dobraksiążka
PIERNIK Z WRÓŻBĄ – Sandra Podleska
Ulice zdążyły się już pokryć białą warstwą puchu, więc okolica stała się jeszcze przyjemniejsza dla oka. Płatki śniegu, które wirowały w powietrzu, były tak duże, że zamiast od razu się topić, osiadały na ich włosach i ramionach.
Sandra Podleska odkąd sięga pamięcią pamięta, że jej największą pasją jest pisanie. W wieku siedmiu lat pytana kim chce zostać w przyszłości, bez zastanowienia odpowiadała, że pisarką. W Wolnym czasie fotografuje oraz nałogowo czyta książki, głownie powieści obyczajowe oraz thrillery. Jest niepoprawną romantyczką, wrażliwą na otaczające piękno, która ponad wszystko ceni sobie spokój.
Piernik z wróżbą to powieść świąteczna z ciekawą historią wojenną w tle.
PREMIERA KSIĄŻKI 05 PAŹDZIERNIKA 2022

stron 396
Agata jest fotografką, która z pasją wykonuje swoją pracę, ale prywatnie nie potrafi zaufać żadnemu mężczyźnie. Podczas pewnego zimowego spaceru dziewczyna kupuje na krakowskim straganie słój pełen pierników, nie spodziewając się, że na dnie słoika znajdzie się stara fotografia. Jaka historia kryje się za tą fotografią? Wracając ze spaceru ze słoikiem wypełnionym piernikami niefortunnie dziewczyna wpada na młodego mężczyznę, na szczęście żadnemu z nich, a także słoikowi nie staje się nic złego. Tydzień później drogi dwójki młodych ludzi ponownie się krzyżują i chociaż początek ich znajomości nie jest zbyt pozytywny, to z czasem… kto wie, jak ułożą się losy Agaty i Przemka, właściciela firmy wynajmującej samochody, słynącego z lekkiego podejścia do przygód miłosnych. Czy Agata pozna Przemka z jego lepszej strony i dlaczego uważa go za lekkoducha? Jak na życie dziewczyny wpłynie zamieszkanie w starej krakowskiej kamienicy wśród starszych ludzi? Kto przyczyni się do tego, aby powiedzenie „świąteczny cud” nie było tylko pustymi słowami?
To moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki, ale jak na debiut to moim zdaniem jest to całkiem przyjemna, ciepła i emocjonalna książka.
Początkowo podeszłam do tej lektury dość sceptycznie, ale im bardziej zagłębiałam się w fabułę tym było lepiej.
Nie przepadam za panienkami z fochami, kryjącymi urazy bohaterkami i może dlatego wstęp do mojej „znajomości” z Agatą nie wypadł zbyt pozytywnie. Ale trzeba przyznać, że dziewczyna ma w sobie wiele ciepła, empatii i odwagi.
(…) Była urocza, kiedy tak się wszystkim wokół zachwycała. Swoją radością przypominała małą dziewczynkę. Widział jak chłonęła wzrokiem widok starych budynków dzielnicy żydowskiej i napawała się aurą, która tam panowała. (…)
Fabuła jest dość specyficzna jak na typową powieść świąteczną, ponieważ wątek „tu i teraz” przeplatany jest opowieścią odnoszącą się do drugiej wojny światowej i początkowo nie mogłam załapać w jaki sposób może mieć wpływ na wątki współczesne.
Uwielbiam książki pisane w dwóch perspektywach czasowych i gdybym miała uczciwie powiedzieć, czy zauroczyła mnie historia Agaty i Przemka, czy historia Kazimiery i małej Helenki, nie wiem w którą stronę bardziej bym się przechyliła.
(…) Gdy opróżniła niemal cały pojemnik, na jego dnie dostrzegła jakąś zmiętą, pożółkłą kartkę. Kiedy ją wyjęła, uświadomiła sobie ze zdumieniem, że jest to bardzo stara czarno-biała fotografia. Przedstawiała ona piękną, młodą kobietę o kruczoczarnych włosach i ciemnych oczach, która trzymała w objęciach małą dziewczynkę. (…)

