłowiową deską ratunku. Nianią na telefon, opiekunką na zawołanie. Deska zaś ma to do siebie, że nie potrzebuje pomocy. Nie znajduje się zazwyczaj w sytuacjach podbramkowych, a jeśli już znajdzie, to na pewno sama sobie jakoś poradzi. (…)
Smutne to, ale prawdziwe i cieszę się, że ktoś tak wymownie pokazał, że pieniądze owszem są ważne, ale tylko dla ułatwienia życia. Ważniejsze od nich powinny być więzy rodzinne, i miłość, taka szczera i prawdziwa, która nie tylko jest w słowach, ale przede wszystkim w najprostszych gestach. Egoizm czasami bardzo ułatwia życie, ale często też rujnuje je komuś drugiemu. Autorka ukazała w swojej powieści jak bardzo mogą zmienić się ludzie, kiedy coś idzie nie po ich myśli. Jak często strona materialna jest ważniejsza, od solidarności uczuciowej.
Nie zawsze to, co dla nas jest wygodniejsze, czy ważniejsze musi być w takim samym stopniu ważne dla kogoś innego. A marzenia? Marzenia są po to, aby je spełniać, bo wówczas człowiek jest szczęśliwy, a jak ktoś jest szczęśliwy, to powinno się to udzielać innym, ale pod warunkiem, że będziemy na to szczęście drugiego człowieka patrzeć przez pryzmat radości a nie zawiści czy lekceważenia.
Efektownie skonstruowane osobowości bohaterów, w połączeniu z ciekawymi dialogami i wciągającą fabułą, to jest coś, co lubię.
Ale, żeby nie było tak różowo, to przyznam, że trochę dyskomfortu w czytaniu sprawił mi sam tekst. Jeżeli z pełnym uznaniem mogę złożyć ukłon w stronę autorki, to zawiódł mnie skład tekstu, który moim zdaniem został niedokładnie dopracowany. W wielu miejscach znajdował się tekst rozszczepiony, bez potrzeby zaakcentowania danej sytuacji, czy danych słów. No, ale jak ktoś skupi się na fabule, a nie składzie czcionki, to uzna takie pismo za mało istotne.
(…) – N i e p y t a j g ł u p i o, t y l k o k r ó j p o m i d o r a. A później nie trzeba będzie latać po dwa ogórki do sklepu. (…)
Trochę brakowało mi również ostatecznego, takiego rozstrzygającego zakończenia, ale taki był widocznie zamiar autorki, dzięki temu każdy czytelnik ma przynajmniej okazję dopowiedzenia sobie dalszego ciągu, według własnej fantazji. Cudownie by było, gdyby autorka zdecydowała się na kontynuację, ale wiem, że czasami w głowie autora siedzi fabuła „od… do…” i nie każdy chce na siłę dopisywać dalszy ciąg.
Całym sercem polecam tę powieść WSZYSTKIM! Tak wszystkim! Ponieważ jest ona pewnego rodzaju lekcją życia. Być może młodzi nauczą się tego, jak należy traktować starszych, a starsi zrozumieją, że dobrze być pomocnym rodzinie, czy bliskim znajomym, ale ważne jest też spełnianie własnych potrzeb i dbanie o własne przyjemności.
Zdjęcie z prywatnego albumu autorki bloga.
Pozwólmy naszym seniorom spełniać marzenia i sami również spełniajmy swoje
Dziękuję wydawnictwu Replika za możliwość przeczytania tej książki, i jeszcze raz bardzo gorąco ją polecam. Kolejna polska pisarka trafiła w moje gusty czytelnicze.
MIŁOŚĆ MA TWOJE IMIĘ – Ilona Gołębiewska
Ilona Gołębiewska gościła już na moim blogu, i jeżeli ktoś odwiedza czasami to moje miejsce książkowe, to z pewnością poznał już tę autorkę. Jeżeli nie, to zapraszam do wcześniejszych wpisów Powrót do starego domu, Tajemnice starego domu czy Pamiętnik ze starego domu.
Wydawnictwo MUZA.SA rok 2018
stron 504
Miłość ma twoje imię to powieść psychologiczna z mocnym akcentem romansu.
