wydawnictwo replika
CÓRKA CZAROWNICY – Anna Klejzerowicz
P A T R O N A T

Anna Klejzerowicz jest gdańszczanką, kobietą wszechstronnie zaangażowaną. Jest nie tylko pisarką i publicystką, ale również redaktorką, zajmującą się także fotografią. Autorka zbiorów opowiadań grozy z cyklu: “Złodziej dusz. Opowieści niesamowite”, powieści kryminalnych: „Sąd Ostateczny”, „Ostatnią kartą jest Śmierć”, „Cień gejszy” (książka – laureatka plebiscytu „Przy kominku” w 2011 r.), opowiadań w licznych antologiach, a także tekstów prasowych – beletrystycznych i publicystycznych. Przez wiele lat współpracowała z teatrem Atelier im. Agnieszki Osieckiej w Sopocie jako fotograf i redaktor publikacji teatralnych. Z wykształcenia jest mgr resocjalizacji, prywatnie „kocia mama”, miłośniczka gór, książek i sztuki.
Córka czarownicy to druga część powieści obyczajowych, chociaż… myślę, że chyba mogę tę książkę zaliczyć do kryminałów, z których autorka jest bardziej znana.
PREMIERA KSIĄŻKI (wznowienie) 18 MAJA 2021

stron 312
Małgosia jest studentką weterynarii, która przyjechała na wakacje do swoich przybranych rodziców do małej miejscowości pod Gdańskiem. Dziewczynka została pół sierotą w wieku około siedmiu lat, na szczęście po śmierci jej matki odnalazł się biologiczny ojciec i dzięki temu dziecko wychowywane przez las i zwierzęta a całkowicie zaniedbane przez matkę alkoholiczkę zyskało dwa domy i kochających rodziców. Pewnego dnia Małgosia przegląda zdjęcia wykonane przez przyjaciela i nagle w jej umyśle zaczyna się jakaś złowieszcza walka myśli. Powraca trauma z dzieciństwa, na jawie i w snach powracają obrazy, które zostały wyparte ze świadomości dziecka. Nikt nie wie co się dzieje w głowie dziewczyny, która z dnia na dzień staje się dla wszystkich niedostępna. Wszyscy jednak starają się jej pomóc. Co takiego wydarzyło się w przeszłości? Co zobaczyła lub co przeżyła mała dziewczynka, z czym teraz nie potrafi sobie poradzić dorosła kobieta? Czy bolesne wspomnienie z przeszłości zostanie pokonane przez odwagę teraźniejszości?
Pierwsza część – Czarownica została przyjęta przeze mnie dobrze, chociaż cały czas utrzymuję się w przekonaniu, że autorkę bardziej wolę w powieściach kryminalnych. Jednak „Czarownica” zaintrygowała mnie do tego stopnia, że postanowiłam poznać jej kolejne części. Wiadomo – babska ciekawość nie zna granic.
Muszę przyznać, że autorka powoli buduje napięcie powodując, że momentami postać Małgosi irytuje, a momentami wprowadza nieokreślony lęk, i może raczej coś w rodzaju współczucia.
Nie przeszkadza to oczywiście w czytaniu, dlatego drugą część, pochłonęłam dosłownie w trzy wieczory.
Proponuję zacząć czytanie od pierwszej części, ale jeżeli ktoś sięgnie najpierw do tej, to nic nie szkodzi, ponieważ autorka sporo nawiązuje do wcześniejszej książki i przedstawia jej fabułę w taki sposób, że łatwo można powrócić do przeszłości głównej bohaterki, będącej w pierwszej części małą zagubioną dziewczynką.
Jeżeli ktoś sugerując się tytułem spodziewa się czarnej magii, praktyk czarownic itp. to myślę, że się trochę rozczaruje, chociaż muszę przyznać, że pewnego rodzaju magia towarzyszy podczas czytania. W tej części autorka już nie mogła powstrzymać się bez wątku kryminalnego, za co jestem jej bardzo wdzięczna i myślę, że ona bez kryminałów chyba również nie może się obyć. Fabuła skonstruowana jest tak, że każdy kolejny wątek wciąga jak magnes. Tajemnice przeplatają się ze zwykłymi sprawami dnia codziennego, co dodaje powieści swoistego smaczku.

