Recenzje książek

kryminał

MILIARDER – Sławek Michorzewski

Sławek Michorzewski urodził się w 1970 roku. Lubi zmieniać miejsca zamieszkania i tak oto między innymi mieszkał w Tajlandii, Burgundii i Rwandzie. Lubi również podróżować, zwiedził całą Rosję, Stany Zjednoczone i Brazylię. Jest autorem komedii kryminalnych i pisarzem, któremu udało się wypracować własny styl graniczący między groteską, abstrakcją i absurdem. Do tej pory wydał cztery książki oraz zbiór opowiadań.

Miliarder to komedia kryminalna, której fabuła umiejscowiona została w czasach współczesnych na terenie Polski i Szwecji (ale również Paryża).

Oficyna 4eM
PREMIERA książki 13.03. 2019 roku
stron 471

Maciej Kupczyk jest młodym mężczyzną, typowym nieudacznikiem, którego nikt nie lubi, a wszyscy wyśmiewają. Pracuje w dużej firmie w dziale księgowości, lecz z kolegami (koleżankami) nie łączą go żadne koleżeńskie stosunki, a wręcz przeciwnie, wielu współpracowników traktuje go wręcz z odrazą. Pewnego dnia mężczyzna wpada na pomysł zarobienia fortuny podszywając się pod prawnuka pewnego szwedzkiego miliardera. Nie spodziewa się jednak tego, że pieniądze umierającego staruszka są lepem dla wielu nie tylko zwykłych ludzi, ale również międzyrządowych organizacji. Czy uda się Maciejowi oszukać staruszka i jego współpracowników? Jak potoczą się losy młodego Polaka na gruncie szwedzkim? Kto i dlaczego będzie chciał uniemożliwić „spadkobiercy” uzyskanie spadku?

Przyznam szczerze, że dawno się tak nie uśmiałam. Z całym szacunkiem dla Alka Rogozińskiego, Olgi Rudnickiej czy Wojciecha Nerkowskiego, ale Ten autor po prostu rozłożył mnie na łopatki.

Ne mogłam się od książki oderwać i czytałam ją wszędzie gdzie tylko miałam możliwość czytania, i chyba musiałam się czasami w środkach komunikacji miejskiej śmiać w głos, bo bywało, że ludzie dziwnie na mnie patrzyli.

Ta książka to połączenie wyrafinowanego kryminału z powieścią szpiegowską i komedią obyczajową, czyli ogromna dawka humoru. To połączenie Różowej Pantery z Gangiem Olsena i Jasiem Fasolą.

Główny bohater, to człowiek tak bardzo pechowy, że gdzie się nie pojawi natychmiast powstają jakieś zniszczenia. Jego koledzy z pracy (a zwłaszcza jeden) robią wszystko, aby go dodatkowo ośmieszać i każdego dnia „częstują” go głupimi żartami, oczywiście dotyczącymi jego osoby co doprowadza, że Maciej Kupczyk funkcjonuje jedynie dzięki psychotropom i tabletkom antylękowym.

(…) Postawił pustą teczkę koło kaloryfera i ciężko usiadł na krześle. Przeszywający ból, podobny do bólu wywoływanego przez użądlenie osy w kilku miejscach naraz, poraził jego pośladki. Najpierw wrzasnął, później poderwał się do góry tak gwałtownie, aż stopy straciły moment kontaktu z podłogą.

W tym samym momencie roześmiali się wszyscy, teraz dwóch jego kolegów i trzy koleżanki zwijali się ze śmiechu, kiedy on tarł się po tyłku, chcąc jak najszybciej pozbyć się uczucia pieczenia. (…)Teraz był już pewien, że usiadł na wbite w siedzisko szpilki czy może pinezki. (…)

Fabuła książki jest niesamowita i tak właściwie to czytelnik od pierwszej do prawie ostatniej strony się śmieje. Nie uśmiecha. Śmieje się w głos.

