KRAWĘŻNIKOWE DZIECI – Grażyna Kamyszek
(…) Popatrz na mnie, jedną nogą stoję nad grobem i, zanim mnie przysypią chciałabym jeszcze zrobić coś dobrego dla innych krawężnikowych dzieci. Ale jest ich wokół mnóstwo. Wam nie pomogłam, zachowałam się egoistycznie (…)

Grażyna Kamyszek jest mieszkanką Ustki (latem mieszka w Barcicach). To autorka prozy polskiej, która zaczęła spełniać swoje marzenia o pisaniu i wydawaniu książek dość późno. Urodziła się w 1950 roku w Sztumie, jest kolejnym przykładem na to, że spełniać swoje marzenia można (i powinno się) w każdym wieku. Ukończyła filologię polską na UG i studia podyplomowe z bibliotekoznawstwa. Pracowała jako nauczycielka języka polskiego w Postolinie i w Ustce. Jest autorką scenariuszy i realizatorką wieczorów poetyckich przybliżających twórczość H. Poświatowskiej, E. Stachury i K. K. Baczyńskiego – wystawianych na scenie Domu Kultury w Ustce. Jest również współredaktorką wydania tomu poezji „Młode głosy” (1997), promującego twórczość młodzieży. Aktualnie przebywa już na zasłużonej emeryturze.
KRAWĘŻNIKOWE DZIECI to powieść obyczajowa z nutką dramatu i romansu.
PREMIERA KSIĄŻKI 09 WRZEŚNIA 2022

Gdy cienie przeszłości nie dają zasnąć, trzeba podjąć wyzwanie i ruszyć ich śladem, by odkryć prawdę i zmienić teraźniejszość. Pomóc może młodość, żywiołowość i… miłość.
Spotykają się dwa żywioły, roszczeniowa madame Władysława i pokrzywdzona Ksenia. Różni je prawie wszystko: wiek, uroda, zapatrywania i postrzeganie rzeczywistości. Mimo diametralnych różnic są zdane na siebie i trwają w wojennych okopach, bo każda z nich ma skonkretyzowany plan, który chce doprowadzić do końca. Buforem i jednocześnie rozjemcą zwaśnionych stron jest Bartosz. Czy uda mu się doprowadzić do rozejmu? Niebagatelne znaczenie mają enigmatyczne krawężnikowe dzieci, błąkające się w cudzych życiorysach i niepozwalające o sobie zapomnieć. To one czynią opowieść oddającą nie tylko klimat ubiegłego wieku, ale i miasteczka, gdzie mają miejsce niesamowite wydarzenia. Wpisują się we współczesne realia, wzbogacając je o ponadczasowe wartości, a zielarka Greta przepowiedniami dopełnia to, co i tak jest zapisane w gwiazdach.
Czy łatwo jest być w dobrych relacjach z drugą osobą, kiedy dzieli kilkadziesiąt lat?
Kiedyś pracowałam jako opiekunka osób starszych, między mną a moją podopieczną była różnica wiekowa ponad 60 lat. Moje początki pracy z tą panią były trudne, ale kiedy „odchodziła’ z czystym sumieniem mogłam powiedzieć, że się ze sobą zaprzyjaźniłyśmy.

