czytam bo lubię
RÓŻA – Anna Rybakiewicz
(…) Wyglądał, jakby naprawdę przepełniał go żal. Nie wiedziałam tylko, czy po stracie żony, czy po stracie róż. – Wybrałaś akurat te róże, których ona sama nigdy by dla siebie nie wybrała… – powiedział, nachylając się ku mnie, tak bym tylko ja mogła go usłyszeć. – Wybrałaby każde inne z naszego ogrodu, tylko nie te… (…)
Anna Rybakiewicz jest autorką kilkunastu bestsellerowych powieści obyczajowych. Jest absolwentką Wydziału Prawa Uniwersytetu w Białymstoku, od 2016 roku wykonuje zawód radcy prawnego. Prywatnie jest szczęśliwą mężatką i mamą dwójki dzieci. Uwielbia słuchać ludzkich historii, intrygują ją losy przodków, do których niejednokrotnie odnosi się w swoich powieściach. W fabułach często inspiruje się prawdziwymi wydarzeniami co sprawia, że jej powieści czyta się z zapartym tchem.
RÓŻA to dramat obyczajowy z romansem i historią wojenną w tle.
PREMIERA KSIĄŻKI 20 MAJA 2026

W 1943 roku Tadeusz w zastępstwie brata będącego krótko po ślubie, zostaje wywieziony na roboty przymusowe. Trafia do słynnej szkółki róż, gdzie z niechęcią podejmuje pracę u niemieckich właścicieli. Wśród nich jest młoda Niemka – Alma Rose. Ich pierwsze spotkania pełne są chłodu i uprzedzeń… aż do chwili, gdy wśród kwitnących krzewów, z dala od frontu, rodzi się uczucie, które może kosztować ich życie. Po wojnie Tadeusz wraca do rodzinnej wsi, ale cały czas nie może zapomnieć Niemki, w której się zakochał. W rodzinnej wsi zastaje młodą bratową z malutkim dzieckiem, która w czasie wojny owdowiała. Jest świadomy tego, że nawet gdyby chciał sprowadzić do rodzinnego domu Almę Rose, to dziewczyna w jego rodzinnej wsi nie zaznałaby szczęścia. Dla spokoju ducha rodziny i dla nieżyjącego brata Tadeusz postanawia ożenić się z bratową i wychować w zastępstwie brata jego dziecko. W 2003 roku umierająca żona wyznaje Tadeuszowi sekret, który burzy fundamenty jego powojennego życia. To, co przez lata uważał za prawdę, okazuje się kłamstwem. Wracają wspomnienia, a wraz z nimi pytanie: Czy mógł wybrać inaczej?
Kiedy widzę kolejny tytuł książki Anny Rybakiewicz to wiem, że czeka mnie ciekawa lektura. Jeszcze żadna powieść tej autorki mnie czytelniczo nie zawiodła.
Niezbyt przepadam za romansami, ale niektóre wciągają mnie od pierwszej strony, zaspokajając moją kobiecą ciekawość. Staram się unikać tych cukierkowo przesłodzonych. Na szczęście ten romans miał w sobie więcej goryczy niż słodkości chociaż przecież teoretycznie każda szczera miłość jest słodkim uczuciem.
Autorka zabiera swoich czytelników w dwa różne okresy, towarzyszymy głównym bohaterom w czasie wojny i w czasie powojennym, kiedy ludzie potrafili określać innych tylko dwoma słowami: wróg lub przyjaciel.

