dobra lektura
KOBIETA NA KLIFIE – Sonia Rosa
(…) Wychodzę na zewnątrz i przyświecając sobie latarką, ruszam w kierunku krańca klifu. Morze bije o niego, uderza z taką zapalczywą wściekłością, jakby chciało go roztrzaskać, pochłonąć i wedrzeć się dalej w głąb lądu. (…)

Sonia Rosa to pseudonim literacki Katarzyny Misiołek, która jest autorką powieści społeczno-obyczajowych i kryminałów z cechami thrillera psychologicznego. Pisze również pod pseudonimem Daria Orlicz. Jest absolwentką Wyższej Szkoły Pedagogicznej. Przez kilka lat mieszkała w Rzymie, który do dziś jest bliski jej sercu. Była tłumaczką, radiową pogodynką i hostessą, obecnie współpracuje z kilkoma dużymi wydawnictwami prasowymi i książkowymi. Uwielbia literaturę i kino grozy, klimaty postapo, biografie i mroczne thrillery. Kocha fotografować, podróżować i… kupować
KOBIETA NA KLIFIE to thriller psychologiczny.
PREMIERA KSIĄŻKI 08 LIPCA 2026

Bernadeta, to młoda Polka mieszkająca od kilku lat w Saltburn by the Sea, nad Morzem Północnym, szukająca szczęścia i nowego początku. Los jednak jej nie sprzyja, nie może znaleźć stałej pracy, pomieszkuje u siostry i wikła się w romans z Collinem, zakłamanym żonatym Brytyjczykiem, którego obietnice nie są wiele warte. Kinga, również jest Polką, jest żoną Collina. Kobieta ma świadomość, że jej mężczyzna i ojciec jej córeczki, regularnie spotyka się z kobietami w urokliwym domku na klifie. Każda z jego kochanek wierzy, że to właśnie dla niej mężczyzna porzuci żonę i córkę. Kiedy Collin znika bez śladu ścieżki Kingi i Bernadety przecinają się, lecz żadna z nich nie ma szczerych intencji. Jest jeszcze Amelia, młoda Brytyjka, która od pewnego czasu obserwuje obie Polki i odkrywa ich sekrety. Obsesyjnie interesuje się ich życiem, aż dowiaduje się o czymś, o czym nigdy nie powinna była się dowiedzieć. Czy Kinga zdradzi Bernadetcie, że od miesięcy wiedziała o romansie męża? Dlaczego Amelia tak bardzo nienawidzi obu Polek, że zdolna jest do popełnienia przestępstwa? Jaką rolę w życiu Kingi odegra matka Collina?
Do czego zdolna jest zakochana kobieta i jak bardzo uczucie może wpłynąć na jej zachowanie i wiarę w uczciwość tego, którego kocha?
Historia Polki przebywającej za granicą i to w gościnnych progach jej siostry, która próbuje jej pomóc, jest dość zaskakująca, ale zarazem bardzo wiarygodnie pokazana.

Nie polubiłam głównej bohaterki, od początku czułam do niej antypatię i drażniła mnie jej uległość wobec mężczyzny, który ewidentnie traktował ją jak zabawkę. Drażniła mnie jej pewnego rodzaju nonszalancja w stosunku do siostry.
Być może to kim Bernadeta stała się w dorosłym życiu wynikało z trudnego dzieciństwa, które w pewnym stopniu zawarzyło na jej osobowości, ale jej siostra przecież przeżyła to samo, a jednak potrafiła podejść do życia zupełnie inaczej.
(…) Takich scenek mam w głowie setki – przemoc fizyczna i psychiczna była chlebem powszednim w naszym domu, a ojciec latami robił wszystko, żeby zamienić nasze życie w piekło. Pociesza mnie myśl, że zdołałam wybaczyć mamie. (…)
Myślę jednak, że to plus tej powieści, ponieważ autorka tak umiejętnie stworzyła tę postać, że wywoływała ona we mnie wyraźnie sprzeczne emocje.
Początek książki jest dość monotonny, ot szaleńczo zakochana w żonatym mężczyźnie młoda kobieta, biegnie na każde jego skinienie (bez względu na porę dnia czy nocy) by spełnić jego erotyczne zachcianki. Nie ukrywam, że pierwsza połowa książki trochę mi się dłużyła, ale za to druga połowa to był dla mnie wprost emocjonalny rollercoaster.
Podświadomie czułam, że wydarzy się coś, co wstrząśnie fabułą, ale nie spodziewałam się tego co nastąpiło.
Sonia Rosa potrafi budować napięcie, niby wszystko jest okej, ale gdzieś w zakamarkach umysłu wiesz, że to „okej” jest tylko pozorne.

