czytam bo lubię
KSIĄŻKA, KAWA I CAŁUSY – Monika Hakowska
(…) Bo czasem wystarczy opowiedzieć swoją historię, by poczuć, że już nie trzeba szukać dalej. Czasem wystarczy jedna osoba. I jedna choinka. I jedno „dziękuję” (…)
Monika Hakowska to autorka trzech książek. Przyznam szczerze, że niewiele znalazłam informacji o tej pisarce, ale chociaż lubię coś niecoś wiedzieć o autorkach, nie zniechęciło mnie to do przeczytania jej powieści. Z jej profilu na Facebooku dowiedziałam się jedynie, że mieszka w Warszawie. I to by było na tyle 😉
KSIĄŻKA, KAWA I CAŁUSY to świąteczna komedia romantyczna.
PREMIERA KSIĄŻKI 15 PAŹDZIERNIKA 2025

Lily, mieszka w Nowym Jorku, jest redaktorką książek, kocha wszystko, co związane ze świętami: aromatyczne ciasteczka, nastrojowe playlisty i historie z happy endem. Od czasu, gdy rozpadł się jej związek, marzy o wielkiej, magicznej miłości. W tym czasie na Manhattan wraca brat jej przyjaciółki – Reid, przystojny architekt, który zamiast śniegu woli słońce i plaże. Kiedy Lily zostaje wciągnięta przez przyjaciółkę w rolę opiekunki tego świątecznego sceptyka, jej grudzień zaczyna tracić blask. Zwłaszcza że na horyzoncie pojawia się właściciel klimatycznej księgarni, wierzący w magię świąt bardziej niż ktokolwiek inny. Czy zimowy Nowy Jork okaże się miejscem, gdzie rodzi się miłość? Czy Reid uwierzy w magię świąt? Jak potoczy się znajomość Lily z przystojnym księgarzem?
Święta w Nowym Jorku? Dlaczego nie? Grudzień pachnie tam piernikami, lśni od światełek i kusi niespodziankami.
Monika Hakowska to autorka, której twórczości jeszcze nie poznałam, może dlatego, że pisarka dopiero wchodzi na rynek książek.
Fabuła tej powieści idealnie nadaje się na film typu: świąteczna komedia romantyczna. Czytając ją, dosłownie miałam przed oczami sceny z takiego filmu jakimi zasypywani jesteśmy w okresie przedświątecznym, a których ja jestem wielką fanką.

Jest trochę zabawnie, trochę infantylnie, ale i odrobinę wzruszająco. Jednak dominuje tutaj motyw cukierkowej miłości.
Główni bohaterowie są ciekawi, chociaż momentami zachowujący się (jak dla mnie) zbyt sztucznie, może nawet zbyt infantylnie jak na osoby dorosłe. Ale książkę czytałam szybko, bez momentów zbytniego znudzenia.
To zdecydowanie lektura w sam raz na relaks po ciężkim dniu pracy. Lekka, łatwa i… zapewne dla wielu przyjemna. Można dzięki niej poczuć atmosferę zbliżających się świąt, chociaż mogę trochę jej zarzucić.
Jak dla mnie humorystycznie przeprowadzone dialogi wydawały się momentami nieco sztuczne, żeby nie powiedzieć „miałkie”. Zachowanie bohaterów chwilami bardzo dziecinne chociaż romans aż prosił się o wyeksponowanie go z dużą dawką emocji. Niestety mnie tych emocji zabrakło, może dlatego, że chyba oczekiwałam czegoś innego. Ale proszę się nie sugerować moimi odczuciami, bo przecież każdy odbiera książkę w inny sposób.
Fabuła książki utrzymana jest w lekkim stylu romansu i dużej dawki zwyczajów świątecznych, więc zapewne zadowoli fanki i fanów romansów i powieści w których motywem przewodnim jest Boże Narodzenie.
I chociaż spodziewałam się czegoś innego, przyznam szczerze, że mimo kilku uwag świetnie się przy tej lekturze bawiłam a książka mi się podobała. Może potrzebowałam teraz takiej słodkiej komedii romantycznej w iście amerykańskim stylu.