Nie było ważnym jakim ktoś jest człowiekiem, czy jest tym dobrym, empatycznym, życzliwym dla innych, czy jest złym, okrutnym, czerpiącym radość ze znęcania się i upokarzania innych. Ważne było jedynie to czy jest Polakiem czy Niemcem.
A przecież bez względu na narodowość każdy człowiek ma prawo do uczuć, bo przecież serce nie sługa.
Romans jaki autorka wplotła w fabułę niósł ze sobą i piękno czystych uczuć i dramatyzm wojny. Był miłością, czułością i radością, ale był również bólem, strachem i niepewnością jutra.
(…) Powinienem im powiedzieć, jak bardzo się cieszę, że widzę ich całych i zdrowych. Wyznać, że niewiele brakowało, a już nigdy byśmy się nie spotkali. Że otarłem się o śmierć. Ale jedyne co czułem to ból. Ból w miejscu, gdzie powinno bić serce, bo zamiast niego była tam pustka. (…)
Drugim okresem jest teraźniejszość, w której ktoś będący na łożu śmierci wyjawia ukochanej osobie sekret ukrywany przez pół wieku. Czy można wybaczyć, że prawie całe życie było się oszukiwanym? Czy zatajenie prawdy można nazwać ochroną własnych uczuć?
Nie chcę nikogo potępiać, chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że zatajenie przed ukochaną osobą prawdy było kierowane wyłącznie strachem przed utratą tej osoby. A może to była zwykła ludzka zazdrość? Czysty egoizm?
Autorka porusza w swojej książce kilka wątków, które miały miejsce w życiu bohaterów. Jednym z nich jest praca przymusowa Polaków na rzecz Niemców, wśród których byli i tacy, którzy wykorzystywali swoją władzę nad skierowanymi do pracy i tacy, którzy traktowali swoich pracowników nie ujmując im godności człowieka.
Poznajemy również społeczność małej polskiej wsi, w której rządziły zacofanie i przesądy. Wrogiem był nie ten, który z natury był złym człowiekiem, ale ten, który próbował udowodnić, że to nie sama narodowość jest zła. Ludzie w niedziele modlili się w kościele i zamiast skupić się na modlitwie skupiali się na tym co ktoś ma na sobie lub skąd przybył.
(…) – Synu… – powtórzył i nachylił się do mnie, gdy oddaliliśmy się wystarczająco. – Pora, żebyś wracał tam, skąd przyjechałeś. Jutro rano musisz wyjechać. Tu póki co nie ma dla ciebie miejsca. Bezpiecznego miejsca. (…)

Bardzo poruszył mnie w książce wątek Leny, młodej dziewczyny ciężko pracującej, będącej dla swojego pracodawcy kimś więcej niż tylko przysłowiową „prawą ręką”. Dziewczyny odtrąconej przez najbliższych, a przygarniętej przez obcą osobę. Dziewczyny z tak zwaną „wstydliwą” przeszłością.
Każdemu może się w życiu wydarzyć coś co negatywnie wpłynie na przyszłość, ale czy to oznacza, że taką osobę trzeba natychmiast skreślić? A może dając jej szansę zyska się kogoś wartego zaufania?
Ale najważniejszym wątkiem w tej powieści jest oczywiście miłość. I to taka, której nie potrafiła zabić ani wojna, ani rozłąka, ani lata. Myślę, że o takiej miłości marzy niejedna kobieta.
Zanim sięgniecie po tę książkę, do czego GORĄCO NAMAWIAM, przygotujcie sobie czas, bo moim zdaniem od lektury trudno się oderwać. Ale przygotujcie sobie również chusteczki (zwłaszcza panie) bo czeka Was wiele wzruszeń.
POLECAM tę książkę tym, którzy nie znają jeszcze twórczości Anny Rybakiewicz, bo ci którzy czytali już jej książki tej powieści polecać nie muszę.

Dziękuję Wydawnictwu Filia, za możliwość przeczytania tej książki w ramach współpracy barterowej, a Autorce dziękuję, za kolejną piękną historię.
PORADNIA DLA DUCHÓW – Maciej Chwedo
(…) Myśli kipiały mu w głowie niczym zupa w garnku, z tym że zamiast wywaru czuł słonawy pot ściekający do ust. Musiał obalić teorię o trefnej wódce i jakimkolwiek alkoholizmie bo przecież przez cały dzień nawet piwa nie ruszył. Było tylko jedno wyjaśnienie – zwariował, bo jak inaczej wyjaśnić ducha? (…)
Maciej Chwedo przygodę z pisaniem zaczynał od tekstów rapowych, które zaowocowały trasami koncertowymi po całym kraju u boku legendy rodzimej sceny hip-hopowej. Skoro już poznał scenę, postanowił kilka napisać, co poskutkowało ukończeniem kierunku scenariopisarstwa w jednej z warszawskich szkół filmowych. Na podstawie jego pracy dyplomowej nakręcono film, który w kinach obejrzało ponad 700.000 widzów. Wraz z przyjaciółmi założył studio filmowe, gdzie realizował projekty video z użyciem techniki green screen. Jest autorem wielu kampanii reklamowych, teledysków i odcinków popularnych seriali telewizyjnych. „Poradnia dla Duchów” to jego debiut literacki, gdzie w typowy dla siebie, humorystyczny sposób, opisuje przygody swojego ojca, byłego agenta służb, ducha pośród żywych.
(Informacja o autorze znaleziona na stronie Wydawnictwa FLOW)
PORADNIA DLA DUCHÓW to powieść psychologiczno-obyczajowa z nutką dramatu i… zjawisk paranormalnych.
PREMIERA KSIĄŻKI 14 PAŹDZIERNIKA 2026

