Recenzje książek

dramat psychologiczny

W OCZEKIWANIU NA CUD – Agnieszka Olejnik

(…) Rozciągnął usta w uśmiechu, ale jego oczy pozostały smutne. A potem nic już nie mówili, pogrążeni w ponurych myślach o tym, co się stanie z ich rodziną, taką popękaną na kawałki, jakby ktoś stanął buciorem na tafli szkła – jeśli zabraknie mamy. Przecież bez niej nikt, absolutnie nikt nie będzie wiedział jak żyć. (…)

Zdjęcie z prywatnego albumu autorki bloga.

Agnieszka Olejnik to polonistka i anglistka, mama trzech synów oraz właścicielka czterech psów. Odkąd zamieszkała w domu na skraju lasu, pod wielkimi dębami, codziennie budzi się z uczuciem spokoju w duszy i zwyczajnego szczęścia. Święcie wierzy, że to dzięki bliskości drzew. W młodości szybowniczka i wielbicielka jaskiń. Podróżniczka – odwiedziła m.in. Czarnogórę, Bośnię, Rumunię, Estonię, Sycylię, zjechała całą Skandynawię, by dotrzeć do Nordkapp. Tatry kocha miłością niemal romantyczną. Autorka książki dla dzieci „Ava i Tim. Droga na północ” (2013), powieści młodzieżowej „Zabłądziłam” (2014) oraz kobiecego kryminału „Dante na tropie” (2015) a także wielu innych książek.

W OCZEKIWANIU NA CUD to powieść zimowo świąteczna z nutką dramatu.

PREMIERA KSIĄŻKI 15 PAŹDZIERNIKA 2025

Wydawnictwo FILIA, stron 351

Mira chce wierzyć, że tegoroczna Gwiazdka będzie udana, mimo niesnasek między córkami oraz konfliktu syna z ojcem. Na tydzień przed Wigilią na rodzinę spada nagły cios: mama ulega wypadkowi. Od tej chwili wszystko staje na głowie. Co robić, kiedy w drużynie zabraknie tej osoby, która od zawsze wszystko trzymała w ryzach? Na jakiś czas sala szpitalna stanie się miejscem, gdzie członkowie rodziny będą odkrywać, co jest dla nich naprawdę ważne.
Czy mimo wszystko uda im się uratować tegoroczne Boże Narodzenie? Kto najbardziej martwi się o zdrowie Miry, a kto nie przejmuje się losem kobiety? Czy Mira obudzi się ze śpiączki przed świętami? I kto będzie ważnym gościem przy wigilijnym stole?

Po książki Agnieszki Olejnik sięgam z prawdziwą przyjemnością i muszę przyznać, że jeszcze żadna z nich nie zawiodła moich oczekiwań czytelniczych.

Historia przedstawiona w tej książce to smutnie pokazane relacje jakie niestety mogą się trafić w każdej rodzinie. Skłóceni ze sobą, albo nie potrafią szczerze rozmawiać, albo ukrywają przed wszystkimi swoje słabości i nie widzą niczego złego w tym, że postępując według własnych zasad ranią najbliższych. I tylko ktoś, kto wejdzie do tego rodzinnego kręgu z zewnątrz jest w stanie otworzyć wielu osobom oczy.

Ta książka chociaż trudna urzekła mnie swoją fabułą i klimatem jaki autorka wprowadziła do tej powieści.

To opowieść o kobiecie, która za wszelką cenę próbowała trzymać w ryzach skłóconą ze sobą rodzinę i brać na swoje barki często więcej niż mogła udźwignąć, próbując nie dostrzegać tego co toksyczne i trudne emocjonalnie.

(…) Nie kontaktowały się ze sobą zbyt często, ona i córki. Ilekroć Mirze udało się dodzwonić do którejś z nich, zawsze odnosiła wrażenie, że przeszkadza w czymś okropnie ważnym i niecierpiącym zwłoki. Poprzestawała więc na sprawach, które należało pilnie załatwić; nie dzwoniła po to, żeby zwyczajnie pogadać, choć czasem jej tego brakowało. (…)

Świetnie pokazane relacje rodzinne osób, które zapomniały już czym, a może kim jest kochająca się i wspierająca w trudnych, czy też ważnych chwilach rodzina.

Mąż Miry, a ojciec ich trójki dorosłych już dzieci to człowiek, którego nie da się polubić (w przeciwieństwie do reszty bohaterów, chociaż nie zawsze pozytywnych). Ten mężczyzna tak mnie irytował, że czasami miałam ochotę tak nim wstrząsnąć, żeby zostały na jego ciele mocno widoczne ślady.

To również opowieść o blaskach i cieniach przeciętnej rodziny, o skrywanych latami tajemnicach i żalach oraz o osobie będącej spoiwem łączącym rozpadające się relacje.

Autorka pokazuje jak ważna jest rozmowa, szczera i chociaż czasami bolesna to kierująca zawsze w dobrą stronę.

Wypadek jakiemu uległa Mira wywraca życie reszty do góry nogami, ale myślę, że czasami musi wydarzyć się coś naprawdę złego, aby inni zaczęli widzieć dalej niż czubek własnego nosa.

