dramat
NIEBO W KOLORZE KALINY – Agnieszka Zakrzewska
(…) Nie chciała tu żadnych francuskich rarytasów, marmurów, jedwabi, bonsai. Siedlisko było królestwem maciejki, słoneczników, kaliny, kwitnących jabłoni i wiśni. Nad dachem w pogodne dni czerwieniło się tak pięknie, jakby ktoś rozpalał ogień tuż nad sadem. Dom z niebem w kolorze kaliny – mówili okoliczni mieszkańcy. (…)

Agnieszka Zakrzewska pochodzi z Drawska Pomorskiego, urodziła się w roku 1974. Wielbicielka ludzi i kolekcjonerka chwil. Często bez czapki, zawsze bez parasola, w wyjątkowych wypadkach bez butów, ale nigdy bez notatnika w przepastnej torbie. Jej życiowe motto brzmi: „Im dłużej czekasz na przyszłość, tym będzie krótsza”. Zatem nie czeka. Działa. I spełnia swoje marzenia. Niedoszły prawnik. Z zamiłowania polonistka. Z wyboru emigrantka, od 2002 roku mieszkająca w Królestwie Niderlandów w mieście Deventer. Autorka sagi amsterdamskiej, która stała się ulubioną lekturą Polek w kraju i za granicą. Czytelniczki mówią o niej, że w swoich powieściach uwalnia dobre emocje.
NIEBO W KOLORZE KALINY to współczesna powieść obyczajowa z nutką romansu i dramatu.
PREMIERA KSIĄŻKI 03 CZERWCA 2026

Małżeństwo Anny i Ksawerego do szczęścia potrzebowało jedynie dziecka, niestety los boleśnie sobie zadrwił z młodych małżonków. Po stracie ukochanej żony Ksawery Mierzejewski długo nie potrafi sobie poradzić z bólem, w pewnym momencie postanawia zaszyć się w siedlisku prowadzonym przez jego szwagierkę i przyjaciółkę zarazem. Laura prowadzi pensjonat na skraju Puszczy Drawskiej, w ukrytej wśród drzew chacie, do której trafiają tylko nieliczni. W siedlisku na gości zawsze czekają chleb ze skrzypiącą skórką, pachnąca cynamonem szarlotka, świeże kwiaty, cisza i dobre słowo gospodyni. Laura o nic nie pyta – słucha i nalewa aromatycznej herbaty ze starego imbryka po babci Antoninie, która tak bardzo kochała ten dom. Lea Mirska, wracając z sanatorium leczenia bezpłodności, po usłyszeniu bolesnej diagnozy, niespodziewanie zatrzymuje się w leśnej gęstwinie, samochód odmawia współpracy, ale kiedy Lea wysiada z auta, spotyka kobietę z koszykiem pełnym ziół, która proponuje jej pomoc i herbatę w swoim pensjonacie. Lea po raz pierwszy w życiu słucha intuicji i przyjmuje to niezwykłe zaproszenie. Przekraczając próg drewnianej chaty, nie ma pojęcia, że to przypadkowe spotkanie odmieni jej życie. Czy Ksawery i Lea odnajdą wspólny język? Czy Laura po nieudanym małżeństwie odzyska spokój i pieniądze, które zabrał jej mąż?
„Pióro” Agnieszki Zakrzewskiej znam już na tyle, że „w ciemno” sięgam po kolejne jej powieści wiedząc, że czeka mnie prawdziwa czytelnicza uczta. Biorąc do ręki tę, nie spodziewałam się jednak, że fabuła wywoła we mnie tyle ekscytacji i doprowadzi do tak wielu wzruszeń.
Historie bohaterów, których mamy tutaj kilkoro są tak pełne emocji, że trudno momentami zapanować nad łzami, ale gdzieś w podświadomości czuje się, że tak jak po burzy wychodzi słońce, a po nocy nastaje dzień, tak bohaterki i bohater uporają się w końcu z traumami i dramatami życiowymi jakie zafundował im los.
Świetnie wykreowane przez autorkę osobowości postaci występujących w książce to – moim zdaniem – jeden z wielu plusów tej powieści.

