tajemnica
CYPRYJSKIE MEZE – Jolanta Kosowska
(…) Najbardziej spodobało mi się meze. Cypryjskie meze to swoista uczta składająca się z serwowanych po sobie przystawek – od kilkunastu do kilkudziesięciu. Początkowo sałatki, sosy i sery, potem ryby i mięsa. W tym menu poszczególne przystawki nie tylko opatrzone imionami Dimitriosa i Nikolaosa, ale dodatkowo każdą z nich dedykowano komuś innemu. (…)

Jolanta Kosowska urodziła się na Opolszczyźnie i prawie całe życie związana była z Wrocławiem, Opolem i Sobótką. Jest absolwentką wrocławskiej Akademii Medycznej i studiów podyplomowych na Akademii Wychowania Fizycznego. Z zawodu jest lekarką, specjalistką w trzech dziedzinach medycyny. Od kilkunastu lat mieszka i pracuje w Dreźnie, a swój czas dzieli między pracę zawodową, podróże i pisanie powieści. Jako pisarka zadebiutowała w roku 2012 powieścią „Niepamięć”.
CYPRYJSKIE MEZE to powieść przygodowo-obyczajowa z nutką tajemnicy.
PREMIERA KSIĄŻKI 26 MAJA 2026

Ewelina jest studentką historii sztuki, jej serce bije szybciej na myśl o starożytnej Grecji. Gdy pewnego dnia pomaga w przeprowadzce osiemdziesięcioletniej pani Zofii, znajduje fotografię karty dań z cypryjskiej restauracji. Menu pochodzi z 1974 roku – czasu tureckiej inwazji na Cypr. Odkrycie natychmiast rozbudza jej ciekawość. Przed laty znaleziono je w plecaku małej dziewczynki, która w tajemniczych okolicznościach trafiła do domu dziecka we Wrocławiu. Nigdy nie odnaleziono jej rodziny. Zaintrygowana Ewelina wyrusza na wyspę, by próbować odkryć historię sprzed lat. Wśród ruin, wąskich uliczek i cypryjskich tawern natrafia na ślady zawiłej przeszłości i z pomocą Jorgosa, urzekającego Cypryjczyka, zbliża się do poznania prawdy.
Prawdy, która może na zawsze odmienić nie tylko jej spojrzenie na świat, lecz także… ją samą. Kim jest dziewczynka, która przed laty trafiła do wrocławskiego domu dziecka? Czy Ewelinie uda się odkryć tożsamość tej dziewczynki?
Z pewnych względów nigdy nie pojadę na Cypr, ale dzięki książkom, zdjęciom czy filmom mogę ten piękny zakątek świata poznać.
Tym razem na Cypr zabiera nas Jolanta Kosowska, która maluje słowami i przedstawia go w swojej książce od strony historycznej, gastronomicznej jak i przyrodniczej.

Oczami wyobraźni możemy podziwiać piękne okolice, poznawać legendy związane nie tylko z Afrodytą (chociaż imię tej bogini jest dość ważnym wątkiem tej powieści), jak i poznać ludzi mieszkających na tej trzeciej co do wielkości wyspie na Morzu Śródziemnym.
Ale fabuła tej książki to nie tylko zwiedzanie Cypru, to przede wszystkim historia pewnej pięknej przyjaźni i historia pewnej małej dziewczynki, która będąc już dorosłą kobietą nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że urodziła się na Cyprze.
Przypadkowe zdjęcie i przypadkowo znalezione menu pewnej cypryjskiej restauracji tak rozbudza ciekawość głównej bohaterki, że postanawia ona spędzić na wyspie kilka miesięcy, aby przynajmniej spróbować rozwikłać zagadkę pochodzenia adoptowanej przez polskie małżeństwo małej dziewczynki odnalezionej w dramatycznych okolicznościach.
Zagadkowa fabuła wciąga od pierwszej strony by po przeczytaniu ostatniej zapytać autorkę: jak to, to już koniec?
Ta książka to połączenie dramatu, powieści obyczajowej i przygodowej.
Autorka w cudowny sposób pokazuje jak dwie obce narodowościowo i kulturowo osoby mogą się pięknie zaprzyjaźnić. Przedstawia również przyjaźń, która potrafi tak się zakorzenić w sercach ludzi, że nie pokona jej ani czas, ani śmierć.
(…) Przekomarzaliśmy się dalej i piliśmy kawę po cypryjsku. Od czasu do czasu milczeliśmy. Ponoć milczy się tylko z przyjaciółmi. Z kimś obcym milczenie ciąży. Czyżby to, co nas łączyło, można było nazwać przyjaźnią?
Mamy w tej powieści ukazane bardzo ciepłe relacje rodzinne, więzy, których nikt nie jest w stanie rozerwać. I mam tu na myśli zarówno relację głównej bohaterki – Eweliny – ze swoją mamą i dziadkami, jak również relacje towarzyszącego jej w tej cypryjskiej przygodzie Jorgosa i jego cudownej rodziny.