Autorka przedstawia nam dość realistycznie wykreowane osoby, które nie są pozbawione ani wad, ani zalet. Myślę, że zachowania głównej bohaterki początkowo mogą irytować, ale im lepiej poznajemy ją i motywy jej zachowania, tym staje się ona dla czytelnika sympatyczniejszą. I w końcu można ją polubić 😉
Dwoje skrzywdzonych przez los ludzi spotyka się przypadkowo w przedświątecznym okresie magicznych wydarzeń i nie może z tego wyniknąć nic złego.
Intrygującym wątkiem w powieści jest krzywdzący odbiór osoby jedynie poprzez pryzmat plotek i pomówień. Jak bardzo można kogoś zranić, Jak bardzo można kogoś wystawić na negatywny odbiór kiedy powtarza się krążące o tej osobie plotki, tak właściwie nie znając jej osobiście.
Moim zdaniem na uwagę zasługuje również wątek odnoszący się do pasji fotografowania, która staje się dla bohaterki nie tylko źródłem dochodu, ale przede wszystkim spełnianiem marzeń. I tu składam ukłon w stronę autorki dziękując za wyjątkowo realnie ukazaną pracę fotografa/fotografki.
Romantyczna historia z przedświątecznymi przygotowaniami i odrobiną anielskiej magii nie jest przesłodzona. Myśląc „historia miłosna” widzimy często słodki romans, a tu możemy w tej słodyczy poczuć sporo goryczy.

Uwielbiam w książkach ciekawe kontakty międzyludzkie, w tej mamy cudowną relację małymi kroczkami wdzierającą się do serce samotnego starego człowieka, niegdyś podziwianego i sławnego, któremu życie nie tylko zdrowotnie, ale i uczuciowo spłatało figla. Dzięki temu, że upór zwyciężył z obojętnością stało się coś pięknego, znajomość młodej dziewczyny ze zgorzkniałym starszym panem zaowocowała czymś pięknym, dobrym i magicznym. Nie zdradzę czym, ponieważ chciałabym abyście sięgnęli po tę książkę i sami się przekonali co miałam na myśli pisząc o tym.
Książka jest kopalnią ludzkich emocji i chociaż niejeden raz miałam ochotę mocno trzepnąć główną bohaterkę to przyznam, że pierwszy raz od dłuższego czasu łapałam się na tym, że podczas czytania prawie cały czas się uśmiecham. Może to sprawił styl pisania autorki, a może odbiór fabuły, a może dialogi?
(…) … wiem, że teraz jest ci źle, ale pamiętaj, że po każdym ciężkim dniu przychodzi nowy dzień i tylko ty możesz sprawić, że będzie lepszy… (…)
Przyznam jednak, że bardzo poczułam atmosferę zbliżających się świąt i to nie tylko z powodu wyobraźni zmysłowo wręcz odbieranego zapachu pierników, które główna bohaterka piekła, ale dzięki wszechobecnym płatkom śniegu, parku w zimowej szacie i… kamiennym, tajemniczym aniołom.
Jeżeli szukacie ciepłej, chwilami romantycznej, nieco nostalgicznej, a momentami trochę zabawnej powieści to jest odpowiednia książka. A tak po cichutku Wam zdradzę, że jest nawet trochę kryminalnie 😉

Dziękuję Wydawnictwu FILIA za możliwość poznania kolejnej polskiej autorki, której następnych książek z pewnością będę wypatrywała.
WILLA POD JEMIOŁĄ – Anna Szczęsna
– A to co? – Jej wzrok zatrzymał się na niewielkiej ozdobie nad drzwiami. Kolorowe szkiełka układały się wzór, który udało się jej rozpoznać. – Jemioła? Dlaczego moja cioteczna babka zechciała mieć w tym miejscu jemiołę?
Anna Szczęsna jest autorką powieści obyczajowych i opowiadań grozy. Z wykształcenia i z zawodu jest bibliotekarką, ale teraz skupia się wyłącznie na pisaniu. Urodzona we Włocławku, obecnie mieszka w Toruniu. Całe życie jest związana z książkami. Kocha las i długie spacery oraz książki i filmy. Smakoszka herbaty i miłośniczka roślin.
Willa pod jemiołą to powieść świąteczna z romansem w tle.
PREMIERA KSIĄŻKI 12 października 2022

