Recenzje książek

miłość

NIM ZAPADNIE WYROK – Nina Zawadzka

(…) Norymberga. To do niej prowadziła dziś każda z dróg Europy. Do niej, poprzez wertepy i ślepe ścieżki, zerwane trakcje kolejowe, ciągnęły tabuny reporterów i dziennikarzy – pieszo, samochodami lub pociągami kursującymi bez ustalonego rozkładu. (…)

Zdjęcie z prywatnego albumu autorki bloga.

Nina Zawadzka, to ukrywająca się pod pseudonimem autorka powieści z historią w tle. O napisaniu książki, która skradnie serca czytelników marzyła, odkąd poznała słowo „powieściopisarz”, jednak pierwszą książkę napisała po 30-stce, wierząc, że by pisać, najpierw trzeba doświadczać. Musiała porzucić studia i karierę, by skupić się na samotnym macierzyństwie, pokonać przeciwności losu oraz wykluczenie społeczne. Te doświadczenia ukształtowały ją na tyle, by teraz móc ukazać wachlarze emocji w inspirowanych prawdziwymi wydarzeniami powieściach. Obecnie szczęśliwa żona i mama, której do szczęścia wystarczy tabliczka czekolady i dobra lektura.

NIM ZAPADNIE WYROK to powieść z historią wojenną w tle.

PREMIERA KSIĄŻKI 10 WRZEŚNIA 2025

Wydawnictwo FILIA, stron 367

Jest rok 1946, Europa może odetchnąć, bo koszmar II wojny światowej wreszcie się zakończył. Dziennikarz Ignacy Jakubiak przybywa do Norymbergi, by relacjonować przebieg największego procesu w dziejach. Jednak jego prawdziwym celem podróży jest zemsta na mężczyźnie, z którego rozkazu zginęła żona i dzieci Ignacego. Nieoczekiwanie właśnie ten nazista zostaje świadkiem koronnym Amerykanów, a wszyscy oskarżeni w procesie Niemcy odrzucają stawiane im zarzuty. Polska delegacja bezskutecznie próbuje wykazać ich winę, a Ignacy, powracając pamięcią do przeszłości, wspomina dziewczynę, którą pokochał zanim rozpętało się piekło wojny. Wspomina również inną kobietę, którą poślubił, a która zginęła, bo kochała innego mężczyznę. Czy uda się Ignacemu dokonać zemsty?

To moja pierwsza książka Niny Zawadzkiej, ale już wiem, że nie ostatnia. Autorka bardzo wnikliwie przygotowała się do napisania fabuły tej powieści i w wątkach poruszanych w książce wyraźnie widać porządną kwerendę.

Dotyczy to nie tylko przebiegu procesu w Norymberdze, gdzie na ławie oskarżonych zasiadło wielu nazistów, chociaż byli i tacy, którzy idąc na współpracę z oskarżycielami wywinęli się surowej karze.

Nina Zawadzka zabiera nas do Norymbergii, gdzie w 1946 rozgrywa się walka o sprawiedliwość i rekompensatę za dokonane na narodzie polskim zbrodnie jakich dopuścili się naziści w czasie drugiej wojny światowej. Oczywiście w procesie Polacy nie byli stroną najważniejszą, ale z pewnością tą ważną.

Ale chociaż wątek procesu w Norymbergii jest tym, z którym kojarzy się tytuł książki to nim miałby zapaść wyrok, w życiach głównych bohaterów wydarza się wiele zarówno dramatycznych jak i politycznych epizodów.

Autorka w ciekawy sposób przedstawia również noc kryształową widzianą oczami młodej Polki, która zamieszkała w Breslau aby się uczyć i zdobyć dobre wykształcenie.

(…) Breslau nagle wydało się Deborze do szpiku kości przesiąknięte nienawiścią. Ci wszyscy ludzie byli gotowi do ataku. Nigdy wcześniej nie widziała tak wielkiej rzeszy żołnierzy, sprzętu wojskowego i emblematów partyjnych na odzieży mieszkańców. (…)

Pokazuje również dwa oblicza miłości, jedno i drugie będące pewnego rodzaju mezaliansami. Miłości, które miały miejsce chociaż wielu osobom z różnych względów nie były na rękę.

Jednym uczuciem, które połączyło dwoje ludzi jest miłość młodziutkiej uczennicy do starszego o dziesięć lat mężczyzny. Zuzanna i Ignacy byli sobie pisani, ale rodzina dziewczyny zrobiła wszystko, aby tych dwoje rozdzielić. Czy i w jakim stopniu im się to udało, chcąc się tego dowiedzieć musicie przeczytać sami.

Drugim uczuciem, które połączyło młodych ludzi jeszcze przed wybuchem wojny była miłość polskiej studentki do niemieckiego właściciela piwiarni, w której dziewczyna pracowała, aby móc sobie pozwolić na studiowanie z dala od domu. Niestety wojna sprawiła, że owo uczucie zostało postawione na ostrzu noża, ponieważ młody Niemiec nie chciał ryzykować znajomością z Polką i zaciągnął się do niemieckiego wojska gorąco popierając ideologię Hitlera. Czy to uczucie mimo wojny przetrwało? Jakie konsekwencje wynikły z tego romansu? I tu znów napiszę, że jeżeli chcecie się tego dowiedzieć, to proponuję przeczytać książkę.

