czytam polskich autorów
W MIGAWCE UCZUĆ – Monika Malita-Bekier & Natalia Waszak-Jurgiel
(…) Nie wiem, czy kiedykolwiek z kimkolwiek tak dobrze mi się gadało i czułem się tak swobodnie. Na pewno nie na takim etapie znajomości, bo znamy się od kilku godzin, a odnoszę wrażenie, że wiemy o sobie więcej niż niejeden bliższy znajomy. (…)
Monika Malita-Bekier urodziła się w 1991 roku w Szczecinie. Już w szkole podstawowej marzyła, by w przyszłości zostać pisarką. W 2013 roku skończyła studia kosmetologiczne w Wyższej Szkole Zdrowia i Urody w Szczecinie. Po kilku latach pracy w zawodzie ukończyła Akademię korekty tekstów, zaczynając tym samym pracę jako korektorka. W końcu odważyła się sięgnąć po marzenia z dzieciństwa i stanąć po drugiej stronie książki jako autorka. Razem z rodziną mieszka w jednej z podszczecińskich wsi. Poza czytaniem, pisaniem i redagowaniem uwielbia aktywnie spędzać czas, zwłaszcza na łonie natury. Kocha konie i psy. Od niedawna jest szczęśliwą posiadaczką zarówno psa, jak i dwóch koni. Na co dzień stawia na samorozwój w różnych dziedzinach.
Natalia Waszak-Jurgiel urodziła się w 1992 roku. Ukończyła Zachodniopomorski Uniwersytet Technologiczny w Szczecinie. Przekraczając magiczną trzydziestkę postanowiła spełnić swoje literackie marzenia. Zawodowo pisze wyłącznie według wzorów, trzymając się ściśle instrukcji i przepisów. Prywatnie daje upust wyobraźni, przelewając na papier odbicie swojego humoru i fantazji.
W MIGAWCE UCZUĆ to komedia romantyczna, czyli powieść obyczajowa z dawką romansu.
PREMIERA KSIĄŻKI 07 PAŹDZIERNIKA 2026 ROKU

Magda jest młodą kobietą przed trzydziestką, szykującą się do ślubu. Pracuje jako urzędniczka, ale jej marzeniem zawodowym jest robienie zupełnie czegoś innego. Jest nieco zamknięta w sobie i mało asertywna. Czuje się osamotniona mimo relacji, w której trwa. Po dramatycznych przeżyciach w dzieciństwie, nie do końca potrafi marzyć. Piotrek jest wziętym fotografem będąc singlem po trzydziestce. Żyje pasją, którą zamienił w zarabianie. Jest ambitny, otwarty i przebojowy, czując na każdym kroku wsparcie rodziny. Marzy, by się szczęśliwie zakochać. Kiedy w pewien wigilijny dzień trafia mu się zlecenie wykonania sesji parze narzeczonych, coś w życiu Piotrka się zmienia. Niespodziewana sytuacja jaką okazała się awaria prądu z powodu śnieżycy i blokada windy, w której zjeżdżał w apartamentowcu zamknięty z dziewczyną z sesji powoduje, że między Magdą i Piotrem rodzi się coś w rodzaju pięknej, głębokiej przyjaźni. Ale czy tylko przyjaźni? Czy to nieoczekiwane odizolowanie od świata nie okaże się spełnieniem marzeń więcej niż jednej osoby, a pewien cytat, który najlepiej opisuje niełatwą i emocjonalną historię Magdy i Piotra nie sprawi, że oboje zaczną inaczej patrzeć na swoje dotychczasowe życie?
(…) Najgorsze, co może spotkać Cię w życiu, to poznać tę właściwą osobę, kiedy już na to za późno (…)
Książka trafiła do mnie dzięki akcji booktour (zorganizowanej przez Adriannę Zakrzewską, znaną w bookstramie jako LIBRARIADA) i nie żałuję, że się na nią zgłosiłam, bo bardzo potrzebowałam teraz takiej właśnie lektury: lekkiej, łatwej i przyjemnej, która bardzo pozytywnie wpłynęła na moje samopoczucie.