stron 399
Grudzień, nie był szczęśliwym miesiącem dla Luizy, w tym miesiącu bowiem niespodziewanie straciła pracę i dodatkowo została porzucona przez wieloletniego partnera. Gdy wszystko się sypie i młoda kobieta planuje spędzić święta z rodzicami okazuje się, że oni mają w planach wyjazd z przyjaciółmi do ciepłych krajów. Ojciec informuje ją jednak o niespodziewanym spadku, w skład którego wchodzi stara willa, ciotecznej babki Luizy, którą rodzice postanawiają po powrocie z wakacji wystawić na sprzedaż. Luiza wiele się nie namyślając postanawia spędzić kilka tygodni w domu po ciotecznej babce i przygotować go do sprzedaży. Co wydarzy się w starej willi, w której ostatnie lata swoje życie spędziła krewna Luizy zajmująca się spirytystyką? Kto zagląda do domu pod nieobecność kobiety? I kim tak właściwie była nieznana dotąd krewna?
Książka zaczyna się dość dramatycznie, bo bohaterka tuż przed świętami traci pracę i narzeczonego, który uważa, że do siebie nie pasują. No cóż podwójny pech.
Muszę przyznać, że książka mile mnie zaskoczyła, bo oprócz uroczej, mocno zimowej i śnieżnej opowieści świątecznej mamy ciekawy romans i nieco tajemnicy.
(…) – Ten dom działa na wyobraźnię. – Starała się mówić spokojnie i racjonalnie. – Wczoraj sporo wypiłeś, dużo ostatnio u ciebie się dzieje, to może rozstroić największego twardziela. Pewnie nawet nie pamiętasz, że to wszystko porozrzucałeś, ale uwierz mi. Tu nie ma duchów. Nic ponadnaturalnego się nie działo. (…)
Dzięki ciekawej fabule i świetnie wykreowanym osobowościom bohaterów (chociaż Gabriel był dla mnie zbyt idealny jak na faceta 😉) książkę mogę zaliczyć do lekkich, łatwych i przyjemnych. Czytałam ją z wyjątkową szybkością i zaciekawieniem. Może między innymi dlatego, że od samego początku poczułam nić sympatii do Luizy a następnie do Gabriela.
Autorce udało się wciągnąć czytelnika w tajemniczą historię sprzed lat, w której główną rolę odegrała kobieta zajmująca się kontaktami z duchami.
Jestem oczarowana opisami wiekowego domu, pełnego tajemniczych zakamarków, w którym mimo upływu lat wyczuwana jest obecność jego byłej właścicielki. Lubię takie historyjki z lekkim dreszczykiem, a tu tych dreszczyków nie brakowało.
(…) Co więc było przyczyną tych dziwnych zdarzeń w willi? Złodziej? Dziki lokator? Nigdzie nie znalazła śladów włamania ani dowodów na to, że ktoś korzystał z willi. Luiza nie otwierała okien, bo i tak było zimno, więc nikt nie mógł wejść przez jej nieuwagę. (…)

Chociaż tytuł i okładka mocno sugerują, że jest to powieść świąteczna, śmiało można ją czytać również po świętach. Zimowa aura przenosi czytelnika do cichego zakątka miejscowości, w której stoi stara willa, ale ogień z kominka zdecydowanie ociepli emocje.
Jak na świąteczną powieść przystało jest sporo świątecznych akcentów, ale w fabule znajdziemy również trochę spirytyzmu i tajemnicy, a także odrobinę kryminału.
Główni bohaterowie są jak ogień i woda; Luiza trochę „narwana”, odważna i pewna siebie, a Gabriel to ocean spokoju, rozwagi, po prostu ideał mężczyzny aż nadto idealny.
Autorka cudownie pokazała emocje i to, że nie warto zbytnio przejmować się tym co było, a ruszyć do przodu z nadzieją na lepsze. Bo przecież nic nie dzieje się bez przyczyny, czasami musi wydarzyć się coś złego, aby zauważyć dobro i je wykorzystać. Mimo złych chwil, kłód rzucanych pod nogi przez los warto otworzyć się na nowe, iść do przodu z podniesioną głową i zawalczyć o siebie.
(…) Wyszli, trzymając się za ręce, niczym zakochane nastolatki. Chociaż wokół panowała zima, to Luiza miała w sercu wiosnę. Wierzyła, że wszystko się ułoży i to lepiej niż kiedykolwiek mogła się spodziewać. (…)
Jeśli chodzi o mnie, to w gąszczu przeczytanych w ostatnim okresie książek zimowo-świątecznych tę zaliczyć mogę do tych lepszych. Świetnie się przy niej bawiłam, chociaż nie brakowało momentów, w czasie których adrenalina galopowała jak szalona niestosownie w stosunku do spokojnej powieści świątecznej.
Dość nietuzinkowy pomysł na fabułę to coś czego oczekujemy po dobrej książce, a w tej to znalazłam.
Odrobina humoru, szczypta tajemnicy, okruch grozy i duża dawka romantyzmu, to coś, czego teraz potrzebowałam.
Polecam tę książkę każdemu, kto potrzebuje dobrego relaksu. Nie będziesz śmiać się w głos, nie będziesz szlochać w chusteczkę, ale z pewnością mile spędzisz czas z tą książką.