Marek jest byłym tajnym agentem, ale dziś pracuje jako szkolny woźny. Jest człowiekiem, który przegrał przede wszystkim z samym sobą. Od lat próbuje zagłuszyć przeszłość alkoholem. Kiedy zaczyna widzieć duchy ludzi, którzy zginęli w tragicznych okolicznościach, otrzymuje szansę, której nigdy się nie spodziewał. Pomagając zmarłym odnaleźć spokój, Marek coraz boleśniej uświadamia sobie, że sam od lat ucieka przed najważniejszymi pytaniami. Bo najtrudniej zmierzyć się z własnymi błędami, zwłaszcza gdy dotyczą tych, których kochamy najbardziej. Czy duchy pomogą Markowi odnaleźć zagubiony w pewnym momencie sens życia? Czy spotkania z duchami uświadomią byłego agenta co tak naprawdę w życiu stracił i czy uda mu się to odzyskać?

Do książek debiutantów podchodzę z dużą otwartością, ponieważ kilkukrotnie biorąc do czytania powieść debiutującej autorki czy autora, po przeczytaniu byłam w stanie powiedzieć tylko: WOW!
Takim słowem również mogę krzyknąć (!) bo uważam, że autor i jego książka zrobią pozytywne wrażenie na wielu czytelnikach, jednocześnie skłaniając ich do refleksji.
Styl jakim pisze Maciej Chwedo jest nie tylko bardzo ciekawy co przyjemny w odbiorze treści lektury. A fabuła zapewnia czytelnikowi prawdziwy roller coaster emocjonalny. W pewnym momencie czytania śmiejesz się w głos by za kilka stron dalej ocierać oczy z łez wzruszenia. Myślę, że to nie jest łatwe dla autora by napisać książkę będącą komedią, w której śmiech przeplata się ze smutkiem.
Fabuła książki jest mocno nastawiona na przejaw psychologiczny i chociaż znajdujemy tutaj wątki bardzo nierealistyczne, bo kto w dzisiejszych czasach wierzy w duchy? (ja wierzę 😉) to warto skupić się na wątku tego „żywego ducha” czyli kogoś, kto dla najbliższych był kimś w rodzaju jednej wielkiej niewiadomej.
(…) Kurdupel spojrzał na swoje dłonie, które powoli znikały jak zaparowana szyba gubiąca ciepło. Na jego twarzy pojawiła się mieszanka radości i spokoju. (…)
Główny bohater wiele lat pracował jako tajny agent nie zastanawiając się nad tym, że pieniądze są tylko częścią szczęścia. Bo zarabiając sporo, przy okazji też dużo tracił.
Życie agenta zniszczyło mu życie rodzinne, ale pieniądze, które zarobił nie były w stanie spłacić długu jaki zaciągnął u żony i synka. Długu winy i szans jakie utracił, cały czas będąc dalej swojej rodziny niż bliżej. I tu nie mam na myśli jedynie odległości liczonych w kilometrach, ale tego co emocjonalnie mogło łączyć go z najbliższymi.

Myślę, że wiele osób, które tę książkę przeczyta zastanowi się nad sensem życia i nad tym co tak właściwie w życiu jest najważniejszym.
Humorystycznie przedstawiony wątek z duchami też nie jest tak do końca zabawny, bo każdy z tych pojawiających się w życiu Marka duchów miał w sobie coś dramatycznego i nie mam tutaj na myśli tego jak zginęli.
Myślę, że każdy z nas nosi w sercu jakąś niedopowiedzianą myśl, jakieś niedokończone zadanie i często powtarza sobie: ale jeszcze zdążę to powiedzieć, ale jeszcze zdążę to zrobić i… nie zawsze to się udaje.
Razem z książką otrzymałam kartkę pocztową jakże byłoby cudownie gdybyśmy mogli komuś, komu nie zdążyliśmy czegoś powiedzieć – wysłać taką kartkę ze słowami: kocham cię / przepraszam / tęsknię.
Jak wielu ludzi żyje tak jak duchy. Unika towarzystwa, unika szczerości, boi się komuś powiedzieć. A przecież tak niewiele trzeba, aby podzielić się z kimś cząstką… siebie.
(…) – Chodzi o ciebie, Mareczku. To ty jesteś tutaj duchem, a my tylko pomagamy ci odnaleźć światło, które zgubiłeś dawno temu. (…)

