Recenzje książek

choroba

W PIEKLE PANDEMII – Jolanta Kosowska

Jolanta Kosowska – urodziła się na Opolszczyźnie, całe życie związana jest z Wrocławiem, Opolem i Sobótką. Jest absolwentką wrocławskiej Akademii Medycznej i studiów podyplomowych w Akademii Wychowania Fizycznego. Z zawodu lekarka, specjalistka w trzech dziedzinach medycyny. Nieustannie szuka nowych wyzwań i swojego miejsca na ziemi. Od kilku lat mieszka i pracuje w Dreźnie. Jest związana z drezdeńską Polonią. Na co dzień przyjmuje pacjentów w poradni przyjaznej cudzoziemcom. Dzieli swój czas pomiędzy pracę zawodową, podróże i pisanie powieści. Debiutowała powieścią obyczajową „Niepamięć” (2012, Wydawnictwo Bukowy Las). Nakładem Wydawnictwa Novae Res ukazały się jej powieści „Déjà vu”, „Niemoralna gra”, „Nie ma nieba”, „W labiryncie obłędu”, „Drugie dno” „Wróć do Triory”, „Trzy razy miłość” oraz „Wielkie włoskie wakacje”. www.jolantakosowska.pl

W piekle pandemii to powieść obyczajowa z nutką dramatu, szczyptą romansu, psychologii i filozofii. To przejmująca, autentyczna opowieść o życiu w czasach niebezpiecznego wirusa.

PREMIERA KSIĄŻKI 7 SIERPNIA 2020

Wydawnictwo NOVAE RES
stron 374

Zarówno w Bergamo, Dreźnie, Wenecji czy Wrocławiu, lub na Lawendowym Wzgórzu w Toskanii ludzie musieli i muszą znaleźć najlepszy sposób na przetrwanie tych trudnych czasów i poukładanie swojej rzeczywistości na nowo. Czy im się uda?

Kiedy Oliwia i Marcello wyjeżdżają na długo wyczekiwany urlop, nic nie zapowiada chaosu, w jakim już wkrótce pogrąży się cały świat. Zakochani wraz z kilkorgiem bliskich przyjaciół korzystają z uroków zimowej aury, spędzają dnie na zaśnieżonych górskich stokach, a wieczory z grzańcem przy kominku, tymczasem nad ojczyzną młodego lekarza powoli zbierają się ciemne chmury… Pewnego dnia włoskie media podają, że tajemniczy wirus z Wuhan pokonał granice kontynentów, a w szpitalu znalazł się „pacjent zero”. Od tej pory nic nie będzie już takie, jak przedtem… Oliwia zostaje w domu babci Marcello w pięknej, malowniczej i spokojnej Toskanii, a on, najpierw jako lekarz, a późnej również jako pacjent walczy z groźnym dla ludzkości wirusem. Czy Marcello uda się pokonać wirusa? Czy przyjaciele Oliwii, którzy staną do walki w groźną chorobą wyjdą z niej zwycięsko? Dlaczego Marcello postanowił „ukryć” swoją dziewczynę na odludziu, w domu sympatycznej starszej pani?

Kiedy otrzymałam propozycję przeczytania tej książki, to nie ukrywam, że poczułam pewnego rodzaju lęk. Pomyślałam: „czy ja jestem na nią gotowa?” Strach wywołany wirusem cały czas tkwi gdzieś głęboko w każdym z nas i chociaż są ludzie, którzy uważają, że ten Covid-19 nie istnieje, że ktoś specjalne napędza machinę strachu, żeby ludzie zaczęli myśleć innymi kategoriami niż dotychczas, to jednak wielu ludzi wciąż boi się.

Ta powieść z jednej strony jest czymś w rodzaju dokumentu, który długo będzie krążył wśród ludzi, bo pamięć o tej pandemii na dożywotnio pozostanie w wielu umysłach, ale jest również ciepłą opowieścią o solidarności, przyjaźni i nadziei.

