Recenzje książek

Rok 2019 – Literatura obca

BYŁ SOBIE PIES 2 – W. Bruce Cameron

W. Bruce Cameronie pisałam we wcześniejszym wpisie, kiedy dzieliłam się swoimi odczuciami po przeczytaniu książki Był sobie pies. Nie będę się zatem rozpisywała ponownie, a każdego kto chciałby dowiedzieć się więcej na temat tego autora zapraszam do poprzedniego wpisu.

Był sobie pies 2, to kontynuacja losów bardzo mądrego i sympatycznego psiaka, który dzieli się swoimi spostrzeżeniami z kilku swoich wcieleń.

Wydawnictwo KOBIECE
stron 405

Bailey był kiedyś psem bardzo przywiązanym do swojego chłopca, los jednak jest okrutny i pies nie może towarzyszyć swojemu panu dłużej niż kilkanaście lat. W kolejnych swoich wcieleniach sympatyczny zwierzak ma do wykonania jakieś zadanie, odradza się w różnych rasach i co za tym idzie dostaje różne imiona. W tej części Bailey powraca głównie jako suczka Molly, ale nie tylko. Jednak ten okres jest dla czworonoga bardzo ważny, spotyka on bowiem małą dziewczynkę, Clarity, jednak jej mama jest nie tylko osobą bardzo egoistyczną i zapatrzoną w siebie, ale dodatkowo nienawidzi psów. Po wielu latach, pies odnajduje swoją małą przyjaciółkę, która nie jest już taka mała i… ma kolejne zadanie do wykonania. Musi pomóc ukochanej pani odnaleźć prawdziwą miłość i zrealizować jej marzenie. Czy uda mu się tego dokonać w jednym wcieleniu? Czy życie, które jest bardzo pomerdane potraktuje go łaskawie?

Nie pamiętam już kiedy ostatnio tak bardzo wzruszyła mnie jakaś książka, pomijając oczywiście pierwszą cześć, czyli Był sobie pies. Widać, że autor ma bardzo specyficzne podejście do zwierząt, a w szczególności do psów, bo chyba nikt tak jak on nie potrafiłby wejść w psychikę psa. Jestem od wielu lat właścicielką kilku psów, zawsze są u mnie przynajmniej dwa jednocześnie, więc wiem co mówię, bo często rozumiemy się z moimi pupilami bez słów.

Narratorem powieści jest oczywiście pies, który swoim psim dedukowaniem często rozbawia do łez, ale równie często też wzrusza.

Autor dzieląc się ze swoimi czytelnikami spostrzeżeniami z punktu widzenia psa, przy okazji zabiera nas do trudnego często życia człowieka. W tej powieści pokazuje nam postrzeganie życia przez tak zwaną „trudną młodzież”, która może gdyby nie dramat dziecięcy zafundowany przez egoistyczną i zapatrzoną w siebie matkę, samotnie wychowującą nastoletnią córkę, było nieco inne. Jak ważne jest dla młodego człowieka normalne, niepozbawione obojętności życie.

Mamy tu zauroczenie pierwszą miłością, toksycznie wpływająca na dorastającą, pełna buntu dziewczynę, ale mamy też miłość platoniczną, gotową w każdej chwili na poświęcenie warte więcej niż można to sobie wyobrazić. Niestety w młodym wieku, takie typowe zaślepienie bywa częste.

Ta książka jest jednak poświęcona głównie miłości psów i do psów, ale także niestety, dramatów wynikających z faktu nienawiści do tych stworzeń.

(…) Nie rozumiałem, co się stało i dlaczego znalazłem się w tym miejscu pełnym szczekających psów. Tak bardzo tęskniłem na CJ, że zacząłem nerwowo dreptać i cicho skomleć, aż wreszcie schowałem się do budy i położyłem na skrawku chodnika, ale nie mogłem zasnąć. (…)

Czytając tę książkę człowiek na zmianę śmieje się i płacze. Muszę jednak przyznać, że zabawne przemyślenia i sytuacje jakie zostały opisane, powodowały, że czasami śmiałam się w głos.

(…) Tym, co nie bardzo lubiłem, była kąpiel. W moich wszystkich poprzednich wcieleniach kąpiel polegała na tym, że stałem na dworze i byłem polewany wodą oraz nacierany śliskim mydłem, które pachniało tak okropnie jak włosy Glorii i którym sierść pachniała mi jeszcze długo po opłukaniu. Natomiast u CJ kąpiel odbywała się w domu, w takim pojemniku o bardzo śliskich bokach. (…)

Fabuła tej cudownej powieści nasycona jest miłością i czułością, zarówno do psów jak i do ludzi. Ale jest w niej również sporo dramatu, widzianego nie tylko oczami psa, dramatu ludzi, którzy nie potrafią sobie poradzić z otaczającą ich codziennością.

