Recenzje książek

humor

PODZIĘKUJĘ ZA ŚWIĘTA – Gabriela Gargaś

(…) Ale teraz były święta. A święta, pomimo wszystkiego, miały tę siłę, która sprawiała, że ludzie rozważali rzeczy, które normalnie odpychali od siebie. (…)

Gabriela Gargaś to polska autorka książek obyczajowych, pisząca najczęściej o kobietach i dla kobiet. Z wykształcenia jest ekonomistką o specjalności bankowej, ale z zamiłowania jest bibliofilką. Jest też niepoprawną optymistką. Za życiowe motto obrała sobie słowa Phila Bosmansa „Sztuką życia jest umieć cieszyć się małym szczęściem”. Przygodę z pisaniem rozpoczęła tak naprawdę dla zabicia czasu, kiedy to przebywała na zwolnieniu lekarskim. Jako pisarka zadebiutowała w roku 2011 powieścią „Jutra może nie być”. Jest współprowadzącą podcasty „Piekielnie Szczerzy” oraz w Radiu Eska „Jak baba z chłopem”.

PODZIĘKUJĘ ZA ŚWIĘTA to dość nietypowa powieść świąteczna z nutką humoru i szczyptą dramatu.

PREMIERA KSIĄŻKI 29 PAŹDZIERNIKA 2025

Wydawnictwo FILIA, stron 339

Ada po rozwodzie obiecała sobie jedno: koniec z rodzinnymi świętami u teściowej i w towarzystwie byłego męża. W tym roku Boże Narodzenie ma wyglądać inaczej. Spakowana w stary pick-up, z dwójką dzieci na tylnym siedzeniu i resztką optymizmu w bagażniku, wyrusza w Bieszczady – do swojej matki, dawnej gwiazdy rewii, która lata temu zniknęła z jej życia. Jednak los, a konkretnie towarzysząca podróży śnieżyca i psujący się samochód, mają wobec Aldony i jej dzieci zupełnie inne plany… W drodze do ich samochodu dosiadają się dość ekscentryczni pasażerowie, których zawieja śnieżna złapała gdzieś na pustych drogach: zgorzkniały samotnik Igor, nieco zbyt wesoły Mikołaj i dwóch elfów z podejrzanym poczuciem humoru. Nikt z nich nie marzy o „magicznych świętach”, a już na pewno nie we wspólnym towarzystwie. A jednak, gdy na zasypanej drodze pojawia się przypadkowa chata w górach, zamieszkała przez samotną kobietę, a na niebie zabłyśnie pierwsza gwiazdka… coś się zmienia. Czy Aldona spotka się ze swoją mamą? Czy przypadkowa znajomość z przypadkowo zabranymi pasażerami przemieni się w coś więcej niż pomoc?

Biorąc do ręki tę książkę, trochę naiwnie zasugerowałam się okładką, która wydała mi się dość humorystyczna. Znając odważny i dość sarkastyczny język autorki przygotowałam się na zabawną historyjkę antyświąteczną (tytuł też tu odegrał swoją rolę).

Pisząc szczerze to nie zawiodłam się, ponieważ sarkastycznego humoru tu nie brakuje, ale fabuła wcale nie jest tak zabawna jakiej się spodziewałam. Autorka porusza w niej trudne, czasami bardzo bolesne tematy, które z pewnością dotkną nawet najtwardsze serca.

Między innymi czytamy tutaj o samotności i smutku dziecka, którego matka wybrała karierę zawodową zamiast macierzyństwa, o miłości, która jest w stanie wybaczyć nawet zdradę, a w której zamiast bolesnej zadry upokorzenia priorytetem jest odpowiedzialność i wierność uczuciom, zwłaszcza w sytuacji, w jakiej nikt nie chciałby się znaleźć.

W tej książce sporo się dzieje, prym wiodą emocje a otoczką wszystkiego jest wyjątkowo śnieżna zima.

Być może ktoś powie, że Ada – główna bohaterka – jest osobą nieodpowiedzialną, bo któż na całkowitym odludziu zabiera do swojego ledwo jeżdżącego starego samochodu kilkoro obcych ludzi, wyglądających do tego dość… nietypowo. Ale czy na tym właśnie nie polega człowieczeństwo, że widząc kogoś w potrzebie strach i ryzyko się uzupełniają tworząc coś irracjonalnego, często nazywanego empatią?

