Recenzje książek

dobra książka

RÓŻA – Anna Rybakiewicz

Anna Rybakiewicz jest autorką kilkunastu bestsellerowych powieści obyczajowych. Jest absolwentką Wydziału Prawa Uniwersytetu w Białymstoku, od 2016 roku wykonuje zawód radcy prawnego. Prywatnie jest szczęśliwą mężatką i mamą dwójki dzieci. Uwielbia słuchać ludzkich historii, intrygują ją losy przodków, do których niejednokrotnie odnosi się w swoich powieściach. W fabułach często inspiruje się prawdziwymi wydarzeniami co sprawia, że jej powieści czyta się z zapartym tchem.

RÓŻA to dramat obyczajowy z romansem i historią wojenną w tle.

Wydawnictwo FILIA, stron 432

Kiedy widzę kolejny tytuł książki Anny Rybakiewicz to wiem, że czeka mnie ciekawa lektura. Jeszcze żadna powieść tej autorki mnie czytelniczo nie zawiodła.

Niezbyt przepadam za romansami, ale niektóre wciągają mnie od pierwszej strony, zaspokajając moją kobiecą ciekawość. Staram się unikać tych cukierkowo przesłodzonych. Na szczęście ten romans miał w sobie więcej goryczy niż słodkości chociaż przecież teoretycznie każda szczera miłość jest słodkim uczuciem.

Autorka zabiera swoich czytelników w dwa różne okresy, towarzyszymy głównym bohaterom w czasie wojny i w czasie powojennym, kiedy ludzie potrafili określać innych tylko dwoma słowami: wróg lub przyjaciel.

Nie było ważnym jakim ktoś jest człowiekiem, czy jest tym dobrym, empatycznym, życzliwym dla innych, czy jest złym, okrutnym, czerpiącym radość ze znęcania się i upokarzania innych. Ważne było jedynie to czy jest Polakiem czy Niemcem.

A przecież bez względu na narodowość każdy człowiek ma prawo do uczuć, bo przecież serce nie sługa.

Romans jaki autorka wplotła w fabułę niósł ze sobą i piękno czystych uczuć i dramatyzm wojny. Był miłością, czułością i radością, ale był również bólem, strachem i niepewnością jutra.

(…) Powinienem im powiedzieć, jak bardzo się cieszę, że widzę ich całych i zdrowych. Wyznać, że niewiele brakowało, a już nigdy byśmy się nie spotkali. Że otarłem się o śmierć. Ale jedyne co czułem to ból. Ból w miejscu, gdzie powinno bić serce, bo zamiast niego była tam pustka. (…)

Drugim okresem jest teraźniejszość, w której ktoś będący na łożu śmierci wyjawia ukochanej osobie sekret ukrywany przez pół wieku. Czy można wybaczyć, że prawie całe życie było się oszukiwanym? Czy zatajenie prawdy można nazwać ochroną własnych uczuć?

Nie chcę nikogo potępiać, chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że zatajenie przed ukochaną osobą prawdy było kierowane wyłącznie strachem przed utratą tej osoby. A może to była zwykła ludzka zazdrość? Czysty egoizm?

Autorka porusza w swojej książce kilka wątków, które miały miejsce w życiu bohaterów. Jednym z nich jest praca przymusowa Polaków na rzecz Niemców, wśród których byli i tacy, którzy wykorzystywali swoją władzę nad skierowanymi do pracy i tacy, którzy traktowali swoich pracowników nie ujmując im godności człowieka.

Poznajemy również społeczność małej polskiej wsi, w której rządziły zacofanie i przesądy. Wrogiem był nie ten, który z natury był złym człowiekiem, ale ten, który próbował udowodnić, że to nie sama narodowość jest zła. Ludzie w niedziele modlili się w kościele i zamiast skupić się na modlitwie skupiali się na tym co ktoś ma na sobie lub skąd przybył.

(…) – Synu… – powtórzył i nachylił się do mnie, gdy oddaliliśmy się wystarczająco. – Pora, żebyś wracał tam, skąd przyjechałeś. Jutro rano musisz wyjechać. Tu póki co nie ma dla ciebie miejsca. Bezpiecznego miejsca. (…)

Bardzo poruszył mnie w książce wątek Leny, młodej dziewczyny ciężko pracującej, będącej dla swojego pracodawcy kimś więcej niż tylko przysłowiową „prawą ręką”. Dziewczyny odtrąconej przez najbliższych, a przygarniętej przez obcą osobę. Dziewczyny z tak zwaną „wstydliwą” przeszłością.

