literatura polska
GRZECZNA DZIEWCZYNKA – Anna Sakowicz

Anna Sakowicz, to mieszkanka Starogardu Gdańskiego pochodząca ze Stargardu Szczecińskiego. To absolwentka filologii polskiej, edukacji filozoficznej i filozofii na Uniwersytecie Szczecińskim oraz edytorstwa współczesnego na Uniwersytecie im. Stefana Wyszyńskiego. Pracowała jako nauczycielka języka polskiego i etyki, była doradcą metodycznym oraz redaktorem naczelnego regionalnego pisma pedagogicznego. Jako autorka zadebiutowała pisząc do szczecińskiego „Punktu Widzenia”. Od roku 2013 prowadzi blog annasakowicz.pl. Swoją pierwszą książkę wydała w roku 2014 i od tej pory prawie każdego roku zadowala swoje czytelniczki kolejną książką. Pisze dla dorosłych, ale i też dla dzieci, a jej książki pokochały tysiące czytelniczek, wśród których jestem również ja, co potwierdzam w kilku wpisach w tym blogu.
Grzeczna dziewczynka to powieść obyczajowa z nutką humoru, romansu i dramatu.
PREMIERA KSIĄŻKI 05 MAJA 2021

stron 343
Miranda jest pisarką. Mieszka sama w małym domu, ale często pomaga swojemu tacie w opiece nad mamą chorą na Alzheimera. Kiedy babcia Mirandy postanawia tymczasowo zamieszkać z wnuczką, życie kobiety nieco się komplikuje. „Hun” jak nazywa babcię pisarka, wtrąca się do wszystkiego, usilnie stara się zeswatać wnuczkę, będącą w stanie wolnym i mocno komplikuje życie. Gdyby tego wszystkiego było mało, stan zdrowia mamy z dnia na dzień się pogarsza, a do tego na horyzoncie uczuć pojawia się kolega-pisarz, który stara się zdobyć względy koleżanki. Czy Miranda, a właściwie Mirka zakocha się i pozwoli sobie na uczucie inne niż przyjaźń? Czy intencje Lucjana są czyste, czy jest to marketing mający zwiększyć sprzedaż jego książek? Jak bardzo choroba mamy wpłynie na Mirandę i jej babcię?
Patrząc na okładkę odnosi się wrażenie, że jest to ciepła, lekka, łatwa i przyjemna lektura, która pozwoli w pełni nam się zrelaksować. Czy ta książka taka właśnie jest?
Nic w życiu nie jest takie jakie to widzimy.
(…) Wiedziała, że kobiety pokochają ją za tę scenę. Przez lata nauczyła się manipulować uczuciami czytelniczek. Umiała przewidzieć, kiedy będą się śmiać, a kiedy płakać. (…)
To cytat z książki, ale kto przeczytał chociaż jedną z powieści autorki wie, że tak właśnie ona pisze. Nie chcę używać słowa „manipuluje” bo ono jakoś źle mi się kojarzy, ale z całą pewnością Autorka świetnie potrafi „grać” na emocjach czytelników.