Autorka w bardzo ciekawy sposób ukazuje kolejne osoby, w których emocje walczą ze zdroworozsądkowymi poczynaniami, ale świadczy to na korzyść zarówno treści jak i osobowości bohaterów. Jest to lektura łatwa w czytaniu, ale chyba trochę trudna w odbiorze. Walczące ze sobą emocje nie mogą być łatwe, tym bardziej, że z punktu widzenia psychologicznego są często zmorą normalnego, spokojnego życia.
Główna bohaterka jest dziewczyną niezwykle pogodną, chociaż jej wczesne dzieciństwo nie należało do łatwych i przyjemnych. Jako dorosła osoba stara się nie pamiętać tych złych chwil, docenia to co zrobili dla niej inni, ale… gdzieś w środku walczy z trudną do opisania traumą, nie wiedząc dokładnie co się z nią dzieje. Kiedy w czasie czytania powieści analizowałam zachowania dziewczyny zdałam sobie sprawę z tego jak bardzo można pogubić się we własnych emocjach. Jak jeden mały incydent z przeszłości może czasami rozdrażnić wewnętrzny spokój.
(…) Pod wpływem jego głosu jakby cofnął się czas. Stałam się na nowo małą, przerażoną dziewczynką z lasu. Nogi się pode mną ugięły i spanikowałam. Wiecie, co poczułam? Smród stojącej w stawie wody i zapach igliwia. Odór własnego strachu. (…)
Ta książka jest nie tyle o zmaganiach się z koszmarami, które wyparte przez świadomość wracają w najmniej odpowiednim momencie, co o wewnętrznej walce z samym sobą.
(…) Pewnej nocy obudził nas przeraźliwy krzyk. Zanim dobiegliśmy do sypialni, omal nie dostałem zawału. Znaleźliśmy Małgosię siedzącą na łóżku, ze szklistymi oczami. Jak wtedy w lesie… (…)
Jak już wspomniałam wcześniej książkę dosłownie pochłonęłam, po przeczytaniu jej miałam jednak pewien mętlik w głowie, czyżby wróciły jakieś wspomnienia z mojej przeszłości? Chyba każdy z nas przeżył w życiu coś takiego o czym chciałby zapomnieć, ja staram się „magazynować” tylko te dobre chwile, te złe natomiast tak jak bohaterka książki – wypieram ze swojej świadomości.
(…) Nie rozumiał. Ale i ja niczego nie rozumiałam. Coś się ze mną działo, ale nie wiedziałam co. Za każdym razem, kiedy spoglądałam na te zdjęcia – to były zdjęcia stawu w lesie – serce zaczynało mi skakać jak oszalałe, a w skroniach pulsowało. (…)
Obie części zostały napisane tak, że można je czytać jako całość zaczynając od „Czarownicy” lub czytać oddzielnie, ponieważ autorka tak sprytnie rozlokowała fabułę, że nawet jak się nie przeczytało poprzedniej to wszystko zostaje w skrócie przedstawione w tej obecnej.
Polecam tę powieść nie tylko osobom preferującym współczesną powieść obyczajową, w tej książce znajdziecie sporo bardzo ciekawych wątków, począwszy od wątku psychologicznego aż do wątku kryminalnego.
Ta lektura jest jak magnes, jak raz przyciągnie to nie puści. Mnie zdominowała do tego stopnia, że po skończeniu jej natychmiast chciałabym poznać ciąg dalszy, i bardzo się cieszę, że w planach jest już kolejna część.
Myślę, że ta lektura zadowoli zarówno miłośniczki powieści obyczajowych i romansów, jak i tych, którzy wybierają kryminał. A odrobina tajemnicy i psychologii wplecione w fabułę przyciągną nawet tych, którzy takie książki odkładają na bok.