Moim zdaniem to mądra i bardzo wartościowa książka, która uświadamia nam jak ważne są w życiu każdego człowieka małe gesty, jak ważna jest obecność bliskiej osoby i wzajemne wsparcie nawet w najbardziej błahych sprawach.

Przez pryzmat, chyba po raz pierwszy nieidealnie przygotowanych świąt toczą się wewnętrzne spory, ale i odkrywane zostają małe przyjemności o których niektórzy już zapomnieli.

Ciekawy wątek nieznanego do tej pory wujka jest czymś co zapewne wzruszy niejednego czytelnika. Mnie przynajmniej bardzo wzruszył. I myślę, że nie tylko mnie podczas czytania towarzyszyły tak skrajne emocje, że trudno mi o nich nawet pisać.

To ciepła i bardzo klimatyczna powieść niosąca w swoim przekazie piękne przesłanie podkreślające, że w życiu bardzo ważne są relacje, miłość, empatia i oczywiście zdrowie, którego brak potrafi zaważyć na wielu ważnych sprawach.

POLECAM po sięgnięcie po tę powieść nie tylko w okresie okołoświątecznym.

Dziękuję Wydawnictwu FILIA za możliwość przeczytania tej wzruszającej historii dzięki współpracy barterowej, a Autorce dziękuję za kolejną piękną powieść.

***Cytaty pochodzą z książki W OCZEKIWANIU NA CUD wydawnictwa FILIA***

ZANURZONE W ZATRACENIU – Monika Koszewska

(…) Przyjemne ciepło spływało jej w dół przełyku, kojąc nerwy. Wiedziała, że to tylko złudzenie wolności. Równocześnie czuła ciężar niewidzialnych łańcuchów, którymi alkohol ją skuwał – a każdy kolejny kieliszek zaciskał je coraz mocniej. (…)

Monika Koszewska, jest mieszkanką Sopotu. Urodziła się w 1975 roku, i od najmłodszych lat wiedziała, że słowa są jej żywiołem. Pisanie zaczęła od opowiadań w zeszytach, które chowała pod poduszką. Już wtedy czuła, że historie to sposób na zrozumienie siebie i świata. Skończyła Wyższą Szkołę Morską i przez ponad dekadę była związana z branżą marketingową. Pracowała jako dyrektor sprzedaży i marketingu, a nawet wiceprezes dużej firmy szkoleniowej. Jej literacki debiut„Kiedyś nadejdzie ten dzień” (2021 rok) otworzył przed nią drzwi do świata literatury. Od tamtej pory pisanie stało się jej sposobem na życie. Jest autorką książek i dla dorosłych i dla dzieci.  „Toudi z Sopotu i jego świat” to książka dla dzieci, która opowiada o przygodach jej białego owczarka szwajcarskiego. Kocha łączyć fakty z emocjami, bo wierzy, że to najlepszy sposób, by przyciągnąć czytelnika i dać mu coś, co zostanie w pamięci na długo. Prowadzi Hotel i Restaurację Pomarańczowa Plaża w Sopocie. Uwielbia zwierzęta, a szczególnie psy. No i zawsze znajduje czas na sport, bo ruch to dla niej zastrzyk energii, a po czterdziestce nawet nauczyła się grać na pianinie – bo czemu nie?

Informacje o autorce zaczerpnęłam ze strony https://monikakoszewska.pl

ZANURZONE W ZATRACENIU to dramat obyczajowy poruszający temat alkoholizmu kobiet.

PREMIERA KSIĄŻKI 20 WRZEŚNIA 2025

Wydawnictwo 1PUNKT. SP. Z O.O stron 378

Trzy kobiety, lekarka pediatra, farmaceutka i nauczycielka należą do kobiet, które „świetnie funkcjonują”: prowadzą domy, robią kariery, są lubiane, kompetentne, „ogarnięte”. Kiedy jednak milkną telefony, pojawia się dobrze znany rytuał: kieliszek „na rozluźnienie”, „na sen”, „żeby przetrwać”. Z niewinnego pretekstu rodzi się wysoko funkcjonujący alkoholizm kobiet będący uzależnieniem bez krzyku i skandalu, ukryty pod warstwą perfekcji, zapachu perfum i nienagannych manier. Nieświadome swojego uzależnienia toną w ciszy, chociaż na co dzień ratują dzieci, uczą czy sprzedają leki. Wieczorami jednak znikają za zasłoną kieliszka wina, drinka czy psychotropów. Przed światem starają się ukrywać swój nałóg zakładając maski perfekcyjnych kobiet. Której z nich uda się wyjść z nałogu? Czy na drodze kobiet stanie ktoś, kto pomoże zamiast skrytykować? Czy trudno jest żyć w trzeźwości, gdy z każdej witryny sklepu monopolowego przywołują kolorowe butelki?

Kiedy dostałam propozycję przeczytania tej powieści to najpierw przyjęłam to z pewnego rodzaju zaciekawieniem, a po chwili poczułam przed tą książką… strach.

Myślę, że temat poruszony w książce wciąż jest tematem tabu, jest czymś o czym się głośno nie mówi, ukrywa przed innymi, jest czymś czego się tak naprawdę nie widzi, albo nie chce widzieć, bo przecież to nie jest problem, to jest normalność.

