dramat psychologiczny
OSTATNI TANIEC – Rafał Wicijowski
(…) Gdyby ktoś powiedział jej wtedy, że czas nie jest linią, lecz pętlą, która dziesięć lat później zaciśnie się na jej gardle szeptem dawno zapomnianego imienia, uznałaby to za okrutną metaforę. (…)
Rafał Wicijowski to polski bloger, autor bloga Oczami mężczyzny, na którym można przeczytać jego przemyślenia na temat miłości, życia codziennego oraz realizacji pasji i marzeń. Znajdziecie tam również mnóstwo cytatów, zdjęć oraz filmów, przy których warto zatrzymać się choćby na chwilę. Blog zdobył tytuł Męski Blog Roku 2017. Jest autorem trzynastu książek o tematyce psychologicznej, motywacyjnej, obyczajowej i romansu.
OSTATNI TANIEC to dramat psychologiczny z nutą romansu.
PREMIERA KSIĄŻKI 11 LUTEGO 2026

Julia miała wszystko – miłość, zaufanie i pewność, że jej życie właśnie zaczyna się jak w bajce. Ale w pewnej chwili, gdy miała wypowiedzieć sakramentalne „tak”, dostała tylko kartkę. Krótkie zdanie, które zburzyło cały świat. Michał, krótko poinformował stojącą przed ołtarzem narzeczoną, że nie może się z nią ożenić przekazując karteczkę z kilkoma słowami przez matkę. Świat dziewczyny rozsypał się na milion kawałków, a depresja i żal zawładnęły jej życiem. Kiedy Julia na nowo zaczęła układać sobie życie, po dziesięciu latach od feralnego dnia, Michał nagle powrócił. Chce wyjaśnić, przeprosić, odsłonić prawdę, której Julia nigdy nie poznała. Ale czy można zaufać komuś, kto raz już odebrał wszystko? Czy miłość, która przetrwała w cieniu rozczarowania, ma szansę narodzić się na nowo? Czy Julia odważy się ponownie zaufać?
W ramach akcji #LATOZFILIA postanowiłam poznać nowych autorów i nowe autorki będąc jednocześnie wierną tym znanym i lubianym.
Z twórczością Rafała Wicijowskiego spotkałam się po raz pierwszy, ale mam nadzieję, że nie ostatni i przyznam szczerze, że fabuła tej książki bardzo mnie zaskoczyła. Pozytywnie. Chociaż nie pamiętam, kiedy ostatni raz tyle podczas czytania płakałam.

Może odebrałam tę lekturę tak a nie inaczej dlatego, że głównym wątkiem jest choroba nowotworowa, a ja kilka miesięcy temu pochowałam siostrę, przy łóżku której spędziłam jej ostatnie dni, a może dlatego, że autor świetnie potrafił rozbudzić emocje.
Ta książka jest poruszająca i wzruszająca i myślę, że wiele czytelniczek, a może nawet i czytelników na długo zapamięta jej fabułę.
Historia przedstawiona w tej powieści jest tak niesamowita i tak realnie pokazana, że od książki trudno jest się oderwać, chociaż zakończenie jest przewidywalne.
Ciekawie i bardzo zmysłowo wykreowani bohaterowie to moim zdaniem tylko część plusów wpływających na całość fabuły.
Autor porusza w swojej książce trudny i bardzo bolesny temat choroby, który każdy z pewnością odbierze inaczej, biorąc pod uwagę emocje jakie towarzyszą najbliższym każdej chorej terminalnie osobie.
(…) Droga przed nią rozwijała się jak czarna, mokra wstęga, prowadząc ją z powrotem do życia, które z takim trudem składała z odłamków po jego odejściu. Teraz te odłamki znów zaczęły o siebie zgrzytać, raniąc ją do krwi. (…)