Ta nieszablonowa intryga kryminalna, z ciekawym akcentem szpiegowskim, w którą wplątane są międzynarodowe organizacje takie jak izraelska agencja wywiadowcza Mosad (Instytut do spraw Wywiadu i Zadań Specjalnych), rosyjskie GRU (Gławnoje Razwiedywatielnoje Uprawlenije czyli Główny Zarząd Wywiadowczy Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej) , Deuxieme Bureau (biuro francuskiego wywiadu wojskowego) czy niemieckie BND (Bundesnachrichtendienst, Federalna Służba Wywiadowcza) w niesamowity sposób wpływają na przygody młodego Polaka, który tylko chciał wybić się ponad przeciętność i zaimponować swoim kolegom, a przy okazji nieco zarobić.

Ewentualne „odejście” schorowanego i niesamowicie bogatego Szweda, przedsiębiorcy i multimilionera, uruchamia bieg wydarzeń, które towarzyszą walce o pieniądze. Trup ściele się gęsto, krew leje się litrami, zbrodnia goni zbrodnię, a i tak nie można przestać się śmiać, bowiem autor w tak specyficzny sposób to opisuje, że nawet najbrutalniejszy wyczyn staje się zabawną scenką.

(…) Kobieta pokiwała głową, a jej ręka zwiotczała i poddała się delikatnemu naporowi dłoni Aniki, która tylko na to czekała. Gwałtownym ruchem uniosła pistolet, przystawiła go pod odpowiednim kątem do skroni Huldy, odchyliła własną głowę, żeby uniknąć ochlapania mózgiem i nacisnęła spust. Charakterystyczne kliknięcie piezoelementu w pistolecie – zapalniczce wywołało iskrę, co spowodowało zapalenie się dość dużego płomienia, który wesoło wyskoczył z lufy. Włosy Huldy zajęły się w ułamku sekundy, a jej głowa teraz przypominała małe ognisko. (…)

Są momenty straszne, są chwile wciągające intrygą, i są również takie fragmenty, które zmuszają do refleksji. Bo czyż nie smutne jest to, że ludzie w szyderczy i bolesny często sposób zachowują się wobec siebie? Czyż nie jest smutnym to, jak wiele ktoś jest w stanie zrobić, aby zyskać władzę i zasoby finansowe?  I czy pieniądze są w życiu najważniejsze?

Początkowo trochę gubiłam się w bohaterach drugo- i trzecioplanowych, ale w miarę czytania poznawałam ich lepiej, przy okazji dobrze się bawiąc, a głównego bohatera nawet polubiłam, chociaż nie chciałabym mieć kogoś takiego wśród swoich znajomych.

Fabuła tej książki jest jak karuzela, nagłe zwroty akcji zmieniają ją w tempie wyjątkowo szybkim, ale najbardziej zaskoczy czytelnika samo zakończenie. Przyznam szczerze, że cały czas jestem w lekkim szoku.

Narracja jest w osobie trzeciej. Niemało ciekawie skonstruowanych dialogów w połączeniu z efektownie przedstawionymi bohaterami sprawia, że książki się nie czyta, ją się po prostu pochłania.

Polecam ten wyrafinowany kryminał połączony szaloną komedią bo to nie lada gratka dla czytelnika. Gwarantuję dobrą zabawę i dla każdego coś miłego. Myślę, że tą książką nie zawiodą się ani miłośnicy kryminałów, ani czytelnicy powieści szpiegowskich a już z całą pewnością nie zawiodą się ci czytelnicy, którzy preferują dobry (chociaż czasami czarny) humor.

Dziękuję Oficynie 4eM za propozycję przeczytania tej lektury, która sprawiła, że poznałam nazwisko kolejnego świetnego polskiego pisarza i z pewnością sięgnę po następne jego książki.

ŚMIERĆ W BLASKU FLESZY – Alek Rogozinski

Alek Rogoziński to pisarz znany wszystkim czytelnikom komedii kryminalnej. Z zawodu dziennikarz, z pasji autor kryminałów, zamieszkały w Warszawie. Jego debiut kryminalny ukazał się w roku 2015 i od razu podbił serca wielu osób, zdobywając 1-sze miejsce na liście bestsellerów kryminalnych EMPIKu. Jego hobby to muzyka i podróże. Chętnie spotyka się ze swoimi czytelnikami i czytelniczkami dostarczając im podczas spotkań sporej dawki dobrej zabawy.