Anna po śmierci swojej mamy wyjeżdża do Warszawy, jej rodzina praktycznie się rozpadła. Brat uciekł z Polski winiąc się za śmierć matki, a ojciec nie mogąc sobie poradzić ze śmiercią ukochanej kobiety wyjeżdża do pracy za granicę. Dziewczyna stara się zapomnieć o utracie bliskiej osoby, ale przeszłość dopada ją częściej niż by tego chciała. Anna pracuje w poradni, jako terapeutka i jednocześnie zaangażowana jest w wolontariat w fundacji, gdzie spotyka się z chorymi na raka dziećmi. Ma również inną pasję, jaką jest muzyka, i wraz z kilkoma przyjaciółmi gra i śpiewa w rockowym zespole. Kiedy jej znajoma, u której wynajmuje pokój informuje ją, że wychodzi za mąż, i w związku z tym prosi, aby koleżanka jak najszybciej wyprowadziła się, Anna korzysta z propozycji znajomej z fundacji i przeprowadza się do domu bogatych ludzi, u których ta znajoma mieszka i pracuje. Właściciele wilii często wyjeżdżają, ale w domu pozostaje ich dorosły syn, który od samego początku wzbudza w Annie mieszane uczucia. Michał jest bardzo rozrywkowy, a dzięki swoim pieniądzom, ma wokół siebie całkiem pokaźne grono pseudo przyjaciół. Jest awanturnikiem, pijakiem i narkomanem, ale jest w nim coś, co każe dziewczynie myśleć o nim pozytywnie. Czy Anna pomoże mu wyjść z nałogów? A może Michał zakocha się w tej skromnej, szarej myszce? Jak potoczą się losy tych dwojga, przekona się ten, kto sięgnie po książkę.
Muszę przyznać, że bez zakłamania autorka nazywana jest mistrzynią emocji. W swojej książce na zmianę wzrusza do łez lub rozśmiesza.
W tej powieści pokazuje piękny dom, jaki może być marzeniem niejednego człowieka, w którym jest przepych i bogactwo. Jednak mieszkający w nim ludzie nie zaznają szczęścia z powodu rozgrywającego się w środku dramatu, którego głównym bohaterem jest młody człowiek wplątany w towarzystwo ludzi żerujących na jego pieniądzach.
Kolejnym wątkiem powieści jest pięknie opisana przyjaźń damsko-męska. Jeżeli ktoś nie potrafi sobie wyobrazić takiej przyjaźni, to wiele traci, bo dziewczyna i chłopak mogą darzyć się tym uczuciem, bez podtekstów erotycznych czy romansowych. I czy to ważne, kim jest najwierniejszy przyjaciel? Nie! Ważne, żeby w ogóle był.
Przyjaźń to trudne słowo, związek budowany często na naiwności, zazdrości i kłamstwie. I tu autorka w bardzo interesujący sposób pokazuje nam różne rodzaje tej przyjaźni, czyli związek głównej bohaterki z jej przyjacielem z czasów dzieciństwa i związek syna właścicieli domu z „przyjaciółmi”, z którymi łączą go tylko wspólne imprezy.
To samo dotyczy również miłości, która czasami budowana jest na porażkach, ale kierująca się zaufaniem i wiarą w drugiego człowieka. Moim zdaniem bardzo ważna jest właśnie ta wiara w ludzi, co udowodnia nam główna bohaterka książki.
(…) Powiem ci jedno… Jak będziesz uciekać przed miłością, to w końcu ją przegapisz. Kiedy miłość puka do drzwi, to się jej otwiera, a nie barykaduje przed nią. (…)
Ta powieść, to taka trochę bajka dla dorosłych, ale czyż nie lubimy czytać bajek? Mamy w niej trochę z Kopciuszka, w którym jest dziewczyna zwyczajna jak szara myszka i piękny, bogaty książę, a trochę z Pięknej i Bestii w której jest dziewczyna przede wszystkim piękna duchem, chociaż i do jej wyglądu nie można się przyczepić i bogaty, zły na siebie i cały świat książę, momentami przypominający Bestię, ale tylko pod względem zachowania. A pośrodku tego wszystkiego piękna miłość, bez opisów erotyki. Czuć jednak jak ta erotyka iskrzy ukryta między słowami.
(…) Nie musiał mnie namawiać, chciałam być blisko niego, czuć jego zapach, oddech, zatracać się pod wpływem głosu. Wsunęłam się pod kołdrę, czując całą sobą jego rozpalone ciało. Pocałował kilka razy moją dłoń, mocno mnie przytulił i oboje wsłuchiwaliśmy się w bicie naszych serc. Nasze ciała przyciągały się jak dwa magnesy. (…)
Często jest tak, że człowiek nie potrafi otworzyć się na nowe uczucia, bo zbyt mocno przytłacza go jakaś smutna, czy dramatyczna przeszłość. Ale czy należy żyć tą przeszłością i nie pozwolić sobie na nowe, piękniejsze?