Ta książka to taki misz-masz emocjonalny i przyznam szczerze, że po jej przeczytaniu zrobiło mi się bardzo smutno chociaż przez większość czytania uśmiechałam się.
Dopiero po przeczytaniu tej książki zdałam sobie sprawę z tego, ilu słów nie powiedziałam osobom, którym już nigdy tego nie powiem.
Nie przechodźcie obok tej książki obojętnie, bo moim zdaniem nie jest ona jedynie lekturą rozrywkową, ale jest przede wszystkim lekcją. Dla nas.
Świetnie wykreowani bohaterowie, ciekawie poprowadzone dialogi i fabuła, która wciąga od pierwszej strony pozwalając i na śmiech, i na łzy. Czy muszę dodawać coś więcej, aby zachęcić do sięgnięcia po tę lekturę?
To zdecydowanie…
(…) Przejmująca powieść o winie, odkupieniu i drugich szansach. O duchach, które pozostają między światami i ludziach, którzy za życia potrafią stać się dla siebie nawzajem niewidzialni. (…)

Dziękuję Autorowi za tę historię, a Wydawnictwo FLOW dziękuję za możliwość przeczytania tej książki w ramach współpracy barterowej.
W MIGAWCE UCZUĆ – Monika Malita-Bekier & Natalia Waszak-Jurgiel
(…) Nie wiem, czy kiedykolwiek z kimkolwiek tak dobrze mi się gadało i czułem się tak swobodnie. Na pewno nie na takim etapie znajomości, bo znamy się od kilku godzin, a odnoszę wrażenie, że wiemy o sobie więcej niż niejeden bliższy znajomy. (…)
Monika Malita-Bekier urodziła się w 1991 roku w Szczecinie. Już w szkole podstawowej marzyła, by w przyszłości zostać pisarką. W 2013 roku skończyła studia kosmetologiczne w Wyższej Szkole Zdrowia i Urody w Szczecinie. Po kilku latach pracy w zawodzie ukończyła Akademię korekty tekstów, zaczynając tym samym pracę jako korektorka. W końcu odważyła się sięgnąć po marzenia z dzieciństwa i stanąć po drugiej stronie książki jako autorka. Razem z rodziną mieszka w jednej z podszczecińskich wsi. Poza czytaniem, pisaniem i redagowaniem uwielbia aktywnie spędzać czas, zwłaszcza na łonie natury. Kocha konie i psy. Od niedawna jest szczęśliwą posiadaczką zarówno psa, jak i dwóch koni. Na co dzień stawia na samorozwój w różnych dziedzinach.
Natalia Waszak-Jurgiel urodziła się w 1992 roku. Ukończyła Zachodniopomorski Uniwersytet Technologiczny w Szczecinie. Przekraczając magiczną trzydziestkę postanowiła spełnić swoje literackie marzenia. Zawodowo pisze wyłącznie według wzorów, trzymając się ściśle instrukcji i przepisów. Prywatnie daje upust wyobraźni, przelewając na papier odbicie swojego humoru i fantazji.
W MIGAWCE UCZUĆ to komedia romantyczna, czyli powieść obyczajowa z dawką romansu.
PREMIERA KSIĄŻKI 07 PAŹDZIERNIKA 2026 ROKU

Magda jest młodą kobietą przed trzydziestką, szykującą się do ślubu. Pracuje jako urzędniczka, ale jej marzeniem zawodowym jest robienie zupełnie czegoś innego. Jest nieco zamknięta w sobie i mało asertywna. Czuje się osamotniona mimo relacji, w której trwa. Po dramatycznych przeżyciach w dzieciństwie, nie do końca potrafi marzyć. Piotrek jest wziętym fotografem będąc singlem po trzydziestce. Żyje pasją, którą zamienił w zarabianie. Jest ambitny, otwarty i przebojowy, czując na każdym kroku wsparcie rodziny. Marzy, by się szczęśliwie zakochać. Kiedy w pewien wigilijny dzień trafia mu się zlecenie wykonania sesji parze narzeczonych, coś w życiu Piotrka się zmienia. Niespodziewana sytuacja jaką okazała się awaria prądu z powodu śnieżycy i blokada windy, w której zjeżdżał w apartamentowcu zamknięty z dziewczyną z sesji powoduje, że między Magdą i Piotrem rodzi się coś w rodzaju pięknej, głębokiej przyjaźni. Ale czy tylko przyjaźni? Czy to nieoczekiwane odizolowanie od świata nie okaże się spełnieniem marzeń więcej niż jednej osoby, a pewien cytat, który najlepiej opisuje niełatwą i emocjonalną historię Magdy i Piotra nie sprawi, że oboje zaczną inaczej patrzeć na swoje dotychczasowe życie?
(…) Najgorsze, co może spotkać Cię w życiu, to poznać tę właściwą osobę, kiedy już na to za późno (…)
Książka trafiła do mnie dzięki akcji booktour (zorganizowanej przez Adriannę Zakrzewską, znaną w bookstramie jako LIBRARIADA) i nie żałuję, że się na nią zgłosiłam, bo bardzo potrzebowałam teraz takiej właśnie lektury: lekkiej, łatwej i przyjemnej, która bardzo pozytywnie wpłynęła na moje samopoczucie.