Wydawnictwo EDIPRESSE KSIĄŻKI
PREMIERA marzec 2019
stron 299

Śmierć w blasku fleszy to komedia kryminalna.

To miał być pokaz mody na skalę światową. Media, sponsorzy, gwiazdy mody itp. Mariusz i Dominika (czyli Mario i Miśka) prowadzący agencję zajmująca się organizacją takich imprez, już zacierali ręce licząc na wielki sukces. Końcowa scena pokazu miała być bardziej widowiskowa niż reszta, ponieważ miała kończyć się imitacją morderstwa znanej modelki. Niestety imitacja okazała się faktem dokonanym, a wśród podejrzanych osób znaleźli się nie tylko pracownicy agencji, którzy mieli zadbać o ślepe naboje w pistolecie. Jak się okazało wiele osób pretendowało do roli mordercy, ponieważ zabita dziewczyna nie cieszyła się zbytnią sympatią. Mario i Miśka postanawiają wziąć sprawy w swoje ręce i rozpoczynają własne śledztwo, w którym z wielkim entuzjazmem postanawia pomóc im, uwielbiająca zagadki kryminalne mama Dominiki. Czy detektywom amatorom uda się znaleźć prawdziwego mordercę? Kto i dlaczego miał ochotę zabić znaną modelkę?

Biorąc do ręki książkę liczyłam na dobrą zabawę i nie przeliczyłam się, ponieważ autor zadbał o niebagatelną ilość zabawnych dialogów, a także o sporo prześmiewczych, wręcz ironicznych opisów ludzi i ich zachowań.

Autor ma skłonność do pisania bardzo długich zdań, które gdyby zacząć czytać na wdechu, można skończyć na całkowitym bezdechu.

(…) – Młodzi pseudodziennikarze, zatrudnieni przez wydawnictwa tylko dlatego, że można ich zagnać do roboty na półtora etatu przez siedem dni w tygodniu za najniższą pensję krajową i przy okazji wmówić im, że gdy pracuje się w Internecie, to właśnie tyle powinno się zarabiać – powiedziała Marta, pomna swej krótkiej przygody z jednym z portali modowych, którego właścicielka wszelkie prośby o wypłacenie pensji traktowała tak, jakby ktoś zażądał od niej co najmniej biletu na podróż promem kosmicznym na Marsa. (…)

Ufff, ilość wyrazów w tym zdaniu to nie jest rekord pisarski tego autora.

Książki Alka Rogozińskiego z całą pewnością należą do wyciskaczy łez, tyle tylko, że są to łzy śmiechu, a nie wzruszenia.

Pierwsza połowa tej powieści to taka trochę „przepychanka” zabawnych sytuacji dotyczących wszystkich bohaterów. Trochę satyryczna i mocno humorystyczna.

W tej książce przewija się tyle osób, że gdyby autor ich na początku książki nie przedstawił, to czytelnik w pewnym momencie mógłby się pogubić w tym, kto jest kim.

Pisząc o bohaterach , muszę wspomnieć o jednej z kobiet, która wypisz, wymaluj, bardzo przypomina słynną pannę Marple. Ze spotkań autorskich wiem, że Alek Rogoziński uwielbia powieści Agaty Christie, dlatego wcale się nie dziwię, że coś (a raczej kogoś) z jej twórczości stara się w zakamuflowany sposób przemycić do swoich powieści.

Wracając jednak do fabuły tej książki, muszę przyznać, że miło zaskoczyła mnie druga połowa tej lektury. Po symfonii śmiechu i ironii dotyczącej bohaterów, przenosimy się do kryminału prawie na poważnie. I tu chyba powinnam skłonić głowę w kierunku autora, bo druga połowa książki, oczywiście również okraszona humorem, przyciągnęła mnie całkiem poważnie. A zakończenie… przyznam… szczerze mnie zaskoczyło.