Zaczynasz czytać jej książkę i jesteś pewna, że będzie to lektura lekka łatwa i przyjemna i nagle dostajesz jak obuchem, bo fabuła wcale taka nie jest i nawet nie wiesz kiedy łzy zaczęły kapać na kartki książki.
Cóż, jeżeli ktoś będzie tak jak ja spodziewał się właśnie lekkiej historii, to może być trochę zaskoczony.
W tej powieści poruszonych zostało kilka bardzo ważnych tematów, głównym jest choroba Alzheimera, choroba tak trudna do zrozumienia i tak niszcząca ludzi, że kto nie miał z nią nigdy do czynienia z trudem ją zrozumie.
Autorka w ciekawy sposób ukazuje również stronę emocjonalną człowieka, zwłaszcza tę w której dominować powinna cierpliwość. Mieszkanie pod jednym dachem z mocno „upierdliwą” staruszką, może mocno nadwyrężyć cierpliwość każdego. Niestety nie wszystkie starsze panie, to sympatyczne i miłe staruszki, potrafią też być takie, które swoim zachowaniem są w stanie doprowadzić kogoś do szaleństwa. Wiadomo przecież, że każda cierpliwość ma pewne granice.
(…) Wtem rozległ się dźwięk wideodomofonu. Kobieta ruszyła do przedpokoju, ale tam była już babka. Jak ona tak szybko znalazła się przy drzwiach. Miranda nie miała pojęcia. Przez myśl tylko przeszło jej, by przed wejściem umieścić zdjęcie z napisem „dobiegam do furtki w trzy sekundy”. Może to odstraszało nieproszonych gości.
Mamy tutaj bardzo wyraźnie pokazany strach przed przyszłością, która może okazać się uciążliwa dla innych, piszę tu oczywiście o strachu przed chorobą, która niestety jest uwarunkowaniem genetycznym i może dopaść w każdej chwili.
Ale możemy również obserwować coś co nazwałabym fazą pogodzenia się z losem i nauczeniem życia innego niż planowane, które kierowane jest bezgraniczną miłością w ekstremalnych warunkach choroby. To, jak opisuje autorka życie ojca z chorą matką, kiedy choroba zaczyna panować nie tylko nad umysłem, fizjologią i ciałem, to nie tylko poświęcenie dla drugiego człowieka, to właśnie wielka miłość, która mimo zmęczenia, załamania, strachu, pozwala na traktowanie chorej osoby jak tej ukochanej z którą planowało się żyć długo i szczęśliwie. Osoby opiekujące się chorymi na Alzheimera często same potrzebują pomocy, depresje dopadają ich szybciej niż innych, bo w pewnym momencie życia wkracza bezsilność, z którą trudno walczyć.
(…) Kiedyś Gosia była niezwykle elegancką i zadbaną kobietą. Chodziła w szpilkach, miała nienaganny makijaż. Miranda, wtedy jeszcze jako Mireczka, podziwiała mamę za to, że zawsze była tak ładnie umalowana, nawet jak nie szła do pracy. A teraz nie potrafiła się umyć, wyjmowała sztuczną szczękę, puszczała bąki w miejscach publicznych i klęła jak szewc. (…)
Poruszył mnie również wątek przyjaźni dwóch kobiet, takiej przyjaźni przez duże P, która jest silna i bardzo potrzebna, bo kiedy ktoś potrzebuje pomocy, zwłaszcza takiej emocjonalnej, to nawet w nocy o północy, w środku tygodnia, prawdziwa przyjaciółka stawi się na spotkanie, odbierze telefon, pogada. Mieć taką przyjaciółkę to prawdziwy skarb.
Mamy tutaj również miłość, która może dopaść każdego, chociaż w pewnym wieku jest nieuniknione, że serce z rozumem będą toczyć spory i mimo uczucia ciągle zapalać się będzie ostrzegawcza lampka, że to może jednak nie TO. Czy namiętność i seks mogą być odskocznią od problemów życia?
(…) – Słuchaj, zapomnij nagle o tym, co jest wokół – powiedział czułym głosem, – Daj się ponieść emocjom. Zawsze nas do siebie ciągnęło. To dobry czas, byśmy sprawdzili, czy to przyciąganie coś znaczy. Oboje jesteśmy wolni i nie wiadomo, czy taka okazja znów się powtórzy – dodał, a ona przez moment zastanawiała się, kogo miał na myśli, siebie czy ją. (…)
Fabuła książki jest jak kalejdoskop, raz lekka i zabawna, by po chwili przeistoczyć się w poważną, psychologiczną z nutkami dramatu. Bo choroba Alzheimera to dramat, zwłaszcza dla opiekunów i najbliższych osób takiej chorej. Sama osoba dotknięta tą chorobą z czasem przestaje postrzegać tego w odcieniach dramatu. Żyje we własnym świecie zamkniętego umysłu, który powoli przestaje normalnie funkcjonować.
Polecam tę lekturę całym sercem, bo książka nie tylko jest warta przeczytania, ale jej fabuła z pewnością na długo pozostanie w pamięci każdego czytelnika.
Nietuzinkowa historia, trochę zabawna, trochę wzruszająca, w której bohaterowie są tak świetnie wykreowani, że czytając można pomyśleć o tym, że znasz kogoś takiego jak… on, czy ona. Ciekawe dialogi i coś co powoduje, że nie możesz się od lektury oderwać.