Każdemu może się w życiu wydarzyć coś co negatywnie wpłynie na przyszłość, ale czy to oznacza, że taką osobę trzeba natychmiast skreślić? A może dając jej szansę zyska się kogoś wartego zaufania?

Ale najważniejszym wątkiem w tej powieści jest oczywiście miłość. I to taka, której nie potrafiła zabić ani wojna, ani rozłąka, ani lata. Myślę, że o takiej miłości marzy niejedna kobieta.

Zanim sięgniecie po tę książkę, do czego GORĄCO NAMAWIAM, przygotujcie sobie czas, bo moim zdaniem od lektury trudno się oderwać. Ale przygotujcie sobie również chusteczki (zwłaszcza panie) bo czeka Was wiele wzruszeń.

POLECAM tę książkę tym, którzy nie znają jeszcze twórczości Anny Rybakiewicz, bo ci którzy czytali już jej książki tej powieści polecać nie muszę.

Dziękuję Wydawnictwu Filia, za możliwość przeczytania tej książki w ramach współpracy barterowej, a Autorce dziękuję, za kolejną piękną historię.

ROK RAKA. MOJA ONKOHISTORIA. PODRÓŻ BEZ PLANU, MAPY I PRZEWODNIKA – Aleksandra Wysocka

Aleksandra Wysocka mieszka w Warszawie, lecz gdy tylko może rusza w stronę słońca, najchętniej kamperem i bez sztywnego planu. Z wykształcenia jest socjolożką, z zamiłowania podróżniczką i kolekcjonerką wspomnień. Przez ponad dekadę razem z mężem prowadziła popularny blog o rodzinnych podróżach „8 stóp”, który był nominowany w prestiżowym konkursie „Travelery” w kategorii „Blog roku”. Na co dzień pełni funkcję wiceprezeski Fundacji K.I.D.S – Klub Innowatorów Dziecięcych Szpitali. Lubi fotografować, czytać, oglądać seriale i pisać, jej artykuły ukazywały się w magazynach podróżniczych, a jej felietony publikowane były na łamach tygodnika „Polityka”.

ROK RAKA. MOJA ONKOHISTORIA. PODRÓŻ BEZ PLANU, MAPY I PRZEWODNIKA to relacja trudnej rodzinnej onkohistorii, do napisania której skłonił autorkę jej zupełnie niespodziewany rak piersi.

Ringier Axel Springer Polska, stron 222

Każdy z nas jej się boi. Wielu z nas nie dopuszcza do głowy myśli, że może ją usłyszeć. Każdy, a przynajmniej wielu uważa, że może dotyczyć wszystkich, ale nie mnie. DIAGNOZA. ZŁA DIAGNOZA.

Autorka tej książki zapewne też się nie spodziewała, że lekarz jej powie, że niewinny guzek może się okazać nowotworem złośliwym, dlatego myślę, że każdy powinien przeczytać tę książkę, by „w razie, gdyby…” był przygotowany na coś, o czym w tej chwili nie myśli, a co może się i w jej/jego życiu wydarzyć.

Ta książka to specyficzny przewodnik po leczeniu chemioterapią, radioterapią czy inną terapią, czyli mówiąc wprost – jest to przewodnik prowadzący do pokonania jednej z najgorszych chorób.

Z pewnością nie jest to droga lekka, łatwa i przyjemna, myślę, że wielu osobom bardzo trudno jest przejść tę drogę, ale jak chce się żyć i jest szansa, że chorobę można pokonać, to wytrzyma się wiele.

(…) Nie boję się śmierci. Jedyne, czego się obawiam to tego, co przed: bólu, braku sprawności, zależności od innych, całej tej fizjologii. Na szczęście nie wydaje mi się, żeby to były rozważania na teraz, chyba jeszcze nie czas na mnie. (…)

Autorce tej książki się udało wygrać z nowotworem, na tyle, że zatrzymano jego panoszenie się w organizmie, ale wielu osobom się to nie udało, dlatego tak ważna jest profilaktyka a nawet skłonność do hipochondrii, bo nie jednemu człowiekowi upór w kręgach medycznych i hipochondria uratowały życie.