I tak jak po przeczytaniu każdej powieści tego autora, pozwolę sobie na stwierdzenie, że tego typu książki są nie tylko kopalnią humoru, ale również porządnym antydepresantem, który za niewielkie pieniądze potrafi zastąpić drogą wizytę u psychoterapeuty.

W tej tak pełnej prześmiewczości i humoru fabule znajdujemy jednak wątki bardzo poważne, takie przy których w innym gatunku literackim z pewnością uronilibyśmy łezkę wzruszenia. I chyba dlatego właśnie chętnie sięgam po książki tego autora.

Polecam tę lekturę zarówno tym, którzy potrzebują książki lekkiej, łatwej i przyjemnej, jak i tym, którzy czytują wyłącznie kryminały. Jeżeli ktoś potrzebuje porządnego relaksu połączonego z dobrą zabawą, to ta książka jest właśnie dla niego.

Bardzo dziękuję wydawnictwu Edipresse Książki za możliwość przeczytania tej powieści.

PAMIĘTAJ O ŚMIERCI – Anna Klejzerowicz

Zdjęcie pisarki z prywatnego albumu autorki bloga. 

Anna Klejzerowicz to gdańska pisarka, która często gości w skromnych progach mojego bloga. Jest nie tylko autorką książek, ale również publicystką, fotografem, redaktorką. Na swoim koncie pisarskim ma nie tylko kryminały, ale również literaturę obyczajową oraz powieści grozy. Przez wiele lat współpracowała z teatrem Atelier w Sopocie jako fotograf i redaktor publikacji teatralnych. Z wykształcenia jest mgr resocjalizacji. Prywatnie to miłośniczka gór, kotów i książek.

Wydawnictwo REPLIKA
PREMIERA marzec 2019
stron 275

 Pamiętaj o śmierci to kryminał, którego fabuła umiejscowiona została współcześnie w Gdańsku. Jest to kolejna część z serii o dziennikarzu Emilu Żądło.

W gdańskim klubie „Schron” znajdującym się w dawnym poniemieckim bunkrze, znalezione zostają zwłoki dwóch mężczyzn. Wszystko wskazuje na egzekucję, ponieważ denaci mają przypięte do ciał kartki z napisem Memento. Śledczy odkrywają również ślady osób próbujących dostać się do niższych kondygnacji bunkra, które w czasie wojny zostały zasypane przez Niemców, a do tej pory nikt do nich nie zaglądał ze względów bezpieczeństwa. Oczywiście Emil Żądło poinformowany przez swojego policyjnego przyjaciela o odkryciu w klubie, zaczyna współpracę i na własną rękę próbuje dowiedzieć się kto winien jest tej makabrycznej zbrodni. Po niedługim czasie w fontannie Neptuna zostają odnalezione kolejne zwłoki, czy obie zbrodnie mają ze sobą powiązanie? Co odkryje Marta, partnerka Emila i pracownica gdańskiego muzeum? Jaki udział w śledztwie będzie miał syn znanego dziennikarza, który przyjeżdża do ojca na wakacje z dalekiej Szwecji?

Na kolejną część z Emilem Żądło zawsze czekam z niecierpliwością i mam nadzieję, że autorka nigdy nie zaprzestanie wymyślania kolejnych kryminalnych zagadek z tym dziennikarzem.

Emil już tak bardzo „zakorzenił” się w mojej głowie, że często spacerując po Gdańsku, lub siedząc w jakiejś knajpce, gdzieś w centrum Gdańska i obserwując mijających mnie ludzi, próbuję dostrzec Martę lub Żądło.

Autorka pisze dość specyficznie, jej intryga kryminalna zawsze ma jakieś powiązanie z historią, co powoduje, że często napięcie podczas czytania wzrasta podwójnie. Często fabuła lawiruje między teraźniejszością a przeszłością, przenosząc czytelnika z tu i teraz do historii miejsca, czasu przeszłego lub sztuki.

Posługuje się dość specyficznym obrazem prowadzenia śledztwa naprowadzając czytelnika małymi krokami dedukcji do rozwiązania danej zagadki.

