Recenzje książek

CYMANOWSKI CHŁÓD – Magdalena Witkiewicz & Stefan Darda

Magdalena Witkiewicz & Stefan Darda

Magdalena Witkiewicz to gdańska autorka kilkunastu powieści dla dzieci i dorosłych. Urodziła się w 1976 roku. Jest absolwentką Uniwersytetu Gdańskiego, Gdańskiego Studium Bankowości oraz Gdańskiej Fundacji Kształcenia Menadżerów. Miała własną firmę marketingową, przez pewien czas jednocześnie prowadziła ją i pisała powieści. Dziś jej życie zawodowe to książki i spotkania autorskie, a właściwie całe trasy promocyjne. Kto tutaj do mnie zagląda, ten z pewnością „spotkał” tę autorkę u mnie nie jeden raz.

Stefan Darda urodził się w 1972 roku w Tomaszowie Lubelskim, na Roztoczu, w byłym województwie zamojskim. Po ukończeniu szkoły muzycznej i tomaszowskiego liceum im. Bartosza Głowackiego rozpoczął studia na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Wtedy to rozpoczęła się jego przygoda z muzyką folkową. Został członkiem znanego zespołu “Orkiestra pod wezwaniem Świętego Mikołaja”, z którą koncertował i nagrywał płyty do roku 1995. W trakcie studiów Stefan Darda kontynuował też przygodę z turystyką, która rozpoczęła się jeszcze w czasach szkoły podstawowej. Dzięki muzyce i pasji turystycznej był silnie związany z górami, które odwiedzał w każdej wolnej chwili. W 1998 roku przeprowadził się do Przemyśla, na Podkarpaciu, gdzie mieszka do dziś. Przygoda z pisaniem rozpoczęła się dla niego w 2003 roku, kiedy to napisał swój pierwszy wiersz. Dziś jest poczytnym pisarzem literatury grozy.

Cymanowski chłód to połączenie współczesnej powieści obyczajowej z horrorem, powieść której fabuła umiejscowiona została na Kaszubach. Jest to pewnego rodzaju kontynuacja powieści Cymanowski Młyn.

PREMIERA KSIĄŻKI 30 WRZEŚNIA 2020

Wydawnictwo FILIA

stron 351

Cymanowski Młyn to pensjonat w malowniczej okolicy Kaszub, stojący w sąsiedztwie lasu i jeziora. Prowadzi go wdowiec Jerzy Zawiślak, który „zaraził Kaszubami” również swoją obecną wybrankę Annę. Zbliża się zima, czyli okres odpoczynku dla pensjonatu i jego pracowników, ale czy będzie można odpocząć od wydarzeń jakie będą miały miejsce w Cymanach i okolicy? Wyczekiwany spokój, w którym lasy usypiają w mroźnym letargu, a jezioro skuwa lód i ziemia pokryta jest śniegiem nie zawsze nadchodzi razem z cymanowskim chłodem, bo ludzie skrywają sekrety, których nic nie przykryje. Jakie sekrety noszą w sobie pracownicy i właściciele Cymanowskiego Młyna? Kim tak naprawdę jest Anna i kogo obawia się Kostuch? I co wspólnego z przeszłością pensjonatu ma naszyjnik z szafirem?

Powieść napisana została dość nietypowo, ponieważ narracja w części rozdziałów jest w osobie pierwszej a w innych w osobie trzeciej. I tak też jest z fabułą, część fabuły to typowa powieść obyczajowa z nutką psychologii i romansu, a część to typowy horror z mocnym wątkiem kryminalnym.

Wierzycie w duchu? Lub w jakieś zjawiska paranormalne? Myślę, że nawet ktoś, kto jest sceptykiem w tej materii, to po tej książce zacznie się zastanawiać.

(…) Zaczęłam się zastanawiać, czy ze mną jest wszystko w porządku, że chcę, by w naszym domu wisiało zdjęcie mojej poprzedniczki. Tej, którą mój narzeczony kiedyś tak bardzo kochał.  (…) Ale skąd wiedziałam o tym zdjęciu? Nie wiem. (…) Jakbym czuła ogromną emocjonalną więź z kobietą, która kiedyś była bardzo ważna dla mojego przyszłego męża. (…)

Ciepłe, pełne pozytywnych emocji wydarzenia, przeplatają się tutaj z wydarzeniami dość mocno kontrastującymi z tymi ciepłymi. Ale jeżeli ktoś nastawi się na mocny horror, lub na mocny thriller, taki po którym nie można spokojnie zasnąć to… może się lekko rozczarować.

Wydaje mi się, że więcej jest w tej książce obyczaju, nawet takiego z domieszką kryminału, czy ogólnie rzecz biorąc sensacji niż mocnego horroru. Chociaż wątki dotyczące zjawisk pozazmysłowych mogą niejednemu czytelnikowi podnieść ciśnienie krwi.

Muszę przyznać, że fabuła książki wciąga od pierwszych stron, nie tylko biorąc pod uwagę wydarzenia, ale i nieco malowniczo przedstawione obrazy miejsc, zwłaszcza tych mrocznych jak las, jezioro czy Pomerliskie Błeta.

