Recenzje książek

pies

SERCE NA ŚWIĘTA – Paulina Kozłowska

(…) Nie zamierzałem ich okłamywać, że poznaliśmy się z Mariką w supermarkecie na zakupach, bo nikt nie uwierzyłby, że byłbym w stanie do niej zagadać. Poza tym im więcej kłamstw, tym więcej komplikacji. Historia naszego niecodziennego spotkania wydawała się na tyle interesująca, że nie zamierzaliśmy jej ubarwiać. (…)

Paulina Kozłowska to urodzona w 1988 roku mieszkanka urokliwej Kobylnicy, na Pomorzu. Zawodowo zajmuje się kadrami. Prywatnie jest miłośniczką książek obyczajowych i kryminałów. Jej wielką miłością są również filmy kostiumowe, dla których „zarwała” już niejedną noc. Jest autorką kilku książek w tym: „Zakątek nadziei”, „Świąteczna narzeczona” czy cykl książek „Pensjonat na Kaczym Wzgórzu”.

SERCE NA ŚWIĘTA to powieść zimowo świąteczna z dość nietypowym wątkiem romantycznym.

PREMIERA KSIĄŻKI 04 LISTOPADA 2025

Wydawnictwo REPLIKA, stron 303

Marika jest piękną modelką reklamującą bieliznę, a zarazem asystentką prezesa dużej firmy będąc również kochanką prezesa. W przeddzień świąt dowiaduje się, że jej kochanek, a także pracodawca, będzie miał dziecko ze swoją żoną. Czuje się oszukana i zraniona, aby jakoś złagodzić frustrację wybiera się do knajpy z przyjaciółką i nie szczędzi sobie alkoholu, przez co wdaje się w kłótnię z nieznajomym w barze. Gdy pijany mężczyzna przekracza granicę, z opałów ratuje ją Tobiasz, właściciel uroczego pieska, którym Marika zajmie się podczas pobytu mężczyzny w szpitalu. Kilka dni później Marika i Tobiasz spotykają się na jarmarku świątecznym, gdzie wybierają razem choinkę. Kobieta dowiaduje się o kłopotach Tobiasza z kuzynem i postanawia mu pomóc, aby się odwdzięczyć i chociaż mężczyzna wcale nie ma ochoty uczestniczyć w rodzinnej imprezie swojego znienawidzonego kuzyna jedzie na nią w towarzystwie Mariki. Czy zwykła przysługa przerodzi się w głębsze uczucie? Co może pójść nie tak podczas przyjęcia zaręczynowego? I jaki udział będzie miał w tym wszystkim pies?

Ta książka to dla mnie strzał w dziesiątkę w okresie przedświątecznym i chociaż samych świąt jest w niej niewiele to jest spora dawka humoru i wzruszeń, których teraz potrzebowałam.

Główni bohaterowie są jak ogień i woda. Ona, przebojowa, piękna, odnosząca sukcesy w modelingu kobieta i on empatyczny, uczynny, zahukany, pełen traum skromny nauczyciel wychowania fizycznego, któremu ktoś kiedyś tak dokopał, że teraz nie wierzy ani w siebie, ani w to, że może mieć szansę u płci przeciwnej.

Kiedy Tobiasz broni się jak może aby wymigać się z uroczystości rodzinnej, której głównym bohaterem jest znienawidzony przez mężczyznę kuzyn, będący królem jego oprawców w dzieciństwie, Marika postanawia mu pomóc przełamać lody niechęci i przy okazji zrewanżować się za okazaną kilka dni wcześniej pomoc.

Kobieta odnajduje swojego wybawiciela, który po obronnej bójce trafia do szpitala, dzięki pozostawionemu w pobliżu zdarzenia psu. Postanawia się zaopiekować małą suczką Groteską i dzięki temu liczy na bliższy kontakt z jej opiekunem.

To powinna być lekka, łatwa i przyjemna książka świąteczna, piękna okładka nastraja bardzo pozytywnie i aż prosi, żeby sięgnąć po tę lekturę, ale autorka w piękną zimową scenerię i w atmosferę zbliżających się świąt wplata bardzo dramatyczne wydarzenia z dzieciństwa głównego bohatera.

