kobieta
WIOSNA W CIECHOCINKU – Aneta Krasińska
(…) Przekartkowała wolumin. Wówczas jej oczom ukazało się zniszczone zdjęcie. Wyjęła je, a że wykonane było w sepii, nie oddawało w pełni kolorów, dlatego musiała się dobrze przypatrzeć. (…)

Aneta Krasińska to autorka o wielu obliczach poruszająca problemy kobiet borykających się z przeciwnościami losu. Zadebiutowała w roku 2015 powieścią „Finezja uczuć” i od tej pory wydała ponad 30 powieści. Z pochodzenia jest sochaczewianką, z wykształcenia i z zamiłowania humanistką, zakochaną w książkach. Obecnie mieszka w maleńkiej mazowieckiej wsi, gdzie bliski kontakt z naturą pozwala jej oderwać się od rzeczywistości i daje poczucie swobody twórczej. Prowadzi warsztaty pisania dla dzieci „Pisaninka”. Przez wiele lat współpracowała z lokalnym stowarzyszeniem działającym na rzecz rozwoju mieszkańców gminy Baranów.
Informacje o autorce zaczerpnięte ze strony https://anetakrasinska.blogspot.com
WIOSNA W CIECHOCINKU to drugi tom powieści obyczajowej cyklu CZTERY PORY ROKU z nutką dramatu, historii i romansu.
PREMIERA KSIĄŻKI 11 MARCA 2026

Ilona, otrzymuje skierowanie do sanatorium. Kobieta początkowo nosi się z zamiarem rezygnacji z wyjazdu, ale sfrustrowana zachowaniem córki umyka do Ciechocinka, by dać sobie, Zosi i jej ojcu czas na przemyślenie sytuacji, w której utknęli. W Ciechocinku Ilona nie potrafi się odnaleźć wśród typowych kuracjuszy i marzy o szybkim powrocie do domu. Wszystko się zmienia, gdy w jej ręce wpada stara fotografia, na której uśmiechają się do niej trzy nastolatki w przedwojennych strojach. Wspomagana przez jednego z terapeutów próbuje odnaleźć ślad dziewczyn z fotografii. Czy jej się to uda? Czy odnajdzie trzy dziewczyny, które przed wojną mimo różnych narodowości były przyjaciółkami? Czy rozłąka z córką pozwoli obu spojrzeć na życie innymi oczyma?
„Wiosna w Ciechocinku”, to druga część cyklu, ale nie jest kontynuacją pierwszej części tylko odrębną historią, którą można czytać niezależnie. Teraz jest wiosna, więc aura adekwatna do powieści, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby sięgnąć również po ZIMĘ W NAŁĘCZOWIE.
Ciechocinek to jedna z najbardziej znanych miejscowości uzdrowiskowych, są osoby, które jadą do sanatorium chętnie, ale są też takie, które w środowisku często rozrywkowo nastawionych do pobytu kuracjuszy nie potrafią się odnaleźć.
Autorka zabiera nas do tej pięknej miejscowości w dwóch płaszczyznach czasowych. Czytelnicy mogą spędzić tam czas zarówno w teraźniejszości jak i w okresie przedwojennym i wojennym.
Lubię książki z tajemnicą w tle i w dwóch ramach czasowych, w każdym bowiem okresie ludzie przeżywają podobne rozterki.
Aneta Krasińska porusza w swojej powieści dwa różne i ciekawie przedstawione wątki. Współcześnie angażuje nas w życie rodzinne i pokazuje jak niektóre dzieci radzą sobie (lub nie radzą) z rozwodem rodziców.

Córka głównej bohaterki nie do końca potrafi się pogodzić z tym, że ojciec ma nową rodzinę. Nie potrafi, a może nie chce zaakceptować partnerki ojca, a przy okazji nie potrafi również zaakceptować tego, że jej mama ma własne potrzeby i świat rodzicielski nie musi się kręcić tylko wokół zbuntowanej nastoletniej córki.
Wiele nastolatek/nastolatków myśli, że manifestując buntem swoje poglądy i swoje podejście do życia wyegzekwują uległość rodziców. Ale to chyba tak nie działa.
Ilona, moim zdaniem, jest matką trochę nadopiekuńczą, dlatego nie potrafi zbudować z córką relacji czysto przyjacielskich, a one są bardzo ważne w relacjach matka-córka.
(…) Nie miała siły dłużej trwać przy swoim. Dwa tygodnie spędzone w Ciechocinku dały jej sporą dawkę energii i sprawiły, że mogła odetchnąć. Teraz należało wracać do rzeczywistości. Najchętniej już teraz spakowałaby swoje rzeczy i wyszła bez pożegnania… (…)
Poświęcając się nastoletniej latorośli, nie potrafi czerpać radości z życia. A przecież każda matka zasługuje na odrobinę prywatności, wolności i szczęścia.
W drugiej płaszczyźnie czasowej poznajemy trzy młode dziewczyny różnych narodowości, które łączy piękna przyjaźń. Wybuch wojny to dla Polki, Niemki i Żydówki prawdziwe wyzwanie nie tylko lojalności, bo jak można utrzymywać prawie siostrzane więzy, kiedy staje się po przeciwnych stronach wojennej rzeczywistości.