Kto czytał Cymanowski Młyn, ten z pewnością rozpozna niektórych bohaterów, ale jeżeli nie czytał, to musi uzbroić się domysły. Chociaż wiele wątków zostało w tej części przypomnianych.

Ciekawie i nietuzinkowo zostali wykreowani bohaterowie i tu mam na myśli nie tylko osoby realne, żyjące, ale również te, które miały jakiś kontakt z zaświatów, czyli oględnie mówiąc duchy. Na uwagę na przykład moim zdaniem zasłużyły sobie tajemnicza dziewczynka czy stara Kostuchowa.

(…) – Piękny. Cieszę się, że taki mogłaś dostać. Ja dostałam odpustowy pierścionek. Ale pamiętaj, że na nim jest krew. A cie, którzy nie żyją i pozornie nie mogą się zemścić, znajda drogę. I nie będą szukać winnego swoich cierpień, ale tych, których ten winowajca kocha. Bo to najbardziej go zaboli. Taka słodka zemsta. (…) Uważaj na duchy z Pomarliska. I pamiętaj, na naszyjniku jest krew – ostrzegła mnie. Krew. (…)

Nie da się jednak zaprzeczyć, że tajemnice i mieszkańcy (zarówno ci realni, żywi, jak i ci którzy zjawiają się z innego świata) Cymanowskiego Młyna intrygują, wciągają, niepokoją i straszą. Ta część jest moim zdaniem ciekawym rozwinięciem tego, co miało miejsce w Cymanowskim Młynie, chociaż pojawiają się nowi bohaterowie, otoczeni przez bagienne tajemnice.

Dwa typy pisarskie nieźle się w tej powieści uzupełniły. Jedna osoba stworzyła świetną bazę, czy też podstawę obyczajową ciekawej historii, a druga uzupełniła tę historię odrobiną strachu i niewytłumaczalnych logicznie sytuacji, dodając sporą garść kryminału.

(…) Adam patrzył na scenę jak z gangsterskiego filmu i zastanawiał się, co do jasnej cholery poszło nie tak. Przecież ci od Kudłatego mieli zaczaić się na drodze dojazdowej do Cymanowskiego Młyna i tam czekać, aż Adam w swoim aucie będzie wiódł bandytów z Trójmiasta w pułapkę. (…)

Polecam tę powieść miłośnikom zarówno powieści obyczajowych jak i horroru. Oczywiście ktoś, kto zaczytuje się w kryminałach również znajdzie w niej sporo dla siebie.

Polecam tę powieść miłośnikom zarówno powieści obyczajowych jak i horroru. Oczywiście ktoś, kto zaczytuje się w kryminałach również znajdzie w niej sporo dla siebie.

Dziękuję AutoromWydawnictwu FILIA za propozycję przeczytania tej książki i trzymam mocne kciuki za to, aby książka znalazła jak najwięcej czytelników. Czytelnicy Magdaleny Witkiewicz mają bowiem okazję poznać autorkę w trochę innej odsłonie powieści, a miłośnicy Stefana Dardy również mogą poznać inne oblicze swojego ulubionego pisarza. Zapraszam zatem na Kaszuby.

ZBAWICIEL – Leszek Herman

Leszek Herman jest mieszkańcem Szczecina. Z wykształcenia jest architektem, projektantem i współwłaścicielem szczecińskiej Pracowni Projektowej Konserwacji Zabytków. W latach 1993–1995 był autorem cyklu artykułów dla „Gazety Wyborczej” o niezwykłych budynkach i miejscach w Szczecinie i na Pomorzu, ilustrowanych własnymi odręcznymi rysunkami. Od 2005 roku razem z bratem prowadzi autorską pracownię projektową. Prywatnie jest miłośnikiem tajemnic historycznych i architektonicznych, historii sztuki, dobrej książki, roweru, jazdy konnej i spotkań przy piwie z przyjaciółmi. Do tej pory ukazały się cztery jego powieści: „Sieci widma”, „Biblia Diabła” (Muza, 2018), „Sedinum” (Muza, 2015) oraz „Latarnia umarłych” (Muza, 2016). 

Zbawiciel to współczesny kryminał miejski, którego fabuła umiejscowiona została w Szczecinie i Kopenhadze, w którym w dziennikarskie śledztwo bardzo sprytnie zostały wplecione wątki historyczno-architektoniczne.