(…) Żeby spokojnie żyć w teraźniejszości, trzeba rozliczyć się do końca z przeszłością. (…)
To nie jest książka typowa dla serii harlekquin. To jest lektura o tym, jak wyboista czasami jest droga prowadząca do szczęścia. Jak trudno czasami myśleć o miłości, kiedy ktoś ciągle rzuca kłody pod nogi. Przede wszystkim jest to opowieść o tym, że wiara w drugiego człowieka, bez względu na to, jakim byłby łajdakiem, potrafi czynić cuda. Nie braknie tu łez, ale nie brakuje również uśmiechu. Może trochę niewiarygodna jest ta opowieść, i tak jak wspomniałam wcześniej trochę jak bajka, ale kto z nas nie kocha bajek?
Polecam tę książkę nie tylko paniom uwielbiającym romanse, myślę, że powinni ją przeczytać również niektórzy panowie. Jest to niesamowita historia nie tylko o miłości dwojga ludzi, ale również o miłości rodzicielskiej. Historia o przyjaźni tej pięknej i tej fałszywej, ale przede wszystkim jest to opowieść o walce człowieka o siebie i o innych.
Dziękuję wydawnictwu MUZA za możliwość przeczytania tej powieści, którą polecam i myślę, że kiedyś jeszcze do niej wrócę.
Polecam również wcześniejsze książki autorki, napisane w tym samym stylu, czyli wiele wrażeń, mnóstwo wzruszeń i tyle samo uśmiechów.
Powrót do starego domu, Tajemnice starego domu, Pamiętnik ze starego domu.
MASZ TO JAK W BANKU – Ryszard Ćwirlej
Ryszard Ćwirlej urodził się w 1964 roku. Jest pisarzem, dziennikarzem telewizyjnym. wykładowcą na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. W 2015 roku jego powieść „Błyskawiczna wypłata” otrzymała Nagrodę Kryminalnej Piły dla najlepszej powieści kryminalnej 2015. Rok później autor otrzymał Nagrodę Prezydenta Miasta Piły „Syriusz 2016” w kategorii Kultura. W roku 2017 jego powieść „Śliski interes” otrzymała nagrodę czytelników Wielkiego Kalibru, a w 2018 roku Nagrodę Wielkiego Kalibru otrzymała powieść „Tylko umarli wiedzą.
Wydawnictwo MUZA.SA rok 2018
stron 478
Masz to jak w banku, to neomilicyjny kryminał, którego fabuła zaczyna się w przełomowym roku 1989.
W Warszawie trwają obrady Wielkiego Stołu, które mają doprowadzić do szybkich i nieodwracalnych przemian ustrojowych. W Poznaniu dochodzi do serii tajemniczych i brutalnych morderstw dokonanych na miejscowych handlarzach dewizami. Wszystko wskazuje na to, że ktoś chce przejąć cały walutowy rynek szefa poznańskich cinkciarzy. Najbardziej wpływowa w tym biznesie osoba, czyli Gruby Rychu też jest w niebezpieczeństwie, bo i jego ktoś próbuje zabić. Śledztwo w sprawie zabitych handlarzy przejmuje kapitan Mirek Brodziak, prywatnie dobry znajomy Rycha. Sprawy zaczynają się komplikować, gdy znika jeden z funkcjonariuszy. Co wspólnego z morderstwami cinkciarzy mają byli pracownicy SB? Czy mordercom cinkciarzy uda im się dopaść Grubego Rycha? Jak milicja poradzi siebie z rozwiązaniem tego śledztwa?
Jest to pierwsza książka tego autora, którą przeczytałam, chociaż na swojej półce z książkami mam dwie jego powieści. Przyznam szczerze, że trochę mnie ta lektura zszokowała. Jestem osobą, która czasy PRL pamięta bardzo dobrze, i pamiętam cinkciarzy handlujących walutą, bo od lat osiemdziesiątych mieszkam w Trójmieście, a tu ten handel był bardzo widoczny. Zszokowana jestem natomiast obrazem polskiej milicji ukazanej przez autora. Czytając tę książkę, czytelnik odnosi wrażenie, że tamten okres, to był czas jednego wielkiego pijaństwa. Słowo alkoholik było wówczas mało znane, za to pijak… i owszem. Wszyscy pili, ale nikogo nie nazywało się pijakiem.
Autor przedstawia środowisko milicyjne, w którym wódka leje się szklankami. Alkohol jest wszechobecny. W każdym biurze, bez względu na rangę piją niemal wszyscy. Szczególnie funkcjonariusze wyższy rangą. Prawie każda rozmowa służbowa opijana jest polską wódką, nawet prokurator w czasie oględzin zwłok pozwala sobie na wypicie kilku drinków z barku denata. Milicjanci piją na służbie, po służbie i tak ogólnie, to oni piją ciągle i wszędzie.