Dziękuję Wydawnictwu Filia za poznanie kolejnej polskiej autorki, której książki z pewnością nieraz zagoszczą w mojej biblioteczce.
ŚWIĘTA DO WYNAJĘCIA – Karolina Wilczyńska
Kiedy z Wiesią trzymającą go pod rękę przemierzali ulice miasta, brnąc przez nieodśnieżone chodniki i rozcierając zmarznięte dłonie, ku swojemu zdziwieniu zamiast dyskomfortu czuli ciepło w sercu.
Karolina Wilczyńska urodziła się w 1973 roku i jest mieszkanką Kielc. Pracowała jako trenerka, terapeutka i wykładowca uniwersytecki. W wolnych chwilach oprócz pisania haftuje, ozdabia przedmioty techniką decoupage, tworzy biżuterię. Jest autorką takich powieści jak: „Performens” i „Ta druga” i zwyciężczynią konkursów na opowiadania „Secretum Calligo” i „Littera Scripta”. W 2012 roku jej powieść „Ta druga” była nominowana do nagrody na Festiwalu Literatury Kobiecej Pióra i Pazura w kategorii Pióro i zdobyła nagrodę czytelniczek. Uwielbiana jest przez czytelniczki za serię książek o Jagodnie czy Kawiarenka za rogiem.
Święta do wynajęcia to powieść świąteczna.
PREMIERA KSIĄŻKI 26 PAŹDZIERNIKA 2022

stron 303
Święta zbliżają się wielkimi krokami, chociaż nie wszyscy przygotowania do nich odbierają tak samo. W przedświątecznym rozgardiaszu łatwo zapomnieć o tym co w życiu jest najważniejsze. Na szczęście jest grupa ludzi, która potrafi przypomnieć wielu osobom czym tak właściwie powinien być świąteczny czas. Józef otrzymuje propozycję objęcia stanowiska dyrektora agencji świadczącej usługi jako dziadek do wynajęcia, Irenka spędzi święta zupełnie inaczej niż planowała, Melania zdobędzie nowe doświadczenia towarzyskie, a Wiesia z Kazimierzem będą mogli sprawdzić się w roli aktorów. Czy praca jako seniorzy do wynajęcia sprawia im radość, czy pozwoli zauważyć walory własnych osobowości i pokonać emocje? Czy prawdą jest, że pieniądze szczęścia nie dają, ale bliskość drugiej osoby tak?
Józef, Irenka, Melania, Wiesia i Kazimierz to bohaterowie nietuzinkowej opowieści o tym jak wielkim może być serce człowieka w obliczu samotności.
Książka jest kontynuacją losów dziarskich seniorów z „Lata do wynajęcia”, nie czytałam poprzedniej książki, ale z pewnością szybko nadrobię tę zaległość, ponieważ pokochałam tę grupę starszych osób. I chociaż próbowałam potraktować tę lekturę z przymrużeniem oka, to muszę przyznać, że bardzo polubiłam bohaterów, może nawet trochę się z nimi zżyłam.
Pięcioro seniorów wzięło święta w swoje ręce, trochę jako grupa działająca agencyjnie, a trochę z potrzeby serca. Jak bardzo trzeba czuć się samotnym, żeby zdecydować się na taki krok? Co nimi kierowało, samotność czy chęć dorobienia kilku groszy do emerytur?
Mamy tutaj cztery różne historie, ale łączy je jedno – potrzeba bliskości, która rośnie wraz z przybywającymi latami.
(…) Poczucie, że ktoś go potrzebuje, że jego zaangażowanie może komuś pomóc, było czymś nowym, ale bardzo przyjemnym. I chociaż nie przyznałby się do tego głośno, to ucieszył się z odnalezienia Marzenki. Zupełnie obca osoba nagle jakimś cudem stała się częścią jego życia, której stracić nie chciał. (…)