(…) – Co ty wiesz o mocy słów?! – rzucam agresywnie. – Wiesz, że one są jak noże? Każde twoje przezwisko brutalnie mnie kaleczyło. Zastanawiałeś się kiedyś nad tym? Może i nie jestem już tamtym dzieckiem, ale to naturalna kolej rzeczy, że po ranach zostają blizny. (…)

Jak wielki wpływ na dorosłe życie może mieć hejt czy prześladowanie i wyśmiewanie kogoś w dzieciństwie zrozumieć może tylko ten, kto tego doświadczył. To bardzo smutne, że dzieci potrafią tak zatruć życie innemu dziecku, że odbija się to potem w dorosłym życiu. Dorosły już oprawca traktuje upokarzania dziecka jako żart, ale dorosłe upokorzone dziecko cały czas czuje w sobie ten wstyd, żal i ból.

Ten smutny wątek jest jakby tłem tej pięknej nietypowo romantycznej historii, która rodzi się powoli z chęci odwzajemnienia się za okazaną pomoc, ale pokazuje również jak trudno jest uwierzyć w siebie, kiedy w dzieciństwie przeżyło się prawdziwy emocjonalny koszmar.

Bardzo mi się ta książka podobała, czytałam ją z ogromną przyjemnością, przez co przez dwa dni zaniedbałam wszystkie obowiązki domowe 😉

A romans, który autorka przedstawiła jest ciepłą, pełną nadziei historią, w której bardzo pomogła mała psinka będąca własnością pewnej starszej pani, a którą w ramach sąsiedzkiej pomocy opiekował się młody wuefista.

Ujął mnie w tej powieści również wątek damskiej przyjaźni, który z jednej strony wywołał na mojej twarzy uśmiech, a z drugiej uświadomił na czym polega prawdziwa przyjaźń. Bo przecież przyjaciółki czy przyjaciele nie są tylko od tego, aby nas głaskać, tulić w trudnych chwilach i pocieszać, ale również od tego, aby czasami wstrząsnąć czy… pomóc wybrnąć z niezręcznej lub ryzykownej sytuacji.

Gorąco POLECAM tę piękną książkę i do przeczytania i do obdarowania kogoś jej egzemplarzem, ponieważ nie tylko fabuła jest godna uwagi, ale również oprawa graficzna jest śliczna, z barwionymi brzegami i i pięknymi grafikami w środku.

Dziękuję Wydawnictwu REPLIKA za możliwość przeczytania tej książki w ramach współpracy barterowej, a Autorce bardzo dziękuję za kolejną świetną książkę, która pozwoliła mi na prawdziwy relaks (chociaż i łzy wzruszenia w oczach się zakręciły).

***Cytaty pochodzą z książki SERCE NA ŚWIĘTA wydawnictwa REPLIKA***

ŚWIĄTECZNY TROP – David Rosenfelt

David Rosenfelt urodził się w Peterson, New Jersey w Stanach Zjednoczonych. Jest autorem, który napisał trzydzieści trzy powieści, dzięki niemu powstały również trzy filmy telewizyjne. Głównym bohaterem większości jego książek jest Andy Carpenter, adwokat i miłośnik psów. Autor ukończył Uniwersytet Nowojorski, a następnie zdecydował się na pracę w branży filmowej. Po rozmowie z wujkiem, który był prezesem United Artists został zatrudniony i pracował w kierunku kultury korporacyjnej zostając prezesem marketingu Tri-Star Pictures. Kiedy odszedł jednak z branży korporacyjnej i napisaniu kilku scenariuszy do filmów i telewizji, zabrał się do pisania powieści i szybko stał się bardzo cenionym w gatunku kryminału. W 1995 roku wraz z żoną założył fundację „Tara”, która uratowała prawie 4000 psów. Jest miłośnikiem psów i wspiera ponad dwa tuziny psów. Jest żonaty i ma dwoje dzieci.

Świąteczny trop to kryminał z nutką humoru, którego fabuła rozgrywa się w okresie świąt Bożego Narodzenia.