Czy zastanawialiście się kiedyś czy żyjecie według własnych zasad, czy życie dostosowujecie do innych?
Nie przepadam za romansami, ale na szczęście to co działo się między bohaterami tej historii okazało się romansem, ale nie takim tuzinkowym. Do końca książki walczyłam sama ze sobą aby nie zerknąć na ostatnie strony i sprawdzić, jak potoczyła się znajomość głównych bohaterów, czyli Magdy i Piotra.
Autorki w bardzo ciekawy sposób pokazały, jak może się rozwinąć przypadkowo, a może nawet spontanicznie zawarta znajomość, która stała się ważnym akcentem w życiu (szczególnie Magdy).
Czasami rozmowa z zupełnie obcą osobą daje nam więcej radości niż z kimś bliskim. I muszę przyznać, że po tej lekturze zaczęłam się zastanawiać nad tym, że sama bywam bardziej otwarta w stosunku do innych, nawet nowo poznanych osób, niż w stosunku do kogoś z kim mieszkam i przebywam na co dzień.
Dlaczego tak się dzieje, że czasami nie mamy odwagi tej bliskiej osobie czegoś powiedzieć? Nie chcemy jej ranić? Dla świętego spokoju nie chcemy się sprzeciwić? Czy to po prostu zwykłe tchórzostwo?
Mamy tutaj parę narzeczonych, teoretycznie dwoje bardzo kochających się młodych ludzi, ale mimo okazywanej sobie wzajemnie miłości coś w tym związku zgrzyta.
(…) Czy chodzi tylko o listopad? (…)
Zacytowałam zdanie z książki, jeżeli chcecie wiedzieć o co w tym zdaniu chodzi, musicie przeczytać tę książkę.
Narracja jest w pierwszej osobie czasu teraźniejszego, ale czytamy rozdziały na przemian, gdzie raz narratorką jest Magda, przekazująca czytelnikom swoje myśli i spostrzeżenia, a raz narratorem jest Piotrek, który również odnosi się do nas – czytelniczek – przekazując nam swoje myśli i spostrzeżenia.

W tle tego dość specyficznego związku, a może powinnam napisać tej specyficznej znajomości łączącej teoretycznie dwoje obcych sobie ludzi znajdują się dwie rodziny. Jedna ciepła, bardzo związana ze sobą uczuciowo, taka wyznająca zasadę: jeden za wszystkich, wszyscy za jednego i druga rodzina, w której liczy się nie to kim jesteś, ale jak daleko zaszedłeś, z kim się spotykasz, w której rodzinne tradycje ważniejsze są od własnego zdania, a liczy się głównie prestiż i obraz na pokaz.
Każdy z mężczyzn przebywających w otoczeniu Magdy (tu mam na myśli fotografa Piotra i narzeczonego dziewczyny – Adama) pochodzi z innej rodziny. I to właśnie te rodziny ukształtowały ich charaktery.
(…) – Kiedy nie masz nikogo bliskiego, to słuchasz po prostu tych, którzy mówią… – dodaję cicho. – I trudno wyleczyć kompleksy, które powstawały latami. (…)
No ale… wspomniałam na początku, że to romans i to taki dość specyficzny, bo wplątane w niego postacie długo nie potrafią się pogodzić z uczuciem do tej drugiej osoby.
Niby kochają… Ale… Niby pragną jej/jego dotyku… Ale…
Cały czas serce walczy z rozumem, a walka jest nierówna, bo raz przewagę mają emocje, a raz rozsądek. Co tę walkę wygra? Niestety… czytelniczka/czytelnik dowie się tego dopiero na samym końcu książki.

O czym jest ta historia? * O miłości i o odwadze bycia sobą w każdej sytuacji i w każdym związku. ** O pracy nad sobą i dla siebie, kiedy wskazówką do szczęścia jest asertywność. *** O szczęściu zarówno w związku jak i wobec innych osób, bo czasami powiedzenie komuś czegoś co zalega na sumieniu jest ważnym krokiem.
Czytając tę książkę cały czas się uśmiechałam, chociaż odrobinę raziły mnie przekleństwa i wulgaryzmy wkładane w usta bohaterów, ale wiem, że w dzisiejszych czasach młodzi ludzie często ich używają. (Mnie, mimo wieku też się zdarza, ale wiecie, jak to jest… jak sama zaklnę to nawet nie zwrócę na to uwagi, a jak ktoś przy mnie rzuci wulgaryzmem to… wiadomo 😉)
Dziękuję Autorkom i Wydawnictwo Od Siedmiu Boleści oraz Agnieszce (LIBRARIADA) za możliwość przeczytania tej książki dzięki akcji #booktour.

