Recenzje książek

PRZEKRĘT – Paulina Świst

Paulina Świst, to autorka gorących kryminalnych bestsellerów, trzyma swoją prawdziwą tożsamość z tajemnicy. Wiemy o niej, że świetnie pisze, a na co dzień prowadzi kancelarię adwokacką we Wrocławiu. Urodziła się w 1986 roku w Gliwicach. Jest absolwentką prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Zawodowo jest czynnym adwokatem, specjalizującym się w prawie karnym. W swojej karierze pełniła rolę obrońcy w wielu postępowaniach sądowych, od spraw drobnych kradzieży, aż do przestępczości zorganizowanej. Jest pasjonatką piłki nożnej, Long Island Iced Tea i wojennych gier komputerowych. Uwielbia szybką jazdę na wszystkim, co ma przynajmniej dwa koła.

Przekręt to kolejna część serii kryminalnej, po „Karuzeli” i „Sitwie”. Moim zdaniem to kryminał erotyczny lub inaczej erotyk kryminalny. Jak zwał, tak zwał, ale nie wiem czego w tej książce jest więcej erotyki czy kryminału.

PREMIERA KSIĄŻKI 03 CZERWCA 2020

Wydawnictwo AKURAT
stron 317

Prokurator Bartłomiej Torbicki dostaje awans do Prokuratury Okręgowej, żeby pomóc prokuratorowi Zimnickiemu w rozpracowaniu Sitwy. W policji w Gliwicach pojawia się nowa funkcjonariuszka, Pola Szydłowska. W akcji, którą dowodzi Radek Wyrwa, udaje się zgarnąć jednego z członków Sitwy. Bartek i Pola spotykają się przypadkowo w prokuraturze, nie jest to szczęśliwe spotkanie bowiem dziesięć lat wcześniej byli parą, która zakończyła swój związek z wielkim hukiem. „Zimny” czyli prokurator Zimnicki wysyła dwoje swoich współpracowników, oraz Polę i Bartka do Wrocławia, żeby zbadali tajemniczą sektę, która być może jest kluczem do rozgryzienia Sitwy. Czy uda się im dopaść grube ryby szajki przestępczej czy tylko złapią płotki? Czy Pola i Bartek znów będą parą, czy ich związek okaże się jednak bez przyszłości?

Przyznam szczerze, że jest to moje pierwsze spotkanie z tą autorką i sięgnęłam po książkę głównie z dwóch powodów. Jednym jest oczywiście ciekawość, jak pisze jedna z najgłośniejszych w ostatnich czasach młoda polska pisarka kryminałów? A drugim miłość do kryminałów. Zdecydowanie jednak muszę powiedzieć, że chociaż fabuła książki wciągnęła mnie bardzo to…

No cóż… Wiem, że wulgaryzmy w książkach były, są i będą, szczególnie jeżeli bohaterami są gangsterzy albo policjanci, ale jak dla mnie wulgaryzmy w tej książce są rozsiane jak mlecze na wiosennej łące. Widać, że autorka jest bardzo zaznajomiona z „polską łaciną”. Tylko na jednej stronie naliczyłam aż osiem bardzo wulgarnych słów. Jak dla mnie to trochę aż nadto.

Narracja jest w pierwszej osobie czasu przeszłego, co lubię, bo wówczas mam wrażenie, że jestem bezpośrednim słuchaczem, a ten ktoś kto mówi, rozmawia właśnie ze mną.

 Rozdziały w książce są krótkie i zostały napisane przemiennie. Raz czytelnik jest w centrum tego co mówi i myśli policjantka Pola, a raz tego co mówi i myśli prokurator Bartek.

Muszę przyznać, że oboje są dość specyficzni. Niby nawzajem się uzupełniają, chociaż jest to dość dziwny związek. Niby ciągle się o coś oskarżają, obrzucają się wyzwiskami, a wystarczy jedna chwila, a gotowi są uprawiać ze sobą dziki seks. Taki bez nuty romantyzmu.

W fabułę kryminalną jest wpleciony bowiem układ: były chłopak – była dziewczyna i choć żadne z nich nie należy do samotników partnerskich i ich związek dawno się skończył, to wciąż dominuje u obojga ta siła seksualnego przyciągania.

I tak jak wspomniałam na początku, nie wiem, czy więcej jest w tej fabule wątku kryminalnego, czy dzikiego erotyzmu.

Wątek kryminalny jest bardzo ciekawy, nagłe zwroty akcji są motorem całej historii kryminalnej jaka odgrywa się na stronach powieści. A fabuła jest poprowadzona dość ostro. I tu muszę przyznać, że bardzo mnie wciągnęło. Myślę jednak, że gdyby nie było w tej powieści tylu stron poświęconych erotycznej stronie głównych bohaterów, to nie byłaby to powieść tylko opowiadanie kryminalne.