Muszę przyznać, że wątek tych trzech przyjaciółek będący dopełnieniem współczesnej fabuły bardzo mi się spodobał, chociaż czytając nie mogłam momentami zapanować nad wzruszeniem. Myślę, że z tego wątku mogłaby powstać osobna powieść. Ale nie taki był zamiar autorki.
Książka wciągnęła mnie niesamowicie, a przeplatane historie sprawiły, że nie mogłam się zdecydować, czy chcę wiedzieć więcej o tym jak przebiega pobyt Ilony w sanatorium, czy chcę wiedzieć więcej jak potoczyły się losy młodziutkich mieszkanek Ciechocinka, które rozdzieliła wojna.
To książka, w której znajdziemy tajemnicę i poznamy wartość pięknej przyjaźni, a także historię jednego z największych uzdrowisk w Polsce. Ale jest to również opowieść o miłości, tej romantycznej, może odrobinę trochę nietypowej, ale też o miłości rodzicielskiej.
POLECAM tę książkę szczególnie teraz, kiedy jest wiosna, ale oczywiście można ją przeczytać o każdej porze roku.
Polecam tę lekturę osobom, które nie wiedzą, jak można spędzać czas w sanatorium, bo przecież każdy lubi go spędzać inaczej i niczyjego zachowania nie powinno się negować. Jeden lubi muzykę i tańce, inny ciszę i spokój.
Polecam tę powieść osobom, które lubią ciepłe opowieści z nutką romansu i tajemnicy.
Autorka tak pięknie maluje słowami, że poczujecie klimat uzdrowiska i poznacie smak skrajnych emocji, bo podczas czytania będą Wam towarzyszyły i radość, i złość, i wzruszenia.

Dziękuję Autorce i Wydawnictwu SKARPA WARSZAWSKA za możliwość przeczytania tej książki w ramach współpracy barterowej i przyznam się szczerze, że już czekam na kolejną część, którą będzie… „Lato w…” (wiem, ale nie zdradzę 😉).
CYNAMONOWE ŚWIĘTA – Paulina Wysocka-Morawiec
(…) Było już ciemno, a latarnie zdobiły świąteczne iluminacje. W sklepach błyszczały lampki i ozdoby, a pod urzędem gminy postawiono wielką choinkę, która obwieszona była setkami kolorowych bombek emanujących wewnętrznym blaskiem. (…)
Paulina Wysocka – Morawiec urodziła się w 1990 roku w Tarnowskich Górach. Przez pewien czas szukała swojego miejsca na świecie, aż znalazła je w barwnej wsi pod Częstochową i tam zapuściła korzenie. Żona, dumna mama duetu uroczych psotnic, książkoholiczka, prowadzi blog www.milosniczkaslow.pl, w którym dzieli się zarówno informacjami o swoich książkach jak i o tych przeczytanych. Jest autorką kilku książek i opowiadań. Niestrudzenie próbuje pogodzić dom, pracę i pasję, choć czasem wydaje jej się, że bawi się przy tym w Don Kichota, a pisanie to jedyna rzecz, która pomaga jej nie zwariować. Jest również laureatką Turnieju Jednego Opowiadania organizowanego przez OPK Gaude Mater w Częstochowie oraz Koło literackie Anafora. Publikowała opowiadania w Częstochowskim Magazynie Literackim GALERIA. Jako pisarka zadebiutowała w roku 2020 powieścią „Bez zobowiązań”.
CYNAMONOWE ŚWIĘTA to romans świąteczny z nutką erotyki.
PREMIERA KSIĄŻKI 04 LISTOPADA 2025