Dziękuję Autorce za tę historię i dziękuję Wydawnictwu EDIPRESSE za możliwość przeczytania tej lektury. Przyznam się szczerze, że chociaż skończyłam książkę czytać kilka dni temu, to emocje trzymają mnie do teraz.
ZAPACH MAZUR – Małgorzata Manelska

Małgorzata Manelska urodziła się na Mazurach, w Szczytnie, gdzie cały czas mieszka. Jest absolwentką Uniwersytetu Warszawskiego. Oligofrenopedagog, bibliotekarka, nauczycielka. Od kilkunastu lat pracuje z dziećmi i młodzieżą niepełnosprawną intelektualnie. Pasjonuje ją czytanie. Lubi literaturę o tematyce około wojennej, kryminały, thrillery. W wolnych chwilach zajmuje się decoupage, techniką handmade, polegającą na ozdabianiu różnych powierzchni za pomocą serwetki lub papieru ryżowego. Kocha podróżować, poznawać nowe miejsca i ludzi. Jest autorką książek obyczajowych z historią w tle. Pisze o Mazurach, o ludzkich problemach, fascynacjach, dążeniach i samotności.
Zapach Mazur to powieść obyczajowa z nutką romansu, sporym ładunkiem historii wojennej Mazur i okolic, a także dramatu i psychologii.
PREMIERA KSIĄŻKI (wydanie II) 19 MARCA 2021

stron 403
Julka po rozstaniu z mężem, który ułożył sobie życie z nową żoną za granicą, mieszka sama. Jest niezależna finansowo, ale nie myśli o chwilowo o nowym związku. Kiedy pocztą przychodzi pismo z ośrodka pomocy społecznej z małej miejscowości na Mazurach z prośbą o zaopiekowanie się starszą kobietą, babcią jej byłego męża kobieta nie wie, jak sobie z tym poradzić. Nie jest już żoną wnuka Trudy. Staruszka okazuje się jednak bardzo sympatyczną osobą i Julka bardzo szybko zaprzyjaźnia się z nią. Kiedy mąż Julki postanawia sprzedać ich wspólne mieszkanie, kobieta z dnia na dzień staje się bezdomną z niewielkim kapitałem gotówki. Wyjazd na Mazury i zamieszkanie z babcią byłego męża okazuje się dla niej zbawienny. Oprócz przyjaźni starszej pani, Julka ma szansę na inną przyjaźń, a może nawet coś więcej. Czy uda jej się ułożyć życie w nowym środowisku? Jak na życie Julki wpłyną wspomnienia Trudy z okresu wojennego? Czy Julka znajdzie na Mazurach coś więcej niż tylko pocieszenie po rozstaniu z mężem?
W Mazurach zakochałam się kilkadziesiąt lat temu, kiedy jako młode dziewczę byłam na koloniach. Do dziś pamiętam piękne okolice, piękne jeziora i zapach…lasu.
Autorka ma bardzo malowniczy styl, kiedy coś opisuje, bez względu na to czy jest to pomieszczenie, czy postać, to potrafi słowami wyczarować obraz, który działa to na zmysł wyobraźni.
Kiedy zaczęłam czytać pierwszy tom tej mazurskiej opowieści, to po kilkunastu stronach wiedziałam, że przepadłam. Na mojej półce czeka już drugi tom, autorka zapowiada na rok 2021 kontynuację, co bardzo mnie cieszy.
(…) – Babciu, ile jeszcze po tym świecie chodzi Niemców, którzy też stali się ofiarami wojny? Ani ty, ani twoi rodzice nie chcieliście jej. Nie można czuć się odpowiedzialnym za czyjeś zbrodnie tylko dlatego, że przynależy się do jakiejś narodowości. (…)
Jeżeli ktoś czytał moje książki ze Szkatułki Wspomnień i podobały się, to zatraci się również w tej opowieści.
Fabuła książki dzieje się na dwóch płaszczyznach czasowych, współcześnie i w okresie drugiej wojny światowej i muszę się przyznać do tego, że biorąc tę książkę do ręki nie spodziewałam się takiego zaangażowania emocjonalnego w fabułę. Zwłaszcza w tę dotyczącą wojennych wspomnień jednej z bohaterek powieści.
Styl jakim pisze autorka z pozoru wydaje się lekki, łatwy i przyjemny w czytaniu, ale poruszone w książce tematy nie zawsze do tych lekkich należą.
(…) Julka poczuła w gardle jakąś grudę, która nie pozwoliła jej normalnie przełykać. Nie mogła uwierzyć w to, co przeczytała. Artur mówił, że ojciec nigdy nie szukał z nim kontaktu. O co tu chodziło? Jaką jeszcze tajemnicę kryła Truda? (…)
Przenosząc się do małej miejscowości poznajemy bardzo realistycznie opisane życie jej mieszkańców, z wszystkimi jego plusami i minusami. Poznajemy społeczność tej małej miejscowości widząc zarówno ludzi przedsiębiorczych, odważnych w podejmowaniu decyzji życiowych i zawodowych jak i ludzi kompletnie wycofanych społecznie, trwoniących swoje życiowe szanse i nie potrafiących dobrze wykorzystać potencjału swoich zdolności. Poznajemy również osoby silne emocjonalnie, których osobowości ukształtowały się w czasach tak trudnych i bolesnych jak wojna.
(…) Dobrze jest mieć przyjaciół, którzy wyciągają pomocną dłoń, kiedy się jej potrzebuje. Miała nadzieję, że nie będzie musiała nadużywać przyjaźni Bożeny, Krzysztofa, Trudy. Nie chciałaby tego, bo nie wiedziała, czy kiedyś nie nadejdzie dla niej jeszcze gorszy czas, a co wtedy? Najważniejsze, że teraz nie była sama. (…)
W swoich książkach ze Szkatułki Wspomnień zawsze podkreślam i przypominam, że Niemcy nie zawsze byli źli, jak w każdym społeczeństwie tak i u nich zdarzali się ślepo oddaniu ideologii nazistowskiej jak i tacy, którzy przede wszystkim byli ludźmi.
Autorka w piękny sposób to przedstawiła, ukazując losy pewnej niemieckiej rodziny, w której mimo empatii i serdeczności w stosunku do innych (potencjalnych wrogów) zdarzyła się ta przysłowiowa „czarna owca”.
(…) – W jakiej armii pan służy? Takimi metodami walczą na tej wojnie żołnierze, pańscy koledzy? Kiedyś spotka ich za to kara. Chce pan w taki sposób zdobywać chwałę? Mordując chorych, dzieci, kalekich? Jest jeszcze czas, żeby się z tego wycofać. (…)

