literatura polska
Spotkanie autorskie A.Rogoziński/M.Witkiewicz/L.Fabisińska
Jedni spędzają weekendy nad jeziorem, inni przed telewizorem, jeszcze inni owinięci ciepłym pledem na balkonie (z książką oczywiście w dłoni), a ja w ostatnią sobotę wybrałam się na spotkanie autorskie. Było to dość nietypowe spotkanie bo trzy w jednym, no i jak tu taką okazję przepuścić?
Spotkanie odbyło się na terenie Galerii Bałtyckiej, a zorganizowane było przez Księgarnię Matras. Alek Rogoziński, Magdalena Witkiewicz i Liliana Fabisińska, to są z pewnością osoby, które dostarczą człowiekowi pozytywnej energii i naładują nią na tyle, że z przyjemnością się potem o nich myśli.
Jak wiecie, Magdalenę Witkiewicz spotkałam już nie raz, byłam na kilku jej spotkaniach z czytelnikami, a najbardziej pamiętam promocję jej książki „Zamek z piasku”, która miała miejsce w piąte urodziny „Milaczka”. Trochę to zagmatwane, wiem ale kto był, ten wie o czym piszę, a kto nie był, może sobie zerknąć do wpisu jaki pozostawiłam po tej imprezie. Powieści tej pisarki dumnie stoją na mojej półce z książkami i chociaż nie przeczytałam wszystkich, które wydała, to myślę, że kiedyś to nadrobię.
Alka Rogozińskiego też już zdążyłam poznać, gościł bowiem na naszym corocznym spotkaniu „A może, nad morze z książką”. Przyznam szczerze, że zakochałam się od pierwszego czytania, to znaczy samego autora pokochałam oczywiście za jego książki, których mam ciągły niedosyt.
Lilianę Fabisińską też miałam okazję spotkać wcześniej, na spotkaniu autorskim Witkiewicz/Socha i promocji ich wspólnej książki „Awaria małżeńska”, w której to pani Liliana miała swój spory udział. Przyznam szczerze, że do tej pory przeczytałam tylko jedną z jej książek -„Córeczka„, ale już wiem, że nie ostatnią, ponieważ mam ochotę na więcej.
Wracając jednak do spotkania, przyznam Wam się szczerze, że po około półtorej godziny słuchania tego, co mieli nam do powiedzenia zaproszeni autorzy miałam lekki ból szczęki, nie pamiętam kiedy ostatni raz w ciągu tak krótkiego czasu miałam okazję do takiego szczerego i spontanicznego śmiechu. Autorzy mieli tylko jeden mikrofon i całe szczęście, bo gdyby każdy z nich miał swój oddzielny, to myślę, że trzeba by było ich porozsadzać do różnych pomieszczeń. Każdy miał coś do powiedzenia a my – czytelnicy i osoby uczestniczące w tym spotkaniu chętnie wysłuchalibyśmy każdego. Ale równocześnie tego się nie da przecież zrobić.
Na spotkaniu pojawiła się pani, która trafiła tam zupełnie przypadkowo i szczerze przyznała, że nie przeczytała dotąd żadnej książki napisanej przez obecnych autorów i zaproponowała, aby każdy z nich przekonał ją do tego, że ma sięgnąć właśnie po jego książkę. Jestem pewna, że wkrótce przeczyta przynajmniej po jednej każdego z nich, a ja już jestem przekonana, że sięgnę po najnowszą powieść Liliany Fabisińskiej „Sanatorium pod Zegarem”, bo swoją „reklamą” skutecznie mnie do niej zachęciła.
W kolejce czeka u mnie do czytania książka Alka Rogozińskiego „Jak Cię zabić kochanie” oraz książka Magdaleny Witkiewicz „Moralność pani Piontek”. Jak znam siebie, to wkrótce zawita do mnie również wspomniane wcześniej „Sanatorium pod Zegarem”.
Oczywiście jak to bywa po każdym spotkaniu autorskim, do naszych pisarzy ustawiły się kolejki czytelniczek/czytelników obładowanych książkami w oczekiwaniu na bezcenny autograf i pamiątkową fotkę. Fotek osobistych wprawdzie nie mam, ale autografy są.