Autorka podeszła do tematu poważnie, chociaż z lekkim poczuciem humoru, które sprawiło, że powieść nie okazała się zbyt tkliwa i zbyt wzruszająca. Nie brakuje tutaj ani humoru, ani wzruszeń, a fabuła wciąga od pierwszej strony, ponieważ książkę „czyta się” szybko i płynnie.
Moim zdaniem to piękne, wyjątkowo wartościowe historie zarówno o ludziach samotnych jak i tych, którzy uważają, że wszystko można kupić, wiele można zlekceważyć, bo w życiowym pędzie często zapomina się o tym co najważniejsze. O uczuciach innych.
To książka w trakcie czytania której nie jeden raz zakręci się w oku łza, ale to również książka, która niesie ze sobą coś magicznego. Jakąś nadzieję i wiarę w ludzi.
(…) Wyglądało na to, że synowi jej wizyta nie jest w smak. Nie mogła zrozumieć dlaczego. Przecież zawsze mówił, że mu przykro, że tak rzadko ją odwiedza. (…)
Wśród przeczytanych w okresie okołoświątecznym książek, ta moim zdaniem zasługuje na więcej uwagi, dlatego, że jest to książka z morałem przypominającym nam o tym co w życiu tak naprawdę jest ważne. Czy pieniądze są ważniejsze od ludzi, którzy powinni być bliscy naszemu sercu? Czy na to, aby zrozumieć i naprawić popełniony kiedyś błąd jest czas tu i teraz czy kiedyś? Czy właśnie święta nie są odpowiednim czasem?
Z całą pewnością ta książka wielu czytelnikom zostawi ślad w sercu i pozwoli na chwile refleksji.
Jak już wcześniej wspomniałam, niby jest to lektura lekka, łatwa i przyjemna, ale autorka porusza w niej bardzo ważny problem społeczny jakim jest samotność w wieku senioralnym i nie tylko w takim wieku.
(…) Starsza pani poczuła, że cała radość z gotowania znikła w jednej sekundzie. Pochyliła głowę, słuchając pokrzykiwań kobiety. A kiedy dotarły do niej ostatnie słowa, odłożyła silikonowy wałek i wyszła z kuchni tak szybko, jak mogła. (…)

Pamiętam jak dawno temu odbywając praktyki w domu dziecka szczególnie upodobałam sobie pewną małą dziewczynkę. Bardzo chciałam ją wziąć do nas na święta, ale moi rodzice kategorycznie się temu sprzeciwili. Pamiętam słowa mojej mamy: te kilka chwil szczęścia i radości może wyrządzić jej więcej krzywdy niż cały rok samotności, bo ona po tych świętach wróci do siebie, z nadzieją w sercu, ale kto wie czy nie będzie cierpiała wiedząc, że gdzieś jest inny, lepszy świat, do którego ona nie ma wstępu.
Polecam z całego serca tę momentami zabawną i uroczą, a momentami wzruszającą lekturę. Przede mną czas nadrobienia zaległości, bo wiem, że bardzo chce przeczytać o wcześniejszych losach tych bohaterów – „Lato do wynajęcia”.
Książkę otrzymałam w prezencie świątecznym od Przyjaciółki i cieszę się, że ona tak dobrze mnie zna, że wiedziała, że ta lektura poruszy moje serce.
WYŚNIONA GWIAZDKA – Anna Kapczyńska
Szkoda, że nie da się nagrywać snów, chociaż gdyby nawet było to możliwe, sam obraz i dźwięk nie oddałyby klimatu. Przecież czasami śnimy o jakiejś osobie, która wygląda w rzeczywistości zupełnie inaczej, a jednak podskórnie wiemy, że to właśnie ten człowiek.
Anna Kapczyńska jest poznanianką, jeżycką lokalna patriotką. Znana jest jako miłośniczka absurdu i czarnego humoru. Lubi białą kawę. Bywa pisarką, scenarzystką i reżyserką. Zdarza jej się występować na scenie, montować słuchowiska a także prowadzić warsztaty z kreatywnego pisania.
Wyśniona gwiazdka to powieść z źródłem świątecznym.
PREMIERA KSIĄŻKI 02 LISTOPADA 2022