Kontakt człowieka z psem bywa różny, jak różne bywają psy i jak różni bywają ludzie. Dla jednych pies jest przyjacielem, domownikiem i nie można go po prostu NIEkochać. Ale jak wiele jest takich osób, które uważają, że pies to tylko buda, łańcuch i miska marnej strawy. Smutne to ale prawdziwie. Cieszę się, że autor tak dogłębnie przedstawił psychikę psa, bo czytając tę książkę uzmysłowiłam sobie, jakie szczęśliwe życie mają moje psiaki i co musiały przechodzić, zanim zaadoptowałam je ze schronisk.

Nie polecam tej książki do przeczytania, ja wręcz z uporem proszę o przeczytanie tej pięknej powieści. Myślę, że po jej przeczytaniu wielu ludzi zmieni swój stosunek do psów, wielu ludzi zrozumie, jak trudne czasami bywa psie życie i ile szczęścia może dać zwykły głask.

Dziękuję Wydawnictwu Kobiece za to, że zdecydowało się wydać tę książkę. Jak znam siebie, to pewnie wrócę do tej lektury niejeden raz. I przyznam się szczerze, że zamówiłam już sobie kolejne książki tego autora, może dlatego, że jestem niepoprawną psiarą?

Lekki styl jakim pisze autor, w połączeniu z ciekawie i bardzo dogłębnie przedstawionymi osobowościami bohaterów, zarówno tych ludzkich jak i psich i oczywiście z fabułą, która nie pozwala na oderwanie się od stron książki to prawdziwy majstersztyk.

Czy muszę pisać więcej?

BYŁ SOBIE PIES – W. Bruce Cameron

William Bruce Cameron urodził się w 1960 roku w Petoskey w Michigan w Stanach Zjednoczonych. Jest autorem licznych powieści, publicystą i satyrykiem. Był absolwentem Uniwersytetu Westminster. Zadebiutował w 2001 roku powieścią pod tytułem „8 Simple Rules for Dating My Teenage Daughter”. Pisał dla magazynów, takich jak „Midweek” na Hawajach oraz dla około pięćdziesięciu innych gazet w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Został dwukrotnie nagrodzony w 2006 roku w kategorii „Humor” nagrodami The Robert Benchley Society Award oraz The National Society of Newspaper Columnists Award.

Był sobie pies to powieść o świecie widzianym z perspektywy psa.

Wydawnictwo KOBIECE rok 2019
stron 391

Bailey przychodzi na świat jako śliczny szczeniak, suki żyjącej wolno. Po pewnym czasie cała jego psia rodzina trafia do miejsca, w którym znajduje się kilkanaście innych psów, a ludzie są wobec nich przyjaźni i życzliwi. Tak zaczyna się opowieść psich losów sympatycznego psiaka, który opowiada swoje przygody od chwili urodzenia aż do śmierci, ale… co najdziwniejsze, po każdym swoim „odejściu” odradza się ponownie i zostaje kolejnym szczeniakiem, ale nigdy w nowej psiej rodzinie nie zapomina o poprzedniej. Pierwszym właścicielem Bailey’a jest chłopiec z którym łączy psa wielka przyjaźń. Czy pies w którymś ze swoich kolejnych wcieleń spotka jeszcze swojego chłopca? Jakie przygody czekają go w kolejnych odrodzeniach, i czy zawsze będzie on kochanym i drogim sercu przyjacielem swojego pana? Czy istnieje psia reinkarnacja, czy to tylko wybujała fantazja autora.

Przyznam szczerze, że słyszałam o tej książce wiele dobrego. Nie byłam w kinie, ale film też wielu moim znajomym się podobał.

Ponieważ jestem typową „psiarą” obecnie właścicielką dwóch czworonogów, chętnie sięgnęłam po tę powieść i przeczytałam ją dosłownie w kilka dni.

Ta książka jest niesamowita, jej fabuła bawi i wzrusza na zmianę. To pełna miłości opowieść o przyjaźni, wierności i odpowiedzialności. Nie dziwię się, że utrzymywała się na liście bestsellerów „The New York Times’a” przez 52 tygodnie i doczekała się swojej ekranizacji.

Świat widziany oczami psa jest nieco inny, od tego jakim my – ludzie – go postrzegamy.