On, ona i ten trzeci. Gorąca miłość i pachnące cynamonem kakao. Śnieg, świąteczne swetry i listy (niekoniecznie do Mikołaja 😉).
Myślę, że to idealna książka do przeczytania przed świętami, bo mamy w niej wszystko to, co obrazuje idealne podejście do świąt.
To powieść dla miłośników świątecznych historii, w których wszędzie świeci milion światełek, gruba warstwa śniegu puszy się pod nogami, a zimowy chłód rozgrzewa gorące kakao (obowiązkowo z piankami). Jest kolorowo, nastrojowo i świątecznie.
Myślę, że polubicie bohaterów, chociaż niektórzy z nich trochę są denerwujący.
POLECAM tę lekturę szczególnie tym, którzy uwielbiają świąteczne komedie romantyczne, mam nadzieję, że nie zostaniecie zbytnio przesłodzeni. Ale w święta musi być przecież świecąco, kolorowo i słodko.

Dziękuję Wydawnictwu FILIA za możliwość przeczytania tej książki w ramach współpracy barterowej i myślę, że kiedyś jeszcze sięgnę po jakąś powieść tej autorki.
***Cytat pochodzi z książki KSIĄŻKA, KAWA I CAŁUSY wydawnictwa FILIA***
KALENDARZ ADWENTOWY 2. DWANAŚCIE DRÓG DO DOMU – Jolanta Kosowska & Marta Jednachowska
(…) Przypomniała jej się mała Marcelinka, która zawsze mówiła, że kiedy pada śnieg i popatrzy się do góry, to widać, jak w chmurach pani Zima radośnie trzepie swoje poduszki. (…)

Jolanta Kosowska urodziła się na Opolszczyźnie i prawie całe życie związana była z Wrocławiem, Opolem i Sobótką. Jest absolwentką wrocławskiej Akademii Medycznej i studiów podyplomowych na Akademii Wychowania Fizycznego. Z zawodu jest lekarką, specjalistką w trzech dziedzinach medycyny. Od kilku lat mieszka i pracuje w Dreźnie, a swój czas dzieli między pracę zawodową, podróże i pisanie powieści. Jako pisarka zadebiutowała w roku 2012 powieścią „Niepamięć”.
O Marcie Jednachowskiej mogę napisać niewiele, chociaż poznałam ją osobiście i wiem, że jest córką Jolanty Kosowskiej, a jej debiutancką książką jest powieść „Spotkajmy się we śnie”, chociaż podobno napisała już kilka książek. Kocha zwierzęta, a w szczególności konie, których kilku jest właścicielką. Jest lekarką weterynarii, specjalistką chorób koni. I to tyle ile mogę zdradzić. Dopowiem jeszcze, że jest bardzo sympatyczną osobą i jeżeli ktoś będzie miał okazję kiedyś być na spotkaniu z nią, to polecam.
PREMIERA KSIĄŻKI 23 PAŹDZIERNIKA 2025

Dwadzieścia lat temu w domu dziecka przy ulicy Zimowej mieszkało dwanaścioro wyjątkowych podopiecznych. Dziś są dorośli, rozrzuceni po świecie, z własnymi historiami i bagażem doświadczeń.
Gdy ich dawna opiekunka, Grażyna, trafia do domu opieki i okazuje się, że jej pamięć z każdym dniem się pogarsza, by sprawić Grażynie radość i odwdzięczyć się za otrzymane kiedyś dobro Maria i Jagoda podejmują decyzję aby odnaleźć wszystkich wychowanków i zorganizować niezapomniane bożonarodzeniowe spotkanie. Każda z osób, z którymi nawiązują kontakt, ma swoje powody, by wrócić do przeszłości – albo chcieć się od niej odciąć. Czy magia świąt i wspomnienia z dzieciństwa wystarczą, by ponownie spleść ich losy? Kto z dwanaściorga mieszkających kiedyś w jednym domu dzieci zdecyduje się na przyjazd i spotkanie z byłymi wychowankami? Czy każdy z nich będzie chciał się spotkać?
Ktoś na facebookowej grupie Szuflada Jolanty Kosowskiej zaproponował, aby tę książkę czytać jak kalendarz adwentowy, czyli każdego dnia jeden rozdział. Pomyślałam wówczas, że to cudny pomysł, ale… gdy zaczęłam czytać, bardzo szybko doszłam do wniosku, że nie podołam temu wyzwaniu ponieważ ta książka jest jak magnes, który złapie i tak mocno trzyma, że nie można się od niej oderwać.
Ta powieść jest magiczna, nostalgiczna i bardzo ciepła, chociaż nie brakuje w niej momentów chłodu ludzkich uczuć, ale jest ich niewiele, a ja czytając podświadomie czułam, że każdy taki chłód można ogrzać.
Autorki pokazały jak silna potrafi być więź przyjaźni. Ktoś, kiedyś powiedział, że prawdziwego przyjaciela możesz nie widzieć przez wiele lat a jak się spotkacie to tak jakbyście rozstali się wczoraj.
I o tym właśnie jest ta książka, o miłości do drugiego człowieka zbudowanej na solidnych fundamentach przyjaźni.