Poznajemy tutaj kilka osób, których drogi w pewnym momencie się przecinają. Poznajemy młodą kobietę pragnącą zajść w ciążę, której wydaje się, że do pełni szczęścia potrzebuje tylko dziecka.
Poznajemy mężczyznę, który przez kilka lat nie potrafi pozbierać się emocjonalnie po tragedii jaka się w wydarzyła w jego życiu.
I poznajemy również inną młodą kobietę, której miłość do ukochanego tak przysłoniła świat, że nawet nie zauważyła, gdy ukochany wciągnął ją na finansowe dno.
Losy tej trójki splatają się w pięknym miejscu, domu, w którym króluje zapach własnoręcznie pieczonego chleba, a empatia ludzi sprawia, że miejsce to jest czymś więcej niż tylko pensjonatem, do którego się jedzie na wypoczynek. A magia powietrza przesiąkniętego zapachem mchu i mokrej po deszczu ziemi skłania do zwierzeń i pozwala na rozrachunek z przeszłością.
(…) Spojrzała na Leę. – Być może teraz widzisz wszystko w czarnych barwach, ale kiedyś zobaczysz jeszcze kolory. Taka kolej życia. Jak mawiał mój świętej pamięci mąż, nawet po najciemniejszej nocy wstaje jasny dzień. (…)

Pięknie ukazana społeczność małej miejscowości jest takim bardzo optymistycznym akcentem powieści, myślę, że wielu z nas chciałoby mieszkać wśród ludzi, na których można liczyć w każdej chwili. Ludzi bezinteresownie sprawiających innym radość.
Przyznam szczerze, że nie mogłam się od tej książki oderwać, a w pewnym momencie zaczęłam kibicować bohaterom gorąco wierząc w to, że każdy z nich wyjdzie na życiową prostą, by znów po tych trudnych chwilach uśmiechać się nie tylko ustami, ale i sercem.
To opowieść o ciszy, w której budzą się szczerość i zaufanie do drugiego człowieka, rodzi się dojrzała miłość, nie taka cielesna, ale taka pełna zapachu chleba, świeżej kawy o poranku, czułego dotyku pokrytej rosą trawy i pocałunków na tle nieba będącego w kolorze kaliny.
(…) Dobrych rzeczy nie wolno odkładać na później. Te złe… jak najbardziej. (…)
POLECAM tę książkę każdemu, kto ceni sobie piękne, wzruszające historie. Myślę, że nikomu nie grozi nuda podczas czytania. To książka idealna do przeczytania w czasie urlopu, bo gdy już się zacznie czytać, to trudno się od niej oderwać.


Dziękuję Autorce za kolejną piękną historię, a Wydawnictwu Filia dziękuję za możliwość przeczytania tej książki w ramach współpracy barterowej.
NIM ZAPADNIE WYROK – Nina Zawadzka
(…) Norymberga. To do niej prowadziła dziś każda z dróg Europy. Do niej, poprzez wertepy i ślepe ścieżki, zerwane trakcje kolejowe, ciągnęły tabuny reporterów i dziennikarzy – pieszo, samochodami lub pociągami kursującymi bez ustalonego rozkładu. (…)

Nina Zawadzka, to ukrywająca się pod pseudonimem autorka powieści z historią w tle. O napisaniu książki, która skradnie serca czytelników marzyła, odkąd poznała słowo „powieściopisarz”, jednak pierwszą książkę napisała po 30-stce, wierząc, że by pisać, najpierw trzeba doświadczać. Musiała porzucić studia i karierę, by skupić się na samotnym macierzyństwie, pokonać przeciwności losu oraz wykluczenie społeczne. Te doświadczenia ukształtowały ją na tyle, by teraz móc ukazać wachlarze emocji w inspirowanych prawdziwymi wydarzeniami powieściach. Obecnie szczęśliwa żona i mama, której do szczęścia wystarczy tabliczka czekolady i dobra lektura.
NIM ZAPADNIE WYROK to powieść z historią wojenną w tle.
PREMIERA KSIĄŻKI 10 WRZEŚNIA 2025