Tej książki nie można czytać szybko, styl jakim pisze Jolanta Kosowska jest jak spokojna żegluga, przez tę powieść się płynie.
Całym sercem można poczuć klimat Cypru, a podróż przez fabułę dociera głębiej niż tylko do obrazów przestrzeni jakie towarzyszą Ewelinie, dociera do wspomnień mieszkających tam ludzi.
Autorka pokazuje, że rodzina to nie tylko więzy krwi, to ludzie, którzy potrafią kochać nawet wówczas, gdy nie są ze sobą spokrewnieni. Bo rodzinę stanowią ludzie, a nie genetyka czy biologia.
Ale myślę, że w życiu każdego człowieka ważne jest również to skąd wywodzą się jego korzenie, nie powinno się zapominać tego skąd pochodzimy. Ja ponad 50 lat mieszkam w Trójmieście, ale w głębi serca cały czas czuję się Ślązaczką, bo płynie we mnie śląska krew.
Tak również było z ważną dla Eweliny osobą, która nieświadoma swego pochodzenia w pewnym momencie poczuła czyja krew płynie w jej żyłach.
Wybierzcie się z bohaterami tej książki na Cypr, myślę, że zachwyci Was nie tylko przyroda i piękne opisy potraw regionalnych, ale wzruszy historia pewnej małej dziewczynki, która przez 50 lat nie była świadoma tego, że nie urodziła się Polką.
(…) Dziewczynka początkowo różniła się od innych dzieci w naszej placówce. Była dziwnie poważna, rzadko się uśmiechała, stroniła od rówieśników. Miała ciemne włosy i duże brązowe oczy. (…)
POLECAM tę książkę tym, którzy cenią sobie dobrą literaturę, lubią przeżyć w trakcie czytania dreszczyk przygody i lubią tajemnice sprzed lat.

Dziękuję Autorce za kolejną wciągającą historię, a Wydawnictwa Zaczytani dziękuję, że miałam okazję przeczytać tę książkę w ramach współpracy barterowej.
WIOSNA W CIECHOCINKU – Aneta Krasińska
(…) Przekartkowała wolumin. Wówczas jej oczom ukazało się zniszczone zdjęcie. Wyjęła je, a że wykonane było w sepii, nie oddawało w pełni kolorów, dlatego musiała się dobrze przypatrzeć. (…)

Aneta Krasińska to autorka o wielu obliczach poruszająca problemy kobiet borykających się z przeciwnościami losu. Zadebiutowała w roku 2015 powieścią „Finezja uczuć” i od tej pory wydała ponad 30 powieści. Z pochodzenia jest sochaczewianką, z wykształcenia i z zamiłowania humanistką, zakochaną w książkach. Obecnie mieszka w maleńkiej mazowieckiej wsi, gdzie bliski kontakt z naturą pozwala jej oderwać się od rzeczywistości i daje poczucie swobody twórczej. Prowadzi warsztaty pisania dla dzieci „Pisaninka”. Przez wiele lat współpracowała z lokalnym stowarzyszeniem działającym na rzecz rozwoju mieszkańców gminy Baranów.
Informacje o autorce zaczerpnięte ze strony https://anetakrasinska.blogspot.com
WIOSNA W CIECHOCINKU to drugi tom powieści obyczajowej cyklu CZTERY PORY ROKU z nutką dramatu, historii i romansu.
PREMIERA KSIĄŻKI 11 MARCA 2026