Joanna jest młodą matką, prawie rozwódką i właścicielką małej cukierni. Będąc w separacji z toksycznym mężem, który stara się usilnie jej udowodnić, że bez niego zginie, całkiem dobrze radzi sobie w nowo otwartej cukiernio-kawiarni. Siedmioletniego syna wychowuje z pomocą rodziców, którzy po odejściu Asi od męża przyjęli ją pod swój dach. W wyniku anonimowego donosu spada na nią kontrola z sanepidu, która kończy się dosyć niespodziewanym wypadkiem z deskorolką, mąką i przystojnym inspektorem w roli ratownika. I tak jak niespodziewana była wizyta Sanepidu, tak zaczyna się znajomość z inspektorem, która obojgu da nadzieję na szczęście, choć nie obędzie się bez komplikacji. Szczególnie mieszać w życiu Joanny będzie były mąż kobiety. Czy Asi uda się doprowadzić do tego, żeby mąż wreszcie dał jej spokój? Jak rozwinie się znajomość z przystojnym inspektorem? I czy syn Asi będzie zadowolony ze znajomości mamy z nowo poznanym panem?
Z twórczością Pauliny Wysockiej-Morawiec zetknęłam się po raz pierwszy i mam nadzieję, że nie ostatni.
Jej świąteczna książka jest typowym romansem ze sporą dawką emocji i… erotyzmu 😉 Przyznam szczerze, że pierwszy raz spotkałam się w tego typu powieści z tak dokładnym przekazem romansu, w którym aż kipi od erotyki. Nie przeszkadzało mi to jednak w odbiorze fabuły, a zdecydowanie dodawało powieści odrobiny pikanterii.

Jak to bywa w wielu powieściach świątecznych jest ona, on i nagle wybucha gorąca miłość. I ona i on są po przejściach, które dość mocno zaważyły na ich przyszłym podejściu do płci przeciwnej chociaż oboje postanowili zaryzykować. A, że serce nie sługa a ciało nie wata bardzo szybko zmaterializowało się w tej przypadkowej znajomości uczucie.
Autorka porusza w swojej powieści kilka trudnych a zarazem ważnych tematów, które stanowią jakby tło dla rozpalającej się miłości dwojga zranionych w życiu osób, a wszystko odbywa się w czasie zbliżających się świąt.
Jednym z wątków, który mnie poruszył to było zachowanie ex-męża głównej bohaterki. Człowieka uzależnionego od toksycznych rodziców, władczego i bardzo zazdrosnego o to, że była żona, będąca przez lata na jego utrzymaniu, kimś w rodzaju niewolnicy męża i teściów, potrafiła stanąć na własnych nogach, odnieść sukces zawodowy i nadzwyczajnie w świecie być do tego szczęśliwą.
To do czego się ten mężczyzna posuwał było dość niewiarygodne, ale napędzany złością i zazdrością zdolny był dosłownie do wszystkiego, nawet do manipulacji uczuciami własnego syna.
Innym dość powszechnie widzianym wątkiem była bardzo toksyczna relacja między matką a synem, świetnie obrazująca te wszystkie niezbyt pochlebne kawały o teściowych. No cóż, są niestety matki, które chciałyby układać i kontrolować życie swoich synów nawet wówczas, gdy oni są już dorosłymi facetami. W takich przypadkach synowa lub potencjalna kandydatka na synową nie może być osobą tolerowaną przez rodzinę.
Ale na szczęście są i mądrzy rodzice, którzy są gotowi nieść pomoc i wsparcie w każdej sytuacji. Tacy, którzy nie wytykają popełnionych błędów, ale przytulą i wesprą dobrym słowem, kiedy ich dziecku powinie się w życiu noga. I takich właśnie cudownych rodziców miała Joanna.

I jeszcze dodam słowo o ojcostwie. Czy prawdziwym ojcem jest ten biologiczny, którego dziecko niewiele obchodzi, czy ten „przyszywany”, który potrafi być z dzieckiem szczery i traktować to „obce” dziecko jak równego sobie?
Ta powieść jest bardzo świąteczna, na wspomnienie wypieków (szczególnie cynamonowych ślimaczków) których w tej historii nie brakuje aż szaleją moje ślinianki.
Jest tutaj wszystko co powinno być w książce tego typu: jest śnieg i pachnące cynamonem ciasto przygotowywane z sercem, są karpie w dość drastyczny sposób przygotowywane do kolacji wigilijnej 😉 i są śląskie makówki, które u mnie obowiązkowo znajdują się w menu świątecznym, a na które przepis znajdziecie na końcu książki. I przyznam się szczerze, że w tym roku nie zrobię ich do wielkiej szklanej miski, ale tak jak zaproponowała Joanna klientom w swojej małej cukierni. A jak? Sięgnijcie po książkę to się dowiecie.
(…) Już po przekroczeniu progu w nos uderzał zapach zupy grzybowej, pierników i cynamonu. W radiu leciały kolędy, a wszyscy, choć zapracowani, wyglądali na spokojnych i szczęśliwych. (…)
To powieść lekka, łatwa i przyjemna chociaż nie brakuje w niej (jak wspomniałam wcześniej) trudnych tematów. Ale ogólnie jest zabawnie i… trochę erotycznie 😉

