Recenzje książek

ZAWALCZ O MNIE – Corinne Michaels

Corinne Michaels to amerykańska pisarka, autorka romansów z list bestsellerów „New York Timesa”, „USA” i „Wall Street Journal”. Debiutowała w roku 2014. Jej książki są pełne emocji, humoru i niegasnącej miłości. Uwielbia rzucać swoim bohaterom kłody pod nogi i łamać im serca. Pisać książki zaczęła podczas długich miesięcy rozłąki z mężem służącym na misjach. Prywatnie jest szczęśliwą żoną byłego oficera marynarki wojennej i mamą dwójki dzieci. Mieszka w Wirginii.

Zawalcz o mnie to druga z czterech części powieść o braciach Arrowood. Jest to romans zbudowany na pewnego rodzaju dramacie.

PREMIERA KSIĄŻKI 07 KWIETNIA 2021

Wydawnictwo MUZA.SA
stron 351

Declan jest najstarszym z braci Arrowood. Kiedy miał dziesięć lat zakochał się w Sydney i w wieku szesnastu lat złożył jej obietnicę, że zawsze będą już razem. Niestety pewien incydent mający miejsce w przeszłości zburzył nie tylko mur obietnicy, ale mocno nadszarpnął uczucie łączące dwoje młodych ludzi. Declan zerwał z Sydney i opuścił rodzinną miejscowość tak jak jego trzej bracia. Śmierć ojca i pozostawiony przez starego Arrowooda testament po raz kolejny wywrócił życie czterech braci do góry nogami. Aby zatrzymać farmę, każdy z nich musi spędzić pół roku w znienawidzonym przez siebie domu. Nadeszła kolej Declana. Czy wrócą wspomnienia i namiętności pozostawione w Sugarloaf? Czy Sydney Hastings zechce wybaczyć Declanowi nagłe porzucenie? Czy jest coś co może zatrzymać najstarszego z braci w miejscu, do którego nigdy już nie miał zamiaru wracać?

(…) – Nie wyobrażasz sobie, jak bardzo mnie zranił. Kochał mnie i odszedł. Miał być tym, kto nigdy mnie nie zostawi. We wspomnieniach mojego dzieciństwa nie ma ani jednego dnia bez braci Arrwoodów, a potem… zniknęli. Ot, tak… (…)

Kiedy skończyłam czytać pierwszy tom serii – Wróć do mnie, to wiedziałam, że moja przygoda z braćmi Arrowood dopiero się zaczęła. I przyznam szczerze, że z niecierpliwością czekałam na kolejną część.

Drugi tom jest trochę inny, może mniej drastyczny od poprzedniego, chociaż nie brakuje w nim momentów przez które czytelnik wstrzymuje oddech.

Muszę jednak przyznać, że Sydney, główna bohaterka, początkowo trochę mnie irytowała. Ciągle powtarzała jak bardzo kocha Declana, rozpaczliwie mu tę miłość udowadniając i z jednej strony narzucając się mu, a z drugiej jawnie wątpiąc w jego uczucie. Taki trochę misz-masz. A on? On też nie tak do końca nie był pewien tego co czuje, oboje chyba nie potrafili zaufać sobie ponownie i zrozumieć co jest dla nich najważniejsze.

(…) Lubię być singlem. Fajnie nie martwić się o nic i nikogo. Nie chcę być uwiązany. Na samą myśl o dzieciaku rzuciłbym się w przepaść. Nigdy nie zostanę ojcem, już tego dopilnuję. (…)

No właśnie, ale czy uda się Declanowi dotrzymać danej sobie obietnicy? A może jednak wydarzy się coś, co zburzy tak mocno zbudowaną deklarację?

Autorka powoli buduje napięcie, lecz w pewnym momencie rzuca dość emocjonalne wyzwanie, które na jakiś czas mocniej oddziałuje na czytelnika trzymając go w dość mocnej niepewności.

Myślę, że do sukcesu pozytywnego odbioru książki w dużej mierze przyczyniają się dobrze wykreowane osobowości bohaterów. A to się chyba autorce udało.

Narracja powieści jest w pierwszej osobie, ale fabuła przedstawiona jest z pozycji dwóch głównych bohaterów. I tak przeplatają się rozdziały, w których narratorem jest Sydney z rozdziałami dotyczącymi Declana.

(…) Cała ta sytuacja – od mojego wyjazdu do Nowego Jorku aż do teraz – wydaje się surrealistyczna. Wszechświat musi to jakoś wyprostować, zanim stracę rozum, bo więcej ciosów nie zniosę. (…)

Dużym plusem fabuły jest pięknie pokazana przyjaźń między ludźmi często znającymi się od dziecka, lecz mimo upływu lat mocno związanymi taką przyjacielską nicią.