To zdecydowanie nie jest typowa powieść świąteczna, chociaż mamy w niej wszystko co kojarzy się ze świętami: i Mikołaja, i śnieg, i ciepłą atmosferę (wprawdzie w obcym domu, ale jednak) i dość nietypową wigilię a nawet mamy namiastkę świątecznego romansu.

Cieszę się, że w tej powieści zostało poruszonych tak wiele ważnych wątków, bo oprócz tych, o których już napisałam, przeczytacie tutaj również o depresji, o dojrzałej miłości, o więzach rodzinnych łączących byłą synową z byłą teściową, o pięknej przyjaźni i o tym, że czasami nieodpowiedzialne zachowanie może bardzo mocno zranić, tak mocno, że tej rany nie można zagoić.

(…) Kto tego nie przeżył, nie wie, jak to jest, kiedy wstajesz i musisz żyć dla dzieci, bo mają tylko ciebie. Musisz pracować, bo przecież nie położysz się i nie będziesz leżeć i płakać. Zazdrościsz singlom, tym, co nie mają rodzin, bo oni mogą leżeć. (…) I to nieprawda, że się nie uśmiechasz. Czasami uśmiechasz się szerzej niż ktokolwiek inny. Ale przychodzi taki czas, że nie masz siły z nikim rozmawiać. (…)

Mogłabym o tej książce pisać w nieskończoność i chociaż tak jak wspomniałam wcześniej, nie jest to typowa powieść świąteczna, to uważam, że jest jedną z najlepszych, które przeczytałam w okresie okołoświątecznym.

Ironia przeplata się tutaj ze wzruszeniem, sceny zabawne z takimi, w których aż kipi od emocji. Ale… co ja będę tyle pisała. Sięgnijcie po tę książkę, a przekonacie się sami.

POLECAM ją całym sercem, szczególnie osobom, które nie znają twórczości Gabrieli Gargaś, bo ci, którzy znają jej powieści sięgną po tę lekturę bez specjalnej zachęty.

Dziękuję wydawnictwu FILIA za możliwość przeczytania tej książki w ramach współpracy barterowej, a autorce dziękuję za kolejną świetną opowieść.

***Cytaty pochodzą z książki PODZIĘKUJĘ ZA ŚWIĘTA wydawnictwa FILIA***

GÓRA KŁOPOTÓW – Marek Stelar

Z cyklu: PRECZ Z JESIENNĄ CHANDRĄ

Ale i też… CORAZ BLIŻEJ ŚWIĘTA

(…) Gdyby Misiek wiedział, co go czeka w nadchodzące święta, najprawdopodobniej właśnie wyjeżdżałby ze Świeradowa w dowolnie obranym kierunku, byle nie w stronę willi swojej teściowej… (…)

Marek Stelar urodził się w 1976 roku. Jest autorem powieści kryminalnych, zwykle osadzonych w Szczecinie lub na Pomorzu Zachodnim. Jest wielbicielem przyrody, w szczególności zwierząt, niekoniecznie ssaków. Podobno pogłaszcze wszystkie, które mu na to pozwolą. Czasami próbuje wyjść z mroku strefy kryminalnej udowadniając czytelnikom, że być może w każdym drzemie figlarne dziecko. Może trzeba je tylko obudzić?

Góra kłopotów to komedia świąteczno-kryminalna.

PREMIERA KSIĄŻKI 26 PAŹDZIERNIKA 2022

Wydawnictwo FILIA, stron 298

Do starej, klimatycznej willi, u stóp Gór Izerskich, na święta Bożego Narodzenia zjeżdża się rodzina. Jak się okazuje na miejscu seniorka rodu z niewyjaśnionych przyczyn przebywa w szpitalu, zapewniając jednak najbliższych, że w Wigilię będzie już w domu. I chociaż każdy marzy tylko o pięknie przystrojonym domu, suto zastawionym stole i górze prezentów, to los postanawia trochę pokrzyżować plany gości i domowników. Nie dość, że cały czas obficie pada śnieg w pewnym momencie odcinając willę od świata zewnętrznego, to jeszcze zjawia się nieproszony gość, który nagle znika, choinka zamiast stać pięknie w kącie pokoju ląduje na stole, pada sieć komórkowa i elektryczność, a do tego Szwagier zachowuje się niezbyt logicznie jak na dorosłego mężczyznę. Czy święta mogą jednak okazać się miłe i przyjemne? Co stało się z nieproszonym gościem? I dlaczego seniorka rodu wylądowała przed samymi świętami w szpitalu?