Na uwagę moim zdaniem zasłużyła postać Julii, kobiety w średnim wieku, zranionej kilkakrotnie przez los, która mimo kłód rzucanych pod nogi udowodniła sobie i innym, że każdą kłodę można przeskoczyć, ominąć i iść dalej w kierunku szczęścia.
Myślę, że kto sięgnie po tę książkę polubi również Trudę, dziewięćdziesięcioletnią staruszkę, która swoim podejściem do życia udowadnia, że wiek to tylko cyfry w dowodzie i ważniejsze od peselu jest nastawienie do życia.
Polecam tę książkę bardzo gorąco zarówno miłośnikom historii wojennej jak i tym, którzy wybierają romans. Ta ciepła i pełna wzruszeń powieść historyczno-obyczajowa z pewnością zadowoli gust czytelniczy niejednej osoby.
Gdyby nie zobowiązania recenzenckie, to z całą pewnością zaraz po zakończeniu tego tomu zabrałabym się za czytanie kolejnego, bo już nie mogę się doczekać kolejnych losów mieszkańców tej mazurskiej miejscowości.
Moim zdaniem nazwisko autorki jest warte zapamiętania. Pozwólcie sobie na cudowny „wyjazd” na Mazury. Myślę, że będzie to nietypowa podróż zarówno pod względem emocjonalnym jak i przyrodniczo-turystycznym.
Dziękuję Autorce za możliwość przeczytania tej pięknej mazurskiej opowieści, wkrótce opowiem Wam o kolejnej części, która musi niestety cierpliwie trochę poczekać na swoją kolej.
MAMINSYNEK – Natasza Socha

Natasza Socha gościła już na moim blogu, jej poczucie humoru w połączeniu z realizmem życiowym przekonały mnie do sięgnięcia po kolejne jej książki. Urodziła się w Poznaniu w 1973 roku. Jest dziennikarką, felietonistką, pisarką, a także malarką i ilustratorką. Obecnie mieszka pod Akwizgranem w Niemczech. Jest absolwentką dziennikarstwa i nauk politycznych na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza. Przez wiele lat pracowała jako dziennikarka. Zadebiutowała powieścią „Macocha”, która została bardzo dobrze przyjęta przez czytelników. Do tej pory ma na swoim koncie już kilka powieści obyczajowych, w których w dowcipny sposób pisze o sprawach poważnych, podbijając serca wszystkich, którzy czytają jej twórczość. Jest artystyczną duszą, maluje akwarele, a także tworzy ilustracje do dziecięcych bajek.
Maminsynek to komedia obyczajowa.
PREMIERA KSIĄŻKI (wydanie II) 17 MARCA 2021