Dziękuję Wydawnictwu REPLIKA za możliwość przeczytania tej książki w ramach współpracy barterowej i poznania kolejnej polskiej autorki. Książka jest pięknie wydana, z cudnie barwionymi brzegami i myślę, że świetnie nadaje się na prezent pod choinkę.
POLECAM GORĄCO.
***Cytaty pochodzą z książki CYNAMONOWE ŚWIĘTA wydawnictwa REPLIKA***
POLSKA PIELĘGNIARKA – Leah Moyes
(…) Kilka razy w moim krótkim życiu znalazłam sposób na emocjonalne oderwanie się od tego, czego byłam świadkiem lub czego sama doświadczałam. Ta metoda przetrwania zaczęła się niedługo po okupacji niemieckiej. (…)
Leah Moyes studiowała antropologię i historię. Jest uznaną autorką kilkunastu powieści, w tym nagradzanej serii „Berlin Girl” i jej prequela „Polska pielęgniarka”. Między pisaniem a wykopaliskami archeologicznymi, świat jest jej placem zabaw. To tyle ile udało mi się znaleźć informacji o tej autorce.
Polska pielęgniarka to powieść z historią wojenną w tle poruszająca między innymi temat Lebensborn.
PREMIERA KSIĄŻKI 08 KWIETNIA 2025 – WYDAWNICTWO REPLIKA

Jest rok 1941 kiedy szesnastoletnia Aleksandra wychodząc do szkoły, nie zdaje sobie sprawy, że nigdy już nie wróci do domu. Wraz z innymi błękitnookimi blondynkami, wybranymi spośród uczennic, zostaje wywieziona ciężarówką w nieznanym kierunku. Dziewczęta słyszą tylko często powtarzane, nieznane im słowo: Lebensborn. Po drodze konwój zostaje zbombardowany. Nie wszystkie z zabranych z łódzkiej szkoły dziewcząt przeżyją bombardowanie, ale te cudem uratowane, zdane same na siebie, muszą przetrwać na wrogiej, niemieckiej ziemi. Dzięki pomocy młodego niemieckiego żołnierza – dezertera, docierają do Drezna, gdzie pomocy udzielają im przypadkowo napotkani ludzie. Aleksandra zostaje pielęgniarką w szpitalu. Udając Niemkę ma świadomość, że w każdej chwili może zostać zdekonspirowana. Dzięki znajomości kilku języków i szybkości uczenia się, szybko zdobywa zaufanie personelu i pacjentów. Kiedy na Drezno padają naloty dywanowe, dziewczyna wraz ze swoimi opiekunami i jedną z najbliższych jej innych dziewczyn uciekają z palonego miasta. Trafiają do Lipska, gdzie Aleksandra poznaje amerykańskiego, czarnoskórego żołnierza i początkowa nienawiść do aliantów zamienia się w pełne namiętności uczucie. Czy Aleksandrze uda się wrócić do Polski? A może po wojnie zamieszka w Ameryce u boku poznanego w Lipsku chłopaka? Jak Niemcy potraktowali polskie dziewczyny, czy okazali im jawną wrogość, czy wręcz przeciwnie, zaopiekowali się nimi?
Kiedy zobaczyłam w opisie książki słowo „Lebensborn” wiedziałam, że muszę tę książkę przeczytać. I chociaż w fabule jest jedynie krótka wzmianka o tej organizacji, to muszę przyznać, że lektura bardzo mnie wciągnęła. Po napisaniu książki „Pamięć dla Heleny” temat Lebensborn stał mi się bardzo bliski i muszę przyznać, że warto sięgnąć informacji o nim, ponieważ wciąż wiele osób nie ma pojęcia o tym niemieckim programie.
(…) Przez chwilę starałam się przetrawić wszystko to, co powiedział Günter. Teraz to miało sens: badanie, specjalne paszporty, sztywne zasady dotyczące kontaktów z żołnierzami, rozmowa o Berlinie – miałyśmy zostać wykorzystane do rodzenia niemieckich dzieci. (…)