Grażyna Kamyszek w tej książce również opisuje relację między młodą opiekunką i wiekową seniorką, ale to nie relacje między nimi są głównym wątkiem fabuły, chociaż odgrywają w niej dość istotną rolę.
Im człowiek starszy, tym częściej myślami wraca do przeszłości. Czasami wspomnienia są piękne, czasami bolesne, a czasami po prostu bardzo sentymentalne. I takie właśnie sentymentalne wspomnienia pojawiły się w głowie pani Władysławy, która przed śmiercią postanowiła jeszcze odwiedzić „stare kąty”. Ale czy tylko sentyment nią kierował?
Początkowe relacje między młodą, trochę zbuntowaną, a trochę skrzywdzoną zawodowo Ksenią, a dość majętną, bardzo wymagającą seniorką były nieco trudne. Ksenia traktowała pracę u starszej pani jako coś przejściowego, po drodze w dość niekonwencjonalny sposób torując sobie drogę do lepszej przyszłości wykorzystując do tego naiwność pewnego mężczyzny.
(…) Być może byłoby inaczej, gdyby jedna ze stron nieco stonowała, ale Ksenia leczyła urażoną ambicję, walcząc ze zrzuceniem z siebie opinii „ciepłej kluchy”. Natomiast pani Władysława lubiła obrażać i dokuczać, były to żywioły napędzające jej siły mentalne i fizyczne. (…)
A starsza pani zatrudniając Ksenię, przez pośrednictwo pewnego młodego człowieka od początku miała wobec dziewczyny konkretne plany.
Jakie? Oczywiście tego nie zdradzę, by byłby to spoiler, ale jak ktoś chce się tego dowiedzieć, to gorąco polecam sięgnięcie po tę książkę.
Ta powieść z jednej strony jest odrobinę zabawna, ale z drugiej bardzo wzruszająca.
Poznajemy losy dorosłych ludzi, dla których, gdy byli dziećmi, ulica, a właściwie to pewien chodnikowy krawężnik był drugim domem.

Dlaczego na nim przesiadywały? Czy dlatego, że łączyła je prawdziwa dziecięca przyjaźń, czy dlatego, że czuły się wśród rówieśników bezpieczne? Każde z tych dzieci miało swoje marzenia, a starsza pani przy pomocy swojej opiekunki próbuje te dzieci odnaleźć. Czy jej się to uda? Czy uda jej się poznać marzenia tamtych dzieci? Czy któremuś z nich marzenie się spełniło?
To książka psychologiczna. Autorka porusza w niej wiele trudnych a nawet dramatycznych wątków i przyznam szczerze, że nie jeden raz podczas czytania zakręciła mi się łza w oku.
Ciekawe, wyraziste postacie jakie stworzyła Grażyna Kamyszek są takim pozytywnym dodatkiem do fabuły. I muszę przyznać, że z pewnością nie brakuje w tej lekturze emocji, ale książki, w których tych emocji nie poczujemy… czy są warte czytania?
Autorka pisze pięknym językiem co z pewnością również wpływa na odbiór fabuły jako całości.
Przyznam szczerze, że polubiłam bohaterów, nawet dość krnąbrną Ksenię i myślę, że inni czytelnicy też ją polubią.
POLECAM tę książkę, bo jest warta przeczytania. Znajdziecie w niej i dramat, i odrobinę romansu, ale co najważniejsze, to myślę, że fabuła nikogo nie znudzi.
Dziękuję AUTORCE za cudowne, chociaż bardzo przypadkowe i spontaniczne spotkanie, na którym opowiedziała mi o tej książce. I bardzo dziękuję za książkę, którą miałam ochotę przeczytać już dawno.
EMIGRANTKA – Weronika Ilska
(…) Poczuła go, zanim go zobaczyła. Najpierw jego oczy, które tańczyły po jej plecach. Później – kroki pewne, lecz nienachalne. Był jak prawda, której nikt nie rozumiał. (…)
Weronika Ilska jest Poznanianką zafascynowaną historią swojego miasta oraz losami ludzi, którzy w czasie wojny pokazali niezwykłą siłę ducha. Do tej pory wydała dwie książki, którymi bardzo szybko zdobyła rzesze czytelniczek i czytelników i myślę, że wkrótce będzie o niej w świecie książek dość głośno.
EMIGRANTKA – to powieść obyczajowa z historią wojenną w tle.
PREMIERA KSIĄŻKI 26 CZERWCA 2026