KRAWĘŻNIKOWE DZIECI – Grażyna Kamyszek
(…) Popatrz na mnie, jedną nogą stoję nad grobem i, zanim mnie przysypią chciałabym jeszcze zrobić coś dobrego dla innych krawężnikowych dzieci. Ale jest ich wokół mnóstwo. Wam nie pomogłam, zachowałam się egoistycznie (…)

Grażyna Kamyszek jest mieszkanką Ustki (latem mieszka w Barcicach). To autorka prozy polskiej, która zaczęła spełniać swoje marzenia o pisaniu i wydawaniu książek dość późno. Urodziła się w 1950 roku w Sztumie, jest kolejnym przykładem na to, że spełniać swoje marzenia można (i powinno się) w każdym wieku. Ukończyła filologię polską na UG i studia podyplomowe z bibliotekoznawstwa. Pracowała jako nauczycielka języka polskiego w Postolinie i w Ustce. Jest autorką scenariuszy i realizatorką wieczorów poetyckich przybliżających twórczość H. Poświatowskiej, E. Stachury i K. K. Baczyńskiego – wystawianych na scenie Domu Kultury w Ustce. Jest również współredaktorką wydania tomu poezji „Młode głosy” (1997), promującego twórczość młodzieży. Aktualnie przebywa już na zasłużonej emeryturze.
KRAWĘŻNIKOWE DZIECI to powieść obyczajowa z nutką dramatu i romansu.
PREMIERA KSIĄŻKI 09 WRZEŚNIA 2022

Gdy cienie przeszłości nie dają zasnąć, trzeba podjąć wyzwanie i ruszyć ich śladem, by odkryć prawdę i zmienić teraźniejszość. Pomóc może młodość, żywiołowość i… miłość.
Spotykają się dwa żywioły, roszczeniowa madame Władysława i pokrzywdzona Ksenia. Różni je prawie wszystko: wiek, uroda, zapatrywania i postrzeganie rzeczywistości. Mimo diametralnych różnic są zdane na siebie i trwają w wojennych okopach, bo każda z nich ma skonkretyzowany plan, który chce doprowadzić do końca. Buforem i jednocześnie rozjemcą zwaśnionych stron jest Bartosz. Czy uda mu się doprowadzić do rozejmu? Niebagatelne znaczenie mają enigmatyczne krawężnikowe dzieci, błąkające się w cudzych życiorysach i niepozwalające o sobie zapomnieć. To one czynią opowieść oddającą nie tylko klimat ubiegłego wieku, ale i miasteczka, gdzie mają miejsce niesamowite wydarzenia. Wpisują się we współczesne realia, wzbogacając je o ponadczasowe wartości, a zielarka Greta przepowiedniami dopełnia to, co i tak jest zapisane w gwiazdach.
Czy łatwo jest być w dobrych relacjach z drugą osobą, kiedy dzieli kilkadziesiąt lat?
Kiedyś pracowałam jako opiekunka osób starszych, między mną a moją podopieczną była różnica wiekowa ponad 60 lat. Moje początki pracy z tą panią były trudne, ale kiedy „odchodziła’ z czystym sumieniem mogłam powiedzieć, że się ze sobą zaprzyjaźniłyśmy.

Grażyna Kamyszek w tej książce również opisuje relację między młodą opiekunką i wiekową seniorką, ale to nie relacje między nimi są głównym wątkiem fabuły, chociaż odgrywają w niej dość istotną rolę.
Im człowiek starszy, tym częściej myślami wraca do przeszłości. Czasami wspomnienia są piękne, czasami bolesne, a czasami po prostu bardzo sentymentalne. I takie właśnie sentymentalne wspomnienia pojawiły się w głowie pani Władysławy, która przed śmiercią postanowiła jeszcze odwiedzić „stare kąty”. Ale czy tylko sentyment nią kierował?
Początkowe relacje między młodą, trochę zbuntowaną, a trochę skrzywdzoną zawodowo Ksenią, a dość majętną, bardzo wymagającą seniorką były nieco trudne. Ksenia traktowała pracę u starszej pani jako coś przejściowego, po drodze w dość niekonwencjonalny sposób torując sobie drogę do lepszej przyszłości wykorzystując do tego naiwność pewnego mężczyzny.
(…) Być może byłoby inaczej, gdyby jedna ze stron nieco stonowała, ale Ksenia leczyła urażoną ambicję, walcząc ze zrzuceniem z siebie opinii „ciepłej kluchy”. Natomiast pani Władysława lubiła obrażać i dokuczać, były to żywioły napędzające jej siły mentalne i fizyczne. (…)
A starsza pani zatrudniając Ksenię, przez pośrednictwo pewnego młodego człowieka od początku miała wobec dziewczyny konkretne plany.
Jakie? Oczywiście tego nie zdradzę, by byłby to spoiler, ale jak ktoś chce się tego dowiedzieć, to gorąco polecam sięgnięcie po tę książkę.
Ta powieść z jednej strony jest odrobinę zabawna, ale z drugiej bardzo wzruszająca.
Poznajemy losy dorosłych ludzi, dla których, gdy byli dziećmi, ulica, a właściwie to pewien chodnikowy krawężnik był drugim domem.

