Recenzje książek

dramat

PODZIĘKUJĘ ZA ŚWIĘTA – Gabriela Gargaś

(…) Ale teraz były święta. A święta, pomimo wszystkiego, miały tę siłę, która sprawiała, że ludzie rozważali rzeczy, które normalnie odpychali od siebie. (…)

Gabriela Gargaś to polska autorka książek obyczajowych, pisząca najczęściej o kobietach i dla kobiet. Z wykształcenia jest ekonomistką o specjalności bankowej, ale z zamiłowania jest bibliofilką. Jest też niepoprawną optymistką. Za życiowe motto obrała sobie słowa Phila Bosmansa „Sztuką życia jest umieć cieszyć się małym szczęściem”. Przygodę z pisaniem rozpoczęła tak naprawdę dla zabicia czasu, kiedy to przebywała na zwolnieniu lekarskim. Jako pisarka zadebiutowała w roku 2011 powieścią „Jutra może nie być”. Jest współprowadzącą podcasty „Piekielnie Szczerzy” oraz w Radiu Eska „Jak baba z chłopem”.

PODZIĘKUJĘ ZA ŚWIĘTA to dość nietypowa powieść świąteczna z nutką humoru i szczyptą dramatu.

PREMIERA KSIĄŻKI 29 PAŹDZIERNIKA 2025

Wydawnictwo FILIA, stron 339

Ada po rozwodzie obiecała sobie jedno: koniec z rodzinnymi świętami u teściowej i w towarzystwie byłego męża. W tym roku Boże Narodzenie ma wyglądać inaczej. Spakowana w stary pick-up, z dwójką dzieci na tylnym siedzeniu i resztką optymizmu w bagażniku, wyrusza w Bieszczady – do swojej matki, dawnej gwiazdy rewii, która lata temu zniknęła z jej życia. Jednak los, a konkretnie towarzysząca podróży śnieżyca i psujący się samochód, mają wobec Aldony i jej dzieci zupełnie inne plany… W drodze do ich samochodu dosiadają się dość ekscentryczni pasażerowie, których zawieja śnieżna złapała gdzieś na pustych drogach: zgorzkniały samotnik Igor, nieco zbyt wesoły Mikołaj i dwóch elfów z podejrzanym poczuciem humoru. Nikt z nich nie marzy o „magicznych świętach”, a już na pewno nie we wspólnym towarzystwie. A jednak, gdy na zasypanej drodze pojawia się przypadkowa chata w górach, zamieszkała przez samotną kobietę, a na niebie zabłyśnie pierwsza gwiazdka… coś się zmienia. Czy Aldona spotka się ze swoją mamą? Czy przypadkowa znajomość z przypadkowo zabranymi pasażerami przemieni się w coś więcej niż pomoc?

Biorąc do ręki tę książkę, trochę naiwnie zasugerowałam się okładką, która wydała mi się dość humorystyczna. Znając odważny i dość sarkastyczny język autorki przygotowałam się na zabawną historyjkę antyświąteczną (tytuł też tu odegrał swoją rolę).

Pisząc szczerze to nie zawiodłam się, ponieważ sarkastycznego humoru tu nie brakuje, ale fabuła wcale nie jest tak zabawna jakiej się spodziewałam. Autorka porusza w niej trudne, czasami bardzo bolesne tematy, które z pewnością dotkną nawet najtwardsze serca.

Między innymi czytamy tutaj o samotności i smutku dziecka, którego matka wybrała karierę zawodową zamiast macierzyństwa, o miłości, która jest w stanie wybaczyć nawet zdradę, a w której zamiast bolesnej zadry upokorzenia priorytetem jest odpowiedzialność i wierność uczuciom, zwłaszcza w sytuacji, w jakiej nikt nie chciałby się znaleźć.

W tej książce sporo się dzieje, prym wiodą emocje a otoczką wszystkiego jest wyjątkowo śnieżna zima.

Być może ktoś powie, że Ada – główna bohaterka – jest osobą nieodpowiedzialną, bo któż na całkowitym odludziu zabiera do swojego ledwo jeżdżącego starego samochodu kilkoro obcych ludzi, wyglądających do tego dość… nietypowo. Ale czy na tym właśnie nie polega człowieczeństwo, że widząc kogoś w potrzebie strach i ryzyko się uzupełniają tworząc coś irracjonalnego, często nazywanego empatią?