Główni bohaterowie, to nie tylko Oliwia i Marcello, to również ich przyjaciele, zarówno lekarze walczący z wirusem w różnych częściach Europy, jak i ich rodziny, borykające się ze strachem, który nawet w obliczu wielkiej miłości wydaje się być większym niż ta miłość.

To powieść o walce, zarówno z ciałem zaatakowanym nieznaną chorobą, ale i z psychiką, która w obliczu zbyt wielu godzin morderczej pracy, w obliczu tęsknoty za powrotem normalności, i w obliczu strachu o siebie i najbliższych, może złamać nawet każdego.

Zapewne w najbliższym czasie ukaże się na rynku czytelniczym wiele książek o tej tematyce, ale nie wiem ile z nich ukaże tak bardzo emocjonalnie zakres tego czasu, który zatrzymał się w wielu miastach.

Znając pióro i książki tej autorki, mogłam się domyślać konstrukcji książki, i nie pomyliłam się. Autorka ma wyjątkowy talent w przekazywaniu opisów miejsc. Robi to wręcz malowniczo i nawet jak ktoś nie był w opisywanej miejscowości, to z łatwością będzie mógł przenieść się tam za pośrednictwem swojej i autorki wyobraźni. Mnie zachwyciły malownicze opisy Wenecji i Toskanii zarówno sprzed pandemii jak i w trakcie jej trwania.

Kiedy zaczęło się to „piekło pandemii” przyznam szczerze, że strach paraliżował mnie do tego stopnia, że ograniczałam się tylko do rozmów ze znajomymi mieszkającymi zarówno w Polsce jak i poza granicami. Starałam się nie oglądać tego, co pokazywano w telewizji. Wystarczyły mi puste ulice w Gdańsku, kiedy musiałam iść do pracy. I tak właściwie ogrom tej tragedii opisany w książce dotarł do mnie z pełną premedytacją, kiedy uzmysłowiłam sobie jak musiały wyglądać miejsca wcześniej tętniące życiem turystycznym.

Bardzo poruszył mnie fragment dotyczący początków pandemii we Włoszech, ukazany w dramatycznym opisie żony lekarza, który postanowił pojechać do Bergamo. Nie ukrywam, że łzy, które wszelkimi sposobami starałam się zatrzymać, wypływały z moich oczu tak niezdyscyplinowane, że trudno mi było nad nimi zapanować.

(…) Czasami mieliśmy wrażenie, że pół świata tutaj przyjechało, żeby zdeptać naszą Wenecję. Marudziliśmy na nią. I nagle stała się cicha, pusta, zadumana… Jakby się na nas obraziła. Czas nagle zwolnił, po paru dniach zatrzymał się. Nie ma turystów. Mieszkańcy otrzymali zakaz opuszczania domów. Od czasu do czasu słychać pojedyncze kroki dudniące po bruku, odbijające się echem od ścian budynków. (…) Po placu spacerowały dziesiątki gołębi. Wbiegłam w nie. Nagle miałam im za złe, że mogą korzystać z pierwszych promieni wiosennego słońca, a mnie nie wolno. (…)

W fabułę wplecione zostały maile od przyjaciół i pamiętnik pisany przez młodego Włocha w Internecie. Słowa pisane są jak rany, które sączą się powoli mentalnością strachu, żalu, nadziei i wszechobecnej pustki.

(…) W Bergamo ciszę raz po raz rozdzierają syreny karetek pogotowia. Ich wycie stało się ścieżką dźwiękową mojego życia. Przebija się przez moje myśli, budzi mnie w nocy, zaburza spokój.  Do niedawno śpiewano na balkonach. Teraz nikt nie śpiewa. Bergamo pogrążyło się w żałobie. Ta żałoba z każdym dniem jest coraz głębsza, coraz bardziej koszmarna. (…)

Piękne jest jednak to, że w obliczu tak wielkiej tragedii, tak wielkiego dramatu ludzie potrafili (i potrafią) przekazać sobie namiastkę solidarnej obecności. Jak wielu ludzi musiało teraz dopiero pomyśleć o tym, jak wygląda ich życie, pełne pośpiechu, odosobnienia, pozbawione zwykłej empatycznej chęci bliskości.