Często nie zdajemy sobie sprawy z tego co czują nasi pupile w chwilach zagrożenia, czy podczas beztroskich zabaw. Ponieważ od kilkunastu lat w moim domu są psy, wiele zdążyłam się od nich nauczyć. Tak, uczymy się wzajemnie. Psy przede wszystkim nauczyły mnie miłości. Takiej bezinteresownej, szczerej, takiej pięknej.

W tej książce świat postrzegany przez psa jest czasami bardzo zabawnie pokazany, ale czasami jest bardzo dramatyczny.

Widzimy tutaj psi świat w dużej mierze stworzony przez człowieka, bo przecież jak wiele zależy od tego jak my – ludzie – traktujemy zwierzęta. Wiem, że są psy groźne i takie, które tylko nadają się do przytulania, ale czy wiemy co siedzi w głowie takiego czworonoga?

(…) – Nie ma złych psów, Bobby. Są tylko źli ludzie. Tu po prostu potrzeba miłości. – Czasami psy są zepsute w środku, Seniora. I nic nie jest w stanie ich już naprawić (…)

Jak już wspomniałam wcześniej, fabuła książki momentami rozbawia do łez, ale również wzrusza i przyznam szczerze, że chyba dawno tyle nie płakałam jak przy tej książce.

(…) I tę noc spędziliśmy wtuleni w siebie. Wyczuwałem leżącą nieopodal padlinę, coś starego, choć prawdopodobnie wciąż jadalnego, ale nie oddaliłem się od chłopca. Potrzebował mojego ciepła bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Opuszczały go siły; wprost czułem jak z niego wypływają. Nigdy w życiu bardziej się nie bałem. (…)

(…) Bardzo lubiłem Mamusię. Jedynym zastrzeżeniem, jakie do niej miałem, było to, że wychodząc z łazienki, zamykała klapę od mojej misy z wodą. Ethan zawsze zostawiał ją dla mnie otwartą. (…)

Moim zdaniem autor, ma bardzo wyostrzony zmysł obserwacji, który w połączeniu z fantazją stworzył tak przejmującą lekturę. W trakcie czytania książki przypominałam sobie filmy, których bohaterami były psy jak na przykład „Bella i Sebastian”, czy „ Beethoven”.

Czasami zastanawiamy się nad tym, że jedni ludzie potrafią porozumiewać się ze zwierzętami, nawet bez słów, a niektórzy nie potrafią dostrzec ani ich cierpienia, ani pragnienia, nie mówiąc już o braku okazywania uczuć.

Myślę, że tę nietypową lekturę powinien przeczytać każdy, a zwłaszcza ten, kto ma wielce obojętny stosunek do zwierząt. Przecież każdy pies, kot, czy inne zwierzę, to żywa istota, która tak jak człowiek odczuwa i radość i ból.

Ta książka, to lektura bardzo ciepła i wzruszająca, wyjątkowo chwytająca za serce. Świetnie wykreowani bohaterowie, zarówno ci ludzcy jak i psi w połączeniu z doskonale opisanymi obserwacjami życia z punktu widzenia psa, to coś od czego nie można się oderwać. Lekki styl, jakim pisze autor pozwala na to, że książki się nie czyta, ją się dosłownie pochłania.

Jeżeli ktoś nie miał jeszcze okazji sięgnąć po tę lekturę, to gorąco ją polecam. Poznajemy bowiem w niej psa, który jest maskotką, przyjacielem, psem obronnym, psem policyjnym i psem bezdomnym. Kilka wcieleń jednego psiaka, którego nie można nie pokochać.

Już wkrótce wejdzie do księgarń druga część psich opowieści, na którą czekam z bijącym sercem.

Cieszę się, że Wydawnictwo KOBIECE zdecydowało się wypuścić na rynek księgarski tak wartościową lekturę, która uczy, bawi, wzrusza ale przede wszystkim pozwala zobaczyć świat inaczej.

MILION NOWYCH CHWIL – Katherine Center

Katherine Center urodziła się w 1972 roku. Jest amerykańską powieściopisarką, która mimo młodego wieku osiąga już wielkie sukcesy. Ukończyła Uniwersytet St. John School w Houston w Teksasie, gdzie otrzymała tytuł magistra fikcji. Pierwsza książka tej autorki pojawiła się w 2006 roku i od razu zdobyła rzesze czytelniczek.

Milion nowych chwil to współczesny dramat psychologiczny z nutką romansu.