Ilona, otrzymuje skierowanie do sanatorium. Kobieta początkowo nosi się z zamiarem rezygnacji z wyjazdu, ale sfrustrowana zachowaniem córki umyka do Ciechocinka, by dać sobie, Zosi i jej ojcu czas na przemyślenie sytuacji, w której utknęli. W Ciechocinku Ilona nie potrafi się odnaleźć wśród typowych kuracjuszy i marzy o szybkim powrocie do domu. Wszystko się zmienia, gdy w jej ręce wpada stara fotografia, na której uśmiechają się do niej trzy nastolatki w przedwojennych strojach. Wspomagana przez jednego z terapeutów próbuje odnaleźć ślad dziewczyn z fotografii. Czy jej się to uda? Czy odnajdzie trzy dziewczyny, które przed wojną mimo różnych narodowości były przyjaciółkami? Czy rozłąka z córką pozwoli obu spojrzeć na życie innymi oczyma?
„Wiosna w Ciechocinku”, to druga część cyklu, ale nie jest kontynuacją pierwszej części tylko odrębną historią, którą można czytać niezależnie. Teraz jest wiosna, więc aura adekwatna do powieści, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby sięgnąć również po ZIMĘ W NAŁĘCZOWIE.
Ciechocinek to jedna z najbardziej znanych miejscowości uzdrowiskowych, są osoby, które jadą do sanatorium chętnie, ale są też takie, które w środowisku często rozrywkowo nastawionych do pobytu kuracjuszy nie potrafią się odnaleźć.
Autorka zabiera nas do tej pięknej miejscowości w dwóch płaszczyznach czasowych. Czytelnicy mogą spędzić tam czas zarówno w teraźniejszości jak i w okresie przedwojennym i wojennym.
Lubię książki z tajemnicą w tle i w dwóch ramach czasowych, w każdym bowiem okresie ludzie przeżywają podobne rozterki.
Aneta Krasińska porusza w swojej powieści dwa różne i ciekawie przedstawione wątki. Współcześnie angażuje nas w życie rodzinne i pokazuje jak niektóre dzieci radzą sobie (lub nie radzą) z rozwodem rodziców.

Córka głównej bohaterki nie do końca potrafi się pogodzić z tym, że ojciec ma nową rodzinę. Nie potrafi, a może nie chce zaakceptować partnerki ojca, a przy okazji nie potrafi również zaakceptować tego, że jej mama ma własne potrzeby i świat rodzicielski nie musi się kręcić tylko wokół zbuntowanej nastoletniej córki.
Wiele nastolatek/nastolatków myśli, że manifestując buntem swoje poglądy i swoje podejście do życia wyegzekwują uległość rodziców. Ale to chyba tak nie działa.
Ilona, moim zdaniem, jest matką trochę nadopiekuńczą, dlatego nie potrafi zbudować z córką relacji czysto przyjacielskich, a one są bardzo ważne w relacjach matka-córka.
(…) Nie miała siły dłużej trwać przy swoim. Dwa tygodnie spędzone w Ciechocinku dały jej sporą dawkę energii i sprawiły, że mogła odetchnąć. Teraz należało wracać do rzeczywistości. Najchętniej już teraz spakowałaby swoje rzeczy i wyszła bez pożegnania… (…)
Poświęcając się nastoletniej latorośli, nie potrafi czerpać radości z życia. A przecież każda matka zasługuje na odrobinę prywatności, wolności i szczęścia.
W drugiej płaszczyźnie czasowej poznajemy trzy młode dziewczyny różnych narodowości, które łączy piękna przyjaźń. Wybuch wojny to dla Polki, Niemki i Żydówki prawdziwe wyzwanie nie tylko lojalności, bo jak można utrzymywać prawie siostrzane więzy, kiedy staje się po przeciwnych stronach wojennej rzeczywistości.

Muszę przyznać, że wątek tych trzech przyjaciółek będący dopełnieniem współczesnej fabuły bardzo mi się spodobał, chociaż czytając nie mogłam momentami zapanować nad wzruszeniem. Myślę, że z tego wątku mogłaby powstać osobna powieść. Ale nie taki był zamiar autorki.
Książka wciągnęła mnie niesamowicie, a przeplatane historie sprawiły, że nie mogłam się zdecydować, czy chcę wiedzieć więcej o tym jak przebiega pobyt Ilony w sanatorium, czy chcę wiedzieć więcej jak potoczyły się losy młodziutkich mieszkanek Ciechocinka, które rozdzieliła wojna.
To książka, w której znajdziemy tajemnicę i poznamy wartość pięknej przyjaźni, a także historię jednego z największych uzdrowisk w Polsce. Ale jest to również opowieść o miłości, tej romantycznej, może odrobinę trochę nietypowej, ale też o miłości rodzicielskiej.
POLECAM tę książkę szczególnie teraz, kiedy jest wiosna, ale oczywiście można ją przeczytać o każdej porze roku.
Polecam tę lekturę osobom, które nie wiedzą, jak można spędzać czas w sanatorium, bo przecież każdy lubi go spędzać inaczej i niczyjego zachowania nie powinno się negować. Jeden lubi muzykę i tańce, inny ciszę i spokój.
Polecam tę powieść osobom, które lubią ciepłe opowieści z nutką romansu i tajemnicy.
Autorka tak pięknie maluje słowami, że poczujecie klimat uzdrowiska i poznacie smak skrajnych emocji, bo podczas czytania będą Wam towarzyszyły i radość, i złość, i wzruszenia.