Bohaterowie wychowali się w jednym domu dziecka, o ich dzieciństwie w tej placówce można przeczytać w książce KALENDARZ ADWENTOWY. Ale dzieci dorosły i każde z nich poszło przez życie swoją drogą. Jedni założyli rodziny, inni skupili się na karierze, a jeszcze inni zaczęli spełniać swoje marzenia.
Ale przyszedł moment, po wielu, wielu latach, kiedy postanowili się odnaleźć by znów zwartym szeregiem stanąć aby pokonać gnębiące kogoś zło. Czy im się udało? Koniecznie przeczytajcie.
Jak już wspomniałam wcześniej jest to powieść pełna ciepła, w której dzieje się magia świąt, ale autorki poruszają w niej wiele trudnych i bolesnych tematów. Nie napiszę o wszystkich, ale wspomnę o tych, które mnie najbardziej poruszyły.
Jako była opiekunka osób starszych wiem jakim dramatem może być samotność w domu, gdzie nawet posiłek w tej samotności nie smakuje. Zamieszkanie w domu opieki, w której jest towarzystwo może pozytywnie wpłynąć na samopoczucie. Szkoda, że w naszym kraju nie wszystkich stać na taki luksus jak zamieszkanie w domu seniora.
Samotność nie dotyczy tylko osób starszych, młodzi ludzie również wpadają w jej sidła. Jedni próbują ją maskować pracując więcej niż inni, a drudzy topią ją w alkoholu, a jeszcze inni oddają się pod opiekę depresji.
Mocnym wątkiem emocjonalnym tej powieści jest choroba jednego z byłych wychowanków. Młodego człowieka z głową pełną marzeń, który z dnia na dzień musi porzucić swoje marzenia i karierę, bo los pokrzyżował jego plany. Choroba może dopaść każdego bez względu na wiek.
(…) On jest młodszy ode mnie – rozmyślała. Koszmarne nieszczęście. Wszystkim wydaje się, że straszne choroby i potworne nieszczęścia są daleko od nas i nie mogą nas dotyczyć, bagatelizujemy pierwsze objawy, a potem okazuje się, że jest już za późno. (…)

W gonitwie życia często zapominamy o osobach, które były dla nas kiedyś ważne. Niektórzy godzinami spędzają czas przeglądając media społecznościowe zamiast zadzwonić do kogoś kogo się dawno nie widziało. Wielu ludzi nie potrafi rozmawiać z najbliższymi, a przecież to tak niewiele trzeba, aby powiedzieć komuś: tęsknię, kocham, myślę o tobie.
Czy musi się wydarzyć coś złego abyśmy odnaleźli w życiu to co najważniejsze, co jest najcenniejsze, czyli kontakt z drugim człowiekiem?
Przeczytajcie tę książkę, gwarantuję, że skłoni ona do refleksji i pozwoli na różne sprawy popatrzeć innym okiem. Zarezerwujcie sobie czas i przygotujcie oprócz zimowej herbaty czy kakao dużą paczkę chusteczek (to do tych, którzy są wrażliwi i emocjonalnie podchodzą do książek).
Moim zdaniem to lektura z tych nieodkładanych, których fabuła zostanie w głowie na długi, długi czas. POLECAM CAŁEM SERCEM
To ciepła, pełna emocji opowieść o rodzinie, która nie opiera się na więzach krwi, lecz na wspólnych przeżyciach i cichym pragnieniu bycia kochanym.
***Cytaty pochodzą z książki KALENDARZ ADWENTOWY 2. DWANAŚCIE DRÓG DO DOMU wydawnictwa NOVAE RES***
MROCZNE LETNISKO – Anna Klejzerowicz
(…) Wszystkie opony zostały przebite, a szyby, reflektory i lusterko boczne potłuczone. Wokół było pusto i cicho. Nikogo na horyzoncie. Dzieci, które zgodnie z obietnicą miały pilnować samochodu, również nie było… (…)