(…) Wczoraj Pietro stanął ma balkonie i zagrał na trąbce „Ave Maria” Johannesa Sebastiana Bacha i Charlesa Gounoda. To było jak epitafium dla naszego miasta. (…) Głos trąbki szybował w górę, w kierunku wzgórza San Vigilio, opadała w dół, ku nowym dzielnicom. (…)

Autorka pięknie pokazała uczucia, które łączą ludzi i to nie tylko miłość dotycząca dwojga zakochanych w sobie młodych ludzi, ale również uczucie przyjaźni zarówno tej dotyczącej ludzi młodych jak i tej, którą można odnaleźć w osobach w starszym wieku.

Bohaterowie tej książki, to ludzie o bardzo różnych osobowościach, chociaż wszyscy wydają się być sobie bliscy. Nie ma tutaj typowych złych charakterów, dlatego może ludzie ci opisani w powieści wydają się kimś, kogo znamy.

Ta książka, jak i opisane w niej sytuacje, wzorowane na prawdziwych wydarzeniach związanych z pandemią koronawirusa z pewnością na długo zostaną w pamięci wielu ludzi. Dziś już wiemy jak czasami puste było życie wielu z nas, i jak dramat związany z niewidocznym wrogiem otworzył oczy na sprawy, które do tej pory były mało istotnie. Jak ważne są kontakty z drugim człowiekiem. Jak zabójcza może okazać się niemoc wobec nieznanego i samotność, i to nie tylko samotność ludzi starszych, ale nawet tych, którzy nagle w obliczu zagrożenia zarażeniem nie mogą się ze sobą kontaktować.

Polecam tę książkę każdemu, bez względu na wiek i płeć. To książka z tych, których fabuła na długo pozostanie w pamięci, i to książka z tych, której nie powinno zabraknąć w biblioteczce.

Dziękuję Autorce i wydawnictwu Novae Res za propozycję przeczytania tej niesamowitej książki. I cieszę się, że ktoś poruszył ten temat właśnie w tak spokojny a zarazem mocno emocjonalny sposób. Czytałam ją w formie ebooka dla recenzentów, ale wiem, że jako książka papierowa pozycja ta koniecznie musi znaleźć się na półkach z moimi książkami.

KRABOSZKI – Barbara Piórkowska

Barbara Piórkowska  to gdańska poetka, pisarka, autorka między innymi powieści „Szklanka na pająki” i prozy „Utkanki”. W Gdańsku jest osobą dość dobrze znaną i bardzo lubianą, miałam okazję spotkać ją osobiście i przyznam, że dawno nie poznałam tak pozytywnej i ciepłej osoby. Jest współtwórczynią spektakli poetyckich i spacerów literackich po Gdańsku. Prowadziła warsztaty twórczego pisania mi.in. na ogólnopolskim festiwalu rozwojowym dla kobiet Progressteron. Jej teksty są tłumaczone na język angielski, niemiecki, rosyjski i litewski. Jest laureatką Nagrody Gdańskich Bibliotekarzy „Pro Libro Legendo” za rok 2010. Wielokrotna stypendystka Miasta Gdańska i Marszałka Województwa Pomorskiego.

Wydawnictwo Marpress
stron 249

Kraboszki to nostalgiczno-filozoficzna opowieść o bólu przetrwania, zmianach chorobowych i psychice, która mimo przeciwności losu stara się zachować dystans do tego co dzieje się z ciałem. To prywatna debata na temat relacji pacjentka-lekarze i odczłowieczenia w służbie zdrowia. Powieść oparta na rzeczywistych doświadczeniach, pozwala dostrzec emocjonalny aspekt zmagania się ze śmiertelną chorobą.