PREMIERA KSIĄŻKI 17 LIPCA 2019

Wydawnictwo MUZA.SA
stron 415

Maggie jest piękna, młoda, inteligentna i bardzo zakochana w swoim chłopaku Chipie. Dzień, który miał być jednym z jej najszczęśliwszych staje się jednym z najgorszych w jej życiu. Maggie po wypadku w bardzo ciężkim stanie trafia do szpitala i musi walczyć o swojej zdrowie. W tej nierównej walce pomagają jej siostra, z którą dziewczyna straciła kontakt kilka lat wcześniej, oraz bardzo ponury, wręcz zgorzkniały fizjoterapeuta. Czy uda się Maggi stanąć na nogi, w dosłownym tego słowa znaczeniu? Jak zachowa się Chip, który jest poniekąd sprawcą wypadku i osobą, która skazała swoją ukochaną na cierpienie? Czy uda się Maggie nawiązać bliski kontakt z siostrą? I dlaczego fizjoterapeuta nienawidzi wszystkich wokół, czy Maggie też znienawidzi?

Narracja jest w pierwszej osobie czasu przeszłego, lubię czytać książki z taką narracją, bowiem zawsze mam wrażenie jakbym czytała czyjś pamiętnik, lub siedziała naprzeciwko tej osoby i słuchała jej zwierzeń. I przyznam szczerze, że do końca nie jestem pewna czy fabuła tej powieści jest fikcją czy opisem realnych zdarzeń.

Mam wielką ochotę streścić całą książkę, ale wiem, że im więcej pozostawię  w domyśle, tym książka bardziej zaintryguje.

Cieszę się, że ta książka wpadła w moje ręce, i mam nadzieję, że nie jest to jedyna powieść tej autorki, którą uda mi się przeczytać.

Historia tej młodej dziewczyny, nieco zbuntowanej, ale bardzo pogodnej, nie tyle bardzo mnie wzruszyła, co dała mi wiele do myślenia. Jak często ludzie poddają się, nie próbując nawet walczyć o lepsze jutro, bo przecież życie mamy tylko jedno. Maggie po wypadku ląduje na wózku inwalidzkim i tylko od niej zależy, czy będzie potrafiła żyć inaczej niż dotąd.

Główna bohaterka od zawsze bała się latać samolotami. Ktoś może powiedzieć, że był to lęk irracjonalny, ale myślę, że intuicja każdego człowieka wie lepiej, czego powinien się wystrzegać, a do czego podchodzić na pełnym luzie. Tej dziewczynie latanie wydawało się sprzeczne z naturą, bo przecież siła ciążenia nie po to chce zatrzymywać w dole, żeby wznosić się w górę. Jej strach okazał się całkiem podstawnym, ponieważ podczas pewnego całkiem niewinnego lotu, doszło do poważnego wypadku, z którego dziewczyna nie wyszła już na własnych nogach.

(…) Nie ma sensu oglądać się za siebie. Wiem, co znaczy walczyć, upadać i znów stawać do walki. Wiem, jak żyć w zgodzie ze sobą. Muszę się cieszyć z tego, co mam. Dostałam jedno życie, a ono toczy się tylko naprzód. I jest wiele szczęśliwych zakończeń. (…)

Autorka w bardzo ciekawy sposób pokazuje walkę młodej dziewczyny z tym co ją spotkało. Z precyzyjnością godną podziwu przeprowadza ją, przez wszystkie etapy szoku pourazowego.

Czytelnik ma zatem okazję poznać zachowanie dziewczyny na etapie zaprzeczenia, w którym bohaterka nie dopuszcza do swojej świadomości tego, co się stało z jej ciałem. Potem przychodzi gniew, na siebie, na innych, na całą sytuację, aż wreszcie dziewczyna zaczyna walczyć, i targować się sama ze sobą o to, żeby jej stan się poprawił. Walczy ze swoim ciałem. Gdy jednak te starania nie dają oczekiwanych rezultatów, pojawia się depresja, z której tak naprawdę wyciąga ją jej siostra, trochę zwariowana, ale desperacko i niestrudzenie dążąca do tego, aby nie dopuścić do całkowitego załamania się Maggi. I w końcu, nasza bohaterka rozumie, że jej stan się nie polepszy na tyle, aby mogła żyć tak jak przed wypadkiem, więc jeżeli w ogóle chce żyć, to musi podjąć wyzwanie. I zawalczyć o szczęście, które jest na wyciagnięcie ręki, tylko trzeba je odpowiednio złapać. A żeby tego dokonać, trzeba pogodzić się z losem.