Dziękuję wydawnictwu REPLIKA za propozycję przeczytania tej powieści i propozycję objęcia jej patronatem medialnym.
Dla czytelników mojego bloga mam dwie NIESPODZIANKI 😊

Pierwszą jest konkurs, w którym będzie można wygrać książki. Dzięki uprzejmości wydawnictwa będę miała aż DWIE książki „Córki czarownicy”.
Drugą niespodzianką, dla tych, którzy chcieliby lepiej poznać Annę Klejzerowicz jest bardzo ciekawyWYWIAD z autorką, który wkrótce ukaże się na blogu.
SERDECZNIE ZAPRASZAM na Instagram formelita_ewfor i na Facebook KSIĄŻKI IDY, gdzie podam szczegóły dotyczące terminu konkursu i wywiadu.
KRESOWA MIŁOŚĆ – Beata Agopsowicz

Beata Agopsowicz mieszka na Śląsku, w Radlinie z wykształcenia jest pedagogiem. Jest doradcą życia rodzinnego i mediatorem sądowym, z zamiłowania autorką powieści obyczajowych. Obecnie jest urzędnikiem. Jej najlepszym przyjacielem jest mąż, z którym dzieli radości i smutki. Jest mamą trójki dzieci. Romantyczka, uwielbia czytać, biegać po deszczu i patrzeć w chmury. Prowadzi blog Beata Agopsowicz o tym co w życiu najważniejsze.
Kresowa miłość to powieść obyczajowa, której fabuła łączy wątki dotyczące dwóch kobiet.
PREMIERA KSIĄŻKI 04 MAJA 2021

stron 336
W roku 1924 mała ormiańska dziewczynka, Marysia Amirowicz musi opuścić miejscowość, w której się urodziła i wychowała. Razem z rodziną przenosi się do Stanisławowa, a po kilku latach rozpoczyna studia we Lwowie, gdzie poznaje przystojnego studenta. Kiedy uczucie rozkwita na dobre, wybucha wojna i rozdziela młodych. Dagmara jest nauczycielką mieszkająca w Krośnie, kiedy za pośrednictwem koleżanki poznaje przystojnego Adama, to miłość wybucha jak wulkan. Młodzi planują wspólną przyszłość, ale los lubi płatać figle i postanawia wtrącić się w życie młodych. Nazwisko Amirowicz, nie jest mile widzianym w rodzinie Dagmary, a takie właśnie nazwisko ma Adam. Co wydarzyło się w przeszłości, że tak bardzo wpływa na przyszłość? Co łączy Dagmarę i Marię oprócz tego, że jedna nosi nazwisko Amirowicz a druga zakochała się w mężczyźnie z takim nazwiskiem? Czy Adamowi i Dagmarze uda się pokonać złe demony przeszłości i wkroczyć w życie w pełni szczęścia? Dlaczego Maria żyje samotnie i co wydarzyło się przed laty?
Ta książka to taka szkatułka wspomnień, którą ktoś otworzył i wyjął z niej wspomnienia, jedne bolesne inne szczęśliwe.
Fabuła powieści przedstawiona została w różnych strefach czasowych i jest przeplatana wątkami z życia dwóch kobiet. Nawiązuje do wspomnień z dzieciństwa i wczesnej młodości jednej z nich i współczesnych wydarzeń z życia drugiej.

