novaeres
NIEMORALNA GRA – Jolanta Kosowska
(…) Ona nie odpowiada na telefony. Ciągle włącza się informacja, że abonent jest chwilowo niedostępny. Wyłączyła komórkę albo nie ma zasięgu. Boję się, że w drodze powrotnej skręciła tym swoim trupem do Szwajcarii Saksońskiej. Tam w wielu miejscach nie ma zasięgu. (…)

Jolanta Kosowska urodziła się na Opolszczyźnie i prawie całe życie związana była z Wrocławiem, Opolem i Sobótką. Jest absolwentką wrocławskiej Akademii Medycznej i studiów podyplomowych na Akademii Wychowania Fizycznego. Z zawodu jest lekarką, specjalistką w trzech dziedzinach medycyny. Od kilkunastu lat mieszka i pracuje w Dreźnie, a swój czas dzieli między pracę zawodową, podróże i pisanie powieści. Jako pisarka zadebiutowała w roku 2012 powieścią „Niepamięć”.
NIEMORALNA GRA to powieść obyczajowa z nutką tajemnicy.
PREMIERA KSIĄŻKI 21 PAŹDZIERNIKA 2014

Konrad jest nauczycielem etyki zawodowej na jednej z medycznych uczelni Któregoś dnia przyjaciel poprosił go, aby wziął za niego dyżur w studenckim telefonie zaufania. Jedna przerwana w pół słowa rozmowa zmienia nieoczekiwanie dotychczasowe życie Konrada. Odnalezienie rozmówczyni staje się jego jedynym celem, wręcz obsesją, wypełnia dni, spędza sen z powiek, pochłania całą energię. Prowadząc swoje małe śledztwo Konrad trafia do Drezna gdzie zaczyna się wyścig z czasem, a jego życie nabiera tempa, powodując, że wszystko wymyka się spod kontroli. Nic już nie układa się w logiczną całość… Konrad niepostrzeżenie daje się wciągnąć w zastawioną na niego pułapkę. Kim jest dziewczyna, która zadzwoniła do telefonu zaufania w czasie trwającego dyżuru Konrada? Czy nauczyciel etyki odnajdzie swoją rozmówczynię?
To moja dwudziesta-któraś książka Jolanty Kosowskiej i muszę przyznać, że jej fabuła nieco mnie zaskoczyła. Długo po skończeniu nie wiedziałam co o niej myśleć.
Tym razem autorka zabrała swoich czytelników do Drezna i do Saksonii, do miejsc, które zdążyłam zobaczyć, a niektóre nawet poznać na tyle, że oczami wyobraźni byłam w nich razem z bohaterem.
Można by powiedzieć, że fabuła książki płynie spokojnym nurtem, ale to nie jest tak spokojny nurt, bo od czasu do czasu pojawiają się w nim gwałtowne i niebezpieczne wiry.

Historia opisana w książce jest pełna niedomówień, tajemnic i czegoś co może doprowadzić ludzką psychikę na skraj wytrzymałości.
To dość nietypowa książka, coś jakby połączenie dramatu, kryminału, thrillera i powieści psychologicznej.
Główny bohater jest dość specyficznym mężczyzną i tak do końca nie jestem przekonana czy na ukształtowanie jego dość osobliwych zachowań wobec kobiet wpłynęła jego trudna i skomplikowana przeszłość czy paskudny charakter.
I chociaż nie polubiłam Konrada to momentami bardzo mu współczułam. I muszę przyznać, że chwilami miałam ochotę mocno nim potrząsnąć.
Autorka porusza w tej powieści kilka smutnych, wręcz dramatycznych wątków, a jednym z nich jest na przykład ból po utracie najlepszego przyjaciela. Śmierć zawsze jest bolesnym wątkiem życia tych, którzy muszą żyć ze świadomością czyjejś straty i ten watek przewija się prawie przez całą fabułę.
(…) Konrad wiedział o operacji Marco. Ta operacja zakończyła się totalną klęską. Marco odszedł, a Konrad nie potrafił się pogodzić z jego śmiercią. Pewnie gdzieś tam w sercu czuł się współodpowiedzialny… Nie do wiary, że ktokolwiek może się czuć współwinny takiej śmierci. (…)
Innym dość zaskakującym wątkiem jest stosunek głównego bohatera do kobiet, a właściwie to do uczuć jakie mogłyby być z nimi z związane, gdyby on nie bał się tych uczuć. Gdyby potrafił pokochać kogoś miłością szczerą, taką bez oczekiwań. Dlaczego Konrad tego nie potrafił? Czy dlatego, że zbyt długo szukał tej właściwej kobiety, czy dlatego, że się bał zaangażowania w poważny związek?
Ten mężczyzna skrzywdził swoim zachowaniem wiele kobiet nie myśląc o tym, że kiedyś może życie wziąć na nim odwet.

