Recenzje książek

czytampolskichautorów

PRZEMILCZANA – Agnieszka Lis

(…) Lunia na kolanach niani machała nóżką w rytm organowych pasaży, aż trzęsły się kolana kobiety. I nuciła coś pod nosem, wyraźnie zachwycona dźwiękami. (…)

Zdjęcie z prywatnego albumu autorki bloga.

Agnieszka Lis to jedna z najpoczytniejszych pisarek literatury obyczajowej. To nie tylko pisarka, ale również pianistka i felietonistka. Ukończyła Akademię Muzyczną (z wykształcenia jest pianistką) oraz dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim (chciała nauczyć się lepiej pisać). Jak sama mówi o sobie – jest pełna sprzeczności i uważa, że gdyby miała dzisiaj jeszcze raz decydować o kierunku studiów, zdecydowałaby tak samo, ponieważ muzyka nie tylko uwrażliwia, ale przede wszystkim wzbogaca, a rozumienie języka muzyki jest czymś szczególnym. To autorka, która pisze o życiowych perypetiach, bólu, rozstaniu, trudnych relacjach i chyba właśnie za to cenię ją bardzo jako pisarkę.

PRZEMILCZANA to to powieść inspirowana życiem zapomnianej kompozytorki i pianistki Tekli Bądarzewskiej-Baranowskiej.

PREMIERA KSIĄŻKI 01 LIPCA 2026

Wydawnictwo FILIA, stron 374

Niezwykle utalentowana, ale zapomniana przez historię Tekla Bądarzewska-Baranowska żyje w świecie, który nie przewiduje miejsca dla kobiety pragnącej tworzyć. Bez formalnego wykształcenia, bez wsparcia, rozdarta między obowiązkami żony i matki a palącą potrzebą komponowania, próbuje ocalić własny głos. Jej utwory podbijają salony, kształtują muzyczne gusta całego pokolenia, nuty sprzedają się w milionach egzemplarzy. A mimo to jej nazwisko znika, jakby nigdy nie istniała. Czy Tekla miała szczęśliwe życie? Kto ją wspierał w tym co kochała najbardziej? Dlaczego nie została doceniona tak jak Chopin i inni pianiści i kompozytorzy, czy tylko dlatego, że była kobietą?

Wielu odwiedzających mój blog wie, że są autorki/autorzy, po których książki sięgam chętniej niż po innych, do nich między innymi należy Agnieszka Lis. I chociaż nie wszystkie jej książki mnie zauroczyły, to żadna jeszcze nie zawiodła moich oczekiwań czytelniczych.

Ta książka jest dość specyficzna i z pewnością skierowana do bardziej wyrafinowanych czytelników, takich, którzy nie czytają książki dla samego czytania, ale dla prawdziwej przyjemności.

Agnieszka Lis stworzyła historię życia kobiety, która chociaż miała wielki talent i otoczona była miłością najbliższych to nie potrafiła w pełni wykorzystać swojego szczęścia i swojego talentu żyjąc w czasach w jakich żyła, kiedy kobiecie wolno było jedynie błyszczeć na salonach, zarządzać domem (służbą), a nie wolno było mieć własnego zdania, zwłaszcza na tematy polityczne czy panującego ówcześnie systemu.

Autorka zabiera czytelników zarówno w świat muzyki jak i do zaboru rosyjskiego, w jakim przyszło żyć bohaterce tej powieści.

Fikcja literacka jaką stworzyła częściowo tylko opiera się na dokumentacji, ale większości jest wymysłem, a może lepiej powiedzieć domysłem autorki, o czym Agnieszka Lis nadmienia w posłowiu książki.

Bohaterka tej historii mimo wielkiego talentu muzycznego nie jest osobą znaną i muszę przyznać, że gdyby nie powieść, z pewnością nigdy bym się nie dowiedziała o istnieniu tej pianistki i kompozytorki, która pozostawiła po sobie piękne utwory.

Co ciekawe, utwory Tekli Bądarzewskiej-Baranowskiej bardziej znane są poza granicami Polski niż w naszym kraju. Czyżbyśmy nie potrafili docenić talentów rodzimych twórców?