A tu namawiam Magdalenę Witkiewicz na nasze tegoroczne spotkanie
A MOŻE NAD MORZE Z KSIĄŻKĄ
(chyba się udało)
Naładowana pozytywną energią mogę zacząć kolejny tydzień :)
CÓRECZKA – Liliana Fabisińska
Liliana Fabisińska urodziła się w 1971 roku i mieszka w Warszawie. Z wykształcenia jest kryminologiem, pedagogiem i dziennikarką; swoją karierę dziennikarską rozpoczęła w czasopiśmie „Na Przełaj”, następnie pracowała jako redaktor naczelna w „Filipince”. Jest również autorką sztuk teatralnych oraz autorką książek dla dzieci, młodzieży (np. seria „Amor z Ulicy Rozkosznej”) i dorosłych. Studiowała w Polsce i RPA. Za swoją twórczość otrzymała wiele nagród między innymi za sztukę „Internautka” otrzymała nagrodę w konkursie „My, młodzi XX wieku”, „Czterdziestka” – nagroda w konkursie im. Stanisława Grochowiaka, „List do Mikołaja” – nagroda Poznańskiego Centrum Sztuki Dziecka.
Wydawnictwo Filia rok 2015
stron 415
Córeczka to powieść obyczajowa, a właściwie dramat, rozgrywający się współcześnie.
Życie Agaty jest takie jak powinno być, ułożone i szczęśliwe. Agata jest osobą medialną, psychoterapeutką i ekspertką od wychowania dzieci i rozwiązywania rodzinnych problemów. Sielankę jej życia zakłóca młoda dziewczyna, która nagle zjawia się w jej domu siejąc chaos, strach i czające się gdzieś w pobliżu problemy. Pewna znajomość sprzed lat może okazać się dla Agaty koszmarem, który dotknie całą jej rodzinę. Dziewczyna natomiast pojawia się i znika. Co takiego powiedziała nastolatka, że życie znanej i cenionej psychoterapeutki zaczyna sypać się w drobny mak? Dlaczego Agata nie potrafi porozmawiać o tym ze swoim mężem, przed którym do tej pory nie miała żadnych tajemnic? Czy ich małżeństwo przetrwa tę próbę czasu? Tego oczywiście nie zdradzę, ale gorąco zachęcam do sięgnięcia po książkę, wszystkie odpowiedzi znajdziecie właśnie w niej.
Książka ma sporo stron, wydrukowana jest jak dla mnie dość małą czcionką ale nie przeszkodziło mi to, aby „skonsumować ją czytelniczo” w ciągu zaledwie dwóch dni. Czytałam zaraz po powrocie z pracy i do późnych godzin nocnych. Tak bardzo wciągnęłam się w fabułę, że trudno mi było się od niej oderwać.
Ta lektura to zbiór wszystkich emocji, jakie może człowiek zebrać w sobie. I myślę, że tylko ktoś wyjątkowo wrażliwy na problemy innych osiągnie z przeczytania tej powieści maksimum czytelniczej korzyści.
Wyjątkowo obrazowo ukazany problem wirusa HIV i jednej z najgroźniejszych chorób obecnego świata, czyli AIDS to tak właściwie główna część fabuły, ale nie tylko. W tej książce czytelnik będzie lawirował między miłością kobiety i mężczyzny, miłością macierzyńską, miłością przyjacielską i miłością marzeń. Ale to nie jest typowy romans, chociaż tej miłości i duchowej i cielesnej jest w niej sporo, to tak właściwie ta miłość jest tylko uzupełnieniem tego, o czym pisze autorka. Ta gama emocji zafundowana czytelnikowi jest sama w sobie ogromna, i tak właściwie nie wiadomo czy śmiać się czy płakać. Przyznam szczerze, że ja kilkakrotnie się wzruszyłam do tego stopnia, że zasypiając myślałam: co będzie dalej? Bałam się o główną bohaterkę, ale również bałam się o los nastoletniej Zuzy, która tak naprawdę była zbyt zagubiona w tym świecie dorosłych, że trudno było nie myśleć o niej pozytywnie.