Autorka w dość bolesny sposób pokazała jak niewinna lampka wina wypita dla odwagi, na rozluźnienie, dla zapomnienia, dla lepszego humoru może wywołać efekt domina, który trudno zatrzymać.

Zwykle zaczyna się niewinnie, od jednego kieliszka wina, od jednego drinka, ale ten niewinny, nic nieznaczący łyk może zmienić się w prawdziwy koszmar.

Cichy alkoholizm jest gorszy od tego patologicznego, bo mimo prób „normalnego” funkcjonowania w pracy, w rodzinie, w społeczeństwie niesie ze sobą często nieodwracalne zmiany. I chociaż czasami wydaje się komuś, że panuje nad sobą to w pewnym momencie z tego panowania wychodzi upadłość emocjonalna będąca czymś w rodzaju zapalnika.

Autorka przedstawia problem na przykładzie trzech wykształconych i kulturalnych kobiet, ale gdzie jest ich kultura, kiedy człowiek nad nią nie potrafi zapanować i po chwili zapomnienia ląduje z głową w muszli klozetowej?

(…) Gdy tylko ostatni uczeń zamykał drzwi, odpalała flaszkę. Nie z przyjemności. Z potrzeby. Jakby próbowała wypłukać z siebie coś więcej niż smutek. Może winę, może głos sumienia, którego nigdy nie słuchała. Albo tylko tę przeklętą ciszę, która wyła nocami. (…)

Czytając tę książkę bardzo współczułam tym kobietom, nie potrafiłam ich potępić, bo myślę, że każda z nich bardzo cierpiała, a ich picie było takim bezgłośnym wołaniem o pomoc. Szkoda tylko, że zamiast szukać pomocy u specjalisty szukały jej w… butelce.

Myślę, że trudno jest zrozumieć ich zachowanie, jeżeli samemu się tego nie doświadczyło.

Jedna z kobiet upada już tak nisko, że sama nie potrafi się podźwignąć i tu dopiero widać jak bardzo potrzebna jest szczera, prawdziwa pomoc kogoś, kto nie potępia tylko współczuje, bo dokładnie wie w jak wielkim dole znalazła się ta ofiara alkoholu.

Czasami musi dojść do tragedii, żeby kobieta uzależniona otrząsnęła się z tego marazmu, zrozumiała i potrafiła powiedzieć „dość”. Ale czasami wystarczy mała iskra, żeby znów wpaść w szpony nałogu.

(…) Zagubiona w nowej roli Irena czuła, jak głód alkoholowy wypala jej gardło, domagając się choćby kropli wódki. „Muszę być silna, muszę być silna…”, powtarzała w myślach. (…)

To są zwyczajne kobiety, mądre, inteligentne, ładne i… bardzo samotne, czujące tę samotność nawet w tłumie, nawet w otoczeniu najbliższych. Samotność potrafi zabić, jeżeli po drodze spotka sprzymierzeńców jakimi są w danej chwili alkohol czy narkotyki.

Spójrz wokół czy w twoim otoczeniu nie ma takiej kobiety, u której, gdy usta się uśmiechają w oczach widać głęboki smutek. One wiedzą, że zakładając maskę ich problem jest niewidoczny, ale czy na pewno?

Irena, Edyta, Gabriela są takimi kobietami jak wiele z nas. Nie wychodzą z domu bez starannego makijażu, na co dzień pracują z ludźmi często pomagając innym, a sobie pomóc nie potrafią. A może nie chcą?

Ta książka BOLI tak jak boli zraniona dusza, jak boli zraniona duma, jak boli strach i brak zrozumienia.

Czytając historie tych kobiet nieraz się wzruszyłam, musiałam sobie tę fabułę dawkować, bo wiem jak trudno jest pokonać depresję. A one zostały przez nią zniewolone, bo czymże jest alkoholizm jak nie ucieczką przed strachem, przed życiem, które potrafi tak dokopać, że trudno jest stanąć na nogi z wysoko podniesioną głową. Alkohol, narkotyki, farmaceutyki to nic innego jak ucieczka.

I wcale nie jest łatwo zawrócić, jeżeli zabrnie się za daleko.

ZACHĘCAM do sięgnięcia po tę lekturę. POLECAM tę książkę ku przestrodze, ale również tym, którzy mają problem, ale nie chcą go widzieć, oraz tym, którzy nie chcą widzieć problemów innych.

Dziękuję Autorce Monice Kostrzewskiej za możliwość przeczytania tej książki w ramach współpracy barterowej.

*** Wszystkie cytaty pochodzą z książki ZANURZONE W ZATRACENIU wydawnictwa 1PUNKT sp. z o.o.***

CÓRKA KSIĘDZA – Sylwia Kubik

(…) Matylda lekko pobladła. Słowo „córeńko” zabrzmiało wręcz okrutnie. W całym swoim życiu nie pamiętała, żeby ktokolwiek tak się do niej zwrócił. W życiu realnym, bo w marzeniach często to słyszała z ust swojej pięknej matki. (…)