Czy zastanawialiście się kiedyś czy żyjecie według własnych zasad, czy życie dostosowujecie do innych?
Nie przepadam za romansami, ale na szczęście to co działo się między bohaterami tej historii okazało się romansem, ale nie takim tuzinkowym. Do końca książki walczyłam sama ze sobą aby nie zerknąć na ostatnie strony i sprawdzić, jak potoczyła się znajomość głównych bohaterów, czyli Magdy i Piotra.
Autorki w bardzo ciekawy sposób pokazały, jak może się rozwinąć przypadkowo, a może nawet spontanicznie zawarta znajomość, która stała się ważnym akcentem w życiu (szczególnie Magdy).
Czasami rozmowa z zupełnie obcą osobą daje nam więcej radości niż z kimś bliskim. I muszę przyznać, że po tej lekturze zaczęłam się zastanawiać nad tym, że sama bywam bardziej otwarta w stosunku do innych, nawet nowo poznanych osób, niż w stosunku do kogoś z kim mieszkam i przebywam na co dzień.
Dlaczego tak się dzieje, że czasami nie mamy odwagi tej bliskiej osobie czegoś powiedzieć? Nie chcemy jej ranić? Dla świętego spokoju nie chcemy się sprzeciwić? Czy to po prostu zwykłe tchórzostwo?
Mamy tutaj parę narzeczonych, teoretycznie dwoje bardzo kochających się młodych ludzi, ale mimo okazywanej sobie wzajemnie miłości coś w tym związku zgrzyta.
(…) Czy chodzi tylko o listopad? (…)
Zacytowałam zdanie z książki, jeżeli chcecie wiedzieć o co w tym zdaniu chodzi, musicie przeczytać tę książkę.
Narracja jest w pierwszej osobie czasu teraźniejszego, ale czytamy rozdziały na przemian, gdzie raz narratorką jest Magda, przekazująca czytelnikom swoje myśli i spostrzeżenia, a raz narratorem jest Piotrek, który również odnosi się do nas – czytelniczek – przekazując nam swoje myśli i spostrzeżenia.

W tle tego dość specyficznego związku, a może powinnam napisać tej specyficznej znajomości łączącej teoretycznie dwoje obcych sobie ludzi znajdują się dwie rodziny. Jedna ciepła, bardzo związana ze sobą uczuciowo, taka wyznająca zasadę: jeden za wszystkich, wszyscy za jednego i druga rodzina, w której liczy się nie to kim jesteś, ale jak daleko zaszedłeś, z kim się spotykasz, w której rodzinne tradycje ważniejsze są od własnego zdania, a liczy się głównie prestiż i obraz na pokaz.
Każdy z mężczyzn przebywających w otoczeniu Magdy (tu mam na myśli fotografa Piotra i narzeczonego dziewczyny – Adama) pochodzi z innej rodziny. I to właśnie te rodziny ukształtowały ich charaktery.
(…) – Kiedy nie masz nikogo bliskiego, to słuchasz po prostu tych, którzy mówią… – dodaję cicho. – I trudno wyleczyć kompleksy, które powstawały latami. (…)
No ale… wspomniałam na początku, że to romans i to taki dość specyficzny, bo wplątane w niego postacie długo nie potrafią się pogodzić z uczuciem do tej drugiej osoby.
Niby kochają… Ale… Niby pragną jej/jego dotyku… Ale…
Cały czas serce walczy z rozumem, a walka jest nierówna, bo raz przewagę mają emocje, a raz rozsądek. Co tę walkę wygra? Niestety… czytelniczka/czytelnik dowie się tego dopiero na samym końcu książki.