To zdecydowanie nie jest typowa powieść świąteczna, chociaż mamy w niej wszystko co kojarzy się ze świętami: i Mikołaja, i śnieg, i ciepłą atmosferę (wprawdzie w obcym domu, ale jednak) i dość nietypową wigilię a nawet mamy namiastkę świątecznego romansu.

Cieszę się, że w tej powieści zostało poruszonych tak wiele ważnych wątków, bo oprócz tych, o których już napisałam, przeczytacie tutaj również o depresji, o dojrzałej miłości, o więzach rodzinnych łączących byłą synową z byłą teściową, o pięknej przyjaźni i o tym, że czasami nieodpowiedzialne zachowanie może bardzo mocno zranić, tak mocno, że tej rany nie można zagoić.

(…) Kto tego nie przeżył, nie wie, jak to jest, kiedy wstajesz i musisz żyć dla dzieci, bo mają tylko ciebie. Musisz pracować, bo przecież nie położysz się i nie będziesz leżeć i płakać. Zazdrościsz singlom, tym, co nie mają rodzin, bo oni mogą leżeć. (…) I to nieprawda, że się nie uśmiechasz. Czasami uśmiechasz się szerzej niż ktokolwiek inny. Ale przychodzi taki czas, że nie masz siły z nikim rozmawiać. (…)

Mogłabym o tej książce pisać w nieskończoność i chociaż tak jak wspomniałam wcześniej, nie jest to typowa powieść świąteczna, to uważam, że jest jedną z najlepszych, które przeczytałam w okresie okołoświątecznym.

Ironia przeplata się tutaj ze wzruszeniem, sceny zabawne z takimi, w których aż kipi od emocji. Ale… co ja będę tyle pisała. Sięgnijcie po tę książkę, a przekonacie się sami.

POLECAM ją całym sercem, szczególnie osobom, które nie znają twórczości Gabrieli Gargaś, bo ci, którzy znają jej powieści sięgną po tę lekturę bez specjalnej zachęty.

Dziękuję wydawnictwu FILIA za możliwość przeczytania tej książki w ramach współpracy barterowej, a autorce dziękuję za kolejną świetną opowieść.

***Cytaty pochodzą z książki PODZIĘKUJĘ ZA ŚWIĘTA wydawnictwa FILIA***

GWIAZDKA W BIESZCZADACH – Magdalena Stykała

(…) Pełen wiary w przychylność losu, nie pomyślał nawet przez sekundę, że blask szczęśliwych gwiazd zakrywają czasem czarne chmury, a największą sztuką jest uwierzyć w to, że nie zgasły, i odnaleźć do nich drogę w ciemności. (…)

Magdalena Stykała jest autorką dziewięciu książek, mówi o sobie, że jest żoną, mamą i kobietą pracującą. Z wykształcenia jest pedagogiem i nauczycielką wychowania przedszkolnego. Kocha zwierzęta, przyrodę i Bieszczady. Mieszka w malowniczym miejscu na granicy Borów Tucholskich. Jest nałogową biegaczką i fotografką amatorką.

GWIAZDKA W BIESZCZADACH to romans zimowo świąteczny z nutą dramatu.

PREMIERA KSIĄŻKI 04 LISTOPADA 2025

Wydawnictwo REPLIKA, stron 320

Marysia i Antek są w sobie zakochani po uszy. Ich związkowi zagraża tylko jedno: góry. Ona uciekła z nich do Krakowa, a on nie wyobraża sobie bez nich życia. W mikołajkowy wieczór przechadzają się po mieście oświetlonym świątecznymi lampkami i wypełnionym zapachem pierników i próbują przekonać siebie nawzajem do przeprowadzki. Które z nich odniesie sukces? I czy cokolwiek może równać się z pięknem blasku gwiazd nad Bieszczadami? Tymczasem na drugim końcu Polski, w Gdyni, inna para, Mati i Pola, wpatruje się w te same gwiazdy, tylko że nad Bałtykiem. Z okien hotelowego pokoju rozciąga się widok na panoramę miasta rozświetlonego świątecznymi dekoracjami. Czy niechęć Poli do związku z marynarzem okaże się silniejsza niż uczucie, które żywi do Matiego? Czy kariera oficerska Matiego przeważy nad prawdziwą miłością? Czy zdarzy się wigilijny cud?

Moje pierwsze spotkanie z twórczością Magdaleny Stykały pozytywnie mnie zaskoczyło.