(…) Nikt nie wiedział, czy dożyje następnego dnia. A ona – w tej ponurej, pełnej strachu, bólu i traum rzeczywistości – chciała otrzymać tylko trochę szczęścia. Tylko chwili oddechu, która była tak ulotna, jak widok kolorowego motyla nad gruzami, dającego nadzieję, że jeszcze coś ponad bestialstwem wojny, tylko ludzie o tym zapomnieli. (…)

Autorka porusza również w powieści temat polskiej konspiracji działającej głownie w środowisku studenckim i polskiej inteligencji. Działalność, w której każdy dzień był narażaniem życia swojego lub innych.

To książka o trudnych wyborach, często takich, w których walczą uczucia z rozsądkiem, a na szali po przeciwnych stronach znajdują się ryzykownie spełniane własne pragnienia, które kolidują z obowiązkiem odpowiedzialności za innych.

To powieść o kobietach i ich sile, miłościach i trudnych wyborach jakie podejmowały czasami z pobudek egoistycznych, a czasami z pobudek czysto humanitarnych. Czy wszystkie wybory były słuszne?

To historia pokazująca, że czasami strach pobudza kogoś do działania, a czasami namiętność, za którą się tęskni, bardzo przyćmiewa wszystko inne.

Czy miłość Polki do niemieckiego oficera miała szansę przetrwać w tych trudnych wojennych czasach?

Czy miłość do mężczyzny, który związany jest z inną kobietą ma szansę zaistnieć tak, aby po drodze nikogo nie zranić?

Jak już wspomniałam wcześniej, to pierwsza książki Niny Zawadzkiej, którą przeczytałam, ale z pewnością nie ostatnia, ale jeżeli ktoś lubi lektury z historią wojenną w tle, w których nie brakuje wątków z życia zwyczajnych ludzi, którzy pokonując każdego dnia przeciwności wojennej rzeczywistości starają się żyć najlepiej jak potrafią, to myślę, że ta książka ich usatysfakcjonuje.

Chyba nie zdajemy sobie nawet sprawy z tego jak wiele może zostać jeszcze opowiedzianych historii z przeszłością wojenną w tle.

POLECAM tę książkę nie tylko miłośnikom takich właśnie powieści, myślę, że tematy jakie poruszyła autorka zaciekawią niejednego czytelnika.

Dziękuję Wydawnictwu Filia za możliwość przeczytania tej powieści w ramach współpracy barterowej.

DOBRANOC – Jolanna Kordula

(…) Później było już tylko coraz gorzej. Na jego oczach rozgrywała się gra, której nie chciał oglądać. Nie uczestniczył już w niej w żaden sposób, nie był nawet pionkiem. To niewyobrażalnie bolało. (…)

Joanna Kordula urodziła się w 1973 roku w Tomaszowie Mazowieckim. Jest absolwentką Wydziału Lingwistyki Stosowanej i Filologii Wschodniosłowiańskich na Uniwersytecie Warszawskim. Mieszka w Warszawie i coraz częściej oddaje się pasji upiększania ogrodu i uprawie roślin na wsi. Uwielbia czytać powieści, poznawać ludzi, prowadzić długie rozmowy i wędrować. „Dobranoc” to jej debiutancka książka.

DOBRANOC to pierwsza część trylogii obyczajowej z wątkiem romansu i dramatu.

PREMIERA KSIĄŻKI 20 MAJA 2026

Wydawnictwo MIĘTA, stron 398

W niedużym mieście dorasta troje oddanych przyjaciół. Spokojny i poukładany Kamil jest odwzajemnioną miłością Basi. Michał to pierwszy przystojniak w miasteczku, ambitna gwiazda sportu i niestety również płomienny wielbiciel Basi. Żeby nikogo nie zranić, każde z trojga przyjaciół ukrywa swoje uczucia. Kiedy pewnego dnia na letnim obozie Michał odkrywa tajemnicę Basi i Kamila jego życie wywraca się do góry nogami. Dochodzi do tragedii, która wystawia przyjaźń na wielką próbę. Basia wyjeżdża do Anglii, a drogi Kamila i Michała również się rozdzielają, ale do czasu, gdy jedna z koleżanek zakłada stronę internetową, na której meldują swoją obecność nie tylko Kamil, Michał i Basia. Czy po latach rozłąki, uczucie łączące trójkę przyjaciół ma szansę powrócić? Co wydarzyło się na letnim obozie i przyczyniło się do zerwania więzi przyjaciół?

Do pisarskich debiutów podchodzę bardzo ostrożnie. Pamiętam jak sama debiutowałam jako autorka i ile wówczas usłyszałam i pochwał, i słów krytyki. I jedno i drugie było mi jednak bardzo potrzebne, aby uwierzyć w siebie i zacząć doskonalić swój warsztat pisarski. Czytałam już takie debiutanckie książki, których tak właściwie „nie dało się” czytać, ale czytałam i takie, które dosłownie pochłonęłam.

Bardzo często nieznane w świecie literackim nazwisko autorki/autora ginie w gąszczu tych znanych i bywa niezauważone chociaż książka, którą ta autorka czy autor napisali powinna znaleźć się na liście bestsellerów.