Przeczytałam już kilka thrillerów autorki i chociaż do niedawna sądziłam, że ten gatunek powieści nie jest dla mnie, to teraz z ciekawością sięgam po każdą kolejną jej książkę.
Thriller psychologiczny nie jest lekturą lekką, łatwą i przyjemną, ale styl jakim pisze Sonia Rosa jest dość ciekawy. I chociaż nie przepadam za narracją w pierwszej osobie czasu teraźniejszego to czytając tę książkę miałam wrażenie jakbym słuchała wynurzenia kobiety, która postanowiła się komuś zwierzyć albo wyżalić.
Nie ukrywam, że zakończenie mocno mnie zszokowało, ale chyba taki był właśnie zamysł autorki.
POLECAM tę książkę tym, którzy lubią czasami podczas czytania poczuć dreszczyk adrenaliny, i tym którzy po prostu lubią thrillery psychologiczne. Myślę, że ta książka zaciekawi nawet tych, którzy nie gustują w takim gatunku literatury.

Dziękuję Wydawnictwu Filia, że mogłam przeczytać kolejną książkę tej autorki w ramach współpracy barterowej i w ramach akcji #latozfilą.
NIE WSZYSTKO ZŁOTO – Aga Sotor
(…) Dziwnie mi z myślą, że wcale nie przyjechałam tutaj szukać domu, lecz paradoksalnie go znalazłam. „To najlepsza wakacyjna miejscówka, jaka mogła mi się trafić”. Przez moją głowę nie przebiega choćby cień myśli o powrocie. (…)
Aga Sotor jest młodą autorką specjalizującą się w pisaniu książek z gatunku comfort books z psychologiczną głębią, pełnych ciepła i humoru powieści o skomplikowanych relacjach, które otulają jak koc, poprawiają nastrój i skłaniają do refleksji. Czyta, pisze, maluje i dzierga swetry, słuchając audiobooków. Uwielbia spokój, bliskość natury i ciepłe historie o życiu. Jest taką trochę starą duszą w młodym ciele. Czuje jesień przez cały rok. Kocha historię, styl vintage, długie rozmowy nocą, atmosferę małych kawiarni oraz wąskich włoskich uliczek. Jest fanką muzyki z lat 60-tych i malarstwa impresjonistów. Mieszka w małej miejscowości nieopodal Wrocławia, a najlepiej odpoczywa spacerując po lesie.
NIE WSZYSTKO ZŁOTO to powieść obyczajowa z nutką romansu.
PREMIERA KSIĄŻKI 08 LIPCA 2026