Autorka bardzo ciekawie przedstawiła osobowości wszystkich bohaterów. Z łatwością mogłam sobie wyobrazić każdego z nich, i gdyby ktoś zdecydował się na nakręcenie filmu na podstawie tej powieści, to już mam wytypowanych aktorów.
Ta lektura nie należy do łatwych w odbiorze, dlatego, że poruszonych jest w niej kilka bardzo trudnych tematów. Ale jest to opowieść o sile i słabości jakie drzemią w każdym człowieku, o odwadze i strachu, które antagonistycznie są do siebie nastawione i o walce z własnym sumieniem.
Tak jak wspomniałam wcześniej, przeczytałam tę książkę w tempie ekspresowym i myślę, że zostanie ona w mojej pamięci na długo. I chociaż nie zakwalifikuję jej do lekkich to z pewnością mogę powiedzieć, że czyta się ją szybko i z wielkim zaangażowaniem we wszystkie wątki.
Niech nikogo nie zmyli piękna okładka, która może sugerować komedię, lekką powieść wakacyjną czy coś w tym stylu. Za tą niewinną okładką znajduje się mocna emocjonalnie i poważna fabuła.
Polecam każdemu, kto lubi powieści psychologiczne, powieści kobiece z wątkami romansowymi, a nawet osobom lubiącym zaczytywać się w powieściach przygodowych, bo… tak właściwe to właśnie nietypowa przygoda, mały epizod w życiu głównej bohaterki winny był całego zamieszania w jej późniejszym życiu.
Myślę, że to nie jest jedyna książka tej autorki, która trafiła w moje ręce. Powieść ta została zgłoszona do tegorocznego konkursu Festiwalu Pióro i Pazur, jaki corocznie odbywa się w Siedlcach; mocno trzymam kciuki za tę powieść.
KILKA PRZYPADKÓW SZCZĘŚLIWYCH – Magdalena Zimny-Luis
Magdalena Zimny-Luis urodziła się w Rzeszowie. Od ponad 20 lat mieszka w Ipswich. Zanim została pisarką, pracowała jako dziennikarka, pisująca do czasopism takich jak „Tygodnik żużlowy”, „Speedway Star”, „Evening Star”, „Żużel”, „Tempo”. W Ogólnopolskim konkursie „Pisz do Pilcha” jej opowiadanie pt „Studnia” zostało uznane za najlepsze i doczekało się druku. Po zdobyciu dyplomu rozpoczęła pracę tłumacza w Anglii. Nie tłumaczy literatury ani poezji, ale wyznania aresztantów, podejrzanych i skazanych oraz tych osób, które ich ścigają.
W 2013 roku jej książka „Pola” zdobyła nagrodę główną ufundowaną przez Miejską Bibliotekę Publiczną w Siedlcach na Festiwalu Literatury Kobiecej Pióro i Pazur w Siedlcach.
W roku 2015 jej książka „Kilka przypadków szczęśliwych” zdobyła nagrodę główną w kategorii Pazur. Pisałam o tym w jednym z wcześniejszych wpisów.
Zdjęcia z prywatnego albumu autorki bloga.
Wydawnictwo Prószyńskie i S-ka rok 2014
stron 430
Kilka przypadków szczęśliwych to współczesna powieść obyczajowa, której wątki umieszczone zostały zarówno w Polsce jak i w Anglii.
Emma, angielska policjantka, córka polskiego emigranta mieszkającego w Anglii po pewnym incydencie swojego życia postanawia poznać kraj swojego rodzica, poznać mieszkających tam krewnych i wyprowadza się do Polski. W trakcie niefortunnego zdarzenia już na początku swojego pobytu spotyka młodego człowieka, który wprowadza ją w ten nieznany dotąd świat polskiej rzeczywistości. Wiele ją zadziwia, wiele szokuje ale ogólnie stwierdza, że Polska to jest to miejsce w którym chce żyć. Jest jedną z nielicznych osób, które zamiast uciekać z tego kraju postanawiają w nim zapuścić korzenie. Czy znajdzie tam swoje miejsce? Czy znajdzie miłość, której również szuka? Jak mocno zwiąże się z krajem swoich przodków?