Wątek tajemniczej rozmowy w telefonie zaufania jest dość skomplikowany i muszę przyznać, że autorka zaskoczyła mnie jego zakończeniem.
Ale tym wątkiem pokazała jak bardzo człowiek może się zmienić, gdy zaczyna inaczej myśleć i przejmować się drugą osobą.
Moim zdaniem to nie jest lektura z tych: lekka, łatwa i przyjemna, chociaż ja uwielbiam nostalgiczny styl jakim pisze Jolanta Kosowska.
Narracja w pierwszej osobie czasu przeszłego nie jest moją ulubioną, ale czytając książkę z taką narracją zawsze odnoszę wrażenie, że siedzę z daną osobą w jednym pomieszczeniu i słucham jej zwierzeń.
W przypadku tej powieści narratorów mamy kilkoro, dzięki temu pewne sytuacje poznajemy z różnych stron.
Z całą pewnością jest to książka, która niejednego czytelnika czy czytelniczkę skłoni do refleksji. Mnie ta historia od kilku dni „dudni” w głowie i myślę, że pozostanie w niej na długo.
POLECAM przeczytanie tej książki, ja nie mogłam się od niej oderwać, a to chyba o czymś świadczy.
Dziękuję Autorce za książkę, piękną dedykację i za to, że ponownie mogłam znaleźć się w Dreźnie i w Saksonii.
KALENDARZ ADWENTOWY 2. DWANAŚCIE DRÓG DO DOMU – Jolanta Kosowska & Marta Jednachowska
(…) Przypomniała jej się mała Marcelinka, która zawsze mówiła, że kiedy pada śnieg i popatrzy się do góry, to widać, jak w chmurach pani Zima radośnie trzepie swoje poduszki. (…)

Jolanta Kosowska urodziła się na Opolszczyźnie i prawie całe życie związana była z Wrocławiem, Opolem i Sobótką. Jest absolwentką wrocławskiej Akademii Medycznej i studiów podyplomowych na Akademii Wychowania Fizycznego. Z zawodu jest lekarką, specjalistką w trzech dziedzinach medycyny. Od kilku lat mieszka i pracuje w Dreźnie, a swój czas dzieli między pracę zawodową, podróże i pisanie powieści. Jako pisarka zadebiutowała w roku 2012 powieścią „Niepamięć”.
O Marcie Jednachowskiej mogę napisać niewiele, chociaż poznałam ją osobiście i wiem, że jest córką Jolanty Kosowskiej, a jej debiutancką książką jest powieść „Spotkajmy się we śnie”, chociaż podobno napisała już kilka książek. Kocha zwierzęta, a w szczególności konie, których kilku jest właścicielką. Jest lekarką weterynarii, specjalistką chorób koni. I to tyle ile mogę zdradzić. Dopowiem jeszcze, że jest bardzo sympatyczną osobą i jeżeli ktoś będzie miał okazję kiedyś być na spotkaniu z nią, to polecam.
PREMIERA KSIĄŻKI 23 PAŹDZIERNIKA 2025

Dwadzieścia lat temu w domu dziecka przy ulicy Zimowej mieszkało dwanaścioro wyjątkowych podopiecznych. Dziś są dorośli, rozrzuceni po świecie, z własnymi historiami i bagażem doświadczeń.
Gdy ich dawna opiekunka, Grażyna, trafia do domu opieki i okazuje się, że jej pamięć z każdym dniem się pogarsza, by sprawić Grażynie radość i odwdzięczyć się za otrzymane kiedyś dobro Maria i Jagoda podejmują decyzję aby odnaleźć wszystkich wychowanków i zorganizować niezapomniane bożonarodzeniowe spotkanie. Każda z osób, z którymi nawiązują kontakt, ma swoje powody, by wrócić do przeszłości – albo chcieć się od niej odciąć. Czy magia świąt i wspomnienia z dzieciństwa wystarczą, by ponownie spleść ich losy? Kto z dwanaściorga mieszkających kiedyś w jednym domu dzieci zdecyduje się na przyjazd i spotkanie z byłymi wychowankami? Czy każdy z nich będzie chciał się spotkać?
Ktoś na facebookowej grupie Szuflada Jolanty Kosowskiej zaproponował, aby tę książkę czytać jak kalendarz adwentowy, czyli każdego dnia jeden rozdział. Pomyślałam wówczas, że to cudny pomysł, ale… gdy zaczęłam czytać, bardzo szybko doszłam do wniosku, że nie podołam temu wyzwaniu ponieważ ta książka jest jak magnes, który złapie i tak mocno trzyma, że nie można się od niej oderwać.
Ta powieść jest magiczna, nostalgiczna i bardzo ciepła, chociaż nie brakuje w niej momentów chłodu ludzkich uczuć, ale jest ich niewiele, a ja czytając podświadomie czułam, że każdy taki chłód można ogrzać.
Autorki pokazały jak silna potrafi być więź przyjaźni. Ktoś, kiedyś powiedział, że prawdziwego przyjaciela możesz nie widzieć przez wiele lat a jak się spotkacie to tak jakbyście rozstali się wczoraj.
I o tym właśnie jest ta książka, o miłości do drugiego człowieka zbudowanej na solidnych fundamentach przyjaźni.