Również więź braterska łącząca czterech braci, którzy dość szybko stracili matkę pozostając pod opieką zrozpaczonego, a zarazem despotycznego i brutalnego ojca zasługuje na uwagę. Jej siła i miłość to z pewnością podstawa dobrych relacji między braćmi.

POLECAM tę serię zarówno miłośnikom romansu, jak i mocnych wrażeń. Myślę, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie. A ja przyznam szczerze, że już nie mogę doczekać się kolejnej części i tego, aby poznać następnego z braci Arrwood. Niezbyt często zdarza mi się sięgać po książki, od których nie mogę się oderwać, a ta lektura właśnie do takich należy.

Dziękuję Wydawnictwu MUZA.SA za propozycję przeczytania tej książki, mam nadzieję, że znajdzie ona wielu czytelników.

CZAS GNIEWU. JAŚMINOWA SAGA tom 2 – Anna Sakowicz

Anna Sakowicz, mieszkanka Starogardu Gdańskiego a pochodząca ze Stargardu Szczecińskiego, to absolwentka filologii polskiej, edukacji filozoficznej i filozofii na Uniwersytecie Szczecińskim oraz edytorstwa współczesnego na Uniwersytecie im. Stefana Wyszyńskiego. Pracowała jako nauczycielka języka polskiego i etyki, była doradcą metodycznym oraz redaktorem naczelnego regionalnego pisma pedagogicznego. Jako autorka zadebiutowała pisząc do szczecińskiego „Punktu Widzenia”. Od roku 2013 prowadzi blog annasakowicz.pl. Swoją pierwszą książkę wydała w roku 2014 i od tej pory prawie każdego roku zadowala swoje czytelniczki kolejną książką. Pisze dla dorosłych, ale i też dla dzieci, a jej książki pokochały tysiące czytelniczek, wśród których jestem również ja co potwierdzam w kilku wpisach w tym blogu.

Czas gniewu, to druga część JAŚMINOWEJ SAGI, której fabuła umiejscowiona została w latach 1939-1968.

PREMIERA KSIĄŻKI 23 MARCA 2021

Wydawnictwo PORADNIA K
stron 578

Wybucha druga wojna światowa, mężczyźni albo wyruszają na wojnę, albo zostają złapani w sidła nazistowskiego reżimu. Dwie z sióstr Jaśmińskich zamieszkują w domu rodzinnym, razem z ojcem. Tylko najstarsza pozostaje w Warszawie. Starają się żyć w miarę normalnie, ale tęsknota za tymi, których z nimi nie ma ogranicza im wolność myślenia. Jedni tułają się po świecie, inni giną od niemieckich kul, jeszcze inni zakochują się. Kiedy wojna dobiega końca, wydaje się, że już nic nie zakłóci rodzinnego szczęścia, ale nadchodzący ustrój wcale nie daje im życiowego raju. Armia wyzwoleńcza pozostawia po sobie ból wspomnień, a nowa władza odkrywa kolejne karty emocjonalnej niedoli. Kto przeżył wojnę, a kto pożegnał się z rodziną i z życiem? Czy przyjdzie taki czas, że siostry znów siądą razem przy jednym stole? Która z córek starego Jaśmińskiego jest najsilniejsza psychicznie, a która nie może poradzić sobie z bólem istnienia w nowej rzeczywistości?

Pierwszą część sagi pochłonęłam, a druga… chyba nie potrafię znaleźć słowa na określenie tego w jakim tempie i z jakim zaangażowaniem przeczytałam tę część. Nie ukrywam, że emocje jakie towarzyszyły mi podczas czytania, momentami sięgały zenitu.

Książka została napisana dość specyficznie, bardzo obrazowo i zbliżając czytelnika do faktów historycznych jakie miały miejsce w danym opisywanym okresie. Każdy bowiem rozdział rozpoczyna krótka wzmianka o tym, co działo się na świecie w danym roku. Pod względem historycznym są to informacje ważne szczególnie dla tych, którzy do tej pory niezbyt zainteresowani byli faktami historycznymi.

Autorka porusza w powieści wiele ważnych wątków, ale ja szczególnie zwróciłam uwagę na kilka z nich.

Pięknie pokazana przyjaźń między dwoma mężczyznami. Nie byłaby może niczym szczególnym, gdyby nie ukazano jej właśnie w wojennej rzeczywistości. Przyjaźń między Niemcem i Polakiem, (a właściwie to gdańszczaninem). Dwie osoby teoretycznie stojące po dwóch stronach wojennej zawieruchy, zamiast jawnej wrogości podtrzymywały starą, przedwojenną przyjaźń.