Laurencja jest florystką w rodzinnej pracowni „Flora”. Od zawsze marzyła o tym, by stanąć na ślubnym kobiercu i rzucić własnym bukietem, ale jej długoletni narzeczony był chyba innego zdania. Kiedy traci narzeczonego, traci również wiarę w miłość, a zaufanie do najbliższych i świat, który znała, rozpada się na kawałki z powodu pewnego bardzo zaskakującego listu i informacji w nim zawartych. Próbując poradzić sobie z własnymi emocjami wyjeżdża gdzieś w nieznane, nie spodziewa się jednak, że los zaprowadzi ją do urokliwego domu nad jeziorem i że właśnie tam odnajdzie coś, czego szukała całe życie: prawdziwą siebie. Trafia do małego miasteczka pełnego uroku, niespodziewanych wyzwań i barwnych postaci. Z nowym biznesem na głowie, niezwykłym kręgiem kobiet, które stają się jej nową rodziną, oraz przy boku pewnego szefa kuchni Laurencja odkrywa, że prawdziwe szczęście często kryje się tam, gdzie najmniej się go spodziewamy.
Lubię poznawać twórczość nowych autorek i autorów często trafiając na prawdziwe perełki i dzięki Wydawnictwu FILIA poznałam „pióro” Agi Sotor przy okazji właśnie odkrywając taką książkową perełkę.
Ależ mnie fabuła tej książki wciągnęła, przez dwa dni starałam się wykorzystać każdą wolną chwilę, aby przeczytać chociaż kilka stron.
Chociaż większość tej historii dzieje się jesienią to i tak uważam, że jest to idealna lektura na lato.
Muszę przyznać, że początkowo zachowanie głównej bohaterki mocno mnie irytowało i miałam ochotę kilka razy porządnie nią potrząsnąć, a wszystko co się w jej życiu wydarzyło uznać za coś co przecież każdemu może się przytrafić. Tym bardziej, że jej bliscy nie działali na jej szkodę tylko próbowali ją chronić od emocjonalnych zawirowań.

Ale tak dokładnie to nie wiem jak sama bym się zachowała gdybym po 36. latach odkryła, że któreś z moich rodziców nie jest moim biologicznym tylko, że zostałam przez niego adoptowana. Bardzo polubiłam ojca głównej bohaterki, który okazał się rodzicem takim jakiego chciałby mieć chyba każdy.
Trochę nie rozumiałam, dlaczego przez tyle lat rodzice Laurencji nie zdradzili jej prawdziwego pochodzenia, ale skoro do niczego jej ta wiedza nie była potrzebna to po co mieli jej robić mętlik w głowie. Zwłaszcza, że przybrany ojciec darzył ją taką miłością jak nie potrafi tego okazać niejeden biologiczny rodzic. Przepraszam za spoiler, ale nie mogłam się od tych myśli uwolnić.
Od zawsze twierdzę, że rodzinę tworzą ludzie a nie tylko geny.
(…) Spadek! Pieniądze, dużo pieniędzy! I zdrowie! Zdrowie i pełna, kochająca mnie rodzina. Jestem cholerną szczęściarą, że w rodzinnej loterii wylosowałam właśnie taki zestaw bliskich. Filip nie zasłużył, by grać z nami w jednej drużynie. (…)
Ta książka to cudowna, pełna humoru i dobrych emocji lektura, która pokazuje, że szczęście można znaleźć wszędzie, nawet tam, gdzie się go nie szuka.

Ale najpierw trzeba coś zakończyć, aby mieć możliwość rozpoczęcia czegoś nowego.
Bardzo mi się ta książka podobała i po przeczytaniu jej jestem przekonana, że chociaż jest to pierwsza książka tej autorki, która trafiła w moje ręce, to z całą pewnością nie ostatnia.
Autorka porusza w powieści kilka życiowych wątków i niby są one gdzieś w tle głównego, czyli tego odnoszącego się bezpośrednio do głównej bohaterki i jej rozterek, ale wydają się równie ważne.
Lekkie „pióro” Agi Sotor sprawia, że książkę czyta się tak, że najchętniej nie odkładałoby się jej nawet na kilka minut.
Tajemnica rodzinna, która przypadkowo została odkryta być może jest nieco dramatyczna, w końcu lekkomyślność zachowania niektórych osób i brak chęci ponoszenia konsekwencji za swoje czyny nie jest niczym przyjemnym dla innych, ale całość została przedstawiona w taki sposób, że nawet negatywnych bohaterów można polubić.

Jest trochę zaskakująco, trochę bajkowo, trochę zabawnie i trochę romantycznie, ale ogólnie jest tak, że czyta się książkę z prawdziwą przyjemnością.
POLECAM gorąco, proponuję zapisać sobie nazwisko autorki bo być może tak jak ja zachwyci Was swoją książką.
Cieszę się, że z bohaterami tej powieści jeszcze będzie można się spotkać (przynajmniej tak obiecuje autorka), bo chętnie wrócę do „Pałacyku Wrzosowe Łąki”.