(…) Złapałem ją za głowę i lekko przycisnąłem do poduszki, więc nie dotarła do mnie dalsza część pyskówki. Drugą ręką, tym razem nieco mocniej znów strzeliłem ją batem w tyłek. (…)

Nie wiem, czy między Paulą a Bartkiem była toksyczna miłość, ale z całą pewnością brutalność seksu jaki uprawiali, nie świadczy o normalnym, zdroworozsądkowym związku. Zawsze myślałam, że kobiety podchodzą do związku bardziej emocjonalnie, uczuciowo, tak jak pomyślała Pola na początku:

(…) Nie było szans, żebym mogła się opanować, żeby mu się oprzeć. Wiedziałam, że tak będzie, kiedy tylko się spotkamy. Dlatego tak bardzo unikałam jakiegokolwiek kontaktu. Kiedy tylko zaczął mnie dotykać, od razu przestałam myśleć głową. (…)

No cóż, może szkoda że nie jestem erotomanką, bo może lepiej zrozumiałabym postępowanie głównych bohaterów.

Ponieważ zaczęłam od trzeciego tomu, dość ciężko było mi się wcisnąć w świat bohaterów. I nie myślę tutaj o chaosie, który może spotkać każdego, kto czyta powieść nie znając wcześniejszych wydarzeń, o których trochę się jedynie tutaj wspomina. To powodowało, że trochę się gubiłam, bo nie rozumiałam tak do końca co się dzieje (mam na myśli odnośniki do wcześniejszych części). Moim zdaniem, fajnie by było, gdyby autorka w jakiś czytelny sposób wspomniała coś co miało miejsce w poprzednich tomach.

Wiem, że o gustach się nie dyskutuje, dlatego nie będę dyskutowała z osobami, które kochają autorkę i jej książki, jej styl, język i podejście do seksu, pracy w policji czy prokuraturze. Każdemu wolno kochać…

Mnie jednak czegoś tu bardzo brakowało, i czegoś było zdecydowanie za dużo.

Polecam tę książkę miłośnikom Pauliny Świst, chociaż im to chyba polecać nie muszę, bo kupią wszystko co napisze i gratuluję jej rzeszy fanek i fanów w tak młodym wieku. Jednak jeżeli ktoś nie zna jeszcze książek tej autorki, a lubi historie kryminalne w połączeniu z ostrym językiem i zadziornym seksem, to im polecam tę powieść.

Dziękuję wydawnictwu AKURAT za propozycję przeczytania tej książki i myślę, że nazwisko autorki zapamiętam na długo. Czy sięgnę jeszcze kiedyś po którąś z jej książek? Tego niestety nie wiem.

TYSIĄC NOCY BEZ CIEBIE – Federico Moccia

Federico Moccia urodził się w 1963 roku w Rzymie. Jest włoskim pisarzem, scenarzystą, a także reżyserem filmowym. Zadebiutował w 1982 roku jako asystent reżysera przy realizacji Attila flagello di Dio. W roku 1987 spróbował pierwszy raz samemu, reżyserując Palla al centro. Film ten nie został zauważony. Dwa lata później był już zarówno reżyserem jak i autorem scenariusza do projektu College. Serial ten, w którym wystąpiła m.in. miss Italii Federica Moro spotkał się z dobrym przyjęciem. Przez długie lata Moccia współpracował przy produkcji programów telewizyjnych Jako pisarz zadebiutował w roku 1992, a jego pierwsza powieść to Tre metri sopra il cielo.  Nie była to łatwa droga dla pisarza, najpierw znalazł się w tarapatach, nie mogąc znaleźć żadnego domu wydawniczego, który zgodziłby się zainwestować w jej wydanie. Za własne pieniądze udało mu się sfinalizować projekt wydawniczy w mało znanym wydawnictwie Il Ventaglio. Książka ukazała się w niewielkim nakładzie, ale powieść okazała się sukcesem.

Tysiąc nocy bez ciebie to współczesny romans, którego fabuła umiejscowiona została w Rosji, w Rzymie i wielu innych miejscach świata.

PREMIERA KSIĄŻKI 03 CZERWCA 2020

Wydawnictwo MUZA.SA
stron 415

Sofia jest światowej sławy pianistką, szczęśliwą mężatką i piękną kobietą. Kiedy jej mąż ulega wypadkowi i zostaje sparaliżowany od pasa w dół, czule i uczciwie się nim zajmuje. Ale pewnego dnia jej życie zostaje wywrócone do góry nogami, a ona sama spędza pięć dni na wyspie z przystojnym Tancredim – milionerem. Po tym krótkim czasie jej życie staje się wielkim chaosem. Nie postrzega siebie jako pięknej zdolnej pianistki, ucieka wciąż od przeszłości, a w małżeństwie czuje się samotna. Postanawia wyjechać i na kilka miesięcy przenosi się do Rosji, do swojej przyjaciółki i nauczycielki. Po jakimś czasie wraca jednak do męża, ale to małżeństwo nie jest już tym sprzed wypadku, chociaż Andrea odzyskał prawie całkowicie czucie w nogach i znów jest przystojnym mężczyzną, czułym mężem. Kiedy Sofia odkrywa pewien sekret, i dowiaduje się jak bardzo mąż ją oszukał znów opuszcza go wyruszając tym razem na światowe tournée, które pomogła zorganizować jej była nauczycielka Olga. Tymczasem zakochany do szaleństwa Tancredi podąża jej śladem licząc na ponowne spotkanie. Czy uda się milionerowi ponownie zawładnąć sercem i ciałem pięknej pianistki? Co takiego wydarzyło się w życiu męża Sofii podczas kilkumiesięcznej jej nieobecności? Czy Tancredi spełni marzenie swojego życia?