(…) Adam milczał. Nie umiał znaleźć słów pocieszenia. Położył dłoń na plecach przyjaciela. Pierwszy raz w życiu wstydził się swojego pochodzenia. Wyraźnie poczuł, że przestał być gdańszczaninem, a stał się Niemcem biorącym odpowiedzialność za potworności, które właśnie się rozgrywały na jego oczach. Skończyły się marzenia o Wolnym Mieście Gdańsku, gdzie w jego wyobrażeniu wszyscy mieli żyć w zgodzie dla dobra tego niezwykłego miasta. (…)

Mamy tutaj również obraz miłości rozwijającej się między Niemcem a pół Polką – pół Niemką.

Wojna nie mogła wymazać wielu emocji i pragnień. Namiętności rozbudzające jedynie pragnienie ciepła drugiego człowieka nie pozwalały na wstrzemięźliwość. Nawet w czasach tak trudnych jak okres wojenny, nawet w miejscach, w których pobudzenie seksualne jest na ostatnim miejscu po głodzie, chłodzie, bólu i upokorzeniu.

(…) Oddała się pocałunkowi całą sobą. A świat wokół wirował kolorami, jakby nagle zniknęła wojna i nastał wieczny maj z kwitnącymi kwiatami, świeżym zapachem powietrza i błękitnym niebem. (…)

Mamy tutaj wiele bardzo wzruszających wątków opisanych z takim realizmem, że trudno zapanować nad cisnącymi się do oczu łzami. Dlatego przed rozpoczęciem czytania proponuję zaopatrzyć się w chusteczki.

Fabuła jest fikcją, ale napisaną z drobiazgowo sprawdzoną pod względem historycznym, społecznym i rzeczywistymi dla danego okresu faktami. Składam głęboki ukłon przed autorką za rzetelny research, który z pewnością wymagał sporego zaangażowania czasu i dużej ilości materiałów archiwalnych.

Ukazany Gdańsk okresu przedwojennego to miasto, które tak właściwie „wolnym” było tylko z określenia, bo na długo przed wybuchem wojny dominowali w nim Niemcy, a czas wojenny to już było całkowicie miasto niemieckie, w którym większe prawa i dominacje miała społeczność niemiecka.

Muszę przyznać, że autorka potrafi budować napięcie, niby niedbale przeskakując z fabuły dotyczącej jednej osoby na drugą. Cały czas czytelnik śledzi losy kolejnych bohaterów, a poruszane w książce problemy i fakty potrafią świetnie przenieść w autentyzm danego okresu.

Moim zdaniem to niezwykłe, kiedy fikcja literacka zostaje tak napisana, że wydaje się tak realna. Z pewnością jest to zasługa dogłębnego poznania tematu i naprawdę porządnego researchu.

Bohaterowie tej powieści są tak indywidualni, a zarazem tak prawdziwi, że człowiekowi wydaje się, że zna ich osobiście. Zarówno kobiety jak i mężczyźni są wykreowani z taką drobiazgowością cech charakteru, że nietrudno ich sobie wyobrazić. I mimo tego, że część z tych postaci teoretycznie powinna być z tych „negatywnych”, to nie można ich nie polubić (tu mam na myśli głównie Hirsza, Hanię czy Wojtka) bo każdy z nich ma w sobie coś, co magnetycznie przyciąga czytelnika.  

Książka nie jest łatwa w odbiorze, zwłaszcza dla osób podchodzących do fabuły emocjonalnie. To co działo się w Polsce na przełomie lat 1939-1968 jak wskazują daty w tytule, każdy wie, zna albo z własnych wspomnień, albo z opowieści i odniesienie się do tego jak do czasu gniewu jest całkiem oczywiste.

Ale te trudne pod względem historycznym, politycznym i społecznym czasy, potrafiły przynosić namiastki szczęścia i radości. Na przykładzie bohaterów sagi widzimy, jak ludzie nauczyli się łapać pozytywne chwile.

Mogę powiedzieć, że książkę przeczytałam jednym tchem, ale to nie jest prawdą, bo kilka razy musiałam ją na jakiś czas odłożyć z powodu emocji jakie wewnętrznie mną targały i trzeba je było uspokoić.

Ta książka to moim zdaniem nie jest zwykła powieść, to emocjonalna podróż po rzece życia. Rzece, która raz płynie nurtem spokojnym, by po chwili wciągnąć w ostre wiry.

Trudno będzie zapomnieć o czym jest, a właściwie o kim jest ta książka, bo wystarczy tylko na chwilę zamknąć oczy a człowiek przenosi się nie tylko do Gdańska.