Zapamiętajcie nazwisko autorki tej książki bo moim zdaniem ma ona przed sobą piękną drogę pisarską.

Dlaczego tak myślę? Ano dlatego, że jej debiutancka powieść została napisana z taką lekkością, że przez tekst dosłownie się płynie. Ale to, że została napisana z lekkością nie oznacza, że jest to książka lekka, łatwa i przyjemna, bo historia w niej opisana to wielki ładunek emocji.

Przyznam szczerze, że kilka fragmentów tak mnie wzruszyło, że nie mogłam zapanować nad płaczem.

Powieść zaczyna się romansem, a właściwie to czymś co może rozwinąć się w romans, bo początkowo jest tylko niezobowiązującymi spotkaniami dwojga młodych ludzi poznanych w pracy.

(…) Davidowi wydawało się, że zna kobiety. Potrafił przewidzieć ich posunięcia. Basia była inna. Pociągała go i fascynowała. Kryła jakąś tajemnicę. Miała w spojrzeniu coś, co nie dawało mu spokoju. (…)

Dziewczyna lecząca bolesną ranę z przeszłości próbuje wyjść na uczuciową prostą. Czy jej się to uda? Musicie przeczytać sami.

Fabuła zawiera retrospekcje, przeplata teraźniejszość z przeszłością, która była i piękna, i bolesna.

To historia pięknej przyjaźni trójki dzieciaków, dziewczyny z dwoma chłopcami. Przyjaźni trwającej od wczesnych lat dzieciństwa, która w pewnym momencie została wystawiona na wielką próbę i… (niestety) zerwana.

Przyjaźń dwójki dzieciaków w pewnym czasie zaczyna przemieniać się w coś więcej i zamiast rozwinąć się w coś pięknego doprowadza do tragedii.

Po latach przyjaciele znów się spotykają, chociaż okoliczności są zupełnie inne niż kiedyś.

Ta książka jest romansem, ale z dramatem w tle.

Autorka świetnie moim zdaniem wykreowała osobowości swoich bohaterów i mam tu na myśli zarówno tych głównych, czyli Basię, Kamila i Michała, ale również tych widocznych w tle. Przyznam szczerze, że bardzo ich wszystkich polubiłam.

Joanna Kordula wplotła w swoją historię również nutkę tajemnicy i kiedy na końcu książki przeczytałam: CIĄG DALSZY NASTAPI, to poczułam się zawiedziona. Mam nadzieję, że kontynuacja tej książki trafi w ręce czytelniczek i czytelników w miarę szybko, bo mnie „zżera” ciekawość jak potoczą się dalsze losy bohaterów i czy zostanie wyjaśniona tajemnica pewnego pana, który pojawia się w życiu młodych ludzi.

(…) Mężczyzna kucnął koło łóżka i dotknął dłonią policzka chłopaka. Gładził jego włosy. Michał się uspokajał, ale łzy nadal płynęły z jego zamkniętych oczu. (…)

POLECAM tę książkę z czystym sumieniem, że nikogo ona nie zawiedzie, ponieważ to jest historia napisana sercem. Tu głównymi bohaterami są emocje, dlatego uważam, że nie powinno się obok tej lektury przejść obojętnie.

Dziękuję Autorce za tę piękną historię i proszę o jak najszybsze oddanie w ręce czytelników kontynuacji. A Wydawnictwo Mięta dziękuję za propozycję przeczytania tej książki w ramach współpracy barterowej.

ZA MASKĄ WROGA – Anna Rybakiewicz

(…) Stał przy biurku, a w ręku trzymał coś, co wyglądało na list. Gdy mnie zobaczył, wyszedł zza biurka i ruszył w moją stronę. Zatrzymał się tuż przede mną. Przez krótką chwilę po prostu stał i patrzył na mnie, oddychając nierówno, jakby ten list i chwila, w której miał mi go wręczyć, kosztowały go więcej niż chciałby przyznać. (…)

Anna Rybakiewicz jest autorką kilkunastu bestsellerowych powieści obyczajowych. Jest absolwentką Wydziału Prawa Uniwersytetu w Białymstoku, od 2016 roku wykonuje zawód radcy prawnego. Prywatnie jest szczęśliwą mężatką i mamą dwójki dzieci. Uwielbia słuchać ludzkich historii, intrygują ją losy przodków, do których niejednokrotnie odnosi się w swoich powieściach. W fabułach często inspiruje się prawdziwymi wydarzeniami co sprawia, że jej powieści czyta się z zapartym tchem.

ZA MASKĄ WROGA to dramat obyczajowy z historią wojenną w tle.