Dziękuję Autorce i Wydawnictwu SKARPA WARSZAWSKA za możliwość przeczytania tej książki w ramach współpracy barterowej i przyznam się szczerze, że już czekam na kolejną część, którą będzie… „Lato w…” (wiem, ale nie zdradzę 😉).
TURNIA – Anna Klejzerowicz
(…) Po chwili drzewa zaczęły rzednąć, pojawiła się panorama: z jednej strony na Tatry, z drugiej na Zakopane. Nie miałam jednak głowy, by podziwiać widoki, szłam na spotkanie z mordercą. (…)

Anna Klejzerowicz bywa dość częstym gościem w moim świecie książek, ale tym osobom, które trafiły do mnie po raz pierwszy przedstawię tę autorkę, chociaż myślę, że jest ona znana czytelnikom lubiącym dobre kryminały. Jest gdańską pisarką, publicystką, fotografką, autorką książek kryminalnych i nie tylko. Przez wiele lat współpracowała z Teatrem Atelier im. Agnieszki Osieckiej w Sopocie jako fotografka i redaktorka publikacji teatralnych. Z wykształcenia jest mgr resocjalizacji.
Turnia to kryminał, którego fabuła umiejscowiona została w Tatrach.
PREMIERA KSIĄŻKI 18 CZERWCA 2024

W latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, w rejonie Czerwonych Wierchów bez śladu znika młoda ratowniczka górska Karolina Olszańska, będąca również artystką i dziennikarką. Po wypadku dziewczyna nie może już pracować jako ratowniczka, ale nie przeszkadza jej to w odwiedzaniu gór najczęściej jak to możliwe, bez względu na pogodę. Trzydzieści lat później w Tatry przyjeżdża Helena, siostrzenica zaginionej przed laty Karoliny, studentka dziennikarstwa, która planuje napisać artykuł o ciotce, ale żeby to zrobić musi najpierw rozwiązać tajemnicę zaginionej krewnej. Kto wie coś na temat zniknięcia Karoliny? Czy obca wśród górali dziewczyna znajdzie sojuszników, czy będzie traktowana wrogo? Jak daleko musi sięgnąć Lena, aby odkryć kto stoi za tajemniczym zniknięciem Karoliny? Czy poszukiwanie prawdy nie okaże się dla dziewczyny niebezpieczne?
Anna Klejzerowicz nie tylko lubi rozpieszczać swoich czytelników ciekawymi historiami kryminalnymi, ale lubi również zabierać ich w niesamowite miejsca.
W tej powieści autorka zabiera nas do Zakopanego i na tatrzańskie szlaki nie szczędząc pięknych opisów górskich okolic. Przy dobrze wykształconej wyobraźni jaką posiadam, z przyjemnością i wręcz zachłannością „spoglądałam” na miejsca opisane w książce.