Bohaterowie wychowali się w jednym domu dziecka, o ich dzieciństwie w tej placówce można przeczytać w książce KALENDARZ ADWENTOWY. Ale dzieci dorosły i każde z nich poszło przez życie swoją drogą. Jedni założyli rodziny, inni skupili się na karierze, a jeszcze inni zaczęli spełniać swoje marzenia.
Ale przyszedł moment, po wielu, wielu latach, kiedy postanowili się odnaleźć by znów zwartym szeregiem stanąć aby pokonać gnębiące kogoś zło. Czy im się udało? Koniecznie przeczytajcie.
Jak już wspomniałam wcześniej jest to powieść pełna ciepła, w której dzieje się magia świąt, ale autorki poruszają w niej wiele trudnych i bolesnych tematów. Nie napiszę o wszystkich, ale wspomnę o tych, które mnie najbardziej poruszyły.
Jako była opiekunka osób starszych wiem jakim dramatem może być samotność w domu, gdzie nawet posiłek w tej samotności nie smakuje. Zamieszkanie w domu opieki, w której jest towarzystwo może pozytywnie wpłynąć na samopoczucie. Szkoda, że w naszym kraju nie wszystkich stać na taki luksus jak zamieszkanie w domu seniora.
Samotność nie dotyczy tylko osób starszych, młodzi ludzie również wpadają w jej sidła. Jedni próbują ją maskować pracując więcej niż inni, a drudzy topią ją w alkoholu, a jeszcze inni oddają się pod opiekę depresji.
Mocnym wątkiem emocjonalnym tej powieści jest choroba jednego z byłych wychowanków. Młodego człowieka z głową pełną marzeń, który z dnia na dzień musi porzucić swoje marzenia i karierę, bo los pokrzyżował jego plany. Choroba może dopaść każdego bez względu na wiek.
(…) On jest młodszy ode mnie – rozmyślała. Koszmarne nieszczęście. Wszystkim wydaje się, że straszne choroby i potworne nieszczęścia są daleko od nas i nie mogą nas dotyczyć, bagatelizujemy pierwsze objawy, a potem okazuje się, że jest już za późno. (…)

W gonitwie życia często zapominamy o osobach, które były dla nas kiedyś ważne. Niektórzy godzinami spędzają czas przeglądając media społecznościowe zamiast zadzwonić do kogoś kogo się dawno nie widziało. Wielu ludzi nie potrafi rozmawiać z najbliższymi, a przecież to tak niewiele trzeba, aby powiedzieć komuś: tęsknię, kocham, myślę o tobie.
Czy musi się wydarzyć coś złego abyśmy odnaleźli w życiu to co najważniejsze, co jest najcenniejsze, czyli kontakt z drugim człowiekiem?
Przeczytajcie tę książkę, gwarantuję, że skłoni ona do refleksji i pozwoli na różne sprawy popatrzeć innym okiem. Zarezerwujcie sobie czas i przygotujcie oprócz zimowej herbaty czy kakao dużą paczkę chusteczek (to do tych, którzy są wrażliwi i emocjonalnie podchodzą do książek).
Moim zdaniem to lektura z tych nieodkładanych, których fabuła zostanie w głowie na długi, długi czas. POLECAM CAŁEM SERCEM
To ciepła, pełna emocji opowieść o rodzinie, która nie opiera się na więzach krwi, lecz na wspólnych przeżyciach i cichym pragnieniu bycia kochanym.
***Cytaty pochodzą z książki KALENDARZ ADWENTOWY 2. DWANAŚCIE DRÓG DO DOMU wydawnictwa NOVAE RES***
TOSKAŃSKI ŚLUB – Marta Jednachowska
(…) – To nie jest pasmo niepowodzeń. Najpierw problemy z organizacją ślubu w Niemczech. Z powodów rodzin musieliśmy zrezygnować z normalnego wesela. Później te nasze cholerne kłótnie z rodzicami, a kiedy w końcu myśleliśmy, że udało nam się znaleźć miejsce, gdzie będziemy mogli bez problemu wziąć ślub naszych marzeń, to dzieje się coś takiego. (…)