Dlaczego na nim przesiadywały? Czy dlatego, że łączyła je prawdziwa dziecięca przyjaźń, czy dlatego, że czuły się wśród rówieśników bezpieczne? Każde z tych dzieci miało swoje marzenia, a starsza pani przy pomocy swojej opiekunki próbuje te dzieci odnaleźć. Czy jej się to uda? Czy uda jej się poznać marzenia tamtych dzieci? Czy któremuś z nich marzenie się spełniło?
To książka psychologiczna. Autorka porusza w niej wiele trudnych a nawet dramatycznych wątków i przyznam szczerze, że nie jeden raz podczas czytania zakręciła mi się łza w oku.
Ciekawe, wyraziste postacie jakie stworzyła Grażyna Kamyszek są takim pozytywnym dodatkiem do fabuły. I muszę przyznać, że z pewnością nie brakuje w tej lekturze emocji, ale książki, w których tych emocji nie poczujemy… czy są warte czytania?
Autorka pisze pięknym językiem co z pewnością również wpływa na odbiór fabuły jako całości.
Przyznam szczerze, że polubiłam bohaterów, nawet dość krnąbrną Ksenię i myślę, że inni czytelnicy też ją polubią.
POLECAM tę książkę, bo jest warta przeczytania. Znajdziecie w niej i dramat, i odrobinę romansu, ale co najważniejsze, to myślę, że fabuła nikogo nie znudzi.
Dziękuję AUTORCE za cudowne, chociaż bardzo przypadkowe i spontaniczne spotkanie, na którym opowiedziała mi o tej książce. I bardzo dziękuję za książkę, którą miałam ochotę przeczytać już dawno.
EMIGRANTKA – Weronika Ilska
(…) Poczuła go, zanim go zobaczyła. Najpierw jego oczy, które tańczyły po jej plecach. Później – kroki pewne, lecz nienachalne. Był jak prawda, której nikt nie rozumiał. (…)
Weronika Ilska jest Poznanianką zafascynowaną historią swojego miasta oraz losami ludzi, którzy w czasie wojny pokazali niezwykłą siłę ducha. Do tej pory wydała dwie książki, którymi bardzo szybko zdobyła rzesze czytelniczek i czytelników i myślę, że wkrótce będzie o niej w świecie książek dość głośno.
EMIGRANTKA – to powieść obyczajowa z historią wojenną w tle.
PREMIERA KSIĄŻKI 26 CZERWCA 2026

Czy można zacząć od nowa, gdy serce wciąż pamięta melodię dawnych lat?
W barwnej Barcelonie lat dwudziestych Lina szuka ukojenia i nowego początku. U boku Diego, charyzmatycznego artysty, odkrywa świat katalońskiej bohemy – pełen wolności, sztuki i nieznanych dotąd emocji. Wszystko się zmienia, gdy na jej drodze staje rosyjski emigrant, Michaił Pietrowicz Wołkoński. Mężczyzna, przy którym Lina po raz pierwszy od dawna pozwala sobie uwierzyć, że przeszłość można zostawić za sobą. Ale są historie, które nie pozwalają o sobie zapomnieć. Wspomnienia z Polski, od których tak bardzo chciała uciec, zaczynają wracać z nową siłą, zmuszając Linę do wyboru między prawdą a życiem, które próbuje zbudować na nowo. Czy miłość i odnaleziona wolność wystarczą, gdy przeszłość upomni się o swoje? Co wspólnego z przeszłością Niny ma poznany w Barcelonie Michaił? Czy Nina wróci do Polski, czy jednak pozostanie na emigracji?
Najpierw zachwyciłam się okładką, tak, jestem książkową sroczką. Potem przeczytałam opis fabuły na tylnej okładce i już wiedziałam, że to nie będzie łatwa lektura i że MUSZĘ tę powieść przeczytać.
Historia opisana w tej powieści jest piękna chociaż bardzo melancholijna. Emocjonalnie fabuła cały czas wpędzała mnie w pewnego rodzaju nostalgię.