PREMIERA KSIĄŻKI 24 WRZEŚNIA 2025

Wydawnictwo FILIA, stron 399

Jest rok 1941, komendant Blumentritt przejmuje rodzinny dom Amelii, a ona, by móc w nim pozostać i ochronić swoje dziecko, zgadza się dla niego pracować. Tym samym jej największa pasja staje się narzędziem przymusu i zdrady. Jedynie malowanie pozwala jej przetrwać najgorsze chwile. Kiedy postanawia ocalić swoją żydowską przyjaciółkę, wywołuje lawinę wydarzeń, które zmieniają wszystko i prowadzą do dramatycznych wyborów. W roku 1947, Amelia będąca utalentowaną malarką, próbuje odnaleźć swoje miejsce w powojennym świecie i trafia do Tengeru, polskiej osady u stóp góry Meru. Spotyka tam mężczyznę, którego – jak sądziła – nigdy już nie zobaczy. Mężczyzna jest jedną wielką zagadką, ale skupuje wszystkie jej obrazy. Kim jest spotkany w Afryce mężczyzna? Czy na spalonej słońcem ziemi Amelia odnajdzie w oczach dorosłego mężczyzny chłopca, z którym przed laty łączyło ją uczucie? Jak wiele trzeba wybaczyć, by móc pokochać kogoś, kto staje się wrogiem?

Kolejna książka Anny Rybakiewicz trochę mnie zaskoczyła. Chyba pozytywnie, bo nie spodziewałam się takiego ciągu zdarzeń i takiego romansu.

Autorka po raz kolejny udowadnia jak wielką siłę ma miłość, która czerpie tę swoją siłę z tego, że kocha się nie za coś, ale pomimo czegoś. Że potrafi wybaczyć największe zło i zagoić najboleśniejszą ranę. Czy warto wierzyć w taką miłość, która potrafi i ranić i głaskać jednocześnie?

Przyznam szczerze, że nie wiem, czy potrafiłabym tak pokochać, mając świadomość jakim potworem stał się ten, którego obdarzyłam uczuciem. Ale podobno ta pierwsza, młodzieńcza miłość jest najsilniejsza.

Książka jest napisana dwutorowo, w narracji w pierwszej osobie co ja odbieram tak, jakbym słuchała czyichś wspomnień. Naprzemiennie poprowadzone rozdziały raz przenoszą czytelników do pięknych lat młodości głównej bohaterki, czasu wakacji, które spędzała z dala od domu, w majątku swojej babci. To lata beztroskiej wolności i rozkwitającej młodzieńczej wakacyjnej miłości. Miłości będącej mezaliansem, bo ona wykształcona dziewczyna z bogatego polskiego rodu i on, biedny syn alkoholika, zbyt brutalnego człowieka pochodzenia niemieckiego.

Autorka przedstawia zmiany zachodzące w ubogim niemieckim chłopcu, który dał się wciągnąć w ideologię nazistowską, aby stać się kimś ważnym. I dopiął swego, ale czy był szczęśliwy?

W innych rozdziałach przenosimy się do okresu drugiej wojny światowej, gdzie Polacy gnębieni byli albo przez Sowietów, albo przez Niemców.

Główna bohaterka z wielkiej pani z zacnego bogatego domu staje się nikim. Musi każdego dnia walczyć o przeżycie, musi nisko schylać głowę, chociaż wszystko w niej krzyczy z oburzenia i niemocy.

(…) Cela zakryła usta dłonią. Berti zaklął pod nosem. A ja stałam nieruchomo, z twarzą, która nie zdradzała niczego. Założyłam na siebie maskę. Tę samą, którą nosił on. (…)

Amelia cały czas wraca wspomnieniami do beztroskich lat młodości i do swojej pierwszej miłości – chłopca, który pięknie opowiadał jej o Afryce.

Wielu ludzi musiało w czasie wojny i po niej ukrywać się za maską kogoś kim nie byli lub nie chcieli być. Czasami ktoś musiał udowadniać innym, że jest bezwzględnym i drapieżnym potworem i tylko z dala od ludzkich oczu mógł pozwolić sobie na okazywanie uczucia, empatii a nawet słabości.

Historia miłości Amelii i „jej chłopca” jest trudna i zaskakująca. A jednocześnie jest tak skomplikowana, że trudno w nią uwierzyć.

Długo nie byłam pewna czy powinnam głównych bohaterów lubić, bo w ich osobowościach i zachowaniach cały czas coś mi zgrzytało. Raz Amelii współczułam a raz czułam do niej irracjonalną niechęć. To samo zresztą czułam do bohatera męskiego.

Jest to historia pełna emocji, historia bolesnej miłości, ale jest to również opowieść o pięknej przyjaźni, odwadze i odpowiedzialności za drugiego człowieka.

POLECAM tę powieść tym, którzy nie znają jeszcze „pióra” Anny Rybakiewicz, bo tych, którzy przeczytali chociaż jedną jej książkę zachęcać do sięgnięcia nie muszę.

Dziękuję Wydawnictwu Filia za możliwość przeczytania tej pięknej historii w ramach współpracy barterowej, a Autorce dziękuję za kolejną niesamowitą opowieść.

TUTAJ MIESZKA ZŁO – Sonia Rosa

(…) Dom, który miał być moim rajem na ziemi, mimo swojego piękna coraz częściej przypominał piekło. Czułam się uwięziona pomiędzy tymi ścianami, które – choć starannie przez nas przemalowane – nadal były niemymi świadkami niewyobrażalnej tragedii. (…)

Zdjęcie z prywatnego albumu autorki bloga.