To nie jest lektura z tych, o których się mówi: lekka, łatwa i przyjemna i z pewnością nie jest ona dedykowana wszystkim. Myślę jednak, że dzięki wielu muzycznym wstawkom, tu mam na myśli opisy utworów i sposób ich muzycznej interpretacji jakimi autorka uraczyła swoich czytelników, lektura ta będzie nie lada gratką dla melomanów i osób, które mają chociaż w minimalnym stopniu wiedzę o muzyce klasycznej. Być może dla kogoś, kto nie interesuje się muzyką poważną mogą te wstawki wydać się nieco niezrozumiałe lub wręcz mało interesujące, ale dla melomanów są prawdziwą perełką wśród pięknie „skomponowanej” prozy jaką stworzyła Agnieszka Lis.

(…) Tekla Bądarzewska- Baranowska swój najpopularniejszy utwór zapisała w tonacji Es-dur, czyli z trzema bemolami przy kluczu (be-es-as), w tempie andante z włoskiego to „idąc” i w metrum cztery czwarte (czyli każdy takt musi zawierać cztery ćwierćnuty lub też ich równowartość. (…)

Momentami autorka ubarwia swoją powieść staropolskim nazewnictwem co dodatkowo wpływa na dość oryginalny odbiór fabuły, ale całość jest napisana językiem współczesnym, odrobinę tylko stylizowanym co pozwala abyśmy my – żyjący w czasach innych niż Tekla – w czytelny sposób odebrali teks książki.

POLECAM tę książkę tym, którzy lubią biografie i powieści inspirowane biografiami, chociaż ta lektura biografią samą w sobie nie jest.

POLECAM tę powieść osobom kochającym muzykę klasyczną, bo w tej powieści pięknej muzyki jest sporo.

Dziękuję Autorce, że dzięki niej poznałam postać Tekli Bądarzewskiej- Baranowskiej i muszę wspomnieć, że oczywiście po przeczytaniu książki zaraz zaczęłam szukać w Internecie utworów tej kompozytorki i wysłuchanie nagrań na YouTube potraktowałam jako zwieńczenie powieści traktując to jak swoisty epilog fabuły.

A Wydawnictwu Filia dziękuję, że mogłam przeczytać tę książkę w ramach współpracy barterowej.

KLĄTWA POŁUDNICY – Agata Suchocka

(…) Za mną rozciąga się parkowy starodrzew, przede mną przemykają najnowsze zdobycze cywilizacji. I pomiędzy tymi dwoma światami stoję ja, ogniwo łączące przeszłość z przyszłością. (…)

Zdjęcie z prywatnego albumu autorki bloga.

Agata Suchocka jest nie tylko polską pisarką, ale również tłumaczką, wokalistką, multiinstrumentalistą, pedagogiem i animatorem kultury. Inicjatorką Nieformalnego Opolskiego Klubu Literackiego zrzeszającego twórców lokalnych. Zawodowo związana jest z Filharmonią Opolską i szkołą muzyczną „Preludium”. To również pasjonatka malarstwa, rysunku i bluesa, udzielająca się wokalnie w Formacji Bluesowej Gorszy Sort. Od 2017 roku w tłumaczeniu autorskim ukazuje się nakładem wydawnictwa Cheeky Kea Printworks cykl powieściowy „I Give You Eternity” w wersji anglojęzycznej.

KLĄTWA POŁUDNICY to powieść obyczajowa z nutą fantazji. Książka jest jedną z serii Słowiańskie światy.

PREMIERA KSIĄŻKI 21 PAŹDZIERNIKA 2025

Wydawnictwo REPLIKA, stron 315

Dagna mieszka w kamperze jako wędrująca fotografka, specjalizująca się w plenerowych sesjach retro. Żyjąc z dnia na dzień i nie myśląc o przyszłości, odnajduje w krajobrazach kadry, które zdają się koić jej samotność — lecz nie mogą uleczyć klątwy, która ciąży na niej od dawna.
Jako południca – demon żywiący się ludzką energią – Dagna zawsze pragnęła zemsty na tych, którzy skrzywdzili ją i siostrę. Spotkanie z szeptuchą w międzywojennej Polsce obudziło w niej człowieczeństwo i pozwoliło ograniczyć destrukcyjną moc – coś, co przez wieki wydawało się niemożliwe. Kiedy wraca do korzeni – nad Puszczę Augustowską – spotyka Jaromira, potomka mężczyzny winnego tragedii jej przeszłości. Wspólne wędrówki po lesie budzą uczucie i pytanie: czy ich miłość wystarczy, by odrzucić klątwę i dać sobie szansę na pełne, ludzkie życie?