Styl jakim pisze Weronika Ilska jest taki, że nie można tej książki czytać szybko, bo cały czas podczas czytania trzyma czytelnika jakaś zaduma. Przynajmniej ja tak to odbierałam. Od czasu do czasu musiałam książkę odkładać na kilka chwil, aby złapać oddech. Ale przyznam szczerze, że trudno jest przerwać czytanie, bo tak bardzo historia Niny wciąga.
Tekst jest naszpikowany metaforami, które dodatkowo sprawiają, że czuje się całym sobą ciszę, tęsknotę, ból, mimo że czytamy o pięknej chociaż trudnej miłości.
Pierwsza połowa książki jest trochę dziwna, zagłębiamy się w środowisko rosyjskich arystokratów na emigracji, zagłębiamy się w ich życie i wczytujemy w sposób mówienia jaki wówczas obowiązywał. Kulturalny, pełen gracji nawet gdy ktoś nie wypowiadał się z przekazem grzecznościowym. I właśnie ten początek jest tak nostalgiczny, że momentami miałam wrażenie, że ja nie czytam, a płynę spokojnym nurtem przez tekst, pełen romantyzmu, tęsknot i tajemnic.
(…) Portret Michaiła stał przodem do gapiów. Przodem do Michaiła. Nogi Liny jakby ugrzęzły w ziemi. Serce zamarło. Oczy patrzyły tylko w to jedno oliwkowe spojrzenie, które miała przed sobą i za sobą. Michaił wiedział. Wiedział już, że jeśli ma ją kochać, nie będzie to możliwe w ciszy. (…)
W drugiej części więcej się dzieje i fabuła jakby przybiera tempa,powoli zaczynając odkrywać różne tajemnice dotyczące przeszłości głównej bohaterki. I zaczyna być w życiu Niny odważniej.
Autorka zabiera nas do Barcelony lat trzydziestych, pełnej emigrantów. Barcelony żyjącej sztuką. Ale odwiedzamy również Polskę tamtych lat, a właściwie to polską wieś, która powoli zaczyna żyć własnym życiem po odzyskaniu niepodległości.

Główna bohaterka jest kobietą mocno zranioną w przeszłości, ale dzięki przyjaźni z pewnym ciekawym artystą-fotografem nie poddaje się. Ucząc się życia na obczyźnie odkrywa swoją atrakcyjność, uczuciowość i siłę niezależnej kobiety.
I chociaż przeszłość cały czas jest dla niej bolesną zadrą w sercu to pewnego dnia postanawia stawić czoła tej przeszłości, aby zbudować przyszłość na własnych zasadach.
Czy jej się to uda? Nie będę tego zdradzała, ale myślę, że warto się o tym przekonać samemu sięgając po tę książkę.
To nie jest lektura z tych: lekka, łatwa i przyjemna, ale uważam, że jest z tych, o których się mówi „piękna”. I myślę, że fabuła tej książki na długo zostanie w mojej pamięci.
Mamy tutaj piękną, chociaż nieco trudną miłość, mamy cudownie pokazane przyjaźnie i przede wszystkim poznajemy ciekawych ludzi. Bo nie ukrywam, że moim zdaniem, dobrze wykreowane postacie w książce mają ogromny wpływ na odbiór fabuły.