Michał w pewnym momencie postąpił tak, że nie potrafiłam się zgodzić z podjętą przez niego decyzją, chociaż sama kiedyś, w jednej z moich książek zatytułowanej „Jutra nie będzie” również w podobny sposób potraktowałam główną bohaterkę. Ale przyznam szczerze, że nie wiem jak bym się zachowała gdybym była na miejscu Michała.
Czy mamy prawo decydować za innych? Czy mamy prawo narzucać komuś własne decyzje bez względu na to czy są one z naszego punktu widzenia słuszne?
Pięknym wątkiem poruszonym w tej powieści jest wątek odnoszący się do przyjaźni. Tutaj mamy przyjaciółkę, która nie tylko przytula, kiedy tej drugiej osobie jest źle, ale potrafi też wstrząsnąć, a gdy wymaga tego sytuacja stanąć na wysokości zadania jakiego mało kto by się podjął.
I jest przyjaciel, który potrafi poświęcić każdą wolną chwilę dla drugiego człowieka będąc nie tylko osobistym lekarzem, ale przede wszystkim przyjacielem przez duże P.
(…) Życie nie jest sprawiedliwe. Nie jest okrutne. Jest po prostu życiem – obojętnym na nasze plany, głuchym na nasze prośby. Ale czasem w swojej obojętności zostawia uchylone drzwi. I tylko od nas zależy, czy przez nie przejdziemy. (…)

To jest trudna książka i wymagająca skupienia podczas czytania. To jest książka trudna szczególnie pod względem emocjonalnym. Ale myślę, że nie powinniśmy obok niej przechodzić obojętnie, bo autor porusza w niej bardzo ważne życiowe tematy, z którymi nie każdy potrafi sobie poradzić.
To książka o miłości, ale również o zdradzonych przez tę miłość marzeniach, a także o sile jaką może wykrzesać z siebie zakochana osoba.
To powieść o tym, że prawda powinna być tym co łączy ludzi a nie tym co ich dzieli, bo każdy związek powinien być zbudowany na szczerości bez względu na to czy ta szczerość będzie bolesna czy nie. Ale taka szczerość może czasami pozwolić na chwile szczęścia, które może zabrać kłamstwo lub zatajenie prawdy.
Nie wstydzę się łez wypłakanych podczas czytania tej książki, bo świadczą one jedynie o tym jak autor mocno wniknął tą swoją historią w moje serce.
POLECAM tę lekturę całym sercem zarówno tym, którzy lubią romanse, jak i tym, którzy czytują dramaty obyczajowe oraz wszystkim, którzy nie znają jeszcze twórczości tego autora, bo myślę, że ci którzy znają sięgną po tę powieść bez specjalnego polecenia.

Dziękuję Wydawnictwu Filia za możliwość przeczytania tej książki w ramach współpracy barterowej.
OGNIE LOTNE – Tomasz Betcher
(…) Ognie lotne – niespalone, rozżarzone cząstki materiału palnego przenoszone za pomocą wiatru i ruchów konwekcyjnych powietrza na znaczne odległości, mogące powodować powstanie nowych źródeł pożaru. (…)

Tomasz Betcher urodził się w 1981 roku. Jest pedagogiem, socjoterapeutą, praktykiem Terapii Skoncentrowanej. Od ponad dekady pracuje z młodzieżą i dziećmi znajdującymi się w trudnej sytuacji życiowej. Jest z wyboru Gdańszczaninem, a do pisania inspirują go podróże. Fascynuje się kulinariami, paralotniarstwem i historią Dywizjonu. Jego książki bardzo szybko podbiły wiele czytelniczych serc.
OGNIE LOTNE to dramat obyczajowo-psychologiczny z nutką romansu.
PREMIERA KSIĄŻKI 28 STYCZNIA 2026

Damian i Karolina dorastali w domu dziecka, Każde z nich dźwigając na swoich barkach inne doświadczenia i inne blizny. Pochodzą z całkowicie różnych światów, Damian z rodziny, w której matkę bardzie interesowały alkohol i towarzystwo niż własne dziecko, a Karolina z tak zwanego „dobrego domu” w którym ojciec nie liczył się z nikim, ani z żoną, ani z dziećmi wyżywając często na córce własne frustracje. Ale Damiana i Karolinę wiele łączy. Ich drogi co jakiś czas się rozchodzą tylko po to, by mogły się przeciąć w dorosłości. W 2025 roku. Damian postanawia wstąpić do straży pożarnej i zostać strażakiem, codziennie stawiając czoła żywiołowi. Karolina po kolejnym nieudanym związku próbuje odbudować wiarę w siebie i ludzi. Spotykają się w Tczewie, mieście, które staje się świadkiem ich walki z przeszłością i próbą zbudowania przyszłości. Czy los zbliży ich do siebie czy ich oddali? Czy traumy z dzieciństwa kiedyś przemijają i czym są tajemnicze „ognie lotne”?
Kiedy byłam na spotkaniu autorskim z Tomaszem Betcherem, który opowiadał o tej książce, to od razu wiedziałam, że muszę tę książkę przeczytać.
Określenia „ognie lotne” czy „dzieci orchidee i dzieci mlecze”, których znaczenie autor nam wytłumaczył dodatkowo sprawiły, że postanowiłam sięgnąć po tę lekturę.
Po przeczytaniu tej książki przez kilka dni nie byłam w stanie nic o niej napisać, bo w mojej głowie fabuła buzowała jak wielki ogień w czasie pożaru.

