Komedia kryminalna
TAJEMNICZE ŚMIERĆ MARIANNY BIEL – Marta Matuszczak
Marta Matyszczak pochodzi z Chorzowa. Z wyksztalcenia jest dziennikarką i pasjonują ją kryminały. Prowadzi portal poświęcony literaturze kryminalnej – Kawiarenka Kryminalna. Była uczestniczką warsztatów literackich podczas Międzynarodowego Festiwalu Kryminału we Wrocławiu oraz Festiwalu Conrada w Krakowie. Jest laureatką konkursów na opowiadanie kryminalne MFK Wrocław i Kryminalna Piła. Jest również autorką scenariuszy kryminalnych fars teatralnych. Kocha psy i podróże, szczególnie tropem powieściowych bohaterów.
Tajemnicza śmierć Marianny Biel to debiut literacki autorki, pierwsza część cyklu „Kryminał pod psem”. Jest to komedia kryminalna, której fabuła umiejscowiona została w Chorzowie.
PREMIERA KSIĄŻKI ROK 2017

stron 296
Szymon Solański to zwolniony z pracy policjant, który pewnego dnia wprowadza się wraz ze swoim adoptowanym ze schroniska psem do jednego z chorzowskich familoków. Jego marzeniem jest otworzenie agencji detektywistycznej. Przypadkowo w trakcie poszukiwania piwnicy przynależnej lokalowi mieszkania Solański znajduje w innej piwnicy zwłoki starszej pani, które z pewnością kilka dni już przeleżały na piwnicznej posadzce. Policja przyjmuje, że kobieta zginęła z powodu nieszczęśliwego wypadku uderzona w głowę słoikiem spadającym z półki, ale Solański podejrzewa, że starsza pani została zamordowana. Kto ma rację? W rozwiązaniu zagadkowej śmierci byłej sąsiadki pomagają byłemu policjantowi pies Gucio i dziennikarka, z którą znajomość Solańskiego trwa od wczesnych lat szkolnych.
Sięgnęłam po tę książkę z trzech powodów. 1) Fabuła umiejscowiona została w moim rodzinnym mieście, czyli Chorzowie i to w okolicy, w której mieszkałam. 2) Bardzo potrzebowałam jakiejś książki, która rozgoni moje depresyjno-listopadowe myśli. 3) Przygotowując się do Afery Kryminalnej, która odbędzie się w dniach 3-4 grudnia w Gdańsku chciałam poznać „pióro” autorki, na spotkanie której się wybieram.
Jest to moje pierwsze spotkanie z kryminałem pod psem, ale już wiem, że z przyjemnością spotkam się z sympatycznym kundelkiem ponownie.
Książka napisana jest dość specyficznie, ponieważ raz narracja jest w osobie pierwszej, a raz w trzeciej. Ale specyficzne w tym nie jest zmienność narracji, ale to, że narratorem w niektórych rozdziałach (właśnie pisanych w pierwszej osobie) jest pies – sympatyczny, okaleczony kundelek. Myślę, że ponieważ narracja jest niejednolita pozwala to na różny odbiór fabuły.
(…) „Więc tak to będzie teraz wyglądało” – pomyślałem. „Kobitki będą się mizdrzyć do tej prowincjonalnej odmiany George’a Clooneya zamiast do mnie”. Solański jednak patrzył na recepcjonistkę, jakby próbował dojrzeć kilo wędzonki przez szybę wystawową w sklepie mięso-wędliny. Słyszał ją, ale nie widział. (…)