POLECAM tę powieść całym sercem tym, którzy cenią sobie dobrą literaturę i potrafią docenić jak dokładną kwerendę musiała przeprowadzić autorka, aby powstała taka właśnie powieść.
Dziękuję Wydawnictwu Filia za możliwość poznania kolejnej polskiej autorki i za możliwość przeczytania tej książki dzięki współpracy barterowej w ramach akcji #LATOZFILIA
JESIEŃ W KRYNICY ZDROJU – Anteta Krasińska
(…) Natychmiast dostrzegła liczne malunki, na których uwieczniono miasteczko. Skręciła i skupiła się na uważnym oglądaniu obrazów. Wszystkie miały tę samą wielkość ram, choć różniły się rozmiarem płótna. (…)

Aneta Krasińska to autorka o wielu obliczach poruszająca problemy kobiet borykających się z przeciwnościami losu. Zadebiutowała w roku 2015 powieścią „Finezja uczuć” i od tej pory wydała ponad 30 powieści. Z pochodzenia jest sochaczewianką, z wykształcenia i z zamiłowania humanistką, zakochaną w książkach. Obecnie mieszka w maleńkiej mazowieckiej wsi, gdzie bliski kontakt z naturą pozwala jej oderwać się od rzeczywistości i daje poczucie swobody twórczej. Prowadzi warsztaty pisania dla dzieci „Pisaninka”. Przez wiele lat współpracowała z lokalnym stowarzyszeniem działającym na rzecz rozwoju mieszkańców gminy Baranów. Zainicjowała akcję #PożyczPrzeczytajPoleć.
JESIEŃ W KRYNICY ZDROJU to czwarta część cyklu CZTERY PORY ROKU, z historią wojenną w tle.
PREMIERA KSIĄŻKI 23 WRZEŚNIA 2026

Paulina Borek pochodzi z Kamienia Krajeńskiego, ale od dawna mieszka w Warszawie i przez lata zapracowała na ugruntowaną pozycję w świecie medialnym. Z dużym zaangażowaniem wykonuje obowiązki dziennikarki w wydawnictwie „Lustro”. Jej nastawienie do zadań całkowicie się zmienia, gdy przełożony wymaga od niej wyjazdu do Krynicy-Zdroju. Niepocieszona z zadania zbiera materiały na temat znanego uzdrowiska, które niedawno stało się planem zdjęciowym dla jednego z programów randkowych. Poznaje też życie w sanatorium i zaczyna sobie uświadamiać, jak bardzo się ono różni od powszechnych opinii. Jednocześnie zaczyna ją intrygować dostrzeżony w korytarzu obraz. Inicjały artysty nic jej nie mówią, a jednak dzieło ma w sobie coś, co nie pozwala jej o nim zapomnieć. A gdy odkrywa, że na odwrocie znajduje się drugi malunek, zaczyna poszukiwania malarza lub malarzy. Czy uda się Paulinie odnaleźć autora obrazu? Czy czas spędzony w sanatorium wśród seniorów pozwoli młodej kobiecie na spojrzenie na to środowisko inaczej niż do tej pory patrzyła?
Pobyt w sanatorium wielu osobom, zwłaszcza tym, którzy nigdy nie doświadczyli pobytu na takiej rehabilitacji kojarzy się głównie z tańcami i romansami.
Ale żeby móc się wypowiadać na jakiś temat trzeba tego doświadczyć. Osobiście byłam kilka razy w sanatorium i bardzo sobie chwalę te pobyty. Pomoc zdrowotna i odpoczynek psychiczny to jedno, ale z kilku takich pobytów „przywiozłam” również piękne wspomnienia i cudowne znajomości.
Miałam również to szczęście bycia pensjonariuszką sanatorium w Krynicy Zdroju i powiem szczerze, że z ogromną przyjemnością sięgnęłam po tę książkę, która sprawiła, że wróciły do mnie piękne wspomnienia.
Muszę przyznać, że chociaż mam za sobą już kilka książek Anety Krasińskiej w tej zaskoczyły mnie wplecione w fabułę opisy plenerowe. Tę piękną, kolorową jesień w górach czułam całą sobą i chętnie bym tam właśnie teraz – jesienią – pojechała.