Marek Stelar kojarzył mi się zawsze z mrocznymi kryminałami, chociaż żadnego z nich jeszcze nie przeczytałam. Tymczasem pierwsza książka tego autora, którą postanowiłam przeczytać to kryminał (może trochę półkryminalny) za to w wersji komediowej. I muszę przyznać, że jeżeli kogoś dopadnie jesienna chandra to sięgając po tę lekturę wypędzi ten smętny nastrój na amen.

Humor wpleciony w fabułę jest trochę ironiczny, trochę cyniczny, ale świetnie działa na nastrój osoby czytającej.

(…) – Święta to przeżytek – stwierdził Młody, wywołując zgorszenie u swojej matki. – Jesteście niewolnikami przebrzmiałej tradycji, pędzonymi przez życie na łańcuchu obowiązku, wobec tych, o których powinniście dbać przez cały rok, a nie tylko od święta. (…)

Niesamowite zbiegi okoliczności i zachowania niektórych bohaterów wprowadzają być może odrobinę grozy, ale jest to groza otulona humorem.

Przyznam szczerze, że spora ilość bohaterów, początkowo trochę mnie dekoncentrowała, bo zanim zaczęłam dokładnie kojarzyć bliskie pokrewieństwo tych osób, to trochę mi to czasu zajęło nie przeszkadzając jednak cały czas dobrze się bawić.

(…) Na ciemny korytarzyk spłynął wąski promyk światła, który wydostał się przez małą szparę między framugą a skrzydłami. Przymrużone oko otworzyło się nagle na całą szerokość, haust powietrza dostał się do płuc, a dłoń zasłoniła usta, powstrzymując niemy krzyk. (…)

Ale wykreowane przez autora osobowości wszystkich występujących w powieści bohaterów, zarówno tych pierwszoplanowych jaki i dalszych, to z pewnością jeden z wielu plusów fabuły.

To wprawdzie trochę nietypowa powieść świąteczna, ale jest w niej wszystko co powinno być. Mamy więc śnieg, a dokładnie pisząc – mnóstwo śniegu, o którym marzy z pewnością każdy uwielbiający święta. Jest choinka, a nawet dwie, są prezenty i świąteczny nastrój, który być może nie jest tak do końca ciepły i sielankowy, ale jest 😊

Zabawne dialogi i przemyślenia jednego z głównych bohaterów (tu mam na myśli Miśka) są kolejnymi plusami tej historii.

Wielu ludzi marzy o takich typowo rodzinnych świętach, ale czy spędzanie ich z osobami, które są mocno irytujące też można do takich marzeń zaliczyć?

(…) Misiek absolutnie nie wymagał takich zabiegów. Owszem dupsko mu zmarzło, ale niczego sobie nie odmroził. Uznał jednak, widząc entuzjazm dziewczyn, że poudaje trochę, i nawet mu się to opłaciło. Kakao, naleweczka, troska, wdzięczność, kocyk, ciepełko. Czegóż chcieć więcej? (…)

Z całą pewnością fabuła tej opowieści to wulkan humoru. I chociaż czasami jest to czarny humor to i tak warto po tę książkę sięgnąć zarówno w czasie świąt jak i w każdym innym momencie, bo przecież radości nigdy za wiele.

A ja polecając Wam tę książkę uważam, że w każdym czasie człowiek powinien przeczytać coś, co jest lekkie, łatwe, przyjemne i odstresowujące. I chociaż uważam, że postać Szwagra została przedstawiona zbyt prześmiewczo, a całość jest nieco infantylna, to humor mi ta książka poprawiła znacznie i chętnie jeszcze kiedyś do niej wrócę. I oczywiście sięgnę po inne powieści tego autora napisane w tym humorystycznym nastroju.

Dziękuję Wydawnictwu FILIA, że mogłam przeczytać tę książkę w ramach współpracy barterowej i że poznałam „pióro” kolejnego polskiego autora.