Wydawnictwo KOBIECE rok 2020
stron 349

Andy Carpenter jest adwokatem i miłośnikiem psów. Pewnego dnia, tuż przed Bożym Narodzeniem natyka się na bezdomnego siedzącego na ulicy w towarzystwie psa. Wręcza mu pieniądze i talon na psie jedzenie o dość wysokim nominale. Następnego dnia dowiaduje się, że człowiek i jego pies zostali zaatakowani, przez nieznanego sprawcę. Nie byłoby w tym nic dziwnego, bo bezdomni często są napadani przez miejscowych zbirów, ale pies, który przebywał w towarzystwie tego bezdomnego, ugryzł napastnika, przez co wylądował w schronisku na obserwacji. Andy postanawia pomóc mężczyźnie i jego psu, ale sprawy się komplikują, kiedy okazuje się, że człowiek ten jest poszukiwany za morderstwo i zostaje siłą wyprowadzony z domu Andy’ego. Adwokat wierzy w niewinność bezdomnego i wraz z żoną, byłą policjantką i grupą ludzi pracujących dla ich agencji detektywistycznej stara się udowodnić niewinność swojego klienta. Czy Don Carrigan naprawdę nie popełnił zbrodni i jest niewinny? Kto i dlaczego próbuje wmanewrować byłego żołnierza w brutalne morderstwo? Czy Andy zdoła udowodnić niewinność swojego klienta?

Gdyby nie ktoś kto wie, że uwielbiam czytać i zna trochę mój gust czytelniczy zapewne nigdy nie dowiedziałabym o istnieniu tego autora. Przyznam jednak uczciwie, że ta książka na tyle mnie zaintrygowała, że zaczęłam szukać w księgarniach internetowych kolejnych jego książek.

Już sam fakt, że autor uwielbia psy spowodował, że polubiłam go, a po przeczytaniu tej powieści chyba polubiłam również jego książki. I wcale się nie dziwię, że główny bohater, czyli adwokat Andy Carpener zyskał sobie przychylność tak wielu czytelników. U nas wprawdzie jeszcze nie jest zbytnio znanym, ale kto wie, może wkrótce się to zmieni.

W obliczu setek książek, które zalewają księgarnie zarówno internetowe jak i stacjonarne, muszę powiedzieć, że po ten kryminał naprawdę warto sięgnąć. Nie musi to być w okresie świątecznym, chociaż fabuła ma mocną świąteczną oprawę a wiadomo, że jak święta to i każdy liczy na świąteczny cud.

Ta książka to połączenie dobrego wątku kryminalnego z odrobiną humoru i bardzo ciekawymi osobowościowo bohaterami. A wszystko to oplecione jest cudowną nicią empatii.

Myślę, że autor wymyślając postać Andy’ego pozwolił wielu ludziom spojrzeć na zawód adwokata zupełnie z innej strony. Bo kim jest dobry prawnik, dobry adwokat? Z całą pewnością to ktoś, kto potrafi udowodnić to o czym jest przekonany i zrobi wszystko, aby pokazać się z tej nie tylko prawniczej strony, ale głównie z tej typowo ludzkiej.

 (…) – Oczywiście. Don Carrigan to człowiek honoru, a przy tym bohater wojenny. Zrobił, co do niego należy, dla dobra kraju poniósł konsekwencje. Zbrodnia, którą pan opisał, nie zgadza się z profilem osobowości Dona ani z jego stanem psychicznym. (…)

Przyznam szczerze, że całkiem dobrze się przy tej książce bawiłam, chociaż narracja pierwszej osoby czasu teraźniejszego nie należy do moich ulubionych, ale kiedy wciągnie człowieka nietuzinkowa fabuła, to przestaje się zwracać uwagę na narrację, styl czy interpunkcję. A przyznać muszę, że fabuła pochłonęła mnie całkowicie.

(…) Te słowa Jaimego są niczym miód na moje uszy. Tomasino niniejszym przyznał, że wysoki i biały Carrigan jest według niego niski i gruby. (…)

Sprytne metody jakimi posługuje się adwokat, aby udowodnić swoje tezy, są z jednej strony niesamowicie ciekawe, może czasami lekko nieprzepisowe, ale z całą pewnością bardzo skuteczne.

Polecam tę trochę świąteczną powieść wszystkim miłośnikom kryminałów, komedii kryminalnych, miłośnikom psów i wszystkim tym, którzy po prostu lubią dobre książki. Jeśli chodzi o mnie to z pewnością sięgnę jeszcze kiedyś po którąś z książek tego autora, a zwłaszcza po taką, której bohaterem będzie Andy i jego żona.

BYŁ SOBIE PIES 2 – W. Bruce Cameron

W. Bruce Cameronie pisałam we wcześniejszym wpisie, kiedy dzieliłam się swoimi odczuciami po przeczytaniu książki Był sobie pies. Nie będę się zatem rozpisywała ponownie, a każdego kto chciałby dowiedzieć się więcej na temat tego autora zapraszam do poprzedniego wpisu.