I chociaż można o tej książce powiedzieć, że jest takim słodko-gorzkim przekazem to nie brakuje w niej dobrego humoru, którym został „okraszony” nie tylko wątek kryminalny stanowiący coś w rodzaju parodii.
Chociaż myślę, że nie jest to typowa parodia, nie zakwalifikowałabym również tej książki do tych, w których występuje tak zwany czarny humor, ponieważ mamy w niej całkiem poważną historię kryminalną wplecioną w realia życia na Śląsku.
Swoistego humoru dodaje fabule wpleciona gwara śląska, której autorka nie szczędzi w dialogach. Jeśli chodzi o mnie, to rozumiałam słowa, bo jestem przecież Ślązaczką, ale myślę, że czytelnik nie mający z tym nic wspólnego może mieć problem ze zrozumieniem. Szkoda, że autorka i wydawnictwo nie pomyśleli o tym, aby w przypisach wstawić tłumaczenie. Byłoby z pewnością bardziej zabawnie.
(…) – Kiery memłok odżistoł mi sień?! – chciała wiedzieć. – Jo tu niby robia za gospodynia, ale po wos nie będą ino durś tyj ciaplyty, tego cołkiego marasu pucować! Dziękować Ponbóckowi, że się te koty wyniosły! (…)
Jednym z bohaterów jest pies. Mógłby ktoś powiedzieć: „E tam, takie bajki to nie dla mnie”, ale „zobaczenie” niektórych sytuacji z czysto psiego punktu widzenia jest nie tyle zabawne, co może być i ciekawe. Jestem właścicielką dwóch psów i często zastanawiam się co one w danej sytuacji myślą, a to, że często rozumieją więcej niż człowiek to już jest dla mnie zagadką.
Muszę jednak przyznać, że wnikliwie zagłębiając się w książkę, zawsze dostrzegam w niej wątki, które są teoretycznie wątkami pobocznymi, ale wiele powagi wnoszą w fabułę. I tak na przykład zwróciłam uwagę na pojawiający się wątek alkoholizmu, lub też teoretycznej znieczulicy sąsiedzkiej, albo na wątek homoseksualizmu. Jest tutaj również wątek odnoszący się do samotności kogoś, kto kiedyś błyszczał na deskach teatru uwielbiany przez rzesze ludzi. Niby jest to normalne i na porządku dziennym, ale nie każdy jednak potrafi o tym pisać w taki (moim zdaniem) mistrzowski sposób jak ta autorka.
(…) Solański senior chrapał donośnie. Alkoholowa woń wybijała się ponad wszystko. Szymon nie miał na to siły. Ale nie miał też wyboru. Nie sądził, że sprawy zaszły aż tak daleko. Że tu takie dno. (…)
Polecam tę książkę na odgonienie chandry, ale nie tylko. Myślę, że jest to świetna lektura, z której w zabawny sposób możemy się również dowiedzieć ciekawych rzeczy dotyczących życia na Śląsku. Z całą pewnością jest lekka, łatwa i przyjemna i czyta się dosłownie migiem, a uśmiech nie schodzi z ust.
NA MIŁOŚĆ BOSKĄ – Malwina Ferenz
Malwina Ferenz to wrocławianka od urodzenia. Prywatnie mama trzech córek. Na co dzień jest analitykiem w jednym z banków. Od wielu lat pasjonuje się astronomią oraz fotografią mobilną. Jej zdjęcia Wrocławia pojawiały się na niejednej wystawie. Jest niereformowalną optymistką. Jako pisarka zadebiutowała w roku 2018 książką „Pora na miłość”.
Na miłość boską to komedia kryminalna, której fabuła umiejscowiona została we Wrocławiu.
PREMIERA KSIĄŻKI 26 LUTEGO 2020 ROKU