Początkowo miałam wrażenie, że fabuła jest zwyczajnym romansem w zimowo-świątecznej otoczce, który będzie się ciągnął w nieskończoność, ale po przeczytaniu połowy książki wciągnęłam się tak, że trudno mi było się od lektury oderwać.

Historia przedstawiona w powieści jest dość trywialna, ale i zaskakująca, a autorka zabiera swoich czytelników w różne bardziej lub mniej magiczne miejsca takie jak zaśnieżony świąteczny Kraków by po chwili pozwolić na oglądanie nieba z gdyńskiej plaży lub zasypanych białym puchem Bieszczad.

I chociaż zachowanie niektórych bohaterów momentami mnie irytowało to i tak odebrałam całość bardzo pozytywnie.

To nie jest typowa powieść świąteczna chociaż tej otoczki okołoświątecznej jest tutaj sporo (jest nawet wigilijny cud). To jednak przede wszystkim opowieść o miłości, a właściwie o miłościach, o skomplikowanych związkach damsko-męskich, o marzeniach i tęsknotach, ale i o bólu utraty kogoś bliskiego.

Czy związki na odległość mają szansę na prawdziwe szczęście? Czy marzenia o karierze zawodowej i podróżach mogą przyćmić sprawy tak przyziemne jak miłość i rodzina?

Mamy tutaj dwie pary młodych ludzi, zakochanych w sobie i zakochanych w swoich marzeniach, a może trzeba powiedzieć zakochanych w swoich wyobrażeniach życia. Jedna para mieszkająca w dwóch różnych miejscach – on w cichych, spokojnych Bieszczadach, a ona w gwarnym Krakowie i każde z nich wierzy w to, że ta druga osoba w końcu się przeprowadzi i będą żyli długo i szczęśliwie. I druga para mieszkająca w Gdyni, ale każde z nich ma inne priorytety szczęścia, ona marzy o bliskości ukochanego (odzywa się trauma z dzieciństwa córki marynarza), a on o dalekich podróżach na morzu.

(…) Miał rację – gdziekolwiek na świecie by nie była, jakiekolwiek iluminacje mogłaby oglądać, zawsze tęskniłaby do blasku świątecznych gwiazd w Bieszczadach i do Bożego Narodzenia w swoich górach. (…)

Historie tych dwóch młodych ludzi są pełne emocji, czasami cichych łez wypłakiwanych w samotności, a czasami głośnego szlochu rozpaczy.

Ale jest również ta radość chwili, kiedy zapominają o marzeniach i oddają się całym sobą namiętności i miłości.

Myślę, że to opowieść o tym, że czasami trzeba coś stracić, aby móc coś zyskać.

I chociaż książka bardzo mi się podobała to muszę przyznać, że nie przekonałam się do bohaterów. Tak szczerze polubiłam jedynie jedną z dziewczyn oraz dwie drugoplanowe postacie -Maksa i babcię. Główni bohaterowie jak dla mnie byli zbyt zapatrzeni w siebie, zbytnio niezadowoleni, nieco konfliktowi i trochę sztuczni. Trochę drażniły mnie również dialogi, momentami jak dla mnie nienaturalne. Ale to tylko moje zdanie.

Początek książki nieco mi się dłużył, ale i tak polecam przeczytać powieść do końca, bo druga połowa jest naprawdę zaskakująca.

To historia, która rozwija się powoli, tak odrobinę emocjonalnie beznamiętnie, ale w pewnym momencie chwyta za serce i trzyma do ostatniej strony.

Książka jest pięknie wydana, z barwionymi brzegami, słodkimi świątecznymi rysunkami w środku, idealnie nadaje się na prezent. Jeżeli ktoś z Was ma kogoś, kto lubi takie opowieści, to myślę, że ta lektura będzie trafionym prezentem. POLECAM.

Dziękuję Wydawnictwu REPLIKA za możliwość przeczytania tej książki w ramach współpracy barterowej i poznania kolejnej polskiej autorki.