Dziękuję Autorce za cudowne chwile relaksu, a Wydawnictwu Filia dziękuję, że mogłam tę książkę przeczytać w ramach współpracy barterowej.
TAJNY SZPITAL, cykl PIELĘGNIARKI – Danuta Chlupowa
(…) Czy to w porządku, że są leczeni w nowocześnie wyposażonym szpitalu, gdy tymczasem większość placówek w Polsce boryka się po wojnie z niedoborem sprzętu, lekarstw i specjalistów? Czy to normalne, że imigranci wybrzydzają nad polskim jedzeniem i domagają się greckiego? Aż chciałoby się powiedzieć: „Jeżeli wszystko chcecie mieć greckie, to wracajcie do swojej Grecji. (…)

Danuta Chlupová jest Polką, lecz od urodzenia mieszka w Czechach. Jej małą ojczyzną jest Zaolzie – część Śląska Cieszyńskiego, która przed blisko stu laty została włączona do ówczesnej Czechosłowacji. Z wykształcenia jest ekonomistką, z zawodu i zamiłowania dziennikarką, mieszkającą z rodziną w spokojnym miejscu pod lasem, w którym w czasie wojny rozegrały się dramatyczne wydarzenia. Jest laureatką Konkursu Literacki Debiut Roku 2017 za powieść „Blizna”.
TAJNY SZPITAL to druga część serii PIELĘGNIARKI, dramat obyczajowy z historią wojenną i powojenną w tle.
PREMIERA KSIĄŻKI 20 MAJA 2026

Liliana Skowrońska, córka znanego okulisty i profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego, przygotowuje się do zawodu pielęgniarki i marzy o wielkiej miłości. Ta przychodzi znienacka z dalekiej Grecji wraz z młodym chirurgiem Steliosem, którego profesor Skowroński zaprasza do domu. Stelios ma spędzić rok na stażu w Wiedniu, ale obiecuje, że wróci do Krakowa. Pełna nadziei Lila pilnie uczy się greckiego. Tymczasem świat ogarnia szaleństwo nazizmu. Hitler zajmuje Austrię i ponowne spotkanie zakochanych staje pod znakiem zapytania. Po napaści Niemiec na Polskę Liliana pracuje w szpitalu jenieckim PCK. Marzenia zastępuje ciężka harówka i ponura wojenna codzienność, a namiętną grecką miłość — przyjaźń z jednym z pacjentów.
Kilka lat po wojnie na Lilę czeka nowe wyzwanie. Zostaje wysłana nad Bałtyk na tajną misję jako jedyna cywilna pielęgniarka trafia do okrytego tajemnicą wojskowego szpitala. Dlaczego właśnie ona? Co ją wyróżnia spośród innych pielęgniarek? Upłynie trochę czasu, zanim pozna odpowiedź…
Kiedy przeczytałam pierwszą z książek serii PIELĘGNIARKI, wiedziałam, że z przyjemnością sięgnę po kolejne tomy. Książki można czytać niezależnie, bo to są osobne historie, chociaż możemy w nich spotkać bohaterki innych części.
Fabuła tego tomu składa się z dwóch części, w obydwu główną bohaterką jest Lilianna, która najpierw przygotowuje się do tego, aby zostać pielęgniarką, a następnie pracuje już w zawodzie będąc w pewnym miejscu wprost niezastąpioną.
(…) Nazajutrz wstała przed piątą. Godzinę później była już na dyżurze w Szpitalu Narutowicza. Kiedy rozdawała chorym termometry, do Krakowa wjeżdżały pierwsze niemieckie oddziały. Nie napotkały oporu. (…)
Autorka w początkowych rozdziałach książki zabiera czytelników do Krakowa, poznaje z rodziną Lilianny oraz przyjaciółmi rodziny, a potem przenosi nad morze do szpitala, którego istnienie objęte jest ścisłą tajemnicą.