Jest rok 1946, Europa może odetchnąć, bo koszmar II wojny światowej wreszcie się zakończył. Dziennikarz Ignacy Jakubiak przybywa do Norymbergi, by relacjonować przebieg największego procesu w dziejach. Jednak jego prawdziwym celem podróży jest zemsta na mężczyźnie, z którego rozkazu zginęła żona i dzieci Ignacego. Nieoczekiwanie właśnie ten nazista zostaje świadkiem koronnym Amerykanów, a wszyscy oskarżeni w procesie Niemcy odrzucają stawiane im zarzuty. Polska delegacja bezskutecznie próbuje wykazać ich winę, a Ignacy, powracając pamięcią do przeszłości, wspomina dziewczynę, którą pokochał zanim rozpętało się piekło wojny. Wspomina również inną kobietę, którą poślubił, a która zginęła, bo kochała innego mężczyznę. Czy uda się Ignacemu dokonać zemsty?
To moja pierwsza książka Niny Zawadzkiej, ale już wiem, że nie ostatnia. Autorka bardzo wnikliwie przygotowała się do napisania fabuły tej powieści i w wątkach poruszanych w książce wyraźnie widać porządną kwerendę.
Dotyczy to nie tylko przebiegu procesu w Norymberdze, gdzie na ławie oskarżonych zasiadło wielu nazistów, chociaż byli i tacy, którzy idąc na współpracę z oskarżycielami wywinęli się surowej karze.

Nina Zawadzka zabiera nas do Norymbergii, gdzie w 1946 rozgrywa się walka o sprawiedliwość i rekompensatę za dokonane na narodzie polskim zbrodnie jakich dopuścili się naziści w czasie drugiej wojny światowej. Oczywiście w procesie Polacy nie byli stroną najważniejszą, ale z pewnością tą ważną.
Ale chociaż wątek procesu w Norymbergii jest tym, z którym kojarzy się tytuł książki to nim miałby zapaść wyrok, w życiach głównych bohaterów wydarza się wiele zarówno dramatycznych jak i politycznych epizodów.
Autorka w ciekawy sposób przedstawia również noc kryształową widzianą oczami młodej Polki, która zamieszkała w Breslau aby się uczyć i zdobyć dobre wykształcenie.
(…) Breslau nagle wydało się Deborze do szpiku kości przesiąknięte nienawiścią. Ci wszyscy ludzie byli gotowi do ataku. Nigdy wcześniej nie widziała tak wielkiej rzeszy żołnierzy, sprzętu wojskowego i emblematów partyjnych na odzieży mieszkańców. (…)
Pokazuje również dwa oblicza miłości, jedno i drugie będące pewnego rodzaju mezaliansami. Miłości, które miały miejsce chociaż wielu osobom z różnych względów nie były na rękę.
Jednym uczuciem, które połączyło dwoje ludzi jest miłość młodziutkiej uczennicy do starszego o dziesięć lat mężczyzny. Zuzanna i Ignacy byli sobie pisani, ale rodzina dziewczyny zrobiła wszystko, aby tych dwoje rozdzielić. Czy i w jakim stopniu im się to udało, chcąc się tego dowiedzieć musicie przeczytać sami.
Drugim uczuciem, które połączyło młodych ludzi jeszcze przed wybuchem wojny była miłość polskiej studentki do niemieckiego właściciela piwiarni, w której dziewczyna pracowała, aby móc sobie pozwolić na studiowanie z dala od domu. Niestety wojna sprawiła, że owo uczucie zostało postawione na ostrzu noża, ponieważ młody Niemiec nie chciał ryzykować znajomością z Polką i zaciągnął się do niemieckiego wojska gorąco popierając ideologię Hitlera. Czy to uczucie mimo wojny przetrwało? Jakie konsekwencje wynikły z tego romansu? I tu znów napiszę, że jeżeli chcecie się tego dowiedzieć, to proponuję przeczytać książkę.
(…) Nikt nie wiedział, czy dożyje następnego dnia. A ona – w tej ponurej, pełnej strachu, bólu i traum rzeczywistości – chciała otrzymać tylko trochę szczęścia. Tylko chwili oddechu, która była tak ulotna, jak widok kolorowego motyla nad gruzami, dającego nadzieję, że jeszcze coś ponad bestialstwem wojny, tylko ludzie o tym zapomnieli. (…)