(…) – W schowku z przodu są kalibry, znaczy takie metalowe kieliszki myśliwskie. – kapitan wskazał na przód auta. Woził takie kielonki, bo człowiek nigdy nie zna dnia ani godziny i nigdy nie wiadomo, kiedy trzeba będzie się napić. Ot choćby teraz. Przecież wcale nie zamierzali pić, a tu proszę, flaszki wpadły w ręce sierżanta zupełnie przypadkiem, to chociaż trzeba spróbować, czy wódka dobra. (…)
Zachłanność milicjantów i władza, jaką dawała mi pozycja „stróżów prawa”, sprowokowana była nie tylko pustkami w sklepach ale i dostępnością do ekskluzywnych towarów.
Fabuła jest wielowątkowa, sporo wątków nie jest dosadnie związanych z kryminalną intrygą. Sporo rozmów bohaterów nie dotyczy śledztw i tak właściwie to brakowało mi takiej linii prowadzonego śledztwa, jaką posiadają na przykład książki Agnieszki Pruskiej. Mało dokonań czysto zawodowych a sporo życia prywatnego milicjantów. Jak na kryminał, to chyba brak tutaj konkretnej akcji, która dopiero pod koniec książki nabiera tempa zgodnego z tym, czego oczekiwałam.
Ciekawie natomiast autor wplótł w narrację słownictwo. Charakterystyczny dialekt poznański połączony z potocznym słownictwem, to z pewnością plusy. Chociaż wczytując się w rozmowy między milicjantami, czytelnik odnosi wrażenie, że są to osoby może nie z marginesu, ale z pewnością z nizin intelektualnych.
Od czasu do czasu gościł jednak na moich ustach uśmiech, który sprowokowany był opisem dość humorystycznych zachować lub przekazu myśli bohaterów. Wszak odrobina humoru jeszcze nikomu nie zaszkodziła i chociaż kryminał powinien być lekturą poważną, to zabawne sytuacje też czasami są wskazane.
(…) Bo Mariusz Blaszkowski miał dziewczynę. Tak naprawdę to w zasadzie miał mieć i wszystko wskazywało na to, że plan się powiedzie. Spotykali się już ponad dwa tygodnie i raz nawet się pocałowali. (…)
(…) Miejsc wkoło nas coraz mniej, już dymi z okien złotym obłokiem. I barman już woła: Hej! Już kawiarenka rusza w rejs, wielki rejs. – Jadwiga znała dobrze tę piosenkę, bo dość często puszczali ją w pierwszym programie radiowym, ale za nic w świecie nie potrafiła sobie wyobrazić, jak te kawiarenki w ogóle płyną, bo przecież wiadomo, że pływać to mogą ryby, statki, a nawet ludzie, ale żeby kawiarnia gdzieś odpłynęła, to raczej niemożliwe. (…)
W tej poważnej fabule, takie przebłyski humoru bardzo mi się podobały. Nie brakuje jednak w tej powieści tak zwanego czarnego humoru i ironii, podkreślającej często smutną prawdę dotyczącą służb państwowych czy stanowisk urzędowych w Polsce Ludowej.
Moim zdaniem, autor w tej barwnej PRL-owskiej powieści, w świetny sposób uchwycił oznaki przemian, Zauważamy jak na przykład zmienia się podejście do zachodniego luksusu, chociażby za sprawą towarów przywożonych z zza granicy i sprzedawanych na ulicach prosto z toreb czy walizek. Czy prozaiczny przykład podejścia do napojów, popularną wówczas oranżadę zamienia się w Pepsi Colę. I co moim zdaniem istotne, czas zmian nie tylko ustrojowych, legalizowanie do tej pory czynności, takich chociażby jak handel walutami. Od cinkciarzy po całkiem legalne kantory wymiany walut, czy banki z wymianą walut.
Ta książka jest nie tylko dla miłośników kryminału, jest w niej kawał dobrej historii, o której młode pokolenie nie zawsze ma pojęcie. Polecam tę lekturę szczególnie młodym czytelnikom, chociaż ukazany w negatywnym świetle świat tamtego okresu, może wydać się im zbyt wulgarny i prostacki. Ale kto miał okazję doświadczyć tego, ten wie ile prawdy kryje się za tę fabułą.
Dziękuję Wydawnictwu MUZA.SA za możliwość przeczytania tej książki.
