Autorka funduje czytelnikom podróż zarówno w latach jak i do różnych miejsc. I tak przez jakiś czas mamy okazję być w Krośnie w latach 1983 i 2013, w latach 1924-1933 w Kutach (obecna Ukraina), a także w latach trzydziestych ubiegłego stulecia we Lwowie.
Muszę przyznać, że moją uwagę podczas czytania zajęły dość ciekawie wykreowane przez autorkę postacie kobiet i przyznam szczerze, że mimo początkowej sympatii, zarówno do Marii jak i do Dagmary, nie polubiłam ich. Trochę według mnie są to osoby nudne, trochę egoistyczne, nie do końca wzbudzające moją sympatię. W przeciwieństwie do mężczyzn, Adama i Antoniego, a nawet brata Marii czy ojca Dagmary, których autorka przedstawiła w dość pozytywny sposób jako osoby bardzo przyjazne.
Dagmara, dorosła kobieta, pracująca jako nauczycielka w szkole, zbyt emocjonalnie związana jest z rodzicami traktującymi ją wciąż jak małą dziewczynkę. A toksyczna matka to już nie tylko przykład matki-kwoki, ale to prawie osoba dążąca do zniewolenia córki.
(…) Mama po prostu ją emocjonalnie szantażowała, wzbudzała w niej litość, celowo czy też nieświadomie – w sumie było to bez znaczenia. Fakt faktem, że dziewczyna nie potrafiła opuścić rodzinnego domu. (…)
Ciekawa konstrukcja powieści i przeplatające się wątki współczesne ze wspomnieniami stwarzają początkowo jakby dwie oddzielnie powieści i długo nie można ich ze sobą powiązać. W ten sposób autorka wciąga czytelnika w pewnego rodzaju zagadkę.
(…) Przeżyła szok, gdy drugiego dnia wakacji zobaczyła jego dowód osobisty. W pierwszej chwili z trudem mogła złapać oddech; wydawało jej się, że traci grunt pod nogami. Musiała szybko się opanować, by nikt niczego nie zauważył, a już na pewno nie Adam. (…)
Mamy tutaj również mocny akcent religijności, zarówno ormiańskiej jak i żydowskiej. Z precyzją na przykład przedstawione są tradycje żydowskie, takie na przykład jak wesele.
Nie jest to książka, której fabuła na długo zostaje w głowie czytelnika, chociaż nie ukrywam, że czytało mi się ją dość płynnie. Z całą pewnością jest to ciekawa historia dla czytelniczek romansów, ale myślę, że sporo zadowolenia przyniesie również osobom preferującym powieści historycznie fabularne, ponieważ jest w niej trochę historii, zwłaszcza dotyczącej Kresów Wschodnich, a w szczególności Lwowa.
Zapraszam zatem na podróż w czasie, do miejsc znanych i mniej znanych, której łącznikiem i przewodnikiem będą emocje wielu pokoleń.

Dziękuję wydawnictwu REPLIKA za możliwość przeczytania tej powieści. Myślę, że tym czytelniczkom, które pokochały moje książki ze Szkatułki Wspomnień, ta lektura również przypadnie do gustu.
KIEDYŚ DOGONIMY PARYŻ – Magdalena Kołosowska

Magdalena Kołosowska to pisarka z zamiłowania, zawodowo zaś ekonomistka uwielbiająca cyferki i exela. Cały czas podnosi swoje kwalifikacje i im ma więcej rzeczy do zrobienia tym jest szczęśliwsza. Jest optymistką mającą za życiowe motto zdanie: „wszystko w życiu dzieje się po coś, w jakimś celu”. Podobno jest niepoprawną gadułą uwielbiającą długie rozmowy. Jej powieści wypełnione są emocjami. Pisze dla kobiet i o kobietach, skupiając się na ich radościach, smutkach i problemach.
Kiedyś dogonimy Paryż, to powieść obyczajowa będąca pierwszą częścią trylogii „Pod wspólnym niebem”.
PREMIERA KSIĄŻKI 20 KWIETNIA 2021

stron 351
Zosia jest kobietą w średnim wieku, rozwódką, mamą dwóch dorosłych bliźniaczek. Po rozwodzie przeprowadza się do małej miejscowości, do uroczego domku nieopodal lasu. Będąc już prawie „na swoim” kobieta spotyka Filipa, dawno niewidzianego kolegę z byłej pracy. Kiedyś łączyło ich coś więcej niż tylko koleżeńsko-pracownicze stosunki, ale wówczas oboje z różnych względów uznali, że coś nie współgra w ich relacjach. Teraz oboje są wolnymi, czy uda im się odbudować wcześniejsze relacje? Czy miłość wybuchnie nową siłą?
Przyznam szczerze, że jest to moje pierwsze spotkanie z tą autorką, chociaż mam nadzieję, że nie ostatnie. Przyznam się również do tego, że do tej książki przyciągnęło mnie słowo „Paryż”. Miałam nadzieję, na cudowną, romantyczną podróż do tego miasta, czy moje marzenie się spełniło?
Nie ukrywam, że biorąc do ręki tę powieść liczyłam na to, że fabuła przeniesie mnie do Paryża, miasta, które pokochałam dawno, dawno temu. Paryża tutaj nie ma, ale książka bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła.
Główna bohaterka to kobieta dojrzała, matka dwóch dorosłych córek, kobieta uczuciowa a zarazem konsekwentna w dążeniu do celu. Jest pewnego rodzaju sprzecznością, bo odebrałam ją jako kobietę zranioną i szczęśliwą jednocześnie. Pełną wiary w to, że w każdym wieku człowiek zasługuje na miłość i pełnię szczęścia.
(…) A ja z dnia na dzień dotkliwiej odczuwałam syndrom pustego gniazda. I zdałam sobie sprawę, że gdy mieszkałam jeszcze w Piotrkowie, nie widziałam tego w ten sposób. Zrobiło mi się smutno, uświadomiłam sobie, że odkąd przeprowadziłam się do Gidel, wyraźniej dostrzegam pewne rzeczy. Zależało mi na domu, bo chciałam, aby córki miały dokąd wracać, żeby tu zawsze czekał na nie ich własny kąt. A teraz zrozumiałam, że one już miały swoje własne kąty. (…)
To książka z jednej strony pełna dobrego humoru, lektura ukazująca cudowną przyjaźń trzech kobiet, które poznały się przez Internet. A z drugiej strony szczera nostalgiczna opowieść o kobiecie szukającej szczęścia i miłości.
I jest jak w piosence: „kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością…” tylko, czy uda im się posklejać te swoje rozbite życia i stworzyć jedno wspólne?
(…) I w tym momencie poczułam coś, co sprawiło, że przeszły mnie dreszcze. Na dodatek Filip patrzył tak, jakby rozbierał mnie wzrokiem. A mnie na przemian robiło się to zimno, to gorąco. Cholera! (…)

