czytam polskich autorów
ZA PRZYJAŹŃ – Anna Sakowicz
Nie da się zbudować nowego życia, jeżeli nie pozamyka się starych spraw.
Anna Sakowicz, to mieszkanka Starogardu Gdańskiego pochodząca ze Stargardu Szczecińskiego. To absolwentka filologii polskiej, edukacji filozoficznej i filozofii na Uniwersytecie Szczecińskim oraz edytorstwa współczesnego na Uniwersytecie im. Stefana Wyszyńskiego. Pracowała jako nauczycielka języka polskiego i etyki, była doradcą metodycznym oraz redaktorem naczelnego regionalnego pisma pedagogicznego. Jako autorka zadebiutowała pisząc do szczecińskiego „Punktu Widzenia”. Od roku 2013 prowadzi blog annasakowicz.pl. Swoją pierwszą książkę wydała w roku 2014 i od tej pory prawie każdego roku zadowala swoje czytelniczki kolejną książką. Pisze dla dorosłych, ale i też dla dzieci, a jej książki pokochały tysiące czytelniczek, wśród których jestem również ja, co potwierdzam w kilku wpisach na tym blogu.
Za przyjaźń to powieść obyczajowa z dużą dawką dramatu i szczyptą kryminału z mocnymi wątkami psychologicznymi.
PREMIERA KSIĄŻKI 14 KWIETNIA 2022

stron 319
Lucyna, Krysia, Monika, Olga to panie w średnim wieku. Kiedyś były bardzo serdecznymi przyjaciółkami, ale po ukończeniu szkoły każda z nich kontynuowała naukę w innej, a nawet w innym mieście. Powoli ich drogi zaczęły rozchodzić się w różnych kierunkach i ich przyjaźń przestała już mieć taką moc jak kiedyś. Po wielu latach kobiety spotykają się w swoim rodzinnym mieście, w którym na stałe pozostała tylko jedna z nich. Każda niesie ze sobą bagaż życiowy, jedna cięższy inna lżejszy i mimo tego, że początkowo żadna z nich nie chce się przyznać do niepowodzeń jakie zafundowało im życie to jakoś odnajdują wspólny język. Łączy je również pewna tajemnica skrywana przez lata, a która wypływa w czasie ich spotkania. Czy dawne czasy da się odbudować, czy kobiety już zmieniły się do tego stopnia, że przyjaźń, którą kiedyś zbudowały, rozsypie się jak domek z kart? Co wspólnego z nimi ma pewien lokalny menel imieniem Pietrek? Czy drogi czterech przyjaciółek nazywanych kiedyś Jeźdźcami Apokalipsy zejdą się czy rozejdą na zawsze? Czy można zbudować własne szczęście na nieszczęściu innych?
Są pisarki i pisarze, których książki biorę „w ciemno” ponieważ wiem, że ich powieści mnie nie zawiodą. Do takich należy właśnie Anna Sakowicz, której każda książka zarówno dla dorosłych jak i dla dzieci jest dla mnie zawsze strzałem w 10.
Kolejna powieść tej autorki ze względu na poruszane w fabule wątki społeczne była dla mnie prawdziwą bombą emocjonalną. Przed sięgnięciem po tę lekturę zobaczyłam kilka spotkań online i właściwie wiedziałam czego mogę się spodziewać, a jednak kolejny raz zostałam zaskoczona.
(…) Nie wiedziała, czy wytrzyma w ośrodku. Był w nim dopiero trzy dni, niemiała z nim kontaktu, ale całym sercem starała się wierzyć, że z każdego dna, nawet najgłębszego, można się wydobyć. Trzeba tylko znaleźć w sobie moc. (…)
W książce poznajemy cztery dojrzałe kobiety, które od dziecka uważały się za przyjaciółki, ale to co je łączyło dwadzieścia, trzydzieści lat wcześniej okazało się słabym spoiwem. Wystarczyło bowiem, że dziewczęta porozjeżdżały się na studia, powychodziły za mąż, zmieniły miejsca zamieszkania i z ich przyjaźni pozostały tak właściwie tylko wspomnienia.
Ktoś może powiedzieć, że zbyt dużo wydarzyło się w ich życiach, aby przetrwały rozłąkę, ale czy to prawda?