O czym jest ta historia? * O miłości i o odwadze bycia sobą w każdej sytuacji i w każdym związku. ** O pracy nad sobą i dla siebie, kiedy wskazówką do szczęścia jest asertywność. *** O szczęściu zarówno w związku jak i wobec innych osób, bo czasami powiedzenie komuś czegoś co zalega na sumieniu jest ważnym krokiem.
Czytając tę książkę cały czas się uśmiechałam, chociaż odrobinę raziły mnie przekleństwa i wulgaryzmy wkładane w usta bohaterów, ale wiem, że w dzisiejszych czasach młodzi ludzie często ich używają. (Mnie, mimo wieku też się zdarza, ale wiecie, jak to jest… jak sama zaklnę to nawet nie zwrócę na to uwagi, a jak ktoś przy mnie rzuci wulgaryzmem to… wiadomo 😉)
Dziękuję Autorkom i Wydawnictwo Od Siedmiu Boleści oraz Agnieszce (LIBRARIADA) za możliwość przeczytania tej książki dzięki akcji #booktour.

KRAWĘŻNIKOWE DZIECI – Grażyna Kamyszek
(…) Popatrz na mnie, jedną nogą stoję nad grobem i, zanim mnie przysypią chciałabym jeszcze zrobić coś dobrego dla innych krawężnikowych dzieci. Ale jest ich wokół mnóstwo. Wam nie pomogłam, zachowałam się egoistycznie (…)

Grażyna Kamyszek jest mieszkanką Ustki (latem mieszka w Barcicach). To autorka prozy polskiej, która zaczęła spełniać swoje marzenia o pisaniu i wydawaniu książek dość późno. Urodziła się w 1950 roku w Sztumie, jest kolejnym przykładem na to, że spełniać swoje marzenia można (i powinno się) w każdym wieku. Ukończyła filologię polską na UG i studia podyplomowe z bibliotekoznawstwa. Pracowała jako nauczycielka języka polskiego w Postolinie i w Ustce. Jest autorką scenariuszy i realizatorką wieczorów poetyckich przybliżających twórczość H. Poświatowskiej, E. Stachury i K. K. Baczyńskiego – wystawianych na scenie Domu Kultury w Ustce. Jest również współredaktorką wydania tomu poezji „Młode głosy” (1997), promującego twórczość młodzieży. Aktualnie przebywa już na zasłużonej emeryturze.
KRAWĘŻNIKOWE DZIECI to powieść obyczajowa z nutką dramatu i romansu.
PREMIERA KSIĄŻKI 09 WRZEŚNIA 2022

Gdy cienie przeszłości nie dają zasnąć, trzeba podjąć wyzwanie i ruszyć ich śladem, by odkryć prawdę i zmienić teraźniejszość. Pomóc może młodość, żywiołowość i… miłość.
Spotykają się dwa żywioły, roszczeniowa madame Władysława i pokrzywdzona Ksenia. Różni je prawie wszystko: wiek, uroda, zapatrywania i postrzeganie rzeczywistości. Mimo diametralnych różnic są zdane na siebie i trwają w wojennych okopach, bo każda z nich ma skonkretyzowany plan, który chce doprowadzić do końca. Buforem i jednocześnie rozjemcą zwaśnionych stron jest Bartosz. Czy uda mu się doprowadzić do rozejmu? Niebagatelne znaczenie mają enigmatyczne krawężnikowe dzieci, błąkające się w cudzych życiorysach i niepozwalające o sobie zapomnieć. To one czynią opowieść oddającą nie tylko klimat ubiegłego wieku, ale i miasteczka, gdzie mają miejsce niesamowite wydarzenia. Wpisują się we współczesne realia, wzbogacając je o ponadczasowe wartości, a zielarka Greta przepowiedniami dopełnia to, co i tak jest zapisane w gwiazdach.
Czy łatwo jest być w dobrych relacjach z drugą osobą, kiedy dzieli kilkadziesiąt lat?
Kiedyś pracowałam jako opiekunka osób starszych, między mną a moją podopieczną była różnica wiekowa ponad 60 lat. Moje początki pracy z tą panią były trudne, ale kiedy „odchodziła’ z czystym sumieniem mogłam powiedzieć, że się ze sobą zaprzyjaźniłyśmy.