PREMIERA KSIĄŻKI 14 PAŹDZIERNIKA 2020

Wydawnictwo MUZA.SA

stron 606

Na szczecińskiej Łasztowni, wielkiej wyspie położonej naprzeciwko starego miasta w Szczecinie, w czasie prac budowlanych odnalezione zostają dziwne przedmioty związane najprawdopodobniej jeszcze z czasami wojny. Nie byłoby w tym nic osobliwego gdyby nie to, że pracownicy w pewnym momencie natrafiają na dziwne, zalane betonem piwnice. Kilka dni później w czasie koncertu muzyki organowej w katedrze spada na uczestników koncertu, przymocowany pod sklepieniem ładunek z torbą pełną kolorowych płatków kwiatów. Nikt nie traktuje tego poważnie do momentu, kiedy media otrzymują  e-mail z groźbami pod adresem deweloperów, w którym znajduje się również dziwny szyfr. W następstwie tego maila dochodzi do katastrofy budowlanej, gdzie nagle przewraca się rusztowanie. Najdziwniejsze jednak jest to, że na miejscu również pojawiają się płatki kwiatów. Równocześnie w redakcji „Dziennika Szczecińskiego” dochodzi do rozłamu personalnego spowodowanego ostatnimi wydarzeniami. Paulina i Piotr postanawiają przeprowadzić prywatne śledztwo, a w rozwiązaniu tajemniczego szyfru pomaga im przyjaciel, architekt Igor. Niestety sytuacja z dnia na dzień staje się coraz bardziej niebezpieczna. Kto stoi za zamachami bombowymi w Szczecinie? Kim jest tajemniczy młody mężczyzna zatrudniony jako nurek na jachcie przyjaciół Pauliny i Igora? Kim jest tajemniczy terrorysta podpisujący się jako  Heiland der Welt?

Początek książki nie przyciągnął mojej uwagi tak, jak na to liczyłam, chociaż nie mogę powiedzieć, że mnie nudził. Ale czasami człowiek ma lepsze i gorsze dni i nie zawsze wszystko dociera do niego tak jak powinno. Jednak po około 120 stronach fabuła jakby „ruszyła z kopyta”. Zaczęło się dziać i wiele i ciekawie i już wtedy wiedziałam, że trudno mi będzie odłożyć książkę chociaż na chwilę.

(…) – Marcin! – Paulina pobiegła za nim. – Mamy podejrzenie, że to ma coś wspólnego z wybuchem w katedrze. (…) – Znaleźliśmy na tych zawalonych rusztowaniach takie same płatki kwiatów, jakie były w katedrze. Poza tym na zdjęciach internautów widać je w czasie, gdy lecą rusztowania. (…)

Rozdziały są ułożone przemiennie, mamy więc współczesność i przeszłość związaną z wydarzeniami II wojny światowej. I tu muszę przyznać, że ciekawość sięga momentami zenitu, bo chociaż dokładnie wiemy co działo się w czasie wojny, to zdajemy też sobie jednak sprawę z tego, że pozostało po tym okresie wiele tajemnic.

Równolegle z tajemniczymi wydarzeniami w Szczecinie, pojawia się wątek dotyczący dziwnego zniknięcia młodego człowieka w Kopenhadze. I tak, czytelnik jest jakby w dwóch miejscach jednocześnie zastanawiając się czy oba te epizody mają ze sobą coś wspólnego.

Końcówka książki to dosłowny wyścig z czasem, bo ciekawość sięga maksimum i chce się jak najszybciej dotrzeć do końca. (Oczywiście jest to często kosztem oczu, które nie wytrzymują intensywnego i długiego wpatrywania się w tekst książki.)

Nie da się ukryć, że autor ma sporą wiedzę architektoniczną, która dorównuje dość obszernej wiedzy historycznej. Dla laika, pewne opisy związane z planami geodezyjno-architektonicznymi mogą być niezrozumiałe, ale dodają fabule autentyczności i realności.

Efektownie przedstawieni bohaterowie są chyba tylko dodatkiem do fabuły, która chociaż trochę zagmatwana, bardzo przyciąga. A gdy dodamy do tego dialogi, które są często dość ciekawym efektem dyskusji, czasami prowadzonej umiejętnie, przez profesjonalistów różnych dziedzin, po momentami humorystyczne rozmowy w grupie przyjaciół, to myślę, że nie trzeba już dodawać nic innego, aby zachęcić do sięgnięcia po tę lekturę.

Są momenty grozy, są momenty spokojne, są momenty z nutką humoru, czyli… dla każdego coś miłego.

(…) Oboje wstrzymali oddechy i prawie w tym samym momencie po drugiej stronie płotu pojawiła się postać w kapturze. Wspięła się na furtkę i zeskoczyła z niej na zewnątrz. Paulina poczuła ciarki na plecach. Postać ubrana była w ciemne luźne spodnie, chyba od dresu, i bluzę z głęboko naciągniętym na głowę kapturem. (…)

Muszę jednak dodać jeszcze, że styl jakim pisze autor jest bardzo… obrazowy, wręcz malowniczy. A po opisach miasta, jego zabytków, miejsc czy budowli, człowiek ma ochotę wsiąść w pociąg i pojechać zobaczyć te wszystkie miejsca w Szczecinie. I myślę, że jak sytuacja się w naszym kraju unormuje, to z przyjemnością odwiedzę to miasto.