Na mnie ta lektura wywarła szczególne wrażenie, bo znam wiele opisanych w niej miejsc z racji tego, że od kilkudziesięciu lat mieszkam w Gdańsku. Poznałam to miasto również z opowiadań gdańszczan, którzy niejednokrotnie przeżyli to, co bohaterowie tej sagi. Dlatego z czystym sumieniem mogę polecić tę powieść zarówno panom jak i paniom. Myślę, że fabuła zadowoli każdego, bo wątki poruszone w powieści są różne.

Mamy tutaj spory kawał historii zarówno wojennej jak i powojennej. Mamy miłość, jest odrobina kryminału, ale tym co dominuje, ale jest to tylko moje zdanie, to jest mocny akcent psychologiczny wtopiony w fabułę obyczajową przepełnioną dramatyzmem.

Uff, ale się rozpisałam. Ale to, że tyle o tej książce napisałam chyba świadczy tylko o tym, jak mocno na mnie ona oddziaływała. O tej książce nie można napisać dwóch zdań, obok tej książki nie można przejść obojętnie, dlatego POLECAM ją całym sercem.

Dziękuję Autorce za tysiące wzruszeń, a wydawnictwu Poradnia K za to, że tę książkę wydała. Cóż, pozostaje mi czekać na kontynuację, a potem jeszcze raz przeczytać wszystko od pierwszego tomu.

FATALNE KŁAMSTWO – Valerie Keogh

Valerie Keogh to brytyjska autorka thrillerów i kryminałów, specjalizująca się w self-publishingu. Samodzielnie wydała dziewięć powieści, które spotkały się z rewelacyjnym przyjęciem przez czytelników. Wychowała się na powieściach Agathy Christie. Przez wiele lat pracowała jako pielęgniarka, ale zdecydowała się spełnić swoje marzenia, wrócić na uniwersytet, uzyskać dyplom magistra literatury i zająć się pisaniem książek.

Fatalne kłamstwo to thriller psychologiczny.

PREMIERA KSIĄŻKI 23 MARCA 2021

Wydawnictwo MUZA.SA
stron 302

Beth, Megan i Joanne poznały się na studiach. Mimo dzielących je różnic osobowościowych bardzo szybko się zaprzyjaźniły stając się nierozłącznymi. Kiedy po zakończeniu studiów wyjechały aby spędzić wspólny weekend wydarzyło się coś, co wszystkie trzy postanowiły zatrzymać w tajemnicy.  Czas płynął, kobiety sporadycznie spotykały się ze sobą, każda z nich twardo stanęła na własnych nogach, ale piętno tajemnicy sprzed lat mogło zburzyć ich dotychczasową przyjaźń. Wiedziona wyrzutami sumienia Megan postanawia zrzucić z siebie ciężar i wyjawić swojej życiowej partnerce prawdę o pewnej feralnej nocy. Niestety wyznanie prawdy uruchomiło efekt domina i… na jjaw zaczęły wychodzić kolejne tajemnice. Co wydarzyło się dwadzieścia lat wcześniej i dlaczego musiało to pozostać sekretem? Czy szczerość może zburzyć mocny mur przyjaźni? Która jeszcze z trzech kobiet okłamała swoje przyjaciółki? Jak daleko można posunąć się w kłamstwie?

(…) Trzy dziewczyny: jedna szczera i obcesowa, druga niepewna i podejrzliwa, trzecia skupiona i zdeterminowana. Prawdopodobnie nigdy by się nie zaprzyjaźniły, gdyby nie przypadkowe spotkanie w księgarni i niezręczna sytuacja w kafejce. (…)

Nie ukrywam, że fabuła to dość drobiazgowo przemyślana, ale i dość skomplikowana intryga, która od początku trzyma czytelnika w napięciu. A zakończenie zapewne będzie sporą niespodzianką dla każdego.

Krótkie rozdziały czyta się szybko, chociaż początek nie zapowiada tego „przyspieszenia”, które następuje po kolejnym rozdziale. Nie można zaprzeczyć, że autorka prawie cały czas trzyma czytelnika w ryzach ciekawości powoli budując napięcie.

(…) Dwadzieścia lat. To bardzo długo jak na życie w kłamstwie. Miała nadzieję, że Trudy się nie myli i wszystko będzie lepiej, kiedy prawda wyjdzie na jaw. (…) Może lepiej dla Trudy, która znała tylko historię tego kłamstwa. Jeśli chodzi o Joanne i Beth, Megan nie była już taka pewna. One tam były, widziały ją i tuliły, gdy wyła z bólu. Jak się poczują, kiedy spróbuje im wytłumaczyć, że płakała z całkiem innego powodu? (…)

Poznajemy bohaterki po dwudziestu latach od pewnego zdarzenia, które miało miejsce, kiedy kobiety były studentkami. I chociaż każda z nich w taki czy inny sposób ułożyła sobie życie, zarówno osobiste jak zawodowe, to ich myśli od czasu do czasu wracały jednak do przeszłości.