Sylwia Kubik, to poczytna autorka wielu bestselerowych powieści obyczajowych osadzonych na Powiślu i Żuławach. Jako pisarka debiutowała w 2019 roku. Tworzy zarówno powieści współczesne, jak i z tłem historycznym. Jej książki są nie tylko chętnie czytane, ale również nagradzane. „Miłość pod naszym niebem” została uznana za Książkę Roku 2020 w kategorii proza polska. W kategorii Kultura autorka za aktywne promowanie regionów otrzymała tytuł Osobowość Roku 2019 i 2020, a w 2022 tytuł Ambasadorki Kultury Pomorza. Przez koleżanki po piórze określana jako Pani Burza. Jeśli się w coś angażuje, to robi to całym sercem. Tak też jest u niej z pisaniem. Tworzy powieści osadzone w wiejskich klimatach, słowem pokazując otaczającą ją rzeczywistość. Jest absolwentką Uniwersytetu Gdańskiego na kierunku filologia polska, ale nieustannie się dokształca w różnych dziedzinach: od KKZ Rol04 po MBA. Różnorodność zainteresowań znajduje odzwierciedlenie w jej twórczości, która trafia zarówno na salony, jak i pod przysłowiowe strzechy, które autorka ceni najbardziej.

Córka księdza to dramat obyczajowy z serii habitowo-sutannowej, opowieść napisana na faktach.

PREMIERA KSIĄŻKI 18 CZERWCA 2025

Wydawnictwo FILIA, stron 318

Ksiądz Krzysztof, młody wikary przyjeżdża na urlop do malowniczej wioski, pragnąc uciec od duchowych wątpliwości. Pewnego dnia w zacisznym miejscu spotyka Zofię – ciekawą życia dziewczynę, mieszkającą razem z matką i siostrą w budynkach PGR. Krzysztof nie zdradza swojej prawdziwej tożsamości, a relacja młodych szybko ze zwykłej przyjaźni przeradza się w coś więcej, aż pewnego gorącego dnia przekraczają granicę, której nie powinni. A szczególnie nie powinien przekraczać jej on. Ten jeden jedyny raz niestety jest brzemienny w skutkach i gdy Zofia oznajmia swojemu kochankowi, że jest w ciąży, wszystkie jego plany, wiara i przekonania zostają wystawione na próbę. Jak postąpi młody ksiądz, czy weźmie odpowiedzialność za to co zrobili? Czy zostawi za sobą dotychczasowe życie i wybierze Zosię oraz ich nienarodzone dziecko? A może odwróci się i pójdzie drogą, którą wybrał przed laty? Zofia, aby uniknąć społecznego linczu wychodzi za mąż za mężczyznę, który od pewnego czasu koło niej się kręci, ale czy to małżeństwo przyniesie jej szczęście? Córka Krzysztofa i Zofii trafia do sierocińca. Dlaczego mała Matylda nie może zostać z matką i jej mężem? Czy jest świadoma tego, że przyszła na świat jako owoc grzechu? Jak potoczy się życie dziewczynki i jej matki?

To druga książka Sylwii Kubik z serii habitowo-sutannowej, po którą sięgnęłam, pierwszą była Zakochana zakonnica, o której pisałam w jednym z wcześniejszych wpisów. Ta pierwsza zaintrygowała mnie nie tyle fabułą, co podejściem autorki do kontrowersyjnego tematu jakim jest życie w zakonie i… w wielu przypadkach poza nim.

Wielu ludzi zapewne zastanawia się nad tym co dzieje się za murami klasztornymi czy seminaryjnymi. Dochodzą do nas różne pogłoski i różne opowieści, ale tak naprawdę mało kto się nad tym zastanawia, ile w tym jest prawdy a ile kłamstwa czy domysłów.

Autorka pisze, że historia opisana w tej książce wydarzyła się, nie neguję tego, ale przyznam szczerze, że zarówno historia matki jak i córki są tak dramatyczne, że trudno w nie uwierzyć.

Ale takich historii mogło wydarzyć się więcej, ile kobiet przemilczało, bo albo obawiało się społecznego linczu, albo nie widziało sensu w żaleniu się na swój los.

Sylwia Kubik bardzo obrazowo, a zarazem bardzo dramatycznie przedstawiła życie dwóch kobiet. Jednej, która jako młoda dziewczyna uległa męskiemu urokowi i przeżyła piękną, chociaż tragiczną w skutkach miłość, uczuciu, które przypięło jej łatkę kobiety uległej. Natomiast druga, która z powodu chwilowego zauroczenia jej matki i nienawiści ojczyma stała się ofiarą, księżowskim bękartem i sierotą, mimo, że oboje jej biologiczni rodzice żyli.

Świat pokazany w książce aż kipi od emocji, od okrucieństwa. Bieda, uzależnienie od drugiego człowieka, brak ciepłych uczuć i ludzka obojętność na los innych to tak właściwie normalność powojennej Polski, w której często prym wiódł alkohol i strach przed tym „co powiedzą inni”.

Życie kobiet mieszkających w małych wsiach nie należało do sielanek, wiele z nich musiało pracować ponad swoje siły, aby jakoś przeżyć. I nie było ważne czy były samotne czy miały mężów, bo w każdym przypadku los mógłby im rzucać pod nogi kłody.