Był sobie pies 2, to kontynuacja losów bardzo mądrego i sympatycznego psiaka, który dzieli się swoimi spostrzeżeniami z kilku swoich wcieleń.

Wydawnictwo KOBIECE
stron 405

Bailey był kiedyś psem bardzo przywiązanym do swojego chłopca, los jednak jest okrutny i pies nie może towarzyszyć swojemu panu dłużej niż kilkanaście lat. W kolejnych swoich wcieleniach sympatyczny zwierzak ma do wykonania jakieś zadanie, odradza się w różnych rasach i co za tym idzie dostaje różne imiona. W tej części Bailey powraca głównie jako suczka Molly, ale nie tylko. Jednak ten okres jest dla czworonoga bardzo ważny, spotyka on bowiem małą dziewczynkę, Clarity, jednak jej mama jest nie tylko osobą bardzo egoistyczną i zapatrzoną w siebie, ale dodatkowo nienawidzi psów. Po wielu latach, pies odnajduje swoją małą przyjaciółkę, która nie jest już taka mała i… ma kolejne zadanie do wykonania. Musi pomóc ukochanej pani odnaleźć prawdziwą miłość i zrealizować jej marzenie. Czy uda mu się tego dokonać w jednym wcieleniu? Czy życie, które jest bardzo pomerdane potraktuje go łaskawie?

Nie pamiętam już kiedy ostatnio tak bardzo wzruszyła mnie jakaś książka, pomijając oczywiście pierwszą cześć, czyli Był sobie pies. Widać, że autor ma bardzo specyficzne podejście do zwierząt, a w szczególności do psów, bo chyba nikt tak jak on nie potrafiłby wejść w psychikę psa. Jestem od wielu lat właścicielką kilku psów, zawsze są u mnie przynajmniej dwa jednocześnie, więc wiem co mówię, bo często rozumiemy się z moimi pupilami bez słów.

Narratorem powieści jest oczywiście pies, który swoim psim dedukowaniem często rozbawia do łez, ale równie często też wzrusza.

Autor dzieląc się ze swoimi czytelnikami spostrzeżeniami z punktu widzenia psa, przy okazji zabiera nas do trudnego często życia człowieka. W tej powieści pokazuje nam postrzeganie życia przez tak zwaną „trudną młodzież”, która może gdyby nie dramat dziecięcy zafundowany przez egoistyczną i zapatrzoną w siebie matkę, samotnie wychowującą nastoletnią córkę, było nieco inne. Jak ważne jest dla młodego człowieka normalne, niepozbawione obojętności życie.

Mamy tu zauroczenie pierwszą miłością, toksycznie wpływająca na dorastającą, pełna buntu dziewczynę, ale mamy też miłość platoniczną, gotową w każdej chwili na poświęcenie warte więcej niż można to sobie wyobrazić. Niestety w młodym wieku, takie typowe zaślepienie bywa częste.

Ta książka jest jednak poświęcona głównie miłości psów i do psów, ale także niestety, dramatów wynikających z faktu nienawiści do tych stworzeń.

(…) Nie rozumiałem, co się stało i dlaczego znalazłem się w tym miejscu pełnym szczekających psów. Tak bardzo tęskniłem na CJ, że zacząłem nerwowo dreptać i cicho skomleć, aż wreszcie schowałem się do budy i położyłem na skrawku chodnika, ale nie mogłem zasnąć. (…)

Czytając tę książkę człowiek na zmianę śmieje się i płacze. Muszę jednak przyznać, że zabawne przemyślenia i sytuacje jakie zostały opisane, powodowały, że czasami śmiałam się w głos.

(…) Tym, co nie bardzo lubiłem, była kąpiel. W moich wszystkich poprzednich wcieleniach kąpiel polegała na tym, że stałem na dworze i byłem polewany wodą oraz nacierany śliskim mydłem, które pachniało tak okropnie jak włosy Glorii i którym sierść pachniała mi jeszcze długo po opłukaniu. Natomiast u CJ kąpiel odbywała się w domu, w takim pojemniku o bardzo śliskich bokach. (…)

Fabuła tej cudownej powieści nasycona jest miłością i czułością, zarówno do psów jak i do ludzi. Ale jest w niej również sporo dramatu, widzianego nie tylko oczami psa, dramatu ludzi, którzy nie potrafią sobie poradzić z otaczającą ich codziennością.