Sonia Rosa to pseudonim literacki Katarzyny Misiołek, która jest autorką powieści społeczno-obyczajowych i kryminałów z cechami thrillera psychologicznego. Pisze również pod pseudonimem Daria Orlicz. Jest absolwentką Wyższej Szkoły Pedagogicznej. Przez kilka lat mieszkała w Rzymie, który do dziś jest bliski jej sercu. Była tłumaczką, radiową pogodynką i hostessą, obecnie współpracuje z kilkoma dużymi wydawnictwami prasowymi i książkowymi. Uwielbia literaturę i kino grozy, klimaty postapo, biografie i mroczne thrillery. Kocha fotografować, podróżować i… kupować buty.  

TU MIESZKA ZŁO to thriller psychologiczny.

PREMIERA KSIĄŻKI 23 LIPCA 2025

Wydawnictwo FILIA, stron 340

Przed laty, w pięknym dworku nad jeziorem, doszło do niewyobrażalnej tragedii – ogarnięta psychozą poporodową młoda matka zamordowała dwójkę swoich dzieci. Posiadłość po bardzo atrakcyjnej cenie kupiło młode małżeństwo. Marta, nowa właścicielka dworku, nocami słyszy płacz niemowlęcia i śmiech kilkuletniej dziewczynki. Z czasem udaje jej się odzyskać równowagę emocjonalną, ale wtedy dzieje się coś, co rodzi kolejne problemy – do dworku wprowadza się siostra męża Marty, Izabela. Kobiety nigdy się nie dogadywały, a obecność szwagierki jest dla Marty toksyczna emocjonalnie. Za zamkniętymi drzwiami wybuchają kłótnie, szczęśliwe małżeństwo przechodzi pierwszy poważny kryzys, ale to dopiero początek koszmaru. Klątwa dworku uderza z niszczycielską siłą i po raz kolejny dochodzi tu do zbrodni. Kto jest katem, a kto ofiarą? Wyremontowany przez parę dom prezentuje się zjawiskowo, ale czy pod dachem, pod którym wydarzyła się tak krwawa zbrodnia, można odnaleźć szczęście?

Historia młodego, kochającego się małżeństwa mogłaby być zupełnie inna. Taka zwyczajna. Prosta, spokojna i szczęśliwa. Odwaga młodych ludzi, którzy kupując dom za miastem, dom przeklęty przez mieszkańców okolicy z powodu tragedii, która się w nim wydarzyła, była z pewnością czymś, co już na początku skreśliło Martę i Bartosza jako dobrych sąsiadów. Dlaczego tak stało?

Ale czy dom ze swoją tajemnicą, noszący wspomnienia niewyobrażalnej tragedii stał się złym? Czy to ludzie sami doprowadzili do tego, że właśnie dom (w sensie budynek) zaczęto oskarżać o wywoływanie zła.

Psychika ludzka jest czymś tak zastanawiającym i nieodkrytym, że z pewnością niewielu ma świadomość tego do czego jest zdolna.

Autorka w dość brutalny, a zarazem chłodny sposób pokazała jak z normalnego, pełnego miłości, wewnętrznej radości, spokoju i dobra człowieka można stoczyć się na samo dno zła. Jak czyjeś irytujące zachowanie i brak dostatecznej asertywności potrafią wyprowadzić z równowagi psychicznej nawet opanowaną emocjonalnie osobę.

W powieści tej przedstawione zostały dwie miłości – miłość małżeńska i miłość braterska. Jedna, pełna oczekiwań, marzeń i spokoju, a druga toksyczna. Gdzie znajduje się rozum, gdy człowiek w imię miłości jest w stanie posunąć się nawet do zbrodni.

Dwie główne bohaterki tej książki to skrajnie różne osobowościowo kobiety, którymi rządzą tak silne emocje, że czasami miałam ochotę każdą z nich potrząsnąć i to w dość brutalny sposób. Teoretycznie obie to silne kobiety, ale w pewnych okolicznościach stają się marionetkami życia.

Przyznam szczerze, że nie spodziewałam się, że książka aż tak mną wstrząśnie i nie mam tutaj na myśli tego co działo się w nawiedzonym przez duchy domu, ale to co stało się z psychikami bohaterów tej historii.

(…) Czy w świecie, który wygląda tak bajecznie, mogą się dziać złe rzeczy? Świetnie wiem, że mogą. Jednak przez tę jedną krótką chwilę nie chcę o nich myśleć. Dystansuję się od potwornych wspomnień i skupiam na oddychaniu. Wdech – wydech. Wdech – wydech. Wdech… (…)

To nie tylko thriller o duchach, zbrodniach, strachu. To książka psychologiczna ukazująca granice samotności, manipulacje ludzkiej psychiki, które są w stanie zniszczyć wszystko co człowiek potrafił zbudować.

MARTA – początkowo wydawało mi się, że jest kobietą mocno stąpającą po ziemi. Mimo pewnych incydentów związanych z zamieszkaniem w nowym domu, które nadszarpnęły jej psychikę, przy pomocy specjalistów doszła do siebie i jest kobietą silną emocjonalnie, niestety… do czasu.

BARTOSZ – przystojny, zakochany w żonie, bardzo pracowity, ale uzależniony od odpowiedzialności za młodszą siostrę. Jej problemy cały czas tłumaczy dramatycznym dzieciństwem nie zauważając tego, że jest przez nią wykorzystywany, bo kobieta nie chce być samodzielną i cały czas liczy na innych.

