Recenzje książek

Monthly Archives: Październik 2013

GONIĆ KRÓLICZKA – Mariola Zaczyńska

Mariola Zaczyńska

Mariola Zaczyńska – znana z prasy, radia i telewizji dziennikarka i polska pisarka, a przede wszystkim niesamowita kobieta. Nie będę o niej tutaj pisała, ponieważ zrobiłam to w jednym z moich poprzednich wpisów, kiedy dzieliłam się moimi wrażeniami po przeczytaniu jej książki „Jak to robią twardzielki”.

Gonić króliczka

Wydawnictwo Red Horse rok 2008

stron 245

Gonić króliczka, to druga z książek Zaczyńskiej, jaką miałam okazję przeczytać. I gdybym mogła wyrazić swoją opinię w jednym zdaniu, napisałabym o tej lekturze, że „jest to najlepsze lekarstwo na najgorsze samopoczucie”

Młoda wiekiem i dorobkiem pisarka – Jagoda, porzucona przez narzeczonego zalewa się łzami oglądając smętne filmy na video, jednocześnie topiąc swoją rozpacz w winie. Na szczęście ma przy sobie energiczną osobę w postaci właścicielki wydawnictwa, która zmuszą ją (dosłownie) do wyjazdu na zjazd anarchofeministek, na który pisarka otrzymała zaproszenie. Niczego nie zwiastujący wypad za miasto zamienia się w bardzo humorystycznie opisaną przez autorkę książki, aferę, w którą oczywiście zostaje wplątana młoda pisarka .

Jest również właściciel hotelu – Anglik polskiego pochodzenia, z którym początkowe relacje Jagody na gruncie towarzyskich nie wyglądają optymistycznie, ale im bliżej końca….

Poznajemy również w książce dwie starsze panie, które pewnie obraziłyby się, gdyby tak je nazwano, ponieważ mają w sobie więcej energii niż niejeden młodzieniaszek.

Wszystko w książce dzieje się w takim tempie, że nie można oderwać się od jej karek.

Gdzieś w połowie książki, zastanawiałam się, czy aby nie odłożyć czytania na inny dzień, bo brzuch zaczynał mnie boleć od śmiechu.

Lektura typowa na jesienną szarugę. Rozpalając wyobraźnię, przenosi czytelnika w sam konflikt feministek z przedstawicielami ugrupowania Rodzina Polska. Jest dużo humoru, jest wątek miłosny, jest kobieca rozpacz, są faceci na harleyach (poznani zresztą w poprzedniej książce) i jest ogromna dawka adrenaliny, produkującej endorfiny.

Sam fakt, że przeczytałam tę książkę w jeden dzień, (dobrze, że dzisiaj niedziela) mówi chyba sam o sobie. Za oknem deszcz i jesienna szaruga, a ja wcale nie czuję przygnębienia, a to dzięki książce „Gonić króliczka”. Zresztą wystarczy popatrzeć na okładkę i już człowiek domyśli się, że za nią, z pewnością nie kryje się żadna poważna fabuła.

Polecam tę książkę każdemu, kto lubi literaturę odstresowującą, czyli taką z jajem i dużą dawką optymizmu.



BIDUL – Mariusz Maślanka

M. Maślanka

Mariusz Maślanka to młody polski pisarza, o którym pisałam już wcześniej opisując moje wrażenia po przeczytaniu jego książki „Jutro będzie lepiej”. Wychowywał się w domu dziecka, po opuszczeniu którego trochę jeździł po kraju. Maturę zdał eksternistycznie i postanowił kontynuować naukę na studiach plastycznych na Akademii Świętokrzyskiej. I tu chętnie zadałbym pytanie, czy lepszy z niego malarz czy pisarz, ale obrazów jego nie widziałam, więc się nie mogę wypowiedzieć.

bidul

Wydawnictwo Świat Książki rok 2004

stron 254

Bidul to wstrząsająca książka opisująca życie chłopca z patologicznej wiejskiej rodziny (kontynuacja wcześniej przeczytanej przeze mnie Jutro będzie lepiej), który wraz ze swoim rodzeństwem trafia najpierw do Pogotowia Opiekuńczego, a następnie do Domu Dziecka. Codzienność w tych placówkach i przemoc starszych chłopców wobec tych słabszych i mniejszych jest wręcz przerażająca i ktoś, kto czyta, zastanawia się gdzie w tych chwilach byli wychowawcy. Wiadomo, że jeden wychowawca na dyżurze nie jest w stanie zauważyć wszystkiego, co się dzieje, ale pokazana w książce Maślanki stronniczość niektórych wychowawców i obojętność na los nowych, czy młodszych mieszkańców domu jest karygodna.