(…) Morze było całkiem spokojne. Gładka jak stół granatowa płaszczyzna migotała w promieniach powoli zbliżającego się do horyzontu słońca. Na zachodzie niebo zaczynało zmieniać barwę. Na bezchmurnym błękicie pojawiły się pierwsze żółte i pomarańczowe refleksy niczym maźnięcia pędzla na obrazie impresjonisty, a morze na samym brzegu widnokręgu pociemniało granatowo. (…)

Nie jest to lektura z tych lekkich, łatwych i przyjemnych, które czyta się dla czystego relaksu. Jest to lektura, moim zdaniem z tych z wyższej półki. Nie ma tu infantylnych zachowań bohaterów, a większość jest poważne i rzeczowo ujęte.

Polecam tę powieść miłośnikom dobrych kryminałów i miłośnikom historii. Myślę, że bez względu na płeć, każdy znajdzie w niej coś dla siebie ciekawego. Nie czytałam poprzedniej książki tego autora ale przeczytałam Biblię diabła, która dość mocno mną wstrząsnęła, dlatego zdecydowałam się na sięgnięcie po tę lekturę. I… chyba mam sporo do nadrobienia.

Dziękuję Wydawnictwu MUZA.SA za propozycję przeczytania tej powieści, profesjonalnej i ciekawej. Myślę, że jak ktoś zdecyduje się na przeczytanie jej, nie pożałuje swojego wyboru.

W CIENIU ZŁA – Alex North

Alex North… urodził się w Leeds w Anglii, gdzie obecnie mieszka ze swoją żoną i synem. Jest brytyjskim pisarzem kryminalnym, który wcześniej publikował pod innym nazwiskiem. I tyle. Lubię wiedzieć nieco więcej o autorze książki, którą aktualnie czytam, ale niestety nawet wydawnictwo, które zdecydowało się wydać książkę tego autora nie ma zbyt wielu informacji na jego temat. Autor stara się być anonimowy, tylko jak długo mu się to uda?

W cieniu zła to thriller psychologiczny.

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA

PREMIERA KSIĄŻKI 28 PAŹDZIERNIKA 2020

Wydawnictwo MUZA.SA
stron 414

Paul po dwudziestu pięciu latach nieobecności przyjeżdża do miasteczka, w którym się urodził i wychował. Gdyby nie choroba jego matki, pewnie szybko nie zdecydowałby się wrócić do miejsca, które kojarzyło mu się jedynie ze smutkiem, strachem, żalem. Kiedyś Charlie Crabtree, jego kolega, brutalnie zabił innego kolegę z klasy, a potem zniknął bez śladu. Mimo upływu lat, Paul cały czas dobrze pamięta tamten okres i to co się wtedy stało. Ku swojemu przerażeniu odkrywa, że mroczna przeszłość się powtarza, w okolicy dochodzi do serii morderstw zainspirowanych zbrodnią sprzed lat. Kto stoi za tymi morderstwami? Czy Charlie zniknął, ale nadal żyje i teraz stara się omamić chorymi myślami innych? Dlaczego w miejscu zbrodni pojawiają się czerwone ślady rąk, co mają symbolizować czerwone ręce? Kim jest czający się w lesie mężczyzna w wojskowej kurtce?

CZERWONE RĘCE, CZERWONE RĘCE, WSZĘDZIE CZERWONE RĘCE…

 Pierwsza książka tego autora Szeptacz zaskoczyła mnie, przeraziła i zachwyciła jednocześnie, dlatego nawet się nie zastanawiałam nad tym, czy sięgnąć po kolejną.

Fabuła tej książki przykuwa uwagę już od pierwszych stron, chociaż autor powoli buduje napięcie serwując wątki raz bardzo spokojne, obyczajowe, by po chwili przenieść czytelnika w te mocne, mroczne, powodujące szybsze bicie serca.

(…) Zobaczyli sześciokątną polanę ze skalistym, ale w miarę równym gruntem. Dookoła rosły drzewa i gęste zarośla. Panowała mroczna atmosfera, miejsce wydawało się niemal idealne na odprawianie jakichś okultystycznych ceremonii. Ślady tego, co się tutaj wydarzyło, jeszcze wzmacniały pierwsze wrażenie. (…)

Rozdziały są podzielone na przeszłość i teraźniejszość, ale bardzo ciekawie uzupełniają się wzajemnie, jeśli chodzi o kolejność wydarzeń.

Paul, główny bohater z „kiedyś” i z „teraz” sentymentalnie wspomina czas swojej młodości, pierwszą miłość, fascynację nieustraszonym, choć trochę dziwnym kolegą, pierwszą wakacyjną pracę i… rodziców. I to ostatnie było dla mnie dość zagadkowe; bo chociaż doskonale rozumiałam chęć ucieczki chłopca z miasteczka, które kojarzyło mu się tylko z tragedią sprzed lat i ucieczką chłopca od ojca, który nigdy nie potrafił okazać rodzicielskiego zainteresowania synem, to nie mogłam zrozumieć ucieczki w obojętność, od matki.