Kontakt człowieka z psem bywa różny, jak różne bywają psy i jak różni bywają ludzie. Dla jednych pies jest przyjacielem, domownikiem i nie można go po prostu NIEkochać. Ale jak wiele jest takich osób, które uważają, że pies to tylko buda, łańcuch i miska marnej strawy. Smutne to ale prawdziwie. Cieszę się, że autor tak dogłębnie przedstawił psychikę psa, bo czytając tę książkę uzmysłowiłam sobie, jakie szczęśliwe życie mają moje psiaki i co musiały przechodzić, zanim zaadoptowałam je ze schronisk.

Nie polecam tej książki do przeczytania, ja wręcz z uporem proszę o przeczytanie tej pięknej powieści. Myślę, że po jej przeczytaniu wielu ludzi zmieni swój stosunek do psów, wielu ludzi zrozumie, jak trudne czasami bywa psie życie i ile szczęścia może dać zwykły głask.

Dziękuję Wydawnictwu Kobiece za to, że zdecydowało się wydać tę książkę. Jak znam siebie, to pewnie wrócę do tej lektury niejeden raz. I przyznam się szczerze, że zamówiłam już sobie kolejne książki tego autora, może dlatego, że jestem niepoprawną psiarą?

Lekki styl jakim pisze autor, w połączeniu z ciekawie i bardzo dogłębnie przedstawionymi osobowościami bohaterów, zarówno tych ludzkich jak i psich i oczywiście z fabułą, która nie pozwala na oderwanie się od stron książki to prawdziwy majstersztyk.

Czy muszę pisać więcej?

BYŁ SOBIE PIES – W. Bruce Cameron

William Bruce Cameron urodził się w 1960 roku w Petoskey w Michigan w Stanach Zjednoczonych. Jest autorem licznych powieści, publicystą i satyrykiem. Był absolwentem Uniwersytetu Westminster. Zadebiutował w 2001 roku powieścią pod tytułem „8 Simple Rules for Dating My Teenage Daughter”. Pisał dla magazynów, takich jak „Midweek” na Hawajach oraz dla około pięćdziesięciu innych gazet w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Został dwukrotnie nagrodzony w 2006 roku w kategorii „Humor” nagrodami The Robert Benchley Society Award oraz The National Society of Newspaper Columnists Award.

Był sobie pies to powieść o świecie widzianym z perspektywy psa.

Wydawnictwo KOBIECE rok 2019
stron 391

Bailey przychodzi na świat jako śliczny szczeniak, suki żyjącej wolno. Po pewnym czasie cała jego psia rodzina trafia do miejsca, w którym znajduje się kilkanaście innych psów, a ludzie są wobec nich przyjaźni i życzliwi. Tak zaczyna się opowieść psich losów sympatycznego psiaka, który opowiada swoje przygody od chwili urodzenia aż do śmierci, ale… co najdziwniejsze, po każdym swoim „odejściu” odradza się ponownie i zostaje kolejnym szczeniakiem, ale nigdy w nowej psiej rodzinie nie zapomina o poprzedniej. Pierwszym właścicielem Bailey’a jest chłopiec z którym łączy psa wielka przyjaźń. Czy pies w którymś ze swoich kolejnych wcieleń spotka jeszcze swojego chłopca? Jakie przygody czekają go w kolejnych odrodzeniach, i czy zawsze będzie on kochanym i drogim sercu przyjacielem swojego pana? Czy istnieje psia reinkarnacja, czy to tylko wybujała fantazja autora.

Przyznam szczerze, że słyszałam o tej książce wiele dobrego. Nie byłam w kinie, ale film też wielu moim znajomym się podobał.

Ponieważ jestem typową „psiarą” obecnie właścicielką dwóch czworonogów, chętnie sięgnęłam po tę powieść i przeczytałam ją dosłownie w kilka dni.

Ta książka jest niesamowita, jej fabuła bawi i wzrusza na zmianę. To pełna miłości opowieść o przyjaźni, wierności i odpowiedzialności. Nie dziwię się, że utrzymywała się na liście bestsellerów „The New York Times’a” przez 52 tygodnie i doczekała się swojej ekranizacji.