Anna Klejzerowicz bywa dość częstym gościem w moim świecie książek, ale tym osobom, które trafiły do mnie po raz pierwszy przedstawię tę autorkę, chociaż myślę, że jest ona znana czytelnikom lubiącym dobre kryminały. Jest gdańską pisarką, publicystką, fotografką, autorką książek kryminalnych i nie tylko. Przez wiele lat współpracowała z Teatrem Atelier im. Agnieszki Osieckiej w Sopocie jako fotografka i redaktorka publikacji teatralnych. Z wykształcenia jest mgr resocjalizacji.
MROCZNE LETNISKO to współczesna powieść kryminalna, której fabuła umiejscowiona została na Kaszubach.
PREMIERA KSIĄŻKI 07 LISTOPADA 2025

W prehistorycznym kamiennym kręgu na Kaszubach zostają znalezione bardzo okaleczone zwłoki młodego chłopca. Okoliczności wskazują na zabójstwo rytualne. Jednak gdy para dziennikarzy śledczych z działu historycznego trójmiejskiej gazety – Nina Kiryłło i Eryk Morski – docierają na miejsce, okazuje się, że sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana, a korzenie tej zbrodni wcale nie sięgają starożytności. Nina i Eryk wynajmują domek letniskowy na wsi i próbują poznać lokalne środowisko. Niestety, nie zdają sobie sprawy z tego, że naruszyli ukryte miejscowe „gniazdo żmij”, co sprawia, że wkrótce sami znajdą się w tarapatach. Czy uda im się rozwikłać zagadkę tajemniczych śmierci w kaszubskim lesie? Czy za morderstwami stoją fanatycy starych wierzeń i rytualnie składanych ofiar na kamiennym ołtarzu? A może ktoś próbuje jedynie zastraszyć miejscową ludność?
Jeżeli nie znacie jeszcze pary gdańskich dziennikarzy: Niny Kiryłło i jej partnera Eryka Morskiego, to może najwyższy czas aby ich poznać.
Ta książka to kolejna powieść autorki, której bohaterami są dziennikarze z Gdańska. I chociaż nie zajmują się sprawami kryminalnymi a historycznymi to zawsze uwikłają się w jakąś historię kryminalną.
Ta historia jest mroczna, ponieważ każde morderstwo jest sytuacją mroczną i przerażającą, a gdy jest dokonane w kulcie rytualnym to trudno to sobie nawet wyobrazić.