(…) – Zaufanie to co innego, Megan. Zniszczysz je, a ono już nigdy, przenigdy, nie wróci do poprzedniego stanu. Dobra, możesz spróbować je posklejać, może przez jakiś czas będzie nawet jakoś się trzymać, ale nigdy nie będzie już takie mocne, jak było, a w końcu bez wątpienia się rozpadnie. (…)

Muszę przyznać, że autorka odważnie, ale i bardzo życiowo podeszła do niektórych tematów. Ciekawie przedstawiła miłość dwóch kobiet nie zwracając uwagi na to jak może to być postrzeżone przez osoby nietolerancyjne w stosunku do homoseksualizmu.

Efektownie został poruszony również temat pracoholizmu i zaangażowania emocjonalnego w pracę, które często jest przyczyną rozpadu związków. I tak na przykładzie policjantki Beth poznajemy nie tylko jej bezgraniczne zaangażowanie się w prowadzenie spraw, ale również stronę emocjonalną kobiety, która dla dobra „sprawy” jest w stanie popełnić przestępstwo.

Fabuła cały czas trzyma w napięciu i tak jak wspomniałam na początku, zakończenie będzie sporym zaskoczeniem dla wielu. Ale o to chyba właśnie chodzi w dobrej powieści z gatunku thrillea czy kryminału.

Nie ukrywam, że na ciekawie przedstawioną fabułę duży wpływ mają również intrygująco przedstawione osobowości bohaterów, a tutaj mamy i jedno, i drugie. A kiedy dołączymy do tego bardzo realistycznie skonstruowane dialogi, to… całość wydaje się naprawdę warta uwagi.

Polecam tę książkę szczególnie fanom dobrego thrillera psychologicznego. Jest tutaj również spora dawka kryminału, są wątki obyczajowe, nawet odrobina romansu, ale to co trzyma czytelnika w niepewności, w ciekawości, to z pewnością ciekawie przekazana intryga.

Myślę, że chociaż jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki, to jeżeli natrafię na inną jej książkę, nie będę się wahała przed sięgnięciem po nią.

Dziękuję Wydawnictwu MUZA. SA za propozycję przeczytania tej książki, myślę, że gdyby nie zwrócono mi uwagi na tę powieść, to mogłaby ona obok mnie przejść bez jakiegokolwiek odzewu.

Myślę jednak, że po przeczytaniu tej książki wielu zastanowi się nad tym, czy warto i czy powinno się żyć z jakimś obciążającym sumienie kłamstwem.  I co jest lepsze, czy mimo wszystko nawet bolesna prawda, czy ciągłe udawanie, że coś nigdy się nie wydarzyło.

ELŻBIETA, FILIP, DIANA I MEGAN. ZMIERZCH ŚWIATA WINDSORÓW – Marek Rybarczyk

Marek Rybarczyk to publicysta „Newsweeka”, znawca kultury i historii Wielkiej Brytanii, wieloletni dziennikarz radia BBC, korespondent „Gazety Wyborczej” w Londynie, komentator Radia TOK FM, radiowej Trójki i TVN24. Zdradza pełne pikantnych szczegółów i kąśliwych uwag Tajemnice Windsorów, jednocześnie snując wartką opowieść o burzliwej historii Europy. To również pisarz, autor kilku książek reportażowych o brytyjskiej rodzinie królewskiej.

PREMIERA KSIĄŻKI 17 MARCA 2021

Wydawnictwo MUZA.SA
stron 332

Elżbieta, Filip, Diana i Megan. Zmierzch świata Windsorów to książka reportażowa w której znajdziemy ciekawostki odnoszące się do pary królewskiej Elżbiety II i Filipa, przedstawiające fakty od chwili poznania się aż po dziś. W książce tej znajdziemy również historię Diany i jej dramatycznego a zarazem burzliwego życia po wejściu w kręgi królewskie, a także skandalicznego dla rodziny małżeństwa Harrego i Megan.

Na okładce znajdziemy napis, że książka powstała w historycznym momencie. Myślę, że niewielu jest ludzi na świecie, którzy w którymś momencie nie śledziliby losów Windsorów, chyba niewielu jest osób, które nie wiedzą kim jest królowa Elżbieta czy książę Filip, a także książę Karol czy tragicznie zmarła kilkanaście lat temu Diana.