(…) Życie nie jest równaniem matematycznym i kiedy traktuje się je w ten sposób, miesza nam szyki i na końcu nic się nie zgadza. (…) Powierzam się przeznaczeniu, licząc że szykuje dla nas szczęśliwe zakończenie. (…)

Ta książka to moje pierwsze spotkanie z włoskim autorem, który jest podobno rozchwytywanym i bardzo poczytnym nie tylko we Włoszech ale na całym świecie. Nie wiem, że zapełnię biblioteczki jego książkami, ponieważ nie przepadam za narracją w pierwszej osobie czasu teraźniejszego. Brzmi ona dla mnie trochę sztywno i sztucznie i potrafi być niezłą udręką czytającego, nawet gdy fabuła jest wciągająca.

Z tego co się zorientowałam w trakcie czytania, a potem potwierdziły to słowa autora na końcu książki, jest to kontynuacja losów pięknej pianistki.

(…) Gdy podróżowałem po całym świecie, wiele osób prosiło mnie, bym opowiedział dalsze losy Sofii, więc koniec końców, to zrobiłem, ale tylko dlatego, że nadeszła odpowiednia chwila. (…)

Prawie cały czas treści towarzyszy muzyka, jest jej tak wiele, że nie ma wątpliwości, że autor na muzyce się zna, bo włożył spory kawał pracy w to, aby wstawiane utwory nie tylko zaciekawiły wyrafinowaną czytelniczkę/czytelnika, ale żeby zabrzmiały w jej/jego wyobraźni. Myślę jednak, że nie wszyscy czytelnicy będą potrafili to docenić. Bo muzykę trzeba kochać, żeby ją zrozumieć.

(…) Chodzi po mieszkaniu i w końcu, by zabić czas oczekiwania, siada do fortepianu i zaczyna grać Gymnopedie nr 1 Erika Satie. (…)

W tle fabuły głównej tli się jakiś sekret, który rozbudza ciekawość i powoduje, że życie głównej bohaterki staje się zagadkowe i tajemnicze.

(…) Ale nie dowiesz się tego ode mnie. Być może nie dowiesz się tego nigdy, jak mówi Savini, ale to nieważne, trudno. Jeżeli coś ma się wydarzyć, nie chcę, żeby to było spowodowane moimi działaniami i decyzjami. (…)

I chociaż sama fabuła jest dość ciekawa, to dla mnie bohaterowie tej książki byli zbyt irytujący. Sporą część tego co dzieje się na kartach książki jest jedzenie. Bohaterowie ciągle bywają w jakiś restauracjach, a autor ze szczegółami opisuje nie tylko nazwy potraw, ale ich kolory, konsystencje i samki. Przy tym piją ogromne ilości wina. Może to i jest „bardzo włoskie”, ale myślę, że dla przeciętnego polskiego czytelnika może być mało rzeczywiste.

Moim zdaniem autor jest taką męską, włoską wersją Danielle Stell i zdecydowanie większość osób czytających jego książki to kobiety, które marzą o tym, o czym on pisze.

Ale można marzyć o wielkiej, pięknej miłości, bogactwie które jest tak niebagatelne, że trudno to sobie wyobrazić, o urodzie zapierającej dech w piersiach, o wielkiej sławie, ale… kiedy to wszystko jest wyolbrzymione i przesłodzone, to wydaje się bardzo nierzeczywiste. Ale i bajki są nam potrzebne dla relaksu.

Być może sporo czytelniczek pokochało Sofię, mnie ona jednak nie przypadła do gustu. Nie lubię kobiet skupiających się na sobie, na szczęście w końcówce książki poznajemy jej filantropijną i empatyczną stronę. I chociaż starałam się ze wszystkich sił polubić ją tak jak uwielbiali ją wszyscy wokół, to ciągle czułam wobec niej jakieś zahamowania.

Jako miłośniczka muzyki muszę przyznać, że bardzo podobały mi się wątki muzyczne, i chociaż nie wszystkie wymienione w powieści utwory znam, to ta muzyka dosłownie brzmiała mi w uszach przez cały czas czytania.

Moim zdaniem, autor bardzo starał się wejść również w psychikę kobiety, a z pewnością dogłębne poznanie psychiki takiej osoby jak Sofia, kobiety świadomej swojej urody, swojego talentu i swojego bogactwa nie było łatwe, czy mu się to udało? To już może ocenić tylko ten, kto sięgnie po tę powieść osobiście.

Zrelaksowała mnie ta książka, chociaż autor porusza w swojej powieści kilka trudnych tematów, jak zdrada małżeńska, choroba czy niespełniona miłość.

Polecam tę lekturę szczególnie paniom lubiącym lekkie, łatwe i przyjemne romanse. Chociaż przypuszczam, że autor ten ma rzesze swoich wiernych czytelniczek. Z pewnością kiedyś sięgnę jeszcze po jakąś książkę tego autora, chociażby po to, aby przekonać się, czy wszystkie jego powieści są w podobnym stylu.

Dziękuję wydawnictwu MUZA.SA za propozycję przeczytania tej książki i poznanie autora który na kilka dni przeniósł mnie do świata o jakim nawet nie odważę się marzyć.