(…) Ciekawe, jak rozwinęłaby się nasza relacja, gdyby Charlie i Billy nie popełnili tej strasznej zbrodni. W którą stronę potoczyłoby się moje życie? Jak wyglądałyby ostatnie chwile spędzone z matką? (…)

Ciekawym i dość zagadkowym w tej powieści jest wątek dotyczący snów. Kiedy ktoś stara się wpłynąć na sen i doprowadzić do tego, żeby stał się kontrolowany, to w pewnym momencie trudno mu będzie odróżnić jawę od snu. To właśnie przytrafiło się głównemu bohaterowi.

Po kilku zapowiedziach tej lektury, spodziewałam się bardzo, bardzo mrocznej fabuły i chociaż w trakcie czytania okazało się, że jest mniej mrocznie, to nie ukrywam, że trudno mi było oderwać się od stron książki. Owszem, były momenty grozy i strach podświadomie wnikał we wszystkie zakamarki mojego umysłu, ale po chwili fabuła „zwalniała”, „pokorniała”, zamieniając grozę w emocje związane ze wspomnieniami, często nawet mocno wzruszające.

(…) Otworzyła akta sprawy i od razu przysunęła się bliżej ekranu: nie wierzyła własnym oczom. Patrzyła na zdjęcie z dawnych czasów, które równie dobrze mogło zostać zrobione dzisiaj po południu w Featherbank. Były na nim plac zabaw oraz martwe ciało, które leżało pod żywopłotem, jakby ktoś próbował je nieudolnie ukryć. Na ziemi znajdowały się setki odcisków zakrwawionych dłoni. (…)

Nie wiem czy bardziej pasuje do tej książki określenie thriller psychologiczny czy thriller kryminalny, bo zarówno kryminału jak i psychologii jest tutaj sporo. Jedno wiem na pewno, autor postarał się, żeby była to bardzo smutna książka.

Zatem jeżeli ktoś decydując się na przeczytanie tej lektury spodziewa się BAAARDZO mrocznego, paraliżującego wręcz thrillera, to może się lekko rozczarować. Co nie znaczy, że nie powinien tej książki przeczytać, bo jest z całą pewnością dość wciągająca. Ale przecież są różne gusty czytelnicze, i każdy z nas odbiera książkę na swój sposób.

Polecam tę powieść jednak czytelnikom o mocnych nerwach, bo są momenty dość przerażające, ale polecam ją szczególnie osobom preferującym powieści psychologiczne, bo tej psychologii jest tutaj chyba jednak więcej. To dobry kryminał, ciekawy w swej istocie thriller, i spora dawka obyczaju. Myślę, że kto sięgnie po tę książkę, nie pożałuje wyboru bez względu na to jak się do niej nastawi. Nie da się jednak ukryć, że jak się już zacznie czytać, to trudno się oderwać.

Dziękuję Wydawnictwu MUZA.SA za propozycję przeczytania książki przed premierą i jestem więcej niż pewna, że z przyjemnością sięgnę po każdą kolejną książkę tego autora.

MORDERCÓW TROPIMY W CZWARTKI – Richard Osman

Richard Thomas Osman urodził się w 1970 roku w Billericay, Essex w Anglii. To angielski prezenter telewizyjny, producent, aktor, reżyser i pisarz, najbardziej znany, jako twórca i współpracy prezenter BBC One i z telewizyjnych teleturniejów Pointless. Pracował również w Hat Trick Productions  oraz, był dyrektorem kreatywnym  firmy produkującej programy telewizyjne dla Endemol UK. „Morderców tropimy w czwartki” to debiut literacki Osmana, do którego Viking Press nabyło prawa do ekranizacji.

Morderców tropimy w czwartki to komedia kryminalna.

PREMIERA KSIĄŻKI 14 PAŹDZIERNIKA 2020

Wydawnictwo MUZA.SA
stron 446

W Kent, luksusowej wiosce dla emerytów, w każdy czwartek czterech mieszkańców zbiera się, aby zbadać sprawy przestępcze, których rozwiązanie zostało umorzone. Kiedy społecznością seniorów wstrząsa wiadomość o śmierci dewelopera, klub detektywów amatorów jest w siódmym niebie. Nareszcie trafia się im sprawa, którą mogą się zająć Tu i Teraz. W swoje plany detektywistyczne wciągają młodą policjantkę i jej przełożonego, bo w jakiś sposób muszą mieć dostęp do policyjnych akt. Błyskotliwi staruszkowie bardzo angażują się w śledztwo, a kiedy ginie kolejna osoba są przekonani, że rozwiązywanie zagadek kryminalnych to już nie jest dla nich tylko rozrywka. Kto pierwszy rozwikła zagadkę tajemniczej śmierci dewelopera, policja czy członkowie Kluby Zbrodni? Kto i dlaczego chce zlikwidować stary cmentarz, na którym spoczywają ciała nie tylko zamieszkałych niegdyś na terenie Kent sióstr zakonnych? Dlaczego seniorom tak bardzo zależy na zachowaniu cmentarza?

Kto twierdzi, że starość jest nudna? Kto twierdzi, że na emeryturze trzeba siedzieć tylko i oglądać seriale w telewizji? Kto twierdzi, że starość jest smutna?