Treść podzielona jest na rozdziały poświęcone kolejnym osobom i ich współmałżonkom. Mamy zatem duży rozdział poświęcony życiu Elżbiety i Filipa, Diany i Karola, Karola i Kamili, a na końcu Harrego i Megan. Kilka stron poświęconych jest Małgorzacie, siostrze królowej Elżbiety, natomiast o reszcie dzieci (i ich rodzinach) Elżbiety i Filipa są tylko znikome wzmianki.

(…) Skandale wokół małżeństwa Małgorzaty były bardziej szkodliwe niż to, co Filip określił „czyrakiem na pupie” dla reputacji monarchii, a mówił tak o perspektywie małżeństwa Małgorzaty z rozwodnikiem Peterem Townsendem. (…)

Niewielu jednak wie, o tym co dzieje się za murami pałacu i jak dworska etykieta działa na niektórych członków rodziny królewskiej. Wiele małych dziewczynek marzy o tym, aby zostać księżniczką, mieć do dyspozycji służbę, ubierać piękne stroje, podróżować po świecie, i żadna z tych dziewczynek nie myśli o tym, że wchodząc do pałacu, tak właściwie zostaje zamknięta w złotej klatce.

(…) Jak było naprawdę? Zapewne była to dziwna miłość. Diana budziła nadzieje królowej na długi, spokojny związek, podczas gdy małżeństwo z Kamilą od początku nie wchodziło w grę. Dopiero czas pokazał, jak wielka była to iluzja. (…)

Rodzina królewska to nie tylko piękna otoczka uśmiechniętych i zadowolonych z życia mieszkańców pięknych rezydencji królewskich, to również źródło wielu problemów, skandali, smutków i samotności.

Z pewnością w życiu nie pomaga im dziennikarska ciekawość, błyski fleszy w najmniej odpowiednich momentach, bo to, że są to osoby publiczne nie oznacza przecież wchodzenia w ich intymne życie, w ich życie normalnego człowieka, który pragnie czasami odrobiny prywatności.

Królowa, wychowana w zimnej dworskiej atmosferze, być może lepiej znosiła nakazy i zakazy ustalone dla każdego, kto wchodził w kręgi sztywnego życia otoczonego zimnymi murami emocji. Ale dla kogoś, kto wychował się w tzw. normalnej rodzinie to z pewnością duży problem.

Życie królewskiej rodziny obserwowane z zewnątrz jest jak telenowela, która wciąga obserwatora, czasami wzrusza, czasami szokuje, czasami bawi, a chęć poznania kolejnych sensacji wciąż rozbudza ciekawość.

Czytając tę książkę, momentami współczułam jej „bohaterom” a czasami miałam ochotę mocno nimi potrząsnąć, bo wielu z nich było nieszczęśliwych samemu sobie torując drogę do tego nieszczęścia.

Myśląc „królowa”, „pałac”, wyobrażamy sobie przepych i władzę, ale czy dziecko wychowane w pałacowych luksusach, w o toczeniu niań, służby i bogactwa jest szczęśliwsze od tego urodzonego w biednej rodzinie, czy nawet w slumsach?

(…) Najistotniejsze jednak jest to, że Elżbieta – jak wiele panien z dobrych arystokratycznych domów – była społeczną kaleką. Nie chodziła do szkoły. Nie poznawała rówieśników, nie bawiła się z nimi, nie rozmawiała ani nie psociła. (…)

Rola księcia Filipa, który nigdy nie czuł się na tyle ważny, aby być dumnym z tego, że jest mężem królowej jest ewidentnym przykładem pewnego rodzaju odrzucenia. Ale czy przypadkiem nie zasłużył sobie na to miłosne „wygnanie” swoim dość rozrywkowo swawolnym zachowaniem?

Myślę, że samotność w murach pałacowych i w „murach uczuciowych” to przekleństwo ciążące na królewskiej rodzinie. Nauczeni dworskiej etykiety nie potrafili nauczyć się etykiety człowieczeństwa w sensie uczuciowym. Chłód pałacowych murów skutecznie ochładzał emocje, zbierając żniwa wśród zbuntowanych brakiem ciepła domowników i nowych członków rodziny królewskiej.

(…) Filip coraz częściej szuka towarzystwa z dala od żony i pałacu. W dość zaskakującym otoczeniu. Na początku lat 50. XX wieku potrafi wpaść niezapowiedziany na kolację do zaprzyjaźnionych z nim państwa Parkerów. (…)

Oskarża się Filipa czy Dianę o rozwiązłość seksualną, ale czy gdyby czuli ciepło swoich partnerów i otaczała ich prawdziwa miłość dążyliby do łapania przyjemności na zewnątrz? Nie potępiam ich, ani nie bronię, mogę tylko domyślać się tego co przeżywali wchodząc do „sztywnej” rodziny i cieszę się, że jestem normalnym człowiekiem żyjącym w normalnym świecie i nie muszę oglądać się dookoła kiedy chcę nago wejść do wanny.