CZEGO CI NIE MÓWIĘ – Yasmin Rahman

Yasmin Rahman to brytyjska muzułmanka, która urodziła się i wychowała w Hertfordshire. Jako dziecko chciała być listonoszką. Ukończyła studia z pisarstwa kreatywnego na University of Hertfordshire oraz pisarstwa dla młodzieży na Bath Spa University – oba kierunki w wyróżnieniem. Jej opowiadanie Fortune Favours the Bold opublikowało w 2017 roku wydawnictwo Stripes w antologii a Change is Gonna Come. Kiedy nie pisze, tworzy sztukę fanowską związaną z książkami. Jej grafiki są sprzedawane na całym świecie za pośrednictwem strony Johna Greena.

Czego ci nie mówię to debiut tej autorki, powieść z gatunku thriller young adult.

PREMIERA KSIĄŻKI 27 MAJA 2020

Wydawnictwo IUVI
stron 435

Mehreen, Oliwia i Cara to trzy nastolatki. Każda z nich ma dość życia i z tego, czy innego względu chce popełnić samobójstwo, nie ma jednak odwagi zrobić TEGO sama. Dziewczyny nie znają się, ale wszystkie trzy rejestrują się na tajemniczej stronie MementoMori.com. Za pośrednictwem której ma im być udzielona pomoc w kwestii JAK TO ZROBIĆ, oraz przydzielone zostaje im towarzystwo, ponieważ samobójstwo ma zostać wykonane zbiorowo. Zanim jednak to zrobią mają do wykonania zadania przygotowujące je do TEGO. Dziewczyny poznają się i… zaprzyjaźniają. Każda z nich boryka się z innego rodzaju bólem, czy to psychicznym czy fizycznym, ale wspólne spędzanie czasu w pewnym momencie uświadamia im, że nie chcą już się zabić. Niestety wycofanie się z zobowiązania nie jest takie łatwe. Kiedy dziewczyny postanawiają zignorować wiadomości ze strony, w ich życiu zaczynają się dziać dziwne, czasem groźne, czasem kompromitujące rzeczy. Czy uda się im przeżyć, czy jednak zdecydują się na wspólną śmierć? Która z nich jest najsilniejszym, a która najsłabszym ogniwem tej przyjaźni? Co lub kto doprowadził każdą z nich do takiej desperacji, że zdecydowała się na ten krok ostateczny?

PAMIĘTAJ PAKT, TO PAKT. NIE PODLEGA NEGOCJACJOM.

Muszę przyznać, że jak na debiut, to książka jest wielki BUM! Nie spodziewałam się po niej aż takich emocji. Na zmianę śmiałam się i płakałam, a do tego aby doprowadzić czytelnika do takich skrajności nie jest zdolny każdy autor/autorka.

Ciekawa narracja i układ tekstu w niektórych rozdziałach jest z całą pewnością dużym plusem tej powieście, ponieważ pozwala głębiej wczuć się w emocje bohaterek. Zwłaszcza rozdziały, w których narratorką jest Oliwia czy Mehreen.

Autorka świetnie przedstawiła swoje bohaterki, obdarzając każdą z nich ciekawą i dość specyficzną osobowością. I chociaż mamy tutaj trzy nastolatki, które właściwie powinny być do siebie podobne, to bohaterki tej książki, to są trzy bardzo różniące się dziewczyny, o różnych temperamentach, wyglądach i poglądach. Mehreen jest muzułmanką, spokojną dziewczyną mieszkającą z rodzicami i bratem i właściwie jej rodzina jest tak normalna, że nie wiadomo skąd u dziewczyny poczucie bycia nikomu niepotrzebną. Oliwia jest dziewczyną z tak zwanego dobrego domu, w którym zwraca się uwagę na ubiór (koniecznie markowe ciuchy) na aparycję i prawidłowe zachowanie. Mama wychowuje ją sama, bo ojciec odszedł i założył nową rodzinę, nie to jednak jest jej problemem, jej dramatem jest chłopak mamy, który… niestety nie widzi w niej potencjalnej pasierbicy, tylko młodą kochankę. Jest bogata ale bardzo samotna.

(…) Powiedział, że to moje wina, że wysyłam mu sygnały, że się na niego rzuciłam. Powiedział, że matka się mnie wyrzeknie, że stanę się hańbą dla rodziny. (…)

Cara jest niepełnosprawna, kilka miesięcy wcześniej uległa wypadkowi, w którym jej ojciec zginął, a ona została sparaliżowana od pasa w dół przez co skazana została na wózek inwalidzki. Mama działa jej tak na nerwy, że dziewczyna nie może zaakceptować faktu, że nie przeżywa żałoby i dramatu niepełnosprawności sama. Jest agresywna i buntownicza i samobójstwo właściwie traktuje tak, że zrobi tym na złość matce.

Ta książka to jest lektura, którą powinien przeczytać każdy rodzic nastolatki, oraz każda nastolatka, aby zrozumieć, że problemy jakie często spotykają we własnym życiu czy otoczeniu, nie są problemami jednostek, że takie same problemy może mieć więcej osób. A najważniejsze jest to, aby potrafić, o tych problemach mówić, albo chociażby pozwolić sobie na wyrzucenie ich z siebie, jednej zaufanej osobie.