Historia Aleksandry jest dość nietypowa jak na realia wojenne, ale kto z nas wie, co działo się poza granicami Polski w czasie trwania drugiej wojny światowej.
Autorka w ciekawy sposób ukazuje Niemców zarówno oddanych ideologii nazistowskiej jak i tych, którzy jej nie popierali. Przedstawia również oddanie pracy w szpitalu, kiedy pacjentami bywali zarówno rodacy jak i teoretyczni wrogowie Rzeszy.
Główna bohaterka jest zwyczajną polską dziewczyną, ale jej odwaga, determinacja i opiekuńczość to z pewnością atuty jej osobowości.
Wojna pokazana w tej książce to głównie działania na terenie Niemiec. Podejście niemieckich żołnierzy do cywilów, skutki działań wojennych skierowane przeciwko wszystkim, zwłaszcza cywilom po zdobywaniu przez aliantów niemieckich miast i nienawiść obu stron do ludzi stojących po przeciwnych stronach.
Tyle się mówi o niemieckich obozach zagłady, o agresji niemieckich żołnierzy, a tak właściwie mało kto zastanawia się nad tym co musieli przejść Niemcy, którym ta wojna nie była mile widziana.
(…) W świetle księżyca i gwiazd widać było kontury samolotów. W oddali słychać było kolejne eksplozje – to była druga fala bombowców. „Nie przestaną, dopóki w Dreźnie nie zostanie kamień na kamieniu. Nikt nie przeżyje tego nalotu”. (…)

Drezno i opis jego zbombardowania skojarzyły mi się z Gdańskiem, miastem, które tak samo jak Drezno prawie przez cały okres konfliktu zbrojnego nie odczuło zbytnio tej wojennej zawieruchy, a zostało przez aliantów zrównane z ziemią tylko dlatego, że było niemieckie. Czym zawinili mieszkający w nim ludzie, czy tylko tym, że byli takiej a nie innej narodowości?
Pięknie pokazane w książce jest również rodzące się uczucie młodej Polki (z powodu sytuacji w jakiej się znalazła uchodzącej jako Niemka) i młodego amerykańskiego czarnoskórego żołnierza. Pozorni wrogowie potrafili odnaleźć w sobie pokłady czułości, chociaż przez kilka krótkich chwili mogli zapomnieć o działaniach wojennych i powojennych a skupić się na sobie i na tym co w normalnym czasie przeżywają młodzi ludzie.
Autorka równie pięknie przedstawiła przyjaźń między polską dziewczyną, a niemieckim żołnierzem. Przyjaźń nie uznającą wrogości jaką próbowali wszczepić im przywódcy państw. Przyjaźń czystą, bezinteresowną i szczerą.
Muszę przyznać, że powieść ta naładowana jest skrajnymi emocjami, to powieść o tym, jak daleko sięga nienawiść i do czego zdolny jest człowiek, kiedy instynkt i determinacja pozostają jedyną nadzieją na przetrwanie.
Bardzo zaskoczyło mnie zakończenie. Czy książka skończyła się dobrze, czy nie po myśli czytelnika przekona się tylko ten, kto sięgnie po tę lekturę.

POLECAM ją GORĄCO, szczególnie osobom lubiącym powieści z historią wojenną w tle. To opowieść pełna dramatyzmu, ale i nadziei rodzących się w trudnych czasem wręcz ekstremalnych sytuacjach. To połączenie dramatu wojennego i romansu. To z jednej strony historia bolesna, ale z drugiej ciepła i pełna empatii drzemiącej w ludziach. To powieść o miłości i bolesnych rozstaniach, ale to również opowieść o pięknych przyjaźniach i zaufaniu do drugiego człowieka.
Fabuła książki to wojna przeżyta przez młodą Polkę w odległym od jej miejsca zamieszkania niemieckim mieście, wśród ludzi równie przyjaznych jak najbliższa rodzina, chociaż również osób, które widziały w niej jedynie wroga Rzeszy.
Mnie ta powieść bardzo się podobała, więc myślę, że i innym się spodoba.