Do tej pory miałam okazję przeczytać zaledwie dwie książki Agaty Suchockiej, które szczerze mogę polecić. Kiedy na Targach Książki w Poznaniu zauważyłam tę powieść, nie ukrywam, że trochę byłam zaskoczona.

Ale ciekawość jak autorka poradziła sobie z tematem (dość ostatnio modnym) skłoniła mnie do sięgnięcia po tę lekturę.

Fabuła powieści toczy się w dwóch ramach czasowych. Jednym z nich są lata tak odległe, że trudno nawet uwierzyć w to, że kiedyś ludzie tak właśnie żyli. Drugim natomiast jest współczesność.

Główną bohaterkę poznajemy więc jako pradawną południcę, czyli kogoś będącego w wierzeniach słowiańskich złośliwym demonem przybierającym postać kobiety. I poznajemy ją również jako wędrowną fotografkę mieszkającą w kamperze, specjalizującą się w sesjach retro.

Ta książka to połączenie słowiańskiej fantastyki, wierzeń i ówczesnego folkloru z wątkami romantycznymi.

Czytając ułożone naprzemiennie rozdziały z różnych etapów życia głównej bohaterki, która jest świadoma tego, że istnieje już od wielu pokoleń i na której ciąży pradawna klątwa tak wciągają, że momentami nie mogłam się od książki oderwać.

(…) Mam wrażenie, że puszcza znowu mnie woła, jak wtedy, kiedy weszłam pomiędzy drzewa i tak do końca nie wyszłam spomiędzy nich przez pół wieku. Nie wygoniły mnie wojny, zarazy, przesiedlenia, migracje, prześladowania, represje, konfiskaty, powstania i co tam jeszcze było po drodze. (…)

Autorka z lekkością łączy odległe od siebie czasy w jedną spójną historię, którą czytałam zarówno z przyjemnością jak i wielkim zainteresowaniem, dzięki powolnie rosnącemu napięciu. Historia opowiadana przez Dagnę jest ciekawie przedstawiona, pełna nietuzinkowych pomysłów i zaskakujących zwrotów akcji, ale również symboliki słowiańskiej.

Atutem tej powieści jest to, że autorka z niebywałą lekkością łączy czasy współczesne z tymi odnoszącymi się do czasów Słowian. I mam tu na myśli głównie dość ponurą historię głównej bohaterki żyjącej w dalekiej przeszłości.

Główna bohaterka jest osobą, którą można polubić mimo jej dość ostrego języka i demoniczności jaką w sobie nosi. Jest odważna i nie przebiera w słowach. Moim zdaniem postać Dagny została przez autorkę wykreowana perfekcyjnie.

Kolejnym atutem powieści są słowiańskie motywy, można nawet powiedzieć, że motywy słowiańskiej grozy połączonej z legendami i zjawiskami w których dominowały nadnaturalne moce, mające w fabule niemałe znaczenie, ponieważ z połączenia ich ze współczesnością powstała historia łącząca skrajny realizm i tajemne oblicza magii. Przyznam szczerze, że czytając, momentami czułam jakiś wewnętrzy niepokój, chociaż nie wierzę w duchy, demony czy magię. 

To z całą pewnością książka ze specyficznym klimatem, taka trochę mroczna, trochę błyskająca ironią, a momentami nawet dość refleksyjna.

Książka jest ładnie wydana, ja mam egzemplarz w twardej oprawie, z pięknie barwionymi brzegami i co dla mnie najważniejsze, tekst jest z dużymi literami, co dodatkowo wpływało na szybkość czytania.

Jeżeli wśród znajomych macie kogoś kto fascynuje się słowiańszczyzną, starymi wierzeniami, magią i tym podobnymi sprawami, to koniecznie polećcie mu tę książkę. Jestem najlepszym przykładem czytelniczki, która nie fascynuje się tego typu tematami, raczej nie sięgam po tego typu książki, a pochłonęłam ją w tempie błyskawicznym. To chyba o czymś świadczy.

Polecam tę książkę każdemu, bo nigdy nie wiadomo kogo ta historia wciągnie. Przy tej lekturze nie można się nudzić, a trochę baśni czy bajki jeszcze nikomu nie zaszkodziło.

Świetny pomysł na fabułę łączącą dwa tak odległe światy to moim zdaniem strzał w dziesiątkę.

Dziękuję Wydawnictwu Wydawnictwo Replika za możliwość przeczytania tej książki w ramach współpracy barterowej.