Znając „pióro” autora byłam przygotowana na to, że nie będzie to lektura lekka, łatwa i przyjemna i zamiast relaksu otrzymam duży ładunek emocji. Ale to co czuję po przeczytaniu, to coś w rodzaju bomby emocjonalnej, która wybuchła w mojej głowie.
Tomasz Betcher porusza w swojej książce trudne i bardzo bolesne tematy. Między innymi życie dziecka w patologicznej rodzinie, w której matka zamiast zadbać o dobrostan swojego dziecka dba jedynie o własny – alkoholowy.
(…) Krzyk za nic nie chciał opuścić jego gardła. Damian próbował zaczerpnąć powietrza, a kiedy zamiast niego do płuc dostał się gorący i gryzący dym, poczuł, że to już koniec. (…)
Mamy tutaj również patologię w białych rękawiczkach, kiedy rodzic będący osobą „na stanowisku” i głową tak zwanej „porządnej rodziny” znęca się nad dzieckiem fizycznie i psychicznie wyładowując na nim własne frustracje.
Dom dziecka przedstawiony w książce okazuje się bazą spokoju dla poranionych życiowo dzieci. Dzieci, które mimo ciepła i opieki jakimi je otulano nie potrafią sobie poradzić same ze sobą cały czas czując subiektywne uczucie izolacji i odcięcia od innych. I nie potrafią temu zaradzić nawet nawiązane w domu dziecka przyjaźnie.
Bolesnym wątkiem poruszonym w tej powieści jest również depresja nastolatków, którzy próbując poradzić sobie z własnymi lękami reagują różnie. Czasami jest to bunt i ucieczka w alkohol, narkotyki, a czasami ostateczność jaką jest śmierć.

Ale autor pokazał również, że niektórym mimo rzucanych przez dolę kłód udaje się znaleźć swoje miejsce w życiu. Ich losy przeplatane dobrymi i złymi chwilami wreszcie się stabilizują. Chociaż czasami mimo stabilizacji życie nadal im dokopuje.
Ta książka jest trudna, pełna dramatycznych zwrotów, ale jej fabuła niesie w sobie namiastkę nadziei na to, że nie zawsze w życiu jest aż tak źle. Że czasami może być gorzej, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.
(…) … żałoba przeżyta w ciszy, bez okazywania emocji, to jak rana zszyta bez oczyszczenia. Przez jakiś czas ładnie wygląda z zewnątrz, ale w środku zostaje ropa. I że to, co się stało w wieżowcu, tylko rozdarło starą bliznę. (…)
Świetnie wykreowane przez autora osobowości bohaterów są jedynie uzupełnieniem tak wciągającej fabuły, opartej na wyjątkowej wiedzy merytorycznej, która świadczy o tym jak porządną kwerendę autor przeprowadził, aby historia przedstawiona w powieści była bliska realizmowi.
Koniecznie sięgnijcie po tę książkę i poznajcie Damiana i Karolinę, dwoje rozbitków życiowych. Przekonajcie się sami czy kłody rzucane pod nogi przez los pozwoliły im pokonać przeszkody i znaleźć bezpieczną przystań, czy ich całkowicie zasypały.
POLECAM tę książkę całym sercem każdemu, kto ceni sobie dobrą literaturę. Myślę, że w tej powieści każdy znajdzie coś dla siebie, ponieważ mamy tutaj i romans, i dramat i świetnie przedstawioną pracę w straży pożarnej, jest nawet wątek medyczny.