(…) Największą wadą snu jest to, że zapominamy wtedy o okropnych rzeczach jakie się nam przydarzyły. Niby dobrze, ale w końcu się budzimy. Tej nocy przyśnił mi się pierwszy koszmar dotyczący wypadku. Siedziałam za sterami samolotu, w ślubnej sukni i w welonie, i z pełną prędkością leciałam w dół, pewna, że zaraz oboje zginiemy. Chip krzyczał: „Podnoś w górę”, ale dźwignie się zacięły. Obudziłam się tuż przed uderzeniem w ziemię, ciężko dysząc, z twarzą zalaną łzami i pomyślałam: „Dzięki Bogu, dzięki Bogu że się nie rozbiliśmy”. A przecież się rozbiliśmy. (…)

W całym dramacie tej młodej dziewczyny dodatkowym negatywnym bodźcem mającym wpływ na samopoczucie głównej bohaterki był fakt, że jej chłopak, który tak naprawdę był sprawcą wypadku, nie potrafił sobie poradzić sam ze sobą, dodatkowo dołując dziewczynę, aż w końcu poddał się uznając, że skoro jej w niczym nie pomoże, to pomoże sam sobie, ale w sposób dość… niewiarygodny dla jego narzeczonej.

Muszę przyznać, że fabuła jest niesamowita i nieprzewidywalna, cały czas czytając wierzyłam w cud. Ale nie zdawałam sobie sprawy z tego, co ma tym cudem być, czy wyzdrowienie młodej dziewczyny, czy pogodzenie się jej z obecnym stanem, czy znalezienie przez nią mężczyzny, który pokocha ją taką jaką jest… zdeformowaną fizycznie i nie do końca silną psychicznie.

Myślę, że wielkim plusem tej powieści są osobowości bohaterów, wykreowane przez autorkę tak realistycznie i jednocześnie interesująco, że czytelnik nawet te z pozoru złe charaktery traktuje bardzo pobłażliwie.

Ciekawe, momentami bardzo zabawne dialogi pozwalają na chwilę oderwać się od dramatu treści, a nawet czasami wywołują na twarzy uśmiech.

Ta powieść z pewnością niejednego czytelnika skłoni do refleksji. We mnie obudziła dodatkowe emocje, bowiem sama kiedyś uległam poważnemu wypadkowi i nie chwaląc się, tylko moja ciężka praca (każdego dnia) i determinacja doprowadziły do tego, że dziś chodzę o własnych siłach. No, powinnam jeszcze dodać, że miałam świetnego fizjoterapeutę, bardzo podobnego w zachowaniu, do Iana (fizjoterapeuty Maggie), który zmuszał mnie do ćwiczeń, podczas których nieustannie leciały mi łzy.

Autorka pokazała również, jak ważna jest obecność bliskiej osoby, która nie tylko potrzyma za rękę, pogłaszczę, przytuli, ale również zmusi do działania i udowodni, że jak sami sobie nie pomożemy, to sami na tym stracimy.

(…) Taka jest moja filozofia życiowa. Nigdy nie powiem nikomu, że jego przyszłość nie będzie równie wspaniała, jak sobie zaplanował. Ale musimy działać w obrębie tego, co mamy. Znaleźć motywację w wysiłku i radość w trudnościach. (…) Ponieważ tylko tyle jesteśmy w stanie zrobić: znosić smutki, gdy musimy, i rozkoszować się radością, kiedy możemy. (…)

Polecam tę książkę każdemu, nie tylko osobom, które nie potrafią sobie poradzić z własnymi bolączkami. Ta pełna dramatu, ale również ogromu optymizmu powieść, z pewnością zadowoli wielu czytelników. Dawno nie czytałam, tak pięknej i emocjonalnej historii, która potrafi uświadomić, jak wiele zależy od nas samych.

Dziękuję Wydawnictwu MUZA. SA za propozycję przeczytania tej powieści, którą będę polecać komu tylko się da, bo jest to nie tyle ciekawa, co bardzo wartościowa w swoim przekazie lektura.

ZJAZD ABSOLWENTÓW – Guillaume Musso

Guillaume Musso, to jeden z moich ulubionych zagranicznych pisarzy. Jego książki biorę do czytania bez rekomendacji innych, bo wiem, że nigdy nie pożałuję. To francuski powieściopisarz, który urodził się w 1974 roku w Antibes. Z wykształcenia jest ekonomistą, tytuł licencjata otrzymał na uniwersytecie w Nicei, studia kontynuował w Montpellier. Z zawodu jest nauczycielem, który przez kilka lat nauczał w liceum w Lotaryngii, a także na uniwersytecie w Nancy. Swoją pierwszą powieść wydał w 2001 roku, a jego druga powieść wydana w roku 2004 sprzedała się we Francji w ponad 2 000 000 egzemplarzy i została przetłumaczona na 24 języki. Prawa do jej ekranizacji wykupiła wytwórnia Fidelite Productions. Łączny nakład jego powieści, przełożonych na 42 języki przekroczył 35 milionów egzemplarzy.