WARSZAWSKI NIEBOTYK – Maria Paszyńska

(…) Już niedługo uroczyście zostanie oddany do użytku „Warszawski Niebotyk”, jak zwykła określać dzieło Stefana prasa codzienna, na bieżąco relacjonująca postępy w budowie. Kto wie, dokąd jeszcze zaprowadzą tego uparciucha jego wielkie marzenia. (…)

Maria Paszyńska jest pisarką, felietonistką, varsavianistką, prawniczką i orientalistką. Ukończyła autorską klasę humanistyczną z rozwiniętym programem wychowania estetycznego w VII LO im. Juliusza Słowackiego w Warszawie, a następnie prawo na Uczelni Łazarskiego oraz iranistykę na Wydziale Orientalistycznym Uniwersytetu Warszawskiego. By nauczyć się języka tureckiego, dwa lata studiowała turkologię. Przez kilka lat pracowała jako prawnik oraz przewodnik miejski po Warszawie. Choć urodziła się na Dolnym Śląsku, mówi o sobie, że jest adopcyjnym dzieckiem Warszawy. Zadebiutowała w 2015 roku powieścią „Warszawski niebotyk”, która znalazła się w finale I. edycji konkursu Promotorzy Debiutów organizowanego przez Instytut Książki i Fundację Tygodnika Powszechnego. Powieść „Owoc granatu. Dziewczęta wygnane” została nominowana w plebiscycie portalu lubimy czytać do miana Książki Roku 2018 w kategorii Powieść historyczna.
Autorka specjalizuje się w powieści historycznej.

Warszawski niebotyk to pierwsza część historii, której fabuła umiejscowiona została w przedwojennej Warszawie.

PREMIERA KSIĄŻKI 05 LUTEGO 2025 (wznowienie z roku 2015)

Wydawnictwo FILIA, stron 399

Późną jesienią 1933 roku, w przedwojennej Warszawie, w przededniu rozejścia się ich życiowych dróg spotykamy pięciu młodych mężczyzn pochodzących z dość zamożnych rodzin, trzech braci Zasławskich oraz ich dwóch przyjaciół. W chwili, gdy świat stoi przed nimi otworem, gdy są przekonani, że mogą osiągnąć wszystko, czego zapragną, a miłość postrzegają jako piękną przygodę, ślepi są na zagrożenia wolno płynące spoza granic Polski. W kolejnych miesiącach życie weryfikuje ich sposób myślenia, prowadząc ku nieuniknionej dojrzałości, na którą nie zawsze chcą się zgodzić i na którą nie każdy z nich jest gotowy. Przeżywają swoje pierwsze miłości, bawią się i próbują ułożyć swoje dorosłe życia. Nie każdemu z nich dane jest spotkać tę jedną jedyną i nie każdemu z nich udaje się osiągnąć to o czym marzy. Któremu z nich się w pełni powiedzie? Jak na zachowanie w wielu przypadkach wpływa przyjaźń?

Po przeczytaniu kilku książek tej autorki pewność, że podczas czytania kolejnej będą mi towarzyszyły skrajne emocje, była dla mnie prawie pewna.

Tak jak wspomniałam w opisie fabuły, bohaterami tej książki jest kilku młodych mężczyzn, różnych od siebie i bliskich sobie zarazem. Wszyscy pochodzą z tak zwanych dobrych domów i przed każdym z nich otwierają się drzwi wielkich karier.

Autorka na przykładzie trzech rodzin pokazuje, jak toczyło się życie w przedwojennej Warszawie, gdzie przeplatały się radości beztroski z bolesnymi dramatami.

Młodzi ludzie, mimo że pochodzą z domów, w których miłość i wsparcie rodzicielskie połączone z luksusem mieszkania są na porządku dziennym nie są pozbawieni zasmakowania dramatu, czy płomiennej miłości, która będąc również z tych „zakazanych” może okazać się dramatem.

Wielka, szczera przyjaźń łącząca kilku z nich jest jakby wątkiem przewodnim tej powieści. Ale… kimże jest prawdziwy przyjaciel? Czy tylko tą osobą, która stoi za tobą murem bez względu na to co robisz? Czy tą osobą, która porządnie tobą potrząśnie, kiedy okazuje się, że zbłądziłaś/zbłądziłeś i ślepo odrzucasz wszystko co nie jest po twojej myśli?