Marta Jednachowska z zawodu jest lekarką weterynarii. Z zamiłowania jednak jest nie tylko miłośniczką zwierząt, ale również pisarką. Większość swojego czasu dzieli pomiędzy pisanie, prowadzenie własnej stajni i jogę. Uwielbia podróżować i czytać książki. Jako autorka sprawdziła się w dwóch książkach: Spotkamy się we śnie i Kalendarz adwentowy, które napisała w duecie z Jolantą Kosowską. „Toskański ślub” jest pierwszą jej powieścią wydaną samodzielnie.
Toskański ślub jest powieścią obyczajową łączącą wątki przygodowy, romantyczny i kryminalny.
PREMIERA KSIĄŻKI 07 LUTEGO 2025

Monika i Lukas planują kameralny ślub w Toskanii. Nie chcą wielkiego wesela z powodu niesnasek rodzinnych. Pragną ten najważniejszy w ich wspólnym życiu dzień spędzić kameralnie, w towarzystwie czwórki przyjaciół. Po przylocie do Włoch od pierwszego dnia coś dzieje się nie tak. Najpierw okazuje się, że zniknął organizator ślubów, który zainkasował od młodych sporą sumę pieniędzy, niespodziewanie pojawiają się nie zaproszone na uroczystość matka i siostra przyszłej panny młodej, a na końcu znika przyszły pan młody. Komuś ewidentnie zależy na tym, by zaprzepaścić plany zakochanych. Czy osoby towarzyszące Monice i Lukasowi są ich prawdziwymi przyjaciółmi? Co się wydarzyło przed ślubem i dlaczego Lukas uciekł z hotelu z rodzinnymi kosztownościami Moniki? Kto rozwiąże zagadkę niepowodzeń toskańskich przyszłych – niedoszłych państwa młodych?
Jak wspomniałam wcześniej, fabuła tej książki jest połączeniem romansu, powieści przygodowej i… kryminału.

Marta Jednachowska to młoda nie tylko wiekiem, ale i dorobkiem pisarskim autorka, która udowadnia, że posiada całkiem dobry potencjał pisarski. Jest autorką trzech książek, z czego dwie napisała w duecie.
Przyznam szczerze, że biorąc do czytania tę powieść spodziewałam się słodkiego romansu, nawet nie przypuszczałam, że fabuła tak pozytywnie mnie zaskoczy.
Książka od pierwszej do ostatniej strony jest bardzo ciekawa, wątek kryminalny buduje tajemniczość, a wątek romantyczny trochę intryguje.
Spędzając czas z bohaterami tej opowieści przy okazji ich pobytu w Toskanii poznajemy zarówno piękno tego regionu jak i różne ciekawostki.
Życie bywa nieprzewidywalne i marzenie może zamienić w koszmar, tak też się stało, gdy ktoś postanowił piękny z założenia i planów ślub zamienić w dramat (nie tylko) panny młodej.
Znajdziemy w książce również wzmiankę o toksycznej miłości, takiej, która niszczy zamiast cieszyć.
(…) Nie chciałam przyznać mu racji, lecz ją miał. Kiedyś byłam zupełnie inna, cieszyłam się życiem, dużo się śmiałam, opowiadałam. Lecz Fabian nie lubi gadulstwa, nie lubi głupich dowcipów, a ja bardzo chciałam mu się podobać. Tak bardzo, że zaczęłam zmieniać siebie. Szkoda, że musiałam znaleźć się tysiące kilometrów dalej, żeby zdać sobie z tego sprawę. (…)