Góry pamiętam jak przez mgłę i to raczej te niższe, kiedy jako dziecko, a potem podlotek maszerowałam w weekendy razem z moim ojcem. Niestety, chociaż tata bardzo kochał góry, nigdy nie zabrał mnie w Tatry, a Zakopane to znam jedynie z perspektywy Krupówek i kolejki tam i z powrotem na Gubałówkę.
Dzięki książce Anny Klejzerowicz miałam zatem okazję „pobyć” trochę w naszych pięknych Tatrach i poznać wiele ciekawych miejsc.
Autorka pokazuje Tatry zarówno jako cud natury, zachwycający swoim pięknem, ale również jako krainę bezlitosną i groźną nawet dla wprawionego w wędrówkach człowieka. Zmieniająca się pogoda może zaskoczyć nawet najodważniejszych i najlepszych i czytając tę książkę cały czas się zastanawiamy, czy Karolinę, młodą ratowniczkę też zaskoczyła, czy zaskoczył ją człowiek. Dziewczyna chociaż znała góry jak własną kieszeń, to w obliczu strachu i zagrożenia ze strony drugiego człowieka… w tajemniczy sposób zniknęła i ślad po niej zaginął.
(…) I znów weszliśmy w las. Lasy w górach są inne niż na nizinach. Pachną inaczej i zdaje się, że powietrze w nich stale drży, migocze. Zewsząd dobiega tajemniczy szum potoku, któremu czasem wtóruje wiatr. Magiczne organy Matki Natury. Zawsze mam wrażenie, że znajduję się w baśniowej świątyni. (…)
Główny wątek fabuły to poszukiwanie przez młodą krewną prawdy odnoszącej się do rozpłynięcia się jej ciotki, bo nie możemy jeszcze mówić o śmierci, ponieważ ciała nie odnaleziono.

I chociaż tragedia miała miejsce bardzo dawno temu, jeszcze przed przyjściem na świat Heleny to ciekawość i dążenie do odkrycia okoliczności w jakich zaginęła jej krewna wzięły górę nad wszystkim innym. Odważna i dociekliwa potrafiła dotrzeć do ludzi, którzy przed laty znali, a nawet przyjaźnili się z Karoliną. Nieświadoma szokującej prawdy Helena odkrywa, kto był tak naprawdę przyjacielem, a kto wrogiem ciotki.
Interesująca fabuła i płynnie poprowadzony wątek kryminalny z pewnością nie sprawiają, że książka jest nudna. A gdy dodamy do tego ciekawie wykreowane osobowości bohaterów i wplecione w fabułę wątki turystyczny oraz wątek historyczny odnoszący się do górali i Podhala, to możemy być pewni, że ta książka na jakiś czas nas czytelniczo zniewoli.
(…) Przesiedzieliśmy do późnej nocy. I tym razem nie rozmawiałyśmy o Karolinie, choć jej osoba ciągle powracała we wspomnieniach, wkradała się w różne poruszane przez nas tematy, nie dając za wygraną. Jakby wiedziała, że być może – jej los się dopełni. (…)
Myślę, że zachęciłam do sięgnięcia po tę lekturę. Zapraszam zatem na spacer po górach, na którym świetną przewodniczką jest autorka tej książki. Oprócz malowniczych obrazów, Anna Klejzerowicz funduje również dreszczyk emocji i garść tajemnicy.
Myślę, że czas spędzony z Leną, początkującą dziennikarką, panią Teresą, cudowną właścicielką pensjonatu, oraz kilkoma innymi osobami będzie dla wielu czasem mile spędzonym.
Polecam tę książkę nie tylko jako dobry kryminał, ale również jako powieść przygodową, w której znajdziemy również odrobinę romansu i wątków psychologicznych, które z pewnością miały wpływ na fabułę.

Dziękuję Autorce i Wydawnictwu PURPLE BOOK za kolejną ciekawą książkę i dziękuję za możliwość pobycia w naszych pięknych Tatrach i uczestniczeniu w poszukiwaniach zaginionej przed wielu laty, w dość tajemniczych okolicznościach młodej dziewczyny.
POCZTÓWKI Z PORTUGALII – Jolanta Kosowska

Jolanta Kosowska urodziła się na Opolszczyźnie i prawie całe życie związana była z Wrocławiem, Opolem i Sobótką. Jest absolwentką wrocławskiej Akademii Medycznej i studiów podyplomowych na Akademii Wychowania Fizycznego. Z zawodu jest lekarką, specjalistką w trzech dziedzinach medycyny. Od kilku lat mieszka i pracuje w Dreźnie, a swój czas dzieli między pracę zawodową, podróże i pisanie powieści. Jako pisarka zadebiutowała w roku 2012 powieścią „Niepamięć”.
Pocztówki z Portugalii, to powieść obyczajowa z dużą dawką dramatu, nutką romansu, odrobiną przygody i tajemnicy.
PREMIERA KSIĄŻKI 14 LIPCA 2021