Gwarantuję, że ta lektura nikogo nie znudzi, bo trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej strony.
Dziękuję Joasi z BOOKIECIARNI (3) Facebook za to, że zorganizowała BOOKTOUR tej wspaniałej książki, a Wydawnictwo Mięta dziękuję, że mogłam przeczytać tę powieść w ramach współpracy barterowej.

DOBRANOC – Jolanna Kordula
(…) Później było już tylko coraz gorzej. Na jego oczach rozgrywała się gra, której nie chciał oglądać. Nie uczestniczył już w niej w żaden sposób, nie był nawet pionkiem. To niewyobrażalnie bolało. (…)
Joanna Kordula urodziła się w 1973 roku w Tomaszowie Mazowieckim. Jest absolwentką Wydziału Lingwistyki Stosowanej i Filologii Wschodniosłowiańskich na Uniwersytecie Warszawskim. Mieszka w Warszawie i coraz częściej oddaje się pasji upiększania ogrodu i uprawie roślin na wsi. Uwielbia czytać powieści, poznawać ludzi, prowadzić długie rozmowy i wędrować. „Dobranoc” to jej debiutancka książka.
DOBRANOC to pierwsza część trylogii obyczajowej z wątkiem romansu i dramatu.
PREMIERA KSIĄŻKI 20 MAJA 2026

W niedużym mieście dorasta troje oddanych przyjaciół. Spokojny i poukładany Kamil jest odwzajemnioną miłością Basi. Michał to pierwszy przystojniak w miasteczku, ambitna gwiazda sportu i niestety również płomienny wielbiciel Basi. Żeby nikogo nie zranić, każde z trojga przyjaciół ukrywa swoje uczucia. Kiedy pewnego dnia na letnim obozie Michał odkrywa tajemnicę Basi i Kamila jego życie wywraca się do góry nogami. Dochodzi do tragedii, która wystawia przyjaźń na wielką próbę. Basia wyjeżdża do Anglii, a drogi Kamila i Michała również się rozdzielają, ale do czasu, gdy jedna z koleżanek zakłada stronę internetową, na której meldują swoją obecność nie tylko Kamil, Michał i Basia. Czy po latach rozłąki, uczucie łączące trójkę przyjaciół ma szansę powrócić? Co wydarzyło się na letnim obozie i przyczyniło się do zerwania więzi przyjaciół?
Do pisarskich debiutów podchodzę bardzo ostrożnie. Pamiętam jak sama debiutowałam jako autorka i ile wówczas usłyszałam i pochwał, i słów krytyki. I jedno i drugie było mi jednak bardzo potrzebne, aby uwierzyć w siebie i zacząć doskonalić swój warsztat pisarski. Czytałam już takie debiutanckie książki, których tak właściwie „nie dało się” czytać, ale czytałam i takie, które dosłownie pochłonęłam.
Bardzo często nieznane w świecie literackim nazwisko autorki/autora ginie w gąszczu tych znanych i bywa niezauważone chociaż książka, którą ta autorka czy autor napisali powinna znaleźć się na liście bestsellerów.
Zapamiętajcie nazwisko autorki tej książki bo moim zdaniem ma ona przed sobą piękną drogę pisarską.
Dlaczego tak myślę? Ano dlatego, że jej debiutancka powieść została napisana z taką lekkością, że przez tekst dosłownie się płynie. Ale to, że została napisana z lekkością nie oznacza, że jest to książka lekka, łatwa i przyjemna, bo historia w niej opisana to wielki ładunek emocji.
Przyznam szczerze, że kilka fragmentów tak mnie wzruszyło, że nie mogłam zapanować nad płaczem.
Powieść zaczyna się romansem, a właściwie to czymś co może rozwinąć się w romans, bo początkowo jest tylko niezobowiązującymi spotkaniami dwojga młodych ludzi poznanych w pracy.
(…) Davidowi wydawało się, że zna kobiety. Potrafił przewidzieć ich posunięcia. Basia była inna. Pociągała go i fascynowała. Kryła jakąś tajemnicę. Miała w spojrzeniu coś, co nie dawało mu spokoju. (…)