Autorka zadbała o to, aby pokazać taką przyjaźń, która i pogłaszcze i zrani i to właśnie w historii jednego z braci Zasławskich mnie ujęło. Bo zakochany do szaleństwa w kobiecie, z którą nie miał realnych szans spędzić całego życia, Jan głuchy był na wszelkie przestrogi.

Młodzi mężczyźni idąc za głosem serca mogli wiele zyskać, robiąc wszystko, nawet posuwając się do małego oszustwa, aby zdobyć swoje ukochane, ale mogli również wiele stracić, zwłaszcza gdy serce z rozumem toczyły otwartą walkę.

Czy zakochany mężczyzna potrafi myśleć nie tylko o sobie i o ukochanej kobiecie nie biorąc pod uwagę innych w tym również najbliższych, przekonało się dwóch z braci Zasławskich.

Ale czy ingerencja kogoś w życie drugiego człowieka, bez względu na to, czy tym kimś jest brat czy przyjaciel, zawsze jest słuszna?

Dobre rady czasami pozwolą uwolnić się z więzów zakazanych uczuć, ale czasami mogą doprowadzić do tragedii, o czym możemy się przekonać czytając tę powieść.

Warszawa lat 30-tych jest tutaj jakby bohaterką drugoplanową. Autorka bowiem z wyjątkową dokładnością oprowadza nas po tej Warszawie, po ulicach, parkach, miejscach publicznych wspominając jednocześnie o zmianach architektonicznych jakie zachodzą w tym mieście, chociażby o budowie jednego z najsłynniejszych budynków, czyli warszawskim niebotyku. Nie znam Warszawy więc nie mogę stwierdzić czy wszystkie te miejsca opisane w książce wówczas istniały czy zrodziły się jedynie w wyobraźni autorki, ale „przemieszczając” się razem z bohaterami czułam się tak jakbym tam była.

To epicka i zarazem bardzo poruszająca opowieść o miłościach, dramatach, radościach młodych ludzi, bardzo związanych z rodzinami, odważnych i pełnych nadziei. Ich losy są burzliwe a wiele wątków wywołuje skrajne emocje. Niejeden z nich znajdując się u progu dorosłego życia musi zmierzyć się z problemami na które (mimo dojrzałego wieku) nie jest gotowy. Jedni przyjmują je z otwartością, a drudzy z rozpaczą.

Co przyniesie los braciom Zasławskim i ich przyjaciołom w kolejnych tomach dowiem się wkrótce. I chociaż przede mną jeszcze dwie książki już mogę całość gorąco polecić.

A tytułowy warszawski niebotyk? Jest, chociaż jedynie wspomniany w powieści, pokazany jako wielka duma budowniczych i warszawiaków.

Dziękuję Wydawnictwu FILIA, że miałam okazję przeczytać książkę dzięki współpracy barterowej.

***Cytat pochodzi z książki WARSZAWSKI NIEBOTYK wydawnictwa FILIA***

MIŁOŚĆ Z KRWI I KOŚCI – Anna Rybakiewicz

(…) Przecież on był… Romkiem. Chłopakiem, z którym wspinałam się na drzewa, robiłam babki z błota i pasłam krowy. Widziałam w nim bardziej brata niż kandydata na męża. Nie miałam pojęcia, kiedy on zobaczył we mnie kogoś więcej, kiedy w jego głowie narodziła się myśl, że mogłabym zostać jego żoną. (…)

Anna Rybakiewicz jest autorką kilkunastu bestsellerowych powieści obyczajowych. Jest absolwentką Wydziału Prawa Uniwersytetu w Białymstoku, od 2016 roku wykonuje zawód radcy prawnego. Prywatnie jest szczęśliwą mężatką i mamą dwójki dzieci. Uwielbia słuchać ludzkich historii, intrygują ją losy przodków, do których niejednokrotnie odnosi się w swoich powieściach. W fabułach często inspiruje się prawdziwymi wydarzeniami co sprawia, że jej powieści czyta się z zapartym tchem.

MIŁOŚĆ Z KRWI I KOŚCI to dramat obyczajowy z historią wojenną w tle.