Autorka porusza również w powieści temat polskiej konspiracji działającej głownie w środowisku studenckim i polskiej inteligencji. Działalność, w której każdy dzień był narażaniem życia swojego lub innych.
To książka o trudnych wyborach, często takich, w których walczą uczucia z rozsądkiem, a na szali po przeciwnych stronach znajdują się ryzykownie spełniane własne pragnienia, które kolidują z obowiązkiem odpowiedzialności za innych.
To powieść o kobietach i ich sile, miłościach i trudnych wyborach jakie podejmowały czasami z pobudek egoistycznych, a czasami z pobudek czysto humanitarnych. Czy wszystkie wybory były słuszne?
To historia pokazująca, że czasami strach pobudza kogoś do działania, a czasami namiętność, za którą się tęskni, bardzo przyćmiewa wszystko inne.
Czy miłość Polki do niemieckiego oficera miała szansę przetrwać w tych trudnych wojennych czasach?
Czy miłość do mężczyzny, który związany jest z inną kobietą ma szansę zaistnieć tak, aby po drodze nikogo nie zranić?
Jak już wspomniałam wcześniej, to pierwsza książki Niny Zawadzkiej, którą przeczytałam, ale z pewnością nie ostatnia, ale jeżeli ktoś lubi lektury z historią wojenną w tle, w których nie brakuje wątków z życia zwyczajnych ludzi, którzy pokonując każdego dnia przeciwności wojennej rzeczywistości starają się żyć najlepiej jak potrafią, to myślę, że ta książka ich usatysfakcjonuje.
Chyba nie zdajemy sobie nawet sprawy z tego jak wiele może zostać jeszcze opowiedzianych historii z przeszłością wojenną w tle.
POLECAM tę książkę nie tylko miłośnikom takich właśnie powieści, myślę, że tematy jakie poruszyła autorka zaciekawią niejednego czytelnika.

Dziękuję Wydawnictwu Filia za możliwość przeczytania tej powieści w ramach współpracy barterowej.
TAJNY SZPITAL, cykl PIELĘGNIARKI – Danuta Chlupowa
(…) Czy to w porządku, że są leczeni w nowocześnie wyposażonym szpitalu, gdy tymczasem większość placówek w Polsce boryka się po wojnie z niedoborem sprzętu, lekarstw i specjalistów? Czy to normalne, że imigranci wybrzydzają nad polskim jedzeniem i domagają się greckiego? Aż chciałoby się powiedzieć: „Jeżeli wszystko chcecie mieć greckie, to wracajcie do swojej Grecji. (…)

Danuta Chlupová jest Polką, lecz od urodzenia mieszka w Czechach. Jej małą ojczyzną jest Zaolzie – część Śląska Cieszyńskiego, która przed blisko stu laty została włączona do ówczesnej Czechosłowacji. Z wykształcenia jest ekonomistką, z zawodu i zamiłowania dziennikarką, mieszkającą z rodziną w spokojnym miejscu pod lasem, w którym w czasie wojny rozegrały się dramatyczne wydarzenia. Jest laureatką Konkursu Literacki Debiut Roku 2017 za powieść „Blizna”.
TAJNY SZPITAL to druga część serii PIELĘGNIARKI, dramat obyczajowy z historią wojenną i powojenną w tle.
PREMIERA KSIĄŻKI 20 MAJA 2026

Liliana Skowrońska, córka znanego okulisty i profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego, przygotowuje się do zawodu pielęgniarki i marzy o wielkiej miłości. Ta przychodzi znienacka z dalekiej Grecji wraz z młodym chirurgiem Steliosem, którego profesor Skowroński zaprasza do domu. Stelios ma spędzić rok na stażu w Wiedniu, ale obiecuje, że wróci do Krakowa. Pełna nadziei Lila pilnie uczy się greckiego. Tymczasem świat ogarnia szaleństwo nazizmu. Hitler zajmuje Austrię i ponowne spotkanie zakochanych staje pod znakiem zapytania. Po napaści Niemiec na Polskę Liliana pracuje w szpitalu jenieckim PCK. Marzenia zastępuje ciężka harówka i ponura wojenna codzienność, a namiętną grecką miłość — przyjaźń z jednym z pacjentów.
Kilka lat po wojnie na Lilę czeka nowe wyzwanie. Zostaje wysłana nad Bałtyk na tajną misję jako jedyna cywilna pielęgniarka trafia do okrytego tajemnicą wojskowego szpitala. Dlaczego właśnie ona? Co ją wyróżnia spośród innych pielęgniarek? Upłynie trochę czasu, zanim pozna odpowiedź…
Kiedy przeczytałam pierwszą z książek serii PIELĘGNIARKI, wiedziałam, że z przyjemnością sięgnę po kolejne tomy. Książki można czytać niezależnie, bo to są osobne historie, chociaż możemy w nich spotkać bohaterki innych części.
Fabuła tego tomu składa się z dwóch części, w obydwu główną bohaterką jest Lilianna, która najpierw przygotowuje się do tego, aby zostać pielęgniarką, a następnie pracuje już w zawodzie będąc w pewnym miejscu wprost niezastąpioną.
(…) Nazajutrz wstała przed piątą. Godzinę później była już na dyżurze w Szpitalu Narutowicza. Kiedy rozdawała chorym termometry, do Krakowa wjeżdżały pierwsze niemieckie oddziały. Nie napotkały oporu. (…)
Autorka w początkowych rozdziałach książki zabiera czytelników do Krakowa, poznaje z rodziną Lilianny oraz przyjaciółmi rodziny, a potem przenosi nad morze do szpitala, którego istnienie objęte jest ścisłą tajemnicą.