Ciekawie przedstawieni bohaterowie, których postacie zostały wykreowane tak, że czuje się wręcz istniejącą więź między czytelnikiem a bohaterką/bohaterem fabuły to tylko jeden z plusów tej powieści.
A kiedy dodać do tego zabawne dialogi i nietuzinkową fabułę, to śmiało można powiedzieć, że to dobra książka.
Dość ciekawym doświadczeniem czytelniczym dla mnie okazały się wplecione w treść rozmowy pisane w formie konwersacji prowadzonej w Messengerze. Rozmowy na wspólnym czacie prowadzone przez trzy początkowo obce sobie kobiety, których przyjaźń rozwinęła się zanim poznały się osobiście.
(…) Uwielbiałam te moje internetowe przyjaciółki. Ani Imka, ani Danka nie straciły na żywo niczego ze swojego sieciowego uroku. Wręcz przeciwnie. Obydwie miały w sobie takie pokłady pozytywnej energii, że przebywanie z nimi było samą przyjemnością, (…)
Z całą stanowczością mogę powiedzieć, że jest to książka lekka, łatwa i przyjemna. Świetnie się przy niej zrelaksowałam i myślę, że moje zdanie potwierdzi większość osób, które sięgną po tę lekturę.
To nie jest książka z tych, których fabuła zostaje w pamięci na długie lata, ale jest to z pewnością książka z tych, do których się wraca.
Polecam tę ciepłą, trochę zabawną, trochę nostalgiczną powieść, dla czystego relaksu.

Dziękuję Wydawnictwu REPLIKA za możliwość przeczytania tej powieści, która tchnęła we mnie optymizm. Po takich książkach człowiek wpada w pewnego rodzaju refleksję, ale pozwala ona uwierzyć w słowa, które kiedyś powiedziała autorka „wszystko w życiu dzieje się po coś, w jakimś celu” i nie jest ważne, czy coś skończy się dobrze czy źle, widocznie tak właśnie musiało się skończyć.
SMAK WIOSNY – Anna Rybkowska

Anna Rybkowska jest poznanianką, studiowała kulturoznawstwo WNS UAM. Jej pasją jest fotografia, podobno zepsuła już kilka aparatów. Jest zauroczona kulturą żydowską, odwiedza stare cmentarze i dawno zapomniane bożnice. Uwielbia słuchać muzyki i ma ogromny szacunek do muzyków, gdyż nuty od zawsze stanowiły dla niej zbiór równie niedostępnych sensów, co chińskie znaki czy kabała. Jako pisarka zadebiutowała w roku 2009 powieścią „Nell” wygrywając ogólnopolski konkurs wydawnictwa Red Horse na powieść kobiecą. Jest autorką takich książek jak „Jednym tchem”, „Zwolnij kochanie”, „Odszedł ode mnie” czy „Lawendowy kapelusz”.
Smak wiosny to współczesna powieść obyczajowa, której fabuła umiejscowiona została w jakimś odludnym zakątku Podlasia.
Część 2 serii ŚLADY ŻYCIA
PREMIERA KSIĄŻKI 09 MARCA 2021