Dziennikarze zainteresowani miejscem służącym niegdyś do obrzędów pogańskich odkrywają, że kamienne kręgi od lat będące częścią jednego z kaszubskich lasów są wykorzystywane współcześnie. Ale przez kogo? Przez szaleńców, satanistów, czy zwyrodniałych manipulantów.
Prowadzone przez Ninę i Eryka prywatne śledztwo dziennikarskie zaskakuje, szczególnie, że ludność zamieszkująca okoliczne miejscowości nie jest im przychylna.
Pobyt w małym domku letniskowym może być dla nich sielanką, mile spędzonym czasem na łonie natury bądź poważnym zagrożeniem. A kiedy dziennikarze zaprzyjaźniają się z jednym z mieszkańców, którego wielu uważa za wroga, może okazać się, że wszyscy znajdą się w niebezpieczeństwie.
Historia „mrocznego letniska” to kolejny kryminał Anny Klejzerowicz, który na chwilę oderwał mnie od życia codziennego, ponieważ fabuła wciągnęła mnie od pierwszych stron, aby na końcu nieźle zaskoczyć.
Tu nie ma nagłych zwrotów akcji ani typowej kryminalnej wulgarności i brutalności, ale jest mroczna kryminalna tajemnica od której trudno jest się oderwać zanim nie odkryje się jej fundamentów.
Autorka w bardzo obrazowy sposób ukazuje niełatwą wiejską rzeczywistość rodzin, które niezbyt dobrze radzą sobie zwłaszcza finansowo i poza sezonem letniskowym. Powszechnie królujący alkoholizm to nie tylko przyczyna upadku moralnego, to często bezsilność wynikająca z ubóstwa i braku chęci do normalnego życia. Ale wiejska społeczność to również mocno zakorzenione kliki, takie prawie wiejskie mafie, w których rządzą ci, którzy mają władzę nad bogobojnym, ciemnym ludem. To osoby nie mające skrupułów, aby eliminować ze społeczeństwa tych, którzy są dla nich niewygodni.
Takich wsi czy miejscowości zapewne jest w Polsce wiele i smutne jest to, że zamiast człowieczeństwa rządzi w nich bogobojność podsycana przez miejscowy kler, strach i obojętność urzędników. W tej książce jest to tak dosłownie pokazane, że momentami przyćmiewa opisy pięknej kaszubskiej przyrody, którą autorka z wyjątkową precyzją przedstawia.
Na początku wydaje się, że Nina i Eryk jadą na Kaszuby, aby opisać szczegóły zwykłego reporterskiego zlecenia, jednak to co odkrywają szybko przeradza się w mroczne odkrycie czegoś, na co zapewne nie byli przygotowani.
(…) Słyszałam, że tam się już od dawna działy różne dziwne rzeczy. Już wcześniej ginęli ludzie. Jakieś rytuały ktoś odprawia. Pan niczego nie słyszał, nie widział? (…)
Autorka powoli buduje napięcie, świetnie poruszając się między realizmem dziennikarskim prowadzonej sprawy a mrokiem i tajemnicą miejscowych mitów, w których dominują wątki sensacyjne. I chociaż dużą rolę odgrywa tutaj strona obyczajowa to jednak nie brakuje wątków kryminalnych.

Lubię styl jakim pisze autorka, jest on nieco sarkastyczny, i muszę przyznać, że mimo poruszanych w fabule mrocznych wątków jest z nutą lekkiego humoru, szczególnie odnoszącego się do wypowiedzeń i zachowania Niny. I myślę, że to książka, która zainteresuje czytelników lubiących nieco lżejsze kryminały, chociaż tak jak wspomniałam wcześniej, momentami jest wyjątkowo mrocznie.
Bardzo ucieszyło mnie pojawienie się w powieści jednego z wcześniejszych bohaterów powieści Anny Klejzerowicz, którego ja cały czas jestem gorącą fanką, a mam tu na myśli Emila Żądło. I chociaż Ninę i Eryka również polubiłam, to do Emila wracam z sentymentem.
Polecam tę książkę szczególnie miłośnikom kryminałów, ale myślę, że coś dla siebie znajdą tutaj również ci, którzy cenią sobie wątki tajemnicze. No i mamy tutaj nawet odrobinę romansu.

Dziękuję Wydawnictwu PURPLE BOOK za możliwość przeczytania tej książki w ramach współpracy barterowej, a Autorce dziękuję za kolejną wciągającą historię.
***Cytaty pochodzą z książki MROCZNE LETNISKO wydawnictwa PURPLE BOOK***
KRAKOWSKA KOŁYSANKA – ŚCIEŻKA KU OCALENIU – Joanna Nowak
(…) Do dziś w snach nawiedzało go wspomnienie uciekającego dzieciaka powalonego strzałem w plecy. Z jego rozkazu. Piątka niewinnych zginęła w imię wyższych celów. Dla ratowania sierocińca poświęcał nieznajomych, którzy teraz powracali do niego niczym echo w wyrzutach sumienia. (…)
Joanna Nowak pochodzi ze Strzelna, jest absolwentką administracji na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Z zawodu jest księgową, a z zamiłowania pisarką. Jest miłośniczką dobrej książki, psów i kotów oraz kuchni meksykańskiej i włoskiej. Autorka między innymi trylogii obyczajowej SIOSTRY Z ULICY WIŚNIOWEJ.
ŚCIEŻKA KU OCALENIU to trzecia część trylogii KRAKOWSKA KOŁYSANKA. O dwóch wcześniejszych przeczytasz TU.
PREMIERA KSIĄŻKI 12 SIERPNIA 2025