Oprócz tego ma  również niesamowitą umiejętność tworzenia postaci, które często są bardzo wyraziste i tworzą pewnego rodzaju indywidualności. Kto czytał wcześniejsze części z Emilem Żądło i Martą Zabłocką, ten z pewnością wie, że mimo wielu wad nie można tego bohatera nie polubić, a chociaż jego partnerka jest osobą również dość specyficzną, to świetnie oboje się uzupełniają.

Myślę, że podczas czytania tej powieści nikt się nie będzie nudził, bowiem przyciąga nie tyle sama zagadka kryminalna, która w tej powieści jest może odrobinę wstrząsająca zarówno pod względem współczesnym jak i historycznym, to można się całkiem mocno wkręcić w ciekawie prowadzone rozmowy bohaterów, dialogi wciągają niemal tak jak sama fabuła.

Ciekawym manewrem jest również to, że akcja dziennikarskiego śledztwa przeplatana jest różnymi wątkami historycznym czy legendami. Moim zdaniem jest to atutem tej powieści i pewnego rodzaju urozmaiceniem.

(…) – To zależy od tego, w jakich okolicznościach zmarł Henning von Wartrnberg. Wszystko jest możliwe. Część swoich dóbr nawet na pewno zostawił joannitom. Jednak w tamtych czasach bogaci ludzie często chronili swój majątek materialny, zakopując go w ziemi, w sekretnych miejscach, gdzie były przechowywane jak w banku. W takiej sytuacji niektóre rzeczone skarby mogły spokojnie przetrwać nienaruszone aż do dziś… (…)

Emil Żądło nie jest ideałem, ma wiele wad, ale ma również wiele zalet i za to chyba uwielbiają go czytelnicy. Za tę normalność i jednocześnie specyfikę zachowania.

Ta książka kończy się dość nietypowo. Autorka pozwoliła sobie na rzucenie wyzwania czytelnikom i zmuszenia ich do rozwiązania zagadki samemu. Czy to jest dobre zakończenie? O tym już musi zadecydować ten, kto sięgnie po tę książkę i doczyta do końca.

Polecam tę lekturę nie tylko miłośnikom dobrych kryminałów czy pasjonatom wątków historycznych. Zapraszam na spacer po Gdańsku, w którym przy dobrej obserwacji znaleźć można wiele miejsc opisanych w książce nie pomijając znanych gdańskich klubów i restauracji, których lokalizacje znajdują się właśnie w piwnicach gdańskich kamieniczek. Dla miłośniczek romansów również znajdzie się coś ciekawego. Czy muszę dodawać coś więcej? Intryga kryminalna, w połączeniu z historią, doprawiona lekkim wątkiem miłosnym… a wszystko to w otoczeniu pięknego starego miasta, jakim jest Gdańsk.

Dziękuję Wydawnictwu REPLIKA za możliwość przeczytania tej książki i proszę Autorkę, o kolejne powieści z Emilem Żądło, wszak do emerytury mu jeszcze daleko.

KRÓLEWSKI SKARB – Jacek Dubois

Jacek Dubois urodził się w 1962 roku. Z zawodu jest adwokatem zajmującym się sprawami karnymi. Literatura to jego hobby. Swoje doświadczenie zawodowe, wzbogacone wytworami własnej wyobraźni, opisuje w książkach zarówno dla dzieci jak i dla dorosłych. Jako pisarz zadebiutował w roku 2005 powieścią „A wszystko przez faraona”, która została nominowana do nagrody IBBY. Jest również autorem słuchowisk radiowych i felietonów, których publikacje znajdują się w czasopismach: „On”, „Zwierciadło”, „Home & Market”, „Gentleman”, „Les Echos de Pologne”, „Gazeta Finansowa”, „Edukacja Prawnicza”.


Wydawnictwo EDIPRESSE
Premiera luty 2019
stron 300

Królewski skarb to współczesna komedia kryminalna, której odbiorcami mogą (ale nie muszą) być młodzi czytelnicy w wieku 11-15 lat.