W fabule tej książki spotkały się trzy różne nastolatki, każda „nieszczęśliwa” z innego powodu, i chociaż żadna z nich nie potrafiła szczerze o tym swoim nieszczęściu porozmawiać z najbliższą osobą, to otworzyła się przed kimś obcym.

(…) Znów rozlega się śmiech. To dziwne, jak swobodnie czujemy się w swoim towarzystwie, jeśli wziąć pod uwagę, że poznałyśmy się dopiero cztery dni temu. Lubię, je bardziej niż wszystkie moje „prawdziwe” przyjaciółki i kiedy z nimi przebywam, nie czuję się jak „dziewczyna na wózku, której ojciec nie żyje”. Jestem po prostu Carą. (…)

Moim zdaniem autorka bardzo odważnie i zarazem bardzo inteligentnie podeszła do tematu, a właściwie do tematów poruszonych w swojej powieści. Sprawiła, że książka nie nudzi, a wręcz przeciwnie, od pierwszej do ostatniej strony trzyma w napięciu. I chociaż momentami mamy do czynienia z wątkami bardzo szokującymi, to fabuła nie jest pozbawiona również swoistego humoru.

Problemy z jakimi stykają się bohaterki tej książki, to kwestie poważne, ale dzięki zagłębieniu się w nie, poznajemy mechanizmy działania umysłu młodego człowieka, takiego w którym rządzi depresja.

Ta książka to ważna lektura, zmusza do myślenia i do głębszych refleksji.

(…) Opowiadam wam o Chaosie. O tym, jak mój mózg jest moim najgorszym wrogiem? Odkąd was poznałam, nie jest tak źle. W mojej głowie jest cicho. Nie mówi mi, że jestem beznadziejna, że wszyscy mnie nienawidzą, że byłoby lepiej, gdybym nie żyła. (…)

W tej książce poznajemy nastolatki wychowane w różnych środowiskach, i co ciekawe, pięknie autorka podzieliła się swoją wiedzą dotyczącą środowiska muzułmańskiego. Pokazała jak różne mogą być problemy młodych ludzi, których samotność może wynikać z wielu przyczyn. Jak ważne jest zaufanie do rodziców, z którymi czasem tak ciężko jest się dogadać. I nie tylko kiedy w grę wchodzi molestowanie czy gwałt, albo samotność spowodowana kalectwem, ta pomoc jest priorytetem, pod warunkiem jednak, że ktoś odważy się o nią poprosić.

Chociaż ja mam problemy młodzieńcze już dawno za sobą, bo sama jestem bardzo dorosła, i mam dorosłe już dzieci, ale pamiętam jeszcze lata buntu i tajemnic, którymi mnie te moje dzieci raczyły.

Nie pozwólmy aby nasze dzieci szukały pomocy gdzieś w obcym świecie Internetu, bo nigdy nie wiadomo co może je tam spotkać, a każdy wie, że Internet potrafi być groźny, bezosobowy, i bezlitosny, o czym przekonały się bohaterki tej powieści.

(…) Przypomnienie: MementoMori wymaga od uczestników wspólnego wykonania zadania. W innym przypadku współpraca zostanie zakończona. Niedostosowanie się do naszych zasad spowoduje konsekwencje wymienione w regulaminie. (…)

Tylko kto czyta regulaminy?

Na koniec taka ciekawostka. Na ostatnich stronach książki są informacje, adresy i numery telefonów przydatnych zarówno rodzicom, jak i młodym ludziom borykającymi się z depresją, wykluczeniem czy innymi problemami. Numery Telefonów Zaufania dla Dzieci i Młodzieży i różnych instytucji w których można uzyskać pomoc.

Nie przechodźcie obok tej książki obojętnie, bo to ważna i bardzo ciekawa lektura. To wciągająca od pierwszych stron i trzymająca do końca w napięciu powieść, która pozwoli wielu osobom sporo zrozumieć.

Dziękuję Wydawnictwu IUVI za propozycję przeczytania tej niesamowitej lektury. Nie wiem, czy sięgnęłabym po nią, gdybym zobaczyła ją na półce w księgarni, ale po przeczytaniu, jestem pewna, że będę ją polecać każdemu. Takie książki są bardzo potrzebne zarówno młodym ludziom jak i ich opiekunom.

DZIESIĘĆ TYSIĘCY DRZWI – Alix E. Harrow

Alix E. Harrow to była pani historyk mająca własne zdanie na każdy temat i nigdy nieoddająca na czas książek do biblioteki (myślę, że w tym przypadku nie ma się czym chwalić). Mieszka w Kentucky z mężem i dziećmi. Jej opowiadania były nominowane do nagród Hugo, Nebula i Locus. Jako powieściopisarka zadebiutowała w roku 2019 właśnie książką „Dziesięć tysięcy drzwi”, a jej debiut szybko trafił na listy bestsellerów i jest nominowany do nagrody Nebula w kategorii Najlepsza Powieść 2019.

Dziesięć tysięcy drzwi to powieść szkatułkowa z gatunku… trochę baśni, trochę sf, której fabuła rozgrywa się na początku XX wieku.