Kiedyś usłyszałam takie zdanie: „prawdziwi przyjaciele mogą się nie widzieć latami, ale jak się spotkają, to nie są w stanie się nagadać”. To prawda, ja mam dwie takie przyjaciółki, obie mieszkają daleko ode mnie, ale jak się spotkamy, to czas jakby w przyspieszonym tempie umyka.
Tym kobietom początkowo wydawało się, że spotkanie po latach odnowi ich więzy przyjaźni, czy im się to udało nie zdradzę, przekona się o tym ten, kto książkę przeczyta. Jednak największym wrogiem przyjaźni jest brak szczerości i zakłamanie, które potrafią zniszczyć nawet silne więzi.
Autorka porusza w swojej książce kilka bardzo ważnych moim zdaniem tematów społeczno-psychologicznych. Każda z tych kobiet jest „tą po przejściach”, chociaż te „przejścia” są zróżnicowane. Któraś jest po rozwodzie, Któraś została wdową, któraś doświadczyła przemocy domowej, a któraś inna zdradziła lub została zdradzona. Ludzie nie lubią mówić o swoich niepowodzeniach życiowych, a może gdyby umieli o tym rozmawiać, ich życie byłoby łatwiejsze.
Mocnymi wątkami wywołującymi emocje poruszanymi w tej powieści są alkoholizm i przemoc w rodzinie. Czasami ktoś stacza się na dno, bo albo nie zna innego życia bo jest dzieckiem DDA, albo nie potrafi sobie poradzić z życiowymi niepowodzeniami. Przeważnie taka osoba zostaje skreślona przez społeczeństwo, nie tylko dlatego że budzi odrazę, ale również dlatego, że odrzuca wyciągniętą w jej stronę pomocną dłoń. A przecież nikt nikogo nie zmusi do życia na jako takim poziomie, kiedy on czuje się w dobrze w tym życiowym dnie, do którego sam wszedł.
(…) Krysia spoglądała przez chwilę na jego brudne ubranie i lekko chwiejny krok. Nie wierzyła, że wesoły Pietrek zamiast generałem został miejscowym pijakiem. (…)
Autorka pokazała jednak, że można takiemu komuś pomóc, jak się ma w sobie dużo empatii, uporu i wiary w człowieka. Czasami tak niewiele, a jednocześnie bardzo dużo.
Bohaterkami tej powieści są kobiety, które albo wyrwały się ze społeczności jaką stanowią ludzie mieszkający w małych miejscowościach, gdzie każdy o każdym wszystko wie, albo udowodniły, że mogą być kimś, a nie tylko uległą mężowi żoną, przykładną matką i bezproblemową mieszkanką miasteczka.
Wpleciona w fabułę ukrywana przez lata tajemnica daje takiego lekkiego dreszczyku, bo wątek zahacza o kryminał.
Niech nikogo nie zwiedzie okładka, która może kojarzyć się w lekką, miłą i przyjemną, bo ta książka to jak dla mnie mocna lektura poruszająca wiele bolesnych, a nawet śmiało mogę powiedzieć, że mrocznych tematów.
Świetnie wykreowane postacie, charakterologicznie różne z pewnością nie są nudnymi.
Polecam tę książkę nie tylko paniom, chociaż myślę, że okładka przyciągnie oko zwłaszcza czytelniczek. Osoby, które nie znają jeszcze „pióra” tej pisarki z pewnością nie zawiodą się sięgając po tę jej książkę, a po jej przeczytaniu nie oprą się przed sięgnięciem po kolejne.

Dziękuję wydawnictwu LUNA za możliwość przeczytania tej książki, a Autorce dziękuję za kolejne emocje jakie mi zafundowała. Myślę, że jest to jedna z tych książek, których fabuła na długo pozostaje w pamięci czytelnika.
ŁABĘDŹ – Sylwia Trojanowska
Ludzka pamięć lubi wygładzać szorstkość niektórych wspomnień.
Sylwia Trojanowska urodziła się w 1974 roku, razem z mężem i synem mieszka w Szczecinie. Jest niepoprawną optymistką, pasjonatką pozytywnego myślenia i cieszenia się każdą chwilą. Wielbicielka podróży dalekich i tych całkiem bliskich. Uwielbia góry, obcowanie z przyrodą, muzykę filmową i dobrą herbatę (w dużych ilościach!). Kiedy nie pisze, spełnia się jako trener biznesu i coach. W swoim dorobku pisarskim ma takie książki jak „Wigilijna przystań”, „A gdyby tak…”, trylogię, w skład której wchodzą „Sekrety i kłamstwa”, „Prawdy i tajemnice”, oraz „Powroty i wspomnienia”.
Łabędź to powieść obyczajowa z historią przedwojenną i wojenną w tle, z dużą dawką dramatu i romansu.
PREMIERA KSIĄŻKI 26 STYCZNIA 2022