Czy można zacząć od nowa, gdy serce wciąż pamięta melodię dawnych lat?
W barwnej Barcelonie lat dwudziestych Lina szuka ukojenia i nowego początku. U boku Diego, charyzmatycznego artysty, odkrywa świat katalońskiej bohemy – pełen wolności, sztuki i nieznanych dotąd emocji. Wszystko się zmienia, gdy na jej drodze staje rosyjski emigrant, Michaił Pietrowicz Wołkoński. Mężczyzna, przy którym Lina po raz pierwszy od dawna pozwala sobie uwierzyć, że przeszłość można zostawić za sobą. Ale są historie, które nie pozwalają o sobie zapomnieć. Wspomnienia z Polski, od których tak bardzo chciała uciec, zaczynają wracać z nową siłą, zmuszając Linę do wyboru między prawdą a życiem, które próbuje zbudować na nowo. Czy miłość i odnaleziona wolność wystarczą, gdy przeszłość upomni się o swoje? Co wspólnego z przeszłością Niny ma poznany w Barcelonie Michaił? Czy Nina wróci do Polski, czy jednak pozostanie na emigracji?
Najpierw zachwyciłam się okładką, tak, jestem książkową sroczką. Potem przeczytałam opis fabuły na tylnej okładce i już wiedziałam, że to nie będzie łatwa lektura i że MUSZĘ tę powieść przeczytać.
Historia opisana w tej powieści jest piękna chociaż bardzo melancholijna. Emocjonalnie fabuła cały czas wpędzała mnie w pewnego rodzaju nostalgię.

Styl jakim pisze Weronika Ilska jest taki, że nie można tej książki czytać szybko, bo cały czas podczas czytania trzyma czytelnika jakaś zaduma. Przynajmniej ja tak to odbierałam. Od czasu do czasu musiałam książkę odkładać na kilka chwil, aby złapać oddech. Ale przyznam szczerze, że trudno jest przerwać czytanie, bo tak bardzo historia Niny wciąga.
Tekst jest naszpikowany metaforami, które dodatkowo sprawiają, że czuje się całym sobą ciszę, tęsknotę, ból, mimo że czytamy o pięknej chociaż trudnej miłości.
Pierwsza połowa książki jest trochę dziwna, zagłębiamy się w środowisko rosyjskich arystokratów na emigracji, zagłębiamy się w ich życie i wczytujemy w sposób mówienia jaki wówczas obowiązywał. Kulturalny, pełen gracji nawet gdy ktoś nie wypowiadał się z przekazem grzecznościowym. I właśnie ten początek jest tak nostalgiczny, że momentami miałam wrażenie, że ja nie czytam, a płynę spokojnym nurtem przez tekst, pełen romantyzmu, tęsknot i tajemnic.
(…) Portret Michaiła stał przodem do gapiów. Przodem do Michaiła. Nogi Liny jakby ugrzęzły w ziemi. Serce zamarło. Oczy patrzyły tylko w to jedno oliwkowe spojrzenie, które miała przed sobą i za sobą. Michaił wiedział. Wiedział już, że jeśli ma ją kochać, nie będzie to możliwe w ciszy. (…)
W drugiej części więcej się dzieje i fabuła jakby przybiera tempa,powoli zaczynając odkrywać różne tajemnice dotyczące przeszłości głównej bohaterki. I zaczyna być w życiu Niny odważniej.
Autorka zabiera nas do Barcelony lat trzydziestych, pełnej emigrantów. Barcelony żyjącej sztuką. Ale odwiedzamy również Polskę tamtych lat, a właściwie to polską wieś, która powoli zaczyna żyć własnym życiem po odzyskaniu niepodległości.

Główna bohaterka jest kobietą mocno zranioną w przeszłości, ale dzięki przyjaźni z pewnym ciekawym artystą-fotografem nie poddaje się. Ucząc się życia na obczyźnie odkrywa swoją atrakcyjność, uczuciowość i siłę niezależnej kobiety.
I chociaż przeszłość cały czas jest dla niej bolesną zadrą w sercu to pewnego dnia postanawia stawić czoła tej przeszłości, aby zbudować przyszłość na własnych zasadach.
Czy jej się to uda? Nie będę tego zdradzała, ale myślę, że warto się o tym przekonać samemu sięgając po tę książkę.
To nie jest lektura z tych: lekka, łatwa i przyjemna, ale uważam, że jest z tych, o których się mówi „piękna”. I myślę, że fabuła tej książki na długo zostanie w mojej pamięci.
Mamy tutaj piękną, chociaż nieco trudną miłość, mamy cudownie pokazane przyjaźnie i przede wszystkim poznajemy ciekawych ludzi. Bo nie ukrywam, że moim zdaniem, dobrze wykreowane postacie w książce mają ogromny wpływ na odbiór fabuły.