stron 381
Leandro jest samotnym mężczyzną, dobiegającym do 40-tki mieszkającym cały czas z matką. Każda kobieta, z którą zaczyna się spotykać, skutecznie zostaje przez matkę odstawiana „na boczny tor”. Kiedy mężczyzna poznaje Amelię, po raz kolejny wydaje mu się, że jest ona tą jedną jedyną (po mamusi oczywiście). Amelia zakochuje się na zabój, zrobi wszystko, aby jej ukochany mężczyzna nie tylko z nią zamieszkał, ale żeby połączył swoje życie z jej życiem. Jest tylko jeden mały problem, który w jakimś momencie dorasta do wielkości ogromnego problemu – Mamusia. Czy Amelii uda się pokonać zaborczą kobietę, która nie wyobraża sobie życia swojego synka u boku innej? Co musi wydarzyć się w życiu Leandra i Amelii, aby matka wreszcie zrozumiała, że jej syn ma prawo do własnego życia? Czy Matka zaufa kolejnej partnerce syna na tyle, że pozwoli mu odejść?
„Pióro” tej autorki znam doskonale i wiem, że chociaż porusza w swoich książkach często bardzo trudne i poważne tematy to robi to z gracją dobrego humoru.
Książka podzielona jest na dwie części. W pierwszej narratorem jest mężczyzna Leander (tytułowy Maminsynek), drugiej natomiast kobieta imieniem Amelia.
(…) Zdecydowanie nie lubiłem ubierać się sam. Matka robiła to tak sprawnie i z takim wdziękiem, że nie było sensu próbować samemu walczyć z ciągle plączącymi się nogawkami spodni, nie wspominając o koszulach, w których trafienie guzikiem do dziurki graniczyło z cudem. (…)
Autorka bardzo humorystycznie, aczkolwiek z mocnym akcentem ironicznym przedstawia uzależnienie emocjonalne dorosłego syna (38 lat) od nadopiekuńczej matki, która w każdej kobiecie widzi potencjalne zagrożenie dla tego uzależnienia.
(…) Byłem dopiero ośmiolatkiem, ale już zrozumiałem, że jest najwspanialszą kobietą na świecie. (…)

Ślepo zakochany mężczyzna nie zauważa krat złotej klatki, za którymi został zamknięty, bo przecież mamusia to dla niego „ósmy cud świata”. To jedyna kobieta, która go naprawdę rozumie, która pragnie tylko jego szczęścia i która dogadza ma nie tylko kulinarnie wmawiając, że gotowanie dla niego to szczyt jej marzeń. Matka, kiedy chce jest silna i opanowana, ale kiedy okoliczności nie są po jej myśli rozczula go swoją bezradnością.
Niestety, ale wciąż tacy mężczyźni istnieją. Duzi chłopcy, którzy boją się samodzielności i odpowiedzialności, ale nie zdają sobie sprawy z tego, że jak kobieta czegoś (lub kogoś) zapragnie, to zburzy każdy mur stojący na jej drodze do szczęścia. Mur mamusinego uzależnienia również.
Czy taka właśnie jest Amelia? Kobieta, która bez względu na wszystko zakochała się w przystojnym maminsynku?
Autorka pokazuje, że sposobem można zdobyć nawet to, co jest nie do zdobycia. W bardzo dosadny, ale również groteskowy sposób przedstawia „walkę” kobiet o ukochanego mężczyznę.
Czytając tę książkę, zastanawiałam się co kieruje takimi matkami? Miłość czy egoizm?
Polecam tę lekturę dla czystego relaksu, dla rozluźnienia myśli i poprawienia sobie humoru.
(…) Swoją drogą to ciekawe. Początkowo chrapanie kojarzy nam się z dźwiękami słodkiego misiaczka, który nażarł się miodu. Z czasem miś coraz bardziej linieje i w końcu przepoczwarza się w knura profanującego pościel w sowy. Dodatkowo z kącików ust kapie mu ślina i to właśnie ona stanowi kropkę nad i. (…)