Książka napisana jest dość specyficznie, kilka niezależnych od siebie przypadków łączy fabułę w jedną całość. Kilka wątków łączy się w ten jeden najważniejszy. Główny wątek tej lektury dotyczący bohaterki będącej „tu i teraz”, przeplatany jest wątkiem kryminalnym, dotyczącym prowadzonego w Anglii śledztwa w sprawie zamordowania jednego z mieszkających tam Polaków. Emma wraca wspomnieniami do przypadku jaki sprawił, że jej ojciec poznał jej matkę i co zadecydowało o tym, że krótki wyjazd do Anglii zmienił się u niego w pobyt na stałe. Dodatkowo wmieszany jest jeszcze wątek prostytutki Monty Kolaczenko. Wszystko jednak jest zgrabnie ze sobą połączone.
Jest to powieść napisana z dużą dawką humoru a nawet sarkazmu. Polska rzeczywistość pokazana jest dosadnie aczkolwiek bardzo ironicznie, i tak jak główna bohaterka często nie mogła zrozumieć pewnych zachowań czy zdarzeń, tak z pewnością odbierają naszą rzeczywistość obcokrajowcy. Smutne to, że jesteśmy tak postrzegani, ale sami sobie na to zapracowaliśmy jako naród.
Lektura ta jest dość nietypowa jak na literaturę kobiecą, mało w niej dialogów i niby nie wciąga tak, że czyta się ją jednym tchem, ale trudno jest się oderwać w niektórych momentach. Niewielka ilość dialogów nie była jednak dla mnie negatywem w trakcie czytania, chociaż powszechnie wiadomo, że im więcej dialogów tym szybciej się czyta. Jeśli chodzi o słownictwo, to jest ono proste, momentami wręcz prostackie, ale bez takiego słownictwa ta książka nie byłaby tak realna.
Cieszę się, że mimo tak wielu „dziwności” naszej kultury, zachowań, obyczajów i tym podobnych, można się w tym naszym kraju zakochać. Bardzo ciekawie zostały przedstawione w tej powieści osobowości występujących w niej ludzi i tu nie mam na myśli tylko głównej bohaterki. No i ta nasza słynna polska gościnność i otwartość na obcokrajowców. 🙂
Właściwie to sięgnęłam po tę książkę z powodu okładki. Znudziły mi się już wizerunki pięknych kobiet w kapeluszach, kwiatach itp. Okładka wydała mi się na tyle ciekawa, że uwierzyłam w to, że treść również będzie ciekawa. Nie pomyliłam się.
Nie żałuję zakupu tej książki i z pewnością sięgnę kiedyś po inne dzieła tej autorki. Podoba mi się jej specyficzny styl jakim pisze. Gdyby ktoś szukał na weekend, czy na urlop lektury lekkiej to polecam. W tej powieści wielu czytelników znajdzie coś dla siebie, ponieważ jest tu wątek miłosny, jest wątek kryminalny, obyczajowy i trochę przygody, czyli „dla każdego coś miłego”.
JAK U SIEBIE – Izabella Frączyk
Izabella Frączyk urodziła się w 1970 roku w Krakowie. Jest absolwentką Akademii Ekonomicznej w Krakowie oraz Wyższej Szkoły Handlu i Finansów Międzynarodowych w Warszawie. Przez lata poświęcone pracy zawodowej zajmowała się zarządzaniem i organizacją działów sprzedaży w krajowych i międzynarodowych korporacjach, by finalnie zostać samodzielnym doradcą w zakresie tworzenia i wdrażania systemów naprawczych dla małych i średnich firm. Książki zaczęła pisać w roku 2009 i już może powiedzieć o sobie „poczytna pisarka”.
Wydawnictwo Prószyński i S-ka rok 2014
stron 405
Jak u siebie to współczesna powieść obyczajowa z gatunku literatura kobieca, w której humor przeplata się z bardzo poważnymi tematami.