stron 442
W starych wrocławskich kościoła w tajemniczych okolicznościach giną niewielkie, zabytkowe rzeźby. Śledztwo policji, prowadzone przez atrakcyjną, ale samotną panią komisarz toczy się niezbyt dynamicznie. Kuria zatrudnia prywatnego detektywa, który jest wprawdzie urodzonym pechowcem, ale specjalistą od śledztw zlecanych przez rozwodzących się małżonków. Jest jednak jednym z najtańszych, zdaniem kurii detektywem. Kurii nie chodzi jednak o skradzione rzeźby a inne przedmioty, które zginęły niby przypadkiem, ale ich kradzież może mieć dużo gorszy skutek niż utrata posągów świętych. W pewnym dość przypadkowym momencie pani komisarz i detektyw łączą siły w wykryciu skradzionych przedmiotów. Czy uda im się odnaleźć zaginione rzeźby? I dlaczego kurii tak bardzo zależy na odnalezieniu zagubionych w różnych kościołach przedmiotów: brewiarza, książki z intencjami i klucza do zakrystii?
Jeżeli ktoś potrzebuje lekkiej, łatwej i zabawnej książki na jesienny wieczór, to ta lektura jest właśnie dla niego.
To moje pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki, ale ponieważ uwielbiam komedie kryminalne to z pewnością sięgnę jeszcze kiedyś po powieść jej „pióra”.
Świetnie wykreowane postacie w połączeniu z zabawną fabułą i nutką tajemniczości to lektura, która dosłownie „sama się czyta” 😉 Muszę przyznać, że prawie cały czas podczas czytania uśmiechałam się i teraz po skończeniu czuję się porządnie zrelaksowana.
(…) W trosce więc o dobro rasy ludzkiej w ogóle, a policji wrocławskiej w szczególe, szefowa Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego o wdzięcznej ksywie Dzika nadal grała rolę żeńskiej wersji terminatora, uniesień miłosnych doświadczając wyłącznie w postaci fikcji literackiej. (…)
Jak na komedię kryminalną przystało, mamy tutaj oczywiście wątek kryminalny, a nawet dwa, bo jeden jakby trochę zawoalowany, odnoszący się do pewnego zdarzenia, które miało miejsce w czasie drugiej wojny światowej. Zatem mamy wątek kryminalny historyczny, ale żeby nie było zbyt monotonnie (chociaż wcale nie jest, bo cały czas coś się dzieje) to autorka wplotła w fabułę jeszcze odrobinę romansu i dramatu. A wszystko to razem tworzy całkiem dobrą książkę, od której trudno się oderwać.
(…) Zaskoczona Krystyna rozłożyła ją, przeczytała a wtedy oczy zrobiły jej się okrągłe ze zdumienia. Drobnym pismem zamieszczono na niej informację, o trzech wrocławskich kościołach i umieszczonych w nich wskazówkach, które doprowadzą poszukiwacza do nieprawdopodobnie cennego skarbu. (…)

Myślę, że ktoś kto zdecyduje się na sięgnięcie po tę powieść nie będzie tego żałował. Nie jest to krwawy, mocny pod względem fabuły męski kryminał, ale można się świetnie przy tej książce nie tylko zabawić, ale i zrelaksować.
Polecam szczególnie na szare jesiennie wieczory. Wierzę, że sięgając po tę lekturę zadowoleni będą zarówno miłośnicy kryminałów jak i komedii, znajdzie się też smakowity kąsek dla miłośników romansu i tajemnic.

Dziękuję wydawnictwu FILIA za możliwość przeczytania tej książki, a koleżankom czytelniczkom za polecenie jej. Autorce natomiast dziękuję za chwile pełne uśmiechu.
DAMA CIĘŻKICH OBYCZAJÓW – Marta Obuch

Marta Obuch to autorka komedii kryminalnych, poetka, fotograf, dziennikarka. Urodziła się w roku 1975 w Częstochowie, gdzie uczęszczała do Ogólnokształcącego Liceum Wojskowego. Po zdaniu matury zamieszkała w Katowicach. Tam ukończyła filologię polską na Uniwersytecie Śląskim oraz fotografię cyfrową w Śląskiej Akademii Fotografii. Jako pisarka zadebiutowała w roku 2007 powieścią Precz z brunetami! Jej książki to między innymi Odrobina fałszerstwa (2008), Diabelska ewolucja (2009), Miłość, szkielet i spaghetti (2012), Łopatą do serca (2013) oraz Szajba na peronie 5. (2014). Jest laureatką konkursów poetyckich, drukowała swoje wiersze w wydawnictwach pokonkursowych oraz w Miesięczniku Społeczno-Kulturalnym ŚLĄSK. Dwukrotnie nominowana do nagrody Pazur na Festiwalu Literatury Kobiecej ,,Pióro i Pazur’’ w Siedlcach (2013 – Miłość, szkielet i spaghetti; 2014 – Łopatą do serca: nominacja czytelniczek). Ceni sobie humor Joanny Chmielewskiej, dlatego poszła w jej ślady. Obecnie mieszka w Katowicach, gdzie uczy fotografii, prowadzi firmę fotograficzną, a w wolnym czasie pisze powieści. Uwielbia gotować i oglądać dobre filmy.
Dama ciężkich obyczajów to komedia kryminalno-romantyczna, której fabuła umiejscowiona została w Katowicach.
PREMIERA KSIĄŻKI 30 CZERWCA 2021