W zaawansowanej chorobie nowotworowej oprócz skutecznego leczenia ważne jest wsparcie bliskich osób, spoglądając na ten cały dramatyczny wątek walki z chorobą muszę przyznać, że bardzo mi się podobało właśnie to, że autorka miała wsparcie psychiczne ze strony męża i przyjaciółek.

Czarny humor być może w sytuacji osoby walczącej ze złośliwym nowotworem nie jest na miejscu, ale dopóki można się śmiać, czy z choroby, czy z sytuacji wynikłych z niej, to jest to też pewnego rodzaju (dość specyficzna) terapia.

Autorka wielokrotnie podkreśla w swojej książce jak ważne jest dla pacjentek/pacjentów wsparcie psychiczne i stosunek personelu medycznego do danej osoby, gdy chory nie jest tylko kolejnym numerkiem, ale człowiekiem potrzebującym pomocy.

Krok po kroku poznajemy leczenie z uwzględnieniem skutków ubocznych, których przy chemioterapii czy radioterapii nie brakuje. Ale myślę, że gdy człowiek dokładnie wie co może go spotkać, jak negatywnie może dane leczenie wpłynąć na samopoczucie, to z pewnością, gdy już się zachoruje (czego oczywiście nikomu nie życzę) to można być chociaż trochę przygotowanym na te skutki uboczne.

W tej chorobie jak w żadnej innej może nastąpić sinusoida emocji. Raz chory wierzy, że będzie dobrze, że wygra, a raz wpada w dołek strachu i zwątpienia.

(…) Ale jeśli umrę… No cóż, każdy kiedyś w końcu umrze. Nie boję się sądu, nie czekam na chóry anielskie, nie spodziewam się ognia piekielnego (choć jeśli piekło istnieje, to w moim raczej jest zimno). Myślę o śmierci jak o narkozie, z której się nie wybudzę. Zasypiam i nie ma nic. (…)

Dlatego myślę, że bardzo ważnym jest mieć w pobliżu kogoś, kto od czasu do czasu „ojoja”, a od czasu do czasu postawi do pionu nie pozwalając na to „ojojanie”. Ważne jest również to, żeby osoba chora nie rezygnowała z dotychczasowego życia i marzeń, które można realizować, za zgodą lekarzy, oczywiście. Najgorszym co może być dla „karmienia choroby” to poddanie się i zamknięcie w czterech ścianach bez pozwolenia na towarzystwo innych.

Sięgnijcie po tę książkę jak po lekturę obowiązkową, bo czym innym jest czytanie w Internecie porad sztucznej inteligencji, a czym innym jest czytanie tego, co napisała osoba opierająca słowa na własnych doświadczeniach.

Nikt z nas nie wie, czy to o czym w swojej książce pisze Aleksandra Wysocka nie spotka nas, ja tego doświadczyłam, dlatego z pewnością inaczej teraz patrzę na osoby walczące z chorobą nowotworową.

Fajnie jest, gdy taka osoba walczy i się nie poddaje, ale nie wszyscy potrafią. A my – osoby zdrowe – powinniśmy potrafić nie tylko zrozumieć przez co przechodzi osoba chora, ale również potrafić pomóc tak, żeby nikt nie poczuł z naszej strony jedynie litości.

Autorka w swojej książce przedstawia nam konkretny, pozbawiony użalania się nad sobą opis leczenia, w którym medyczna prawda łączy się ze swoistą autoironią, ale też prawem do przeżywania kryzysu po swojemu. To zapis nie tylko odnoszący się do zderzenia ze szpitalną codziennością, ale też zachowania w chorobie poczucia sprawczości, która jest fundamentem, który pozwala poczuć wpływ na własne życie i przekonania, że działania prowadzą do zamierzonych efektów, niezależnie od okoliczności.

Dziękuję Ringier Axel Springer Polska za propozycję przeczytania tej książki w ramach współpracy barterowej, i liczę na to, że trafi ona do jak największego grona czytelników i czytelniczek.