DOMEK W NIEBIOSACH – Paulina Kozłowska

(…) Gdyby oddzielić ciało od charakteru, być może zdobyłabym się na to, bo Drozd był gorący jak gejzery na Islandii. Ale jak wszyscy bardzo dobrze wiedzieli, kontakt z takim „cudem natury” skończyłby się dla mnie tragicznie. Nie o to mi w życiu chodziło. (…)

Paulina Kozłowska to urodzona w 1988 roku mieszkanka urokliwej Kobylnicy, na Pomorzu. Zawodowo zajmuje się kadrami. Prywatnie jest miłośniczką książek obyczajowych i kryminałów. Jej wielką miłością są również filmy kostiumowe, dla których „zarwała” już niejedną noc. Jest autorką kilku książek w tym: „Zakątek nadziei”, „Świąteczna narzeczona” czy cykl książek „Pensjonat na Kaczym Wzgórzu”.

Domek w Niebiosach to komedia romantyczna.

PREMIERA KSIĄŻKI 27 LUTEGO 2024

Wydawnictwo REPLIKA, stron 303

Zuzanna i Filip są asystentami znanej pary aktorskiej, która chwilowo przechodzi kryzys miłosny. Obydwoje za sobą nie przepadają, chociaż może to być złudnym określeniem, bo coś ich ku sobie przyciąga. Kiedy ich pracodawcy postanawiają się definitywnie rozstać Zuza i Filip zostają zmuszeni do studzenia emocji celebrytów, a także do pomocy w podziale ich wspólnego majątku do którego należy również domek w nadmorskiej miejscowości Niebiosa. Kiedy całą czwórką udają się nad morze atmosfera zarówno między aktorami jak i ich asystentami zaczyna być mocno napięta. Jednak między Zuzą a Filipem zaczyna iskrzyć, nie tylko podczas nerwowych kłótni. Czy asystenci celebrytów doprowadzą do pogodzenia się pary aktorów? Co wydarzy się na nadmorskiej plaży? Czy Zuza i Filip mają szansę na przyjacielski rozejm?

Biorąc do czytania tę książkę nie wiedziałam czego po niej się spodziewać. Spoglądając na okładkę pomyślałam, że jest to kolejna historia kobiety, która postanawia rzucić wielkie miasto by zaszyć się w jakimś domku na wsi, z dala od zgiełku, ludzi i życiowych problemów.

No cóż, moje przypuszczenia co do fabuły okazały się mylne, ponieważ otrzymałam całkiem inną, nietuzinkową historię, która na dwa dni całkowicie mnie zniewoliła.

Jest to komedia romantyczna, z której, gdyby znalazł się producent, powstałby całkiem ciekawy i zabawny film.

Kto się lubi, ten się czubi. Taką zasadę wyznają bohaterowie tej książki i chociaż mocno między nimi zgrzyta i często iskry ironii strzelają wysoko, to jednak jest między nimi jakaś chemia, tego nie da się ukryć 😉

Zuzanna i Filip są zdani na siebie w wielu sytuacjach, ponieważ prawie pracują razem. Oboje są asystentami gwiazd ekranu, a co za tym idzie prawymi rękami tych celebrytów, a także ich doradcami i… często nawet kimś w rodzaju spowiedników.

Z jednej strony nie potrafią żyć bez droczenia i przygadywania drugiej osobie mocno ironizując jej zachowania, a z drugiej czują względem siebie tak silny pociąg fizyczny, że często trudno im jest panować nad myślami czysto erotycznymi.

Czytając przekomarzania Zuzanny i Filipa można się było nieźle ubawić (przynajmniej ja przednio się bawiłam).

Autorka bardzo ciekawie pokazała na czym polega praca asystenta. Myślę, że wiele osób nie ma o tym pojęcia jak bardzo muszą być zaangażowane osoby zatrudnione na takich stanowiskach i jak bardzo muszą być cierpliwe wobec swoich pracodawców, którym gwiazdorstwo czasami nie służy.

Wykreowanie osobowości bohaterów zarówno tych pierwszoplanowych jak i drugoplanowych musiało być dla autorki wyzwaniem, ale muszę przyznać, że świetnie sobie z tym poradziła.

Tych osób – tu mam na myśli zarówno asystentów jak i „gwiazdy” nie można nie polubić, nie przeszkadza nawet czasami ich zbyt cięty język.