Dziękuję Wydawnictwu FILIA za możliwość przeczytania tej książki i cieszę się, że kolejna powieść Nataszy Sochy trafiła do mojej biblioteczki.
ZAPOWIEDZI KSIĄŻKOWE 2021
Z przyjemnością informuję, że już 26 stycznia nakładem Wydawnictwa REPLIKA ukażą się trzy cudowne książki, które z całą pewnością warto przeczytać.
1. Ewa Bauer, NIGDY NIE ZAPOMNĘ – trzeci tom sagi „Tułacze życie”

Czasem człowiek musi zacząć wszystko od nowa, z nową kartą i bez zaszłości, które się za nim ciągną.
Nigdy nie narzekaj, że ci ciężko, gdy zmierzasz na szczyt.
Dalsze losy rodziny Neubinerów. Johann wiedzie spokojne życie razem z braćmi i ojcem, pomaga we młynie, ale jego prawdziwą pasją są rośliny. Kiedy tylko może, wymyka się na łąki, gdzie zbiera zioła, suszy je i uczy się ich właściwości. Choć ma dopiero siedemnaście lat, jest przekonany, że właśnie takie życie jest mu pisane. Pewnego dnia zostaje wezwany do dworu hrabiny Korteckiej, która proponuje, żeby się zajął jej ogrodem. Zafascynowany tym pomysłem chłopak godzi się bez namysłu. Jeszcze nie wie, że w rzeczywistości hrabina ma wobec niego zupełnie inne plany i że awanturnicze przygody w końcu zaprowadzą go aż do Ameryki.
Pierwsze dwa tomy pochłonęłam dosłownie w kilka dni i już cieszę się, że będę mogła ponownie spotkać się z rodziną Neubinerów. O książkach ZA NASZE WINY i KIEDYŚ CI WYPACZĘ, można przeczytać we wcześniejszym wpisie.
2. Anna Klejzerowicz, CZAROWNICA

Po nieudanym małżeństwie Michał porzuca swoje życie w wielkomiejskiej cywilizacji, przenosi się na wieś i zaczyna budować malowniczy dom.Na swojej drodze spotyka tajemniczą, wyobcowaną kobietę. Choć mieszkańcy wioski nie pałają do niej sympatią, Michał postanawia się do niej zbliżyć. W jego życie wkrada się jeszcze jedna osoba: sześcioletnia, zamknięta w sobie dziewczynka.
Tę książkę mogę polecić z czystym sumieniem, ponieważ kilka lat temu czytałam jej pierwsze wydanie a na okładce tego wydania znajdziecie zachęcający do lektury mój blurb.
3. Susan Richards, KOŃ, KTÓRY MNIE WYBRAŁ (II wydanie)

Przepiękne, rozdzierające serce wspomnienia.
Koń, którego chciała uratować Susan Richards, nie dawał się zapędzić do przyczepy. Za to Lay Me Down, była klacz wyścigowa, razem ze swoim źrebięciem wmaszerowała po rampie wprost w życie Susan. Łagodne zwierzę – osłabione z powodu niedożywienia, zapalenia płuc i infekcji oka – przeszło trudną drogę, lecz w przedziwny sposób jego serce pozostało szczodre i otwarte. Najwyraźniej Lay Me Down było pisane trafić na pastwisko Susan i nauczyć ją, jak w pełni cieszyć się życiem pomimo jego niebezpieczeństw.
Zwierzęcy bohaterowie w tej opowieści są równie złożeni i barwni jak ich ludzkie odpowiedniki, a cała historia inspiruje do przemyśleń na temat odwagi, nadziei i sposobu, w jaki każda miłość – nawet miłość zwierzęcia – może pokazać swą uzdrawiającą moc.
Susan
Richards myślała, że ratuje zagłodzonego, zmaltretowanego i porzuconego konia…
Okazało się, że to Lay Me Down uratowała Susan Richards. Niewiarygodnie
poruszająca opowieść, wnikliwa i pięknie napisana.
„The Roanoke Times”
KRAJ NAPRAWDĘ I NA NIBY – Tomasz Owsiany
REPORTAŻE Z GUJANY FRANCUSKIEJ