stron 304
Wanda jest bardzo zapracowaną kobietą i to zarówno w domu jak i zawodowo. Kilka dni przed świętami Bożego Narodzenia niespodziewanie otrzymuje propozycję wyjazdu służbowego do Pragi. No tak, ale jak to pogodzić ze zbliżającymi się wielkimi krokami świętami, gdzie prawie wszystko jest na jej głowie. Jest jednak bardzo zmęczona życiem i marzy jej się kilka dni odpoczynku i relaksu nawet jeżeli nie będzie to relaks wymarzony. Od pierwszych chwil pobytu w delegacji Wanda wciągana jest w absurdalne sytuacje, które powodują, że jej planowany relaks zamienia się w frustrację, a ta z kolei toczy się jak kula śniegowa. W Czechach Wanda podejmuje decyzję, o którą rozsądna strona kobiety nigdy by się nie podejrzewała, zaczyna postępować zupełnie irracjonalnie wikłając się w kolejne sytuacje, które z każdą kolejną chwilą oddalają ją od rodzinnego domu i rodzinnie spędzonych świąt. Co takiego wydarzyło się w Czechach, że Wanda coraz mniej myśli o powrocie do domu? Kim jest tajemnicza staruszka, która pojawia się w najmniej oczekiwanych momentach i co ma na myśli przekazując kobiecie tajemniczo brzmiące słowa? Czy rodzina Wandy sprosta przygotowaniom świątecznym, czy też pogrąży się w rozpaczy nad nieobecnością gospodyni?
Jest to trochę nietypowa powieść świąteczna, ponieważ autorka zabiera czytelników do Czech, gdzie sprawy toczą się całkiem spontanicznym torem. Jest trochę magii (a może tajemnicy?), dużo zimy i odrobinę marzeń. Czy można się oprzeć takiej mieszance?
Ciekawa jestem, ile kobiet, będących wzorowymi żonami, mamami, gospodyniami, odważyłoby się na wyjazd tuż przed świętami, kiedy w domu huk roboty, a domownicy dalecy są od udzielania jakiejkolwiek pomocy? No cóż, domownicy nie zawsze są chętni do pomocy. Można powiedzieć: jak sobie wychowasz tak masz i to właśnie miałam ochotę powiedzieć głównej bohaterce.
(…) A ja co? Mogłam się załamać, mogłam go przepraszać, mogłam pójść i się tłumaczyć, ale mi się nie chciało. Miałam dość służalczej roli w życiu jego i innych, powinnam zacząć grać wreszcie pierwszoplanową we własnym życiu. (…)

Pracująca zawodowo kobieta była dla swojej rodziny wynieś-podaj-pozamiataj. Córki nie kwapiły się do żadnej pomocy (nawet do wyprowadzania psa), a matka potrafiła jedynie się nad sobą użalać nie biorąc pod uwagę niczego w czym mogłaby zapracowanej córce pomóc. Mąż wiecznie zapracowany, nie miał czasu na nic, a… jest jeszcze wiekowa ciotka, osoba dość kontrowersyjna jak dla mnie o której można powiedzieć, że jest dodatkowym utrapieniem dla siostrzenicy.
Przez całą fabułę towarzyszy nam specyficzny humor chociaż główna bohaterka w większości chodzi podenerwowana lub dosłownie wkurzona.
Autorka przedstawia nam kobietę taką jakich w naszym społeczeństwie jest tysiące, ale ile z nich ma odwagę na zdrowy egoizm? Na chwilę zapomnienia? Na chwilę tylko dla siebie? Z jednej strony kibicowałam Wandzie, a z drugiej było mi jej żal, że nie potrafiła postawić (przynajmniej początkowo) na asertywność.
(…) Matka odsunęła talerz, czym doprowadziła mnie do furii. A jeszcze bardziej tym, że nie dała mi dokończyć. Nie tylko nie obchodziło jej, co u mnie, bo była zbyt pochłonięta użalaniem się nad sobą, to jeszcze nie dała mi dojść do słowa. (…)
To moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki i chociaż książką się nie zachwyciłam to bardzo przypadł mi do gustu styl jakim pisze. Lekko, ładnie i przyjemnie z nutą sarkazmu.

Nie znalazłam w tej powieści oczekiwanej magii świąt co zasugerowały mi tytuł i okładka, większość fabuły odnosi się do służbowego wyjazdu do Pragi, oraz pewnego czeskiego miasteczka i chociaż jest śnieg, jest mowa o przygotowaniach do wigilii, jest nawet jarmark świąteczny (w Czechach) to czegoś mi tutaj zabrakło.
Z całą pewnością jest to książka, którą czyta się płynnie i która relaksuje, ale wbrew temu co pokazuje okładka i sugeruje tytuł nie znajdziecie w niej tej przedświątecznej iskry, która rozmarzy i przybliży nastrój świąt.
Podobało mi się w tej powieści takie swoiste carpe diem, kobieta, która jest motorem funkcjonowania rodziny wreszcie postanowiła postawić na siebie. Może nie wszystko wyszło tak jak powinno, ale liczy się spontaniczność i wspomniany wcześniej zdrowy egoizm.
(…) Kiedy zrobiło się zamieszanie, mój wzrok spotkał się ze wzrokiem profesora. I już wiedziałam, że nigdy mi tego nie wybaczy i być może właśnie w tym momencie moja kariera naukowa legła w gruzach. Ale właściwie jak miało lec w gruzach coś, co nie miało nawet fundamentów?
Mimo sporej dawki ironicznego humoru, myślę że ta lektura niejedną osobę zmusi do refleksji.
Polecam tę powieść dla czystego relaksu, myślę, że czas spędzony z nią nikt nie uzna za stracony. Jest trochę zabawnie, odrobinę wkurzająco, ale to tylko świadczy o tym, że tam gdzie są emocje tam jest dobra lektura.