Z całą pewnością nie ONI, bo spotykają się w każdy czwartek w Klubie Zbrodni przy winie lub dobrym drinku i rozwiązują stare sprawy.

Kiedy słyszę „komedia kryminalna” to już wiem, że to jest książka, którą chcę przeczytać. Jeżeli znacie Zofię Wilkońską (Kółko się pani urwało – Jacka Galińskiego) czy Emerycką Szajkę (Cathariny Ingelman-Sundberg) to z całą pewnością pokochacie czwórkę seniorów z Kent.

(…) Przed bramą, za którą rozpoczyna się ścieżka do Ogrodu Wiecznego Odpoczynku, stoi dwadzieścia krzeseł. Właściwie są to głównie leżaki, ale z uwagi na plecy Miriam przyniesiono także krzesło z twardym oparciem. Tworzą nietypową, lecz skuteczną barykadę (…) Ian patrzy na stoliki piknikowe, lodówki turystyczne i parasole. (…) Obrona Ogrodu Wiecznego Odpoczynku stanowi jedynie dodatek, dla większości mieszkańców to po prostu uliczna impreza w letnim słońcu. (…)

Książka jest debiutem autora, ale myślę, że bardzo udanym i to nie tylko dzięki ciekawej fabule, ale również dość specyficznej narracji, która tak jak fabuła nie pozwala na nudę. Jedne rozdziały zostały napisane w pierwszej osobie czasu przeszłego, tak aby czytelnik miał wrażenie, że rozmawia z nim osoba siedząca naprzeciwko niego. Inne rozdziały mają narrację w trzeciej osobie czasu teraźniejszego, przypominając swoim przekazem coś, w rodzaju scenariusza.

(…) Próbujemy więc rozwiązać zagadkę dwóch, a może nawet trzech morderstw, jeżeli szkielet też został zamordowany. (…) Czy szkielet jest osobą? To już pytanie do mądrzejszych ode mnie. (…)

Nie wiem czy można kryminał określić słowem „ciepły”, ale ja tak właśnie chciałabym powiedzieć o tej powieści. Być może jest to zasługa czwórki emerytów, którzy z nudów zajmują się sprawą kryminalną.

Nie ma tutaj przeklinających, brutalnych w swoim zachowaniu i konsekwentnych w działaniach policjantów. Są jednak spokojni, a jednocześnie energiczni seniorzy lubiący rozwiązywać zagadki kryminalne popijając dobry alkohol. I chociaż policji nie zawsze jest na rękę, że ktoś wtrąca się w śledztwo, to myślę, że „współpraca” z czwórką emerytów, którzy są zawsze „krok do przodu” bynajmniej nie przeszkadza w śledztwie.

(…) Po co? Jakie macie dowody, oprócz nieoficjalnego przyznania się do winy, jakie usłyszeliście od nas dziś wieczorem? Obraz czwórki podejrzanych, którzy z radością staną przed sądem i z uśmiechem na twarzach będą udawać, że pomylili sędzię z własną wnuczką, i pytać, dlaczego ich częściej nie odwiedza. Wszystko to będzie trudne, kosztowne, czasochłonne i do niczego nie doprowadzi. (…)

Ta książka to nie tylko kryminał, chociaż fabułę stanowi intryga kryminalna, a właściwie kilka takich intryg. To powieść o przyjaźni, zaangażowaniu w to co się robi i sprycie, którego często brakuje zwykłym policjantom.

Prowadzenie dochodzenia przez czwórkę detektywów amatorów jest dość bystre, błyskotliwe, i bardzo wyrafinowane. A główni bohaterowie, to osoby nieco zabawne, ale też bardzo inteligentne. Nie można ich NIE pokochać, chociaż czasami wydają się nieco natrętni i infantylni w swoim zachowaniu.

Akcja powieści nie toczy się szybko, nie przypomina jazdy rollercoasterem, wręcz przeciwnie, jest spokojna, ale bardzo wyważona, co jednak nie powoduje nudy.

Błyskotliwa fabuła z ciekawą intrygą kryminalną, w połączeniu z inteligentnymi i zabawnymi, a do tego świetnie wykreowanymi osobowościowo bohaterami, a do tego ciepła i mądra, z wciągającymi dialogami… czy trzeba czegoś więcej dla dobrego relaksu?

Z całą stanowczością mogę przyznać, że mimo iż narracja niektórych rozdziałów nie należy do moich ulubionych, to trudno mi było oderwać się od stron książki i polecam tę książkę każdemu, od nastolatka po seniora, bez względu na wiek i płeć.

Dziękuję Wydawnictwu MUZA. SA za propozycję przeczytania książki, dzięki której poznałam kolejnego interesującego autora i nie ukrywam, że będę wypatrywała jego kolejnych książek.