stron 371
Olga i Konrad są parą od dłuższego czasu. Któregoś dnia Konrad poproszony o przysługę odegrania zaimprowizowanej randki pomaga siostrze przyjaciela wzbudzić zazdrość w jej byłym chłopaku. Pech jednak dopada „aktorów” spektaklu, bo dość intymną scenę zauważa Olga. Oczywiście żadne argumenty do niej nie docierają i związek rozpada się definitywnie. Konrad nie mogąc sobie znaleźć miejsca wyjeżdża za granicę, a finalnie postanawia zamieszkać w Portugalii. Olga jako dziennikarka pisząca artykuły o problemach społecznych trafia do domu terminalnie chorego chłopca. Zaprzyjaźnia się z jego matką, która sama wychowuje dziecko, ponieważ ojciec chłopca, aby podbudować finanse wyjeżdża do pracy za granicę do… Portugalii. Po kilku latach jednak, chociaż pieniądze wciąż docierają, mężczyzna zrywa całkowity kontakt z rodziną. Przychodzą tylko od czasu do czasu pocztówki z miejscowości, w której zamieszkał. Co stało się z ojcem Wojtka, dlaczego nagle zniknął z mediów społecznościowy i nie utrzymuje kontaktów z najbliższą rodziną? Pasją Olgi jest fotografika, kiedy kobieta ma wystawę w Portugalii, przypadkowo spotyka Konrada. Korzystając z okazji, że jest w pobliżu miejsca zamieszkania ojca chłopca, postanawia odnaleźć mężczyznę i zapytać, dlaczego odwrócił się od najbliższych. Czy uda jej się spotkać z ojcem Wojtka? Czy uczucie, które kiedyś łączyło Olgę i Konrada wróci i zapomniane zostaną dawne niesnaski? Co przeżyje Olga w pięknej i tajemniczej Portugalii?
Kiedy zdecydujesz się na sięgnięcie po tę książkę przygotuj się na emocje, które zdominują Cię od pierwszych stron.
Ta powieść jest nie tylko piękna, ale wprost magiczna. Dramat przeplata się z macierzyńską miłością, ciekawość z tajemniczością, nadzieja z lękiem.
Dawno mnie nikt tak nie „przeczołgał” emocjonalnie. Biorąc do ręki tę lekturę nie spodziewałam się szablonowego romansu i powieści lekkiej, łatwej i przyjemnej, ale nie spodziewałam się również takiego ogromu emocji. Autorka doskonale wie, jak poruszyć serce czytelnika.
W tej powieści mamy jakby dwa tematy przewodnie. Jednym jest miłość, szczera, gorąca, prawdziwa i… utracona, a drugim ciężka choroba chłopca.

Narracja w pierwszej osobie jest dla mnie zawsze odbiorem bardziej osobistym. Czytając tak napisaną książkę odnoszę wrażenie, że znam te osoby, siedzę blisko nich i słucham ich zwierzeń.
Jak zwykle biorąc pod uwagę książki tej autorki, świetnie wykreowani bohaterowie są tylko uzupełnieniem fabuły, ale takim bardzo ważnym i z całą pewnością nietuzinkowym.
Odbywamy ciekawą, pełną tajemnic i intrygujących opisów miejsc podróż po Portugalii. Nie ukrywam, że po każdej książce tej autorki mam ochotę spakować walizkę i pojechać w te miejsca, zobaczyć je i przeżyć być może fabułę książki na nowo.
Składam głęboki ukłon w stronę Jolanty Kosowskiej za profesjonalizm i za dogłębnie przedstawiony opis choroby. Wiedza medyczna w tym przypadku to ogromny plus. Bo nie dość, że człowiek zagłębia się w problem zdrowotny chorego bohatera, to jeszcze poznaje problemy osób opiekujących się tym chorym, a to z pewnością zbliża go do tych postaci.
„Stara miłość nie rdzewieje” – to prawda, w którą jedni wierzą, inni nie. W tej powieści powiedzenie to ma ogromną siłę przekazu, bo prawdziwe uczucie, kiedy jest silne i szczere, to wraca jak bumerang.
(…) – Żeby pójść do przodu, trzeba zamknąć za sobą wszystkie drzwi do przeszłości – wszedł mi w słowo. – Tak przynajmniej uważa Natalia. Przeszłość blokuje i ogranicza. Stwarza złudne wrażenie, że wszystko można jeszcze cofnąć i naprawić. (…)
To piękna i wzruszająca opowieść o miłościach. Tych zwykłych, namiętnych, młodzieńczych i tradycyjnych i tych trudnych, heroicznych, dla których najważniejszym jest poświęcenie się dla drugiego człowieka bez względu na efekt końcowy.
To historia bolesnej walki o życie kogoś, kogo się bardzo kocha, ale również opowieść o emocjach trudnych, przepełnionych lękiem i rozpaczą.
(…) Na zdjęciach byli zupełnie inni niż wtedy, kiedy ich poznałam – inny Wojtek i zupełnie inna Julia. Jakby choroba podzieliła ich życie na dwie części – na tę, w której czuli się szczęśliwi, i tę teraz, pełną smutku, walki, goryczy. (…)
Autorka funduje nam również ciekawe, pełne sekretów przygody, w których dominują magiczne opisy miejsc przesyconych historią, tajemnicą i często wyimaginowaną wyobraźnią.
(…) Przez moment wydawało mi się, że moje kroki rozbrzmiewają podwójnie. Jakby odbijały się echem od wilgotnej ściany mgły. To niemożliwe – pomyślałam. Kroki odbijające się echem od mgły? Zatrzymałam się. Wokół panowała idealna cisza. Ruszyłam, a te kroki ruszyły za mną, (…)
Polecam tę książkę nie tylko na lato, na wakacje. Moim zdaniem to jest jedna z tych pozycji, obok których nie powinno się przechodzić obojętnie. I chociaż wzruszenie towarzyszy w większości czasu, to z całą pewnością warto tę książkę przeczytać. Myślę, że wielu czytelników wróci do niej za jakiś czas, ja z całą pewnością wiem, że kiedyś znów wybiorę się do TEJ Portugalii i wrócę do fabuły.