Dziękuję wydawnictwu REPLIKA za możliwość poznania kolejnej polskiej pisarki, po książki której z pewnością jeszcze sięgnę, chociaż ta książka mnie nie oczarowała świąteczną aurą.
ZAGUBIONY ANIOŁ – Magdalena Kordel
Nie wiem, jak to tam do końca z Tobą jest, jeżeli istniejesz, to bardzo Cię proszę o bezpieczny dach nad głową. Nie muszę Ci tłumaczyć, że jest mi teraz wyjątkowo potrzebny… Tylko do lata, bo potem… Potem już sobie poradzę.
Magdalena Kordel urodziła się w 1978 roku w Otwocku. Jest autorką, bestsellerowych powieści „Uroczysko” i „Sezon na cuda”. Podobno pisać zaczęła, by poradzić sobie z trudną przeszłością, ale szybko okazało się, że jej książki stały się balsamem dla duszy tysięcy czytelników.
Uwielbia podróżować, czytać i gotować. Mieszka w Otwocku i kiedy tylko może, ucieka w Sudety, bo marzy się jej dom gdzieś wysoko w górach. Wie, jak ważne są marzenia, dlatego pomaga spełniać je innym.
Zagubiony Anioł to powieść świąteczna.
PREMIERA KSIĄŻKI 31 PAŹDZIERNIKA 2022

stron 492
Rok wcześniej pewna dziewczyna odważyła się wypowiedzieć skryte życzenie, a że czasami życzenia się spełniają to jej życzenie również się spełniło. Dziś ma cudowną córeczkę, ukochanego mężczyznę u boku i jest szczęśliwą. Pracuje w kwiaciarni i robi to co lubi. Tego roku Michalina spotka dziewczynę, która tak jak ona rok wcześniej jest bardzo zagubiona i samotna. Haśka zrobiłaby wszystko, aby zapewnić swojej córeczce ciepło i bezpieczeństwo, ale los bywa przewrotny i dziewczyna ląduje w małym mieszkanku na strychu, gdzie z sufitu kapie woda a chłód roznosi się po wszystkich zakamarkach. Gdy Michalina po raz pierwszy spotyka zziębniętą i samotną dziewczynę z maleńkim dzieckiem, widzi w niej cząstkę siebie z przeszłości co skłania ją do podarowania obcej młodej kobiecie tego co najcenniejsze – nadzieję na lepsze jutro. Czy Haśka będzie gotowa zaufać obcej dziewczynie będącej kimś w rodzaju Anioła? Przed kim Haśka musi się ukrywać? Kto i dlaczego postanawia pomóc Michalinie w doprowadzeniu schorowanej kobiety do zdrowia i czy robi to z własnej woli?
Przyznam szczerze, że najpierw zauroczyła mnie okładka, ale znając „pióro” autorki byłam przekonana, że treść również mnie zauroczy i… tak się stało.
Ktoś, kto przeczytał chociaż jedną książkę Magdaleny Kordel nie będzie się zastanawiał nad sięgnięciem po jej kolejną powieść świąteczną, bo wiadomo, że jest w niej magia i wiele pozytywnych emocji.
(…) Więc gdybyś całkiem przypadkiem tam u siebie, na górze miał jakiegoś bezrobotnego anioła albo takiego wolnego tylko na chwilę… anioła do wynajęcia, to pamiętaj o mnie. Bardzo proszę. (…)
Książka jest kontynuacją losów pewnej dziewczyny, ale jeżeli ktoś nie przeczytał wcześniejszej powieści Anioł do wynajęcia to i tak śmiało może sięgnąć po tę, a ja myślę, że prędzej czy później również zapragnie poznać wcześniejsze losy Michaliny.