Od samego początku coś nie szło tak jak tego chcieli młodzi, niezbyt dobrze odebrane przez rodziny plany przyszłych małżonków to nie tylko dość toksyczne relacje rodzinne spowodowały, że zrodził się dodatkowy stres. Miało być pięknie, romantycznie i kameralnie, a okazało się nerwowo i koszmarnie.
Czy zaangażowane w organizację ślubu osoby są tymi, które powinny być w tym dniu przy boku szczęśliwej i zakochanej pary?
(…) Nie miałem pojęcia, do czego dąży. Sara była znajomą Moniki ze studiów. Przyjaciółka to chyba za duże słowo. Na pierwszych latach studiów miały dobry kontakt, który z czasem stawał się coraz gorszy. Teraz się nie widywały. (…)
Muszę przyznać, że autorka świetnie wykreowała bohaterów i przyznam szczerze, że długo nie mogłam jednoznacznie określić, kto jest tym dobrym, a kto tym złym.
Moim zdaniem książka jest z tych nieodkładanych, jak już zacznie się ją czytać to trudno się od niej oderwać. Cały czas coś się dzieje i nie można ani na chwilę poczuć znudzenia. To jest lektura, której jak wspomniałam wcześniej fabuła pochłania czytelnika od pierwszej do ostatniej strony, aby na samym końcu poczęstować taką wisienką na torcie.
To jest romans z nutką tajemniczości, w którym nie brakuje emocji nie tylko wywołanych wątkiem kryminalnym. Są opisy pełnych uroku miejsc, do których chciałoby się pojechać, niekoniecznie na ślub.
Polecam zatem tę książkę zarówno miłośnikom romansów, jak i tym, którzy lubią czytać kryminały a także powieści z lekką nutką przygody.

Dziękuję Wydawnictwu NOVAE RES za to, że mogłam przeczytać tę powieść w ramach współpracy barterowej, a Autorce dziękuję za pełną emocji podróż do Toskanii.
KALENDARZ ADWENTOWY – Jolanta Kosowska & Marta Jednachowska
Z cyklu: CORAZ BLIŻEJ ŚWIĘTA
(…) Jagoda bardzo nie lubiła, kiedy na nią krzyczano. Kojarzyło jej się to z domem, z którego zabrali ją, kiedy miała pięć lat. Mało z tego domu pamiętała. Wszystkie wspomnienia były związane z krzykiem i awanturami wiecznie pijanego ojca. Dziewczyna nie tęskniła za domem i nie żałowała, że jej biologiczna rodzina nie stara się o możliwość kontaktu z nią. (…)

Jolanta Kosowska urodziła się na Opolszczyźnie i prawie całe życie związana była z Wrocławiem, Opolem i Sobótką. Jest absolwentką wrocławskiej Akademii Medycznej i studiów podyplomowych na Akademii Wychowania Fizycznego. Z zawodu jest lekarką, specjalistką w trzech dziedzinach medycyny. Od kilku lat mieszka i pracuje w Dreźnie, a swój czas dzieli między pracę zawodową, podróże i pisanie powieści. Jako pisarka zadebiutowała w roku 2012 powieścią „Niepamięć”.
O Marcie Jednachowskiej mogę napisać niewiele, chociaż poznałam ją osobiście i wiem, że jest córką Jolanty Kosowskiej, a książka „Spotkajmy się we śnie” jest jej debiutem, chociaż podobno napisała już kilka książek. Kocha zwierzęta, a w szczególności konie, których kilku jest właścicielką. I to tyle ile mogę zdradzić. Dopowiem jeszcze, że jest bardzo sympatyczną osobą i jeżeli ktoś będzie miał okazję kiedyś być na spotkaniu z nią, to polecam.
Kalendarz adwentowy to powieść świąteczna.
PREMIERA KSIĄŻKI 08 LISTOPADA 2024

W domu dziecka przy ulicy Zimowej trwają przygotowania do świąt Bożego Narodzenia. Opiekunki dokładają wszelkich starań, by dzieci choć przez te kilka dni czuły się tam jak w prawdziwym domu. Placówka boryka się jednak z poważnymi problemami finansowymi – funduszy brakuje nawet na prezenty dla wychowanków. By zmienić tę trudną sytuację, Marzena – dyrektorka domu dziecka – organizuje bożonarodzeniowy jarmark, a Klaudia, jedna z opiekunek, za własne pieniądze kupuje każdemu z podopiecznych kalendarz adwentowy. Nikt nie wie, że w upominkach dla dzieci znajdują się nie tylko czekoladki, ale także… tajemnicze liściki od nieznanego nadawcy, które wywrócą tegoroczne święta do góry nogami. Nadchodzi czas pełen magii i niespodzianek. Czy wszystkie dzieci ucieszą się z prezentów adwentowych i kto jest tajemniczym darczyńcą. Czy jarmark bożonarodzeniowy okaże się sukcesem czy porażką? Którą z opiekunek dzieci najchętniej by pożegnały na zawsze?
Po książki Jolanty Kosowskiej sięgam bardzo chętnie, a ta jest drugą, która została napisana w duecie z Martą Jednachowską i myślę, że jest to wyjątkowo dobry duet. Przyznam szczerze, że chociaż znam dobrze „pióro” Jolanty Kosowskiej, to w tej książce nie do końca byłam pewna, która z pań pisała który rozdział.
Przez wiele lat przeczytałam wiele książek świątecznych, ale żadna jeszcze mnie aż tak nie poruszyła. W tej powieści głównymi bohaterami są nie tylko dzieci z domu dziecka, ale i emocje.
Dawno nie czytałam tak pięknej książki świątecznej, w której prawie na każdej stronie czuć magię adwentu, w której wzruszenie gra główną rolę jak w najpiękniejszym filmie. Moim zdaniem ta historia w pełni zasługuje na to, aby ją sfilmować i będę trzymała mocne kciuki, aby znalazł się producent.
(…) Wszyscy czekali na najważniejszy moment każdego ubierania drzewka. Nawet najstarszym dzieciom nigdzie się nie spieszyło. Oczekiwali zapalenia lampek na choince. Już po chwili błysnęły ciepłym, żółtym światłem. Ich blask oświetlił papierowe łańcuchy, ręcznie zrobione ozdoby i aniołki. (…)
Przeczytałam tę powieść dwukrotnie, raz gdy wydawnictwo poprosiło mnie o napisanie rekomendacji i drugi raz, aby ponownie przeżyć tę historię w okresie nadchodzącego czasu przedświątecznego i poczuć tę cudowną, magiczną moc adwentu.