PREMIERA 23 PAŻDZIERNIKA 2024

Wydawnictwo FILIA, stron 432

Jest rok 1942, dwudziestoletnia Basia postanawia dołączyć do ukrywających się w lesie partyzantów, wśród których jest Romek, jej sąsiad a zarazem przyjaciel z dzieciństwa od zawsze w niej zakochany i wśród których jest również Leszek, ich wspólny przyjaciel. Życie tej trójki młodych ludzi nieoczekiwanie się komplikuje. Jednak nie za sprawą wojny, a na skutek uczucia, które rodzi się między Basią a Leszkiem. W 2019 roku antropolog Ula otrzymuje telefon, że w lesie odnaleziono szczątki należące do jej pradziadków, którzy wraz z sąsiadami zostali rozstrzelani przez Niemców w 1943 roku. Żeby wydobyć kości z ziemi, Ula powraca w rodzinne strony, które opuściła wiele lat wcześniej. Na nowo musi stawić czoła nie tylko starszemu sąsiadowi, który od lat obwinia jej babcię Barbarę o tragedię sprzed lat, ale także jego wnukowi – Piotrkowi, który kiedyś złamał jej serce, a teraz oferuje swoją pomoc przy wykopaliskach. Podczas pracy z kośćmi Ula doświadcza kilku niecodziennych zjawisk, wydaje jej się, że słyszy czyjś głos. Próbuje znaleźć racjonalne wytłumaczenie. Czy wydarzenia w życiu Uli są zwykłym zbiegiem okoliczności, czy może działaniem szeptuchy? Czy odnalezione po wielu latach kości mają moc zjednoczenia dwóch zwaśnionych rodzin? Czy miłość może być silniejsza od nienawiści?

Anna Rybakiewicz weszła na rynek książek z wielkim przytupem, od pierwszej powieści, którą wydała, stała się ulubioną autorką wielu czytelniczek i czytelników. I muszę przyznać, że od jej książek trudno jest się oderwać, a fabuły zostają w głowie na długi czas. Z przyjemnością sięgam po jej kolejną powieść.

Historia opisana w tej lekturze jest fikcją literacką, ale do napisania jej zainspirowało autorkę pewne zdarzenie mające miejsce w czasie drugiej wojny światowej.

Opowieść toczy się dwutorowo, w dwóch płaszczyznach czasowych. Jedną jest okres wojny, a drugą współczesność.

Poznajemy młodą dziewczynę, którą łączy niesamowita przyjaźń z chłopcem z sąsiedztwa. Z chłopcem, dla którego ona jest nie tylko przyjaciółką, ale kimś z kim i on i rodzice obydwu stron myślą o wspólnej przyszłości i połączeniu Basi i Romka węzłem małżeńskim.

Niestety, chociaż Basia kocha go całym sercem, to jest to jedynie miłość braterska, bo serce dziewczyny zaczyna bić dla kogoś innego.

Fabuła książki jest tak przepełniona emocjami, że momentami trudno mi było czytać.

To opowieść o pięknej przyjaźni, która zrodziła się między dwoma mężczyznami i młodą kobietą. Przyjaźni, która była nie tylko uczuciem, ale i wyzwaniem.

(…) Gdybym wiedziała i mogła cofnąć czas, wybiłabym mu ten kolejny szalony pomysł z głowy. Jednak było już za późno. Romek ostatnimi czasy częściej poruszał ten temat. Biedna, nie wiedziałam, co mam z nim począć i jak przemówić mu do rozsądku. (…)

Trudny wojenny czas to przecież nie tylko walka z okupantem, ukrywanie się i ciągły strach o siebie i innych, to również czas na miłość, która ze względu na okoliczności nie mogła być celebrowana tak jak na to zasługiwała.

Wątek współczesny pełen jest ciekawostek archeologicznych i antropologicznych co świadczy o tym jak wielką pracę wykonała autorka i jak szczegółową kwerendę przeprowadziła, aby zbliżyć czytelnikom to, z czym czasami muszą się mierzyć ludzie pracujący przy odkrywaniu czyichś kości.

Chociaż fabuła jest dwutorowa to zdecydowanie główną jej osią jest linia historyczna odnosząca się do młodości Basi i wydarzeń wojennych, do życia w lesie wśród polskich partyzantów.

(…) Oparłam głowę o ramię chłopaka. Nawet nie byłam pewna, którego. I jeden, i drugi był moją opoką. Trwaliśmy razem, wbrew całemu światu. Byliśmy dla siebie wsparciem. I na zawsze będziemy. (…)

Styl jakim pisze Anna Rybakiewicz jest lekki i przyjemny chociaż fabuły nie można zaliczyć do lekkiej, łatwej i przyjemnej w odbiorze. Książkę czyta się płynnie, bez uczucia znudzenia. Nie ma być może zbyt wielu gwałtownych zwrotów akcji, ale jest płynność, która pozwala na odbieranie rozdziałów, których wątki wojenne w połączeniu z wątkami współczesnymi świetnie się uzupełniają.