Grażyna Kamyszek w tej książce również opisuje relację między młodą opiekunką i wiekową seniorką, ale to nie relacje między nimi są głównym wątkiem fabuły, chociaż odgrywają w niej dość istotną rolę.
Im człowiek starszy, tym częściej myślami wraca do przeszłości. Czasami wspomnienia są piękne, czasami bolesne, a czasami po prostu bardzo sentymentalne. I takie właśnie sentymentalne wspomnienia pojawiły się w głowie pani Władysławy, która przed śmiercią postanowiła jeszcze odwiedzić „stare kąty”. Ale czy tylko sentyment nią kierował?
Początkowe relacje między młodą, trochę zbuntowaną, a trochę skrzywdzoną zawodowo Ksenią, a dość majętną, bardzo wymagającą seniorką były nieco trudne. Ksenia traktowała pracę u starszej pani jako coś przejściowego, po drodze w dość niekonwencjonalny sposób torując sobie drogę do lepszej przyszłości wykorzystując do tego naiwność pewnego mężczyzny.
(…) Być może byłoby inaczej, gdyby jedna ze stron nieco stonowała, ale Ksenia leczyła urażoną ambicję, walcząc ze zrzuceniem z siebie opinii „ciepłej kluchy”. Natomiast pani Władysława lubiła obrażać i dokuczać, były to żywioły napędzające jej siły mentalne i fizyczne. (…)
A starsza pani zatrudniając Ksenię, przez pośrednictwo pewnego młodego człowieka od początku miała wobec dziewczyny konkretne plany.
Jakie? Oczywiście tego nie zdradzę, by byłby to spoiler, ale jak ktoś chce się tego dowiedzieć, to gorąco polecam sięgnięcie po tę książkę.
Ta powieść z jednej strony jest odrobinę zabawna, ale z drugiej bardzo wzruszająca.
Poznajemy losy dorosłych ludzi, dla których, gdy byli dziećmi, ulica, a właściwie to pewien chodnikowy krawężnik był drugim domem.

Dlaczego na nim przesiadywały? Czy dlatego, że łączyła je prawdziwa dziecięca przyjaźń, czy dlatego, że czuły się wśród rówieśników bezpieczne? Każde z tych dzieci miało swoje marzenia, a starsza pani przy pomocy swojej opiekunki próbuje te dzieci odnaleźć. Czy jej się to uda? Czy uda jej się poznać marzenia tamtych dzieci? Czy któremuś z nich marzenie się spełniło?
To książka psychologiczna. Autorka porusza w niej wiele trudnych a nawet dramatycznych wątków i przyznam szczerze, że nie jeden raz podczas czytania zakręciła mi się łza w oku.
Ciekawe, wyraziste postacie jakie stworzyła Grażyna Kamyszek są takim pozytywnym dodatkiem do fabuły. I muszę przyznać, że z pewnością nie brakuje w tej lekturze emocji, ale książki, w których tych emocji nie poczujemy… czy są warte czytania?
Autorka pisze pięknym językiem co z pewnością również wpływa na odbiór fabuły jako całości.
Przyznam szczerze, że polubiłam bohaterów, nawet dość krnąbrną Ksenię i myślę, że inni czytelnicy też ją polubią.
POLECAM tę książkę, bo jest warta przeczytania. Znajdziecie w niej i dramat, i odrobinę romansu, ale co najważniejsze, to myślę, że fabuła nikogo nie znudzi.
Dziękuję AUTORCE za cudowne, chociaż bardzo przypadkowe i spontaniczne spotkanie, na którym opowiedziała mi o tej książce. I bardzo dziękuję za książkę, którą miałam ochotę przeczytać już dawno.
EMIGRANTKA – Weronika Ilska
(…) Poczuła go, zanim go zobaczyła. Najpierw jego oczy, które tańczyły po jej plecach. Później – kroki pewne, lecz nienachalne. Był jak prawda, której nikt nie rozumiał. (…)
Weronika Ilska jest Poznanianką zafascynowaną historią swojego miasta oraz losami ludzi, którzy w czasie wojny pokazali niezwykłą siłę ducha. Do tej pory wydała dwie książki, którymi bardzo szybko zdobyła rzesze czytelniczek i czytelników i myślę, że wkrótce będzie o niej w świecie książek dość głośno.
EMIGRANTKA – to powieść obyczajowa z historią wojenną w tle.
PREMIERA KSIĄŻKI 26 CZERWCA 2026