stron 349
Jest rok 1938. Anna Łabędź mieszka z rodzicami i dwoma braćmi w podbydgoskim Fordonie, dziewczyna marzy o zawodzie pielęgniarki i bardzo skrupulatnie przygotowuje się do rozpoczęcia nauki. Aby jednak zarobić na czesne i zakwaterowanie w innym mieście zatrudnia się w miejscowej restauracji jako kelnerka. Pewnego dnia klientem jest przystojny Niemiec, który od pierwszej chwili zwraca uwagę na śliczną, młodą Polkę. Niestety los bywa przewrotny i krzyżuje plany Anny, ponieważ po nagłej śmierci matki dziewczyna nie ma sumienia zostawić ojca i braci bez pomocnej kobiecej ręki i na jakiś czas odkłada swoje marzenia o nauce. Zbliżająca się wielkimi krokami wojna również nie jest przychylna planom dziewczyny, zwłaszcza, że między nią a młodym Niemcem zaczyna rozwijać się uczucie, które oboje muszą przed światem ukrywać. Czy dramat wojenny pozwoli im na utrzymanie miłości? Kto i dlaczego jest największym sprzymierzeńcem dziewczyny, a kto jej największym wrogiem? Czy rodzina Łabędziów pozostanie w Fordonie, czy opuści miasteczko i przeczeka wojnę w bezpiecznym miejscu?
(…) Dziwne… Mogłam nie pamiętać, jak byłam ubrana przed tygodniem, co jadłam poprzedniego dnia, kto zagadnął mnie kwadrans temu na spacerze. Za nic w świecie nie potrafiłam jednak zapomnieć o tym, co tak bardzo chciałam pogrzebać w odmętach pamięci. O swoim życiu w Szczecinie. (…)
Jeżeli ktoś skojarzy tytuł książki z łabędziem jako ptakiem, to od razu muszę go wyprowadzić z błędu, ponieważ Łabędź to nazwisko polskiej rodziny, chociaż te królewskie ptaki również występują w treści. Epizodycznie.
Historia Anny zaczyna się w roku 2000, ale przenosi czytelnika do roku1938. Fabuła odnosząca się do życia rodziny przeplatana jest wątkami dotyczącymi przedwojennego życia społecznego i politycznego. Między innymi autorka wspomina incydent kojarzący się z Nocą Kryształową, kiedy niechęć do Żydów i Niemców zaczęła się w Polsce nasilać. Empatyczna postawa głównej bohaterki i jej braci udowodniła, że nie wszyscy podzielali te same poglądy i dla wielu człowiek był po prostu człowiekiem bez względu na narodowość czy wyznanie.

Biorąc do ręki tę książkę spodziewałam się sporego ładunku emocjonalnego, ale to co odebrałam z niej przeszło chyba wszelkie granice.
Powieści odnoszące się do okresu przedwojennego i wojennego przeważnie bywają dla mnie bardzo mocno oddziaływujące na uczucia, szczególnie wtedy, gdy ja jako czytelniczka zaczynam odczuwać swoistą więź z bohaterami.
Znając „pióro” autorki byłam pewna, że książka mnie nie zawiedzie i muszę przyznać, że po skończeniu jej czuję niedosyt, który jeszcze bardziej wzmógł się po przeczytaniu jednego zdania: Koniec części I. Bardzo się cieszę, że autorka ma w planach kontynuację, bo jestem ciekawa dalszego losu Anny – głównej bohaterki, którą na początku książki poznajemy jako kobietę w dość zaawansowanym wieku, gotową opowiedzieć swoją historię i przedstawić Gustawa Guderiana w innym świetle niż zrobił to pewien reporter.
Ktoś mógłby powiedzieć, że historia Anny i Gustawa jest taka jak wiele do tej pory opisanych i tak właściwie ma prawo zniknąć w ogromie wydawanych w ostatnim czasie romansów wojennych, ale myślę, że ktoś, kto przeczyta tę powieść długo zatrzyma w swojej pamięci tę historię dlatego, że wojna została tu pokazana nie tylko z punktu widzenia polityczno-społecznego, ale przede wszystkim z punktu widzenia czysto człowieczego.
(…) Stali w bramie, nie patrząc sobie w oczy, ale zerkając na siebie i czując, że dzieje się coś dziwnego, że coś narasta, i to tak ekscytującego i niepokojącego zarazem, że ani ona, ani on nie potrafili tego nazwać inaczej niż zauroczeniem. (…)
Autorka pokazuje Niemców nie tylko od tej złej strony jako bezwzględnych nazistów i okupantów, ale również takich, którym ta wojna się nie podoba, którzy mimo nacisków i politycznych przesłanek potrafili pozostać ludźmi gotowymi nieść pomoc potencjalnemu wrogowi, w którym widzieli przede wszystkim człowieka. Tu mam na myśli zarówno Niemca Gustawa Guderiana jak i sąsiada rodziny Łabędziów.