Główni bohaterowie są tak autentyczni, że momentami aż trudno uwierzyć, że powstali jedynie w wyobraźni autorki.

To kolejna książka, obok której nie powinno się przejść obojętnie bo przecież taka Basia, taki Romek czy taki Leszek może kiedyś żyli i łączyły ich takie same uczucia. Aż trudno uwierzyć, że historia opisana w tej powieści jest fikcją literacką.

POLECAM tę powieść nie tylko miłośnikom historii wojennych, jeżeli ktoś czytał którąś z moich Szkatułek Wspomnień, to z pewnością spodoba mu się ta książka a jej fabuła na długo zostanie w pamięci.

Dziękuję Wydawnictwu FILIA, że mogłam przeczytać tę powieść dzięki współpracy barterowej.

*** Wszystkie cytaty pochodzą z książki: MIŁOŚĆ Z KRWI I KOŚCI, wydawnictwo FILIA, rok 2024 ***

ŚPIJ DZIECINKO, ŚPIJ – Jolanta Bartoś

(…) Gdy tylko jej palce musnęły kwiat, usłyszała cichy płacz dziecka. Kwiliło, nie mogąc już płakać głośniej. Rozejrzała się wokół. Nie, nigdzie nie było żadnego dziecka. Nie widziała nawet nikogo w oknach kamienicy. Wiatr jakby ucichł, choć wcześniej zdawało jej się, że dość mocno wieje. (…)

Jolanta Bartoś jest absolwentką dziennikarstwa i komunikacji społecznej Uniwersytetu Wrocławskiego. To artystyczna dusza wyczulona na piękno. Przygodę z literaturą rozpoczęła bajkami, opowiadaniem młodszemu bratu, potem liczne historie napisała, ale tylko do szuflady. Znalazły się w nich wątki sensacyjne i kryminalne. Publikuje na łamach portalu glosleszna.pl. Jest autorką między innymi takich książek jak: „Niepokorna” (2016),„Jad” (2017),„Fatum” (2018),„Obłęd” (2018),„Uwięzieni w Galerii Lochy” (2018).

Śpij dziecinko, śpij to horror z wątkami psychologicznymi.

PREMIERA KSIĄŻKI 05 MAJA 2022

Wydawnictwo ZYSK I S-KA, stron 352

Mury starego miasta są przesiąknięte dawnymi dziejami. Główna bohaterka Alicja Rogowska spełniając swoje marzenie i kupując mieszkanie w starej kamienicy nie zdaje sobie sprawy z tego jak wiele będzie ją to kosztowało. Alicja jest w ostatnich tygodniach ciąży, nie przeszkadza jej to w przeprowadzeniu gruntownego remontu, żeby do nowego gniazdka wprowadzić się zanim na świecie pojawi się jej dziecko. Pierwszej nocy budzi ją przeraźliwy płacz, którego nie słyszy nikt poza nią. Kobieta obawia się, że oszalała i mogłaby zrobić krzywdę własnemu dziecku. W domu zaczynają się dziać dziwne rzeczy, pod domem rosną tajemnicze krzewy róż, które wzrastają w wyjątkowo szybkim tempie, a z piwnicy dolatuje XIX-wieczna kołysanka: „Śpij, dziecinko, śpij”. Alicja próbuje szukać pomocy u psychologa, a wkrótce odkrywa dawno zapomnianą historię starej kamienicy. Alicja ściga się z czasem, którego nie ma zbyt wiele. Za każdymi otwartymi drzwiami, kryje się kolejna tajemnica. Wkrótce okazuje się, że walczy nie tylko z jednym wrogiem. Czy kobieta oszalała? Czy jej odczucia są prawdziwe? I czy zdąży poznać dawno zapomnianą historię, której nikt nie chce wyjawić?

Jeszcze do niedawna zarzekałam się, że nie będę czytała horrorów. No cóż, myślę, że nie powinno się nigdy mówić „nigdy”.