Lila jest zdolną, młodą kobietą, która marzy nie tylko o tym by móc robić to czego pragnie, ale jak wiele młodych kobiet pragnie pięknej romantycznej miłości. I kiedy pewnego dnia na drodze do jej serca staje młody Grek, znajomy jej ojca, dziewczyna jest zdolna zrobić wszystko, aby kiedyś móc poświęcić swoje życie właśnie jemu. Uczy się nawet języka greckiego nie zdając sobie sprawy z tego, że ta nauka zaprowadzi ją kiedyś do zupełnie innego miejsca niż rodzinny kraj ukochanego.
Autorka porusza w książce temat Greków, którzy po II wojnie światowej, ale w czasie wojny domowej w Grecji trafiają do Polski nie tylko jako uchodźcy, co mocno pokiereszowani przez wojnę partyzanci.
Przyznam szczerze, że nie byłam świadoma polityki pomocowej jaką Polska świadczyła Grekom i ilu z nich w latach powojennej Polski trafiło do naszego kraju.
Podziwiam autorkę za kwerendę jaką musiała przeprowadzić, aby w miarę dokładnie i realnie przedstawić w swojej książce problem rannych greckich partyzantów. Moim zdaniem to bardzo trudny i bardzo bolesny temat.
Jednym z wątków tej powieści jest również romans jaki nawiązał się między polską studentką pielęgniarstwa a greckim studentem medycyny. Nie zdradzę czy on się rozwinął czy życie go stłamsiło, ale myślę, że warto o nim przeczytać.

W tej historii jest sporo dramatu, który z pewnością poruszy niejedno czytelnicze serce, ponieważ autorka przedstawia zarówno wątki odnoszące się do drugiej wojny światowej i polityki gnębienia polskiej inteligencji, profesorów zsyłanych do obozów, jak i dramat Greków walczących o swoją niepodległość.
Ale takim pozytywnym akcentem fabuły są cudowne relacje rodzinne panujące w domu głównej bohaterki, chociaż muszę przyznać, że degradacja społeczna, a właściwie to odniesienie się mamy Lilianny do tego, że nagle spadła z drabiny społecznej, z pani profesorowej do poziomu walczącej o każdy dzień przetrwania zwykłej mieszkanki miasta, trochę mnie zaskoczyła.
(…) My z Lilą już się do tego miejsca jako tako przyzwyczaiłyśmy, ale ty… Nie dałyśmy rady zabrać wszystkich naszych mebli i sprzętów, choć Witek bardzo starał się nam pomóc. Mam nadzieję, że się na nas nie będziesz gniewał. Wiele rzeczy straciliśmy, Romku. (…)
To nie jest lektura lekka, łatwa i przyjemna, chociaż styl jakim pisze Danuta Chlupowa jest lekki i przyjemny w odbiorze tekstu.
Mnie ta książka wciągnęła od pierwszej strony, a przy końcówce to już nie myślałam o niczym innym tylko o tym, jaki będzie finał tej historii.
Gorąco POLECAM tę książkę szczególnie osobom, które choć odrobinę interesują się historią, niekoniecznie polską. Myślę, że fabuła tej powieści nikogo nie zawiedzie, bo mamy tutaj i romans, i dramat, wszystko zgrabnie połączone sporym dreszczem emocji.