ORGANISTA Z MARTWEJ WSI – Danuta Chlupowa

Danuta Chlupová jest Polką, lecz od urodzenia mieszka w Czechach. Jej małą ojczyzną jest Zaolzie – część Śląska Cieszyńskiego, która przed blisko stu laty została włączona do ówczesnej Czechosłowacji.
Z wykształcenia ekonomistka, z zawodu i zamiłowania dziennikarka, mieszka z rodziną w spokojnym miejscu pod lasem, w którym w czasie wojny rozegrały się dramatyczne wydarzenia. Laureatka Konkursu Literacki Debiut Roku 2017 za powieść „Blizna”.

Organista z martwej wsi to dramat polityczno-psychologiczno-obyczajowy, którego fabuła rozmieszczona została na przełomie wielu lat w Zaolziu, karwińskim zagłębiu węglowym.

RECENZJA P R Z E D P R E M I E R O W A

PREMIERA KSIĄŻKI 25 LISTOPADA 2020

Wydawnictwo NOVAE RES
stron 324

 Są lata pięćdziesiąte. Teodor jest wiejskim organistą i nauczycielem w szkole na Zaolziu. Jest szczęśliwym mężem i ojcem kilkuletniego, również jak on uzdolnionego muzycznie syna. Jego najlepszy przyjaciel coraz częściej zagląda do kieliszka, co dość brutalnie odbija się na jego żonie. Teodor stara się pomóc przyjaciółce jak może, niestety jest to źle postrzegane przez jej męża. Kiedy podczas szamotaniny przypadkowo przyjaciel Teodora spada ze schodów ginąc na miejscu, władze komunistyczne przekształcają ten nieszczęśliwy wypadek w zabójstwo z premedytacją na tle politycznym i Teodor trafia na długie lata do więzienia. Życie wiejskiego organisty rozpada się na milion kawałków. Po wyjściu z więzienia mężczyzna nie potrafi odnaleźć się w nowej rzeczywistości, ale na szczęście jest muzyka, która pomaga mu przetrwać. Kiedy spotyka pewnego dnia autystycznego chłopca, coś w życiu Teodora zaczyna się zmieniać. Czy kontakt z uzdolnionym muzycznie chłopcem pozytywnie wpłynie na Teodora i jego stosunki z najbliższymi – żoną i synem? Czy wyjdzie na jaw prawda dotycząca nieszczęśliwego wypadku mającego miejsce dawno temu? Czy wdowa po zmarłym przyjacielu Teodora kiedyś wybaczy mu to, że z jego ręki zginął jej mąż? Jak potoczą się losy dzieci zwaśnionych rodziców?

Kiedy wzięłam do ręki te książkę, nie myślałam, że wzbudzi ona we mnie takie emocje. Lata powojenne znam jedynie z opowiadań, ale polityka i prawda dotycząca zakłamania politycznego, w moim domu były na porządku dziennym.

Co mnie przyciągnęło od samego początku, to muzyka, której jest w tej powieści sporo i która została przez autorkę „pokazana” tak, że momentami można było ją usłyszeć, gdy pozwalała na to wyobraźnia, oczywiście.

(…) Improwizował. Wyciskał z instrumentu burzę dźwięków. Muzyka przybierała na sile. Po raz kolejny przetwarzał na tony emocje, z którymi nie umiał sobie poradzić. (…)

W tej powieści autorka bardzo wyraźnie przedstawia zakłamaną propagandę polityki ukazując ziejących nienawiścią ludzi do tych, którzy odważyli się mieć inne poglądy. Pokazuje jak zwalczany był przez komunistów kościół i ludzie wierzący wówczas w Boga. Autorka przybliża czytelnikowi zmiany jakie dokonywały się zarówno w Polsce jak i w Czechosłowacji zwłaszcza przemiany polityczne na przełomie lat 1953 – 1970, zabierając czytelników do Zaolzia, karwińskiego zagłębia węglowego.

Czytając opowieść znanego muzyka (syna Teodora)  czytelnik przenosi się w miejscach i w czasie. Raz jest w roku 2018, czy 2019 w Krakowie, by następnie przenieść się do miejscowości Dwory i roku 1953, lub do więzienia w Valdicach i roku 1954. Takie przeskoki czasowe, dają możliwość spojrzenia na pewne wydarzenia zarówno polityczne jak i życiowe dotyczące bohaterów, z różnych punktów widzenia.

Autorka porusza w swojej powieści wiele trudnych i bolesnych zarazem tematów. Pokazuje na przykładzie dwóch różnych wiekowo osób, samotność dzieci. Jedno z nich pozbawione jest fizycznej obecności rodzica, który przebywa w więzieniu, a drugie pozbawione jest uczuciowej obecności swojego rodzica zbyt często sięgającego po alkohol.

(…) Sabiną wstrząsnął deszcz – nie tylko dlatego, że wiatr wdzierał się pod jej niezbyt ciepłą kurtkę. To była scena jak z thrillera: syn zabójcy i córka ofiary razem pochylali się nad grobami swoich ojców. Wyglądali przy tym tak krucho, tak bezbronnie, że dziewczynie łzy napłynęły do oczu. (…)

Widzimy jednak tutaj również jak wielką siłę potrafi dać muzyka. Na przykładzie ojca i syna, a później również chłopca zmagającego się z autyzmem, możemy dostrzec jak wielką moc ma muzyka, w której człowiek może zatracić się mimo bólu, samotności, złości czy tęsknoty.