stron 407
Wrażliwa wiolonczelista zostaje przez przypadek wzięta za prostytutkę, a pracujący pod przykryciem policjant, zwany Wiśnią za faceta ze światka przestępczego. Ani jedno, ani drugie nie chce się przyznać kim tak naprawdę jest, choć oboje podejrzewają, że coś w ich znajomości nie gra. Kiedy ciocia Laili zostaje okradziona z oszczędności swojego życia, jej dwie siostrzenice postanawiają na własną rękę pomóc jej odzyskać pieniądze. Aby zrealizować swój plan wchodzą do paszczy lwa, a konkretnie do rezydencji pewnego znanego śląskiego bandyty. Czy podjęta przez panie ryzykowna współpraca z gangsterami pomoże odzyskać utracone pieniądze? Czy można się zakochać w kimś, kogo się dobrze nie zna, ale komu się w jakimś sensie ufa? Do czego potrzebna była wiolonczelistce rura do tańca go-go? I czy groźna pantera zamknięta w klatce w ogrodzie bandyty jest naprawdę tak groźna, czy jest coś co zwierzę uspokaja?

Komedia kryminalna to taki gatunek powieści, po który sięgam zawsze i chętnie. Poznałam już kilku fantastycznych autorów tego gatunku chociaż przyznam szczerze, że kiedyś kilkakrotnie próbowałam „podchodzić” do książek „królowej polskiej komedii kryminalnej” pani Joanny Chmielewskiej i jakoś nie mogłam się do jej książek przekonać. 😉
Kiedy sięgnęłam po tę książkę, niby spodziewałam się dobrej zabawy (rekomendacje moich znajomych, którzy mają już książkę za sobą mnie do tego skłaniały), ale nie spodziewałam się tego, że będę się prawie cały czas śmiała w trakcie czytania.
(…) Czy można się obudzić jako wiolonczelistka, a położyć spać jako prostytutka? Lilianna Warzęcha, zwana przez przyjaciół Lidką, sprawdziła na własnej skórze, że owszem można. Jak na skończoną trzydziestkę dziewczątko było z niej drobne, blade jak tik tak i drżące na wietrze niczym kwiat jaśminu, zupełnie jakby matka chowała przed nią w dzieciństwie witaminę D, na skutek czego do bidulki przyplątała się krzywica. (…)
Ciekawa intryga kryminalna, interesująco zarysowane postacie i przezabawne dialogi to musi być dobra książka i dobra zabawa. I chociaż momentami wydawała mi się mocno infantylna, to dzięki tej infantylności była chyba bardziej zabawna.
Świetnie moim zdaniem wykreowane postacie zarówno pań jak i panów, i tu mam na myśli zarazem tych ze świata przestępczego jak i policji, to z pewnością duży plus dla książki. A dwie odmienne osobowościowo kuzynki to dla mnie prawie wisienka na torcie.
Trzy panie postanawiają same rozwiązać problem natury kryminalnej, co z tego wyniknie?
(…) Za szybko szło tym paniom dochodzenie do wniosków, zdecydowanie za szybko. (…)
Powieść ta, to świetny antydepresant. Przy tej lekturze nie można się nudzić, a uśmiech nie schodzi z twarzy.

Ciekawym dodatkiem do fabuły jest humorystycznie przedstawiona akcja odchudzania jednej z bohaterek. Myślę, że w samym odchudzaniu najważniejszy nie jest drastyczny spadek wagi, ale samoakceptacja.
Ta prawdziwa komedia pomyłek i niedopowiedzeń, a także ciekawych gierek słownych z całą pewnością każdemu poprawi humor. Czytanie tej lektury to czysta przyjemność nie tylko dzięki barwnemu językowi jakim pisze autorka, ale również dzięki pełnym humoru dialogom.
Polecam tę książkę szczególnie tym, którym nastrój ostatnio trochę szwankuje. Ta książka pozwoli zapomnieć o wszystkim i porządnie się zrelaksować.