(…) Upajałem się tą chwilą, gdy miałem ją tak blisko jak nigdy wcześniej. Pachniała morzem i delikatnym, kwiatowym zapachem, który czułem zawsze, będąc w jej pobliżu. W tej chwili wydawała się krucha i bezbronna, a ja chciałem ją chronić przed wszelkimi smutkami. (…)

Jak na komedię romantyczną przystało musi być romans. W przypadku tej historii mamy ich aż dwa, ponieważ jest rodzące się uczucie między dwojgiem zupełnie odmiennych osobowościowo ludzi, gdy on znany jest ze swojego lekkiego, mocno erotycznego podejścia do życia. Młody, bardzo przystojny i seksowny, potrafi w pełni wykorzystać swoje atuty ciała. A ona, taka teoretycznie szara myszka, trochę pyskata i nie zdająca sobie sprawy z tego, że może działać na mężczyzn magnetyzująco, a przede wszystkim podchodząca do życia bardzo poważnie. Jej marzeniem jest stabilność, kochający mąż i mały domek.

I drugi romans, w którym pierwsze skrzypce gra prawdziwa miłość, która potrafi wybaczyć nawet najgorszy występek ukochanej osoby.

Ta książka idealnie nadaje się na popołudniowy relaks. Lekka, łatwa i bardzo przyjemna w czytaniu.

Styl jakim pisze Paulina Kozłowska również jest lekki i przyjemny, co sprawia, że książkę czyta się dosłownie jednym tchem.

Odrobine raziły mnie zwulgaryzowane nazwy niektórych części ciała, szczególnie męskiego przyrodzenia, ale jakoś przez to przebrnęłam bez uszczerbku na przyjemności czytania.

Fabuła ma ciekawą narrację, ponieważ raz narratorem jest Filip a raz Zuzanna, tak że poznajemy często tę samą sytuację z punktu widzenia różnych osób.

Dziękuję Wydawnictwu REPLIKA za tę książkę, którą bardzo polecam dla czystego relaksu. Myślę, że historia Zuzanny i Filipa wciągnie was tak jak zaciekawiała mnie, a przy okazji nieźle się przy niej ubawicie.

LAS I CIEMNOŚĆ – Marta Matyszczak

(…) Bąkowa nie miała wątpliwości, że patrzy na zwłoki. Wrzask poniósł się echem po okolicy, płosząc parę kormoranów przysiadłą na brzegu jeziora Paniewo. (…) Zamazał jej się obraz przed oczami. I dopiero po chwili dotarło do niej, że ten ogłuszający, z każdą sekundą coraz bardziej ochrypły krzyk wydobywa się z jej gardła. (…)

Marta Matyszczak
Zdjęcie z prywatnego albumu autorki bloga.

Marta Matyszczak pochodzi z Chorzowa. Z wyksztalcenia jest dziennikarką i pasjonują ją kryminały. Prowadzi portal poświęcony literaturze kryminalnej – Kawiarenka Kryminalna. Była uczestniczką warsztatów literackich podczas Międzynarodowego Festiwalu Kryminału we Wrocławiu oraz Festiwalu Conrada w Krakowie. Jest laureatką konkursów na opowiadanie kryminalne MFK Wrocław i Kryminalna Piła. Jest również autorką scenariuszy kryminalnych fars teatralnych. Kocha psy i podróże, szczególnie tropem powieściowych bohaterów.

Las i ciemność to kolejna część serii Kryminał pod psem, jest to komedia kryminalna, której głównymi bohaterami są Szymon Solański i Róża Kwiatkowska, oraz pies Gucio.

PREMIERA KSIĄŻKI 01 LIPCA 2020

Wydawnictwo Dolnośląskie, stron 301

Szymon Solański i Róża Kwiatkowska biorą ślub! Uroczystość ma się odbyć w Płaskiej, w samym sercu Puszczy Augustowskiej. A jednak zamiast weselnych dzwonów zabrzmią tam policyjne syreny… W śluzie na Kanale Augustowskim zostaje znalezione ciało mężczyzny. Detektyw Solański, z pomocą nieodłącznego kundelka Gucia, musi prędko wykryć zabójcę, by móc w spokoju stanąć na ślubnym kobiercu.
Tymczasem Róża wspomina swoje pechowe wakacje sprzed lat. Spędziła je właśnie tutaj. Na jaw wychodzi mroczna przeszłość dziennikarki. Czy budzące grozę wydarzenia z lat dziewięćdziesiątych łączą się ze współczesną tragedią? I co mają z tym wspólnego tajemniczy dom nad jeziorem oraz przydrożny krzyż w lesie?