Dziękuję Autorce za tę książkę i za tę historię, a Wydawnictwo Książnica dziękuję, że mogłam przeczytać tę powieść w ramach współpracy barterowej.
PODZIĘKUJĘ ZA ŚWIĘTA – Gabriela Gargaś
(…) Ale teraz były święta. A święta, pomimo wszystkiego, miały tę siłę, która sprawiała, że ludzie rozważali rzeczy, które normalnie odpychali od siebie. (…)
Gabriela Gargaś to polska autorka książek obyczajowych, pisząca najczęściej o kobietach i dla kobiet. Z wykształcenia jest ekonomistką o specjalności bankowej, ale z zamiłowania jest bibliofilką. Jest też niepoprawną optymistką. Za życiowe motto obrała sobie słowa Phila Bosmansa „Sztuką życia jest umieć cieszyć się małym szczęściem”. Przygodę z pisaniem rozpoczęła tak naprawdę dla zabicia czasu, kiedy to przebywała na zwolnieniu lekarskim. Jako pisarka zadebiutowała w roku 2011 powieścią „Jutra może nie być”. Jest współprowadzącą podcasty „Piekielnie Szczerzy” oraz w Radiu Eska „Jak baba z chłopem”.
PODZIĘKUJĘ ZA ŚWIĘTA to dość nietypowa powieść świąteczna z nutką humoru i szczyptą dramatu.
PREMIERA KSIĄŻKI 29 PAŹDZIERNIKA 2025

Ada po rozwodzie obiecała sobie jedno: koniec z rodzinnymi świętami u teściowej i w towarzystwie byłego męża. W tym roku Boże Narodzenie ma wyglądać inaczej. Spakowana w stary pick-up, z dwójką dzieci na tylnym siedzeniu i resztką optymizmu w bagażniku, wyrusza w Bieszczady – do swojej matki, dawnej gwiazdy rewii, która lata temu zniknęła z jej życia. Jednak los, a konkretnie towarzysząca podróży śnieżyca i psujący się samochód, mają wobec Aldony i jej dzieci zupełnie inne plany… W drodze do ich samochodu dosiadają się dość ekscentryczni pasażerowie, których zawieja śnieżna złapała gdzieś na pustych drogach: zgorzkniały samotnik Igor, nieco zbyt wesoły Mikołaj i dwóch elfów z podejrzanym poczuciem humoru. Nikt z nich nie marzy o „magicznych świętach”, a już na pewno nie we wspólnym towarzystwie. A jednak, gdy na zasypanej drodze pojawia się przypadkowa chata w górach, zamieszkała przez samotną kobietę, a na niebie zabłyśnie pierwsza gwiazdka… coś się zmienia. Czy Aldona spotka się ze swoją mamą? Czy przypadkowa znajomość z przypadkowo zabranymi pasażerami przemieni się w coś więcej niż pomoc?
Biorąc do ręki tę książkę, trochę naiwnie zasugerowałam się okładką, która wydała mi się dość humorystyczna. Znając odważny i dość sarkastyczny język autorki przygotowałam się na zabawną historyjkę antyświąteczną (tytuł też tu odegrał swoją rolę).
Pisząc szczerze to nie zawiodłam się, ponieważ sarkastycznego humoru tu nie brakuje, ale fabuła wcale nie jest tak zabawna jakiej się spodziewałam. Autorka porusza w niej trudne, czasami bardzo bolesne tematy, które z pewnością dotkną nawet najtwardsze serca.