***Cytaty pochodzą z książki GWIAZDKA W BIESZCZADACH wydawnictwa REPLIKA***

ZANURZONE W ZATRACENIU – Monika Koszewska

(…) Przyjemne ciepło spływało jej w dół przełyku, kojąc nerwy. Wiedziała, że to tylko złudzenie wolności. Równocześnie czuła ciężar niewidzialnych łańcuchów, którymi alkohol ją skuwał – a każdy kolejny kieliszek zaciskał je coraz mocniej. (…)

Monika Koszewska, jest mieszkanką Sopotu. Urodziła się w 1975 roku, i od najmłodszych lat wiedziała, że słowa są jej żywiołem. Pisanie zaczęła od opowiadań w zeszytach, które chowała pod poduszką. Już wtedy czuła, że historie to sposób na zrozumienie siebie i świata. Skończyła Wyższą Szkołę Morską i przez ponad dekadę była związana z branżą marketingową. Pracowała jako dyrektor sprzedaży i marketingu, a nawet wiceprezes dużej firmy szkoleniowej. Jej literacki debiut„Kiedyś nadejdzie ten dzień” (2021 rok) otworzył przed nią drzwi do świata literatury. Od tamtej pory pisanie stało się jej sposobem na życie. Jest autorką książek i dla dorosłych i dla dzieci.  „Toudi z Sopotu i jego świat” to książka dla dzieci, która opowiada o przygodach jej białego owczarka szwajcarskiego. Kocha łączyć fakty z emocjami, bo wierzy, że to najlepszy sposób, by przyciągnąć czytelnika i dać mu coś, co zostanie w pamięci na długo. Prowadzi Hotel i Restaurację Pomarańczowa Plaża w Sopocie. Uwielbia zwierzęta, a szczególnie psy. No i zawsze znajduje czas na sport, bo ruch to dla niej zastrzyk energii, a po czterdziestce nawet nauczyła się grać na pianinie – bo czemu nie?

Informacje o autorce zaczerpnęłam ze strony https://monikakoszewska.pl

ZANURZONE W ZATRACENIU to dramat obyczajowy poruszający temat alkoholizmu kobiet.

PREMIERA KSIĄŻKI 20 WRZEŚNIA 2025

Wydawnictwo 1PUNKT. SP. Z O.O stron 378

Trzy kobiety, lekarka pediatra, farmaceutka i nauczycielka należą do kobiet, które „świetnie funkcjonują”: prowadzą domy, robią kariery, są lubiane, kompetentne, „ogarnięte”. Kiedy jednak milkną telefony, pojawia się dobrze znany rytuał: kieliszek „na rozluźnienie”, „na sen”, „żeby przetrwać”. Z niewinnego pretekstu rodzi się wysoko funkcjonujący alkoholizm kobiet będący uzależnieniem bez krzyku i skandalu, ukryty pod warstwą perfekcji, zapachu perfum i nienagannych manier. Nieświadome swojego uzależnienia toną w ciszy, chociaż na co dzień ratują dzieci, uczą czy sprzedają leki. Wieczorami jednak znikają za zasłoną kieliszka wina, drinka czy psychotropów. Przed światem starają się ukrywać swój nałóg zakładając maski perfekcyjnych kobiet. Której z nich uda się wyjść z nałogu? Czy na drodze kobiet stanie ktoś, kto pomoże zamiast skrytykować? Czy trudno jest żyć w trzeźwości, gdy z każdej witryny sklepu monopolowego przywołują kolorowe butelki?

Kiedy dostałam propozycję przeczytania tej powieści to najpierw przyjęłam to z pewnego rodzaju zaciekawieniem, a po chwili poczułam przed tą książką… strach.

Myślę, że temat poruszony w książce wciąż jest tematem tabu, jest czymś o czym się głośno nie mówi, ukrywa przed innymi, jest czymś czego się tak naprawdę nie widzi, albo nie chce widzieć, bo przecież to nie jest problem, to jest normalność.

Autorka w dość bolesny sposób pokazała jak niewinna lampka wina wypita dla odwagi, na rozluźnienie, dla zapomnienia, dla lepszego humoru może wywołać efekt domina, który trudno zatrzymać.

Zwykle zaczyna się niewinnie, od jednego kieliszka wina, od jednego drinka, ale ten niewinny, nic nieznaczący łyk może zmienić się w prawdziwy koszmar.

Cichy alkoholizm jest gorszy od tego patologicznego, bo mimo prób „normalnego” funkcjonowania w pracy, w rodzinie, w społeczeństwie niesie ze sobą często nieodwracalne zmiany. I chociaż czasami wydaje się komuś, że panuje nad sobą to w pewnym momencie z tego panowania wychodzi upadłość emocjonalna będąca czymś w rodzaju zapalnika.