Lila jest zdolną, młodą kobietą, która marzy nie tylko o tym by móc robić to czego pragnie, ale jak wiele młodych kobiet pragnie pięknej romantycznej miłości. I kiedy pewnego dnia na drodze do jej serca staje młody Grek, znajomy jej ojca, dziewczyna jest zdolna zrobić wszystko, aby kiedyś móc poświęcić swoje życie właśnie jemu. Uczy się nawet języka greckiego nie zdając sobie sprawy z tego, że ta nauka zaprowadzi ją kiedyś do zupełnie innego miejsca niż rodzinny kraj ukochanego.
Autorka porusza w książce temat Greków, którzy po II wojnie światowej, ale w czasie wojny domowej w Grecji trafiają do Polski nie tylko jako uchodźcy, co mocno pokiereszowani przez wojnę partyzanci.
Przyznam szczerze, że nie byłam świadoma polityki pomocowej jaką Polska świadczyła Grekom i ilu z nich w latach powojennej Polski trafiło do naszego kraju.
Podziwiam autorkę za kwerendę jaką musiała przeprowadzić, aby w miarę dokładnie i realnie przedstawić w swojej książce problem rannych greckich partyzantów. Moim zdaniem to bardzo trudny i bardzo bolesny temat.
Jednym z wątków tej powieści jest również romans jaki nawiązał się między polską studentką pielęgniarstwa a greckim studentem medycyny. Nie zdradzę czy on się rozwinął czy życie go stłamsiło, ale myślę, że warto o nim przeczytać.

W tej historii jest sporo dramatu, który z pewnością poruszy niejedno czytelnicze serce, ponieważ autorka przedstawia zarówno wątki odnoszące się do drugiej wojny światowej i polityki gnębienia polskiej inteligencji, profesorów zsyłanych do obozów, jak i dramat Greków walczących o swoją niepodległość.
Ale takim pozytywnym akcentem fabuły są cudowne relacje rodzinne panujące w domu głównej bohaterki, chociaż muszę przyznać, że degradacja społeczna, a właściwie to odniesienie się mamy Lilianny do tego, że nagle spadła z drabiny społecznej, z pani profesorowej do poziomu walczącej o każdy dzień przetrwania zwykłej mieszkanki miasta, trochę mnie zaskoczyła.
(…) My z Lilą już się do tego miejsca jako tako przyzwyczaiłyśmy, ale ty… Nie dałyśmy rady zabrać wszystkich naszych mebli i sprzętów, choć Witek bardzo starał się nam pomóc. Mam nadzieję, że się na nas nie będziesz gniewał. Wiele rzeczy straciliśmy, Romku. (…)
To nie jest lektura lekka, łatwa i przyjemna, chociaż styl jakim pisze Danuta Chlupowa jest lekki i przyjemny w odbiorze tekstu.
Mnie ta książka wciągnęła od pierwszej strony, a przy końcówce to już nie myślałam o niczym innym tylko o tym, jaki będzie finał tej historii.
Gorąco POLECAM tę książkę szczególnie osobom, które choć odrobinę interesują się historią, niekoniecznie polską. Myślę, że fabuła tej powieści nikogo nie zawiedzie, bo mamy tutaj i romans, i dramat, wszystko zgrabnie połączone sporym dreszczem emocji.

Dziękuję Autorce za tę książkę i za tę historię, a Wydawnictwo Książnica dziękuję, że mogłam przeczytać tę powieść w ramach współpracy barterowej.
OGNIE LOTNE – Tomasz Betcher
(…) Ognie lotne – niespalone, rozżarzone cząstki materiału palnego przenoszone za pomocą wiatru i ruchów konwekcyjnych powietrza na znaczne odległości, mogące powodować powstanie nowych źródeł pożaru. (…)

Tomasz Betcher urodził się w 1981 roku. Jest pedagogiem, socjoterapeutą, praktykiem Terapii Skoncentrowanej. Od ponad dekady pracuje z młodzieżą i dziećmi znajdującymi się w trudnej sytuacji życiowej. Jest z wyboru Gdańszczaninem, a do pisania inspirują go podróże. Fascynuje się kulinariami, paralotniarstwem i historią Dywizjonu. Jego książki bardzo szybko podbiły wiele czytelniczych serc.
OGNIE LOTNE to dramat obyczajowo-psychologiczny z nutką romansu.
PREMIERA KSIĄŻKI 28 STYCZNIA 2026