Dziękuję Wydawnictwu REPLIKA, że mogłam poznać twórczość tej autorki i dziękuję, że mogłam przeczytać jej książkę w ramach współpracy barterowej.
KOBIETA O BIAŁYCH OCZACH – Sylwia Trojanowska
(…) – To ja, Gaja. Na rękach ty u mnie. Nie boić się, nie boić. Sofijka – powiedziała łagodnie staruszka z czułością tak wielką, że dziewczynka, słysząc nagle własne imię, odważyła się na nią zerknąć. A kiedy to zrobiła, tamta uśmiechnęła się serdecznie, ukazując siateczkę zmarszczek przy oczach i równiusieńkie zęby (…)

Sylwia Trojanowska urodziła się w 1974 roku. Razem z mężem i synem mieszka w Szczecinie. Jest niepoprawną optymistką, pasjonatką pozytywnego myślenia i cieszenia się każdą chwilą. Wielbicielka podróży dalekich i tych całkiem bliskich. Uwielbia góry, obcowanie z przyrodą, muzykę filmową i dobrą herbatę (w dużych ilościach!). Kiedy nie pisze, spełnia się jako trener biznesu i coach. W swoim dorobku pisarskim ma takie książki jak „Wigilijna przystań”, „A gdyby tak…”, trylogię, w skład której wchodzą „Sekrety i kłamstwa”, „Prawdy i tajemnice”, oraz „Powroty i wspomnienia”.
Kobieta o białych oczach to dramat obyczajowy z historią w tle. To kontynuacja Córek czarnego munduru, która domyka wątki.
PREMIERA KSIĄŻKI 07 MAJA 2025

Trwa druga wojna światowa. W głębokim lesie Gaja – kobieta o białych oczach, pewnego dnia znajduje kilkuletnią dziewczynkę i zabiera ją do swojej chaty. Nie wie co wydarzyło się w życiu dziecka i dlaczego mała zagubiła się w lesie bo dziewczynka nie mówi. Gaja otacza ją opieką, ukrywając przed całym światem. Bo ktoś tak chciał. Tajemniczy On kazał jej też uciekać przed czerwonym piekłem pełznącym ze wschodu. Wojna jednak kieruje się swoimi zasadami i lubi krzyżować ludziom plany, a dla Gai kończy się wyjątkowo dramatycznie. Kiedy wojna się kończy, Hanna i Roman – będący dotąd robotnikami przymusowymi nie potrafią się cieszyć, i chociaż teraz wreszcie mogą żyć jak wolni ludzie, to ich serca rozdziera ból, bo stracili ukochaną córeczkę. Pewnego dnia na ich drodze staje biała wilczyca, która prowadzi ich do domu, w którym przebywa sama mała, chora i wystraszona dziewczynka. Czy zastąpi im ona utraconą córeczkę? Kim jest dziecko nie potrafiące mówić po polsku? Jak potoczą się losy Hanny i Romana, czy po wojennej zawierusze znajdą swoje miejsce w okaleczonym kraju?

Książki Sylwii Trojanowskiej czytam jednym tchem, to lektury z tych nieodkładanych i niezapominanych. Po przeczytaniu „Córek czarnego munduru”, książki, której zakończenie bardzo mnie zszokowało nie mogłam się już doczekać kontynuacji.
Ta książka to opowieść pełna bólu i ciepła jednocześnie. To historia tak niesamowita, że trudno sobie wyobrazić, aby mogła zakończyć się inaczej. Ale i tu – myślę – zakończenie zaskoczy wielu.
W swojej powieści autorka przedstawia nam zarówno świat brutalny, pełen nienawiści, śmierci i strachu jak i świat pełen ciepła, wiary w drugiego człowieka, świat nadziei, pełen empatii i miłości.
Ale mamy tutaj również namiastkę wiary w istoty nadprzyrodzone, takim przykładem jest biała wilczyca, która pojawia się na drodze ludzi. Ten wątek wprowadza w fabułę odrobinę tajemniczości i przyznam szczerze, że bardzo mnie on zaintrygował.
(…) I wówczas ją dostrzegła. Wilczycę. Który to raz widziała ją podczas samotnej drogi? Czy była to ta sama wadera? Czy…? Sofia stanęła jak wryta, a potem ruszyła do furtki i krzyknęła: Gaja? Czy to ty? Gaja? (…)