Z pewnej warszawskiej ekspozycji giną klejnoty koronacyjne królowej brytyjskiej. W trakcie ucieczki jeden ze złodziei postanawia zachować skarb dla siebie i ucieka z łupem do jednego z biurowców, w którym przypadkowo mieści się biuro mecenasa, który  wcześniej bronił go w jakiejś sprawie. Policja zaczyna podejrzewać, że ów adwokat jest wspólnikiem złodzieja, ale dzieci adwokata nie wyobrażają sobie, że ich ojciec mógłby być wmieszany w przestępstwo. Zaczynają więc własne śledztwo, a kiedy królowa brytyjska wyznacza nagrodę dla znalazcy jej klejnotów, nic już nie jest  w stanie zatrzymać małej Helenki, jej dwóch braci i przyjaciela, przed zamiarem złapania bandytów i odnalezieniem królewskiego skarbu. Czy dzieciom uda się udowodnić niewinność ojca-adwokata? Kto pomoże im w rozwiązaniu zagadki kryminalnej? I czy tajemniczy duch z lustra to tylko wymysł ich wyobraźni czy wspólnik dziecięcych detektywów?

Muszę przyznać, że dawno się tak nie bawiłam czytając książkę dla dzieci i młodzieży. Autor zadbał jednak o to, aby książka zainteresowała nie tylko młodych czytelników, ale również ich rodziców (a nawet babcie).

Młodzi bohaterowie zostali przedstawieni bardzo ciekawie zarówno wizualnie jak i pod względem osobowościowym.

Narratorką powieści jest Helenka (zwana Bezimienną), mała dziewczynka, córka pewnego adwokata, która ma głowę pełną pomysłów i należy do wyjątkowo wścibskich i odważnych dzieci. Jej kompanami są trzej chłopcy; dwaj to starsi bracia dziewczynki a jeden to przyjaciel z klasy.

Zupełnie niewinnie zaczynająca się historia kryminalna dzięki niesamowitym zwrotom akcji przemienia się w poważne śledztwo. Jednak dla młodych detektywów, którzy nie dopuszczają do siebie myśli, że ich ojciec może być wplątany w jakieś przestępstwo nie ma rzeczy nie-do-za-ła-twie-nia.

Żeby było ciekawiej, autor postanowił wpleść w fabułę trochę zjawisk paranormalnych, i tak dzieci zaprzyjaźniają się z duchem mieszkającym w lustrze windy znajdującej się w biurowcu, w którym pracuje pan adwokat.

Momentami jest bardzo zabawnie, ale jak na porządny kryminał przystało, czytelnik musi poczuć odrobinę dreszczyku strachu, zatem jest również trochę grozy:

(…) W miejscu, w którym byliśmy, było tak samo strasznie ciemno i wkoło pusto. Nie będę bujać. Miałam ochotę zrobić to samo co on, czyli uciekać stąd jak najszybciej do domu. Czułam jak po plecach zaczynają przebiegać mi zimne dreszcze. Spojrzałam na braci. Oni też mieli nietęgie miny, choć bardzo starali się to ukryć. (…)

Czytając ten kryminał, prawie cały czas się uśmiechałam. Muszę jednak przyznać, że autor w wyjątkowo dostępny i ciekawy sposób zaznajamia młodego czytelnika z światem prawno-policyjnym, w bardzo dostępny sposób tłumacząc na czym polegają wszelkie procedury takie na przykład jak: zatrzymanie, przesłuchanie, czy obrona prawnicza.

Kolejnym nieco humorystycznym akcentem tej powieści są nazwiska, lub przezwiska osób zaplątanych w intrygę kryminalną. Mamy na przykład Mieczysława Chciwego, Radzia Szprychę, czy Mieczysława Lepka Rączka. No i oczywiście ducha lustra, który sprawnie przeskakuje sobie z dużego ściennego zwierciadła do małego lusterka w puderniczce, pomagając młodym detektywom w prowadzeniu śledztwa.

Fabuła, fabułą ale wizualizacja historii również jest ważna. Aby nie było nudno (chociaż o nudzie przy tej książce nie można nawet myśleć) na wielu stronach umieszczone zostały humorystycznie narysowane scenki obrazkowe, których aurotem jest Hubert Grajczak.