POLECAM tę powieść całym sercem tym, którzy cenią sobie dobrą literaturę i potrafią docenić jak dokładną kwerendę musiała przeprowadzić autorka, aby powstała taka właśnie powieść.
Dziękuję Wydawnictwu Filia za możliwość poznania kolejnej polskiej autorki i za możliwość przeczytania tej książki dzięki współpracy barterowej w ramach akcji #LATOZFILIA
JESIEŃ W KRYNICY ZDROJU – Anteta Krasińska
(…) Natychmiast dostrzegła liczne malunki, na których uwieczniono miasteczko. Skręciła i skupiła się na uważnym oglądaniu obrazów. Wszystkie miały tę samą wielkość ram, choć różniły się rozmiarem płótna. (…)

Aneta Krasińska to autorka o wielu obliczach poruszająca problemy kobiet borykających się z przeciwnościami losu. Zadebiutowała w roku 2015 powieścią „Finezja uczuć” i od tej pory wydała ponad 30 powieści. Z pochodzenia jest sochaczewianką, z wykształcenia i z zamiłowania humanistką, zakochaną w książkach. Obecnie mieszka w maleńkiej mazowieckiej wsi, gdzie bliski kontakt z naturą pozwala jej oderwać się od rzeczywistości i daje poczucie swobody twórczej. Prowadzi warsztaty pisania dla dzieci „Pisaninka”. Przez wiele lat współpracowała z lokalnym stowarzyszeniem działającym na rzecz rozwoju mieszkańców gminy Baranów. Zainicjowała akcję #PożyczPrzeczytajPoleć.
JESIEŃ W KRYNICY ZDROJU to czwarta część cyklu CZTERY PORY ROKU, z historią wojenną w tle.
PREMIERA KSIĄŻKI 23 WRZEŚNIA 2026

Paulina Borek pochodzi z Kamienia Krajeńskiego, ale od dawna mieszka w Warszawie i przez lata zapracowała na ugruntowaną pozycję w świecie medialnym. Z dużym zaangażowaniem wykonuje obowiązki dziennikarki w wydawnictwie „Lustro”. Jej nastawienie do zadań całkowicie się zmienia, gdy przełożony wymaga od niej wyjazdu do Krynicy-Zdroju. Niepocieszona z zadania zbiera materiały na temat znanego uzdrowiska, które niedawno stało się planem zdjęciowym dla jednego z programów randkowych. Poznaje też życie w sanatorium i zaczyna sobie uświadamiać, jak bardzo się ono różni od powszechnych opinii. Jednocześnie zaczyna ją intrygować dostrzeżony w korytarzu obraz. Inicjały artysty nic jej nie mówią, a jednak dzieło ma w sobie coś, co nie pozwala jej o nim zapomnieć. A gdy odkrywa, że na odwrocie znajduje się drugi malunek, zaczyna poszukiwania malarza lub malarzy. Czy uda się Paulinie odnaleźć autora obrazu? Czy czas spędzony w sanatorium wśród seniorów pozwoli młodej kobiecie na spojrzenie na to środowisko inaczej niż do tej pory patrzyła?
Pobyt w sanatorium wielu osobom, zwłaszcza tym, którzy nigdy nie doświadczyli pobytu na takiej rehabilitacji kojarzy się głównie z tańcami i romansami.
Ale żeby móc się wypowiadać na jakiś temat trzeba tego doświadczyć. Osobiście byłam kilka razy w sanatorium i bardzo sobie chwalę te pobyty. Pomoc zdrowotna i odpoczynek psychiczny to jedno, ale z kilku takich pobytów „przywiozłam” również piękne wspomnienia i cudowne znajomości.
Miałam również to szczęście bycia pensjonariuszką sanatorium w Krynicy Zdroju i powiem szczerze, że z ogromną przyjemnością sięgnęłam po tę książkę, która sprawiła, że wróciły do mnie piękne wspomnienia.
Muszę przyznać, że chociaż mam za sobą już kilka książek Anety Krasińskiej w tej zaskoczyły mnie wplecione w fabułę opisy plenerowe. Tę piękną, kolorową jesień w górach czułam całą sobą i chętnie bym tam właśnie teraz – jesienią – pojechała.