Między innymi czytamy tutaj o samotności i smutku dziecka, którego matka wybrała karierę zawodową zamiast macierzyństwa, o miłości, która jest w stanie wybaczyć nawet zdradę, a w której zamiast bolesnej zadry upokorzenia priorytetem jest odpowiedzialność i wierność uczuciom, zwłaszcza w sytuacji, w jakiej nikt nie chciałby się znaleźć.
W tej książce sporo się dzieje, prym wiodą emocje a otoczką wszystkiego jest wyjątkowo śnieżna zima.
Być może ktoś powie, że Ada – główna bohaterka – jest osobą nieodpowiedzialną, bo któż na całkowitym odludziu zabiera do swojego ledwo jeżdżącego starego samochodu kilkoro obcych ludzi, wyglądających do tego dość… nietypowo. Ale czy na tym właśnie nie polega człowieczeństwo, że widząc kogoś w potrzebie strach i ryzyko się uzupełniają tworząc coś irracjonalnego, często nazywanego empatią?
To zdecydowanie nie jest typowa powieść świąteczna, chociaż mamy w niej wszystko co kojarzy się ze świętami: i Mikołaja, i śnieg, i ciepłą atmosferę (wprawdzie w obcym domu, ale jednak) i dość nietypową wigilię a nawet mamy namiastkę świątecznego romansu.
Cieszę się, że w tej powieści zostało poruszonych tak wiele ważnych wątków, bo oprócz tych, o których już napisałam, przeczytacie tutaj również o depresji, o dojrzałej miłości, o więzach rodzinnych łączących byłą synową z byłą teściową, o pięknej przyjaźni i o tym, że czasami nieodpowiedzialne zachowanie może bardzo mocno zranić, tak mocno, że tej rany nie można zagoić.
(…) Kto tego nie przeżył, nie wie, jak to jest, kiedy wstajesz i musisz żyć dla dzieci, bo mają tylko ciebie. Musisz pracować, bo przecież nie położysz się i nie będziesz leżeć i płakać. Zazdrościsz singlom, tym, co nie mają rodzin, bo oni mogą leżeć. (…) I to nieprawda, że się nie uśmiechasz. Czasami uśmiechasz się szerzej niż ktokolwiek inny. Ale przychodzi taki czas, że nie masz siły z nikim rozmawiać. (…)

Mogłabym o tej książce pisać w nieskończoność i chociaż tak jak wspomniałam wcześniej, nie jest to typowa powieść świąteczna, to uważam, że jest jedną z najlepszych, które przeczytałam w okresie okołoświątecznym.
Ironia przeplata się tutaj ze wzruszeniem, sceny zabawne z takimi, w których aż kipi od emocji. Ale… co ja będę tyle pisała. Sięgnijcie po tę książkę, a przekonacie się sami.
POLECAM ją całym sercem, szczególnie osobom, które nie znają twórczości Gabrieli Gargaś, bo ci, którzy znają jej powieści sięgną po tę lekturę bez specjalnej zachęty.

Dziękuję wydawnictwu FILIA za możliwość przeczytania tej książki w ramach współpracy barterowej, a autorce dziękuję za kolejną świetną opowieść.
***Cytaty pochodzą z książki PODZIĘKUJĘ ZA ŚWIĘTA wydawnictwa FILIA***
GWIAZDKA W BIESZCZADACH – Magdalena Stykała
(…) Pełen wiary w przychylność losu, nie pomyślał nawet przez sekundę, że blask szczęśliwych gwiazd zakrywają czasem czarne chmury, a największą sztuką jest uwierzyć w to, że nie zgasły, i odnaleźć do nich drogę w ciemności. (…)
Magdalena Stykała jest autorką dziewięciu książek, mówi o sobie, że jest żoną, mamą i kobietą pracującą. Z wykształcenia jest pedagogiem i nauczycielką wychowania przedszkolnego. Kocha zwierzęta, przyrodę i Bieszczady. Mieszka w malowniczym miejscu na granicy Borów Tucholskich. Jest nałogową biegaczką i fotografką amatorką.
GWIAZDKA W BIESZCZADACH to romans zimowo świąteczny z nutą dramatu.
PREMIERA KSIĄŻKI 04 LISTOPADA 2025

Marysia i Antek są w sobie zakochani po uszy. Ich związkowi zagraża tylko jedno: góry. Ona uciekła z nich do Krakowa, a on nie wyobraża sobie bez nich życia. W mikołajkowy wieczór przechadzają się po mieście oświetlonym świątecznymi lampkami i wypełnionym zapachem pierników i próbują przekonać siebie nawzajem do przeprowadzki. Które z nich odniesie sukces? I czy cokolwiek może równać się z pięknem blasku gwiazd nad Bieszczadami? Tymczasem na drugim końcu Polski, w Gdyni, inna para, Mati i Pola, wpatruje się w te same gwiazdy, tylko że nad Bałtykiem. Z okien hotelowego pokoju rozciąga się widok na panoramę miasta rozświetlonego świątecznymi dekoracjami. Czy niechęć Poli do związku z marynarzem okaże się silniejsza niż uczucie, które żywi do Matiego? Czy kariera oficerska Matiego przeważy nad prawdziwą miłością? Czy zdarzy się wigilijny cud?
Moje pierwsze spotkanie z twórczością Magdaleny Stykały pozytywnie mnie zaskoczyło.
Początkowo miałam wrażenie, że fabuła jest zwyczajnym romansem w zimowo-świątecznej otoczce, który będzie się ciągnął w nieskończoność, ale po przeczytaniu połowy książki wciągnęłam się tak, że trudno mi było się od lektury oderwać.

