Recenzje książek

Daily Archives: Grudzień 1, 2019

ZAPACH GOŹDZIKÓW – Agnieszka Lis

Agnieszka Lis to pisarka, felietonistka. Ukończyła Akademię Muzyczną (z wykształcenia jest pianistką) oraz dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim (chciała nauczyć się lepiej pisać). Jak sama mówi o sobie – jest pełna sprzeczności i uważa, że gdyby miała dzisiaj jeszcze raz decydować o kierunku studiów, zdecydowałaby tak samo, ponieważ muzyka nie tylko uwrażliwia, ale przede wszystkim wzbogaca, a rozumienie języka muzyki jest czymś szczególnym. To autorka, która pisze o życiowych perypetiach, bólu, rozstaniu, trudnych relacjach i chyba właśnie za to cenię ją bardzo jako pisarkę.

Zapach goździków to współczesna powieść obyczajowa z wątkiem świątecznym, którego fabuła umiejscowiona została w Warszawie.

Wydawnictwo Czwrata Strona rok 2019
stron 333

Arkadiusz i Klemens znają się i przyjaźnią od lat. Co roku spotykają się całymi rodzinami nie tylko w święta. Kiedy pewnego dnia do Arkadiusza dzwoni dawny znajomy, z którym nie widzieli się ponad czterdzieści lat, obaj przyjaciele nie kryją zdziwienia. Spotykają się w restauracji prowadzonej przez żonę Klemensa, a głównym tematem jest odziedziczona przez Klemensa kilkanaście lat wcześniej winnica w Alzacji. Tymczasem trwają przygotowania do Wigilii, którą wszyscy, włącznie z byłą żoną i jej obecnym mężem, jak zwykle mają spędzić w domu Arkadiusza. Wokół rozmów krąży jednak cały czas winnica i teoretyczne problemy związane z winnicą, jakie dotknęły rodzinę Klemensa. Kiedy w pierwszy dzień świąt syn Klemensa znika na cały dzień, nikt nie spodziewa się jakie przyniesie to konsekwencje. Czy nic nie zakłóci świątecznej atmosfery obu rodzin? Dlaczego Arkadiusz co roku zgadza się aby święta i Sylwester odbywały się w jego domu? I co tak właściwie chciał dawny kolega, który niespodziewanie odwiedził Arkadiusza?

Moje przygotowania do świąt, to właśnie czytanie świątecznych opowieści od pierwszego dnia grudnia. W tym roku zaczęłam od tej książki, ponieważ zaintrygowała mnie zarówno okładka jak i opis. Nie ukrywam też, że na każdą książkę tej właśnie autorki czekam zawsze z niecierpliwością, a kto zagląda tutaj, do mojego kącika książek ten wie, że przeczytałam chyba wszystkie książki Agnieszki Lis.

Zanim poznamy fabułę, poznajemy bohaterów książki, których autorka przedstawia na wstępnie nie tylko w powiązaniu z głównymi bohaterami, ale również wizualnie. ,

Fabuła tej lektury od samego początku przyjemnie otula czytelnika muzyką, co w książkach tej autorki nie jest czymś niespotykanym. Dzięki tej muzyce można się pięknie wyciszyć podczas czytania.

(…) Nie był wtedy w filharmonii, posłuchał płyt. Po nich uznał, że warto przyjrzeć się młodzieńcowi, bo przecież nie samym Chopinem pianista żyje. Dopiero po wysłuchaniu jego płyty z Schumannem, Lisztem, Debussym i Szymanowskim pierwszy raz, w myślach przyznał mu tytuł Artysty, właśnie tak, z dużej litery. (…)

Autorka zaskakuje drobiazgowością i nie ma tu znaczenia czy pisze o winach czy o winnicach, czy też opisuje jakieś wnętrze (sklepu, restauracji), czy też czyjeś odzienie. Dzięki temu nie trzeba zbytnio nadwyrężać wyobraźni, bo wszystko dostajemy „jak na tacy” a obrazy są dopełnieniem treści.

Momentami jest nostalgicznie, ale fabuła trzyma czytelnika w swoich ryzach, chociaż zaczyna się kilka dni przed świętami, w czasie raczej pełnym pośpiechu.

Autorka między wątkami zabiera czytelnika na piękne spacery po Warszawie. Przyznam szczerze, że nie znam Warszawy, bo rzadko bywam w tym mieście, ale chętnie zobaczyła bym te wszystkie miejsca, którymi spacerowali bohaterowie powieści.