Dziewczyna lecząca bolesną ranę z przeszłości próbuje wyjść na uczuciową prostą. Czy jej się to uda? Musicie przeczytać sami.
Fabuła zawiera retrospekcje, przeplata teraźniejszość z przeszłością, która była i piękna, i bolesna.
To historia pięknej przyjaźni trójki dzieciaków, dziewczyny z dwoma chłopcami. Przyjaźni trwającej od wczesnych lat dzieciństwa, która w pewnym momencie została wystawiona na wielką próbę i… (niestety) zerwana.
Przyjaźń dwójki dzieciaków w pewnym czasie zaczyna przemieniać się w coś więcej i zamiast rozwinąć się w coś pięknego doprowadza do tragedii.
Po latach przyjaciele znów się spotykają, chociaż okoliczności są zupełnie inne niż kiedyś.
Ta książka jest romansem, ale z dramatem w tle.

Autorka świetnie moim zdaniem wykreowała osobowości swoich bohaterów i mam tu na myśli zarówno tych głównych, czyli Basię, Kamila i Michała, ale również tych widocznych w tle. Przyznam szczerze, że bardzo ich wszystkich polubiłam.
Joanna Kordula wplotła w swoją historię również nutkę tajemnicy i kiedy na końcu książki przeczytałam: CIĄG DALSZY NASTAPI, to poczułam się zawiedziona. Mam nadzieję, że kontynuacja tej książki trafi w ręce czytelniczek i czytelników w miarę szybko, bo mnie „zżera” ciekawość jak potoczą się dalsze losy bohaterów i czy zostanie wyjaśniona tajemnica pewnego pana, który pojawia się w życiu młodych ludzi.
(…) Mężczyzna kucnął koło łóżka i dotknął dłonią policzka chłopaka. Gładził jego włosy. Michał się uspokajał, ale łzy nadal płynęły z jego zamkniętych oczu. (…)
POLECAM tę książkę z czystym sumieniem, że nikogo ona nie zawiedzie, ponieważ to jest historia napisana sercem. Tu głównymi bohaterami są emocje, dlatego uważam, że nie powinno się obok tej lektury przejść obojętnie.
Dziękuję Autorce za tę piękną historię i proszę o jak najszybsze oddanie w ręce czytelników kontynuacji. A Wydawnictwo Mięta dziękuję za propozycję przeczytania tej książki w ramach współpracy barterowej.
W OCZEKIWANIU NA CUD – Agnieszka Olejnik
(…) Rozciągnął usta w uśmiechu, ale jego oczy pozostały smutne. A potem nic już nie mówili, pogrążeni w ponurych myślach o tym, co się stanie z ich rodziną, taką popękaną na kawałki, jakby ktoś stanął buciorem na tafli szkła – jeśli zabraknie mamy. Przecież bez niej nikt, absolutnie nikt nie będzie wiedział jak żyć. (…)

Agnieszka Olejnik to polonistka i anglistka, mama trzech synów oraz właścicielka czterech psów. Odkąd zamieszkała w domu na skraju lasu, pod wielkimi dębami, codziennie budzi się z uczuciem spokoju w duszy i zwyczajnego szczęścia. Święcie wierzy, że to dzięki bliskości drzew. W młodości szybowniczka i wielbicielka jaskiń. Podróżniczka – odwiedziła m.in. Czarnogórę, Bośnię, Rumunię, Estonię, Sycylię, zjechała całą Skandynawię, by dotrzeć do Nordkapp. Tatry kocha miłością niemal romantyczną. Autorka książki dla dzieci „Ava i Tim. Droga na północ” (2013), powieści młodzieżowej „Zabłądziłam” (2014) oraz kobiecego kryminału „Dante na tropie” (2015) a także wielu innych książek.
W OCZEKIWANIU NA CUD to powieść zimowo świąteczna z nutką dramatu.
PREMIERA KSIĄŻKI 15 PAŹDZIERNIKA 2025