Dziękuję Autorce i Wydawnictwu ZACZYTANI za możliwość spędzenia tej bardzo emocjonalnej podróży i zapraszam do przeczytania tej książki.
UŚMIECH ZIMY – Anna Rybkowska

Anna Rybkowska jest poznanianką, studiowała kulturoznawstwo WNS UAM. Jej pasją jest fotografia, podobno zepsuła już kilka aparatów. Jest zauroczona kulturą żydowską, odwiedza stare cmentarze i dawno zapomniane bożnice. Uwielbia słuchać muzyki i ma ogromny szacunek do muzyków, gdyż nuty od zawsze stanowiły dla niej zbiór równie niedostępnych sensów, co chińskie znaki czy kabała. Jako pisarka zadebiutowała w roku 2009 powieścią „Nell” wygrywając ogólnopolski konkurs wydawnictwa Red Horse na powieść kobiecą. Jest autorką takich książek jak „Jednym tchem”, „Zwolnij kochanie”, „Odszedł ode mnie” czy „Lawendowy kapelusz”.
Uśmiech zimy to współczesna powieść obyczajowa, której fabuła umiejscowiona została w jakimś odludnym zakątku Polski.
Część 1 serii ŚLADY ŻYCIA
PREMIERA KSIĄŻKI 13 PAŹDZIERNIKA 2020