Autorka podzieliła fabułę książki na dwie części, część współczesną i część historyczną. Myślę, że wiele osób stwierdzi, że jedna i druga jest bardzo wciągająca.
W części współczesnej towarzyszymy pewnej młodej dziennikarce, której pobyt w sanatorium początkowo wydał się czymś w rodzaju kary. Kobieta sceptycznie nastawiona do przymusowego pobytu nie spodziewała się, że aby korzystać z uroków sanatorium nie trzeba być w wieku senioralnym.
Dla wielu starszych ludzi pobyt w takim miejscu jest pobytem zbawiennym nie tylko dla ciała, ale również i dla duszy. Na chwilę można zapomnieć o samotności, o obowiązkach dnia codziennego i skupić się na dostarczeniu przyjemności, poznając ludzi potrafiących żyć pełnią życia bez skupiania się na peselu.
Bo cóż może być lepszego od spędzania czasu na luzie i w dobrym towarzystwie. A jak to zaowocuje na przyszłość, to tym lepiej i dla ciała, i dla duszy.
Jako bywalczyni sanatoriów uważam, że autorka bardzo pięknie przedstawiła ten wątek odnoszący się do kuracjuszy.
W części historycznej Aneta Krasińska zabiera nas do przedwojennej Krynicy, równie tętniącej życiem kuracjuszy, ale i życiem ówczesnych mieszkańców.
Każdy, kto był w Krynicy ten wie, że jedną z głównych postaci jest Nikifor, człowiek związany z tą miejscowością od dziecka, zafascynowany uwiecznianiem krajobrazów na papierze. Krynica wielu kojarzy się z muzyką, z Kiepurą i organizowanymi tam festiwalami, ale myślę, że większości kojarzy się również ze sztuką, jaką prezentował Nikifor.

Dzięki Anecie Krasińskiej poznajemy nie tylko dramatyczne, pełne upokorzeń życie tego łemkowskiego malarza, o którym mówiono, że jest przedstawicielem sztuki naiwnej, ale również życie jego naśladowcy, mężczyzny, który mimo koneksji nie potrafił zdobyć tak wielkiej sławy jak ten niepozorny uliczny artysta jakim był właśnie Nikofor.
Mimo swojego dość swoistego talentu Nikifor czyli Epifaniusz Drowniak żył samotnie, większość część życia w nędzy, przez wielu uważany za niepełnosprawnego intelektualnie głównie z powodu bełkotliwej i niewyraźnej mowy i dopiero pod koniec swojego życia został doceniony i uznany na świecie za wybitnego malarza.
(…) Epifaniusz Drowniak, który coraz częściej myślał o tym by znaleźć dla siebie jakiś ciekawszy przydomek, lubił jesień. Wolał ciszę od natłoku rozwrzeszczanych dzieci. Lubił samotność, więc nie przejmował się brakiem wścibskich spojrzeń. Nie potrzebował publiki, by tworzyć. (…)
W wątku historycznym poznajemy również Stefana Filipowicza, niespełnionego artystę malarza, który miał dość osobliwy kontakt z twórczością Nikifora.