Mira chce wierzyć, że tegoroczna Gwiazdka będzie udana, mimo niesnasek między córkami oraz konfliktu syna z ojcem. Na tydzień przed Wigilią na rodzinę spada nagły cios: mama ulega wypadkowi. Od tej chwili wszystko staje na głowie. Co robić, kiedy w drużynie zabraknie tej osoby, która od zawsze wszystko trzymała w ryzach? Na jakiś czas sala szpitalna stanie się miejscem, gdzie członkowie rodziny będą odkrywać, co jest dla nich naprawdę ważne.
Czy mimo wszystko uda im się uratować tegoroczne Boże Narodzenie? Kto najbardziej martwi się o zdrowie Miry, a kto nie przejmuje się losem kobiety? Czy Mira obudzi się ze śpiączki przed świętami? I kto będzie ważnym gościem przy wigilijnym stole?
Po książki Agnieszki Olejnik sięgam z prawdziwą przyjemnością i muszę przyznać, że jeszcze żadna z nich nie zawiodła moich oczekiwań czytelniczych.
Historia przedstawiona w tej książce to smutnie pokazane relacje jakie niestety mogą się trafić w każdej rodzinie. Skłóceni ze sobą, albo nie potrafią szczerze rozmawiać, albo ukrywają przed wszystkimi swoje słabości i nie widzą niczego złego w tym, że postępując według własnych zasad ranią najbliższych. I tylko ktoś, kto wejdzie do tego rodzinnego kręgu z zewnątrz jest w stanie otworzyć wielu osobom oczy.
Ta książka chociaż trudna urzekła mnie swoją fabułą i klimatem jaki autorka wprowadziła do tej powieści.
To opowieść o kobiecie, która za wszelką cenę próbowała trzymać w ryzach skłóconą ze sobą rodzinę i brać na swoje barki często więcej niż mogła udźwignąć, próbując nie dostrzegać tego co toksyczne i trudne emocjonalnie.
(…) Nie kontaktowały się ze sobą zbyt często, ona i córki. Ilekroć Mirze udało się dodzwonić do którejś z nich, zawsze odnosiła wrażenie, że przeszkadza w czymś okropnie ważnym i niecierpiącym zwłoki. Poprzestawała więc na sprawach, które należało pilnie załatwić; nie dzwoniła po to, żeby zwyczajnie pogadać, choć czasem jej tego brakowało. (…)

Świetnie pokazane relacje rodzinne osób, które zapomniały już czym, a może kim jest kochająca się i wspierająca w trudnych, czy też ważnych chwilach rodzina.
Mąż Miry, a ojciec ich trójki dorosłych już dzieci to człowiek, którego nie da się polubić (w przeciwieństwie do reszty bohaterów, chociaż nie zawsze pozytywnych). Ten mężczyzna tak mnie irytował, że czasami miałam ochotę tak nim wstrząsnąć, żeby zostały na jego ciele mocno widoczne ślady.
To również opowieść o blaskach i cieniach przeciętnej rodziny, o skrywanych latami tajemnicach i żalach oraz o osobie będącej spoiwem łączącym rozpadające się relacje.
Autorka pokazuje jak ważna jest rozmowa, szczera i chociaż czasami bolesna to kierująca zawsze w dobrą stronę.
Wypadek jakiemu uległa Mira wywraca życie reszty do góry nogami, ale myślę, że czasami musi wydarzyć się coś naprawdę złego, aby inni zaczęli widzieć dalej niż czubek własnego nosa.
Moim zdaniem to mądra i bardzo wartościowa książka, która uświadamia nam jak ważne są w życiu każdego człowieka małe gesty, jak ważna jest obecność bliskiej osoby i wzajemne wsparcie nawet w najbardziej błahych sprawach.

Przez pryzmat, chyba po raz pierwszy nieidealnie przygotowanych świąt toczą się wewnętrzne spory, ale i odkrywane zostają małe przyjemności o których niektórzy już zapomnieli.
Ciekawy wątek nieznanego do tej pory wujka jest czymś co zapewne wzruszy niejednego czytelnika. Mnie przynajmniej bardzo wzruszył. I myślę, że nie tylko mnie podczas czytania towarzyszyły tak skrajne emocje, że trudno mi o nich nawet pisać.
To ciepła i bardzo klimatyczna powieść niosąca w swoim przekazie piękne przesłanie podkreślające, że w życiu bardzo ważne są relacje, miłość, empatia i oczywiście zdrowie, którego brak potrafi zaważyć na wielu ważnych sprawach.
POLECAM po sięgnięcie po tę powieść nie tylko w okresie okołoświątecznym.