Autorki przedstawiają nam dwanaścioro dzieci w różnym wieku, których przeszłość była dość dramatyczna, ale przyszłość może być piękna i szczęśliwa.
Każdy człowiek, czy to dziecko, czy osoba dorosła, o czymś marzy. Czasami są to marzenia realne do spełnienia, a czasami nieosiągalne. Tym dzieciom ktoś pomógł zrealizować marzenia nawet te, które dla nich wydawały się nie do zdobycia.
Czy to magia? Czy to tylko dobro czyjegoś (niesamolubnego) serca?
Czasami wystarczy mały gest, aby uszczęśliwić drugą osobę. Czasami poświęcenie siebie i tego co się ma drogocennego może przynieść więcej radości komuś niż sobie.
Adwentowe prezenty, które otrzymały dzieci tak bardzo pokrzywdzone przez los, nie należały do skromnych, ktoś może nawet powiedzieć, że były zbyt bogate, ale radość tych dzieci z pewnością była bezcenna. A przecież wielu ludzi uważa, że dawanie jest piękniejsze od otrzymywania.
Autorki poruszyły w swojej powieści wiele bolesnych wątków, pokazały, że w życiu wielu ludzi zdarzają się dramaty, jedni o nich mówią otwarcie, a inni zamykają swój ból głęboko w sercu. Czasami osoba pozornie niedostępna dla innych, oschła i niezbyt miła skrywa w sobie więcej miłości niż ktoś, kto uśmiecha się każdego dnia i odbierany jest przez innych jako ta bardzo miła.
(…) – Rozumiem – powiedziała dobrotliwie Monika. – Przede wszystkim muszę podziękować, że nie jestem w swoim rodzinnym domu, nie muszę słuchać krzyków ojca. Po drugie powinnam podziękować za to, że jestem w naszym domu. Wie pani, ja nigdy nie mówię, że jestem z domu dziecka. (…) Słowo „nasz” jest dla mnie najważniejsze. (…)

Tej książki nie można czytać bez wzruszeń, ponieważ zarówno historie dzieci jak i ich codzienne zmagania się z życiem, a także ich radości wywołują tak głębokie emocje, że trudno nad nimi zapanować.
Nie wiem, jak jest w domach dziecka, zapewne są domy pełne ciepła, w których dzieci czują się jak w najcudowniejszej rodzinie, jak i te, w których tego ciepła jest zbyt mało. Myślę jednak, że wszystko to zależy od osób pracujących tam jako opiekunowie.
W domu, w którym oprócz domowników mieszka miłość, odpowiedzialność za drugiego człowieka, opiekuńczość i empatia, można powiedzieć, że mieszkają radość i szczęście, które doskonale wypierają smutne wspomnienia. A to jest potrzebne każdemu młodemu człowiekowi do zbudowania dorosłości.
Zanim sięgniecie po tę książkę to przygotujcie sobie herbatę, kakao, ciepły koc i czas, bo od tej lektury trudno się oderwać. Niewielu potrafi tak pięknie ukazać magię świąt i Adwentu. Mimo trudnej przeszłości dzieci z domu dziecka na ulicy Zimowej cieszą się małymi rzeczami.
Ta opowieść przynosi radość, nadzieję i udowadnia, że Adwent to czas cudów.
POLECAM tę najpiękniejszą książkę świąteczną tego roku każdemu, kto tak jak ja czeka na ten jedyny w roku, piękny czas.