Tomasz Owsiany urodził się w 1984 roku. Z wykształcenia jest romanistą natomiast z powołania jest reportażystą. Publikował między innymi w miesięcznikach „Poznaj świat”. Tygodniku Powszechnym” oraz „Kontynentach”. Jest laureatem Nagrody Dziennikarzy Kolosów za rok 2005 oraz Nagrody im. A. Zawady. Na Kolosach został dwukrotnie wyróżniony w kategorii „Podróż”, a jego książka „Pod ciemną skórką Filipin” otrzymała nagrodę im. Beaty Pawlak. Jest miłośnikiem przyrody, najlepiej odpoczywającym w lesie lub na górskich szlakach.
Kraj naprawdę i na niby to książka reportażowa o życiu mieszkańców Gujany Francuskiej.
PREMIERA KSIĄŻKI 12 LISTOPADA 2020

stron 457
Jeżeli lubisz reportaże Martyny Wojciechowskiej, Przemka Kossakowskiego, Beaty Pawlikowskiej czy chociażby Wojciecha Cejrowskiego, to ta książka jest właśnie dla Ciebie. Jeśli chodzi o mnie, to uwielbiam czytać, słuchać i oglądać o tym jak żyją ludzie o innych kulturach, często nieznani w naszym świecie. Pamiętam jak jako dziecko z zapartym tchem z tatą oglądaliśmy programy Tony Halika i Elżbiety Dzikowskiej. Ta miłość do nieznanej, tajemniczej egzotyki chyba pozostała mi do dzisiaj.
Gujana Francuska to dawna kraina niewolnictwa i kolonii karnych. Dziś należąca do Francji i Unii Europejskiej, chociaż znajduje się w Ameryce Południowej. To ciekawa a zarazem niesamowita mieszanka kultur indiańskich żyjących obecnie pod „skrzydłami” Francji.
To miejsce drogie, pochłaniające tysiące euro, z którego startują rakiety kosmiczne, a jednocześnie miejsce wielu ludzi żyjących w skrajnej biedzie.
Autor zabiera nas do wielu miejsc, pokazując jak zależność Francji wpływa na mieszkańców Gujany, na ich codzienne życie, naukę, pracę i dawne wierzenia.

W tej niesamowitej książce możemy odnaleźć opowieść o świecie, którego tak naprawdę nie znamy. O życiu ludzi szczęśliwych dzięki współczesnym wpływom europejskim i ludzi tęskniących za przeszłością, wolną od cywilizacji, jej nałogów i pokus.
Gujana to miejsce piękne i groźne jednocześnie, w którym mieszkają zarówno ludzie bardzo przyjaźni jak i tacy, którym lepiej nie wchodzić w drogę, bo za samo wyciągnięcie aparatu fotograficznego lub kamery można ponieść srogie konsekwencje.
Za pośrednictwem autora możemy poznać tych ludzi, ich zwyczaje, uroczystości i ogólnie, podejście do białego człowieka. Zobaczyć las, w którym nie tylko mieszkają kolorowe ptaki, ale również groźne dla człowieka zwierzęta. Możemy poznać kulinarną stronę Indian, która dla wielu Europejczyków może być szokująca. Ale możemy również być świadkami starych rytuałów, do których nie każdy ma prawo wstępu.
(…) W piątym miesiącu pobytu Andrego wśród Wayanów wieś organizowała ważną ceremonię marake. Jej kluczową częścią była próba owadów. Młodzi chłopcy u progu dorosłości oraz dziewczęta po pierwszej miesiączce musieli znieść setki najbardziej bolesnych użądleń, jakie mogła zaoferować Amazonia. Marake było symbolicznym wejściem w dojrzałość, ale też szczepionką na wszelkie słabości. (…)
Gujana Francuska to miejsce piękne i niebezpieczne zarazem, zwłaszcza dla kogoś, kto niezbyt jest przygotowany na to, aby sprostać wszelkim zagrożeniom, zarówno ze strony ludzi jak i przyrody. Czymże są nasze komary czy meszki w porównaniu z jadowitymi gadami czy insektami, a nawet trującymi roślinami, które na pozór wyglądają całkiem ładnie. Małe, niepozorne żyjątka mogą w każdej chwili bardzo zepsuć przyjemny pobyt w pięknej dżungli lub nad brzegiem rzeki.
(…) W mojej podeszwie pod skórą widoczny był biały mieszek wielkości ziarnka grochu, z czarnym oczkiem na górze. W ten sposób pchły pisakowe umieszczały jajka. Nękały szczególnie psy, którym puchły od tego łapy. By skutecznie usunąć ten bolesny depozyt, niezbędny był haczyk lub agrafka. (…)