Autorka przedstawia problem na przykładzie trzech wykształconych i kulturalnych kobiet, ale gdzie jest ich kultura, kiedy człowiek nad nią nie potrafi zapanować i po chwili zapomnienia ląduje z głową w muszli klozetowej?

(…) Gdy tylko ostatni uczeń zamykał drzwi, odpalała flaszkę. Nie z przyjemności. Z potrzeby. Jakby próbowała wypłukać z siebie coś więcej niż smutek. Może winę, może głos sumienia, którego nigdy nie słuchała. Albo tylko tę przeklętą ciszę, która wyła nocami. (…)

Czytając tę książkę bardzo współczułam tym kobietom, nie potrafiłam ich potępić, bo myślę, że każda z nich bardzo cierpiała, a ich picie było takim bezgłośnym wołaniem o pomoc. Szkoda tylko, że zamiast szukać pomocy u specjalisty szukały jej w… butelce.

Myślę, że trudno jest zrozumieć ich zachowanie, jeżeli samemu się tego nie doświadczyło.

Jedna z kobiet upada już tak nisko, że sama nie potrafi się podźwignąć i tu dopiero widać jak bardzo potrzebna jest szczera, prawdziwa pomoc kogoś, kto nie potępia tylko współczuje, bo dokładnie wie w jak wielkim dole znalazła się ta ofiara alkoholu.

Czasami musi dojść do tragedii, żeby kobieta uzależniona otrząsnęła się z tego marazmu, zrozumiała i potrafiła powiedzieć „dość”. Ale czasami wystarczy mała iskra, żeby znów wpaść w szpony nałogu.

(…) Zagubiona w nowej roli Irena czuła, jak głód alkoholowy wypala jej gardło, domagając się choćby kropli wódki. „Muszę być silna, muszę być silna…”, powtarzała w myślach. (…)

To są zwyczajne kobiety, mądre, inteligentne, ładne i… bardzo samotne, czujące tę samotność nawet w tłumie, nawet w otoczeniu najbliższych. Samotność potrafi zabić, jeżeli po drodze spotka sprzymierzeńców jakimi są w danej chwili alkohol czy narkotyki.

Spójrz wokół czy w twoim otoczeniu nie ma takiej kobiety, u której, gdy usta się uśmiechają w oczach widać głęboki smutek. One wiedzą, że zakładając maskę ich problem jest niewidoczny, ale czy na pewno?

Irena, Edyta, Gabriela są takimi kobietami jak wiele z nas. Nie wychodzą z domu bez starannego makijażu, na co dzień pracują z ludźmi często pomagając innym, a sobie pomóc nie potrafią. A może nie chcą?

Ta książka BOLI tak jak boli zraniona dusza, jak boli zraniona duma, jak boli strach i brak zrozumienia.

Czytając historie tych kobiet nieraz się wzruszyłam, musiałam sobie tę fabułę dawkować, bo wiem jak trudno jest pokonać depresję. A one zostały przez nią zniewolone, bo czymże jest alkoholizm jak nie ucieczką przed strachem, przed życiem, które potrafi tak dokopać, że trudno jest stanąć na nogi z wysoko podniesioną głową. Alkohol, narkotyki, farmaceutyki to nic innego jak ucieczka.

I wcale nie jest łatwo zawrócić, jeżeli zabrnie się za daleko.

ZACHĘCAM do sięgnięcia po tę lekturę. POLECAM tę książkę ku przestrodze, ale również tym, którzy mają problem, ale nie chcą go widzieć, oraz tym, którzy nie chcą widzieć problemów innych.

Dziękuję Autorce Monice Kostrzewskiej za możliwość przeczytania tej książki w ramach współpracy barterowej.

*** Wszystkie cytaty pochodzą z książki ZANURZONE W ZATRACENIU wydawnictwa 1PUNKT sp. z o.o.***

ODKUPIENIE – Agnieszka Lis

GDY SKOŃCZYŁ SIĘ WOJENNY KOSZMAR – ZACZĘŁA SIĘ WALKA O SIEBIE. BO NIE WYSTARCZY PRZEŻYĆ, TRZEBA NAUCZYĆ SIĘ ŻYĆ OD NOWA. I ZNALEŹĆ SIŁĘ NA ODKUPIENIE.

Zdjęcie z prywatnego albumu autorki bloga.