Wojna w wielu ludziach rozbudziła agresję, chociaż przecież nie ona była winna temu, że człowiek stawał się bestią, która potrafi krzywdzić drugiego człowieka dla czystej satysfakcji. Alkohol, przemoc, rządza władzy czy strach potrafią przyjaciela zamienić we wroga. O czym między innymi czytamy w tej powieści.
Cudowny wątek odnoszący się do silnych więzów rodzinnych, miłości, która kieruje się odpowiedzialnością za drugiego człowieka i nie pozwoli mu zostawić rodziny w potrzebie. Jest zarówno murem obronnym jak i delikatnym dotykiem pocieszenia.
(…) Tak daleko, jak sięgała pamięcią, podglądanie łabędzi było dla ich rodziny najczęstszą rozrywką. Ojciec lubił żartować, że nazwisko zobowiązuje, i wszyscy się z nim zgadzali. Jak mogli nie kochać łabędzi, skoro sami byli jak one – kochający się i lojalni wobec siebie. (…)
Myślę jednak, że wiele osób czytających tę powieść będzie kibicowało romantycznemu wątkowi, który mimo okoliczności rozwinął się w piękną, choć zakazaną miłość Polki i Niemca. Ktoś może powiedzieć: ale to już było. Tak, było, ale cudownie jest przeczytać o tym jeszcze raz, zobaczyć radość tam, gdzie królują strach i łzy. Miłość zawsze jest piękna, jeśli jest szczera i prawdziwa, ale ta opisana w TEJ książce jest nie tylko piękna, ale i wzruszająca i… taka, bardzo, bardzo prawdziwa, chociaż jest fikcją jak twierdzi autorka.
POLECAM tę książkę tym, którzy jeszcze nie zdążyli poznać „pióra” Sylwii Trojanowskiej, bo ci którzy je znają książki polecać nie muszę.
Książkę otrzymałam i przeczytałam dzięki uprzejmości serwisu Sofario.com, za co bardzo dziękuję.
NAGA PRAWDA – Ryszard Ćwirlej
Skomplikowane śledztwo, po mistrzowsku budowane napięcie i Aneta Nowak, młoda i ambitna pani podkomisarz, która doskonale odnajduje się w zdominowanej przez mężczyzn policyjnej rzeczywistości.
Ryszard Ćwirlej urodził się w 1964 roku. Jest pisarzem, dziennikarzem telewizyjnym, wykładowcą na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. W 2015 roku jego powieść „Błyskawiczna wypłata” otrzymała Nagrodę Kryminalnej Piły dla najlepszej powieści kryminalnej 2015. Rok później autor otrzymał Nagrodę Prezydenta Miasta Piły „Syriusz 2016” w kategorii Kultura. W roku 2017 jego powieść „Śliski interes” otrzymała nagrodę czytelników Wielkiego Kalibru, a w 2018 roku Nagrodę Wielkiego Kalibru otrzymała powieść „Tylko umarli wiedzą.
Naga prawda to kryminał policyjny.
PREMIERA KSIĄŻKI 06 KWIETNIA 2022

stron 447
Po mocno zakraplanej alkoholem imprezie mężczyzna zatrudniony na wysokim stanowisku w urzędzie budzi się w swoim łóżku obok nieznanej mu dziewczyny. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że dziewczyna leży w kałuży krwi z podciętym gardłem. Po chwili z obcego numeru dzwoni do niego ktoś z propozycją posprzątania „tego bałaganu” przy okazji podsyłając urzędnikowi zdjęcia, rzekomo wysłane z jego własnego telefonu przedstawiające zakrwawione ciało zamordowanej. Urzędnik nie zawiadamia policji, ale prosi o pomoc zaprzyjaźnionego z nim adwokata. W innej miejscowości dwaj wędkarze podczas wiosennego połowu odkrywają zatopiony w jeziorze samochód, a w nim zwłoki dwójki dorosłych i dziecka. Śledztwo przejmują policjanci z pobliskich Szamotuł, w tym podkomisarz Aneta Nowak, której intuicja podpowiada, że w samochodzie niekoniecznie znajdowały się ciała właścicieli auta. W tym samym czasie w Poznaniu znika bez śladu kelnerka z pijalni Świat Wódek, a wraz z nią duża kwota pieniędzy przechowywana w specjalnej kasetce. Właścicielka lokalu prosi o pomoc męża policjanta, oficera śledczego, który rozpoczyna prywatne śledztwo. Wszystkie tropy aspiranta prowadzą do Szamotuł. Czy coś łączy te trzy pozornie niezwiązane ze sobą sprawy? Jak daleko jest w stanie posunąć się podkomisarz Aneta, aby udowodnić, że jej kobieca intuicja to najlepszy sojusznik w prowadzonym śledztwie? Co wspólnego z prowadzonymi sprawami mają tatuaże znajdujące się na ciałach ofiar?
Wielowątkowo prowadzone śledztwa zawsze powodują, że podczas czytania książki mam niezły mętlik w głowie, ale gdy fabuła jest ciekawa, to wiadomo, że ten mętlik nie jest przeszkodą w czytaniu.
Po przeczytaniu kilku książek tego autora zauważyłam, że traktuje on policjantów z różnym podejściem zarówno do nich jako ludzi jak i do nich jako przedstawicieli władzy. W tej powieści również policja przedstawiona jest z dwóch stron. Jedna to ta dobra, solidna i godna zaufania, a druga pokazana w dość prześmiewczy sposób jak typowi policjanci z kawałów.
Autor funduje czytelnikom niezłą literacko-kryminalną podróż, zabierając do różnych miejscowości i tak między innymi możemy przenieść się do Poznania, Dusznik, Rokietnicy czy Szamotuł.