Historia przedstawiona w powieści jest dość trywialna, ale i zaskakująca, a autorka zabiera swoich czytelników w różne bardziej lub mniej magiczne miejsca takie jak zaśnieżony świąteczny Kraków by po chwili pozwolić na oglądanie nieba z gdyńskiej plaży lub zasypanych białym puchem Bieszczad.
I chociaż zachowanie niektórych bohaterów momentami mnie irytowało to i tak odebrałam całość bardzo pozytywnie.
To nie jest typowa powieść świąteczna chociaż tej otoczki okołoświątecznej jest tutaj sporo (jest nawet wigilijny cud). To jednak przede wszystkim opowieść o miłości, a właściwie o miłościach, o skomplikowanych związkach damsko-męskich, o marzeniach i tęsknotach, ale i o bólu utraty kogoś bliskiego.
Czy związki na odległość mają szansę na prawdziwe szczęście? Czy marzenia o karierze zawodowej i podróżach mogą przyćmić sprawy tak przyziemne jak miłość i rodzina?

Mamy tutaj dwie pary młodych ludzi, zakochanych w sobie i zakochanych w swoich marzeniach, a może trzeba powiedzieć zakochanych w swoich wyobrażeniach życia. Jedna para mieszkająca w dwóch różnych miejscach – on w cichych, spokojnych Bieszczadach, a ona w gwarnym Krakowie i każde z nich wierzy w to, że ta druga osoba w końcu się przeprowadzi i będą żyli długo i szczęśliwie. I druga para mieszkająca w Gdyni, ale każde z nich ma inne priorytety szczęścia, ona marzy o bliskości ukochanego (odzywa się trauma z dzieciństwa córki marynarza), a on o dalekich podróżach na morzu.
(…) Miał rację – gdziekolwiek na świecie by nie była, jakiekolwiek iluminacje mogłaby oglądać, zawsze tęskniłaby do blasku świątecznych gwiazd w Bieszczadach i do Bożego Narodzenia w swoich górach. (…)
Historie tych dwóch młodych ludzi są pełne emocji, czasami cichych łez wypłakiwanych w samotności, a czasami głośnego szlochu rozpaczy.
Ale jest również ta radość chwili, kiedy zapominają o marzeniach i oddają się całym sobą namiętności i miłości.
Myślę, że to opowieść o tym, że czasami trzeba coś stracić, aby móc coś zyskać.

I chociaż książka bardzo mi się podobała to muszę przyznać, że nie przekonałam się do bohaterów. Tak szczerze polubiłam jedynie jedną z dziewczyn oraz dwie drugoplanowe postacie -Maksa i babcię. Główni bohaterowie jak dla mnie byli zbyt zapatrzeni w siebie, zbytnio niezadowoleni, nieco konfliktowi i trochę sztuczni. Trochę drażniły mnie również dialogi, momentami jak dla mnie nienaturalne. Ale to tylko moje zdanie.
Początek książki nieco mi się dłużył, ale i tak polecam przeczytać powieść do końca, bo druga połowa jest naprawdę zaskakująca.
To historia, która rozwija się powoli, tak odrobinę emocjonalnie beznamiętnie, ale w pewnym momencie chwyta za serce i trzyma do ostatniej strony.
Książka jest pięknie wydana, z barwionymi brzegami, słodkimi świątecznymi rysunkami w środku, idealnie nadaje się na prezent. Jeżeli ktoś z Was ma kogoś, kto lubi takie opowieści, to myślę, że ta lektura będzie trafionym prezentem. POLECAM.

Dziękuję Wydawnictwu REPLIKA za możliwość przeczytania tej książki w ramach współpracy barterowej i poznania kolejnej polskiej autorki.
***Cytaty pochodzą z książki GWIAZDKA W BIESZCZADACH wydawnictwa REPLIKA***