Agnieszka Lis to jedna z najpoczytniejszych pisarek literatury obyczajowej. To nie tylko pisarka, ale również pianistka i felietonistka. Ukończyła Akademię Muzyczną (z wykształcenia jest pianistką) oraz dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim (chciała nauczyć się lepiej pisać). Jak sama mówi o sobie – jest pełna sprzeczności i uważa, że gdyby miała dzisiaj jeszcze raz decydować o kierunku studiów, zdecydowałaby tak samo, ponieważ muzyka nie tylko uwrażliwia, ale przede wszystkim wzbogaca, a rozumienie języka muzyki jest czymś szczególnym. To autorka, która pisze o życiowych perypetiach, bólu, rozstaniu, trudnych relacjach i chyba właśnie za to cenię ją bardzo jako pisarkę.

ODKUPIENIE to drugi tom dramatu obyczajowego.

PREMIERA KSIĄŻKI 02 LIPCA 2025

Wydawnictwo FILIA, stron 374

Wychowana w domu dziecka Ewa po wojnie i śmierci ukochanego próbuje ułożyć swoje życie. Szuka jedynie spokoju i stabilizacji. Niestety wydaje się, że przeznaczenie ma dla niej inne plany, wciąż wymuszając na niej zmiany. Ewa przeżyła wojenny koszmar. Ocaliła siebie i swoją córkę – owoc wielkiej miłości. Mogłaby żyć w spokoju i cieszyć się córką, ale niestety dziewczyna wpada w oko bardzo złemu i wpływowemu Rosjaninowi. Znów musi walczyć, o siebie, o córeczkę, o przyjaciół, którzy są dla niej jedyną rodziną. Czy życie pozwoli jej na wzięcie oddechu i uwolni ze szpon zła? Czy uda się Ewie zapomnieć o wojnie? Czy to co się dzieje to kara za to, że nie odkupiła swoich win? Ale czym w ogóle zawiniła? A może powinna odkupić cudze? Czy uda się dziewczynie rozpocząć normalne życie u boku kogoś kto kocha ją od zawsze?

Czekałam na tę książkę. Po przeczytaniu pierwszego tomu OCALENIE nie mogłam się doczekać dalszych losów głównej bohaterki. I chociaż obie książki to dramaty w pełnym tego słowa znaczeniu, to i tak warto było sięgnąć po te powieści.

Historia ludzi żyjących w „wolnej” Polsce, ale pod rządami sowietów niewiele różniła się od życia pod okupacją niemiecką. Człowiek mimo wolności nie mógł być pewien czy któregoś dnia nie trafi do aresztu, nie zostanie zwolniony z pracy, nie będzie prześladowany i inwigilowany tylko dlatego, że podpadnie komuś zajmującemu wysokie stanowisko i mającemu nieograniczoną władzę.

Coś co bardzo mnie wzruszyło w tej historii to pokazanie jak silne potrafią być więzy rodzinne osób nie połączonych ze sobą więzami krwi. To nie pokrewieństwo stanowi o tym, że ktoś staje się naszą rodziną, bo często ludzie tak zwani „spokrewnieni” są kimś bardziej obcym niż tacy, których nie łączy nic prócz przyjaźni i wzajemnego do siebie zaufania.

Na przykładzie Ewy poznajemy losy młodych kobiet, które w „wolnej” Polsce musiały sobie radzić będąc samotnymi matkami. A takich z pewnością było wiele. Jedne świadomie zachodzące w ciążę, a inne z gwałtu.  

(…) Nasz ślub odbył się podczas niemieckiego ataku. Wizg bomb to był nasz Marsz Mendelsona, tak powiedział Edward. Miałam pelargonię w ręku, zamiast bukietu. I firankę wpiętą we włosy jako welon. (…)

Trudy wojenne, dramaty wojenne, tęsknota za kimś bliskim i strach o najbliższych sprawiły, że z dzieci wyrosły silne i odpowiedzialne kobiety.

Niestety dla niejednej z nich koniec wojny nie oznaczał końca dramatów, mimo teoretycznej wolności rozgrywał się nadal.  

Autorka mimo bardzo bolesnego wątku pokazała, że po każdym upadku można się podnieść i iść dalej przez życie z podniesioną głową. Szczególnie wtedy, gdy ma się wokół życzliwych ludzi, którzy potrafią nie tylko podać rękę, ale i mocno przytrzymać.

Fabuła książki szokuje i wzrusza. Jest pełna mocnych emocjonalnie wątków, a to sprawia, że od książki trudno jest si ę oderwać, mimo że w środku w człowieku wszystko drga.