Polubiłam Gaję, samotną starszą kobietę o białych oczach i polubiłam Sofię/Zosię, a białą wilczycę wprost pokochałam. Zjawia się ona w fabule zaledwie kilka razy, ale pojawienie się jej niesie ze sobą spokój i nadzieję.
Autorka pokazuje życie w powojennej Polsce, w której po latach niemieckiego terroru ludzie muszą na nowo uczyć się żyć. Uczyć się zaufania do drugiego człowieka i zapominania o nienawiści.
Ale pokazuje również życie, którego zmorą są teoretyczni „wyzwoliciele”, a może raczej nazwijmy ich zdobywcami, którym wydaje się, że wolno im wszystko, którym prostactwo i alkohol przesłaniają obraz człowieczeństwa stwarzając z nich potworów.
Z pewnością życie w takiej Polsce nie było łatwe ani dla przesiedleńców, ani dla imigrantów, ani tym bardziej dla pozostałych w Polsce ludzi pochodzenia niemieckiego czy zbrukanych przez „wyzwolicieli” kobiet, które nowe życie często musiały rozpoczynać z traumą przeżytych upokorzeń.
(…) Chciałby mieć w sobie tyle siły i odwagi, by podejść do niego i przerwać to okrucieństwo. Ale nie miał. Nie mógłby się zdobyć na taki heroizm, bo nie był sam, miał rodzinę, której życie stanowiło dla niego największą wartość, i wiedział też, co mogłoby się stać, gdyby okazał sprzeciw wobec Rosjan, wyzwolicieli narodu polskiego. (…)
Często wojna zabierała ludziom wszystko, zarówno to co materialne jak i to co nosili w sercu i musieli zacząć swój nowy świat budować od nowa.
Los małej niemieckiej dziewczynki nie potraktował ulgowo, trauma pewnego wydarzenia sprzed lat, które częściowo wyparła z pamięci mocno naruszyła jej psychikę i kto wie co by się z nią stało, gdyby nie przypadek, który sprawił, że na jej drodze stanęli dobrzy ludzie, najpierw kobieta o białych oczach i tajemniczy mężczyzna, a później polskie małżeństwo, które nie zobaczyło w niej wroga, a jedynie zagubione w brutalnym świecie dorosłych dziecko.
To piękna książka o przyjaźni, nadziei i empatii, w której nie brakuje jednak scen mrożących krew w żyłach.
To historia, która mogła się wydarzyć i kto wie, czy kiedyś… gdzieś… się nie wydarzyła.
A zakończenie? Zakończenie jest tak zaskakujące, że mam ochotę zawołać: Autorko! I co dalej?!
Polecam tę książkę całym sercem, bo wiem, że jej fabuła zostanie ze mną na długi czas.
Bardzo dziękuję Autorce, oraz Wydawnictwu MARGINESY za możliwość poznania Gai i Sofi i za to, że mogłam przeczytać książkę w ramach współpracy barterowej. Sięgnijcie po te książki koniecznie. Córki czarnego munduru i Kobieta o białych oczach nie pozwolą Wam na nudę sprawiając, że nie będziecie się mogli od książek oderwać.
PANNY NA WYDANIU. SAGA WARSZAWSKA. – Katarzyna Maludy
(…) Panny na wydaniu. Już czuło się atmosferę rywalizacji, zawoalowanej wojny podjazdowej, strachu i nadziei, Każda z matek czy opiekunek starała się szacować szansę swoich podopiecznych. Czy będą miały powodzenie, czy spędzą ten bal stojąc smętnie u ich boku? Czy to dziś spotkają tego kogoś, kto niedługo potem zawita w ich domu z prośbą, by mógł tam gościć częściej? (…)
Katarzyna Maludy lubi podróże, ale wędrówki tylko w przestrzeni jej nie wystarczają. Z wykształcenia jest polonistką i historyczką. Do niedawna dobrze się czuła w Warszawie, teraz uczy się kochać Wielkopolskę i Poznań. Prywatnie to mama i babcia. Uważa się za mola książkowego, ale zakochana jest również w fortepianie.
Panny na wydaniu, to pierwsza część Sagi Warszawskiej, połączenie romansu z powieścią obyczajową i dużą dawką historyczną.
Hrabia Hieronim Żarski znakomicie potrafił zarządzać ziemskimi majątkami, które powierzyły mu w opiekę rodziny Walewskich i Łączyńskich. Nie potrafił jednak zupełnie radzić sobie z kobietami, a tu aż dwie zwaliły mu się na głowę i ściągnęły kłopoty: panna Florentyna Glińska jest prekursorką feminizmu, przybyła z Paryża, by zorganizować pogrzeb sławnej Marii Walewskiej. Okazało się też, że rodzona córka hrabiego, Helenka, którą chciał umieścić w klasztorze, by zapewnić jej spokój i godne życie, musi wyjść za mąż, by odziedziczyć majątek. Cały ten chaos to zbyt trudne zadanie, by uczciwy, pracowity i prostoduszny hrabia Hieronim sobie z nim poradził. Na szczęście nie był z tym sam. Czy zarządca ziemski ugnie się przed miłością jaka spotka jego córkę? A może sam wpadnie w jej uniesienie? Czy jakaś kobieta sprawi, że oprócz pracy ważne stanie się dla hrabiego również coś innego, coś bardziej uduchowionego?
PREMIERA KSIĄŻKI 07 MAJA 2024

Po książki z historią w tle sięgam z ogromną przyjemnością, od zawsze ciekawią mnie losy nie tylko Polski. A jeżeli bohaterką jest kobieta radząca sobie w życiu, to tym chętniej w taką fabułę się zagłębiam.
Nie miałam jeszcze okazji przeczytać żadnej książki tej autorki, ale już wiem, że chętnie sięgnę po dalsze części SAGI WARSZAWSKIEJ.