Książka sama w sobie jest dość ciekawa, trochę humorystyczna, trochę tragiczna napisana w formie zwierzeń, czy pamiętnika. Co jakiś czas treść przekładana jest w formę listu pisanego przez chłopca – listu do… Pana Nikt.

Niestety zawiodłam się na tej lekturze. Nie wiem kto uznał ją za bestseller i co o tym zadecydowało? Czy brano pod uwagę treść napisaną przez młodego człowieka na podstawie własnych przeżyć, czy słownictwo? Sama treść jest być może wciągająca i może patrzyłabym na tę książkę inaczej, gdyby nie wulgaryzmy jakie towarzyszą prawie każdemu wątkowi. Cała gama polskich przekleństw powtarzająca się do znudzenia, a także wulgarne nazewnictwo żeńskich i męskich narządów płciowych i seksu spowodowały, że książka bardzo straciła w moich oczach.

Sama okładka kojarzy mi się z pospolitością treści, ale to co tak bardzo raziło mnie podczas czytania, czyli to wulgarne, patologiczne słownictwo (z pewnością zamierzone) nie zachęciły mnie do przeczytania następnej książki Mariusza Maślanki.

Nie będę tej książki polecała, bo tak jak wcześniej już wspomniałam, razi mnie takie słownictwo, jak komuś nie przeszkadza, to może książkę przeczytać, w końcu została kiedyś uznana bestsellerem.



JUTRO PRZYPŁYNIE KRÓLOWA – Maciej Wasilewski / Wyzwanie JUTRO (8)

Maciej Wasilewski

Maciej Wasilewski jest doktorantem na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Pierwsze reportaże publikował w “Życiu Warszawy”, gdzie pisał również o muzyce. W 2007 roku został nagrodzony w konkursie na najlepszy reportaż prasowy poświęcony sytuacji rodzin zastępczych w Polsce. Jego tekst “Antek Niewidzialna Ręka” został wydany w formie książkowej w 2009 roku. Był ulicznym grajkiem w Nowej Zelandii, kopał rowy na warszawskich budowach i patroszył ryby na Wyspach Owczych. Obecnie pracuje w TVN24.  

Jutro przypłynie królowa

Wydawnictwo Czarne rok 2013

stron 164

Jutro przypłynie królowa to książka oparta na opisie małej wyspy, na którą trafił autor podając się za antropologa. Jako dziennikarz z pewnością nie miałby okazji odwiedzić tego specyficznego miejsca i poznać mieszkańców, którzy żyjąc w jednej (coraz mniejszej) wspólnocie, nie widzą zła takim jakie jest ono faktycznie, nie odczuwają radości takiej jaką mogliby odczuwać i mimo, że jeden za wszystkich-wszyscy za jednego, ciągle żyją pod płaszczykiem strachu.

Pitcairn to kawałek lądu na Oceanie Spokojnym, który zamieszkują potomkowie buntowników z Bounty. Mieszkańcy żyjący w ciągłym strachu przed sobą niechętnie patrzą na obcych, niechętnie z nimi rozmawiają obawiając się oskarżenia o zdradę. Młode dziewczyny, często kilkuletnie jeszcze dzieci boją się wyjść z domu, w którym niebezpieczeństwo gwałtu jest takie same jak na zewnątrz. Społeczność Pitcairnu dzieli się po głośnym procesie mieszkańców-gwałcicieli, do którego doszło po odważnym zgłoszeniu się do władz brytyjskich jednej z ofiar.

Jedni uważają, że mężczyźni gwałcący córki i żony swoich braci, sąsiadów, są niewinni, bo gwałt jest jak zaspokojenie głodu – jesteś głodny, sięgasz po jedzenie. Inni potępiają brutalność i nieopanowaną chuć zwierzęcą jaka dominuje wśród mężczyzn począwszy od nastolatka po staruszka.

Książka interesująca, aczkolwiek ciężka w odbiorze dla mnie, jako kobiety-czytelnika. Napisana w formie reportażu-wywiadu, odkrywa mentalność ludzi skazanych na siebie. Wielu mieszkańców tej wyspy zdecydowało się ją opuścić, ale i kilku na nią przyjechało, aby zamieszkać, wiedząc, że każdy ich krok jest obserwowany przez innych.