Jeśli jednak mam być szczera, to myślę, że zbyt dużo jest w tej powieści mało znaczących dla fabuły kryminalnej wątków obyczajowych nie tyle odbiegających od tematu, co nie wnoszących niczego istotnego. Domyślam się, że autor miał w tym swój cel, ale czasami takie fragmenty powieści, nic nie wnoszące do głównego kierunku kryminalnego powodują, że czytelnik zbyt mocno odbiega od prowadzonego śledztwa. W przypadku tej lektury to nawet kilku śledztw. Jeśli chodzi o mnie to się nie nudziłam, ale myślę, że ktoś inny może odczuć znużenie.
Skupiając się na stronie kryminalnej, muszę przyznać, że zaintrygowało mnie wprowadzenie do fabuły kilku wątków sensacyjnych. I chociaż czytelnik ma prawo domyślić się, że w jakiś sposób mogą być one powiązane, to trudno jest tak jednoznacznie określić ich ważność, ponieważ każdy incydent wydarzył się w innej miejscowości i zajmują się nimi różni śledczy.
(…) Drżącymi rękoma rozerwał opakowanie. Ze środka wysypał się pokaźny plik banknotów dwustuzłotowych. Nie zwrócił jednak na nie większej uwagi. Najważniejsze było zdjęcie. Chwycił je i zaczął drzeć na małe kawałki. (…)
Przyznam jednak, że napięcie budowane jest wprost po mistrzowsku, nie pozwalając czytelnikowi się nudzić, oczywiście tu mam na myśli głównie stronę stricte kryminalną powieści.
Ciekawym wątkiem poruszonym w tej lekturze jest sprawa odnosząca się do pseudo sekty, zajmującej się negowaniem w sieci informacji odnoszących się nie tylko do pandemii, ale również innych dziedzin życia na ziemi, włącznie z toksycznym promieniowaniem, której „wyznawcy” tatuowani są na znak jedności i przynależności. Czytając o tym pomyślałam sobie, że naiwność ludzka jednak nie ma granic. Zaślepieni i omamieni potrafią poprowadzić się jak zwierzęta na rzeź. Sekta, w której wszyscy mają biblijne imiona, ale jej założyciele rządzą żelazną ręką całą ich społecznością.
(…) Co tu do licha, się wyrabia? zastanawiał się Przemek rozkładając na stole w pokoju przesłuchań stertę kolorowych gazet i folderów, a obok nieporadne rysunki Marianny. Krzyż na tle promieni i łaciński napis sprawiły, że natychmiast poczuł dreszcz emocji. Przecież to nie mógł być przypadek. Taki sam tatuaż miała zamordowana dziewczyna, porozrywana na strzępy przez kruszarkę do betonu. Był przerażony. (…)
Niestety muszę dodać, że onomatopeje typu: hi, hi, he, he, ha, ha, mocno mnie irytowały. Te infantylnie brzmiące słowa w połączeniu z ciekawą i poważną kryminalną intrygą chyba nie pasują.
Polecam jednak książkę zarówno miłośnikom kryminałów jak i wszystkim, którzy lubią sensację. Świetnie wykreowane postacie zarówno policjantów, jak i pozostałych osób to z pewnością atut tej powieści. A za podkomisarz Anetę Nowak, to wprost bardzo dziękuję autorowi, bo to chyba najlepsza policjantka, z której przykład powinni brać mężczyźni pracujący w policji. Myślę, że nie tylko panie polubią tę pełną uroku i odwagi kobietę, dla której nie ma spraw, których nie można rozwiązać.

Dziękuję Wydawnictwu MUZA. SA za propozycję przeczytania kolejnej książki tego autora i cieszę się, że wreszcie poznałam podkomisarz Anetę Nowak. Mam nadzieję, że wkrótce uda mi się przeczytać inne książki z tą policjantką w roli głównej.
ZANIM ZOBACZYMY NEAPOL – Magdalena Kołosowska
Nie jestem pewna, czy mu ufam, tak wiesz, w stu procentach. Gdzieś tam z tyłu głowy wciąż mi się świeci światełko ostrzegawcze. Na razie się świeci, nie ma alarmu, ale…