Dochodzi do ostatecznej likwidacji krakowskiego getta. Aaron i Sara giną od niemieckich kul.
Julia wraz z trójką dzieci trafia do ośrodka Lebensborn, w którym pracuje jako sprzątaczka. Obserwuje, jak wiele polskich dzieci zostaje zabieranych przez niemieckie rodziny i nie chce, żeby podobny los spotkał jej podopiecznych. Pojawienie się Olka daje szansę na ucieczkę.
Po tygodniach brutalnych przesłuchań Wiktoria trafia do obozu w Płaszowie. Na miejscu spotyka mamę i Martina, przed którym początkowo się ukrywa. Aigner bez wiedzy Wiktorii przenosi ją do pracy z kamieniołomu do zakładu krawieckiego. Pojawienie się Baumana w obozie wywołuje strach Wiktorii, bowiem kapitan wciąż dyszy żądzą zemsty. Razem z ocalonym więźniem Aigner organizuje ucieczkę kobiet z Płaszowa, ale nie wszystko przebiega zgodnie z planem. Czy uda się Wiktorii uciec z obozu i czy spotka jeszcze kiedyś ukochanego? Co stanie się z Julią, czy dzieci, z którymi ją zabrano pozostaną z nią?
Trylogię Krakowska kołysanka zamyka właśnie ta książka, której fabuła jest tak samo piękna jak dwie wcześniejsze i tak samo dramatyczna.
Sierociniec zostaje zamknięty, a prowadzące go Polki rozdzielone. Jak można przeczytać w opisie jedna z nich trafia do ośrodka Lebensborn, a inne do obozu. O organizacji Lebensborn wciąż wielu ludzi nie wie nic lub wie niewiele, dobrze, że autorka o tym wspomina w swojej książce, bo przecież oblicza wojny to nie tylko łapanki, Pawiak, obozy, getta i egzekucje niewinnych ludzi. To również dramaty wielu kobiet i dzieci.

Kiedy Wiktoria trafia do obozu ktoś próbuje jej pomóc, chociaż ta pomoc nie jest tak efektowna jak powinna, ale daje nadzieję.
Autorka pokazuje jak marnymi czasami pionkami okazują się w nazistowskim świecie wysoko postawieni oficerowie, którzy teoretycznie mają ogromną władzę nad innymi, ale w niektórych przypadkach ta władza jest niczym. Wojna wyzwalała w ludziach i oprawców i przyjaciół, i nigdy nie było pewnym kto kim się stanie.
Moim zdaniem to niesamowite zakończenie trylogii, w której głównymi bohaterami są ból, okrucieństwo, ale i nadzieja, która mimo wszystko leciutko się tli bez względu na okoliczności.
(…) Był coraz słabszy. Kiedyś zależało mu na walce z Trzecią Rzeszą. Dziś pozwalał, aby pociągała nim za sznurki niczym marionetką. Choroba ukochanej uświadomiła mu, że zamiast przeć do przodu, cofał się do punktu wyjścia, który zostawił za sobą po poznani Edmunda i nabraniu przekonania do walki z dotychczasowymi sprzymierzeńcami. (…)
Ta książka jest tak przepełniona emocjami, że chociaż nie potrafisz się od niej oderwać masz ochotę na jakiś czas ją odłożyć, aby złapać oddech.
Pięknie poprowadzona fabuła to nie tylko z precyzją budowane napięcie, zaskakujące zwroty akcji, to historia opowiedziana z ogromną odpowiedzialnością za szczegóły i emocje.
Autorka potrafi bardzo umiejętnie zaangażować czytelnika i pozwolić na odbieranie bohaterów w tak niesamowity sposób, że jednych masz ochotę zamordować a innych przytulić.