Myślę, że czytając tę książkę nikt nie będzie narzekał na brak emocji, ponieważ podczas czytania i uśmiechnie się i uroni łezkę wzruszenia. Autorka bowiem stworzyła kolejną poruszającą i niezwykle ciepłą powieść, której fabuła momentami bawi, a chwilami bardzo wzrusza.
Magdalena Kordel zabiera nas w świat dramatu i patologii rodzinnej przedstawiając samotną młodą kobietę, właściwie dziewczynę, z maleńkim dzieckiem ukrywającą się przed despotycznym ojczymem. Ale na szczęście są na świecie ludzie-anioły, którzy najkoszmarniejszy dramat potrafią zamienić w szczęście.
Ta książka jest pełna emocji i wzruszeń, ale to również, opowieść o nadziei i radości, o empatii i zrozumieniu. Los lubi ludziom rzucać kłody pod nogi, ale jeżeli obok pojawi się ktoś, kto pomoże te kłody usunąć, to życie nabiera kolorów i staje się kolebką szczęścia.
(…) – Że dobre rzeczy mają to do siebie, że zawsze przychodzą znienacka. Na przykład miłość i szczęście – odparł. – Nijak się ich nie spodziewasz, przymykasz oczy i proszę: już są. Cały szkopuł w tym, żeby ich nie przegapić – dodał i zsunął czapkę tak, że była założona na bakier i z miejsca sprawiła, że zaczął wyglądać bardziej zawadiacko. (…)
Dwie prawie w tym samym wieku młode kobiety spotykają się przypadkowo. Czy aby na pewno to był przypadek, czy raczej przeznaczenie?
Strach i samotność potrafią zmienić podejście do życia, a jak jeszcze do tego dołączy upokorzenie i przeświadczenie o tym, że jest się nic niewartym śmieciem, to trudno zaufać innym i trudno uwierzyć, że ktoś może coś robić dla człowieka bezinteresownie, z potrzeby serca. Tak właśnie życzliwość Michaliny odbierała Haśka.
Dzięki tej powieści znów poczułam tę magię zbliżających się świąt, bo cóż innego jak wszechobecne dobro może dać nam poczucie magii, nawet wtedy, gdy ktoś nie wierzy w anioły. Ale przecież ludzie też mogą posiadać tę anielską moc niesienia dobra, empatii i serdeczności.
(…) Może właśnie o to chodzi, że jest nam za dobrze i nagle przestajemy widzieć to, co najważniejsze. Mamy ciepło, jedzenie, miłość. Mamy mnóstwo wszystkości i wiecie, co jest najgorsze? – Potoczyła po obecnych mokrym spojrzeniem. – Że zapomnieliśmy jak się tym dzielić. (…)

Jak już wspomniałam wcześniej, urzekła mnie ta słodko-gorzka historia, ale tak realistyczna, że aż ciepło mi się robiło na sercu, gdy ją czytałam. Oczywiście, ktoś może powiedzieć, że to bzdura, że to niepoważne i wielce nierozważne wpuszczać do domu obcą osobę, ale czy w obliczu zagrożenia życia, zwłaszcza życia malutkiego dziecka, człowiek myśli racjonalnie? W takich przypadkach intuicja nie zawsze idzie w parze z rozsądkiem, ale dzięki temu można poczuć dobrze spełnioną misję dobroczynności.
Haśka początkowo mnie irytowała, wystawiała pazurki i była opryskliwa, ale czy to właśnie nie życie tak ją wykreowało? Jak dziewczyna mogła uwierzyć, że ktoś bezinteresownie chce jej pomóc, gdy całe swoje młode życie słyszała, że jest nikim.
Człowiek uczy się na błędach, ale uczy się również obserwując innych ludzi, biorąc przykłady z ich zachowania.
(…) – Nie Nelu, bo tu spokój nie ma nic do rzeczy – powiedziała Michalina gorzko. – Tu trzeba wprost odpowiedzieć na pytanie, o co chodzi? Bo może o to, Konstanty, że zapomniałeś, skąd mnie wziąłeś w zeszłym roku. Skąd ja tu się wzięłam. (…)
Mogłabym jeszcze dużo o tej książce napisać, ale po co? Myślę, że lepiej będzie, jak sięgniecie po nią sami, przekonacie się, że warto.
Autorka na chwilę przenosi czytelniczki i czytelników do Warszawy i do pewnej kwiaciarni, w której powstają nie tylko piękne, ale również „koszmarne” bukieciki robione pod okiem pana Kochanieńkiego. Przeniesie Was do pewnego warszawskiego mieszkania cudownej, choć mocno kontrowersyjnej starszej pani, pod dachem którego schronienie znajdą wszyscy potrzebujący pomocy. Może spacerując gdzieś uliczkami zaśnieżonego miasta spotkacie tajemniczego pana sprzedającego pachnące drożdżówki.
Polecam tę ciepłą i bardzo świąteczną powieść z nadzieją, że nikogo ona nie znudzi, na ustach wywoła uśmiech a w oczach łzy wzruszenia.

Dziękuję Autorce za kolejną cudowną książkę, która sprawiła, że poczułam już tę magię zbliżających się świąt. A Wydawnictwu ZNAK dziękuję za propozycję przeczytania tej powieści.