PREMIERA KSIĄŻKI 27 MAJA 2020

Wydawnicytwo IUVI
stron 462

W ogromnej rezydencji pełnej egzotycznych skarbów, w której upływa młodość, January Scaller mieszka pod opieką bogacza pana Locke’a, który jest pracodawcą jej ojca. January będąc dość samotna, ponieważ ojciec wiecznie podróżuje, ma wrażenie, że niewiele różni się od eksponatów na ścianach willi: jest tu wprawdzie otoczona opieką, ale zarazem czuje się ignorowana i kompletnie nie na miejscu. Pewnego dnia  w jej ręce wpada tajemnicza księga – spowita wonią innych światów, kryje w sobie opowieść o sekretnych drzwiach, miłości, przygodzie i niebezpieczeństwie. Każda jej strona przynosi odkrycia z trudem dających się objąć rozumem prawd o tym, czym jest świat. January stopniowo zaczyna też rozumieć, że historia przedstawiona w książce powiązana jest z jej własnym losem. Czy uda się dziewczynie znaleźć te najważniejsze dla niej drzwi? Gdzie podziała się matka January i dlaczego ojciec pozostawia ją pod opieką swojego pryncypała? Czy dziewczyna ma jakieś zdolności paranormalne?

(…) Jeśli opowieści potraktujemy niczym stanowiska archeologiczne i drobiazgowo odsłonimy kolejne ich warstwy, prędzej czy później natrafimy na drzwi. Jest to punkt graniczny oddzielający tutaj od tam, nas od nich, prozaiczne od magicznego. To właśnie z chwilą otwarcia tych drzwi, gdy możliwe staje się przemieszczanie między światami, wydarzają się opowieści. (…)

Muszę przyznać, że po książki wydawnictwa IUVI sięgam chętnie, bowiem nieraz już przekonałam się, że ich lektury są pełne emocji i ciekawych wątków. Ta książka, jest dość specyficzna, mamy w niej dwie narracje. Na początku poznajemy January, dziewczynkę, która mieszka w pewnym domu pod opieką człowieka, dla którego pracuje jej przebywający w ciągłych podróżach ojciec. Następnie, przechodząc przez pewnego rodzaju filozoficzne podejście do mitologii, wierzeń, czy podań ludowych, przechodzimy do kolejnego wątku, w którym bohaterką jest już Adelaide Lee Larson i tak na przemian, raz jesteśmy z January, a raz narratorem tajemniczej książki zatytułowanej „Dziesięć tysięcy drzwi”, a raz z Adelaide, która jest jednocześnie bohaterką tamtej książki.

Ta lektura jest mocno hipnotyczna, pełna liryzmu i ciekawych postrzegań świata, który jest tym współczesnym a jednocześnie bardzo odległym czasowo. Fabuła jest pełna nie tylko filozoficznych myśli, ale również dramatycznych zdarzeń, których wspomnienia wracają jak bumerang.

(…) Kiedy indziej opanował mnie święty gniew. Jak to możliwe, że Locke zdradził mnie i skazał na to piekło. Jak mogłam dopuścić do tego, że Badowi stała się krzywda? Dlaczego mój ojciec zostawił mnie tutaj samą? (…)

Mamy tutaj sporą dawkę nie tylko filozofii, ale i tajemnicy oraz wątków z gatunku niewyjaśnione i niespotykane. Ale gdy się tak nad tym wszystkim zastanowić, to czyż nie chcielibyśmy aby istniały drzwi, które chcielibyśmy otworzyć by przenieść się chociaż na chwilę do innej rzeczywistości, do innego (może lepszego) świata? Nawet teraz, w świecie współczesności bywają takie sytuacje, że chcielibyśmy wyjść z tego tu i teraz i zagłębić się gdzieś TAM. I tu nie chodzi tylko o wyobraźnię, która jest najbardziej popularnymi drzwiami jakie spotykamy w naszym życiu, tu chodzi również o podejście do wielu spraw, które „za innymi drzwiami” mogą mieć zupełnie inny obraz.

(…) Zacznijmy od najbardziej podstawowego konceptu: drzwi są portalami łączącymi różne światy, istniejącymi wyłącznie w bardzo określonych miejscach charakteryzujących się tajemniczym rezonansem. (…)

Czytelnik poznaje tutaj historię o z pozoru nierealnych podróżach, ale również o niezapomnianej miłości, która jest siłą i napędem życia i nigdy nie pozwala na zwątpienie, wierząc w coś co inni dawno przekreślili. Mamy tutaj wspaniałą przyjaźń polegająca na wzajemnym zaufaniu i opiece, ale mamy tutaj również groźną pełną dramatycznych zdarzeń rządzę dominowania nad światem.

Ta książka to niesamowita historia o silnej, nieprzemijającej potędze opowieści.

Nie jest to lektura lekka, łatwa i przyjemna, może z powodu zbyt filozoficznego podejścia do fabuły, ale z pewnością bardzo wciągająca, chociaż przyznam szczerze, że początek jej trochę mnie… może nie nudził, ale nie pozwolił na pełne zrozumienie tego co działo się na kartach powieści.

Piękny wątek miłosny jest wprawdzie pewnego rodzaju przerywnikiem, ale jest również czymś co powoduje, że powieść staje się barwna i nostalgiczna jednocześnie.