Jest to lektura typowo podróżnicza, ciekawa, bo pozwala poznać kulturę innych i odkryć to, co znajduje się poza zasięgiem naszych oczu.

Patrząc na okładkę książki spodziewałam się czegoś w rodzaju książek Wojciecha Cejrowskiego, czyli nieodkryte plemiona żyjące w innym świecie niż nasz. Opisane jednak życie ludzi na Pitcairnie niewiele odbiega od tego cywilizowanego i normalnego. Ludzie ci nie żyją oderwani od świata, wręcz przeciwnie obserwują go dzięki gazetom, filmom, książkom, przywożonym przez przepływające obok wyspy statki. Żyjąc pod jurysdykcją brytyjską cały czas uważają się za odrębną społeczność, która z władzami brytyjskimi nie chce mieć nic wspólnego.

Polecam ten książkę osobom, których interesują podróże, oraz kobietom o mocnych nerwach, bo czytanie o gwałtach na dziewczynkach, które nie zdążyły poznać chwili menstruacji nie należy do lekkiego, relaksowego czytania.

(…) Podejmujący Wyzwanie powinien napisać odpowiedź na pytanie, dlaczego autor przeczytanej przez niego książki dał taki właśnie tytuł (…)

„Jutro przypłynie królowa”, to blefujące słowa jednej z kobiet, która chciała zmobilizować inne kobiety do pracy, uporządkowania wyspy po niszczycielskim tornadzie, które wprawdzie nie pochłonęło ludzi, ale zniszczyło całe ich dobytki. Mężczyźni nie byli skorzy do tego, aby budować wszystko od nowa, więc musiały to wziąć w swoje ręce ich kobiety.

 



DZIEŃ, KTÓRY NIE MIAŁ JUTRA – Marta Grzebuła / Wyzwanie JUTRO (7)

Marta Grzebuła2

Marta Grzebuła urodziła się w 1960 roku we Wrocławiu. Ukończyła Studium Medyczne i chociaż dużo pisze, pracuje jako pielęgniarka. Kocha poezję zwłaszcza J. Słowackiego, A. Mickiewicza czy A Asnyka. Pisze od 13 roku życia, w jej zbiorach jest około 400 wierszy. Dobrze czuje się zarówno w poezji jak i w prozie, co udowadnia w swoich książkach.

Dzień który nie miał jutra

Warszawska Firma Wydawnicza rok 2012

stron 164

Dzień, który nie miał jutra to książka dość specyficzna, w której łączą się różne ludzkie uczucia, uzupełniające się wzajemnie. W treści wplątane są zarówno wątki z dnia codziennego młodego Andrzeja i jego ukochanej Ani, co wątki wojennej zbrodni katyńskiej. Po przepychance słownej i obrazowej w polskich mediach po katastrofie samolotu i nagłaśnianie tragedii smoleńskiej, nie przypuszczałam nawet, że z takim zainteresowaniem jeszcze raz będę w stanie czytać o tej wojnie, o Katyniu, a tym mordzie, a jednak…

Andrzej mieszka w starej kamienicy, w mieszkaniu po swojej babci. Kilka pięter nad nim mieszka starszy pan, który dla młodego mężczyzny był zawsze tylko „dziadkiem jego Ani”. Do czasu, kiedy były polski żołnierz otwiera przed nim swoje sanktuarium wspomnień i zaczyna opowiadać o przeszłości. Gdzieś w zakamarkach tych opowieści kryje się również tajemnica przodków rodziny Andrzeja, dotąd uznawana za tabu.

Książka jest bardzo ciepła, refleksyjna, poruszająca i wciągająca. Napisana w formie pamiętnika, który młody mężczyzna udostępnia na swoim blogu. Napisana ręką kobiety przedstawia jednak uczucia i zachowania mężczyzny.