Szokującym dla niejednego czytelnika biorącego do ręki tę lekturę będzie zapewne czytanie o tym, co działo się za murami sierocińca prowadzonego przez siostry zakonne. Obojętność uczuciowa, chęć dominacji i satysfakcja z upokarzania bezbronnych dzieci to tylko ułamki tego czego doświadczały przebywający w tym miejscu wychowankowie sióstr, które postrzegane przez społeczeństwo miały być dobre i miłosierne, niosące pomoc każdemu, kto tej pomocy potrzebuje.

Mocnym akcentem psychologicznym jest pokazana w powieści postać matki, a właściwie to dwóch matek różniących się od siebie zarówno uczuciowością w stosunku do córek jak i miejscem w społeczności.

Matka Zosi, która zbyt wcześnie owdowiała i musiała więcej uwagi poświęcić przetrwaniu swoim i córek nie potrafiła kochać tak jak tego oczekuje każde dziecko. Sytuacje życiowe chyba nie nauczyły jej czułości, a samo życie zrobiło z niej kobietę twardą, ale mało empatyczną. Ważniejsze dla niej było to, żeby ludzie nie gadali o jej rodzinie źle niż to co przeżywa i co czuje jej córka, cierpiąca w dramatycznym milczeniu.

Matka Matyldy, teoretycznie była bardziej uczuciowa, potrafiła okazać córce miłość, kiedy jeszcze miała ją przy sobie, ale strach o życie dziecka i nieudolność życiowa zmusiły ją do oddania swojej pierworodnej do sierocińca, nieświadomie fundując jej piekło gorsze od tego, jakie mała doświadczała w rodzinnym domu.

(…) – Dlaczego ją tak traktujesz? – odważyła się Zosia zapytać, licząc, że po oględzinach syna i zaakceptowaniu go łatwiej będzie coś ugrać dla córki. – Przecież ona nie wie, że nie jesteś jej ojcem. Garnie się do ciebie. (…)

A ksiądz? Ksiądz będący epizodyczną postacią tej fabuły, będący jednocześnie osobą odpowiedzialną za dramatyzm życia dwóch kobiet to ktoś, kto jest egoistycznym, narcystycznym i trudnym do polubienia człowiekiem, który teoretycznie służąc Bogu nie stosuje się do boskich zaleceń.

Nie chcę nikogo oceniać, ale myślę, że mówienie głośno o tym jakimi ludźmi czasami są osoby duchowne, postrzegane przez wielu za „chodzące dobro” jest ważne, aby otworzyć ludziom oczy.

Nie jest ważne czy ktoś uważa się za wielkiego katolika, chodzi do kościoła, klepie modlitwy kilka razy dziennie, bo można być agnostykiem i ateistą, a żyć zgodnie z dekalogiem (często nie będąc świadomym, że żyje się według tak zwanych przykazań boskich, czyli najzwyczajniej w świecie żyć w zgodzie z sobą i innymi).

(…) I nie tylko ona. Zakonnice wyznawały zasadę, że nie można rozpieszczać sierot. W żaden sposób. Ani ubraniem, ani jedzeniem, ani dobrym słowem. Należało je trzymać ostro w ryzach, żeby nie miały zbędnych roszczeń i oczekiwań. (…)

Czy można wybaczyć komuś świadomie wyrządzoną krzywdę? Zosia będąca na łożu śmierci postanawia prosić córkę o wybaczenie, córkę, którą jak twierdzi cały czas kocha, chociaż od wielu lat nie miała z nią kontaktu teoretycznie wierząc, że Matyldzie jest w domu prowadzonym przez siostry i opłacanym hojnie przez ojca-księdza dobrze. Ale żadne z rodziców nigdy tego nie sprawdziło, żadne z rodziców nie dążyło do spotkania z dzieckiem. Nie chcę oceniać Zosi, bo nie wiem jak bym się zachowała mając męża tyrana, który groziłby, że zabije moje dziecko. Ale on wreszcie zmarł, więc Zosia była wolna od tyranii męża, dlaczego nie dążyła do spotkania z córką, skoro ją tak kochała?

(…) Matylda szukała w sobie współczucia. Nie potrafiła go odnaleźć. Wciąż czuła zbyt silną złość, żeby ulitować się nad losem kobiety, która ją urodziła. Historią obcej na pewno bardziej by się przejęła niż Zosi. Nie mogła przezwyciężyć tej niechęci i znieczulicy odczuwanej w stosunku do niej. (…)

Polecam tę lekturę ku refleksji zarówno osobom wierzącym jak i tym, którym daleko do kościoła.

Nie jest to książka lekka, łatwa i przyjemna, a dwie opowiedziane w niej historie kobiet, których zawiodło życie, z pewnością wstrząsną niejednym czytelnikiem/czytelniczką.

To książka, od której czytania trudno jest się oderwać, ja pochłonęłam (dosłownie) ją w dwa dni i cały czas nie potrafię się po niej otrząsnąć.

Dziękuję Wydawnictwu FILIA za możliwość przeczytania tej powieści w ramach współpracy barterowej.

WIATR OD MORZA. SZTORM. – Magdalena Witkiewicz

(…) No, ale życie składa się z pierdół. Z miliona pierdół, pozornie nic nie znaczących, a jednak, gdy się wszystkie znajdą w jednym worku, mogą człowieka nieźle przytłoczyć. Jak ziarenka piasku. Wydaje się, że jedno ziarenko nie może zmienić świata, ale gdy wpadnie ci w oko, z pewnością doprowadzi cię do łez. (…)

Zdjęcie z prywatnego albumu autorki bloga.