To opowieść o silnych kobietach, które nie boją się ryzyka, a dla przyjaźni, czy miłości są w stanie pokonać każdą przeszkodę.

To opowieść o magii, która może i nie ma zbyt mocnej racji bytu w świecie współczesnych, ale może mieć wielkie znaczenie w poszukiwaniu siebie i swojego miejsca na ziemi.  Moim zdaniem, to też opowieść napisana w poczuciu pewnego rodzaju zachwytu nad światem, pełna przygód i zagadkowych, często nawet dramatycznych sytuacji.

Nie jest to lektura dla każdego, ale myślę, że znajdzie wielu czytelników. Polecam ją szczególnie tym osobom, które lubią czytać o podróżach, i odwadze wyruszania w nie. Polecam tę książkę osobom z dużą wyobraźnią, bo żeby dostatecznie zagłębić się w fabułę, trzeba otworzyć drzwi wyobraźni.

Dziękuję Wydawnictwu IUVI za propozycję przeczytania tej lektury zanim trafiła ona do wszystkich księgarń. To piękna i poruszająca historia o wierze we własne siły, we własną odwagę i determinację.

(…) Czy odważysz się przekroczyć próg i sprawdzić, co czeka po drugiej stronie? (…)

CZAS WOLNY W PRL – Wojciech Przylipiak

Wojciech Przylipiak jest dziennikarzem, kolekcjonerem zabawek z PRL-u, pamiątek, komputerów i elektroniki sprzed lat. Ich historie opisuje na swoim blogu BufetPRL.com. Był redaktorem dodatku „Kultura” do „Dziennika Gazety Prawnej”, dziennikarzem magazynu „Esquire”, „PAP”. Współpracuje z czasopismami i portalami kulturalnymi, pisząc o popkulturze, także tej sprzed 1989 roku. W wolnych chwilach gra na Commodore 64, bawi się polskimi zabawkami z lat 70. I zaczytuje w „Świecie Młodych”.

Czas wolny PRL to książka reportażowa, nieco humorystyczna, nieco poważna, zapełniona anegdotami i filmowymi (Polskiej Kroniki Filmowej) cytatami o wypoczynku w Polsce Ludowej.

Myślę, że wielu ludziom sprawi przyjemność taki powrót do przeszłości, chociaż ta nasza przeszłość nie była tak bogata i tak kolorowa. Ale jedno co mogę powiedzieć, to jako dziecko nigdy się nie nudziłam, a wakacje rodzice organizowali mi tak, żebym nie musiała siedzieć na tym naszym brudnym Śląsku. Obowiązkowo były kolonie, potem wczasy z rodzicami a resztę wakacji pobyt u babci i dziadka w małym miasteczku w środkowej Polsce.

Autor zabiera swoich czytelników do czasów, do których jedni wracają z sentymentem a inni… nawet nie zdają sobie sprawy z tego, że kiedyś świat wyglądał inaczej i mimo wszystko ludzie potrafili być szczęśliwi.

Jak wyglądał jedyny wolny dzień w tygodniu jakim była niedziela? Wielu młodych ludzi, nie wyobraża sobie nawet tego i buntuje się na zamknięte w niedzielę sklepy, że kiedyś ta niedziela była dniem na który czekało się cale sześć dni. Miasta wówczas pustoszały, na ulicach było pusto, szczęśliwcy wyjeżdżali za miasto, a ci co pozostawali w nim, siedzieli często w czterech ścianach swoich domów. Tak, to dla jednych był idealny czas wypoczynku na łonie natury i z rodziną, a dla innych koszmar samotności.

W tej książce jest dość obszerny rozdział o świętowaniu takich dni jak 1 maja, czy 22 lipca. My, pokolenie lat 60., 70., 80. pamiętamy barwne pochody pierwszomajowe, festyny, uroczyste (chociaż często bardzo nudne) akademie i radość spędzania czasu wśród grona znajomych czy rodziny. Radość dlatego, że wówczas na straganach można było kupić wiele ciekawych rzeczy, których na co dzień, nie było w sklepach.

(…) 22 lipca to była też najlepsza data w kalendarzu do przecinania wstęgi. Z pompą oddawano do użytku nowe obiekty. Rokrocznie ten dzień po prostu naznaczony był ważnymi wydarzeniami państwowymi. (…)

Były święta, na przykład Trybuny Robotniczej w Katowicach, czy Trybuny Ludu w Warszawie, którym oczywiście towarzyszyły propagandowe festyny z zespołami muzycznymi i wieloma atrakcjami dla dzieci. A ludzie… ludzie chętnie w nich uczestniczyli, bo to było coś innego niż szara rzeczywistość.

Czy wiecie co to były emdeki? MDK – czyli Młodzieżowy Dom Kultury, w wielu miastach był miejscem, w którym spędzało czas sporo młodzieży. Mój tata prowadził zajęcia z modelarstwa w takim domu, a ja oczywiście obowiązkowo uczestniczyłam tam w różnych zajęciach typu kółko kulinarne, nauka szycia i cerowania, kółko malarskie, kółko fotograficzne  czy filmowe itp. Niestety w żadnym z tych kółek nie „zagrzałam” zbyt długo miejsca, bo ciągle interesowało mnie coś innego. Ale młodzież nie mogła narzekać na nudę, bo jak ktoś chciał, to zawsze znalazł coś dla siebie.