Dziękuję wydawnictwu FILIA za możliwość przeczytania tej książki i myślę, że nazwisko autorki jeszcze nieraz pojawi się wśród powieści, które przeczytam.
MORDERSTWO NA ŚNIADANIE – Iwona Banach

Iwona Banach urodziła się w 1960 roku w Bolesławcu. Jest nie tylko polską pisarką, autorką kilkunastu powieści, ale również tłumaczką literatury pięknej. Ukończyła romanistykę na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim oraz resocjalizację w Wyższej Szkole Pedagogiki Specjalnej w Warszawie. Pracuje jako nauczycielka i tłumaczka języków francuskiego i włoskiego. W 1998 roku otrzymała wyróżnienie w Konkursie Twój Styl – Dzienniki Roku, a w 2013 roku zdobyła pierwszą nagrodę w Ogólnopolskim Konkursie Literackim Wydawnictwa „Nasza Księgarnia”.
Morderstwo na śniadanie to współczesna komedia kryminalna, której fabuła umiejscowiona została w pewnej małej polskiej miejscowości.
PREMIERA KSIĄŻKI 30 CZERWCA 2021

stron 351
Policjanci z Głuszyna zostają powiadomieni o znalezionym na polu martwym listonoszu. Wiele wskazuje na to, że pracownik PP został otruty… pączkiem. W dawnym pałacyku powstał Instytut Kosmitologiczny i to właśnie tam prowadzą tropy prowadzonego śledztwa. Aspirant Andrzej Balicki ma pełne ręce roboty, ponieważ być może śmierć listonosza łączy się z potrójnym morderstwem sprzed lat. Ale żeby było mniej dramatycznie a bardzie komicznie, policjanci z Głuszyna zostają oskarżeni o prowadzeniu na posterunku nielegalnej hodowli psów. Niestety pies jest jeden, a właściwie to papuga imieniem Pinda, będąca własnością matki komendanta zamieszkałej nad komisariatem, która kiedyś bardzo przeklinała, a teraz z niewiadomych powodów zaczęła szczekać. Kto doprowadził do śmierci listonosza? Co wspólnego z zieloną mieszkanką wsi ma Instytut badający kosmitów? Czy Pinda wróci do przekleństw, czy już na zawsze będzie szczekać? Co wspólnego z instytutem ma bogaty przedsiębiorca, sprzedający wodę o tajemniczym działaniu? I co wspólnego z morderstwem listonosza mają pączki?
Kiedy zabrałam się za czytanie tej książki wiedziałam (uprzedzona opiniami innych czytelników) że lektura ta zdecydowanie poprawi mi humor. I tak też się stało, bo książka okazała się lekką, łatwą i przyjemną w czytaniu, gwarantującą dobrą zabawę, chociaż autorka porusza w niej również bardzo poważne tematy. W końcu czyjeś morderstwo do wesołych nie należy.
Ale i tak uważam, że humor przewyższa tutaj wątek kryminalny.
Jako miejsce fabuły mamy tutaj małą miejscowość, w której mieszkańcy wierzą we wszystko co może być dla nich zagrożeniem. Każdy o każdym wszystko wie, a i tak nad mieszkańcami krąży jakaś tajemnica.
(…) Stosunki między Pindą a starszą aspirant Czubajko zawsze były skomplikowane i nasycone agresją, także werbalną, ale agresja werbalna nie rani i nie powoduje siniaków, a papuzi dziób – jak najbardziej. (…)
Jedną z głównych bohaterek jest papuga, która z pozoru wydaje się głupim ptaszyskiem, ale faktycznie jest chyba mądrzejsza od niejednego człowieka. Klnie i szczeka i skutecznie potrafi zawalczyć o siebie i swoje własności. Jest niejako przekleństwem mieszkańców i ulubienicą swojej właścicielki.
(…) Balicka wróciła do domu i oniemiała. Drzwi rozwarte na oścież, pełno krwi, wszystko porozwalane. Pinda na drążku zadziwiająco spokojna. Chyba ten spokój zaniepokoił Balicką najbardziej. Chociaż krew też. Obejrzała papugę dokładnie. Ona też była umazana krwią. (…)
Pozornie lekka, łatwa i przyjemna w odbiorze fabuła skrywa jednak poważne dylematy małomiasteczkowych i wiejskich mieszkańców.
Moim zdaniem, świetnie został poruszony w książce temat matek nadopiekuńczych (dodajmy, że matek dzieci, które już dawno są dorosłe), które dla swoich synów gotowe są na poświęcenie siebie, swojego czasu i wszystkiego.
To jest lektura typowa na odstresowanie, ciekawie skonstruowana, gdzie przeplatają się wątki odnoszące się do różnych osób. Przyznam szczerze, że początkowo trochę się gubiłam w postaciach, ale im dalej zagłębiałam się w fabułę, tym bardziej „odnajdowałam” się w osobach.