Magdalena Witkiewicz gości na moim blogu już po raz… ojoj… któryś. Dla przypomnienia   napiszę tylko, że urodziła się w 1976 roku i mieszka w Gdańsku.  Z wykształcenia jest marketerką. Jest miłośniczką literatury oraz dzieci (w szczególności swoich). Jej pierwsza powieść, Milaczek, poprawiła humor tysiącom czytelników, a zwłaszcza czytelniczek. Nie będę się rozpisywała o tej autorce, ponieważ kto tutaj do mnie zagląda, wie, że chętnie sięgam po jej książki a co za tym idzie, opinie o nich często pojawiają się na moim blogu. Pisze dla dorosłych i dla dzieci, a jej książki są dosłownie rozchwytywane.

PREMIERA KSIĄŻKI 21 MAJA 2025

Pracownia Dobrych Myśli, stron 397

Wiele lat po maturze Anna otrzymuje zaproszenie na spotkanie absolwentów liceum. To budzi w niej lawinę wspomnień – zarówno tych pięknych, jak i bolesnych.
Z jednej strony chciałaby raz na zawsze zamknąć drzwi do przeszłości, by dawne sekrety nie ujrzały światła dziennego. Z drugiej tęskni za młodzieńczymi latami, gdy świat – mimo szarości PRL-u – wydawał się piękny.
Gdańsk, lata 80. – miasto pełne kontrastów, w którym polityczne napięcia mieszają się z codziennymi radościami młodych ludzi. W tym świecie grupa licealistów walczy o swoje marzenia i miejsce w rzeczywistości pełnej lęków, nadziei i tajemnic. Miłość, zdrada, przyjaźń i dramatyczne wybory splatają ich losy, zmuszając ich do podejmowania decyzji, które będą skutkowały przez całe życie.
Śmierć jednego z przyjaciół staje się punktem, który naznaczy ich wszystkich. Sekrety i niewyjaśnione sprawy kładą się cieniem na ich dorosłym życiu, przypominając, że czasem nie da się uciec od tego, co już minęło.

Bardzo nostalgiczna jest ta książka, szczególnie dla kogoś kto w latach osiemdziesiątych był w wieku jej bohaterów. Ja byłam. Czytałam tę powieść z obrazami tamtego Gdańska w pamięci, Gdańska zupełnie innego niż jest teraz, szarego i niebezpiecznego, a jednocześnie cudownego. Bo mimo wszystko, mimo nostalgii, kto z nas nie wspomina swojej młodości z sentymentem.

Historia grupy przyjaciół z liceum jest niesamowita a jednocześnie taka… prawdziwa. Czy dzisiaj dzieci, młodzież potrafią się tak przyjaźnić? Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego, jak mówili Trzej Muszkieterowie. Nie był ważny status materialny rodziców, ani ich wykształcenie, czy to gdzie pracowali i jakie było ich nastawienie polityczne, prawdziwi przyjaciele nie zauważają takich różnic.

 Pierwsze nastoletnie miłości, to też pewnie coś co każdy z nas pamięta mimo upływu lat. Autorka pięknie je w tej książce pokazała. Nie zawsze przecież dopada nagle kogoś strzała Amora, czasami miłość rodzi się powoli, wykluwa z kokonu przyjaźni.

(…) Zostawiasz po sobie ślad. Jakiś znak, że tu byłeś. Może pantofelek. Może kasetę. Coś, czego nikt na początku nie zauważa, ale co po latach ktoś znajdzie, podniesie, przyjrzy się i zastanowi. Przez chwilę. A potem stwierdzi, że to i tak już nie pasuje do realiów. (…)

Magdalena Witkiewicz w bolesny, bardzo dramatyczny sposób pokazała również walkę polityczną ówczesnych lat, kiedy nieformalnie rządzili ZOMO, bezwzględni i bezkarni.

Często tragedie młodych ludzi nie były tylko konsekwencjami ich zapaleńczych porywów politycznych, były także odzwierciedleniem pewnego rodzaju znieczulicy dorosłych, którzy często nie widzieli tego co dzieje się z ich dzieckiem, co ono przeżywa i jak odbiera rzeczywistość.

Wzruszyła mnie postawa rodziców Ani, głównej bohaterki. Myślę, że każdy z nas chciałby mieć takich rodziców, którzy obdarowują dziecko bezwzględnym zaufaniem, nie strofują na każdym kroku, nie wyszydzają, nie potępiają, ale uczą rozważnego życia dając jako przykład siebie.

To nie była dla mnie książka z tych: lekka, łatwa i przyjemna chociaż uwielbiam „pióro” Magdaleny. Fabuła wzbudziła we mnie ogrom emocji i nie wstydzę się przyznać do tego, że kilka razy podczas czytania mocno się popłakałam.

Myślę, że ta książka na długo zostanie w mojej pamięci. Narracja w pierwszej osobie często działa na mnie tak, że wyobrażam sobie, że dana osoba siedzi na przeciwko mnie i opowiada mi o swoim życiu, tak też czułam czytając rozdziały pisane przez Anię i tak też czułam czytając rozdziały pisane przez Władka, bo w tej książce właśnie narratorami są te dwie osoby, które połączyło piękne, gorące uczucie, a rozdzieliła tragedia.