Magdalena Kołosowska to pisarka z zamiłowania, zawodowo zaś ekonomistka uwielbiająca cyferki i exela. Cały czas podnosi swoje kwalifikacje i im ma więcej rzeczy do zrobienia tym jest szczęśliwsza. Jest optymistką mającą za życiowe motto zdanie: „wszystko w życiu dzieje się po coś, w jakimś celu”. Podobno jest niepoprawną gadułą uwielbiającą długie rozmowy. Jej powieści wypełnione są emocjami. Pisze dla kobiet i o kobietach, skupiając się na ich radościach, smutkach i problemach.
Zanim zobaczymy Neapol to współczesna powieść obyczajowa, z nutką romansu i sporą dawką dramatu, będąca drugą częścią z cyklu „Pod wspólnym niebem”.
PREMIERA KSIĄŻKI 12 PAŹDZIERNIKA 2021

stron 335
Danka jest jedną z trzech przyjaciółek poznanych w Internecie. Kilka lat wcześniej los ciężko ją doświadczył, zsyłając na nią chorobę nowotworową. Choroba i operacje ratujące jej życie zniszczyły nie tylko jej urodę, ale również poczucie własnej wartości. Kobieta jest matką dorosłego już syna i tkwi w małżeństwie, które nie do końca jest dla niej „gniazdkiem spokoju”, ponieważ mąż wciąż ma przed nią jakieś tajemnice. Danka podejrzewa go o liczne romanse i coraz częściej myśli o rozwodzie. Kiedy któregoś dnia mąż nagle wyprowadza się z domu, a wspólne konto okazuje się puste, kobieta nawet nie przypuszcza, że to dopiero początek jej trosk. Pewnego dnia traci pracę oskarżona o defraudację, musi uśpić ukochanego psa, z mężem nie ma kontaktu… kłopoty zaczynają się mnożyć, ale nagle jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki w otoczeniu Danki pojawia się nowy sąsiad. Mężczyzna elegancki, szarmancki, romantyczny… Czy kobieta podda się urokowi nowego sąsiada? Co wspólnego mężczyzna ma z jej mężem? Jak daleko posunie się w znajomości z mężczyzną, który zjawił się przy niej, kiedy najbardziej potrzebowała przyjaznego ramienia?
Po przeczytaniu pierwszej części z cyklu „Pod wspólnym niebem”, byłam pewna, że nie oprę się kolejnym.
Niezbyt często w literaturze kobiecej zdarza się, że głównymi bohaterkami są kobiety dojrzałe, w średnim wieku, matki dorosłych już dzieci. Może dlatego właśnie tak bardzo polubiłam trzy przyjaciółki, które poznały się wprawdzie przez Internet, ale ich przyjaźń rozkwitła w prawdziwym życiu.
W pierwszej części Kiedyś dogonimy Paryż poznaliśmy trzy kobiety, Zofię, Dankę i Irminę, ale fabuła skupiła się na Zosi. Druga część jest kontynuacją, ale książkę można czytać niezależnie od pierwszej, ponieważ w tej części główną bohaterką jest Danka.

Kiedy kobieta ma ustabilizowaną sytuację zawodową, odchowane dzieci i samodzielnie żyjące, to właściwie nie potrzebuje już do szczęścia wiele. No, może tylko miłości, bo tej nikt nigdy nie ma w nadmiarze.
Autorka udowadnia, że kobieta w każdym wieku ma marzenia i pragnienia, których nie zdążyła zrealizować wcześniej, bo dzieci, bo dom, bo mąż, bo praca itp.
Często długi staż małżeński zamienia się w rutynę, w coś bez przysłowiowych fajerwerków, bycie razem z przyzwyczajenia. Umyka gdzieś namiętność i wzajemne zaspokajanie potrzeb nie tylko seksualnych, ale takich bardziej prozaicznych jak zwykły dotyk, czy ciepłe słowo. Czy można powiedzieć, że zieje nudą? Może tak, ale można przecież tę nudę pokonać, tylko muszą tego chcieć obie strony.
(…) Dotarło do mnie, że nie zastanawiałam się nad tym, co powinnam zmienić, ale w jaki sposób. Chciałam zmiany. Miałam dosyć egzystowania w tym pseudomałżeństwie i znoszenia lekceważącego traktowania mnie przez Janusza. (…)
W powieści mamy przedstawione takie małżeństwo, niby jest dobrze, ale czegoś brakuje. Niby jest źle, ale nie najgorzej.
Kiedy się kogoś kocha, to można na wiele spraw spojrzeć inaczej. Czasami nie dostrzega się tego co ważne, a wyolbrzymia coś, co nie jest warte uwagi. Najlepszym sprzymierzeńcem dobrego związku jest szczerość, a największym wrogiem kłamstwo i w tej lekturze ważnym wątkiem jest właśnie pokazanie, ile można zyskać, albo ile można stracić, kiedy emocje nie idą w parze z rozumem.
Myślę, że ważnym i ciekawym wątkiem poruszonym w tej małżeńskiej historii jest uzależnienie od hazardu, które jak kostki domina pociąga za sobą strach i wciąga w głębię nałogu nie tylko osobę bezpośrednio z nią związaną, ale i jej najbliższych. Człowiek uzależniony nie zdaje sobie sprawy z tego jak mocno potrafi skrzywdzić nie tylko siebie.
(…) Nic mnie nie zaskakiwało. W tym wypadku czułam się niepewnie, targana przeróżnymi emocjami. Od wściekłości na męża do pragnienia, by wreszcie się pojawił. Od depresji i zastanawiania się, jak sobie poradzę, do niemalże euforii, że nareszcie zakończyła się nasza farsa. (…)
Ale ta książka to również obraz dojrzałej kobiety, która pragnie namiętności i czułości. To opowieść o bólu i strachu wywołanych niespodziewanymi często dramatycznymi sytuacjami, ale i też o wielkiej przyjaźni i miłości, która potrafi pokonać największe przeszkody.
To opowieść o zaufaniu i jego braku. To po prostu opowieść o życiu, które potrafi być słodkie jak miód, ale też bardzo gorzkie.
(…) Nagle tknęło mnie złe przeczucie. Szybka myśl, zostawiająca ślad niczym błyskawica. Pojawiła się i wypaliła we mnie strach. Uświadomiłam sobie, że sunia toczyła właśnie najważniejszą bitwę w życiu. (…)