Dziękuję Wydawnictwu FILIA za możliwość przeczytania tej wzruszającej historii dzięki współpracy barterowej, a Autorce dziękuję za kolejną piękną powieść.
***Cytaty pochodzą z książki W OCZEKIWANIU NA CUD wydawnictwa FILIA***
ZANURZONE W ZATRACENIU – Monika Koszewska
(…) Przyjemne ciepło spływało jej w dół przełyku, kojąc nerwy. Wiedziała, że to tylko złudzenie wolności. Równocześnie czuła ciężar niewidzialnych łańcuchów, którymi alkohol ją skuwał – a każdy kolejny kieliszek zaciskał je coraz mocniej. (…)
Monika Koszewska, jest mieszkanką Sopotu. Urodziła się w 1975 roku, i od najmłodszych lat wiedziała, że słowa są jej żywiołem. Pisanie zaczęła od opowiadań w zeszytach, które chowała pod poduszką. Już wtedy czuła, że historie to sposób na zrozumienie siebie i świata. Skończyła Wyższą Szkołę Morską i przez ponad dekadę była związana z branżą marketingową. Pracowała jako dyrektor sprzedaży i marketingu, a nawet wiceprezes dużej firmy szkoleniowej. Jej literacki debiut„Kiedyś nadejdzie ten dzień” (2021 rok) otworzył przed nią drzwi do świata literatury. Od tamtej pory pisanie stało się jej sposobem na życie. Jest autorką książek i dla dorosłych i dla dzieci. „Toudi z Sopotu i jego świat” to książka dla dzieci, która opowiada o przygodach jej białego owczarka szwajcarskiego. Kocha łączyć fakty z emocjami, bo wierzy, że to najlepszy sposób, by przyciągnąć czytelnika i dać mu coś, co zostanie w pamięci na długo. Prowadzi Hotel i Restaurację Pomarańczowa Plaża w Sopocie. Uwielbia zwierzęta, a szczególnie psy. No i zawsze znajduje czas na sport, bo ruch to dla niej zastrzyk energii, a po czterdziestce nawet nauczyła się grać na pianinie – bo czemu nie?
Informacje o autorce zaczerpnęłam ze strony https://monikakoszewska.pl
ZANURZONE W ZATRACENIU to dramat obyczajowy poruszający temat alkoholizmu kobiet.
PREMIERA KSIĄŻKI 20 WRZEŚNIA 2025

Trzy kobiety, lekarka pediatra, farmaceutka i nauczycielka należą do kobiet, które „świetnie funkcjonują”: prowadzą domy, robią kariery, są lubiane, kompetentne, „ogarnięte”. Kiedy jednak milkną telefony, pojawia się dobrze znany rytuał: kieliszek „na rozluźnienie”, „na sen”, „żeby przetrwać”. Z niewinnego pretekstu rodzi się wysoko funkcjonujący alkoholizm kobiet będący uzależnieniem bez krzyku i skandalu, ukryty pod warstwą perfekcji, zapachu perfum i nienagannych manier. Nieświadome swojego uzależnienia toną w ciszy, chociaż na co dzień ratują dzieci, uczą czy sprzedają leki. Wieczorami jednak znikają za zasłoną kieliszka wina, drinka czy psychotropów. Przed światem starają się ukrywać swój nałóg zakładając maski perfekcyjnych kobiet. Której z nich uda się wyjść z nałogu? Czy na drodze kobiet stanie ktoś, kto pomoże zamiast skrytykować? Czy trudno jest żyć w trzeźwości, gdy z każdej witryny sklepu monopolowego przywołują kolorowe butelki?
Kiedy dostałam propozycję przeczytania tej powieści to najpierw przyjęłam to z pewnego rodzaju zaciekawieniem, a po chwili poczułam przed tą książką… strach.
Myślę, że temat poruszony w książce wciąż jest tematem tabu, jest czymś o czym się głośno nie mówi, ukrywa przed innymi, jest czymś czego się tak naprawdę nie widzi, albo nie chce widzieć, bo przecież to nie jest problem, to jest normalność.