Ta powieść, to moim skromnym zdaniem pewnego rodzaju hołd dla przyjaźni i rodziny. I chociaż wielu być może chciałoby odstąpić od tradycji spędzania świąt z dokładnie ustalonym przez lata harmonogramem, to jednak coś im na to nie pozwala. Z drugiej strony ile jest takich rodzin, które nie mogą spędzać ze sobą tego czasu, bo… odległość, bo… choroba, bo… niesnaski rodzinne.

Nie chciałabym urazić autorki, ponieważ przeczytałam chyba jej wszystkie wydane dotąd książki wśród których były i takie, które mnie wzruszyły i nie mogłam się po nich długo „pozbierać” emocjonalnie, i takie, które potraktowałam jak typowy weekendowy relaks, ale… No właśnie „ale”, moim zdaniem jest to chyba najlepsza jej książka.

Dlaczego tak uważam?

Może dlatego, że fabuła jest nietuzinkowa. Może dlatego, że głównymi bohaterami nie są młode, zakochane, zranione czy mniej lub bardziej zawiedzione czymś kobiety, które w większości literatury kobiecej zdominowały rynek książkowy. Tu głównymi bohaterami są mężczyźni, którzy lata swojej młodości, lata świetności męskiej mają już dawno za sobą, ale potrafią przyciągnąć czytelnika swoimi niebanalnymi osobowościami.

Zresztą jeśli chodzi o większość postaci występujących w tej powieści, to składam głęboki ukłon w stronę autorki za wykreowanie osobowości wszystkich, począwszy od kilkuletniego dziecka, po osoby w dość dojrzałym wieku.

Mamy również wątek miłosny, ale nie taki typowy, przepełniony romantyzmem czy erotyką, ale dotykający uczuć i emocji tych byłych, wątek miłości przepełnionej tęsknotą. Bo przecież „stara miłość nie rdzewieje”.

(…) Niemożliwe – uśmiechnął się. – Bez niej byłby koniec świata. Właściwie już jest bez niej, dla mnie bez niej, ale jednak nie. Żona nie żona, może być byłą, ale przecież się nie odcięliśmy. Za dużo nas łączy. Dzieci. Wnuki. A poza nimi? (…)

(…) Choć warunki były nieszczególne, ogródek niewielki, przez większość dnia ocieniony zarówno przez mur, jak i brzozy, lecz Renacie udawało się utrzymywać tu kwitnące rabaty. Barbara nie próbowała. Ale przecież nie dlatego tęsknił za Renatą… (…)

Muszę jeszcze dodać coś o zakończeniu, które autorka zostawia w domysłach czytelnika, a które może nie tyle szokuje, co trochę zaskakuje.

Bardzo jestem ciekawa dalszych losów rodzin Arkadiusza i Klemensa, może w przyszłym roku…?

Ta książka jest z tych, które najlepiej zacząć czytać, kiedy dysponuje się dłuższym czasem wolnym, bo trudno się od niej oderwać.

Niby nie ma tutaj nagłych zwrotów akcji, ale jest pewnego rodzaju trzymające napięcie. Niby nie ma gorących romansów, ale jest coś mocno romantycznego. Niby nie ma większych sensacji jak w kryminałach, ale prawie cały czas krąży jakiś „duch tajemniczości”.

Nie wiem komu ta lektura przyniesie więcej zadowolenia, paniom czy panom? Z całą pewnością jednak jest ona bardzo ciekawym kąskiem dla melomanów oraz koneserów win. A na samą nazwę Bûche de Noël, ciasta będącego tradycyjną potrawą świąteczną Francji, pewnie niejednemu czytelnikowi poleci ślinka.

Bûche de Noël czyli bożonarodzeniowe polano. Francuski deser przygotowywany na kształt pnia drzewa z rolady nadziewanej kremem.

Polecam tę powieść nie tylko w czasie przedświątecznym, chociaż w tym czasie z pewnością każdy odbierze ją już… bardzo świątecznie.

Dziękuję AutorceWydawnictwu Czwarta Strona za tę piękną książkę, która pozwoliła mi zacząć myśleć nie tylko o świętach, ale również o kontaktach w mojej rodzinie i o znajomych, z którymi mam dość ograniczony kontakt. Może czas to zmienić.

Napisz do mnie
Grudzień 2019
P W Ś C P S N
« Lis    
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031  
Książki które przeczytałam
Recenzje moich książek
  • Leśniczówka
  • Pamiątka z Paryża
  • Jutra nie będzie
  • Lawenda
  • Płacz wilka
  • Carpe Diem
  • Listy do Duszki
  • Muzyka dla Ilse
Znajdziesz mnie również na
lubimyczytać.pl granice.pl booklikes.com nakanapie.pl sztukater.pl instagram.com/ewfor/ facebook.com/KsiazkiIdy/
Teraz czytam