W MIGAWCE UCZUĆ – Monika Malita-Bekier & Natalia Waszak-Jurgiel

Monika Malita-Bekier urodziła się w 1991 roku w Szczecinie. Już w szkole podstawowej marzyła, by w przyszłości zostać pisarką. W 2013 roku skończyła studia kosmetologiczne w Wyższej Szkole Zdrowia i Urody w Szczecinie. Po kilku latach pracy w zawodzie ukończyła Akademię korekty tekstów, zaczynając tym samym pracę jako korektorka. W końcu odważyła się sięgnąć po marzenia z dzieciństwa i stanąć po drugiej stronie książki jako autorka. Razem z rodziną mieszka w jednej z podszczecińskich wsi. Poza czytaniem, pisaniem i redagowaniem uwielbia aktywnie spędzać czas, zwłaszcza na łonie natury. Kocha konie i psy. Od niedawna jest szczęśliwą posiadaczką zarówno psa, jak i dwóch koni. Na co dzień stawia na samorozwój w różnych dziedzinach.

Natalia Waszak-Jurgiel urodziła się w 1992 roku. Ukończyła Zachodniopomorski Uniwersytet Technologiczny w Szczecinie. Przekraczając magiczną trzydziestkę postanowiła spełnić swoje literackie marzenia. Zawodowo pisze wyłącznie według wzorów, trzymając się ściśle instrukcji i przepisów. Prywatnie daje upust wyobraźni, przelewając na papier odbicie swojego humoru i fantazji.

W MIGAWCE UCZUĆ to komedia romantyczna, czyli powieść obyczajowa z dawką romansu.

Wydawnictwo OD SIEDMIU BOLEŚCI, stron 440


(…) Najgorsze, co może spotkać Cię w życiu, to poznać tę właściwą osobę, kiedy już na to za późno (…)

Książka trafiła do mnie dzięki akcji booktour (zorganizowanej przez Adriannę Zakrzewską, znaną w bookstramie jako LIBRARIADA) i nie żałuję, że się na nią zgłosiłam, bo bardzo potrzebowałam teraz takiej właśnie lektury: lekkiej, łatwej i przyjemnej, która bardzo pozytywnie wpłynęła na moje samopoczucie.  

Czy zastanawialiście się kiedyś czy żyjecie według własnych zasad, czy życie dostosowujecie do innych?

Nie przepadam za romansami, ale na szczęście to co działo się między bohaterami tej historii okazało się romansem, ale nie takim tuzinkowym. Do końca książki walczyłam sama ze sobą aby nie zerknąć na ostatnie strony i sprawdzić, jak potoczyła się znajomość głównych bohaterów, czyli Magdy i Piotra.

Autorki w bardzo ciekawy sposób pokazały, jak może się rozwinąć przypadkowo, a może nawet spontanicznie zawarta znajomość, która stała się ważnym akcentem w życiu (szczególnie Magdy).

Czasami rozmowa z zupełnie obcą osobą daje nam więcej radości niż z kimś bliskim. I muszę przyznać, że po tej lekturze zaczęłam się zastanawiać nad tym, że sama bywam bardziej otwarta w stosunku do innych, nawet nowo poznanych osób, niż w stosunku do kogoś z kim mieszkam i przebywam na co dzień.

Dlaczego tak się dzieje, że czasami nie mamy odwagi tej bliskiej osobie czegoś powiedzieć? Nie chcemy jej ranić? Dla świętego spokoju nie chcemy się sprzeciwić? Czy to po prostu zwykłe tchórzostwo?

Mamy tutaj parę narzeczonych, teoretycznie dwoje bardzo kochających się młodych ludzi, ale mimo okazywanej sobie wzajemnie miłości coś w tym związku zgrzyta.

(…) Czy chodzi tylko o listopad? (…)

Zacytowałam zdanie z książki, jeżeli chcecie wiedzieć o co w tym zdaniu chodzi, musicie przeczytać tę książkę.

Narracja jest w pierwszej osobie czasu teraźniejszego, ale czytamy rozdziały na przemian, gdzie raz narratorką jest Magda, przekazująca czytelnikom swoje myśli i spostrzeżenia, a raz narratorem jest Piotrek, który również odnosi się do nas – czytelniczek – przekazując nam swoje myśli i spostrzeżenia.

W tle tego dość specyficznego związku, a może powinnam napisać tej specyficznej znajomości łączącej teoretycznie dwoje obcych sobie ludzi znajdują się dwie rodziny. Jedna ciepła, bardzo związana ze sobą uczuciowo, taka wyznająca zasadę: jeden za wszystkich, wszyscy za jednego i druga rodzina, w której liczy się nie to kim jesteś, ale jak daleko zaszedłeś, z kim się spotykasz, w której rodzinne tradycje ważniejsze są od własnego zdania, a liczy się głównie prestiż i obraz na pokaz.