Spoglądając przez pryzmat powieści i historii ludzi w niej przedstawionych, na tradycyjny obraz polskiej rodziny, mamy okazję przekonać się jak silna potrafi być miłość i wiara w drugiego człowieka. Tu mam na myśli zwłaszcza żonę Teodora, człowieka zdradzonego przez przyjaciół, upokorzonego przez ustrój polityczny i oszukanego przez własne sumienie. Człowieka, dla którego odpowiedzialność za kogoś obcego zaczynała mieszać się z głębszym uczuciem.

Bardzo ciekawie ukazany jest w powieści obraz autystycznego chłopca zmagającego się z zespołem Aspergera. Obraz zarówno jego samego, jak i opiekującej się nim matki, która w obliczu braku fachowej diagnostyki lekarskiej musi borykać się z ciężarem umysłu własnego syna. Gdyby wtedy, w tamtych latach, dziecko zostało zdiagnozowane, z pewnością uniknęłoby wielu przykrości ze strony innych ludzi. Chociaż, wydaje mi się, że nawet dzisiaj wielu ludzi nie potrafi odnieść się do tego tak jak powinno, chociaż coraz więcej mówi się o spektrum autyzmu zarówno w mediach jak i w różnych środowiskach.

Czasami jakieś jedno zdarzenie, jakiś jeden impuls, może zmienić życie wielu ludzi. Człowiek staje się narzędziem w rękach własnego sumienia, systemu, innych ludzi, czy losu, który z niego zadrwi tak jak zadrwił z bohatera tej książki, człowieka zdradzonego przez przyjaciół, upokorzonego przez ustrój polityczny i oszukanego przez swoje sumienie. Człowieka dla którego odpowiedzialność za kogoś obcego zaczynała mieszać się z głębszym, niezrozumiałym nawet dla niego uczuciem.

(…) W ustach dziewczyny wzmianka o więzieniu zabrzmiała tak naturalnie, że Teodor wcale nie czuł zażenowania. Pomyślał, że czasem jeden uśmiech, spotkanie z jedną przyjazną osobą, mogą czynić cuda. Dzień, który rozpoczął się od konfrontacji z gorzką prawdą, nagle się rozjaśnił. (…)

Organista z martwej wsi to powieść w powieści. Mamy tutaj bowiem wątek współczesny jak i wątek dotyczący przeszłości. Narracja przenosi czytelnika w różne miejsca i do różnych osób. I chociaż nie wszystkie wątki łączą się w całość, to całkiem dobrze się wzajemnie uzupełniają.

Polecam tę pełną muzyki i empatii powieść zmuszającą do refleksji, opowieść o zwykłym/niezwykłym człowieku który dla dobra innych, obcych mu ludzi, potrafił poświęcić siebie i swoją rodzinę, zbliżając się do obcych odsuwał się od najbliższych.

Polecam tę powieść gorąco, zarówno osobom które młodość mają już dawno za sobą, jak i bardzo młodym czytelnikom, którzy będą mieli okazję poznać kawał dobrej powojennej historii. Mnie przeczytanie tej książki zajęło dwa dni, a to chyba świadczy zdecydowanie na plus.

Ciekawi osobowościowo bohaterowie, wciągające dialogi i historia komunizmu o jakiej długo nie wolno było mówić. A przy tym wszechobecna muzyka, która jest wprawdzie tylko dodatkiem do fabuły, ale jakże ważnym dodatkiem.

To jest opowieść o samotności i o miłości. O walce ze sobą i z ludźmi.

Polecam tę pełną muzyki i empatii powieść zmuszającą do refleksji, opowieść o zwykłym/niezwykłym człowieku który dla dobra innych, obcych mu ludzi, potrafił poświęcić siebie i swoich najbliższych.

To nie jest książka lekka, łatwa i przyjemna, chociaż czyta się ją szybko i trudno oderwać się od jej stron. Z całą pewnością jest to lektura z tych, które na długo pozostają w głowie czytającego.

Dziękuję Autorce i wydawnictwu Novae Res za możliwość przeczytania tej powieści jeszcze przed premierą. Myślę, że fabuła tej książki długo zostanie w mojej pamięci.

Napisz do mnie

Listopad 2020
P W Ś C P S N
« Paź    
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
30  

Książki które przeczytałam

Recenzje moich książek

  • Leśniczówka
  • Pamiątka z Paryża
  • Jutra nie będzie
  • Lawenda
  • Płacz wilka
  • Carpe Diem
  • Listy do Duszki
  • Muzyka dla Ilse
  • Dziewczyny z Ogrodu Rozkoszy
  • Kołysanka dla Łani

Znajdziesz mnie również na

lubimyczytać.pl granice.pl booklikes.com nakanapie.pl sztukater.pl instagram.com/ewfor/ facebook.com/KsiazkiIdy/