Zjazd absolwentów to kryminał psychologiczny, którego fabuła umiejscowiona została w większości na Lazurowym Wybrzeżu, we francuskiej miejscowości Sophia Antipolis.

PREMIERA KSIĄŻKI 31 LIPCA 2019

Wydawnictwo ALBATROS
stron 313

Po pięćdziesięciu latach w liceum założonym przez Laicką Misję Francuską dla dzieci pracowników zagranicznych, organizowany jest zjazd absolwentów. Thomas, Maxime i Vinca byli jej absolwentami w roku 1992. Od tego czasu nie kontaktowali się ze sobą, każdy z mężczyzn poszedł w innym kierunku, a dziewczyna… zniknęła bez śladu. Kiedy do Thomasa i Maxima docierają wieści, że szkoła ma zostać rozebrana, a ktoś brutalnie ich zastrasza podsyłając anonimy z groźbami, mężczyźni czują się coraz mniej bezpieczni. Łączy ich pewien sekret sprzed lat, o którym trudno jest im zapomnieć. Co wydarzyło się w 1992 roku? Co stało się z Vinki, dziewczyną, w której kochał się Thomas? Czyje zwłoki mogą być zamurowane w ścianach szkoły i czy Thomas i Maxime mają z tym coś wspólnego?

Nie ukrywam, że na kolejną powieść tego autora czekałam z niecierpliwością i na szczęście nie zawiodłam się jej fabułą.

Musso świetnie potrafi połączyć intrygę kryminalną z nutką romansu i przepleść to wątkami sensacyjnymi i psychologicznymi. W tej powieści mamy tego wszystkiego sporo.

Narracja prowadzona jest dwutorowo, w dwóch ramach czasowych, przenosząc czytelnika ze współczesności roku 2017 do przeszłości roku 1992. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie, co wpływa na dość specyficzny odbiór powieści, bowiem czytając miałam wrażenie, że słucham zwierzeń autora. Było to na tyle realistyczne, ze główny bohater jest pisarzem i bardzo wiele łączy go z autorem.

Książka od początku przykuwa uwagę, przyciąga swoją fabułą na tyle, że trudno jest się oderwać od jej stron. Być może kilku czytelników będzie rozczarowanych, dodatkowymi wątkami wplecionymi w wątek główny, a dotyczącymi innych, drugo- i trzecioplanowych bohaterów, ale tak właśnie pisze Musso. A jego specyficzny styl pisania pokochało wielu. Aby dać odpocząć czytelnikowi, przenosi na chwilę w zupełnie inne miejsca i do innych ludzi, innych zdarzeń, które jednak świetnie łączą się w całość tworząc idealną sieć różnych powiązań.

Dobra fabuła nie byłaby tak wciągająca, gdyby nie dobrze wykreowane postacie, których osobowości są tak różne, a zarazem tak wyraziste, że można wręcz zagłębić się w ich wizerunkach psychologicznych.

Dawno, dawno temu, oglądałam w telewizji serial „Miasteczko Twin Peaks”, tam również w niewyjaśnionych okolicznościach zaginęła młoda dziewczyna, jeżeli ktoś oglądał ten serial to może sobie go przypomni czytając najnowszą książkę Musso. Skrzętnie skrywana tajemnica, która łączy kilkoro ludzi nie tylko wzmaga ciekawość , ale powoduje wręcz cały czas obecne napięcie.

Sensacja goni sensację, zaskakujące zwroty akcji powodują czasami lekki mętlik w głowie, ale wszystko to sprawia, że książkę czyta się jednym tchem.

Główny bohater walczy z wyrzutami sumienia i z lękiem, który prześladuje go, odkąd ktoś wyraźnie go zastrasza, ktoś kto wie co wydarzyło się 25 lat wcześniej.

(…) Może tak musiało być, może to miało się skończyć śmiercią i strachem. Ja też muszę z tym skończyć. Skończyć na zawsze z cierpieniem, które mnie męczy od lat. Otwieram okno. W twarz uderza mnie lodowate zimno, Wdrapuję się na parapet, ale nie mogę skoczyć. Noc dotyka mnie – i odpycha. Śmierć ze mnie rezygnuje. (…)

Wczytując się w fabułę czytelnik ma okazję zagłębić się w psychiki różnych osób, które świadomie lub nie, interpretują różne sytuacje, różne wydarzenia. I nie strach przed wydaniem się mrocznej tajemnicy sprzed lat nimi kieruje, ale odpowiedzialność i troska za drugiego człowieka.

Muszę przyznać, że zakończenie książki zaskoczyło mnie bardzo. Autor po raz kolejny udowodnił, że wszystko może okazać się zupełnie, niż sobie to poukładaliśmy. Prawda może okazać się kłamstwem, a kłamstwo prawdą.