Damian i Karolina dorastali w domu dziecka, Każde z nich dźwigając na swoich barkach inne doświadczenia i inne blizny. Pochodzą z całkowicie różnych światów, Damian z rodziny, w której matkę bardzie interesowały alkohol i towarzystwo niż własne dziecko, a Karolina z tak zwanego „dobrego domu” w którym ojciec nie liczył się z nikim, ani z żoną, ani z dziećmi wyżywając często na córce własne frustracje. Ale Damiana i Karolinę wiele łączy. Ich drogi co jakiś czas się rozchodzą tylko po to, by mogły się przeciąć w dorosłości. W 2025 roku. Damian postanawia wstąpić do straży pożarnej i zostać strażakiem, codziennie stawiając czoła żywiołowi. Karolina po kolejnym nieudanym związku próbuje odbudować wiarę w siebie i ludzi. Spotykają się w Tczewie, mieście, które staje się świadkiem ich walki z przeszłością i próbą zbudowania przyszłości. Czy los zbliży ich do siebie czy ich oddali? Czy traumy z dzieciństwa kiedyś przemijają i czym są tajemnicze „ognie lotne”?
Kiedy byłam na spotkaniu autorskim z Tomaszem Betcherem, który opowiadał o tej książce, to od razu wiedziałam, że muszę tę książkę przeczytać.
Określenia „ognie lotne” czy „dzieci orchidee i dzieci mlecze”, których znaczenie autor nam wytłumaczył dodatkowo sprawiły, że postanowiłam sięgnąć po tę lekturę.
Po przeczytaniu tej książki przez kilka dni nie byłam w stanie nic o niej napisać, bo w mojej głowie fabuła buzowała jak wielki ogień w czasie pożaru.

Znając „pióro” autora byłam przygotowana na to, że nie będzie to lektura lekka, łatwa i przyjemna i zamiast relaksu otrzymam duży ładunek emocji. Ale to co czuję po przeczytaniu, to coś w rodzaju bomby emocjonalnej, która wybuchła w mojej głowie.
Tomasz Betcher porusza w swojej książce trudne i bardzo bolesne tematy. Między innymi życie dziecka w patologicznej rodzinie, w której matka zamiast zadbać o dobrostan swojego dziecka dba jedynie o własny – alkoholowy.
(…) Krzyk za nic nie chciał opuścić jego gardła. Damian próbował zaczerpnąć powietrza, a kiedy zamiast niego do płuc dostał się gorący i gryzący dym, poczuł, że to już koniec. (…)
Mamy tutaj również patologię w białych rękawiczkach, kiedy rodzic będący osobą „na stanowisku” i głową tak zwanej „porządnej rodziny” znęca się nad dzieckiem fizycznie i psychicznie wyładowując na nim własne frustracje.
Dom dziecka przedstawiony w książce okazuje się bazą spokoju dla poranionych życiowo dzieci. Dzieci, które mimo ciepła i opieki jakimi je otulano nie potrafią sobie poradzić same ze sobą cały czas czując subiektywne uczucie izolacji i odcięcia od innych. I nie potrafią temu zaradzić nawet nawiązane w domu dziecka przyjaźnie.
Bolesnym wątkiem poruszonym w tej powieści jest również depresja nastolatków, którzy próbując poradzić sobie z własnymi lękami reagują różnie. Czasami jest to bunt i ucieczka w alkohol, narkotyki, a czasami ostateczność jaką jest śmierć.