Po książki Marty Matyszczak sięgam zawsze, gdy potrzebuję porządnej dawki śmiechoterapii i muszę przyznać, że żadna z jej książek jeszcze nie zawiodła moich oczekiwań czytelniczych, ale bardzo podreperowała mój stan psychiczny, często mylony z melancholią. Komedia kryminalna to jeden z moich ulubionych gatunków, sięgam po tego typu książki zawsze, kiedy czuję, że zbliża się do mnie jakiś kryzys emocjonalny. A książki tej autorki są cudowną terapią i antidotum na wszelkie rodzaje stresu czy stanów przed depresyjnych.

Fabuła książki napisana jest w dwóch przedziałach czasowych. Rok 1999 to wspomnienie Róży Kwiatkowskiej, która wówczas była nastolatką, a drugi przedział czasowy to współczesność i pobyt Róży i Szymona (już narzeczonego) w pewnym urokliwym miejscu nad jeziorem.

(…) Po pierwsze, nie jestem aż tak tępa, żeby się wbijać w kostium dwuczęściowy. Po drugie, jacht owszem był, ale nie należał do żadnego szejka, tylko do króla zlewozmywaków. Wymieńcie sobie jeszcze morze na jezioro Pniewo, Cannes na Płaską i szampana na jabola, a będziecie mieć pełny obraz sytuacji. (…)

Mamy tutaj zatem rozdziały odnoszące się do przeszłości Róży, mamy rozdziały, w których jest teraźniejszość, ale mamy również rozdziały, w których narratorem jest pies Gucio i świat widziany właśnie oczami kundelka będącego własnością detektywa Szymona Solańskiego.

W kryminałach pod psem jednym z głównych bohaterów jest właśnie pies Gucio. Jego przemyślenia na temat ludzi i jedzenia są tak zabawne, że nie sposób się podczas czytania nie uśmiechnąć. Oczywiście jest w nich zawarta spora dawka ironii, ale któż to wie, co siedzi w głowie takiego kundelka?

W tej części Róża i Szymon postanawiają zawrzeć związek małżeński, czy dojdzie do realizacji tego postanowienia przekona się oczywiście ten, kto sięgnie po książkę, ja póki co tego nie zdradzę 😉

Chorzów to moje miasto rodzinne, w którym się urodziłam i wychowałam, dlatego wspomniana w fabule Cwajka jest mi bliska. (Cwajka, czyli Chorzów II) A kiedy w dialogi wpleciona jest gwara śląska, to ja już czuję się jak w domu 😊

(…) – Bier mi stąd te gumiklyjzy – darła się Buchtowa na pomocnika kuchennego, który w rozpaczy chwycił drżącymi dłońmi patelnię z zasmażoną kapustą i próbował ją przetransportować na przeciwległy blat. – Pierona! – ryknęła Brygida. – Czy ciebie się ciepło na uszy?! – zwróciła się do chłopaka. – Godałach: gumiklyjzy! Ja, tak to jest takiego pociuloka wpuścić do kuchni. Chopa do garów przystawić to jak koza do fortepianu.

Autorka okazjonalnie zabrała swoich bohaterów w malownicze rejony lasów i jezior, ale pozwoliła sobie również na wspomnienie Chorzowa, w którym mieszkają główni bohaterowie.

Marta Matyszczak nie pozwala na nudę, swoimi intrygami kryminalnymi dosłownie wodzi czytelników za nos i pozwala wspólnie z bohaterami rozwiązywać zagadkę kryminalną, która nie zawsze jest prosta do rozwiązania.

To z całą pewnością jest lektura lekka, łatwa i przyjemna, chociaż same morderstwa do przyjemnych sytuacji nie należą.

Zabawne zachowania bohaterów często przedstawione w dość ironiczny, a nawet infantylny sposób, są uzupełnieniem poważnego wątku kryminalnego.

Świetnie wykreowane postacie być może nie są wzorcowymi, ale mają w sobie sporo uroku i nie można ich nie polubić.

Oczywiście prym wśród bohaterów wiedzie wiecznie głodny, biedny kundelek, którego z pewnością pokochają nawet ci, którzy nie przepadają za psami.