Czy można zacząć od nowa, gdy serce wciąż pamięta melodię dawnych lat?
W barwnej Barcelonie lat dwudziestych Lina szuka ukojenia i nowego początku. U boku Diego, charyzmatycznego artysty, odkrywa świat katalońskiej bohemy – pełen wolności, sztuki i nieznanych dotąd emocji. Wszystko się zmienia, gdy na jej drodze staje rosyjski emigrant, Michaił Pietrowicz Wołkoński. Mężczyzna, przy którym Lina po raz pierwszy od dawna pozwala sobie uwierzyć, że przeszłość można zostawić za sobą. Ale są historie, które nie pozwalają o sobie zapomnieć. Wspomnienia z Polski, od których tak bardzo chciała uciec, zaczynają wracać z nową siłą, zmuszając Linę do wyboru między prawdą a życiem, które próbuje zbudować na nowo. Czy miłość i odnaleziona wolność wystarczą, gdy przeszłość upomni się o swoje? Co wspólnego z przeszłością Niny ma poznany w Barcelonie Michaił? Czy Nina wróci do Polski, czy jednak pozostanie na emigracji?
Najpierw zachwyciłam się okładką, tak, jestem książkową sroczką. Potem przeczytałam opis fabuły na tylnej okładce i już wiedziałam, że to nie będzie łatwa lektura i że MUSZĘ tę powieść przeczytać.
Historia opisana w tej powieści jest piękna chociaż bardzo melancholijna. Emocjonalnie fabuła cały czas wpędzała mnie w pewnego rodzaju nostalgię.

Styl jakim pisze Weronika Ilska jest taki, że nie można tej książki czytać szybko, bo cały czas podczas czytania trzyma czytelnika jakaś zaduma. Przynajmniej ja tak to odbierałam. Od czasu do czasu musiałam książkę odkładać na kilka chwil, aby złapać oddech. Ale przyznam szczerze, że trudno jest przerwać czytanie, bo tak bardzo historia Niny wciąga.
Tekst jest naszpikowany metaforami, które dodatkowo sprawiają, że czuje się całym sobą ciszę, tęsknotę, ból, mimo że czytamy o pięknej chociaż trudnej miłości.
Pierwsza połowa książki jest trochę dziwna, zagłębiamy się w środowisko rosyjskich arystokratów na emigracji, zagłębiamy się w ich życie i wczytujemy w sposób mówienia jaki wówczas obowiązywał. Kulturalny, pełen gracji nawet gdy ktoś nie wypowiadał się z przekazem grzecznościowym. I właśnie ten początek jest tak nostalgiczny, że momentami miałam wrażenie, że ja nie czytam, a płynę spokojnym nurtem przez tekst, pełen romantyzmu, tęsknot i tajemnic.
(…) Portret Michaiła stał przodem do gapiów. Przodem do Michaiła. Nogi Liny jakby ugrzęzły w ziemi. Serce zamarło. Oczy patrzyły tylko w to jedno oliwkowe spojrzenie, które miała przed sobą i za sobą. Michaił wiedział. Wiedział już, że jeśli ma ją kochać, nie będzie to możliwe w ciszy. (…)
W drugiej części więcej się dzieje i fabuła jakby przybiera tempa,powoli zaczynając odkrywać różne tajemnice dotyczące przeszłości głównej bohaterki. I zaczyna być w życiu Niny odważniej.
Autorka zabiera nas do Barcelony lat trzydziestych, pełnej emigrantów. Barcelony żyjącej sztuką. Ale odwiedzamy również Polskę tamtych lat, a właściwie to polską wieś, która powoli zaczyna żyć własnym życiem po odzyskaniu niepodległości.

Główna bohaterka jest kobietą mocno zranioną w przeszłości, ale dzięki przyjaźni z pewnym ciekawym artystą-fotografem nie poddaje się. Ucząc się życia na obczyźnie odkrywa swoją atrakcyjność, uczuciowość i siłę niezależnej kobiety.
I chociaż przeszłość cały czas jest dla niej bolesną zadrą w sercu to pewnego dnia postanawia stawić czoła tej przeszłości, aby zbudować przyszłość na własnych zasadach.
Czy jej się to uda? Nie będę tego zdradzała, ale myślę, że warto się o tym przekonać samemu sięgając po tę książkę.
To nie jest lektura z tych: lekka, łatwa i przyjemna, ale uważam, że jest z tych, o których się mówi „piękna”. I myślę, że fabuła tej książki na długo zostanie w mojej pamięci.
Mamy tutaj piękną, chociaż nieco trudną miłość, mamy cudownie pokazane przyjaźnie i przede wszystkim poznajemy ciekawych ludzi. Bo nie ukrywam, że moim zdaniem, dobrze wykreowane postacie w książce mają ogromny wpływ na odbiór fabuły.

POLECAM tę powieść całym sercem tym, którzy cenią sobie dobrą literaturę i potrafią docenić jak dokładną kwerendę musiała przeprowadzić autorka, aby powstała taka właśnie powieść.
Dziękuję Wydawnictwu Filia za możliwość poznania kolejnej polskiej autorki i za możliwość przeczytania tej książki dzięki współpracy barterowej w ramach akcji #LATOZFILIA