stron 319
Berenika jest kobietą w średnim wieku, rozwódką mieszkającą razem ze swoimi schorowanymi rodzicami, matką dwójki dorosłych dzieci i babcią. Pewnego dnia otrzymuje nieoczekiwany spadek po Maksymilianie, znanym artyście malarzu, a jej byłym kochanku, o którym niestety nie ma miłych wspomnień. Otrzymuje posiadłość w maleńkiej podlaskiej wsi, lecz aby zatrzymać spadek musi zamieszkać tam przez rok. Dostaje również tajemniczy pendrive z zapiskami i nagraniami mężczyzny. Berenika zostawia wszystko i przenosi się do „swojego” nowego domu. Miało być sielsko, ale okazuje się, że dom skrywa wiele tajemnic i zaczynają się w nim dziać różne dość zagadkowe rzeczy. Berenika przetrwała zimę, po rozstaniu z kolejnym kochankiem wpadła w depresję i tak właściwie nie wie jak długo wytrzyma jeszcze w tajemniczym domu. Co takiego stało się w przeszłości Bereniki, że romans z malarzem jest przykrym wspomnieniem, chociaż on zapisał jej w spadku swoją tajemniczą posiadłość? Kim są ludzie zjawiający się nagle w progach jej tymczasowego domostwa? Co odkryją wiosenne roztopy?
To moje drugie spotkanie z twórczością tej autorki i nie ukrywam, że kiedy skończyłam czytać pierwszą część Uśmiech zimy, to już nie mogłam się doczekać kolejnego tomu. A teraz, po przeczytaniu drugiej części nie wiem, jak wytrzymam do wydania kolejnej.
Styl jakim pisze autorka jest nieco nostalgiczny, ale wplecione w zdania ironiczne refleksje powodują, że czyta się płynnie, bez tchu, mimo tego, że nic nie wskazuje początkowo na tak zwaną wartką akcję.
(…) Czas wypełniały jej toksyczne rozmyślania. Ciągnęło ją do samo-destrukcji. W gruncie rzeczy nigdy nie czuła się kochana. Tak, zawsze szukała miłości, chciała, by komuś na niej zależało. (…)
W fabułę obyczajową wkrada się w pewnym momencie jakaś tajemnica, ezoterycznie odbierana i trudna do racjonalnego wyjaśnienia. Moim zdaniem jest to coś w rodzaju magicznego smaczku dodanego do treść głównej. Ta pewnego rodzaju zagadkowa niewiadoma pozwala na dreszczyk emocji otulony tajemniczą magią.
(…) Słyszała głosy, nabierając pewności, że ktoś jest w domu, obserwuje ją i czyha, by lada moment zawiązać jej na plecach rękawy. Dom żył swoimi naturalnymi odgłosami, przy każdym kroku skrzypiały podłoga i schody, trzeszczało na strychu albo wiatr donośnie hulał w pokojach. (…)
Ciekawie i nietuzinkowo wykreowane postacie dodają swoistego „koloru”. Jeśli chodzi o mnie to prawie zakochałam się w tak zwanej postaci negatywnej, chociaż nie wiem czy jest to dobre określenie, bo chłopak jest swoistym indywiduum. Mam na myśli tutaj niepełnoletniego syna byłego kochanka głównej bohaterki – Igora. Ten młokos to połączenie salw śmiechu z wulkanem ironii i wiedzą na każdy temat w iście profesorskim wydaniu.
(…) – Co to znaczy powszechne wykształcenie, prawda? Plus nieustanne nerdzenie, znaczy eksploracja netu. W ślad za sloganem: Jedz placki, będziesz wielki! I zważ, że ja już wiem, co będę robił, zupełnie jak Tomaszek od Niechciców, który się umiał ustatkować. (…)