Każdy z mężczyzn przebywających w otoczeniu Magdy (tu mam na myśli fotografa Piotra i narzeczonego dziewczyny – Adama) pochodzi z innej rodziny. I to właśnie te rodziny ukształtowały ich charaktery.

(…) – Kiedy nie masz nikogo bliskiego, to słuchasz po prostu tych, którzy mówią… – dodaję cicho. – I trudno wyleczyć kompleksy, które powstawały latami. (…)

No ale… wspomniałam na początku, że to romans i to taki dość specyficzny, bo wplątane w niego postacie długo nie potrafią się pogodzić z uczuciem do tej drugiej osoby.

Niby kochają… Ale… Niby pragną jej/jego dotyku… Ale…

Cały czas serce walczy z rozumem, a walka jest nierówna, bo raz przewagę mają emocje, a raz rozsądek. Co tę walkę wygra? Niestety… czytelniczka/czytelnik dowie się tego dopiero na samym końcu książki.

O czym jest ta historia? * O miłości i o odwadze bycia sobą w każdej sytuacji i w każdym związku. ** O pracy nad sobą i dla siebie, kiedy wskazówką do szczęścia jest asertywność. *** O szczęściu zarówno w związku jak i wobec innych osób, bo czasami powiedzenie komuś czegoś co zalega na sumieniu jest ważnym krokiem.

Czytając tę książkę cały czas się uśmiechałam, chociaż odrobinę raziły mnie przekleństwa i wulgaryzmy wkładane w usta bohaterów, ale wiem, że w dzisiejszych czasach młodzi ludzie często ich używają. (Mnie, mimo wieku też się zdarza, ale wiecie, jak to jest… jak sama zaklnę to nawet nie zwrócę na to uwagi, a jak ktoś przy mnie rzuci wulgaryzmem to… wiadomo 😉)

Dziękuję Autorkom i Wydawnictwo Od Siedmiu Boleści oraz Agnieszce (LIBRARIADA) za możliwość przeczytania tej książki dzięki akcji #booktour.  

JESIEŃ W KRYNICY ZDROJU – Anteta Krasińska

(…) Natychmiast dostrzegła liczne malunki, na których uwieczniono miasteczko. Skręciła i skupiła się na uważnym oglądaniu obrazów. Wszystkie miały tę samą wielkość ram, choć różniły się rozmiarem płótna. (…)

Zdjęcie z prywatnego albumu autorki bloga.

Aneta Krasińska to autorka o wielu obliczach poruszająca problemy kobiet borykających się z przeciwnościami losu. Zadebiutowała w roku 2015 powieścią „Finezja uczuć” i od tej pory wydała ponad 30 powieści. Z pochodzenia jest sochaczewianką, z wykształcenia i z zamiłowania humanistką, zakochaną w książkach. Obecnie mieszka w maleńkiej mazowieckiej wsi, gdzie bliski kontakt z naturą pozwala jej oderwać się od rzeczywistości i daje poczucie swobody twórczej. Prowadzi warsztaty pisania dla dzieci „Pisaninka”. Przez wiele lat współpracowała z lokalnym stowarzyszeniem działającym na rzecz rozwoju mieszkańców gminy Baranów. Zainicjowała akcję #PożyczPrzeczytajPoleć.

JESIEŃ W KRYNICY ZDROJU to czwarta część cyklu CZTERY PORY ROKU, z historią wojenną w tle.

Wydawnictwo SKARPA WARSZAWSKA, stron 350

Pobyt w sanatorium wielu osobom, zwłaszcza tym, którzy nigdy nie doświadczyli pobytu na takiej rehabilitacji kojarzy się głównie z tańcami i romansami.

Ale żeby móc się wypowiadać na jakiś temat trzeba tego doświadczyć. Osobiście byłam kilka razy w sanatorium i bardzo sobie chwalę te pobyty. Pomoc zdrowotna i odpoczynek psychiczny to jedno, ale z kilku takich pobytów „przywiozłam” również piękne wspomnienia i cudowne znajomości.

Miałam również to szczęście bycia pensjonariuszką sanatorium w Krynicy Zdroju i powiem szczerze, że z ogromną przyjemnością sięgnęłam po tę książkę, która sprawiła, że wróciły do mnie piękne wspomnienia.