Muszę przyznać, że autor poświęcił spory rozdział ogródkom działkowym. W rozdziale tym podzielił się ze swoimi czytelnikami nie tylko informacjami dla działkowiczów, opisem altanek ale przede wszystkim życia towarzyskiego jakie toczyło się w tych miejscach. Dla wielu ludzi takie ogródki były oazą spokoju, świeżego powietrza i oczywiście wypoczynku.

Dzisiaj latamy samolotami, jeździmy autokarami, lub jedziemy na urlop własnym samochodem, ale mało kto wie, ile frajdy (chociaż często męczącej) sprawiał autostop. Nie każdy miał odwagę na taką podróż, ale kto już się odważył raz, chętnie to w kolejnym roku powtórzył. To były podróże pełne szaleństwa i odwagi, zarówno ze strony turysty jak i kierowcy. Niewielu zdawało sobie jednak sprawę z niebezpieczeństw jakie mogły się przecież zdarzyć każdemu.

(…) Rogatki Krakowa, droga w kierunku Bytomia. Na nogach pionierki, spodnie uszyte z płótna żaglowego, kurtka z naszywkami herbów miast. Do tego przesadnie ciężki i niewygodny plecak. Po dwóch godzinach prób udaje się zatrzymać ledwo dyszącego stara. Szybko wrzucasz plecak na pakę i wskakujesz. Nie szkodzi, że auto przewozi skrzynie z głowami dorszy i jedzie tylko 15 kilometrów w tę stronę, w którą chcesz. (…)

Jak wiele radości potrafił dać człowiekowi czas spędzony na łonie natury, bez luksusowych hoteli, bez posiłków w hotelowej restauracji tylko własny lub wypożyczony namiot, przyczepa campingowa czy mały domek. Nikt nie narzekał, że twardo, że niewygodnie, bo każdy starał się czerpać z takiego polowego wypoczynku jak najwięcej. Taki wypoczynek z całą pewnością miał swój urok.

Już od 1946 roku istniał Fundusz Wczasów Pracowniczych, wielu ludzi zatrudnionych było w państwowych zakładach pracy, więc i możliwość wyjazdu do ośrodka wczasowego była łatwiejsza. Tam już nie trzeba było samemu sobie gotować, bo była stołówka w której podawano trzy posiłki dziennie, a kaowiec dbał o to, aby urlopowicze nie nudzili się zbytnio. Bo przecież wypoczywać też trzeba umieć.

(…) Władza organizując obywatelom wakacje, z jednej strony chciała integrować klasę robotniczą z inteligencją, a z drugiej prowadzić akcję kulturalno-oświatowo-propagandową. To drugie należało do kaowców (…)

Autor zabiera czytelników do miejsc znanych i prestiżowych, dla jednych luksusem był Sopot, Jastarnia, Ustka i wypoczynek nad polskim morzem, dla innych to było Zakopane. Każdy jednak starał się przynajmniej te dwa tygodnie pobyć z dala od domu.

(…) Komplet uszyty z niebieskiego płótna harcerskiego polecany przez ikonę mody PRL-u, Barbarę hoff, w jej stałej modowej rubryce w „Przekroju”. Klapki typu „Riwierki”, torba plażowa „Prognoza” albo „Australijka”. (…)

Jeżeli pamiętasz lata 50. 60. 70. 80 to ta książka sprawi Ci sporo radości zabierając w lata młodości 😊 ale nawet jeżeli nie urodziłeś/urodziłaś się w tamtych latach to wsiadaj do wehikułu czasu jakim jest ta świetna lektura i przenieś się do czasów PRL-u. Dowiesz się co ludzie robili w jedyny wolny dzień tygodnia jakim była niedziela, jak świętowali 1-go maja i 22-go lipca, co to były emdeki i jak grano w cymbergaja.

Polecam i… zapraszam w podróż do przeszłości. Czasy PRL-u wcale nie były nudne.

Dziękuję Wydawnictwu MUZA. SA i Autorowi za tę cudowną podróż do przeszłości. Tę książkę powinien mieć w swojej biblioteczce każdy, jedni aby móc wracać wspomnieniami do pięknych lat swojej młodości, a inni aby pamiętali, że urlop to nie koniecznie drogie wyjazdy i dalekie kraje, ale często coś bliższego, naturalnego, potrafi sprawić, że zapamiętasz ten czas na dłużej.

Napisz do mnie

Lipiec 2020
P W Ś C P S N
« Cze    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Książki które przeczytałam

Recenzje moich książek

  • Leśniczówka
  • Pamiątka z Paryża
  • Jutra nie będzie
  • Lawenda
  • Płacz wilka
  • Carpe Diem
  • Listy do Duszki
  • Muzyka dla Ilse
  • Dziewczyny z Ogrodu Rozkoszy
  • Kołysanka dla Łani

Znajdziesz mnie również na

lubimyczytać.pl granice.pl booklikes.com nakanapie.pl sztukater.pl instagram.com/ewfor/ facebook.com/KsiazkiIdy/