Kilka razy bolała ją głowa, potem upadła na ulicy. Tak zaczęła swoją podróż przez kolejne sale szpitalne, w której głównymi stacjami są „pobranie krwi” i „chemia”. Musi przyswoić reguły dotyczące życia w chorobie i jednocześnie znaleźć własną drogę do wyzdrowienia. Pomoc w utkaniu całkiem nowej nici życia przyjdzie z nieoczekiwanej strony.

PREMIERA KSIĄŻKI 23 MARCA 2020

W domach dziadom poświęcano, poza stołem, najładniejszy kąt. W nim cienie dusz zasypiały. Obecność zmarłych objawiała się w drewnianych maskach czy rzeźbionych figurach, które były upostaciowieniem duchów przodków. Maski nazywane kraboszkami ustawiano w izbie, na cmentarzu bądź w miejscu uroczystości. Dziś miejsce masek i figur zajmują fotografie, często umieszczane na płycie grobu zmarłego… Więcej na ten temat można przeczytać między innymi na blogu morizon.pl

W tym ciężkim emocjonalnie i fizycznie okresie, autorka próbuje zachować odrobinę dobrych myśli i wiary  w pozytywną przyszłość. Do wielu spraw podchodzi humorystycznie, chociaż lepszym określeniem będzie – ironicznie.

(…) Baniak stoi przy łóżku przez najbliższe dni. Towarzyszy mi jak wierny kochanek. Żaden mężczyzna w moim życiu nie stał przy mnie tak wytrwale, jak ten pojemnik na siki plastikowy tutaj. Żaden nie strzegł mnie niczym ten przyżółkły rycerzyk pęcherza. (…)

Czasami z ograniczoną powagą stara się pokazać życie balansujące na granicy źle-lepiej-dobrze przedstawiając smutne realia pobytów szpitalnych, od ludzkich zachowań po strefę kulinarno-miejscowo-zdrowotną zarówno przed jak i po zabiegu oraz przed i po chemioterapii.

Metaforycznie i nostalgicznie ukazany świat wzrusza, a czasami zionie grozą, czy mocno specyficznym smutkiem.

Fikcja pisana myślami i szalejącym ze strachem i bólu umysłem przeplata się z szarą, czasami bezwzględną i lekceważącą wszelkie reguły, prozą życia. Czy trudno jest funkcjonować w takiej poplątanej rzeczywistości?

(…) Nie do końca też właściwie wiem, czy to, co się odbyło z tym całym zdrowieniem, wydarzyło się tylko w mojej głowie, czy jednak w którymś z istniejących naprawdę takich miejsc. Na wszelki wypadek o tym tutaj piszę, w mojej głowie  odbywają się na co dzień takie rzeczy i tak jest pełna światów oraz przestrzeni nie z tego świata, że ciężko mi się już dziwić. (…)

Ta książka to refleksyjny reportaż o życiu i egzystencji w nim, zarówno w tym realnym jak i w tym wyimaginowanym, w którym „zdarzyła się” choroba. To bolesny przewodnik po szpitalu i odrealnionym świecie magii, wierzeń ludowych i wyobraźni, które lubią czasami płatać figle.

Czytając tę książkę na zmianę płakałam i śmiałam się w głos. Tak, można się śmiać nawet w obliczu groźnej choroby zabierającej nie tylko tkanki tłuszczowe z organizmu, ale często nawet to zwyczajne człowieczeństwo. Podziwiam Autorkę, że wspominając te jakże okrutne dla niej chwile, potrafiła żartować. Z siebie, z innych, z choroby, z zaglądającej i zbyt ciekawskiej Śmierci.