Jeżeli nie czytaliście jeszcze tej książki to gorąco ją POLECAM. Przenieście się na chwilę do malowniczej, pełnej jesiennych barw i pięknych widoków Krynicy i razem z młodą dziennikarką odkryjcie tajemnice pewnego obrazu, który przypadkowo spadł ze ściany w jednym z budynków sanatoryjnych.
Dziękuję autorce za kolejną wciągającą historię, a Wydawnictwo Skarpa Warszawska za możliwość przeczytania tej książki w ramach współpracy barterowej.
MIŁOŚĆ, O KTÓREJ ZAPOMNIAŁAM – Agnieszka Jeż
(…) Zapomniałam o różnych sprawach, na pewno. To znaczy tak, pewnie tak. Każdy przecież zapomina. Na przykład o… Nie pamiętała, o czym zapomniała. Poczuła jak jej usta układają się w uśmiech. Jaki absurd, nie pamiętać tego, o czym się zapomina. (…)
Agnieszka Jeż, to genetycznie krakowianka i góralka, urodzona i wykształcona w Warszawie. Mieszka w Sulejówku. Jest pisarką, filolożką polską i lituanistką. Przez wiele lat zawodowo zajmowała się książkami na stanowisku redaktorki i wydawczyni. W liceum wpatrzona w matematykę i fizykę, na studiach filologia polska i filologia bałtycka. Jako autorka zadebiutowała w roku 2016 esejem o międzywojniu „Kuchnia dwudziestolecia. Co i jak jadano”, a jej pisarski debiut to powieść „Nie oddam szczęścia walkowerem”.
MIŁOŚĆ O KTÓREJ ZAPOMNIAŁAM to dramat psychologiczny.
PREMIERA KSIĄŻKI 10 CZERWCA 2026

Anna budzi się w szpitalu po wypadku samochodowym. Nie pamięta niczego — nawet własnego męża. Adam, ceniony ortopeda, pomaga jej wrócić do życia, które wydaje się idealne: dom pod Warszawą, dwoje dzieci, szczęśliwa rodzina. Gdy stopniowo odzyskuje pamięć, Anka odkrywa, że przeszłość nie pasuje do historii, którą słyszy od bliskich. Tajemnicza pocztówka z Paryża, dziwne notatki i urywki wspomnień burzą obraz perfekcyjnego małżeństwa. Im więcej sobie przypomina, tym mocniej czuje, że największą tajemnicą nie jest sam wypadek, lecz to, o czym przez lata próbowała zapomnieć.
Amnezja – myślę, że nikt nie chciałby jej doświadczyć, bo jak żyć ze świadomością, że nie pamięta się tego co było.
A może czasami taka amnezja jest dobra? Bo czy nie zdarzyło się w naszym życiu coś o czym chcielibyśmy zapomnieć, a to wraca do nas jak bumerang i za każdym razem otwiera zabliźnione rany?
Główna bohaterka po urazie głowy nie pamięta tego co było przed, ale strzępki pamięci wracają do niej w różnych chwilach. Czy lepiej by dla niej było, aby sobie wszystko przypomniała, czy lepiej by o wielu sprawach czy sytuacjach nie pamiętała?
Można o tym dyskutować godzinami.