Często nie zdajemy sobie sprawy z tego jak ważna w wychowanie dzieci, młodzieży jest rola nauczyciela, ale takiego który nie tylko wykonuje swoją pracę, ale angażuje się w nią całym sercem. Potrafi nie tylko nauczać, ale również dostrzegać swoich uczniów jako ludzi, dostrzegać bagaż emocjonalny jaki często ci młodzi ludzie niosą na swoich barkach nie żaląc się nikomu. Czasami taki nauczyciel pełni ważniejszą rolę od rodzica, który nie angażuje się w swoją rolę tak jak powinien. Smutne to, ale jakże prawdziwe.

A jak ważni są w życiu każdego młodego człowieka prawdziwi przyjaciele, to wie tylko ten, kto takiej przyjaźni doświadczył. Ta książka to właśnie opowieść o miłości, przyjaźni, lojalności, odpowiedzialności i młodości w czasach przemian politycznych. Czasach, które wydawały się takie szczęśliwe, chociaż były wyjątkowo trudne.

(…) Nie umiałam uratować Władka. To były czasy, gdy wiele osób nie znało słowa „depresja”, a lekarz psychiatra kojarzył się wyłącznie z kaftanem bezpieczeństwa. Nikt nie chodził na terapię. Nawet nie wiem, czy można było iść do psychologa. (…)

Dzisiejsza młodzież z pewnością nawet sobie nie wyobraża jak wówczas się żyło. A wielu z nas – dorosłych – wspomina ten okres swojego życia z nutką nostalgii, kiedy zamiast spotkań „na Facebooku” spotykało się na ławce w parku, na trzepaku pod blokiem, czy na boisku.

To piękna książka i cieszę się, że autorka zapowiedziała kolejną część bo bardzo polubiłam bohaterkę i z przyjemnością poznam jej dalsze losy. Jeżeli chcecie się dowiedzieć jaką rolę odegrała w książce kaseta magnetofonowa podpisana THE BEST OF 80’s albo 99 kolorowych baloników to koniecznie sięgnijcie po tę książkę, bo to bardzo ważne detale dla fabuły tej powieści.

POLECAM tę piękną, pełną nostalgii powieść zarówno osobom urodzonym w latach 60-tych, 70-tych, ale polecam ją również młodym czytelniczkom i czytelnikom. Ta lektura jest nie tylko dobrze napisaną książką, ale jest również kawałkiem historii.

Dziękuję Autorce oraz Pracowni Dobrych Myśli za możliwość przeczytania tej ksiązki w ramach współpracy barterowej, chociaż wiem, że gdyby nie trafiła ona do mnie w tej formie, to i tak bym ją przeczytała.

Wraz z książką otrzymałam list od Autorki, w którym prosi ona o przysłowiowy grosz dla Fundacji Pomorskie Hospicjum dla Dzieci w Gdańsku. Jeżeli sięgniesz po tę książkę, a ona Ci się spodoba, to i ja proszę wpłać chociaż 5 złotych na konto hospicjum,

61 1050 1764 1000 0090 6025 9513

W kopercie był również balonik, który jest pewnego rodzaju symbolem, a o którym Magdalena Witkiewicz pisze w swojej książce, w rozdziale 99 BALONÓW…

Wiecie co łączy kasetę magnetofonową z piosenkami lat 80-tych i balonik? Koniecznie sięgnijcie po tę książkę, a Wasza ciekawość zostanie w pełni zaspokojona.

ZIMA W ZAPOMNIANYM SCHRONISKU – Julia Furmaniak

(…) Moje życie zaczęło się toczyć jakby obok mnie… Bo kiedy jednego dnia byłam szczęśliwą narzeczoną, z konkretnymi planami na wspólną przyszłość, to drugiego wszystko, czego pragnęłam, co ceniłam, przepadło bezpowrotnie. (…)

Julia Furmaniak jest autorką, o której jeszcze nie słyszałam. Lubię jednak poznawać nowych autorów/autorki, dlatego bez obaw sięgnęłam po powieść poleconą mi przez Wydawnictwo FILIA. To młoda dorobkiem pisarskim autorka, o której niestety niewiele znalazłam informacji, dlatego wciąż jest ona dla mnie zagadkową osobą, która ma na swoim koncie trzy książki, z których jedną jest właśnie ta, o której wspominam w tym wpisie.

Zima w zapomnianym schronisku to pierwsza część cyklu „Zapomniane schronisko”, powieści obyczajowej z wątkiem świątecznym w tle.