Naiwność i często głupota ludzka mogą doprowadzić do tego, że życie postrzegane jest jak jedna wielka parodia.
Polecam tę książkę, szczególnie osobom z poczuciem humoru. Jeżeli liczy ktoś na poważny kryminał, to może niech po tę książkę nie sięga.
Przy tej lekturze zdecydowanie nikt się nie będzie nudził. Niesamowite zwroty akcji połączone z bardzo ciekawie wykreowanymi osobowościami bohaterów, oraz zabawne dialogi to połączenie czegoś co jednym słowem można nazwać RELAKS.
Tajemniczy instytut, w którym oficjalnie bada się (właściwie nie wiadomo co) kosmitów, dość zwariowani i ekscentryczni mieszkańcy Głuszyna z szaloną Pindą oczywiście na czele i niespodziewane morderstwo kogoś, kogo znali wszyscy to z całą pewnością przepis na dobrze spędzony czas.
To moje pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki, ale po tej książce wiem, że nie ostatnie.

Dziękuję wydawnictwu Dragon za możliwość przeczytania tej książki a Autorce dziękuję za chwile znakomitego relaksu. Polubiłam Pindę i muszę nadrobić przeczytanie pierwszej książki z tą bohaterką.
DOPÓKI GRÓB NAS NIE POŁĄCZY – Agnieszka Zakrzewska

Agnieszka Zakrzewska pochodzi z Drawska Pomorskiego, urodziła się w roku 1974. Wielbicielka ludzi i kolekcjonerka chwil. Często bez czapki, zawsze bez parasola, w wyjątkowych wypadkach bez butów, ale nigdy bez notatnika w przepastnej torbie. Jej życiowe motto brzmi: „Im dłużej czekasz na przyszłość, tym będzie krótsza”. Zatem nie czeka. Działa. I spełnia swoje marzenia. Niedoszły prawnik. Z zamiłowania polonistka. Z wyboru emigrantka, od 2002 roku mieszkająca w Królestwie Niderlandów w mieście Deventer. Autorka sagi amsterdamskiej, która stała się ulubioną lekturą Polek w kraju i za granicą. Czytelniczki mówią o niej, że w swoich powieściach uwalnia dobre emocje.
Dopóki grób nas nie połączy to współczesna komedia kryminalna.
PREMIERA KSIĄŻKI 16 CZERWCA 2021

stron 303
W pewnej spokojnej, można by stwierdzić właściwie, że sielskiej holenderskiej miejscowości przed domem szanowanego i bardzo bogatego mieszkańca znaleziono ciało właściciela domu brutalnie zamordowanego. Trzy starsze panie, Agneta, Eva i Martha postanawiają rozwikłać zagadkę śmierci ponad osiemdziesięcioletniego staruszka i same zabierają się za prowadzenie śledztwa. Kto miał czelność zamordować mężczyznę, któremu życie było miłe na tyle, że postanowił swój wiek seniora uszczęśliwić ożenkiem. Czy do morderstwa posunął się ktoś z rodziny czyhający na spadek po nestorze rodu? Co wspólnego z zamordowanym ma zakład pogrzebowy Pod Wesołym Aniołem, uciekający kogut i ruska mafia?
Muszę przyznać, że jest to moje pierwsze spotkanie z „piórem” tej autorki, ale po tej książce już wiem, że sięgnę po inne jej powieści, chociaż są one podobno w zupełnie innym stylu.
Kto poznał Zofię Wilkońską Jacka Galińskiego albo teściowe Alka Rogozińskiego lub Emerycką szajkę Cathariny Ingelman-Sundberg ten nie zawaha się, aby sięgnąć po tę właśnie książkę. Ale jeżeli nie zdążyliście jeszcze poznać sympatycznych staruszek, to mam nadzieję, że pokochacie trzy turbo babcie, czy jak je inaczej nazwać geriatryczne trio, które rozbawi do łez.
(…) – Już ty tam niewiniątka nie udawaj – parsknęła Martha. – Tak jakbyś sama pod pierzyną ze starym jedynie w warcaby grała i męskiego przyrodzenia na oczy nie widziała. Nie bądź hipokrytką! (…)
Autorka świetnie bawi się językiem. Dialogi i niektóre powiedzonka są nie tylko ironiczne, prześmiewcze, ale przede wszystkim bardzo zabawne.