Gujana Francuska to nie tylko egzotyka Indian, to również mocno walczący o wzbogacenie się w nielegalnej pracy wydobywczej, ludzie szukający złota. Autor poświęcił jeden długi rozdział właśnie na przedstawienie życia poszukiwaczy, od początków mających miejsce w roku 1855, kiedy pewien brazylijski górnik Paolino trafił w rzece Aratai na kilka sporych samorodków złota, po dziś.
Gujana początkowo miała być ziemią kolonii karnych, czymś w rodzaju wysypiska ludzi z Republiki, to właśnie tam przez kilka lat zbudowano za pośrednictwem niewolniczej pracy skazańców ponad trzydzieści ośrodków karnych i obozów o różnych przeznaczeniach. I to właśnie Obóz Zesłańczy Camp de la Transportation, był początkiem miasteczka Saint-Laurent-du-Maroni, które powstało wokół obozu. Miasteczka, w którym wzniesiono pięknie administracyjne wille i szpital. Przez prawie sto lat dla siedemdziesięciu tysięcy skazańców zesłanych na przymusowe roboty katorżnicza droga zaczynała się właśnie w tym miejscu.
(…) Przekraczając bramę tej sortowni nieszczęśników, stawali się zgrają ludzi z numerami, w białych spodniach, koszulach i słomkowych kapeluszach. Ich życie zaczynało się pod dyktando przepisów i widzimisię strażników. (…)
Duży wpływ na życie ludności Gujany miały nie tylko emigracje, edukacja szkolna czy finansowe szanse na lesze życie, ale również kościół, który u wielu wyparł z myślenia to co było korzeniami życia Indian. Przestali liczyć się szamani i zielarze, bo wystarczyła modlitwa do nieznanego dotąd Boga.
(…) Był to jedyny model ich edukacji, proponowany od dwóch dekad przez państwo. Pierwotnie „szkoły indiańskie” zakładały zgodne nauczanie tradycyjnych umiejętności i historii plemiennej z klasycznymi przedmiotami. Szybko stały się jednak machiną agresywnego sfrancuszczenia i religijnej indoktrynacji zarządzającego nimi Kościoła. Formalnie Indianie nie mieli obowiązku posyłać tam dzieci, ale uginali się pod presją. (…)

Książka jest nie tylko bogatą w wiedzę treścią reportażu, autor zamieścił w niej wiele zdjęć obrazujących zarówno ludzi jak i miejsc w jakich przebywał przez długi czas swojej reporterskiej podróży.
Ta książka to zupełnie inny obraz Indian jaki znamy chociażby z filmów o Winnetou czy innych książek i filmów o dzikim zachodzie. To obraz Indian współczesnych, często zdominowanych przez wpływy cywilizacji i władzę francuską, ale również obraz ludzi żyjących na skraju tej cywilizacji i wierzeń przodków.
Polecam tę książkę szczególnie miłośnikom ciekawych podróży. Moim zdaniem autor włożył w tę publikację nie tylko ogrom wiedzy zdobytej podczas podróży, ale również sporo serca podróżnika. To cudownie móc połączyć pracę z pasją, zazdroszczę mu tego, tej odwagi, ciekawości i tego, jak potrafił zjednywać do siebie ludzi, których czasami trudno nazwać przyjaznymi. Biały człowiek zbyt wiele zrobił, aby zabić tę kulturę przeszłości, więc nie ma się co dziwić, że czasami zaufanie do niego może szwankować.
Autor spędził wiele miesięcy wśród ludzi tak innych niż my Europejczycy, czasem przyjaźnie nastawionych, czasem wrogo, ale dzięki temu udało mu się coś, o czym ktoś inny nawet by nie miał odwagi marzyć. Kto z nas, nawet wybierając się w odległe zakątki świata w celach turystycznych miałby okazję uczestniczyć w ceremonii przesłuchania zmarłego albo zamieszkać u dawnego szamana-proroka Pidimy, założyciela kultu cargo, lub przeniknąć do świata nielegalnych poszukiwaczy złota?
Jemu się to udało, dlatego polecam książkę i trzymam mocne kciuki, aby znalazła się w wielu domach. Tyle ciekawych rzeczy możemy się z niej dowiedzieć.

Dziękuję Wydawnictwu Muza. SA za propozycję przeczytania tej książki i bardzo żałuję, że nie ma już mojego taty, bo wiem, że taka właśnie książka byłaby dla niego cudownym prezentem świątecznym.