To książka o silnych i empatycznych kobietach, które nie boją się zaryzykować własnego życia w obronie innych. Ale to również piękna opowieść o miłości, trudnej, ryzykownej i teoretycznie zakazanej.
Myślę, że ta książka dla wielu stanie się czymś co wzbudzi refleksje i pozwoli zastanowić się nad tym, gdzie przebiegają granice nienawiści, i czym tak naprawdę jest bohaterstwo? Czy ono również ma jakieś granice?
Ta historia z pewnością zostanie ze mną na długo ponieważ po jej przeczytaniu przez kilka dni nie mogłam się od niej uwolnić i gdy tylko brałam do ręki kolejną książkę, myślami wciąż powracałam do krakowskiej kołysanki.
Być może ktoś uzna, że niektóre wątki są mało wiarygodne jak na przykład ucieczka z obozu wycieńczonych i osłabionych życiem w tym przybytku kobiet, czy cudowne ozdrowienie jednego z bohaterów ciężko ranionego, w miejscu i okolicznościach, w których raczej na szybką pomoc nie miał szans, ale i tak uważam, że ta książka warta jest przeczytania.
Książki, których tłem jest wojna często pokazują jak polityka czy ideologia są w stanie zmienić się w nienawiść do drugiego człowieka.
To jest powieść, która boli, ponieważ autorka z wyjątkową wrażliwością przepełniona emocjami przedstawia brutalność wojennej rzeczywistości, w której okrucieństwo oficerów gestapo czy upadlający stosunek do drugiego człowieka w obozach, lub bezwstydna kolaboracja były na porządku dziennym. Ale z drugiej strony były zachowania ludzi, dla których priorytetem było człowieczeństwo oparte na odpowiedzialności za drugiego człowieka.
POLECAM całą trylogię i chociaż uprzedzam, że nie będzie miło, lekko i przyjemnie i wielu czytelniczkom przydadzą się chusteczki to gwarantuję, że fabuły tych książek wciągną każdego.

Dziękuję Wydawnictwu REPLIKA, że miałam okazję przeczytać Krakowską Kołysankę w ramach współpracy barterowej, a autorce dziękuję za kolejne piękne książki.
***Wszystkie cytaty pochodzą z książki ŚCIEŻKA KU OCALENIU wydawnictwa REPLIKA***
WIDUNKA – Joanna Tekieli
(…) – Kto wie? – powiedziała. – Może właśnie to, że widzisz bezsens tych różnych wierzeń, czyni cię widunką? Może dostałaś taki dar po to, by walczyć z tym co nie przynosi ludziom żadnej korzyści? (…)
Joanna Tekieli jest z urodzenia i zamiłowania Krakowianką. Ukończyła polonistykę. Uwielbia dobrą kawę, kocha ciszę, czytanie książek i piesze wędrówki po górach i dolinach. Jest autorką powieści z cyklu o pensjonacie „Leśna Ostoja”, „Dębowe uroczysko”, „Szlak Srebrnych Mgieł” i innych.
WIDUNKA to powieść obyczajowa napisana trochę baśniowo.
PREMIERA KSIĄŻKI 23 KWIETNIA 2025

Granice niewielkiej osady Wikliniec wyznaczają rzeka i ogromna puszcza. Mieszkańcy żyją z uprawy roli, zajmują się także wyplataniem koszy z wikliny, od której osada wzięła nazwę. Mira, młoda mieszkanka Wiklińca, ma głowę pełną pomysłów i marzeń. Uważa, że wiele ustalonych dawno temu zwyczajów i zasad jest niesprawiedliwych i bezsensownych. Chciałaby zmian, bo nie wystarczy jej odpowiedź, że tak było od zawsze. Dlatego starszyzna patrzy na nią z niechęcią i rosnącą irytacją, aż wreszcie, by stłumić buntowniczą naturę Miry, postanawia wydać dziewczynę za mąż, za statecznego wdowca. Mira nie zamierza jednak potulnie zgodzić się na swaćbę. Czy odejdzie z Wiklińca, by poszukać sobie innego miejsca do życia?
Po książki tej autorki sięgam, gdy czuję, że potrzebuję lektury lekkiej, ciekawej i przyjemnej dlatego kiedy zobaczyłam zapowiedź tej powieści wiedziałam, że chętnie ją przeczytam.
Ostatnio bardzo mnie wciągnęła trylogia Bianki Kunickiej „Szeptucha”, dlatego moja ciekawość do książek opowiadających o słowiańskich osadach i życiu Słowian przed wielu, wielu laty została rozbudzona.