IZABELA – lekkomyślna, niedojrzała jak na swój wiek młoda kobieta żyjąca z dnia na dzień i egoistycznie podchodząca do życia, której przeszłość i trudne dzieciństwo pozostawiły ślady, ale też nie nauczyły odpowiedzialności za życie.

Moim zdaniem każda scena rozpisana w fabule ma jakieś znaczenie. Ta książka to połączenie klasycznej grozy thrillera z codziennością jaką przeżywa tysiące ludzi na świecie. To nie jest jedynie książka o duchach przeszłości, to opowieść o nienawiści i o miłości, która potrafi być bardzo zdradliwa. To książka o egoizmie i depresji, wyobcowaniu i braku zrozumienia ze strony najbliższej osoby, ale także o samotności w teoretycznie szczęśliwym małżeństwie.

Autorka od początku buduje napięcie i chociaż chwilami „zatrzymuje” czytelnika to tylko po to, żeby za moment rzucić go w pęd emocji i wydarzeń, które nim totalnie wstrząsną.

Wiem, że ta historia zostanie w mojej głowie bardzo długo, ale wiem też, że skłoniła mnie do refleksji: czym tak właściwie jest zło? Czy tylko zachowaniem człowieka? A może osobą, która pojawia się w życiu człowieka i jak kropla drąży skałę, tak ta osoba swoim teoretycznie „normalnym” zachowaniem doprowadza nas do tego, że w naszych umysłach zaczynają pojawiać się bardzo negatywne myśli.

Ciekawa narracja w pierwszej osobie czasu teraźniejszego jest jak słuchanie czyjegoś monologu. Rozdziały w tej książce to przemiennie raz myśli i zwierzenia Marty, a raz Izabeli, tak że niektóre sytuacje jakie miały miejsce odbieramy z perspektywy dwóch kobiet.

Polecam tę powieść tym, którzy lubią odrobinę dreszczu w czytanych lekturach. To nie jest książka lekka, łatwa i przyjemna. Fabuła wielu może się wydać nierealna lub irracjonalnie spłycona, ja jednak przyznaję, że nie mogłam się od niej oderwać.

Dziękuję wydawnictwu FILIA za możliwość przeczytania tej książki w ramach współpracy barterowej. Na mojej półce „do przeczytania” czeka jeszcze jedna książka tej autorki, ale chyba muszę trochę odreagować to, co zafundowała mi Sonia Rosa.

***Cytaty pochodzą z książki TUTAJ MIESZKA ZŁO wydawnictwa FILIA***

KRAKOWSKA KOŁYSANKA – NADZIEJA POŚRÓD RUIN i PO DRUGIEJ STRONIE MURU – Joanna Nowak

(…) Wiktoria marzyła o spokoju. Jednym dniu bez frasunków, złych informacji, dezorientacji, ciszy przed burzą. Chociaż dwadzieścia cztery godziny myślenia o niebieskich migdałach, marzenia na jawie bez koszmarów snujących się ulicami Krakowa. (…)

Joanna Nowak pochodzi ze Strzelna, jest absolwentką administracji na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Z zawodu jest księgową, a z zamiłowania pisarką. Jest miłośniczką dobrej książki, psów i kotów oraz kuchni meksykańskiej i włoskiej. Autorka między innymi trylogii obyczajowej SIOSTRY Z ULICY WIŚNIOWEJ.

NADZIEJA POŚRÓD RUIN to pierwsza część trylogii KRAKOWSKA KOŁYSANKA.

PREMIERA KSIĄŻKI 11 MARCA 2025

Wydawnictwo REPLIKA, stron 316

Antonina i Tadeusz Gajewscy prowadzą razem ze swoimi dziećmi w Krakowie ochronkę dla sierot. Spokojne życie przerywa wybuch wojny, Tadeusz wraz z synem i narzeczonym córki Wiktorii zostają wcieleni do polskiego wojska. Ochronka pozostaje pod opieką Antoniny i Wiktorii. Nie jest lekko, a na dodatek jedna z pracownic sierocińca wchodzi w intymne układy z pewnym niemieckim oficerem Gestapo, co nie wróży niczego dobrego. W Krakowie dzieje się wiele złego, przyjaciółka Wiktorii zostaje zamknięta wraz z innymi Żydami w getcie, sierociniec zostaje przeniesiony do niewielkiego mieszkania, ale nad dziećmi i opiekunkami czuwa jakiś tajemniczy dobry duch, który nie pozwala aby dzieci i panie Gajewskie cierpiały głód dostarczając anonimowo jedzenie. Wiktoria wpada w oko innemu niemieckiemu oficerowi, ale wierna narzeczonemu nawet nie myśli nawiązać z Martinem Aignerem bliższe relacje. Kim jest tajemniczy dostawca jedzenia? Czy Wiktoria przekona się do Aignera? Co stanie się z najbliższą przyjaciółką Wiktorii zamieszkałą wraz z rodziną i maleńkim synkiem za murami getta?

Powieści, w których autorzy poruszają temat wojny od zawsze mnie przyciągały. To jest temat „rzeka”, bo o tym dramatycznym okresie można pisać z różnych perspektyw.