Kupiłam tę książkę zupełnie przypadkowo będąc z autorką na wspólnym spotkaniu, a ponieważ lubię poznawać twórczość różnych autorów, nasz wspólnie spędzony czas skończył się właśnie zakupem jednej z książek Jolanty Bartoś i… przyznam szczerze, że dawno nie czułam podczas czytania takiego dreszczyku emocji.

Fabuła tej książki zadziałała na mnie jak magnes, nie mogłam się od niej uwolnić i nawet w czasie, w którym nie czytałam, cały czas myślami byłam w tamtym starym domu.

Nie oglądam horrorów ani ich nie czytuję, ale interesuję się zjawiskami paranormalnymi i… chyba wierzę w duchy (trochę).

Muszę przyznać, że autorka świetnie budowała napięcie nie pozwalając czytelnikowi na nudę. Tutaj cały czas coś się dzieje i może ktoś bardzo sceptyczny uzna, że wymyślona przez Jolantę Bartoś historia jest nieco infantylna, to nie można zaprzeczyć, że mając wyobraźnię (a każdy czytelnik chyba ją ma) momentami zbyt dosłownie odbiera się przedstawione przez autorkę „obrazy”.

Dawniej ludzie zbyt bogobojnie podchodzili do wielu wydarzeń, które były niewyjaśnione, czy zagadkowe, dzisiaj do wszystkiego podchodzi się naukowo, ale czy istoty będące „między światami” istnieją czy nie, to już jest indywidualne podejście każdego człowieka do tej wiary.

Umysł często płata figle i widzimy lub słyszymy coś, tak naprawdę nieistniejącego, ale czy potrafimy się obronić przed wyobrażeniami jakie w naszym umyśle powstają?

(…) Obudziła ją czyjaś dłoń. Poczuła tylko dotyk, który ledwie musnął jej rękę. Wiedziała, że powinna iść z tą niewidzialna osobą. Chciała czegoś. Wyszła z pokoju. Z każdym krokiem mieszkanie zmieniało się, aż przestała je poznawać. Stare, rozlatujące się meble, o które nikt nie dbał. Słyszała w kącie jakieś postękiwanie, przerywane ciężkim oddechem, jakby łapanym z trudem. Ktoś tam leżał na brudnym łóżku. (…)

Ludzie wierzący modlą się do swojego Boga, do świętych, których nigdy w swoim życiu nie spotkali i nikt z niewierzących nie robi z nich psychicznie niezrównoważonych, dlaczego więc ludzie odczuwający obecność istot nie zaliczających się do żywych, albo słyszący jakieś trudne do nazwania dźwięki uważani są za pomyleńców.

Główna bohaterka tej powieści widzi i słyszy coś, co można ująć jedną nazwą – zjawiska paranormalne, tym trzyma czytelnika w napięciu, bo nawet ktoś kto nie wierzy w takie zjawiska, może to sobie wyobrazić.

Przyznam szczerze, że fantazja autorki i zdolność „malowania” słowami potrafiły stworzyć takie obrazy, że nawet sceptyk może być w stanie „zobaczyć” scenę ze staruchą i martwymi niemowlętami.

Fabuła jest typowym horrorem, ale wpleciony w nią wątek kryminalny dodatkowo podkreśla jej dramatyzm.

Dla wielu czytelników zapewne zaskoczeniem będzie wątek romantyczny, w którym powoli narastające uczucie zradza się z poczatkującej przyjaźni.

Jak to w książkach bywa, jednych bohaterów lubimy innych nie. Męża bohaterki nie polubiłam, od samego początku czułam do niego antypatię widząc w nim jedynie egoistycznego i cynicznego mężczyznę. Za to od pierwszej wzmianki odnoszącej się do psychologa poczułam do tego mężczyzny wielką sympatię i cieszę się, że autorka przydzieliła mu taką rolę jaką przydzieliła.

Nawet jeżeli nie czytacie horrorów, to myślę, że ta książka Wam się spodoba. Nietuzinkowi bohaterowie, fabuła tajemnicza z dużą dawką dramatyzmu i bardzo ciekawe zakończenie.

Polecam szczerze i myślę, że wkrótce sięgnę po kolejną książkę tej autorki.

Napisz do mnie
lipiec 2026
P W Ś C P S N
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  
Książki które przeczytałam
Znajdziesz mnie również na
lubimyczytać.pl granice.pl booklikes.com nakanapie.pl sztukater.pl instagram.com/formelita_ewfor/ facebook.com/KsiazkiIdy/