Autorka podzieliła fabułę książki na dwie części, część współczesną i część historyczną. Myślę, że wiele osób stwierdzi, że jedna i druga jest bardzo wciągająca.
W części współczesnej towarzyszymy pewnej młodej dziennikarce, której pobyt w sanatorium początkowo wydał się czymś w rodzaju kary. Kobieta sceptycznie nastawiona do przymusowego pobytu nie spodziewała się, że aby korzystać z uroków sanatorium nie trzeba być w wieku senioralnym.
Dla wielu starszych ludzi pobyt w takim miejscu jest pobytem zbawiennym nie tylko dla ciała, ale również i dla duszy. Na chwilę można zapomnieć o samotności, o obowiązkach dnia codziennego i skupić się na dostarczeniu przyjemności, poznając ludzi potrafiących żyć pełnią życia bez skupiania się na peselu.
Bo cóż może być lepszego od spędzania czasu na luzie i w dobrym towarzystwie. A jak to zaowocuje na przyszłość, to tym lepiej i dla ciała, i dla duszy.
Jako bywalczyni sanatoriów uważam, że autorka bardzo pięknie przedstawiła ten wątek odnoszący się do kuracjuszy.
W części historycznej Aneta Krasińska zabiera nas do przedwojennej Krynicy, równie tętniącej życiem kuracjuszy, ale i życiem ówczesnych mieszkańców.
Każdy, kto był w Krynicy ten wie, że jedną z głównych postaci jest Nikifor, człowiek związany z tą miejscowością od dziecka, zafascynowany uwiecznianiem krajobrazów na papierze. Krynica wielu kojarzy się z muzyką, z Kiepurą i organizowanymi tam festiwalami, ale myślę, że większości kojarzy się również ze sztuką, jaką prezentował Nikifor.

Dzięki Anecie Krasińskiej poznajemy nie tylko dramatyczne, pełne upokorzeń życie tego łemkowskiego malarza, o którym mówiono, że jest przedstawicielem sztuki naiwnej, ale również życie jego naśladowcy, mężczyzny, który mimo koneksji nie potrafił zdobyć tak wielkiej sławy jak ten niepozorny uliczny artysta jakim był właśnie Nikofor.
Mimo swojego dość swoistego talentu Nikifor czyli Epifaniusz Drowniak żył samotnie, większość część życia w nędzy, przez wielu uważany za niepełnosprawnego intelektualnie głównie z powodu bełkotliwej i niewyraźnej mowy i dopiero pod koniec swojego życia został doceniony i uznany na świecie za wybitnego malarza.
(…) Epifaniusz Drowniak, który coraz częściej myślał o tym by znaleźć dla siebie jakiś ciekawszy przydomek, lubił jesień. Wolał ciszę od natłoku rozwrzeszczanych dzieci. Lubił samotność, więc nie przejmował się brakiem wścibskich spojrzeń. Nie potrzebował publiki, by tworzyć. (…)
W wątku historycznym poznajemy również Stefana Filipowicza, niespełnionego artystę malarza, który miał dość osobliwy kontakt z twórczością Nikifora.

Jeżeli nie czytaliście jeszcze tej książki to gorąco ją POLECAM. Przenieście się na chwilę do malowniczej, pełnej jesiennych barw i pięknych widoków Krynicy i razem z młodą dziennikarką odkryjcie tajemnice pewnego obrazu, który przypadkowo spadł ze ściany w jednym z budynków sanatoryjnych.
Dziękuję autorce za kolejną wciągającą historię, a Wydawnictwo Skarpa Warszawska za możliwość przeczytania tej książki w ramach współpracy barterowej.
TWIERDZA – Agata Kunderman
(…) Dostrzegł to. Pojawiło się na moment i zaraz zniknęło, równie dobrze mogąc być projekcją spanikowanego umysłu. Ale potem pojawiło się znowu. Nie błysk, nie iskra i nie podpowiedź wariującej w ciemności wyobraźni. (…)
Agata Kunderman jest pisarką, specjalistką do spraw marketingu. W 2012 roku ukończyła studia na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Wrocławskiego. Jej debiutancka powieść pt. „Wróżda” ukazała się w 2023 roku. Losy tworzonych przez nią bohaterów rozgrywają się najczęściej na terenie Dolnego Śląska, skąd pochodzi. Miłośniczka dobrych kryminałów i thrillerów – zarówno tych na papierze, jak i na ekranie. Jest autorką ośmiu książek.
TWIERDZA to thriller kryminalny będący drugim tomem cyklu: KOMISARZ MIRON ZALESKI
PREMIERA KSIĄŻKI 03 CZERWCA 2026