(…) Cóż, uczucia i natura ludzi są bardzo skomplikowane. Życie nie idzie prostą drogą, często wchodzi na kręte ścieżki, gdzie podskórnymi wodami płyną pragnienia, których spełnienia wykluczają się wzajemnie. Życie jest kruche, raz cenne, raz nic niewarte, raz zanurzone w lodowych wodach osamotnienia, a raz w gorącym źródle miłości. Przede wszystkim zaś nie mamy nad nim kontroli. Byle drobiazg może spowodować katastrofę. Wyszeptane słowo, błyszczące spojrzenie, zapraszający uśmiech – wszystko to może wznieść nas na szczyty albo strącić w przepaść. (…)

Przez cały czas czytelnik musi się domyślać tego co się stało, powoduje to, że momentami napięcie rośnie, aby wreszcie dotrzeć do maksimum.

Autor nie szczędzi również piękna, wprowadzając czytelnika w klimat Lazurowego Wybrzeża i oprowadzając po pięknych dzielnicach miasta.

Na początku książki mamy plan Liceum Saint – Exupery’ego

No cóż, myślę, że ten, kto sięgnie po najnowszą powieść tego autora, nie będzie rozczarowany. Każdy znajdzie w niej bowiem coś dla siebie.

Dziękuję Wydawnictwu ALBATROS za kolejną powieść tego autora, którego chyba wszystkie książki są na listach bestsellerów, dziękuję za propozycję przeczytania tej powieści, która sprawiła, że po raz kolejny „zarwałam” kilka nocy.

WIĘCEJ NIŻ POCAŁUNEK – Helen Hoang

Helen Hoang urodziła się 1982 roku. Jest amerykańska pisarką wietnamskiego pochodzenia. Ukończyła studia ekonomiczne i pracowała w finansach, zanim zaczęła pisać powieści. W 2016 zdiagnozowano u niej zespół Aspergera, co zainspirowało ją do napisania powieści „Więcej niż pocałunek”, która zdobyła nagrodę czytelników portalu Goodreads dla najlepszej książki, znalazła się w Top 100 książek Amazona i Top 50 „Washington Post” w 2018 roku. Pilgrim Media Group nabył prawa do filmu na podstawie tej powieści. W 2019 roku ma się ukazać jej nowa powieść „The Bride Test”. Mieszka w San Diego z mężem i dwojgiem dzieci.

Więcej niż pocałunek to romans a zarazem współczesna powieść psychologiczna z dużą dawką erotyki.

PREMIERA KSIĄŻKI 5 CZERWCA 2019

Wydawnictwo MUZA.SA
stron 467

Stella ma trzydzieści lat, jest zdolną i utalentowaną w dziecinie algorytmów kobietą, której świat rządzi się jedynie prawami logiki. Zdiagnozowany u niej autyzm, zespół Aspergera to choroba, powodująca w niej niechęć do bliskości, a na myśl o całowaniu kogoś robi jej się niedobrze. Jednak jak każda kobieta pragnie w przyszłości mieć normalną rodzinę, ale aby ją stworzyć, Stella musi nauczyć się obcowania z mężczyzną. Do tego zatrudnia profesjonalistę, Michaela, młodego przystojnego żigolaka, który za pieniądze uprawia z kobietami seks. I chociaż chłopak podchodzi do tego zlecenia bardzo poważnie i profesjonalnie, to Stella do tej nauki podchodzi bardzo… naukowo, przygotowując szczegółowy plan lekcji, który ma być wspólnie realizowany, zaczynając od pocałunków i przechodząc do kolejnych etapów miłości łóżkowej. Czy uda się Michaelowi nauczyć Stellę seksu? Czy nauka nie wymknie się spod kontroli logiki i zacznie iść własnymi drogami? Czy jest coś, co może zniweczyć tak misternie przygotowany przez Stellę plan?

Ta książka to debiut młodej autorki, która weszła na rynek księgarski wielkim WOW, ponieważ kilka miesięcy od premiery, prawa do ekranizacji fabuły tej powieści zakupiła wytwórnia filmowa Liongsgate Motion Picture Group, mająca na swoim koncie takie filmy jak „La La Land”, czy „Igrzyska śmierci”.

Autorka napisała tę książkę zainspirowana własnymi doświadczeniami i trzeba przyznać, że stworzyła piękną historię miłosną, dwojga ludzi, podobną trochę do „Pretty Woman”, ale w odwrotnych rolach. Tu mamy piękną i bardzo bogatą dziewczynę, która zatrudnia młodego (przystojnego) mężczyznę, który z powodów czysto finansowych, sprawionych trudną sytuacją rodzinną, w tajemnicy przed najbliższymi jeden dzień tygodnia pracuje jako męska prostytutka.