Autorka porusza w swojej powieści wiele ciekawych tematów, jednym z nich są na przykład kaczki łyski. Jest również wątek dotyczący skarbów natury, czyli ziołolecznictwo. Czasami nie mamy pojęcia jakie ważne dla zdrowia rosną w naszych ogrodach rośliny. Jestem właścicielką niewielkiego ogrodu i przyznam szczerze, że nigdy nie zastanawiałam się nad tym co dziko rośnie. Może warto się im przyjrzeć i poznać ich lecznicze działania.
Z jednej strony mogę powiedzieć, że książka jest komedią, bo spora dawka humoru momentami wyzwala salwy śmiechu, a z drugiej strony uważam, że jest to nostalgiczna powieść obyczajowa. Wiem, że to sprzeczności, ale taka właśnie jest ta książką, że czytając na przemian wpadasz z zadumę, by po chwili śmiać się w głos.
Gwara podlaska wpleciona w tekst dodaje całości realizmu ukrytego w przedstawieniach społeczności, folkloru i obyczajów małych miejscowości.
A zakończenie… no cóż, mogę tylko powiedzieć, że kończąc czytać kolejny tom „Smaków życia” już myśli się o następnej części.
I chociaż momentami jest to lektura lekka łatwa i przyjemna, to muszę przyznać, że wplecione w fabułę wątki nie zawsze do takich należą, bo przedstawiają smutną często prozę życia, taką na przykład jak opieka nad schorowanymi, starszymi wiekiem rodzicami czy depresja.
Polecam zarówno pierwszą część Uśmiech zimy jak i tę i jestem pewna, że większość czytelników, którzy zdecydują się sięgnąć po te powieści z niecierpliwością będzie czekała na kolejne tomy.

Dziękuję Wydawnictwu REPLIKA za propozycję przeczytania tej książki i niestety teraz muszę się uzbroić w cierpliwość, aby doczekać do „LATA”.
KOŃ, KTÓRY MNIE WYBRAŁ – Susan Richards
Susan Richards urodziła się w 1949 roku w Nowym Jorku. Na University of Colorado uzyskała licencjat z języka angielskiego a na Adelphi University stopień magistra pracy socjalnej. Jest miłośniczką zwierząt, zwłaszcza koni, które – jak sama twierdzi – znacząco odmieniły jej życie.
Koń, który mnie wybrał to książka napisana w formie reportażowego pamiętnika. Wiem, że taka nazwa być może nie istnieje, ale ja właśnie tak ją odebrałam.
PREMIERA KSIĄŻKI 26 STYCZNIA 2021

stron 301
Po interwencji w sprawie głodzenia i maltretowania koni w pewnej stadninie, miłośnicy tych zwierząt próbując uratować ich los, decydują się przyjąć konie do swoich stadnin. Susan również zdecydowała się na pomoc jednemu z nich, chociaż w jej stajni mieszkają już trzy. Jedna klacz i dwa ogiery. Niestety koń „przypisany” Susan nijak nie dał się zapędzić do przyczepy, za to Lay Me Down, była klacz wyścigowa wkroczyła do niej wraz ze swoim źrebakiem tak, jakby czekała na kobietę. Zwierzę okazało się bardzo łagodne, chociaż jego stan był ciężki. Osłabiona z powodu niedożywienia, z zapaleniem płuc i infekcją oka przedstawiała obraz nędzy i rozpaczy. Ale Susan, kobieta już niemłoda, po traumatycznych przejściach, czuła, że z tą klaczą zwiążą ją mocne więzy. Czy udało się Susan uratować zdrowie Lay Me Down? Czego klacz nauczyła kobietę? Jak bardzo Susan związała się ze swoim nowym domownikiem i czy inne konie zaakceptowały nową mieszkankę stajni?
Jak już wspomniałam wcześniej, książka napisana została w formie pamiętnika. Moim zdaniem narracja w pierwszej osobie bardzo zbliża czytelnika do autorki.
Autorka po dość traumatycznym dzieciństwie i po toksycznym małżeństwie, z problemami emocjonalnymi, w pewnym momencie swojego życia postanowiła poświęcić się zwierzętom. Ludzie od najmłodszych lat ją zawodzili, ba, nawet ona sama w pewnym momencie życia mocno zawiodła siebie, ale zwierzęta pomogły jej odbudować wiarę w przyjaźń, miłość i radość.
(…) Tyle, że zabawa trwała jedynie przez kilka pierwszych tygodni. Później miałam wrażenie, że budzę się ze śpiączki i widzę, jak wiele mnie ominęło w ciągu dziesięciu lat spędzonych w stanie wegetatywnym. Pustka, która powstała w moim życiu, odkąd zabrakło w nim alkoholu, była większa niż cokolwiek, czego zdążyłam doświadczyć. (…)
Jest to niesamowita historia opowiadająca o tym, jak bliska może być więź między człowiekiem a zwierzęciem. Uważam, że w pełni jest to możliwe do pojęcia tylko ludziom posiadającym i kochającym swoje zwierzęta.
Pokazana tutaj miłość do koni jest równa miłości rodzicielskiej, bo autorka traktowała swoje konie nie jak zwykłe zwierzęta. Obdarowywała je przyjaźnią i miłością tak silną i piękną jak tylko to może być możliwe.
(…) Nigdy dotąd nie widziałam konia, który byłby tak zrelaksowany i uprzejmy. Georgia zazwyczaj rozstawiała mnie po kątach, a ja zawsze miałam się na baczności, żeby przypadkiem czymś jej nie urazić. (…)
Sama jestem właścicielką dwóch psów i wierzę, że kochać można nie tylko drugiego człowieka, ale również zwierzę.