Takie życie z amnezją może być początkiem czegoś pięknego chociaż cały czas budzi niepokój.
Nie „porwała” mnie ta książka, nie było podczas czytania wzruszeń, nie było wielkiego „WOW”, były natomiast momenty pewnego rodzaju zniesmaczenia i zaskoczenia. Ale to co mogę uczciwie przyznać to fakt, że fabuła trochę dała mi do myślenia.
Główna bohaterka była dla mnie nijaka, chociaż miałam świadomość, że jest kobietą ładną i inteligentną, chociaż też trochę nierozsądną, trochę wygodnicką. Przyznam szczerze, że jej nie polubiłam. Może taką właśnie miała być?
Romans, w jaki się wdała był dla mnie czymś co w ogóle nie powinno mieć miejsca, ale nie mnie oceniać innych.
Autorka porusza w książce wiele tak zwanych życiowych tematów, ale myślę, że niejeden z nich można by było rozwiązać inaczej.
Trudno mi pisać o tej książce, ponieważ nie wywołała we mnie żadnych głębszych emocji. Niektóre fragmenty fabuły wydały mi się zbędne w całej tej historii, ale wprowadzenie ich z pewnością było zamysłem autorki, chociaż myślę, że dla wielu historia Anny okaże się poruszającą historią o kobiecie, która dopiero po „narodzeniu się na nowo”, po utracie wspomnień, ma szansę odkryć swoje JA.
(…) Błysk. W głowie Anki pojawił się nowy obraz. Stoi w korytarzu. Jest zdenerwowana. Słyszy piknięcie telefonu. Wyciąga go z torebki. Drżącą ręką przesuwa palce po ekranie. Wiadomość od Krysi. Klika w nią. Oczy ma jeszcze załzawione, mruga, przeciera je wierzchem dłoni. „Och” wzdycha. Prawa ręka ją boli. (…)

Ta historia pokazuje nam jak mało można wiedzieć o sobie, a jak dużo możemy się o sobie dowiedzieć od innych, często nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego kim jesteśmy, bo my odbieramy siebie zupełnie inaczej niż odbierają nas inni.
Często życiem człowieka kierują zasady wpojone w przeszłości, zasady, według których żyjemy, chociaż skrycie buntujemy się przeciwko nim.
Moim zdaniem nie jest to lektura lekka, łatwa i przyjemna i z pewnością niejedną osobę skłoni do refleksji nad tym co w życiu jest najważniejsze dla uzyskania szacunku do siebie. Bo czasem może warto coś stracić, aby odnaleźć coś nowego. Odnaleźć siebie taką jaką chcemy być, a nie taką, jaką chcą inni abyśmy były. I chociaż tak jak wspomniałam wcześniej mnie ta książka nie poruszyła do głębi, to myślę, że warto ją przeczytać chociażby dlatego, żeby wyrobić sobie o niej własne zdanie.

Książka pozyskała wiele pozytywnych recenzji, zatem POLECAM ją do przeczytania osobom, które lubią powieści psychologiczne, romanse i takie z nutą tajemnicy.
Dziękuję Wydawnictwu Filia, że miałam możliwość przeczytania tej lektury w ramach współpracy barterowej w akcji #LATOZFILIA
PUSTE RAMY – Anna Klejzerowicz
(…) Skupiona na wyborze najlepszego kadru, nie zwracała uwagi na to, co się wokół niej dzieje. I wtedy to się stało. Miała szczęście. Gdy w ostatniej chwili dotarł do niej ryk silnika, zachwiała się i przewróciła razem z rowerem na pobocze ścieżki. (…)

Anna Klejzerowicz bywa dość częstym gościem w moim świecie książek, ale tym osobom, które trafiły do mnie po raz pierwszy przedstawię tę autorkę, chociaż myślę, że jest ona znana czytelnikom lubiącym dobre kryminały. Jest gdańską pisarką, publicystką, fotografką, autorką książek kryminalnych i nie tylko. Przez wiele lat współpracowała z Teatrem Atelier im. Agnieszki Osieckiej w Sopocie jako fotografka i redaktorka publikacji teatralnych. Z wykształcenia jest mgr resocjalizacji.
PUSTE RAMY to współczesna powieść kryminalna, której fabuła umiejscowiona została na Kaszubach.
PREMIERA KSIĄŻKI 10 SIERPNIA 2026