Niezwykle barwni osobowościowo bohaterowie są jedynie dodatkiem do fabuły, ale jakże ważnym. Bez dobrze wykreowanych postaci żadna książka nie zainteresuje tak jak na to zasługuje.

Agnieszka Lis po raz kolejny udowadnia, że świetnie można połączyć dramat z pełnymi dobrych emocji wątkami.

To opowieść o pięknej przyjaźni, miłości i odpowiedzialności za drugiego człowieka. To opowieść o bólu i odwadze, oraz o małych przyziemnych radościach.

(…) Wszystko co powiedziałem, to prawda, a nawet jest tego jeszcze więcej. Ewa jest w niebezpieczeństwie i chciałbym, by sobie to uświadomiła. Chodzi w końcu nie tylko o nią. Jest odpowiedzialna także za córkę, prawda? (…)

Fabuła z pewnością dostarczy każdemu wielu emocji, ale też skłoni do refleksji.

Zakończenie jest pewnego rodzaju niedopowiedzeniem. Żałuję, że autorka nie zakończyła pewnych wątków, może zrobiła to celowo, aby dać czytelnikowi szansę na rozwinięcie swojej wyobraźni, a może nie chciała ich zakończyć. Może planuje kontynuację? Może kiedyś poznamy ciąg dalszy? Bardzo bym tego chciała, bo polubiłam bohaterów (no, może nie wszystkich 😉)

No cóż, czuję pewnego rodzaju niedosyt, ale to tylko moje odczucie, może inni odbiorą to inaczej.

POLECAM tę książkę szczególnie miłośnikom dobrych powieści obyczajowych, polecam ją szczególnie tym, którzy nie znają jeszcze „pióra” Agnieszki Lis, bo tym, którzy znają z pewnością lektury polecać nie trzeba.

Dziękuję Wydawnictwu FILIA, że mogłam przeczytać tę powieść w ramach współpracy barterowej.

WOJENNE SIOSTRY – Anna Rybakiewicz

(…) Na kolejnym zdjęciu były dwie dziewczynki z długimi jasnymi warkoczykami, ubrane w identyczne sukienki z falbankami – bliźniaczki. Nie miałam żadnych wątpliwości, że patrzę na Franciszkę i Adolfinę. Dziewczynki stały obok siebie, uśmiechnięte, ale w oczach jednej dostrzegłam błysk, jakby coś przed chwilą zbroiła… (…)

Anna Rybakiewicz jest autorką kilkunastu bestsellerowych powieści obyczajowych. Jest absolwentką Wydziału Prawa Uniwersytetu w Białymstoku, od 2016 roku wykonuje zawód radcy prawnego. Prywatnie jest szczęśliwą mężatką i mamą dwójki dzieci. Uwielbia słuchać ludzkich historii, intrygują ją losy przodków, do których niejednokrotnie odnosi się w swoich powieściach. W fabułach często inspiruje się prawdziwymi wydarzeniami co sprawia, że jej powieści czyta się z zapartym tchem.

Wojenne siostry to dramat obyczajowy z historią wojenną w tle.

PREMIERA KSIĄŻKI 07 MAJA 2025

Wydawnictwo FILIA, stron 384

W lipcu 1941 roku bliźniaczki Adolfina i Franciszka przyjeżdżają do Łomży z Sensburga, każda w innym celu. Jedna z nich, ślepo zapatrzona w ideologię nazistowską, pragnie poślubić niemieckiego oficera i zapewnić sobie stabilną przyszłość. Druga marzy o wolności i niezależności. Siostry, choć identyczne, różnią się od siebie niczym dzień i noc. Jedna zatraca się w pragnieniu urodzenia dziecka, które ma dopełnić jej idealny obraz niemieckiej rodziny. Natomiast druga nie potrafi ignorować rozgrywającego się wokół dramatu niewinnych ludzi i stopniowo angażuje się w pomoc Polakom. Będąc w pociągu siostry zawierają zakład: która odnajdzie prawdziwą miłość, taką dla której warto zginąć? Franciszka nieoczekiwanie zakochuje się w Janku, Polaku, który widzi w niej swojego wroga, a Adolfina zaś stopniowo zaczyna tracić grunt pod nogami, ponieważ jeden moment w jej życiu zmienia wszystko – ratuję dwójkę żydowskich dzieci i to co miało być chwilą słabości, staje się największą próbą jej człowieczeństwa. Czy siostrzana więź okaże się silniejsza od ideologii? Która z sióstr wygra zakład i jaką cenę przyjdzie jej za to zapłacić?