Diana była w tej rodzinie iskierką światła, iskierką miłości jaka rozpalała londyńczyków. Po jej tragicznej śmierci wielu odniosło się wręcz wrogo do członków rodziny królewskiej winiąc ich za śmierć swojego „Anioła ludu”. Ale czy w pałacu ktoś oprócz synów zapłakał po jej śmierci? Czy nie była ona (ta śmierć) wręcz pewnego rodzaju wybawieniem dla królowej, księcia Filipa czy Karola.

Po przeczytaniu tej książki zapewne wielu zada sobie pytanie czy można kochać królową tak jak kocha ją zapewne wielu jej poddanych, czy należy jej raczej współczuć tego, że poświęciła życie dla „firmy” rezygnując z przyjemności życiowych.  Czy można mieć pretensje do Harrego, że dał się tak bardzo „omotać” przez żonę, że uciekł z pałacu i z życia Windsorów?

Myślę, że ilu czytelników tyle opinii.

Polecam serdecznie tę książkę, nie dlatego aby zaspokoić swoją niezdrową ciekawość dotyczącą skandaliczno-samotnego życia osób z kręgów królowej Elżbiety II. Polecam do przeczytania, dlatego, aby móc spojrzeć na pewne sprawy i pewne osoby okiem innym niż przedstawia ich prasa bulwarowa.

Dziękuję Wydawnictwu MUZA.SA za propozycję przeczytania tej książki, która pokazała mi jak wiele „normalności” jest w ludziach, o których wydaje nam się, że są kimś innym, lepszym, ważnym. I poznania sztywnych zasad dworskiej etykiety, które mogą zniszczyć niejedno szczęście. Jak bardzo sprawdza się tutaj powiedzenie „pieniądze szczęścia nie dają…”.

SMAK WIOSNY – Anna Rybkowska

Anna Rybkowska jest poznanianką, studiowała kulturoznawstwo WNS UAM. Jej pasją jest fotografia, podobno zepsuła już kilka aparatów. Jest zauroczona kulturą żydowską, odwiedza stare cmentarze i dawno zapomniane bożnice. Uwielbia słuchać muzyki i ma ogromny szacunek do muzyków, gdyż nuty od zawsze stanowiły dla niej zbiór równie niedostępnych sensów, co chińskie znaki czy kabała. Jako pisarka zadebiutowała w roku 2009 powieścią „Nell” wygrywając ogólnopolski konkurs wydawnictwa Red Horse na powieść kobiecą. Jest autorką takich książek jak „Jednym tchem”, „Zwolnij kochanie”, „Odszedł ode mnie” czy „Lawendowy kapelusz”.

Smak wiosny to współczesna powieść obyczajowa, której fabuła umiejscowiona została w jakimś odludnym zakątku Podlasia.

Część 2 serii ŚLADY ŻYCIA

PREMIERA KSIĄŻKI 09 MARCA 2021

Wydawnictwo REPLIKA
stron 319

Berenika jest kobietą w średnim wieku, rozwódką mieszkającą razem ze swoimi schorowanymi rodzicami, matką dwójki dorosłych dzieci i babcią. Pewnego dnia otrzymuje nieoczekiwany spadek po Maksymilianie, znanym artyście malarzu, a jej byłym kochanku, o którym niestety nie ma miłych wspomnień. Otrzymuje posiadłość w maleńkiej podlaskiej wsi, lecz aby zatrzymać spadek musi zamieszkać tam przez rok. Dostaje również tajemniczy pendrive z zapiskami i nagraniami mężczyzny. Berenika zostawia wszystko i przenosi się do „swojego” nowego domu. Miało być sielsko, ale okazuje się, że dom skrywa wiele tajemnic i zaczynają się w nim dziać różne dość zagadkowe rzeczy. Berenika przetrwała zimę, po rozstaniu z kolejnym kochankiem wpadła w depresję i tak właściwie nie wie jak długo wytrzyma jeszcze w tajemniczym domu. Co takiego stało się w przeszłości Bereniki, że romans z malarzem jest przykrym wspomnieniem, chociaż on zapisał jej w spadku swoją tajemniczą posiadłość? Kim są ludzie zjawiający się nagle w progach jej tymczasowego domostwa? Co odkryją wiosenne roztopy?

To moje drugie spotkanie z twórczością tej autorki i nie ukrywam, że kiedy skończyłam czytać pierwszą część Uśmiech zimy, to już nie mogłam się doczekać kolejnego tomu. A teraz, po przeczytaniu drugiej części nie wiem, jak wytrzymam do wydania kolejnej.