Muszę przyznać, że chociaż mam za sobą już kilka książek Anety Krasińskiej w tej zaskoczyły mnie wplecione w fabułę opisy plenerowe. Tę piękną, kolorową jesień w górach czułam całą sobą i chętnie bym tam właśnie teraz – jesienią – pojechała.

Autorka podzieliła fabułę książki na dwie części, część współczesną i część historyczną. Myślę, że wiele osób stwierdzi, że jedna i druga jest bardzo wciągająca.

W części współczesnej towarzyszymy pewnej młodej dziennikarce, której pobyt w sanatorium początkowo wydał się czymś w rodzaju kary. Kobieta sceptycznie nastawiona do przymusowego pobytu nie spodziewała się, że aby korzystać z uroków sanatorium nie trzeba być w wieku senioralnym.

Dla wielu starszych ludzi pobyt w takim miejscu jest pobytem zbawiennym nie tylko dla ciała, ale również i dla duszy. Na chwilę można zapomnieć o samotności, o obowiązkach dnia codziennego i skupić się na dostarczeniu przyjemności, poznając ludzi potrafiących żyć pełnią życia bez skupiania się na peselu.

Bo cóż może być lepszego od spędzania czasu na luzie i w dobrym towarzystwie. A jak to zaowocuje na przyszłość, to tym lepiej i dla ciała, i dla duszy.

Jako bywalczyni sanatoriów uważam, że autorka bardzo pięknie przedstawiła ten wątek odnoszący się do kuracjuszy.

W części historycznej Aneta Krasińska zabiera nas do przedwojennej Krynicy, równie tętniącej życiem kuracjuszy, ale i życiem ówczesnych mieszkańców.

Każdy, kto był w Krynicy ten wie, że jedną z głównych postaci jest Nikifor, człowiek związany z tą miejscowością od dziecka, zafascynowany uwiecznianiem krajobrazów na papierze. Krynica wielu kojarzy się z muzyką, z Kiepurą i organizowanymi tam festiwalami, ale myślę, że większości kojarzy się również ze sztuką, jaką prezentował Nikifor.

Dzięki Anecie Krasińskiej poznajemy nie tylko dramatyczne, pełne upokorzeń życie tego łemkowskiego malarza, o którym mówiono, że jest przedstawicielem sztuki naiwnej, ale również życie jego naśladowcy, mężczyzny, który mimo koneksji nie potrafił zdobyć tak wielkiej sławy jak ten niepozorny uliczny artysta jakim był właśnie Nikofor.

Mimo swojego dość swoistego talentu Nikifor czyli Epifaniusz Drowniak żył samotnie, większość część życia w nędzy, przez wielu uważany za niepełnosprawnego intelektualnie głównie z powodu bełkotliwej i niewyraźnej mowy i dopiero pod koniec swojego życia został doceniony i uznany na świecie za wybitnego malarza.

(…) Epifaniusz Drowniak, który coraz częściej myślał o tym by znaleźć dla siebie jakiś ciekawszy przydomek, lubił jesień. Wolał ciszę od natłoku rozwrzeszczanych dzieci. Lubił samotność, więc nie przejmował się brakiem wścibskich spojrzeń. Nie potrzebował publiki, by tworzyć. (…)

W wątku historycznym poznajemy również Stefana Filipowicza, niespełnionego artystę malarza, który miał dość osobliwy kontakt z twórczością Nikifora.

Jeżeli nie czytaliście jeszcze tej książki to gorąco ją POLECAM. Przenieście się na chwilę do malowniczej, pełnej jesiennych barw i pięknych widoków Krynicy i razem z młodą dziennikarką odkryjcie tajemnice pewnego obrazu, który przypadkowo spadł ze ściany w jednym z budynków sanatoryjnych.

Dziękuję autorce za kolejną wciągającą historię, a Wydawnictwo Skarpa Warszawska za możliwość przeczytania tej książki w ramach współpracy barterowej.

PUSTE RAMY – Anna Klejzerowicz

Zdjęcie z prywatnego albumu autorki bloga.