Ale autor pokazał również, że niektórym mimo rzucanych przez dolę kłód udaje się znaleźć swoje miejsce w życiu. Ich losy przeplatane dobrymi i złymi chwilami wreszcie się stabilizują. Chociaż czasami mimo stabilizacji życie nadal im dokopuje.
Ta książka jest trudna, pełna dramatycznych zwrotów, ale jej fabuła niesie w sobie namiastkę nadziei na to, że nie zawsze w życiu jest aż tak źle. Że czasami może być gorzej, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.
(…) … żałoba przeżyta w ciszy, bez okazywania emocji, to jak rana zszyta bez oczyszczenia. Przez jakiś czas ładnie wygląda z zewnątrz, ale w środku zostaje ropa. I że to, co się stało w wieżowcu, tylko rozdarło starą bliznę. (…)
Świetnie wykreowane przez autora osobowości bohaterów są jedynie uzupełnieniem tak wciągającej fabuły, opartej na wyjątkowej wiedzy merytorycznej, która świadczy o tym jak porządną kwerendę autor przeprowadził, aby historia przedstawiona w powieści była bliska realizmowi.
Koniecznie sięgnijcie po tę książkę i poznajcie Damiana i Karolinę, dwoje rozbitków życiowych. Przekonajcie się sami czy kłody rzucane pod nogi przez los pozwoliły im pokonać przeszkody i znaleźć bezpieczną przystań, czy ich całkowicie zasypały.
POLECAM tę książkę całym sercem każdemu, kto ceni sobie dobrą literaturę. Myślę, że w tej powieści każdy znajdzie coś dla siebie, ponieważ mamy tutaj i romans, i dramat i świetnie przedstawioną pracę w straży pożarnej, jest nawet wątek medyczny.

Gwarantuję, że ta lektura nikogo nie znudzi, bo trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej strony.
Dziękuję Joasi z BOOKIECIARNI (3) Facebook za to, że zorganizowała BOOKTOUR tej wspaniałej książki, a Wydawnictwo Mięta dziękuję, że mogłam przeczytać tę powieść w ramach współpracy barterowej.

ZA MASKĄ WROGA – Anna Rybakiewicz
(…) Stał przy biurku, a w ręku trzymał coś, co wyglądało na list. Gdy mnie zobaczył, wyszedł zza biurka i ruszył w moją stronę. Zatrzymał się tuż przede mną. Przez krótką chwilę po prostu stał i patrzył na mnie, oddychając nierówno, jakby ten list i chwila, w której miał mi go wręczyć, kosztowały go więcej niż chciałby przyznać. (…)
Anna Rybakiewicz jest autorką kilkunastu bestsellerowych powieści obyczajowych. Jest absolwentką Wydziału Prawa Uniwersytetu w Białymstoku, od 2016 roku wykonuje zawód radcy prawnego. Prywatnie jest szczęśliwą mężatką i mamą dwójki dzieci. Uwielbia słuchać ludzkich historii, intrygują ją losy przodków, do których niejednokrotnie odnosi się w swoich powieściach. W fabułach często inspiruje się prawdziwymi wydarzeniami co sprawia, że jej powieści czyta się z zapartym tchem.
ZA MASKĄ WROGA to dramat obyczajowy z historią wojenną w tle.
PREMIERA KSIĄŻKI 24 WRZEŚNIA 2025

Jest rok 1941, komendant Blumentritt przejmuje rodzinny dom Amelii, a ona, by móc w nim pozostać i ochronić swoje dziecko, zgadza się dla niego pracować. Tym samym jej największa pasja staje się narzędziem przymusu i zdrady. Jedynie malowanie pozwala jej przetrwać najgorsze chwile. Kiedy postanawia ocalić swoją żydowską przyjaciółkę, wywołuje lawinę wydarzeń, które zmieniają wszystko i prowadzą do dramatycznych wyborów. W roku 1947, Amelia będąca utalentowaną malarką, próbuje odnaleźć swoje miejsce w powojennym świecie i trafia do Tengeru, polskiej osady u stóp góry Meru. Spotyka tam mężczyznę, którego – jak sądziła – nigdy już nie zobaczy. Mężczyzna jest jedną wielką zagadką, ale skupuje wszystkie jej obrazy. Kim jest spotkany w Afryce mężczyzna? Czy na spalonej słońcem ziemi Amelia odnajdzie w oczach dorosłego mężczyzny chłopca, z którym przed laty łączyło ją uczucie? Jak wiele trzeba wybaczyć, by móc pokochać kogoś, kto staje się wrogiem?
Kolejna książka Anny Rybakiewicz trochę mnie zaskoczyła. Chyba pozytywnie, bo nie spodziewałam się takiego ciągu zdarzeń i takiego romansu.
Autorka po raz kolejny udowadnia jak wielką siłę ma miłość, która czerpie tę swoją siłę z tego, że kocha się nie za coś, ale pomimo czegoś. Że potrafi wybaczyć największe zło i zagoić najboleśniejszą ranę. Czy warto wierzyć w taką miłość, która potrafi i ranić i głaskać jednocześnie?