Joanna Tekieli przenosi czytelników do bardzo odległych czasów, kiedy to ludzie żyli w osadach, w których rządziła starszyzna i przeróżne gusła, a wiara w wielu bogów była tak silna, że nawet pójście do lasu mogło być uznane za coś niestosownego, co owych bogów rozgniewa.
Czytając tę powieść pomyślałam, jak wiele a zarazem niewiele zmieniło się w wierze od tamtych czasów. Jak ślepo czasami poddajemy się normom wymyślonym przez drugiego człowieka, jak wielu rzeczy unikamy uważając je za niestosowne czy karygodne.
Ale tysiące lat temu tak jak i teraz żyli ludzie, którzy próbowali przeciwstawić się ogólnie przyjętym normom narzuconym przez innych.
(…) Każdy może się pomylić, dlatego nie wolno ślepo wierzyć w wszystko tylko dlatego, że od lat się to powtarza. I wbrew pozorom, bardzo łatwo jest odróżnić cenną tradycję od tej, którą lepiej puścić w zapomnienie, czyli głupiady. (…)
Mira, bohaterka tej powieści należała do tych kobiet, które potrafiły się postawić starszyźnie. Ciekawa świata i życia poza osadą uciekła wyruszając w drogę przyjmując za opiekuna i przewodnika wędrownego dziada. Ten desperacki i trochę nierozważny krok sprawił, że zobaczyła i nauczyła się tak wiele, że zaczęto nazywać ją Widunką. A przecież różniła się od innych młodych kobiet z osady tylko tym, że myślała zgodnie z logiką nie poddając się ślepym zasadom często przeczącym nawet samej naturze.
To opowieść o ciekawości świata i odwadze, ale to również historia pięknej przyjaźni i szacunku dla drugiego człowieka.

Spotykając na swej drodze różnych ludzi, dziewczyna potrafiła z każdej znajomości wyciągnąć coś dobrego. Patrząc na świat nie tylko oczyma, ale i sercem potrafiła pomagać bezinteresownie co często sprawiało, że postrzegano ją jako osobę ponadprzeciętnie mądrą. Logiczne podejście do wielu spraw stawiało ją na piedestale zaufania.
Autorka w piękny sposób pokazała, jak ważne w życiu jest to, aby szukać prawdy nie tam, gdzie nam ją narzucają, ale tam, dokąd prowadzą serce i rozum. Ślepa wiara nie zawsze prowadzi do prawdy w dobrym kierunku, czasami trzeba zaryzykować i podeprzeć się logiką.
Mira wyruszyła w drogę samotnie, z odwagą w sercu zapewne nie do końca świadoma czyhających na młodą kobietę niebezpieczeństw. Ale powróciła do osady bogatsza nie tylko o wiedzę i przeżycia, ale w towarzystwie osób, które w czasie jej wędrówki były dla niej oparciem.
Bardzo jestem ciekawa dalszego ciągu tej historii. Polubiłam jej bohaterów i chętnie dowiem się jak potoczyły się ich dalsze losy.
To opowieść o bardzo odległych nam czasach, o wierzeniach, które prowadziły ludzi przez życie i o strachu przed nieznanym. To także piękna przygoda jakiej doświadczyła młoda nieco zbuntowana dziewczyna o bardzo romantycznej duszy i ciekawym podejściu do świata.
Znajdziecie w tej książce i dramat i przygodę i romans. A czytając być może poczujecie siłą podświadomości zapach lasu i przeróżnych ziół.
(…) Jeszcze kilka tygodni temu uznałby, że to niemożliwe, ale dziś, po wędrówce z Mirą, przekonał się, że ta dziewczyna stała się mu bardzo bliska. Choć początkowo był niechętny jej towarzystwu i traktował jak intruza, z biegiem dni przekonywał się, że miło jest mieć obok siebie kogoś, z kim można rozmawiać o świecie, podziwiać piękno przyrody albo po prostu milczeć. (…)

Ta książka sprawi, że zrelaksujecie się i przy okazji pogłębicie wiedzę o naszych praprzodkach, którym często do życia wystarczała skromnie urządzona chata, ciężka praca i odrobina rozrywki przy ognisku.
Polecam tę powieść tym, którzy chcą mile spędzić czas z lekturą lekką, łatwą i przyjemną, bo taka właśnie jest ta historia.
Dziękuję Wydawnictwu FILIA za możliwość przeczytania tej książki w ramach współpracy barterowej, a autorce dziękuję za kolejną piękną historię.

***Wszystkie cytaty pochodzą z książki WIDUNKA, wydawnictwo FILIA***




