Ta opowieść również jest pełna wojennego dramatyzmu, ale fabuła i losy bohaterek są jak magnes, przyciągają od pierwszej do ostatniej strony.

Poznajemy oblicze wojny z perspektywy kilku Polek prowadzących w Krakowie sierociniec. Przebywające w nim dzieci nie wszystkie są sierotami, do ochronki podrzucane lub przyprowadzane są również dzieci, których matki nie radzą sobie w wojennej rzeczywistości, nie potrafią swoich dzieci wykarmić, a co za tym idzie zapewnić im nawet minimum tego, aby przeżyły.

(…) Przedkładanie jednego życia nad drugie zakrawało na okrucieństwo, ale czy w czasach, gdy ludzie wyrywali sobie z rąk kawałek chleba, przyzwoitość jeszcze istniała? Człowieczeństwo zeszło na dalszy plan. Liczyło się przeżycie. Liczyła się rodzina. Dramat sąsiadów, znajomych, okrutnie bolał, bowiem ich los mógł spotkać każdego. Ale na współczuciu się kończyło. (…)

Ogrom miłości i odwagi, empatii i odpowiedzialności za drugiego człowieka sprawia, że mimo strachu, kobiety są w stanie zrobić wszystko, aby zapewnić swoim podopiecznym w miarę spokojny byt.

Autorka porusza w swojej powieści kilka ważnych nie tylko dla tamtego okresu wątków. Jedne z nich są miłe, inne nie.

Jednym z pozytywnie oddziałującym na odbiór powieści wątkiem jest przedstawiona piękna przyjaźń między Polką a Żydówką. Przyjaźń, która mimo muru rozdzielającego dwie młode kobiety potrafiła pokonać największe zagrożenia. Ale chociaż empatia i miłość przyjacielska są w stanie zdziałać wiele, to nie każda z tych kobiet była w stanie sprostać oczekiwaniom tego czego chciała od niej przyjaciółka.

Jak w każdym społeczeństwie i tutaj mamy zarówno tych złych jak i dobrych ludzi. I to na równi, i wśród Polaków, i wśród Niemców. I nie wolno nam „szufladkować” osób tylko ze względu na ich narodowość, bo to, że ktoś urodził się Niemcem, nie musi być dogmatem, że jest złym i nie wszyscy naziści byli potworami i wśród nawet wysoko postawionych zdarzali się tacy, którzy pracując dla Rzeszy, jednocześnie robili wiele dobrego dla Polaków, a nawet dla Żydów.

Niestety nie wszyscy Polacy zasługiwali na to, aby myśleć o nich jako o dobrych ludziach, bo wśród nich można było spotkać takich, którzy patrzyli tylko z perspektywy własnego JA, nie byli w stanie zatroszczyć się o innych, bo liczyło się jedynie ich egoistyczne podejście do zaspokojenia własnych potrzeb i przyjemności. Tylko czy zawsze wychodziło im to na dobre?

W życiu nic nie jest tylko białe, czy tylko czarne, każdy z tych kolorów ma wiele odcieni. Czasami człowiek, o którym myślimy, że jest tym złym, może okazać się zupełnie kimś innym i odwrotnie, o czym przekonały się bohaterki tej powieści – Antonina i Wiktoria.

Moim zdaniem to jedna z najlepszych książek poruszających temat wojny.

Bohaterowie są bardzo wyraziści, każda z tych osób jest nie tyle ciekawa osobowościowo co intrygująca. W każdej z nich możemy odkryć coś innego. Jedni są charyzmatyczni, empatyczni i po prostu dobrzy (jak na przykład doktor Mierzejewski), a inni mocno irytujący (jak na przykład Brygida).

I chociaż domyślałam się rozwinięcia niektórych wątków to z zainteresowaniem śledziłam losy zarówno bohaterek jak i całego sierocińca. Być może niektóre sytuacje opisane w fabule wydają się mało wiarygodne to i tak całość bardzo mi się podobała i z przyjemnością sięgnę po kolejne tomy tej trylogii, bo (przyznam szczerze) trochę z niecierpliwością oczekuję poznania dalszego ciągu.

POLECAM tę książkę szczególnie miłośnikom historii wojennych, ale myślę, że powieść zainteresuje również innych. Ja nie mogłam się oderwać od tej lektury, bo tak wciągnęła mnie jej fabuła.

To piękna opowieść o miłości i odpowiedzialności za drugiego człowieka, to po prostu piękna opowieść o człowieczeństwie, które w trudnych czasach wojennej zawieruchy często narażone było na wiele niebezpieczeństw.

(…) Szczególnie mężczyznom trudno przychodziło pogodzenie się z niemocą wobec wroga. We własnych oczach okazywali się słabeuszami poddającymi się woli Niemców. Cierpiała ich duma, a rosło poczucie beznadziei. Splamili honor, dali się zamknąć za wysokimi murami, godząc się na odebranie godności oraz poczucia bezpieczeństwa. (…)

PO DRUGIEJ STRONIE MURU to druga część KRAKOWSKIEJ KOŁYSANKI.