Polecam tę książkę nie tylko młodym czytelnikom w wieku 11-15 lat, myślę, że niejeden dorosły, poważny czytelnik, będzie się świetnie bawił przy tej lekturze. Moim zdaniem nie ma nic lepszego od połączenia humoru z pełną zwrotów akcji historią kryminalną, a jak do tego dołożymy ciekawych pod względem charakteru bohaterów i wciągające dialogi, to… czego chcieć więcej?

Dziękuję wydawnictwo Edipresse Książki za możliwość przeczytania tej powieści i chociaż wstępnie chciałam ją oddać synowi mojej znajomej, to w końcu postanowiłam mu tę książkę jedynie wypożyczyć, bo kto wie… może za jakiś czas do niej wrócę?

POPIELATE LALECZKI – Hanna Greń

Hanna Greń gościła już w skromnych progach mojego bloga. Przygodę z jej książkami zaczęłam dopiero w zeszłym roku, ale dziś już wiem, że nie skończy się ona zbyt szybko. Po pierwszych przeczytanych książkach tej autorki mam ciągły niedosyt. Nie będę przedstawiała tej autorki ponownie, ponieważ pisałam o niej już we wcześniejszych wpisach, kiedy dzieliłam się z moimi czytelnikami opiniami o książkach Uśpione królowe i Cynamonowe dziewczyny. Zapraszam do zerknięcia do tamtych wpisów.


Wydawnictwo REPLIKA rok 2018
stron 368

Popielate laleczki to kolejna część z cyklu „W trójkącie beskidzkim”, czyli kryminał policyjny, którego fabuła umiejscowiona została współcześnie, gdzieś między Bielską Białą, Wisłą i innymi sąsiadującymi miejscowościami.

Tula jest młodą dziewczyną, pracującą jako fryzjerka w zakładzie swojej mamy. Pewnego dnia Asta – mama Tuli, odbiera wiadomość na służbowej poczcie i od razu widać, że nie jest to kolejne zapisanie się klientki na wizytę w salonie. Ciekawość zmusza dziewczynę do sprawdzenia kto napisał do jej mamy i co napisał, że kobieta w jednej sekundzie posmutniała, a z jej oczu zaczął zionąć strach. Nadawcą wiadomości okazał się szantażysta, który postanowił wyciągnąć od właścicielki salonu fryzjerskiego sporą sumę pieniędzy szantażując ją zdjęciami z przeszłości. Dziewczyna postanawia wziąć sprawę w swoje ręce i udaje się na miejsce wyznaczone przez mężczyznę. Jak wielkim staje się dla niej zdziwieniem fakt, że odnajduje go, ale… z poderżniętym gardłem. Po kilku latach sytuacja powtarza się. Znów do jej matki pisze kolejny szantażysta i kolejny raz Tula znajduje jego zakrwawione ciało. Wszystko wskazuje na to, że mordercą mężczyzn może być jej matka. Czy Asta byłaby zdolna do zamordowania z zimną krwią mężczyzn, którzy niegdyś bardzo ją skrzywdzili? Czy Tula jest w stanie uwierzyć w winę matki? I czy policja dojdzie wreszcie do tego, kto postanowił wyręczyć organy sprawiedliwości mordując kilka osób za winy z przeszłości?

Muszę przyznać, że cykl „W trójkącie beskidzkim” wciągnął mnie do tego stopnia, że kiedy tylko trafia w moje ręce kolejna książka, wszystko inne idzie w odstawkę.

Powieść ta jest wprawdzie częścią cyklu, ale każdą z tych książek można czytać oddzielnie, ponieważ każda ma inną fabułę, chociaż wielu bohaterów jest tych samych. Nie twierdzę, żeby zacząć od pierwszej lepszej, a wręcz zachęcam do sięgnięcia po tę pierwszą z cyklu, ponieważ tam poznajemy głównych bohaterów. Autorka jednak tak zwinnie wprowadza czytelnika w przeszłość towarzyszących fabule osób, że bardzo łatwo można wiele wątków z tej przeszłości poznać czy domyśleć się.