PREMIERA KSIĄŻKI 23 PAŹDZIERNIKA 2024

Wydawnictwo FILIA, stron 351

Monika rocznicę śmierci ukochanego narzeczonego oraz święta Bożego Narodzenia postanawia spędzić w Samotni – schronisku górskim, które szczególnie ukochał sobie Michał. Aleksander, przyjaciel narzeczonego Moniki wciąż czuje się winny śmierci najlepszego przyjaciela. Wyrzuca sobie, że odpuścił wyprawę w góry, z której Michał już nie wrócił. Wraz z czwórką znajomych dołącza do Moniki, aby w górach uczcić pamięć po zmarłym Michale. Monikę zachwyca zimowy krajobraz polskich gór, ale nieumiejętnie poruszając się po oblodzonym szlaku, skręca kostkę. Grupa przyjaciół postanawia szukać pomocy w starym schronisku, które na pierwszy rzut oka wydaje się opuszczone. Na szczęście okazuje się, że w starej chacie ktoś mieszka. I mimo że Rafał, właściciel, nie jest skory do pomocy grupie młodych osób, ostatecznie proponuje im nocleg. Dlaczego Rafał mieszka w zapomnianym schronisku w towarzystwie jedynie dwóch zwierząt? Czy tragedia, która wydarzyła się Michałowi ma coś wspólnego ze schroniskiem, w którym schroniła się grupa młodych ludzi? Czy święta spędzone z dala od miejskiego gwaru i kolorowej otoczki ozdób okażą się dobrze spędzonym czasem?

Biorąc do ręki tę powieść nastawiłam się na kolejną powieść świąteczną i chociaż i w tej lekturze ten świąteczny czas znajdziemy, to dla mnie nie jest to książka typowo związana z tym okresem.

Jak się dowiadujemy na końcu książki, jest to pierwsza część (dopiero na portalu „Lubimy czytać” odkryłam, że cykl nazwany został: „Zapomniane schronisko”) i szczerze pisząc bardzo jestem ciekawa kontynuacji tej opowieści.

Muszę przyznać, że chociaż fabuła nie wciągnęła mnie od pierwszej strony, to im bardziej się w nią zagłębiałam tym przekonywałam się, że jest coraz ciekawiej.

Autorka podeszła do fabuły (moim zdaniem) bardzo psychologicznie i nostalgicznie. Spotykamy w niej postacie przeżywające żałobę i tęsknotę za utraconym przyjacielem, które połączyła nie tylko solidarna pamięć, ale również piękna przyjaźń.

Mimo zimy, śniegu i mrozu mamy tutaj sporo emocjonalnego ciepła. Grupa młodych ludzi zmuszona do zatrzymania się w miejscu, które od lat nie gościło turystów jest z jednej strony dla nich schronieniem, a z drugiej taką kolebką wspomnień osoby, której już z nimi nie ma.

(…) Nie mieli choinki, nie zjedzą tradycyjnych potraw w wieczór wigilijny, ale nie spodziewała się, że w opuszczonym schronisku poczuje magię świąt jak w żadnym innym miejscu na ziemi. Zapach świeżego igliwia w Sali biesiadnej, śmiechy dochodzące z kuchni i ciepła herbata z suszona pomarańczą, te wszystkie małe rzeczy niosły ze sobą wyjątkową atmosferę, która sprawiała, że czuła się tu lepiej niż w domu. (…)

To nostalgiczna opowieść o tęsknocie, miłości jak i o przyjaźni, współpracy i stracie bliskiej osoby.

Dwoje bohaterów tej opowieści próbuje układać swoje życie walcząc emocjonalnie z przeszłością, która mocno i boleśnie wpłynęła na to ich życie.

Zarówno Monika rozpaczająca po śmierci narzeczonego jak i Rafał, samotnik tęskniący za żoną, którą również w pewien sposób stracił, starają się zbytnio nie rozgrzebywać ran, które wprawdzie bardzo powoli, ale… jednak się goją.

Malowniczo ukazany krajobraz gór oraz dość surowo, ale bardzo realistycznie pokazanie wnętrza zapomnianego schroniska z pewnością zadziałają na wyobraźnię niejednego czytelnika.

Ciekawie moim zdaniem zostały również przedstawione, pod względem osobowościowym postacie bohaterów. Grupa młodych ludzi, każdy z innym podejściem do życia, a jednak dość specyficznie ze sobą połączonych.

Fabuła jest dramatem, ale odnajdujemy w nim wątki pełne nadziei, a nawet bliskości.

(…) – Błagam, nie rób kolejnego wielkiego kroku w tył – wydusił z siebie z bólem. – Róbmy małe, choćby ledwo zauważalne kroki, ale w przód. (…)

Pięknie pokazana przyjaźń grupy studentów jest po części tematem przewodnim tej historii obok miłości prawdziwej i miłości platonicznej, obok tęsknoty za człowiekiem i tęsknoty za uczuciem, obok bolesnej prawdy i złudzenia.

Czy kilkudniowy pobyt w tym pięknym, starym schronisku zmieni coś w życiu Moniki, Rafała, Aleksandra czy Weroniki? Tego zapewne dowiemy się z kolejnej części.

Polecam tę lekturę chociaż nie jest ona ciepłą powieścią świąteczną. Myślę jednak, że krótki wypad w góry wielu osobom sprawi przyjemność.

Dziękuję Wydawnictwu FILIA za możliwość przeczytania tej książki w ramach współpracy barterowej i dziękuję za możliwość poznania kolejnej, dobrze zapowiadającej się polskiej autorki.

Napisz do mnie
marzec 2026
P W Ś C P S N
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031  
Książki które przeczytałam
Znajdziesz mnie również na
lubimyczytać.pl granice.pl booklikes.com nakanapie.pl sztukater.pl instagram.com/formelita_ewfor/ facebook.com/KsiazkiIdy/