W tej powieści mamy wiele wątków psychologicznych i świetnie poznajemy świat osób dotkniętych autyzmem. Zaskoczyła mnie natomiast spora dawka erotyki, momentami bardzo subtelnej, ale chwilami bardzo odważnej, opisanej ze szczegółami. Moim zdaniem to powieść o starciu z sobą i przemianach jakie zachodzą w człowieku, o walce z własnymi niedoskonałościami i obsesjami, czego dowodem jest właśnie niezaakceptowanie siebie i wyolbrzymianie swoich wad, jednocześnie widząc siebie jako kogoś mało wartego uwagi.

Ta książka to pouczający przewodnik po przypadłości jaką jest autyzm. Na przykładzie głównej bohaterki widzimy z jakimi dolegliwościami muszą borykać się na co dzień osoby dotknięte tą dolegliwością. W jak wielu przypadkach, dla człowieka będącego w normalnych, życiowych sytuacjach, tym osobom towarzyszy irracjonalny strach.

(…) Po chwili wahania zbliżyła się do niego i wyciągnęła obok. Leżała wyprostowana jak struna i patrzyła prosto przed siebie, szeroko wytrzeszczając oczy. Czuła jak krew pulsuje jej w uszach, a całe ciało było sztywne, jakby przygotowywało się do ataku. (…)

(…) – Nie, wszystko w porządku. Po prostu za dużo bodźców naraz. Nadmierna stymulacja. – Czuła się już lepiej, chociaż ciągle dudniło jej w skroniach. Quan lekko przechylił głowę. – Tak samo zachowuje się mój brat, ale on cierpi na autyzm. (…)

Czy zobowiązujące jedynie finansowo zlecenie, może przerodzić się w gorące uczucie? Czy można pokonać strach przed dotykiem, nadmiernym hałasem, czy tłumem ludzi, biorąc za jedyną broń, wewnętrzne emocje przeczące symptomom choroby?

Muszę jednak przyznać, że główna bohaterka momentami wydawała mi się nieco irytująca, chociaż być może tak właśnie zachowują się osoby z zespołem Aspergera. Jej zachowanie często przeczyło rozsądkowi. Niby taka ułożona, dobrze wychowana, inteligentna, a nie potrafiła opanować podniecenia seksualnego i pozwalała na bardzo odważne pieszczoty w każdym miejscu, nawet w miejscach publicznych, czy w domu rodzinnym Michaela.

(…) Ściągnął gumkę z jej włosów, a potem włożył rękę pod jej spódnicę i złapał wewnętrzną stronę uda. – Takie rzeczy robi się w sypialni – syknęła przechodząca obok Maddie. (…)

I chociaż chwilami czułam lekki niesmak z powodu zbyt odważnych scen erotycznych, to muszę przyznać, że fabuła była bardzo wciągająca. A końcówka książki tak emocjonalna, że prawie cały czas nie mogłam zapanować nad wzruszeniem.

Ta książka jest z pewnych względów bardzo wyjątkowa. Chwilami zabawna, bardzo seksowna a chwilami wyciskająca z oczu łzy. To opowieść o bardzo nietypowej miłości i perypetiach młodych ludzi, którzy dążą do tego samego, a jednocześnie przekonani są o tym, że nie zasługują na tę miłość.

Jednak połączenie ciekawej fabuły, z intrygującymi osobowościami bohaterów i ciekawymi dialogami, to z pewnością dobra lektura.

Polecam tę powieść szczególnie osobom preferującym powieści obyczajowe, romanse i powieści psychologiczne. Z całą pewnością usatysfakcjonuje ona również miłośników erotyki.

Dziękuję Wydawnictwu MUZA.SA. za propozycję przeczytania tej nieszablonowej historii miłosnej i myślę, że z przyjemnością sięgnę po kolejne książki tej młodej autorki.

Napisz do mnie
Październik 2019
P W Ś C P S N
« Wrz    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  
Książki które przeczytałam
Recenzje moich książek
  • Leśniczówka
  • Pamiątka z Paryża
  • Jutra nie będzie
  • Lawenda
  • Płacz wilka
  • Carpe Diem
  • Listy do Duszki
  • Muzyka dla Ilse
Znajdziesz mnie również na
lubimyczytać.pl granice.pl booklikes.com nakanapie.pl sztukater.pl instagram.com/ewfor/ facebook.com/KsiazkiIdy/
Teraz czytam