Eliza jest kobietą w średnim wieku, właściwe zadowoloną ze wszystkiego, co dał jej los. Pracuje jako pielęgniarka w ekskluzywnym domu spokojnej starości, i dosłownie „kocha” swoją pracę. Jest w stabilnym związku z ukochanym mężczyzną, mieszka sobie spokojnie na warszawskiej Starówce i… tak właściwie dobrze jest jej tak jak jest. Ale… pewna mieszkanka domu seniora, jedna z ulubionych podopiecznych Elizy wywraca jej życie do góry nogami. Starsza pani postanowiła obdarować pielęgniarkę spadkiem. Na skutek zwykłej pomyłki (numeru domu, jaki rzekomo miała odziedziczyć) Eliza staje się właścicielką upadającego hotelu o niezbyt ciekawej reputacji. Po pierwszych chwilach szoku i rozpaczy, kobieta jednak podejmuje wyzwanie, ale czy uda jej się zrobić z odziedziczonej rudery w miarę porządny hotel? Czy nie załamie się w obliczu trudnych do zaakceptowania przepisów? Czy przetrwa jej związek z ukochanym? I tak właściwie kto będzie stał cały czas u jej boku i pilnował aby nie załamała się napotykając coraz to większe przeszkody?
No cóż, przyznam szczerze, że kiedy podczas czytania zorientowałam się, że bohaterką powieści jest kolejna już kobieta sukcesu, ładna, zgrabna i w wieku, który ja mam już dawno za sobą, to pomyślałam sobie, że to następna „babska” opowieść jakich ostatnio na rynku księgarskim jest zatrzęsienie. Nie podchodząc do książki z entuzjazmem, po kilku rozdziałach zauważyłam, że brnę w historię bohaterki z wielkim zainteresowaniem. Poruszył mnie wątek główny do tego stopnia, że kibicowałam bohaterce na każdym kroku, a znając większość absurdalnych przepisów typu: „droga czysta, droga brudna” chwilami miałam ochotę doradzić jej jak rozwiązać problem. Na szczęście obok Elizy była osoba, która stanowiła jakby Anioła Stróża jej nowego życia.
Jest to lektura poruszająca wiele trudnych tematów, wiele wyzwań z którymi niejedna osoba nie poradziłaby sobie, ale… jest to lektura tak pozytywnie nastawiająca człowieka do świata, że po jej przeczytaniu człowiek nabiera pewności, że nie ma spraw nie-do-za-łat-wie-nia.
Z pewnością jest to powieść, którą czyta się płynnie, szybko i lekko. Mimo występujących wątków bardzo poważnie traktujących życie. Spora dawka humoru jaka towarzyszy „tym” wszystkim problemom jest z pewnością dużym atutem tej niesamowitej historii. Nawet „ruska mafia” okazuje się ciepłym, przytulnym misiem, na którego zawsze można liczyć w potrzebie. Autorka udowadnia czytelnikom, że nawet polski kicz można wypromować na elegancję.
Siła i determinacja niektórych kobiet jest godna pozazdroszczenia i nie mam tu w tej chwili na myśli głównej bohaterki, ale bohaterki drugoplanowej. Co potrafi zdziałać wiara we własne marzenia, tego nie pozna ktoś, kto boi się nowych wyzwań.
Czasami tak właśnie się w życiu zdarza, że nagle los obdarowuje nas czymś, czego świadomie nigdy byśmy nie chcieli mieć, i tylko od nas samych zależy czy to „coś” będzie nam przysłowiową kulą u nogi, czy pozwoli być cegiełką szczęścia.
Ta powieść moim zdaniem, to cudowny antydepresyjny środek dla ludzi, którym wydaje się, że wiele rzeczy jest zbyt trudnych. To lekka, ciepła i bardzo optymistyczna opowieść, którą czyta się dosłownie jednym tchem. Spora ilość ciekawych, zwinnie wplecionych w narrację dialogów, z pewnością przyspiesza czytanie, a pokaźna dawka humoru wprawdzie wpływa na przyspieszone bicie serca, ale w tym jak najbardziej pozytywnym znaczeniu.
Dodam jeszcze, że teraz patrząc na okładkę widzę dokładne odzwierciedlenie głównej bohaterki. Tak właśnie wyobrażałam sobie Elizę.