(…) Najpierw w kolejce do lekarza, potem czekanie na zupę z tablicy Mendelejewa, potem gabinet zabiegowy – szopka z wkłuwaniem, potem godziny skapywania. Moje żyły dalej nie chcą być męczone – pielęgniarkom trudno znaleźć dobre miejsce. (…)

I chociaż ciało i dusza bolą, to Śmierć przychodzi w brązowych rajtuzach. I chociaż samotność i strach są częstymi gośćmi, to za kaloryferem czy w łazience postanowiła rozgościć się Kikimora.

(…) Zmora przychodzi w nocy, siada na mnie, mości się swoim chudym dupskiem. Wysoka, niezbyt ładna, nic nie mówi, niczego nie chce, mocnym uściskiem odcina mi oddech, dłubie pazurem w płucach, podczas gdy ja duszę się pod spodem jak zrazy w sosie. (…)

Poznajemy w tej książce Rodzanice, i inne słowiańskie duchy czy bóstwa. Poznajemy również prawdziwe oblicze Strachu i Walki o Życie.

To nie jest książka lekka, łatwa i przyjemna. Mogę śmiało powiedzieć, że jest to książka dla Wybranych. Poetycki styl jakim pisze autorka, dla wielu może być nudny, ale wiele osób uzna go za piękny i wzniosły w przekazie codzienności.

Polecam tę książkę wyrafinowanym czytelnikom, którzy kochają poezję, nie boją się płaczącego humoru i potrafią docenić szczerość w słowach i przekazie treści.

Dziękuję wydawnictwu MARPRESS za propozycję przeczytania tej niesamowitej książki. Dziękuję Autorce, że podzieliła się z nami swoimi przemyśleniami.

Basiu, trzymaj się, wygoń tę Kikimorę i te Rozanice, które prują makatki życia. Cieszę się, że przetrwałaś, bo wszyscy, którzy Cię znają mocno trzymali kciuki. I nadal trzymamy.

NIEBIESKIE MOTYLE – Anna Sakowicz

Anna Sakowicz, mieszkanka Starogardu Gdańskiego a pochodząca ze Stargardu Szczecińskiego, to absolwentka filologii polskiej, edukacji filozoficznej i filozofii na Uniwersytecie Szczecińskim oraz edytorstwa współczesnego na Uniwersytecie im. Stefana Wyszyńskiego. Pracowała jako nauczycielka języka polskiego i etyki, była doradcą metodycznym oraz redaktorem naczelnego regionalnego pisma pedagogicznego. Jako autorka zadebiutowała pisząc do szczecińskiego „Punktu Widzenia”.  Od roku 2013 prowadzi blog annasakowicz.pl. Swoją pierwszą książkę wydała w roku 2014 i od tej pory prawie każdego roku zadowala swoje czytelniczki kolejną książką. Pisze dla dorosłych ale i też dla dzieci, a jej książki pokochały tysiące czytelniczek, wśród których jestem również ja co potwierdzam w kilku wpisach w tym blogu.

Niebieskie motyle to współczesna powieść obyczajowo-psychologiczna z dawką kryminału, której fabuła umiejscowiona została w Chełmie.

PREMIERA KSIĄŻKI 12 LUTEGO 2020

Wydawnictwo EDIPRESSE KSIĄŻKI
stron 335

Ania, Gosia i Matylda to trzy siostry, które łączy silna siostrzana więź. Każda z kobiet mieszka w innym mieście, ale kilometry nie dzielą tego co je łączy. Przynajmniej tak się wszystkim wydaje. Kiedy któregoś dnia jedna z sióstr – Gosia, znika i wszelki ślad po niej ginie, pozostałe siostry postanawiają jej poszukać. Wydaje im się, że znają swoją siostrę, ale czy tak jest naprawdę? Z każdym kolejnym dniem kobiety odkrywają coś nowego, czego nie wiedziały o swojej siostrze. Każdy kolejny ślad poszukiwań okazuje się zwodniczy. Czy znana w mieście malarka, jest osobą świadomą swojego zniknięcia, czy ktoś ją pozbawił życia? Dlaczego, kiedy jeszcze była, zaczęła malować niebieskie motyle? Jakie tajemnice ukrywała przed swoimi siostrami, z którymi podpisała w dzieciństwie dokument łączący ich na wieki siostrzaną miłością.