Ta książka jest chyba jedną z ostatnich z serii Kryminału pod psem i muszę przyznać, że zakończenie bardzo mnie zaskoczyło. Mam jednak nadzieję, że autorka nie pożegnała się z Różą, Szymonem i Guciem.

Na szczęście na mojej półce książek „do przeczytania” mam jeszcze kilka z tej serii, więc ja się z tymi bohaterami jeszcze nie żegnam.

Jeżeli ktoś ma ochotę na dobrą zabawę i nutkę tajemnicy, to z pewnością ta książka mu tego dostarczy.

POLECAM gorąco na dobry humor i na dobry dzień 🙂

PIOTR(UŚ) W PAKIECIE – Anna M. Brengos

(…) W czwartek zaczynam zajęcia później i mogłabym pospać, ale zostałam zerwana o świcie łomotaniem do drzwi. Wyjrzałam przez wizjer, ale ponieważ nikogo nie było, wróciłam do łóżka. Po chwili łomot się powtórzył. Okazało się, że łomotał Piotruś, którego nie było widać w judaszu. (…)

Zdjęcie z prywatnego albumu autorki bloga.

Anna M. Brengos z wykształcenia jest, magistrem wychowania fizycznego. Uczyła wf w szkole i prowadziła męski zespół koszykówki. Ma tytuł menedżerski i patent sternika jachtowego. Mieszka na warszawskim Bródnie i emerytura to dla niej bardzo fajny czas. Nie obawia się jej, bo ma wiele pasji, które nie pozwolą na nudę. Żegluje, niedaleko domu ma działeczkę, lubi przygotowywać przyjęcia, własnoręcznie zdobić pisanki i również własnymi rękoma robić prezenty. Jako autorka zadebiutowała w roku 2014 komedią obyczajową: „Scenariusz z życia” wydaną przez Naszą Księgarnię w ramach cyklu „Babie lato”. Nie wszystkie jej późniejsze powieści są takie wesołe. Pisze „o życiu” i w swoich książkach pokazuje jego obie strony – tę jasną (szczęśliwą, wesołą, pełną sukcesów), ale również tę ciemną (samotność, cierpienie, krzywdę i niepowodzenia).

Piotr(uś) w pakiecie to powieść obyczajowa z dużą dawką humoru, ale i też odrobinką dramatu.

PREMIERA KSIĄŻKI 18 MAJA 2022

Wydawnictwo LUCKY, stron 287

Marta i Piotr zajmują dwie połówki podmiejskiego bliźniaka. Piotr to uroczy, beztroski lekkoduch, a Marta jest  dość poważną młodą kobietą. Pewnego dnia Piotr dostaje niespodziankę, jego „była” pojawia się z kilkuletnim dzieckiem, torbą i teczką dokumentów informując mężczyznę, że właśnie musi się zaopiekować własnym synem. Na szczęście Piotr ma w pobliżu odpowiedzialną i mądrą kobietę, która spieszy mu z pomocą. Może słowo „spieszy” jest trochę niezbyt na miejscu, ponieważ Marta po prostu zostaje opieką nad małym Piotrusiem obarczona. Jak pojawienie się syna odmieni świat Piotra? Czy mama Piotrusia zmieni zdanie i wróci po dziecko? Jaką rolę w życiu obu odegra sąsiadka zza ściany?

„Pióro” Anny M. Brengos lubię, chociaż nie przeczytałam wielu jej książek, ale te które  poznałam, utwierdziły mnie w tym, że sięgnę, po każdą kolejną, która się ukaże na rynku wydawniczym.

Ta książka to lektura lekka, łatwa i przyjemna, taka w sam raz na jeden, dwa wieczory. I chociaż temat będący głównym wątkiem fabuły, a odnoszący się do oddania przez matkę kilkuletniego syna ojcu, który nawet nie miał pojęcia o istnieniu syna, z pewnością nie należy do przyjemnych.

Jednak moim zdaniem, autorka pięknie „ubrała” tę historię pozbawiając ją dramatyzmu, a przekazując jako pełną ciepła i empatii.

Początkowa niezręczność świeżo upieczonego tatusia, żyjącego do tej pory na całkowitym luzie korzystając z beztroski singla, powoli przemienia się w odpowiedzialność, której nie jest łatwo się nauczyć. Na szczęście w pobliżu znajduje się sąsiadka będąca podporą w dzień i w nocy, myśląca logicznie i mająca zawsze przydatne rady.