No cóż… poważne morderstwo, ruska mafia i zakład pogrzebowy powinny kojarzyć się nam z poważnym kryminałem, ale gdy do fabuły wtrącają się trzy kobiety w dość zaawansowanym już wieku, które nie mają zamiaru nudzić się na starość, to wychodzi komedia kryminalna na wysokim poziomie.
Gwarancja dobrej zabawy przez kilka godzin jest na 100%, ponieważ zarówno język jakim pisze autorka, jak i sporo zabawnie opisanych sytuacji sprawia, że nie można przestać się śmiać, a jeżeli nie śmiać to przynajmniej uśmiechać.
Ciekawie i dość nietuzinkowo przedstawione postacie bohaterów, których w książce jest całkiem spora ilość, to z pewnością niełatwe zadanie dla autora. Myślę jednak, że Agnieszce Zakrzewskiej udało się tak skonstruować osobowości, że żadna nie jest nudna i bezosobowa, i nawet najgroźniejszy gangster wydaje się zabawnym osiłkiem.
Oczywiście największą atrakcją są sympatyczne, wszędobylskie i dość wścibskie staruszki, które śmiało można nazwać turbo babciami.
(…) – Co ja tu robię, do diaska? – rzuciła półgłosem w ciemność. – Zaraz, chwileczkę, a może to piekło? Zeszłam po cichu z ziemskiego padołu, a Święty Piotr, chyba w ramach pokuty za podtruwanie tłuszczami nasyconymi małżonka, zatrzasnął przede mną bramy niebieskie i trafiłam do tej wilgotnej nory! Tylko jeżeli to piekło, to czemu, do jasnej cholery, panuje tu taka Syberia? Gdzie te ognie, ruszty, grille, rożna? (…)
Autorka porusza w swojej powieści wiele poważnych tematów, już samo morderstwo przecież do nich należy, ale mamy również związek homoseksualistów, w naszym kraju wciąż uważany za coś niestosownego, jest handel narkotykami i wspomniana wcześniej mafia. Ale wszystko to jest przedstawione z pełnym zaangażowaniem humoru, nawet przetłumaczony żargon dilerów.
(…) Bertus odwiedził w Kanadzie rodziców Ignaca, którzy pokochali zięcia prawie tak samo jak własnego syna, jedynego zresztą. Od strony Jansenów wyglądało to trochę bardziej problematycznie. Pomimo kilkuletniego związku Bertus nigdy nie przedstawił Ignaca ojcu. Z matką było łatwiej, gdyż od kilku lat spoczywała w rodzinnym grobowcu na cmentarzu Steenbrugge pod Deventer i miała wszystko w zimnej dupie. (…)
Książka zakończyła się tak, że aż miałam ochotę zawołać: CO? JUŻ KONIEC? NIEEEE! I mam szczerą nadzieję, że autorka i wydawnictwo skuszą się na kontynuację.
Bardzo dziękuję Autorce za możliwość przeczytania tej książki.
PS Droga Autorko, jeżeli przeczytasz tę moją opinię, to dowiesz się, że właśnie zyskałaś kolejną czytelniczkę, która prawdopodobnie nie odpuści już żadnej Twojej książce.