Autorka w dość bolesny sposób pokazała jak niewinna lampka wina wypita dla odwagi, na rozluźnienie, dla zapomnienia, dla lepszego humoru może wywołać efekt domina, który trudno zatrzymać.
Zwykle zaczyna się niewinnie, od jednego kieliszka wina, od jednego drinka, ale ten niewinny, nic nieznaczący łyk może zmienić się w prawdziwy koszmar.
Cichy alkoholizm jest gorszy od tego patologicznego, bo mimo prób „normalnego” funkcjonowania w pracy, w rodzinie, w społeczeństwie niesie ze sobą często nieodwracalne zmiany. I chociaż czasami wydaje się komuś, że panuje nad sobą to w pewnym momencie z tego panowania wychodzi upadłość emocjonalna będąca czymś w rodzaju zapalnika.
Autorka przedstawia problem na przykładzie trzech wykształconych i kulturalnych kobiet, ale gdzie jest ich kultura, kiedy człowiek nad nią nie potrafi zapanować i po chwili zapomnienia ląduje z głową w muszli klozetowej?
(…) Gdy tylko ostatni uczeń zamykał drzwi, odpalała flaszkę. Nie z przyjemności. Z potrzeby. Jakby próbowała wypłukać z siebie coś więcej niż smutek. Może winę, może głos sumienia, którego nigdy nie słuchała. Albo tylko tę przeklętą ciszę, która wyła nocami. (…)
Czytając tę książkę bardzo współczułam tym kobietom, nie potrafiłam ich potępić, bo myślę, że każda z nich bardzo cierpiała, a ich picie było takim bezgłośnym wołaniem o pomoc. Szkoda tylko, że zamiast szukać pomocy u specjalisty szukały jej w… butelce.

Myślę, że trudno jest zrozumieć ich zachowanie, jeżeli samemu się tego nie doświadczyło.
Jedna z kobiet upada już tak nisko, że sama nie potrafi się podźwignąć i tu dopiero widać jak bardzo potrzebna jest szczera, prawdziwa pomoc kogoś, kto nie potępia tylko współczuje, bo dokładnie wie w jak wielkim dole znalazła się ta ofiara alkoholu.
Czasami musi dojść do tragedii, żeby kobieta uzależniona otrząsnęła się z tego marazmu, zrozumiała i potrafiła powiedzieć „dość”. Ale czasami wystarczy mała iskra, żeby znów wpaść w szpony nałogu.
(…) Zagubiona w nowej roli Irena czuła, jak głód alkoholowy wypala jej gardło, domagając się choćby kropli wódki. „Muszę być silna, muszę być silna…”, powtarzała w myślach. (…)
To są zwyczajne kobiety, mądre, inteligentne, ładne i… bardzo samotne, czujące tę samotność nawet w tłumie, nawet w otoczeniu najbliższych. Samotność potrafi zabić, jeżeli po drodze spotka sprzymierzeńców jakimi są w danej chwili alkohol czy narkotyki.
Spójrz wokół czy w twoim otoczeniu nie ma takiej kobiety, u której, gdy usta się uśmiechają w oczach widać głęboki smutek. One wiedzą, że zakładając maskę ich problem jest niewidoczny, ale czy na pewno?
Irena, Edyta, Gabriela są takimi kobietami jak wiele z nas. Nie wychodzą z domu bez starannego makijażu, na co dzień pracują z ludźmi często pomagając innym, a sobie pomóc nie potrafią. A może nie chcą?

Ta książka BOLI tak jak boli zraniona dusza, jak boli zraniona duma, jak boli strach i brak zrozumienia.
Czytając historie tych kobiet nieraz się wzruszyłam, musiałam sobie tę fabułę dawkować, bo wiem jak trudno jest pokonać depresję. A one zostały przez nią zniewolone, bo czymże jest alkoholizm jak nie ucieczką przed strachem, przed życiem, które potrafi tak dokopać, że trudno jest stanąć na nogi z wysoko podniesioną głową. Alkohol, narkotyki, farmaceutyki to nic innego jak ucieczka.
I wcale nie jest łatwo zawrócić, jeżeli zabrnie się za daleko.
ZACHĘCAM do sięgnięcia po tę lekturę. POLECAM tę książkę ku przestrodze, ale również tym, którzy mają problem, ale nie chcą go widzieć, oraz tym, którzy nie chcą widzieć problemów innych.
Dziękuję Autorce Monice Kostrzewskiej za możliwość przeczytania tej książki w ramach współpracy barterowej.
*** Wszystkie cytaty pochodzą z książki ZANURZONE W ZATRACENIU wydawnictwa 1PUNKT sp. z o.o.***