Ciekawym dodatkiem do fabuły są wplecione w nią rozmowy prowadzone przez trzy przyjaciółki na komunikatorze internetowym. Myślę, że każda z nas ma taką przyjaciółkę, z którą pisze, kiedy ma potrzebę wygadania się, ja mam i bardzo z tego się cieszę, bo mogę do niej napisać bez względu na porę dnia czy nocy.
POLECAM tę powieść paniom nie tylko tym, które uważają się za dojrzałe cieleśnie i emocjonalnie. To moim zdaniem książka o kobietach i dla kobiet, bez względu na to, ile mają lat. Jestem jednak przekonana, że więcej satysfakcji z przeczytania tej lektury odniosą panie w wieku średnim, które znają życie nie tylko z książek, ale z doświadczenia i które inaczej traktują miłość i namiętność.

Dziękuję wydawnictwu REPLIKA za tę lekturę, która jest inna niż te zalewane rynek książkowy, bo tak jak napisałam wcześniej, nie często bohaterkami powieści bywają panie w tym wieku. Przede mną trzecia część, i przyznam szczerze, że już nie mogę się doczekać, kiedy zacznę ją czytać, ale myślę również, że kiedyś do tych książek wrócę, aby przypomnieć sobie Zosię, Dankę i Irminę.
SIŁA KOBIET – Barbara Wysoczańska
Żeby zacząć nowe życie, najpierw trzeba uporać się z przeszłością. A ono ma sporo demonów do zwalczenia.

Zdj. Bartosz Pussak Photography
Barbara Wysoczańska urodziła się w 1980 roku w Nowej Soli, ale obecnie mieszka w Zielonej Górze. Jest absolwentką historii na Uniwersytecie Zielonogórskim. Jest historykiem nie tylko z wykształcenia, ale i z pasji. Prywatnie jest mamą dwóch córek. Pracuje w branży jubilerskiej. Jest miłośniczką dobrej literatury, muzyki i kina.
Siła kobiet to powieść obyczajowa z dużą dawką dramatu i odrobiną romansu, której fabuła przenosi czytelników do dwudziestolecia międzywojennego w Polsce ale i we Francji.
PREMIERA KSIĄŻKI 23 LUTEGO 2022