Pod osłoną nocy do mrocznych korytarzy schodzi czwórka znajomych, ale wychodzi tylko troje z nich. Kłodzko czeka na wiosnę. Do miasta wracają turyści, również po to, by zwiedzać liczącą setki lat twierdzę. Jednak tym razem jest inaczej… W tym czasie ginie młoda mieszkanka miasta. Szybko wychodzi na jaw, że odwiedzała korytarze nocami, dołączając do grupy poszukiwaczy. Czy miała rację, twierdząc, że jakiś czas temu zostawili kogoś w podziemiach? Sprawę morderstwa i zaginionego w twierdzy mężczyzny przejmuje komisarz Miron Zaleski. Krocząc przez mroczne korytarze pełne cieni dawnych zdarzeń, zauważa widma śmierci. Wśród nich widzi twarz Rysy – policjantki i przyjaciółki. Chce chronić wszystkich wokół, nie dostrzegając, że coraz więcej pęknięć pojawia się na jego własnej duszy. Kto i dlaczego zaginął w korytarzach twierdzy? Czy Zaleskiemu uda się rozwiązać zagadkę przeszłości, w której pojawia się dawna kamienica?
Po raz kolejny mam coś do nadrobienia. Tę książkę przeczytałam dzięki poleceniu koleżanki, która jednak nie wspomniała mi wcześniej, że jest to drugi tom cyklu o komisarzu Mironie Zaleskim.
Z twórczością tej autorki spotkałam się po raz pierwszy, ale myślę, że nie ostatni. Agata Kunderman stworzyła niesamowitą, wielowarstwową opowieść, która wciągnęła mnie od pierwszej strony.

Fabuła książki jest dość zagadkowa i tajemnicza, sięgająca przeszłości odnoszącej się do czasów drugiej wojny światowej.
Intryga kryminalna jest być może trochę zawiła, ale w połączeniu z dobrze wykreowanymi postaciami i nieco tajemniczym klimatem jako całość sprawia, że czyta się tę powieść bez uczucia znudzenia.
Krótkie rozdziały na mnie działają tak, że: „jeszcze jeden rozdział i idę spać”, a potem okazuje się, że tych „jeszcze jeden” było całkiem sporo o nawet nie zauważasz a jesteś w połowie książki.
Autorka porusza w swojej książce kilka ważnych wątków, a jednym z nich jest między innymi temat zdrowia psychicznego u mężczyzn. Myślę, że wątek traumy i zespołu stresu pourazowego oraz zdrowia psychicznego jest ważny nie tylko z punktu widzenia go w literaturze.
Miejsce, w które zabiera nas autorka to Twierdza Kłodzko, która wzbudziła moje zainteresowanie na tyle, że chętnie bym się do niej wybrała. Oczywiście nie w celach poszukiwania skarbów, tak jak bohaterowie tej powieści, ale w celach czysto turystycznych.
Oprócz intrygującego wątku sensacyjnego mamy tutaj ciekawie rozbudowany wątek obyczajowy, odnoszący się do prywatnego życia głównego bohatera Mirona Zaleskiego.

Nie czytałam pierwszego tomu, ale mam wrażenie, że każdy tom można czytać oddzielnie, ponieważ przedstawiona tutaj historia ma swój początek i koniec i nie zostawia czytelnika z domysłami.
Wątek historyczny jest równie ciekawy jak ten sensacyjny. Czytamy między innymi o poniemieckich kamienicach, jak i o wysiedleniach Niemców po drugiej wojnie światowej, a także o zmianach tożsamości ludzi.
Jeżeli lubicie zagłębiać się w klimaty pełne tajemnic, mroczne podziemia skrywające tajemnicze korytarze i chcecie poczuć dreszcz emocji i intrygującą atmosferę, to myślę, że ta książka was zadowoli.
Moim zdaniem to właśnie wprowadzenie tej mrocznej scenerii tych wszystkich miejsc jest jednym z plusów tej książki, chociaż oczywiście nie jedynym.
Jeśli chodzi o mnie to już wiem, że sięgnę po wcześniejszy tom i z niecierpliwością będę wypatrywała kolejnego, bo podobało mi się i tempo akcji i ciekawa intryga i… zakończenie.
POLECAM tę książkę szczególnie miłośnikom dobrych kryminałów.

Dziękuję Wydawnictwu Filia, że mogłam poznać twórczość kolejnej polskiej autorki, której książkę przeczytałam dzięki współpracy barterowej w ramach akcji #LATOZFILIĄ.