Świat widziany oczami psa jest nieco inny, od tego jakim my – ludzie – go postrzegamy.

Często nie zdajemy sobie sprawy z tego co czują nasi pupile w chwilach zagrożenia, czy podczas beztroskich zabaw. Ponieważ od kilkunastu lat w moim domu są psy, wiele zdążyłam się od nich nauczyć. Tak, uczymy się wzajemnie. Psy przede wszystkim nauczyły mnie miłości. Takiej bezinteresownej, szczerej, takiej pięknej.

W tej książce świat postrzegany przez psa jest czasami bardzo zabawnie pokazany, ale czasami jest bardzo dramatyczny.

Widzimy tutaj psi świat w dużej mierze stworzony przez człowieka, bo przecież jak wiele zależy od tego jak my – ludzie – traktujemy zwierzęta. Wiem, że są psy groźne i takie, które tylko nadają się do przytulania, ale czy wiemy co siedzi w głowie takiego czworonoga?

(…) – Nie ma złych psów, Bobby. Są tylko źli ludzie. Tu po prostu potrzeba miłości. – Czasami psy są zepsute w środku, Seniora. I nic nie jest w stanie ich już naprawić (…)

Jak już wspomniałam wcześniej, fabuła książki momentami rozbawia do łez, ale również wzrusza i przyznam szczerze, że chyba dawno tyle nie płakałam jak przy tej książce.

(…) I tę noc spędziliśmy wtuleni w siebie. Wyczuwałem leżącą nieopodal padlinę, coś starego, choć prawdopodobnie wciąż jadalnego, ale nie oddaliłem się od chłopca. Potrzebował mojego ciepła bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Opuszczały go siły; wprost czułem jak z niego wypływają. Nigdy w życiu bardziej się nie bałem. (…)

(…) Bardzo lubiłem Mamusię. Jedynym zastrzeżeniem, jakie do niej miałem, było to, że wychodząc z łazienki, zamykała klapę od mojej misy z wodą. Ethan zawsze zostawiał ją dla mnie otwartą. (…)

Moim zdaniem autor, ma bardzo wyostrzony zmysł obserwacji, który w połączeniu z fantazją stworzył tak przejmującą lekturę. W trakcie czytania książki przypominałam sobie filmy, których bohaterami były psy jak na przykład „Bella i Sebastian”, czy „ Beethoven”.

Czasami zastanawiamy się nad tym, że jedni ludzie potrafią porozumiewać się ze zwierzętami, nawet bez słów, a niektórzy nie potrafią dostrzec ani ich cierpienia, ani pragnienia, nie mówiąc już o braku okazywania uczuć.

Myślę, że tę nietypową lekturę powinien przeczytać każdy, a zwłaszcza ten, kto ma wielce obojętny stosunek do zwierząt. Przecież każdy pies, kot, czy inne zwierzę, to żywa istota, która tak jak człowiek odczuwa i radość i ból.

Ta książka, to lektura bardzo ciepła i wzruszająca, wyjątkowo chwytająca za serce. Świetnie wykreowani bohaterowie, zarówno ci ludzcy jak i psi w połączeniu z doskonale opisanymi obserwacjami życia z punktu widzenia psa, to coś od czego nie można się oderwać. Lekki styl, jakim pisze autor pozwala na to, że książki się nie czyta, ją się dosłownie pochłania.

Jeżeli ktoś nie miał jeszcze okazji sięgnąć po tę lekturę, to gorąco ją polecam. Poznajemy bowiem w niej psa, który jest maskotką, przyjacielem, psem obronnym, psem policyjnym i psem bezdomnym. Kilka wcieleń jednego psiaka, którego nie można nie pokochać.

Już wkrótce wejdzie do księgarń druga część psich opowieści, na którą czekam z bijącym sercem.

Cieszę się, że Wydawnictwo KOBIECE zdecydowało się wypuścić na rynek księgarski tak wartościową lekturę, która uczy, bawi, wzrusza ale przede wszystkim pozwala zobaczyć świat inaczej.

Napisz do mnie
marzec 2026
P W Ś C P S N
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031  
Książki które przeczytałam
Znajdziesz mnie również na
lubimyczytać.pl granice.pl booklikes.com nakanapie.pl sztukater.pl instagram.com/formelita_ewfor/ facebook.com/KsiazkiIdy/