Myślę, że nie muszę specjalnie zachęcać do przeczytania tej powieści. Jeśli chodzi o mnie, to świetnie się przy niej bawiłam, cudownie się odprężyłam i już wiem, że na tej książce nie skończę pozycji literackich tej autorki. W tym miszmaszu wątków, chyba każdy znajdzie coś dla siebie; odrobinę romansu, odrobinę sensacji, odrobinę przygody, a wszystko wymieszane sporą dawką dobrego humoru.
Spotkanie autorskie z Mariolą Zaczyńską
W piątek 22 maja byłam na spotkaniu autorskim z Mariolą Zaczyńską. Spotkanie odbyło się w bibliotece w ramach spotkań Oliwskiego Klubu Kryminału. Spotkanie poprowadziła pisarka Małgorzata Warda, którą również bardzo cenię i za osobowość i za jej cudowne książki.
Mariola Zaczyńska jest dziennikarką, pisarką i… wielką miłośniczką zwierzą. Jest również założycielką Festiwalu Literatury Kobiecej Pióro i Pazur w Siedlcach. Ma niesamowite pokłady pozytywnej energii, o czym miałam okazję przekonać się już wcześniej. Jest autorką czterech kryminałów, w których oprócz obowiązkowego wątku sensacyjnego znajdują się spore ilości humoru. Przy jej książkach czytelnik z pewnością się nie nudzi, a treść zadowala nie tylko miłośników kryminału.
Pisarka opowiadając nam o swoich książkach „zaprosiła” uczestników spotkania do swojej posiadłości w okolicach Siedlec, która ma ciekawą nazwę „Smocze pole”. Nie ukrywam, że byłam ciekawa tego miejsca, ponieważ przewinęło się ono również w książkach autorki. Jej miłość do zwierząt zaowocowała nie tylko małymi pomeraniami, które przynoszą ich właścicielce sporo dumy podczas psich wystaw, ale również kilkunastoma psimi podrzutkami, które trafiły na „Smocze Pole” na skutek interwencji. Nie ma wśród nich samych piękności, (o czym przekonaliśmy się oglądając zdjęcia) ale z pewnością mają piękne serduszka. Kilka dramatycznych opowieści o psach z pewnością poruszyło nasze serca.
Zdjęcie jednego z psiaków, którego los (i ludzie) potraktował wyjątkowo podle 🙁
Zdjęcie pozwoliłam sobie „wypożyczyć” ze strony autorki
Dzięki Marioli Zaczyńskiej poznałam nowe rasy i dowiedziałam się trochę o tych psach. I tak na przykład do tej pory nie wiedziałam, że istnieje taka rasa jak azawak. Anegdota opowiedziana przez miłośniczkę psów o przygodzie z tym właśnie psiakiem chyba wszystkich nas rozbawiła.
W książkach tej pisarki często pojawiają się nie tylko psy. W jej ostatniej książce „Kobieta z impetem” na przykład były zwierzęta dość egzotyczne, które trafiły do Polski jako zarobek dla przemytników. Kiedy przypomnę sobie jak czytałam o nich to jeszcze przechodzą mnie ciarki.
Mariola Zaczyńska to ogromny „magazyn” pozytywnej energii, którą autorka chętnie dzieli się ze swoimi czytelnikami i gośćmi spotkań autorskich. Myślę, że każdy kto zdecydował się na to spotkanie, nie wyszedł z niego znudzony.
Autorka podpisuje dla mnie (kolejną już) książkę „Gonić króliczka”, egzemplarz, który wynalazłam na Allegro i to po raz wtóry. Pierwszy „króliczek” wybiegł w mojego domu i już do mnie nie wrócił 🙁
Naładowana pozytywnie
Przeczytałam cztery książki tej autorki i z czystym sumieniem mogę je polecić, jako letnią (i nie tylko) lekturę na weekend, urlop czy ot tak dla rozrywki. Jeżeli ktoś szuka książki odprężającej, takiej która byłaby typowym antydepresantem, to serdecznie polecam książki tej autorki, z którymi już się zapoznałam i o których napisałam:




