Akcja powieści toczy się w Kiernozi, Walewicach i Warszawie. Autorka bardzo obrazowo pokazuje, jakie zmiany zachodziły w Polsce w pierwszym dwudziestoleciu XIX wieku. Towarzysząc bohaterom czytelnik ma okazję odbyć spacer po Ogrodzie Saskim, który zniszczony podczas insurekcji kościuszkowskiej zmieniał się z francuskiego ogrodu w park w stylu angielskim, a w akcję powieści wplecione są różne wydarzenia historyczne.
Fabuła książki odnosi się do wydarzeń w XIX wieku, kiedy dominacja Napoleona w Europie była dość znaczna, co oczywiście było na rękę Rosji będącej wówczas polskim zaborcą.
W tle wydarzeń dnia codziennego dworu w Kiernozi, autorka przybliża czytelnikom koszmar wojenny, a w szczególności dramatyczną niewolę jednego z bohaterów, który po klęsce pod Berezyną trafił jako jeniec pod rządy okrutnego Rosjanina.

Życie ówcześnie żyjących ludzi, nawet w dobrze sytuowanych dworach nie należało do lekkich i przyjemnych. Zwyczaje ogólnie przyjęte, szczególnie te dotyczące wychowania córek tak aby były dobrą partią dla potencjalnego kandydata na męża nie wszystkim się podobały.
Młoda Helenka Żarska oddana do klasztoru mogła spędzić życie w zamknięciu i pod srogą władzą siostry przełożonej według której nawet niewinny uśmiech był ciężkim grzechem karanym chłostą. Na szczęście ciotka dziewczyny zapisała w spadku majątek zarządzany dotychczas przez ojca Heleny przekazując ścisłe wytyczne co do dziedziczenia.
Ową ciotką była znana w kręgach zarówno bogatych jak i chłopów Maria Walewska, za młodu wydana za mąż za człowieka, którego ani trochę nie darzyła uczuciem, a która później rozkochała w sobie samego Napoleona zostając jego faworytą.
Historia młodziutkiej Heleny pokazuje jak dziewczęta i młode panny uzależnione były od rodziców, a w szczególności od ojców, którzy mieli decydujące zdanie na temat przyszłości córek.
Kobiety pragnące wyzwolenia, zdobywające wykształcenie lub chcące po prostu być samodzielnymi, postrzegane były przez społeczeństwo jako niemoralne, chociaż ich zachowanie z moralnością nie miało nic wspólnego.
(…) Wieczorami, kiedy potwornie zmęczona Florentyna kładła się spać i z tego zmęczenia zasnąć nie mogła, czytywała pamiętnik Marii Walewskiej. Przypominały jej się teraz słowa, którymi Marysia starała się usprawiedliwić swój romans z Napoleonem. Niech się pani nie lęka. Proszę tylko iść za radami gorących stronników ojczyzny. Czemu wątpi pani w dobro, które może pani wyświadczyć. (…)

Młoda dziewczyna zakochana w równym sobie wiekiem młodzieńcu mogła zostać zignorowana jeżeli w grę mogło wchodzić zawarcie związku małżeńskiego z pobudek majątkowych lub politycznych.
Florentyna Glinicka mimo dość młodego wieku, postrzegana była jako stara panna i nikogo nie obchodziło to, że w wielu kwestiach miała więcej racji niż mężczyzna. Ale tak ten świat wówczas funkcjonował.
Ta książka z jednej strony jest powieścią polityczną z mocną historią w tle, a z drugiej pięknym romansem, któremu kibicowałam od samego początku.
Bardzo ciekawa jestem jak potoczyły się dalsze losy Helenki i Florentyny, czy obie kobiety znalazły szczęście takie, na jakie zasłużyły.
Polecam tę książkę zarówno miłośniczkom romansów jak i czytelnikom preferującym powieści historyczne, bo ani jednego ani drugiego tutaj nie brakuje.

Dziękuję Wydawnictwu REPLIKA za możliwość poznania kolejnej polskiej autorki, obok książek której z pewnością nie przejdę obojętnie.