W swojej książce autorka opisuje wewnętrzną walkę toczoną najpierw z bólem doglądania zaniedbanej przez poprzedniego właściciela klaczy, a potem z jeszcze silniejszym bólem, kiedy okazało się, że klacz zachorowała na nowotwór.
Pięknie opisane czynności jakie każdego dnia musi wykonać właściciel stadniny, zbliżają każdego do takiego miejsca. Myślę, że wiele osób nigdy nie zastanawiało się nad tym, ile pracy wymaga utrzymanie stajni i konia w takim stanie, aby zachwycał swoim wyglądem i zachowaniem.
Nie ukrywam, że bardzo wzruszyła mnie historia klaczy, ale ze wzruszeniem czytałam również o przyjaźni między ludźmi. O gotowości do niesienia pomocy i współpracy wymagającej często wielu wyrzeczeń.
(…) Od początku zdawało się, że to ja mam się czegoś nauczyć od niej i że to ja ostatecznie skorzystam na uratowaniu jej życia. Miała za sobą przeszłość z pewnością równie okropną jak moja, ale nie wykazywała rozgoryczenia, urazy czy neurotycznej potrzeby izolowania się od innych koni (albo ludzi), aby czuć się bezpiecznie. (…)
Ta lektura, to emocjonalna podróż po ludzkich i zwierzęcych uczuciach. O świadomości o tym jak ważnym można być dla kogoś drugiego, nawet jak tym kimś jest „tylko” zwierzę. Jeżeli ktoś uważa, że zwierzęta nie potrafią odczuwać miłości, żalu czy rozpaczy po utracie kogoś bliskiego, bez względu czy jest to człowiek czy inne zwierzę, to niech koniecznie przeczyta tę książkę.
Autorka szczerze i bardzo emocjonalnie opisuje zachowania swoich zwierząt wobec innych, udowadniając jak mocna potrafi być więź między zwierzętami, czy więź między człowiekiem i zwierzęciem.
(…) Zrobiłam kilka zdjęć. Lay Me Down się nie poruszyła, podobnie jak pozostała trójka, która wciąż stała i patrzyła na nas spod stajni. Było coś niezwykłego w tym, że wszystkie konie wiedziały i że ja też wiedziałam. Lay My Down przekroczyła właśnie pewną niewidzialną granicę i zaczynała się od nas oddalać. (…)
Polecam tę książkę nie tylko miłośnikom zwierząt, ta historia z pewnością poruszy niejedno serce i skłoni człowieka do refleksji. Zwierzęta potrafią nas ludzi nauczyć wiele.
NIE PRZECHODŹCIE OBOK TEJ KSIĄZKI OBOJĘTNIE.

Dziękuję Wydawnictwu REPLIKA za propozycję przeczytania tej lektury, cieszę się, że wydawane są takie książki, bo są one bardzo ważne dla nas nie tylko pod kontem empatycznego podejścia do zwierząt. Uczą nas tego jak wiele można doświadczyć opiekując się jakimś zwierzęciem, które potrafi się odwdzięczyć miłością i przywiązaniem dużo większym i szczerszym niż niejeden człowiek.