PREMIERA KSIĄŻKI 03 CZERWCA 2025

Wydawnictwo REPLIKA, stron 316+303+303

W krakowskim getcie dochodzi do pierwszych wysiedleń. Wiktoria, prowadząca wraz z mamą ochronkę dla polskich dzieci wraz z gestapowcem współpracującym z polską organizacją – Martinem Aignerem ratuje dzieci z getta , wśród których jest również siostra i maleńki synek jej przyjaciółki Sary. Między młodą Polką a Niemieckim oficerem rodzi się uczucie, które może być dla obojga dość niebezpiecznym, ponieważ wojna nie sprzyja takim związkom. Sytuacja staje się skomplikowana gdy do Krakowa wraca były narzeczony Wiktorii a także brat dziewczyny, który nieświadomie zdradza komuś tajemnicę sierocińca. Nad ochronką zawisną ciemne chmury, ponieważ pewien gestapowiec zrobi wszystko aby zemścić się za wysłany na niego donos, pozbyć się Polek i zlikwidować sierociniec. Czy Wiktoria i Martin pozostaną razem? Co stanie się z dziećmi z ochronki i kto odkryje sekret kobiet opiekujących się nie tylko polskimi dziećmi.

Ktoś kto przeczytał pierwszy tom, z przyjemnością i zapewne ze zniecierpliwieniem sięgnie po kolejny, ponieważ historia kobiet prowadzących w czasie wojny ochronkę w Krakowie wciąga niesamowicie. Świetnie poprowadzona fabuła jest z pewnością atutem powieści a w połączeniu z ciekawie wykreowanymi postaciami całość odbierana jest wyjątkowo ciekawie.

Wojna wyzwala w ludziach najgorsze, ale i najlepsze cechy człowieczeństwa. Jedni są zdolni do zaangażowania się w sprawy i bezpieczeństwo innych całym sobą a inni egoistycznie podchodzą do życia idąc w kierunku zaspokajania jedynie własnych przyjemności i własnego bezpieczeństwa.

Autorka w bardzo wyrazisty sposób pokazała ludzi zdolnych do wszystkiego zarówno z tej dobrej jak i złej strony.

Pokazała również jak bardzo można zaszkodzić komuś nie panując nad własnym językiem, nieświadomie konsekwencji przekazując poufne informacje komuś kogo uważa się za kogoś bliskiego i zaufanego, chociaż tak naprawdę się go wcale nie zna.

Życie w ochronce nie należało do łatwych, ciągły niepokój i strach nie tylko o siebie, ale również o osierocone dzieci graniczyło z nie lada wyzwaniem.

Mamy tutaj również obraz postrzegania ludzi w dość fałszywy sposób, wystarczyło, że ktoś miał jakikolwiek kontakt z Niemcami a uważano go za konfidenta i zdrajcę, a przecież zarówno wśród Niemców jak i Polaków byli ludzie, którym można było zaufać i tacy od których najlepiej było trzymać się z daleka.

(…) Nie muszę niczego nikomu udowadniać – stwierdził Ainger. – Poza tym wrzucanie wszystkich ludzi do jednego worka w większości jest krzywdzące. Nie wszyscy Niemcy są źli, tak jak nie wszyscy Polacy mają serce na dłoni. (…)

To nie jest książka z tych: lekka, łatwa i przyjemna. To powieść pełna emocji, bólu i żalu i z pewnością niejednej osobie podczas czytania zakręci się w oku łza. Ale fabuła jest tak wiarygodnie napisana, jakby historia krakowskiego sierocińca i pracujących w nim kobiet wydarzyła się naprawdę.

To opowieść zarówno o bólu, cierpieniu i strachu, ale również opowieść o miłości, zazdrości, pięknej przyjaźni i odpowiedzialności za drugiego człowieka.

Po raz kolejny przekonałam się jak wrażliwą osobą jest Joanna Nowak, książka napisana jest z wyjątkowym wyczuciem i dobrze przeprowadzoną kwerendą. Myślę, że mieszkańcy Krakowa nie będą mieli problemu z odnalezieniem opisanych w książce miejsc.

Bohaterowie nie są wyidealizowani, każdy z nich ma i zalety, i wady, dlatego postrzegani są w bardzo wiarygodny sposób.

POLECAM całą trylogię, którą przeczytałam w wyjątkowo ekspresowym tempie. Wkrótce napiszę o ostatniej części ŚCIEŻKA KU OCALENIU, ale już mogę zaproponować abyście zrobili sobie piękny prezent na święta i zakupili tę cudowną trylogię. Gwarantuję moc wrażeń i wzruszeń i myślę, że fabuła nikogo nie zawiedzie.

Bardzo dziękuję Wydawnictwu REPLIKA za możliwość przeczytania tych książek w ramach współpracy barterowej.

***Wszystkie cytaty pochodzą z książek NADZIEJA POŚRÓD RUIN i PO DRUGIEJ STRONIE MURU wydawnictwa REPLIKA***

Napisz do mnie
lipiec 2026
P W Ś C P S N
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  
Książki które przeczytałam
Znajdziesz mnie również na
lubimyczytać.pl granice.pl booklikes.com nakanapie.pl sztukater.pl instagram.com/formelita_ewfor/ facebook.com/KsiazkiIdy/