Przyznam szczerze, że nie wiem, czy potrafiłabym tak pokochać, mając świadomość jakim potworem stał się ten, którego obdarzyłam uczuciem. Ale podobno ta pierwsza, młodzieńcza miłość jest najsilniejsza.
Książka jest napisana dwutorowo, w narracji w pierwszej osobie co ja odbieram tak, jakbym słuchała czyichś wspomnień. Naprzemiennie poprowadzone rozdziały raz przenoszą czytelników do pięknych lat młodości głównej bohaterki, czasu wakacji, które spędzała z dala od domu, w majątku swojej babci. To lata beztroskiej wolności i rozkwitającej młodzieńczej wakacyjnej miłości. Miłości będącej mezaliansem, bo ona wykształcona dziewczyna z bogatego polskiego rodu i on, biedny syn alkoholika, zbyt brutalnego człowieka pochodzenia niemieckiego.
Autorka przedstawia zmiany zachodzące w ubogim niemieckim chłopcu, który dał się wciągnąć w ideologię nazistowską, aby stać się kimś ważnym. I dopiął swego, ale czy był szczęśliwy?
W innych rozdziałach przenosimy się do okresu drugiej wojny światowej, gdzie Polacy gnębieni byli albo przez Sowietów, albo przez Niemców.
Główna bohaterka z wielkiej pani z zacnego bogatego domu staje się nikim. Musi każdego dnia walczyć o przeżycie, musi nisko schylać głowę, chociaż wszystko w niej krzyczy z oburzenia i niemocy.
(…) Cela zakryła usta dłonią. Berti zaklął pod nosem. A ja stałam nieruchomo, z twarzą, która nie zdradzała niczego. Założyłam na siebie maskę. Tę samą, którą nosił on. (…)
Amelia cały czas wraca wspomnieniami do beztroskich lat młodości i do swojej pierwszej miłości – chłopca, który pięknie opowiadał jej o Afryce.

Wielu ludzi musiało w czasie wojny i po niej ukrywać się za maską kogoś kim nie byli lub nie chcieli być. Czasami ktoś musiał udowadniać innym, że jest bezwzględnym i drapieżnym potworem i tylko z dala od ludzkich oczu mógł pozwolić sobie na okazywanie uczucia, empatii a nawet słabości.
Historia miłości Amelii i „jej chłopca” jest trudna i zaskakująca. A jednocześnie jest tak skomplikowana, że trudno w nią uwierzyć.
Długo nie byłam pewna czy powinnam głównych bohaterów lubić, bo w ich osobowościach i zachowaniach cały czas coś mi zgrzytało. Raz Amelii współczułam a raz czułam do niej irracjonalną niechęć. To samo zresztą czułam do bohatera męskiego.
Jest to historia pełna emocji, historia bolesnej miłości, ale jest to również opowieść o pięknej przyjaźni, odwadze i odpowiedzialności za drugiego człowieka.
POLECAM tę powieść tym, którzy nie znają jeszcze „pióra” Anny Rybakiewicz, bo tych, którzy przeczytali chociaż jedną jej książkę zachęcać do sięgnięcia nie muszę.

Dziękuję Wydawnictwu Filia za możliwość przeczytania tej pięknej historii w ramach współpracy barterowej, a Autorce dziękuję za kolejną niesamowitą opowieść.