Dziękuję Autorkom za chwile pełne wzruszeń, a wydawnictwu Novae Res dziękuję za książkę, którą z pewnością jeszcze nie jeden raz przeczytam i którą bardzo gorąco polecam.
NIE MA NIEBA – Jolanta Kosowska
– Mój dawny profesor mówił, że lekarze powinni leczyć, a Pan Bóg decydować. My leczymy, a Pan Bóg zrobi jak uważa… Z medycznego punktu widzenia.

Jolanta Kosowska urodziła się na Opolszczyźnie i prawie całe życie związana była z Wrocławiem, Opolem i Sobótką. Jest absolwentką wrocławskiej Akademii Medycznej i studiów podyplomowych na Akademii Wychowania Fizycznego. Z zawodu jest lekarką, specjalistką w trzech dziedzinach medycyny. Od kilku lat mieszka i pracuje w Dreźnie, a swój czas dzieli między pracę zawodową, podróże i pisanie powieści. Jako pisarka zadebiutowała w roku 2012 powieścią „Niepamięć”.
Nie ma nieba to dramat psychologiczny z nutką romansu.
PREMIERA KSIĄŻKI 08 SIERPNIA 2015

stron 289
Maciek pracuje w biurze podróży, kiedyś był lubianym lekarzem, ale wypalił się w tym zawodzie a po rozstaniu z długoletnią partnerką postanowił opuścić Polskę i zamieszkać w Niemczech. Niespodziewana wizyta byłego szefa, a następnie wiadomość przekazana przez jego córkę burzy dotychczasowy świat Maćka. Małgosia jest lekarką, na oddziale onkologicznym zaprzyjaźnia się z Robertem, przychodzi do niego najpierw jako wolontariuszka, czyta mu książki i spędza z nim czas, a potem przychodzi do niego jako lekarka. Czy empatyczne związanie się z pacjentem jest emocjonalnie dobre dla kobiety? Pewnego dnia Małgosia znika, staje się to po informacji, że jej były pacjent, być może przyjaciel, postanowił pomóc Bogu w podjęciu decyzji i wyjechał w Dolomity, aby popełnić tam samobójstwo. Po śmierci Roberta coś w kobiecie pęka, nie pożegnała się z nim przed wyjazdem i ma coś w rodzaju wyrzutów sumienia. Maciek postanawia jej poszukać, mimo upływu lat wciąż kocha swoją Gośkę, z którą łączy go nie tylko uczucie. Czy uda mu się odnaleźć kobietę i sprowadzić do domu? Dlaczego Robert nie pożegnał się z Małgosią przed wyjazdem?
Jolanta Kosowska jest dla mnie autorką, która pisze sercem, jej książki są przepełnione emocjami i często czytanie ich nie obejdzie się bez paczki chusteczek.
Ta książka jest dość specyficzna, z jednej strony odebrałam ją jako dramat psychologiczny a z drugiej jako piękne romans z odrobiną kryminału.
Mamy tu dwie fabuły, jedną odnoszącą się do nietypowej relacji lekarki z pacjentem terminalnie chorym, a drugą dotyczącą lekarza, który z powodu wypalenia zawodowego postanowił zmienić pracę, i który po latach rozłąki postanawia odszukać swoją dawną miłość.