Moim zdaniem jednak zbyt dużo słodyczy wypływa z ust tegoż mężczyzny. Trochę drażniły mnie te słodkie „słóweczka”, wypływające z ust Andrzeja, cokolwiek mówił lub myślał o swojej Ani, było to wręcz przesadnie momentami zdrobnione słowami, ale która z kobiet nie chciałaby, aby jej mężczyzna zwracał się do niej, kwiatuszku, słoneczko, kochanie… 

Książka napisana językiem dość humorystycznym, który nie pozwala jednak na zignorowanie tego, co jest ważne. Chwilami zastanawiałam się na tym jak jest napisana, że lekki, częściowo żartobliwy ton wpleciony jest w tak poważny wątek, jakim są bolesne wspomnienia zbrodni katyńskiej. Wystarczy popatrzeć na okładkę tej książki, za tak poważnym obrazem, nie może się kryć komedia.

Historia pokazana nie encyklopedycznie, tylko osobiście. Niby lektura lekka i łatwa, a jednocześnie zmuszająca do głębokiej refleksji, wywołując i uśmiech na ustach i łzy wzruszenia.

 (…) Podejmujący Wyzwanie powinien napisać odpowiedź na pytanie, dlaczego autor przeczytanej przez niego książki dał taki właśnie tytuł (…)

Dzień, który nie miał jutra to czas, który się skończył dla tych zamordowanych w Katyniu, jak i dla ofiar katastrofy smoleńskiej. Pozwolę sobie zacytować słowa z książki, które wypowiedział jej bohater “ (…) zginął tam, gdzie we mgle płaczą drzewa, tam gdzie dzień nie ma jutra… w Katyniu”



Czy to temat na kolejną książkę?

Rok 1979 to dla mnie bardzo pamiętny okres.

Dnia 17-go października 1979 roku urodziłam się na nowo.

To wspomnienia, które być może kiedyś opiszę w którejś ze swoich książek.  Tego dnia wsiadłam na dworcu w Katowicach do nocnego pociągu relacji Katowice-Gdynia, miałam 18 lat, kilkaset złotych w kieszeni, których wcześniejszym przeznaczeniem było zapłacenie za obiady w szkole, opłatę szkoły muzycznej i lekcji języka angielskiego. Niestety moje plany przewidywały coś innego.  Jedynie z plecakiem, (w którym znajdowały się głównie książki Goszczurnego) i gitarą, ale za to z sercem przepełnionym buntem, żalem i odwagą, a także nadzieją na zdobycie świata, wyruszyłam w moją pierwszą samotną podróż. Samotną i samodzielną, bez biletu powrotnego. Takie było moje z góry określone założenie. Jadąc w dość pełnym jak na tę porę roku pociągu, obserwowałam noc, która była zarówno straszna jak i wyzwolicielska. Nie myślałam o tym, co będzie dalej.

Płakałam.

Prawie całą drogę płakałam.

Wbrew przypuszczeniom wielu osób, nie podzieliłam losu Zośki, głównej bohaterki, z książki „Mewy” Goszczurnego, przetrwałam w tym obcym i fascynującym mnie świecie, jakże innym od tego, w którym się wychowałam.

Nie było łatwo…

Młoda, naiwna dziewczyna, przepełniona tęsknotami, marzeniami i strachem jakoś dała radę. Niejedną noc przepłakała, ale duma nie pozwoliła jej na powrót na Śląsk.

Kiedyś, jedna z moich przyjaciółek, której zwierzałam się z tego, co było, jak potoczyły się moje losy w Trójmieście, co zyskałam a co straciłam, powiedziała mi, że to byłby fantastyczny temat na książkę. Wtedy nie myślałam jeszcze o pisaniu, ale kto wie, być może kiedyś to opiszę.

Ale…

Chyba jeszcze nie jestem na to gotowa.

Jednak data 17-go października zawsze będzie mi się kojarzyła z jednym – z moim nowym przyjściem na świat, z zamknięciem jednego rozdziału mojego życia a otwarciem innego.

dziewczyna i gitara

Zdjęcie zapożyczone z Internetu

Napisz do mnie
Październik 2013
P W Ś C P S N
« Wrz   Lis »
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  
Książki które przeczytałam
Recenzje moich książek
  • Leśniczówka
  • Pamiątka z Paryża
  • Jutra nie będzie
  • Lawenda
  • Płacz wilka
  • Carpe Diem
  • Listy do Duszki
  • Muzyka dla Ilse
  • Dziewczyny z Ogrodu Rozkoszy
  • Kołysanka dla Łani
Znajdziesz mnie również na
lubimyczytać.pl granice.pl booklikes.com nakanapie.pl sztukater.pl instagram.com/ewfor/ facebook.com/KsiazkiIdy/