stron 524
Rozalia córka Polaka i Francuzki zostaje wydana za mąż za bogatego i znanego polskiego polityka i zamieszkuje w jego rodzinnej posiadłości wraz z teściową i szwagierką. Mąż Rozalii Lubowidzkiej jednak większość czasu spędza w Warszawie. Jej małżeństwo nie cieszy się jednak ani szczęściem ani długim stażem, bowiem ktoś pana Lubowidzkiego morduje. Po śmierci męża kobieta próbuje odbudować swoje życie, które za jego pośrednictwem stało się dla młodej Polski piekłem. Kiedy otrzymuje list od byłej kochanki męża z błaganiem o pomoc dla jej jedynej córki, która od dłuższego czasu poważnie choruje, Rozalia nawet nie przypuszcza, jaki prezent przygotował dla niej los. Tymczasem szwagierka młodej wdowy, młodsza siostra jej męża próbuje się wyrwać z marazmu życia na prowincji i ucieka do Warszawy, gdzie zatrzymuje się w domu dość kontrowersyjnej ciotki Rozalii. Trzy kobiety łączy postać Ignacego Lubowidzkiego, posła na sejm II Rzeczypospolitej. Kto i dlaczego zamordował powszechnie lubianego pana posła? Czy Ignacy był tym za kogo się podawał, czy został poznany również ze złej strony? Czy Rozalia zaprzyjaźni się z kochanką męża, czy znienawidzi kobietę? Jaki wpływ na dalsze życie Rozalii będzie miał brat zamordowanego posła, powszechnie szanowany lekarz?
Zanim napisze coś o tej powieści, to wspomnę tylko, że jest to dla mnie creme de la creme wśród czytanych ostatnio przeze mnie książek. I to właściwie powinno wystarczyć, aby zachęcić do sięgnięcia po tę książkę.
To, że fabuła wciąga od pierwszej strony i trzyma do ostatniej to nie tylko ciekawy pomysł na nią, ale moim zdaniem przede wszystkim również świetnie wykreowane postacie bohaterów oraz porządny research dotyczący sytuacji polityczno-społecznej Polski międzywojennej z dużą dawką historii tego okresu.
Autorka zabiera czytelników zarówno do tętniącej życiem Warszawy jak i pokazuje życie w bogatych posiadłościach wiejskich, gdzie bardzo obrazowo przedstawiona została hipokryzja jakiej z lubością oddawali się nie tylko ludzie bogaci.
Książka przepełniona jest emocjami, które nie pozwalały mi na czytanie jej bez zapasu chusteczek, bo oczy co jakiś czas dziwnie wilgotniały zasłaniając tekst.
(…) W małżeństwie jej życie wyglądało inaczej. Wiedziała, że coś się zmieni, ale nie sądziła, że wszystko. Jakby nagle ktoś zamknął ją – wolnego ptaka – w ciasnej klatce z grubych prętów. Albo pozbawił ją powietrza do oddychania. (…)

Jednym z wątków tej powieści jest romans, w którym nie brakuje scen miłosnych, ale opisane zostały one z subtelną delikatnością, pięknie i romantycznie bez wulgarności. Zmysłowo i namiętnie jak coś co jest jedynie dopełnieniem miłości i uczucia łączącego dwoje ludzi.
Ale autorka przedstawia również zbliżenia inne, brutalne, pozbawione uniesień miłosnych a zamienione w ring albo niewolnicze kary, kiedy mężczyzna znęcając się nad kobietą siłą wymuszał na niej oddanie się, brutalnie udowadniając jej kto w tym związku dominuje.
Jest to książka o kobietach i moim zdaniem dla kobiet. O ich nadziejach, miłości, ale również strachu i bezsilności jakie zafundować potrafią mężczyźni pokroju męża głównej bohaterki. Ale jest to również książka o przyjaźni i empatii, o odpowiedzialności za drugiego człowieka.
(…) A ile warte są ludzkie uczucia? Te wszystkie rozedrgane porywy serca, tęsknoty, burze zmysłów? Czym były? Histerią jednego, nieważnego istnienia? Czy fundamentem, na którym budowano świat? A współczucie? Czym naprawdę było? Wyrzutem sumienia? (…)
Wątek polityczny poruszony w powieści jest tak bliski temu współczesnemu, że aż trudno uwierzyć w to, że od tylu lat w tym świecie niewiele się zmienia. Bezwzględność w dążeniu do władzy, obłuda i hipokryzja królujące na salonach, przekupstwo i przemoc torujące drogę tym, którzy nie mają żadnych skrupułów co do tego co robią.
(…) Drażniła ją dwulicowość mężczyzn, ta ich pogarda dla upadku moralnego kobiet, choć sami byli jej sprawcami i wykorzystywali kobiety bez cienia zażenowania. (…)
Świetnie wykreowane osobowości bohaterek i bohaterów są jedynie dopełnieniem fabuły, która jest tak realistycznie pokazana, że trudno uwierzyć, iż powieść jest fikcją literacką.

Myślę, że na uwagę zasługują również wątki odnoszące się do więzów rodzinnych, do kontaktów między rodzicami a dziećmi. Z jednej strony ślepa wiara w idealizm swojego dziecka, a z drugiej strony odrzucenie, dążenie do pseudo szczęścia, kiedy córki wydawano za mąż tylko dlatego, aby podnieść albo utrzymać swój status społeczny.
Mogłabym o tej powieści pisać jeszcze sporo, ale myślę, że kogo miałam zachęcić do przeczytania jej to zachęciłam, a kogo nie, to powiem tylko: niech żałuje.
Ta lektura to połączenie kryminału, romansu, dramatu, powieści z historią w tle, książki obyczajowej i psychologicznej, czyli dla każdego coś. Muszę dodawać coś więcej?

Dziękuję wydawnictwu FILIA za wydanie tej powieści i zaproponowanie mi jej przeczytania. Autorce dziękuję za emocje, które mi zafundowała, myślę, że każdą kolejną jej książkę będę wyczekiwała z niecierpliwością.