Książki pisane przez Annę Rybakiewicz to gwarancja dobrej lektury, dlatego chętnie po nie sięgam i polecam każdemu kto lubi niebanalne historie.

Adolfina i Franciszka są jak dwie krople wody, tak do siebie podobne, że nawet najbliżsi mają problem z ich odróżnieniem. Ale osobowościowo każda z nich jest inna.

Jedna z nich (faworyzowana przez rodziców) jest posłuszna, głęboko wierząca w ideologię Hitlera, oddana mężowi i systemowi. Wprost ideał niemieckiej kobiety. Druga natomiast jest odważna, spontaniczna, nieco butna, ale bardzo empatyczna. Nie podoba jej się to co robią zwolennicy Rzeszy ślepo zapatrzeni w swojego wodza.

Kobiety nie są Niemkami, są Mazurkami, ale w czasie wojny wygodniej było określać się po jednej (słusznej) stronie. Siostry miały jedną wspólną cechę, każda z nich potrafiła pokochać tak szczerze, że za tę miłość oddałaby życie.

Powieść podzielona jest na dwie strefy czasowe, lata drugiej wojny światowej i współczesne. Rozdziały zostały napisane przemiennie w narracji pierwszej osoby czasu przeszłego i tak narratorką raz jest Franciszka, raz Adolfina a raz Marta. Ale… w pierwszym i ostatnim rozdziale narratorem jest… Śmierć. Co Śmierć ma wspólnego z siostrami dowiecie się jeżeli sięgniecie po książkę, do czego gorąco namawiam.

Ta książka to nie tylko opowieść o dwóch siostrach, identycznych i różnych jednocześnie. To opowieść o więzach rodzinnych, które czasami łączą, a czasami dzielą ludzi.

To opowieść o miłości, szczerej i prawdziwej, która potrafi człowieka zniewolić do tego stopnia, że wyprze się on/ona wszelkich wyznawanych do tej pory zasad. I nie mam tu na myśli jedynie miłości jedynie romantycznej, bo przecież są również inne.

To przede wszystkim opowieść o niezwykłej odwadze, którą w pewnych sytuacjach wykazały się obie siostry.

(…) Wrzask esesmanów, skrzypienie setek butów na śniegu i wszechobecny krzyk rozdzielanych rodzin. To wszystko wyglądało absurdalnie. Przynajmniej dla mnie. Dla Niemki. Dla żony niemieckiego oficera. (…)

Fabuła książki jest tak wciągająca, że ja (dosłownie) nie potrafiłam się od niej oderwać. Nie jest to lekka lektura, ze względu na ładunek emocji jakim autorka się podzieliła, ale z pewnością warta przeczytania.

Wojna została przedstawiona zarówno z perspektywy Polaków jak i Niemców, bo przecież siostry były uznawane za Niemki, czy obie czuły się Niemkami?

Historie sióstr są tak pełne emocji, że z pewnością niejedna czytelniczka będzie podczas czytania potrzebowała chusteczek. Ja potrzebowałam. I To wielu, chociaż doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że fabuła jest fikcją literacką. Ale czy takie historie nie mogły się wydarzyć naprawdę?

POLECAM tę niezwykłą książkę wszystkim, którzy nie poznali jeszcze „pióra” Anny Rybakiewicz, bo tym, którzy znają jej powieści polecać nie muszę.

Dziękuję Wydawnictwu FILIA za możliwość przeczytania tej lektury w ramach współpracy barterowej, a Autorce dziękuję za kolejną piękną historię.

Napisz do mnie
styczeń 2026
P W Ś C P S N
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031  
Książki które przeczytałam
Recenzje moich książek
  • Leśniczówka
  • Pamiątka z Paryża
  • Jutra nie będzie
  • Lawenda
  • Płacz wilka
  • Carpe Diem
  • Listy do Duszki
  • Muzyka dla Ilse
  • Dziewczyny z Ogrodu Rozkoszy
  • Kołysanka dla Łani
  • Złoty konik dla Palmiry
  • Dziewczynka z ciasteczkami
  • Obiecuje Ci szczęście
  • Kamienica pełna marzeń
Znajdziesz mnie również na
lubimyczytać.pl granice.pl booklikes.com nakanapie.pl sztukater.pl instagram.com/formelita_ewfor/ facebook.com/KsiazkiIdy/