Anna Klejzerowicz bywa dość częstym gościem w moim świecie książek, ale tym osobom, które trafiły do mnie po raz pierwszy przedstawię tę autorkę, chociaż myślę, że jest ona znana czytelnikom lubiącym dobre kryminały. Jest gdańską pisarką, publicystką, fotografką, autorką książek kryminalnych i nie tylko. Przez wiele lat współpracowała z Teatrem Atelier im. Agnieszki Osieckiej w Sopocie jako fotografka i redaktorka publikacji teatralnych. Z wykształcenia jest mgr resocjalizacji. 

PUSTE RAMY to współczesna powieść kryminalna, której fabuła umiejscowiona została na Kaszubach.

Wydawnictwo PURPLE BOOK, stron 237

Anna Klejzerowicz po raz kolejny zabiera czytelników do niewielkiej kaszubskiej miejscowości, w której przeszłość ma wpływ na przyszłość.

Przy okazji intrygi kryminalnej poznajemy również świat sztuki, a konkretnie malarstwa, które nierzadko kusi niekoniecznie koneserów w ścisłym tego słowa znaczeniu, a tych, którzy pragną czerpać z tej sztuki korzyści materialne.

Kolejny kryminał autorki jest lekturą dość złożoną, ale jeżeli ktoś poznał już Ninę Kuryłło i Eryka Morskiego ten wie, że to nie tylko dziennikarze lubiący odkrywać przeszłość, ale dość odważni (szczególnie Nina) samozwańczy detektywi potrafiący rozwiązać nawet dawno odłożoną przez organy ścigania sprawę.

Lubię kryminały Anny Klejzerowicz ponieważ moim zdaniem są zaskakujące i cechuje je nie tylko wysublimowana intryga kryminalna, ale przede wszystkim tajemnice wywodzące się z przeszłości, a nierzadko również wplecione w fabułę intrygi kryminalnej tak zwane drugie dno. Często po przeczytaniu jakiejś książki tej autorki zagłębiam informacje, dalej drążąc temat poruszony w książce.

Nina i Eryk potrafią świetnie ze sobą współpracować, a w tej powieści podjęli się rozwiązania zagadki dotyczącej kradzieży dzieł sztuki, a konkretniej obrazów, po których w nawet dobrze chronionych muzeach czasami pozostają na ścianach jedynie puste ramy.

(…) – Dostaliśmy pogróżki od jakiegoś szaleńca! Rozumiesz?! Groźby karalne! (…)

Czy uda im się odnaleźć skradziony z muzeum w pewnym małym miasteczku obraz, tego nie zdradzę. A jeżeli ktoś chce się tego dowiedzieć to najlepiej będzie jak sam się przekona sięgając po tę książkę.

Myślę, że ta powieść zainteresuje nie tylko znawców sztuki malarskiej ponieważ widać, że autorka świetnie przygotowała się do napisania tego kryminału robiąc porządną kwerendę w tym temacie, aby ubarwić intrygę kryminalną „smaczkami” odnoszącymi się do malarstwa i kradzieży obrazów, idealnie wciągając czytelników w świat dzieł sztuki, w historię malarstwa i w mroczną stronę muzealnictwa kiedy dochodzi do kradzieży cennych eksponatów i ich handlu na czarnym rynku.

Kto zna „pióro” Anny Klejzerowicz ten wie, że autorka potrafi świetnie łączyć fikcję literacką z faktami i myślę, że niewiele osób będzie w stanie odróżnić co jest co.

W powieści autorka przedstawia również specyfikę funkcjonowania społeczeństwa w małych miejscowościach, w których rządzą przede wszystkim różnego rodzaju układy i układziki mające znaczny wpływ na to co dzieje się na tak zwanym rodzimym podwórku.

Polecam tę powieść miłośnikom lżejszych kryminałów, chociaż tutaj nie leje się krew i trup nie ścieli się gęsto to są momenty mrożące krew w żyłach podnoszące poziom adrenaliny.

Dziękuję WYDAWNICTWU Wydawnictwo Purple Book – Zaczytaj się w dobrych książkach! za możliwość przeczytania tej książki w ramach współpracy barterowej, a Autorce dziękuję za kolejną ciekawą historię, która z pewnością poruszy niejedną czytelniczą wyobraźnię.

Napisz do mnie
listopad 2026
P W Ś C P S N
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
30  
Książki które przeczytałam
Znajdziesz mnie również na
lubimyczytać.pl granice.pl booklikes.com nakanapie.pl sztukater.pl instagram.com/formelita_ewfor/ facebook.com/KsiazkiIdy/