stron 399
Berenika jest kobietą w średnim wieku, rozwódką mieszkającą razem ze swoimi schorowanymi rodzicami, matką dwójki dorosłych dzieci i prawie babcią. Pewnego dnia otrzymuje nieoczekiwany spadek po Maksymilianie, znanym artyście malarzu, a jej byłym kochanku, o którym niestety nie ma miłych wspomnień. Otrzymuje posiadłość w maleńkiej podlaskiej wsi, lecz aby zatrzymać spadek musi zamieszkać tam przez rok. Dostaje również tajemniczego pendrive’a z zapiskami i nagraniami mężczyzny. Berenika zostawia wszystko i przenosi się do „swojego” nowego domu. Miało być sielsko, ale okazuje się, że dom skrywa wiele tajemnic i zaczynają się w nim dziać różne dość zagadkowe rzeczy. Czy kobieta wytrwa rok w domu, który otrzymała, czy zrezygnuje ze spadku? Czy uda jej się zaprzyjaźnić z miejscowymi czy stanie się dla mieszkańców wsi wrogiem? Co takiego stało się w przeszłości Bereniki, że romans z malarzem jest przykrym wspomnieniem?
Przyznam szczerze, że jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki, ale jeżeli czas mi na to pozwoli, to chętnie sięgnę po inne jej książki, chociażby po kontynuację tej powieści.
Autorka przewiduje kolejne części, i dobrze, bo jak dla mnie historia głównej bohaterki skończyła się tak, jakby dopiero się zaczynała. Bardzo jestem ciekawa co wydarzy się w tajemniczym domu w kolejnych porach roku, bo przecież główna bohaterka ma zamieszkać w tym domu przez rok, a mamy dopiero zimę.
Książka mnie niesamowicie wciągnęła, chociaż czytając ją zdawałam sobie sprawę z tego, że jest to taka bajka – niebajka dla dorosłych. Ale prawie cały czas intrygowało mnie pytanie: czy spadek po byłym kochanku to podziękowanie za piękne chwile spędzone razem czy zapłata za coś, co kiedyś upokorzyło i skrzywdziło kobietę.
Książka napisana została w bardzo niebezpieczny dla mojego czytania sposób, bo krótkie rozdziały kusiły kontynuacją i jak zwykle było tak: jeszcze jeden rozdział i idę spać, a potem czytałam prawie do świtu, z opłakanym skutkiem następnego dnia.
(…) Czasem patrzymy, nie widząc, mówimy nie słysząc. Wędrujemy, nie wiedząc w jakim celu. I przystajemy, bo coś nas tknęło, ale nie potrafimy tego w żaden sposób określić. Tak było i tym razem. Milczenie było najbezpieczniejsze. (…)
Autorka nie pozwala na nudę, cały czas coś się dzieje i chociaż mają miejsce wydarzenia bardzo wzruszające i bulwersujące nawet, jak na przykład znalezienie w lesie przywiązanego psa, albo podrzucenie okaleczonych maleńkich kotków, to wszystko jest napisane dość lekko. Nie brakuje również sporej dawki humoru.
(…) – Najpierw mnie jakiś chłop w futrzanej czapie, jak pół stodoły, podwiózł do knajpy. Powietrze w niej, jakby same bończysławy wystąpiły do apelu. Kiedy powiedziałem, że szukam przodka, to żal im się zrobiło sieroty i podjęli trop. – Igor podszedł do stołu i wypił z kubka jakieś resztki. – Dżis! Cały dzień marzyłem o zimnej, starej kawie! (…)
Niby dom na pustkowiu, gdzieś pod lasem, gdzieś na końcu wsi, gdzie powinno być szaro, buro i ponuro, ale tak nie jest.
Ciekawi bohaterowie, cudownie wykreowani przez autorkę nie mogą zostać uznanych na nudnych czy bezbarwnych osobowościowo, bo w każdym z nich aż kipi od charakterologicznych indywidualności. I nawet tak zwane „czarne charaktery” wcale nie wydają się takie „czarne”.
I tak jak wspomniałam wcześniej, nie mogłam się oderwać od czytania i chociaż mam ustalone (przez siebie) codzienne godziny, które przeznaczam na czytanie, to przy tej powieści mocno naciągnęłam je czasowo.
(…) Po policzkach płynęły jej łzy. Ocierała dłonią raz za razem, ale nie przestały lecieć, wystarczając za cały komentarz. Wstrząsnęły nią dreszcze. Bruno przytulił ją mocno, czując, że sam zaczyna płakać. Trwali w objęciach i ciszy, aż jej ciało się uspokoiło. (…)

Cieszę się, że coraz więcej na rynku polskim jest książek, w których bohaterkami nie są piękne, młode, niezależne finansowo i mieszkaniowo trzydziestolatki, mniej lub bardziej skrzywdzone w miłości i marzące o macierzyństwie, ale kobiety z krwi i kości, które lata młodości mają już dawno za sobą. Kobiety, które walczą o siebie każdego dnia nie tylko pod względem finansowym, ale również uczuciowym. Mające odwagę zrobić coś infantylnego, za co ktoś mógłby być oburzonym.
Polecam tę książkę zarówno paniom jak panom, jest świetnym relaksem, zwłaszcza w tej obecnej, trudnej dla wielu rzeczywistości. I chociaż napisałam, że jest to taka trochę bajka – niebajka dla dorosłych, to z pewnością czeka w niej na czytelników wiele poważnych tematów. Jest namiastka thrillera, jest dramat, jest romans, jest humor i sporo emocji, czyli dla każdego coś.

Dziękuję Wydawnictwu REPLIKA za propozycję przeczytania tej książki, myślę, że gdyby mi tej lektury nie polecono nazwisko autorki nadal byłoby dla mnie nieznane. Ale teraz mogę się przyznać, że kolejne polskie nazwisko trafiło na moją listę dobrych polskich autorów.