Muszę przyznać, że autorka pisze, bardzo malowniczo działając na wyobraźnię czytelnika. A wplatając w tę zaskakująca momentami fabułę błyskotliwe dialogi, oraz bardzo ciekawe osobowościowo postacie to czegóż chcieć więcej.

(…) Na początku ulicy nie zobaczyła nikogo, tylko jeszcze gęstniejącą mgłę ograniczającą widoczność. Stojąca w rogu latarnia była martwa, podobnie jak mężczyzna, którego Tula dostrzegła chwilę później. Leżał na chodniku tuż poniżej skrzyżowania, a gdy z okrzykiem przerażenia doń dobiegła, w świetle komórki, której jednak zdecydowała się użyć, zauważyła kałuże krwi i szeroko rozwarte, niewidzące oczy. (…)

Mnie zachwyciła od samego początku postać kobiety – Petry, żony jednego z policjantów. Petra jest osobą nietypową, z wyjątkowo działającą intuicją i psychologiczną wręcz spostrzegawczością, która płynnie i sprytnie potrafi zasugerować doświadczonemu policjantowi, w którą stronę ma skierować prowadzone śledztwo.

(…)  Tak myślałam. Ja bym to zrobiła inaczej. – Zachichotała na widok miny męża. – To jest twoje śledztwo i sam wiesz, co masz robić. Ale moim zdaniem szukanie dowodów Klimasa to strata czasu.(…)

Oprócz wątku kryminalnego, mamy również kilka wątków obyczajowych, a także miłosnych, z których jeden bardzo mnie wzruszył. Dotyczy on losów młodej dziewczyny pochodzącej z patologicznej rodziny, która w obliczu zbliżającej się tragedii zdecydowała się na związek z dużo starszym od siebie mężczyzną.  Niby nie ma w tym nic dziwnego, ale dla mnie taki wątek czystej miłości to coś pięknego. O tym, że prawdziwa miłość jest w stanie pokonać najgorsze, bo i traumy i strach i obojętność, może się przekonać niewielu.

(…) A co tu jest do rozumienia? – burknął. – Kochałem cię. A skoro do wyboru było mieć cię wraz z dzieckiem albo nie mieć wcale, wybrałem to pierwsze. I nigdy nie żałowałem. Dla mnie Tula jest moją córką, a nie któregoś z tamtych. (…)

Przyznam również, że zaskoczył mnie w tej książce skonstruowany przebieg śledztwa, w wyniku którego, morderca prawie podany jak na tacy, okazuje się niewinną osobą.

(…) Nie odpowiedział, w jego głowie bowiem już od dawna paliła się czerwona lampka. Właściwie zamigotała zaraz w chwili, gdy pierwszy raz ujrzał (…), a później, gdy kobieta sięgnęła po ołówek, lampka rozjarzyła się jasnym światłem. (…) była leworęczna, tymczasem sekcja wykazała, że w każdym przypadku zabójca posługiwał się prawą ręką. (…) Prawdziwy zabójca dalej był na wolności.(…)

Ale taka jest cała fabuła tego kryminału. Błędne tropy, wartka akcja i dozowane małymi dawkami narastające napięcie. Kiedy sięgasz po książkę i już po przeczytaniu pierwszych stron wiesz, że trudno ci będzie oderwać się od niej, to wiadomo, że chodzi o dobrą lekturę.

Polecam te powieść nie tylko czytelnikom preferującym kryminały, myślę że wielu znajdzie w niej coś dla siebie, bowiem różne wątki przeplatające się, nie pozwolą na nudę. Mamy tutaj wątek sensacyjny, odrobinę thrillera, wątek miłosny i psychologiczny, czyli… dla każdego coś miłego.

Dziękuję wydawnictwu REPLIKA za możliwość przeczytania tej książki i już nie mogę się doczekać, kiedy sięgnę po kolejną część „beskidzkiego trójkąta”.

Napisz do mnie
wrzesień 2026
P W Ś C P S N
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
282930  
Książki które przeczytałam
Znajdziesz mnie również na
lubimyczytać.pl granice.pl booklikes.com nakanapie.pl sztukater.pl instagram.com/formelita_ewfor/ facebook.com/KsiazkiIdy/