Jako osoba z nienajlepszym zdrowiem często mam okazję przebywać w towarzystwie lekarzy różnych dziedzin medycznych i przyznam szczerze, że moje wrażenia są różne. Są lekarze, którzy podchodzą do wykonywanego zawodu czysto finansowo, nieważne czy pomogą, ważne, aby pacjent zapłacił i wrócił ponownie. Są lekarze traktujący pacjenta z dużą obojętnością jako kolejny numerek z przychodni i są lekarze, którzy podchodzą do pacjenta z sercem. Tych ostatnich jest chyba najmniej.
Kiedyś praktykowałam w hospicjum, pamiętam, jak oburzałam się na panującą tam pewnego rodzaju znieczulicę. Moje koleżanki pielęgniarki czy opiekunki często nie potrafiły być nawet miłe w stosunku do pacjentów. Ciągle słyszałam, że za dużo czasu poświęcam, temu czy innemu pacjentowi i że zbyt emocjonalnie podchodzę do niektórych przypadków. A ja po prostu nie potrafiłam pogodzić się z obojętnością.
Autorka w swojej książce pokazuje właśnie stronę emocjonalną lekarza, który oprócz dobrania odpowiednich leków jest przede wszystkim człowiekiem, który chociaż w małym stopniu potrafi wczuć się w cierpienie pacjenta.
(…) U pani zatarła się granica pomiędzy relacją lekarz-pacjent a relacją człowiek-człowiek. Może to cudowne dla pacjentów, ale nie dla pani. Nagle pani życie zawodowe wdarło się w pani życie osobiste. Raptem jako lekarz stała się pani ważniejsza niż jako człowiek. (…)
Czy to tak trudno potraktować szarego obywatela jak człowieka? Wiem, że niektórzy pacjenci być może nadużywają empatii lekarza, ale czasami wystarczy usłyszeć dobre słowo, poczuć, że jest się kimś ważniejszym od bezosobowego tworu, niby niewiele a pomaga przetrwać ból czy inne niedogodności chorobowe.
W tej książce mamy również miłość, która mimo upływu lat i wielu okoliczności nie przeminęła. Przyznam szczerze, że momentami irytowała mnie Małgorzata, nie potrafiłam zrozumieć jej dumy jaką otoczyła się będąc w ciąży z człowiekiem, którego kochała. Nie poinformowała go o tym, że wbrew temu czy tego chce czy nie zostanie ojcem. Czy postąpiła uczciwie wobec Maćka?
(…) Ta ceremonia powinna była zakończyć się raz na zawsze. Siedziałem w knajpie, zamawiałem kolejne pięćdziesiątki i na pomiętej serwetce pisałem już chyba po raz dwudziesty: „A potem żyli długo i szczęśliwie”. Wmawiałem sobie, że im tego życzę. Nie wiem, ile jeszcze musiałbym wypić, żebym mógł sam w to uwierzyć. (…)
Zbyt empatyczna postawa wobec jednego z pacjentów też być może nie była dobra, swoją postawą dla niego, Małgorzata z lekarki zmieniła się w przyjaciółkę, do której on z czasem poczuł coś więcej niż tylko przyjaźń. Czy taką postawą dała mu nadzieję i pozwolenie na to, aby zaczął ją traktować inaczej niż zwykłą lekarkę czy wolontariuszkę?
(…) Patrzyła na przyniesione zdjęcia i nagle pomyślała, że dziwne, ale prawie o nim zapomniała. Jak mogła o nim zapomnieć? Jak to możliwe, że to się wszystko dobrze skończyło? Przecież on wyjechał nieuleczalnie chory. Nikt nie miał złudzeń, że musi wkrótce umrzeć. (…)
Autorka pisze o cierpieniu fizycznym i psychicznym osób terminalnie chorych i cieszę się, że są jeszcze na świecie lekarze, którym los pacjenta nie jest obojętny. Taki kontakt nie musi mieć żadnych osobistych przesłanek, wystarczy, że obije się o ściany wrażliwości etycznej.
Zdaję sobie sprawę z tego, że w pierwszej kolejności lekarz powinien „nie szkodzić”, ale mówienie pacjentowi, który cierpi z bólu, że ma się z tym bólem zaprzyjaźnić nie jest szkodzeniem jego psychice? Jak można się zaprzyjaźnić z czymś co nie pozwala na normalne funkcjonowanie człowieka?
Lekarze przedstawieni w tej książce są przede wszystkim ludźmi, osobami, którym zależy na drugim człowieku, osobami współczującymi, u których wiedza medyczna idzie w parze z empatią.
Wierzę, że takich lekarzy jest więcej, czy to u nas w kraju, czy poza granicami. Bo lekarz jest po to, aby leczyć, ale również po to aby podtrzymywać na duchu, kiedy cały świat wpada w ruinę gdy nie potrafisz normalnie funkcjonować.
Czy lekarz to zawód, czy powołanie?

Ta książka opowiada nam historię młodych lekarzy, którzy kiedyś byli parą, ale zaangażowanie zawodowe i inne okoliczności sprawiły, że się rozstali. To również opowieść o młodym mężczyźnie umierającym na raka, dla którego kilka chwil normalnego kontaktu z drugą osobą jest oddechem między kolejnymi atakami bólu.
Zaangażowanie w pracę być może zniszczyło relacje Małgorzaty i Maćka, w pewnym momencie nie potrafili ze sobą rozmawiać o swoich emocjach, a przecież to jest ważne, aby nie tylko być ze sobą, żyć obok siebie, ale żyć ze sobą. Ci młodzi ludzie w pewnym momencie nie potrafili oddzielić życia zawodowego od życia prywatnego i to ich zgubiło.
Książka jest nieco nostalgiczna, jest świetnie napisana i pełna emocji, a fabuła porusza bardzo ważne zagadnienia zarówno ze strony medycznej jak i egzystencjonalnej.
I chociaż nie jest to powieść lekka, łatwa i przyjemna, bo zawiera sporo dramatu, to czyta się ją jednym tchem.
Polecam całym sercem.