Styl jakim pisze autorka jest nieco nostalgiczny, ale wplecione w zdania ironiczne refleksje powodują, że czyta się płynnie, bez tchu, mimo tego, że nic nie wskazuje początkowo na tak zwaną wartką akcję.

(…) Czas wypełniały jej toksyczne rozmyślania. Ciągnęło ją do samo-destrukcji. W gruncie rzeczy nigdy nie czuła się kochana. Tak, zawsze szukała miłości, chciała, by komuś na niej zależało. (…)

W fabułę obyczajową wkrada się w pewnym momencie jakaś tajemnica, ezoterycznie odbierana i trudna do racjonalnego wyjaśnienia. Moim zdaniem jest to coś w rodzaju magicznego smaczku dodanego do treść głównej. Ta pewnego rodzaju zagadkowa niewiadoma pozwala na dreszczyk emocji otulony tajemniczą magią.

(…) Słyszała głosy, nabierając pewności, że ktoś jest w domu, obserwuje ją i czyha, by lada moment zawiązać jej na plecach rękawy. Dom żył swoimi naturalnymi odgłosami, przy każdym kroku skrzypiały podłoga i schody, trzeszczało na strychu albo wiatr donośnie hulał w pokojach. (…)

Ciekawie i nietuzinkowo wykreowane postacie dodają swoistego „koloru”. Jeśli chodzi o mnie to prawie zakochałam się w tak zwanej postaci negatywnej, chociaż nie wiem czy jest to dobre określenie, bo chłopak jest swoistym indywiduum. Mam na myśli tutaj niepełnoletniego syna byłego kochanka głównej bohaterki – Igora. Ten młokos to połączenie salw śmiechu z wulkanem ironii i wiedzą na każdy temat w iście profesorskim wydaniu.

(…) – Co to znaczy powszechne wykształcenie, prawda? Plus nieustanne nerdzenie, znaczy eksploracja netu. W ślad za sloganem: Jedz placki, będziesz wielki! I zważ, że ja już wiem, co będę robił, zupełnie jak Tomaszek od Niechciców, który się umiał ustatkować. (…)

Autorka porusza w swojej powieści wiele ciekawych tematów, jednym z nich są na przykład kaczki łyski. Jest również wątek dotyczący skarbów natury, czyli ziołolecznictwo. Czasami nie mamy pojęcia jakie ważne dla zdrowia rosną w naszych ogrodach rośliny. Jestem właścicielką niewielkiego ogrodu i przyznam szczerze, że nigdy nie zastanawiałam się nad tym co dziko rośnie. Może warto się im przyjrzeć i poznać ich lecznicze działania.

Z jednej strony mogę powiedzieć, że książka jest komedią, bo spora dawka humoru momentami wyzwala salwy śmiechu, a z drugiej strony uważam, że jest to nostalgiczna powieść obyczajowa. Wiem, że to sprzeczności, ale taka właśnie jest ta książką, że czytając na przemian wpadasz z zadumę, by po chwili śmiać się w głos.

Gwara podlaska wpleciona w tekst dodaje całości realizmu ukrytego w przedstawieniach społeczności, folkloru i obyczajów małych miejscowości.

A zakończenie… no cóż, mogę tylko powiedzieć, że kończąc czytać kolejny tom „Smaków życia” już myśli się o następnej części.

I chociaż momentami jest to lektura lekka łatwa i przyjemna, to muszę przyznać, że wplecione w fabułę wątki nie zawsze do takich należą, bo przedstawiają smutną często prozę życia, taką na przykład jak opieka nad schorowanymi, starszymi wiekiem rodzicami czy depresja.

Polecam zarówno pierwszą część Uśmiech zimy jak i tę i jestem pewna, że większość czytelników, którzy zdecydują się sięgnąć po te powieści z niecierpliwością będzie czekała na kolejne tomy.

Dziękuję Wydawnictwu REPLIKA za propozycję przeczytania tej książki i niestety teraz muszę się uzbroić w cierpliwość, aby doczekać do „LATA”.

Napisz do mnie

Maj 2021
P W Ś C P S N
« Kwi    
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31  

Książki które przeczytałam

Recenzje moich książek

  • Leśniczówka
  • Pamiątka z Paryża
  • Jutra nie będzie
  • Lawenda
  • Płacz wilka
  • Carpe Diem
  • Listy do Duszki
  • Muzyka dla Ilse
  • Dziewczyny z Ogrodu Rozkoszy
  • Kołysanka dla Łani

Znajdziesz mnie również na

lubimyczytać.pl granice.pl booklikes.com nakanapie.pl sztukater.pl instagram.com/formelita_ewfor/ facebook.com/KsiazkiIdy/