Patrząc na okładkę, człowiek ma wrażenie, że za nią kryje się lekka, łatwa i przyjemna powieść kobieca, w której znajdzie tylko pozytywne emocje. Niestety, to iluzja.

Nie wszystko jest tym czym się wydaje.

Kto zna książki tej autorki, ten wie, że lubi ona manipulować emocjami czytelników, tak również robi w tej powieści. Tutaj humor przeplata się ze łzami wzruszenia, a fabuła od samego początku przesiąknięta jest specyficzną tajemnicą, od której nie można się oderwać. A kiedy narracja jest w pierwszej osobie czasu przeszłego i czytelnik ma wrażenie, że właśnie słucha zwierzeń kogoś bliskiego, to chyba nie muszę więcej dodawać.

Każdy rozdział poprzedzony jest tajemniczo brzmiącymi słowami – fragmentów „Boskiej komedii” Dantego, które sprawiają wrażenie pewnego rodzaju niedopowiedzenia połączonego z irracjonalnym lękiem.

(…) W gęstej zarośli nie mieszkały żadne zwierzęta, a ja czułam, że las wypełniony był żalami… (…)

Niby mamy zwyczajną opowieść, o zwyczajnych kobietach, ale historia tu opowiedziana, jest czymś w rodzaju dziennika tajemnic.

Czasami wydaje nam się, że znamy kogoś na wylot, ponieważ jesteśmy z tą osobą blisko spokrewnieni czy zaprzyjaźnieni, ale tak naprawdę to nie zdajemy sobie sprawy z tego, ile tajemnic kryje w sobie ta osoba i dlaczego nigdy nie podzieliła się nimi z nami. Ale czy my sami jesteśmy na tyle otwarci, aby nie chcieć czegoś zatrzymać tylko dla siebie? Od czego to zależy? Od braku zaufania? Od osobowości?

(…) – A co mam robić? Zobacz! Czy cokolwiek o niej wiemy? Motyle, obrazy, niebieska faza, wizytówka jakiejś pracowni medycznej! To się nie trzyma kupy. I ta pani Maria Kwiatkowska, o której żadna z nas nie wiedziała! (…)

Czasami dopiero w obliczu dramatu czy jakiegoś nieszczęścia zaczynamy zdawać sobie sprawę z tego, jak bardzo tęsknimy, jak bardzo zależy nam na danej osobie i chociaż wcześniej nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy pogrążeni we własnym życiu, we własnych problemach dnia codziennego, nagle otwierają nam się oczy i zaczynamy widzieć coś, czego wcześniej nawet nie dostrzegaliśmy. I wszelkie zakłócenie naszej „normalności” nagle zaczyna obrastać grubą warstwą niepewności i strachu. Zaczynamy bać się o kogoś, kto powinien być zdrowy i szczęśliwy, bo my tego chcemy.

(…) Wcześniej mogłam jej nie wiedzieć dwa czy trzy lata, wystarczały rozmowy przez telefon raz w miesiącu albo nawet rzadziej, ale zawsze wiedziałam że ona jest w Chełmie, że mogę się z nią skontaktować, kiedy tylko zechcę. Teraz czułam niemoc. A ta niemoc mnie irytowała i wpędzała w panikę. (…)

Ta książka to piękny przewodnik po uczuciach, ale nie tych widocznych, namacalnych i powszechnych, ale o tych ukrytych gdzieś głęboko w człowieku, który nawet często nie zdaje sobie sprawy z tego, że one tam są.