(…) – Tusia, ratuj! – Wieczorem, kiedy oglądałam program informacyjny, oba Piotrki stanęły przede mną bardzo zmartwione, nie wiadomo, który bardziej. – Misiowi urwało się ucho – poinformował mały żałośnie. (…)

Jak to mogło być możliwe, że mieszkający drzwi w drzwi młodzi ludzie, wspierający się na każdym kroku i mający do siebie bezgraniczne zaufanie nie zostali dotąd parą? Brak tej przysłowiowej „chemii”, czy po prostu dominacja przyjacielstwa nad czymś poważniejszym?

Czasami ludzie zastanawiają się nad tym czy może istnieć czysta przyjaźń między kobietą a mężczyzną, taka bez uniesień emocjonalnych, bez wysyłanych w swoje strony fluidów, czy seksualnych podtekstów. Wydaje mi się, że może, tylko czy będzie trwała zawsze?

Pojawienie się syna Piotra reorganizuje życie zarówno ojca jak i jego sąsiadki, która jest na każde zawołanie obu Piotrów. Przyznam szczerze, że chociaż przednio się przy tej lekturze bawiłam, to zachowanie Marty momentami nieźle mnie wkurzało. Czasami miałam ochotę krzyknąć: hej! Marta, gdzie się podziała Twoja asertywność?!

A duży Piotr, moim zdaniem zbyt często przeginał zrzucając odpowiedzialność za opiekę nad synem na inne osoby.

Ale i tak uważam, że „Piotr(uś) w pakiecie” jest całkiem miłą lekturą, w której znajdziecie wiele ciepła, humoru, a czasami nawet momenty wzruszenia.

Styl jakim pisze autorka jest ładny i przyjemny w czytaniu, tak że brnie się w fabułę bez uczucia znudzenia.

Mały Piotruś zapewne skradnie serce niejednej czytelniczce, chociaż ja dość często zastanawiałam się nad tym jaką osobą była jego mama, że chłopiec za nią nie płakał i nie tęsknił. Bo to, że prawie od pierwszego dnia pokochał sąsiadkę ojca i jego tymczasową opiekunkę to wcale mnie nie dziwiło, ponieważ kobieta wyjątkowo potrafiła zająć się dzieckiem. Takiego daru jaki miała Marta niestety nie posiadają wszystkie kobiety.

(…) Babcia wyprostowała się, jakby ją ktoś dźgnął rozżarzonym żelazem, złożyła ręce i wzniosła oczy do nieba, mamrocząc coś niezrozumiałe. Zdałam sobie sprawę, że ktoś musi dziecku udzielić odpowiedzi, a tym kimś na pewno nie będzie matka jego ojca. (…)

Ciekawa jestem ilu panów poradziłoby sobie w sytuacji, w której znalazł się Piotr.

Myślę, że ta książka, chociaż napisana z lekkim przymrużeniem oka jest świetną lekcją dla tych, którzy muszą zmierzyć się z takim problemem. Jest bowiem wiele związków, w których łączą się ludzie mający doświadczenie w wychowaniu dzieci z tymi, którym nie było to dane.

Trudny i poważny temat ktoś inny mógłby przedstawić bardzo dramatycznie, tutaj został on pokazany z tej lepszej, pełnej nadziei na pozytywne zakończenie. Bo przecież z każdej sytuacji można wybrnąć w pozytywny sposób.

POLECAM tę książkę z czystym sumieniem nie tylko paniom, ale i panom. Jako ciekawostkę dodam, że mogą tę lekturę przeczytać nawet osoby mające problemy ze wzrokiem, ponieważ wydana została jako WIELKIE LITERY, a to dla mnie było ogromnym ułatwieniem czytania, ponieważ bez okularów, to ja już niczego nie przeczytam.

Jeżeli szukacie ciepłej, pełnej dobrego humoru powieści obyczajowej, to myślę, że ta będzie idealna.

Napisz do mnie
luty 2026
P W Ś C P S N
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
232425262728  
Książki które przeczytałam
Znajdziesz mnie również na
lubimyczytać.pl granice.pl booklikes.com nakanapie.pl sztukater.pl instagram.com/formelita_ewfor/ facebook.com/KsiazkiIdy/