Z jednego z prowincjonalnych muzeów znika cenny, zabytkowy obraz. To sensacyjne wydarzenie elektryzuje opinię publiczną, tymczasem reporterzy działu historycznego „Przeglądu Pomorskiego”, Nina Kiryłło i Eryk Morski, dostrzegają w tym rabunku dziwne podobieństwa do serii dawnych, niewyjaśnionych grabieży dzieł sztuki. Ich cechą wspólną jest towarzyszący włamaniom ogień. Ponieważ temat aktualnej kradzieży przypada w redakcji innemu dziennikarzowi, Nina i Eryk wracają do wydarzeń z przeszłości. Podążając tropem ognia, trafiają do pomorskiego miasteczka, w którym mogą się kryć odpowiedzi na wszystkie pytania. Jeszcze nie wiedzą, że przyjdzie im zaryzykować również własnym życiem… Komu nie spodoba się ciche śledztwo prowadzone przez parę dziennikarzy?
Anna Klejzerowicz po raz kolejny zabiera czytelników do niewielkiej kaszubskiej miejscowości, w której przeszłość ma wpływ na przyszłość.
Przy okazji intrygi kryminalnej poznajemy również świat sztuki, a konkretnie malarstwa, które nierzadko kusi niekoniecznie koneserów w ścisłym tego słowa znaczeniu, a tych, którzy pragną czerpać z tej sztuki korzyści materialne.

Kolejny kryminał autorki jest lekturą dość złożoną, ale jeżeli ktoś poznał już Ninę Kuryłło i Eryka Morskiego ten wie, że to nie tylko dziennikarze lubiący odkrywać przeszłość, ale dość odważni (szczególnie Nina) samozwańczy detektywi potrafiący rozwiązać nawet dawno odłożoną przez organy ścigania sprawę.
Lubię kryminały Anny Klejzerowicz ponieważ moim zdaniem są zaskakujące i cechuje je nie tylko wysublimowana intryga kryminalna, ale przede wszystkim tajemnice wywodzące się z przeszłości, a nierzadko również wplecione w fabułę intrygi kryminalnej tak zwane drugie dno. Często po przeczytaniu jakiejś książki tej autorki zagłębiam informacje, dalej drążąc temat poruszony w książce.
Nina i Eryk potrafią świetnie ze sobą współpracować, a w tej powieści podjęli się rozwiązania zagadki dotyczącej kradzieży dzieł sztuki, a konkretniej obrazów, po których w nawet dobrze chronionych muzeach czasami pozostają na ścianach jedynie puste ramy.
(…) – Dostaliśmy pogróżki od jakiegoś szaleńca! Rozumiesz?! Groźby karalne! (…)
Czy uda im się odnaleźć skradziony z muzeum w pewnym małym miasteczku obraz, tego nie zdradzę. A jeżeli ktoś chce się tego dowiedzieć to najlepiej będzie jak sam się przekona sięgając po tę książkę.

Myślę, że ta powieść zainteresuje nie tylko znawców sztuki malarskiej ponieważ widać, że autorka świetnie przygotowała się do napisania tego kryminału robiąc porządną kwerendę w tym temacie, aby ubarwić intrygę kryminalną „smaczkami” odnoszącymi się do malarstwa i kradzieży obrazów, idealnie wciągając czytelników w świat dzieł sztuki, w historię malarstwa i w mroczną stronę muzealnictwa kiedy dochodzi do kradzieży cennych eksponatów i ich handlu na czarnym rynku.
Kto zna „pióro” Anny Klejzerowicz ten wie, że autorka potrafi świetnie łączyć fikcję literacką z faktami i myślę, że niewiele osób będzie w stanie odróżnić co jest co.
W powieści autorka przedstawia również specyfikę funkcjonowania społeczeństwa w małych miejscowościach, w których rządzą przede wszystkim różnego rodzaju układy i układziki mające znaczny wpływ na to co dzieje się na tak zwanym rodzimym podwórku.
Polecam tę powieść miłośnikom lżejszych kryminałów, chociaż tutaj nie leje się krew i trup nie ścieli się gęsto to są momenty mrożące krew w żyłach podnoszące poziom adrenaliny.
Dziękuję WYDAWNICTWU Wydawnictwo Purple Book – Zaczytaj się w dobrych książkach! za możliwość przeczytania tej książki w ramach współpracy barterowej, a Autorce dziękuję za kolejną ciekawą historię, która z pewnością poruszy niejedną czytelniczą wyobraźnię.