Ludzie często bagatelizują pewnego rodzaju oznaki chorób. Kiedy ktoś jest smutny, zdołowany, przygnębiony, nie chcą widzieć tego smutku i starają się wypędzić go nic nie znaczącymi dla tej osoby słowami czy gestami. Często śmieją się z niej, upokarzają mówiąc, aby przestała się „mazać i wzięła w garść”, nie zastanawiają się, że to może nie jest tylko zwykły smutek, że to coś dużo gorszego, co może doprowadzić do prawdziwej tragedii.

Depresja.

Co to takiego jest? To lenistwo ciała i umysłu? To lekceważenie otoczenia? To udawanie?

Niewiele osób tak naprawdę zdaje sobie sprawę z tego, jak wielką siłą dysponuje ta depresja, jak potrafi zniszczyć człowieka i odsunąć go nawet od tych, na których mu zależy. Z największej gwiazdy potrafi zrobić „śmiecia”, który fałszywym uśmiechem i fałszywym zachowanie maskuje ten swój śmietnik jaki powstał w jego głowie.  

(…) Cały czas chyba gram twardzielkę, bo o tym tak trudno się mówi. Masz poczucie, że nawaliłaś, że jesteś słaba i jeżeli nie dajesz rady, to znaczy, że jesteś do niczego. A inni jeszcze dołożą ci, że nie doceniasz tego, co masz, że użalasz się nad sobą i nie potrafisz wziąć się w garść, bo przecież według nich wystarczy ruszyć tyłek. A ja nie mam siły ruszać tym cholernym tyłkiem… (…)

Myślę, że ta książka wiele osób skłoni do myślenia. Pobudzi refleksje, ale dzięki temu zrobi też wiele dobrego. Jeśli chodzi o mnie, to w trakcie czytania tej powieści byłam u mojej siostry, z którą widuję się ZBYT rzadko, rozmawiałyśmy na temat fabuły kilka godzin i… doszłyśmy do wniosku, że jest nas w tej książce wiele.

Jestem pewna, że niejedna kobieta i niejeden mężczyzna odnajdzie cząstki siebie wśród bohaterów tej lektury, bo nie tylko depresja jest tutaj problemem. Depresja, która jest skutkiem samotności w tłumie. Ilu z nas wygląda na szczęśliwych zadowolonych z życia, uśmiechniętych kiedy wymaga tego okoliczność, a w środku ledwo udaje mu się unosić ciężki głaz życia.

Autorka w bardzo ciekawy sposób pokazała różne osobowości kobiet, przedstawiła ich przemyślenia i fakty dotyczące życia, w połączeniu z pewnego rodzaju ukrytymi tęsknotami za drugim człowiekiem, ale i za niespełnionymi marzeniami. Dzięki tym kobietom właśnie, ta książka nie jest nudna, bo nie zawsze ciekawa fabuła idzie w parze z nietuzinkowymi bohaterami.  

Wbrew temu, co widzimy na okładce, ta książka nie jest lekką powieścią; ta uśmiechnięta pani być może wcale się nie uśmiecha, być może między uśmiechami połyka łzy.

Polecam tę książkę osobom, które gustują w dobrej literaturze. Nie powiem, że polecam ją paniom w wieku od… do…, bo polecam ją również panom, bowiem mamy w niej również drugoplanowe męskie postaci, które w pewnym stopniu mają wpływ na fabułę.

Ale zanim sięgniecie po tę książkę, zarezerwujcie sobie czas, bo trudno będzie się oderwać od jej stron. Odrobina tajemnicy, w połączeniu z odrobiną kryminału i szczyptą romansu, doprawiona spora dawką psychologii… trzeba czegoś więcej?

Dziękuję Autorce za tę książkę, myślę, że jej fabuła na długo zostanie w mojej pamięci, zapewne głównie dlatego, że poruszyła moje sumienie. Dziękuję wydawnictwu EDIPRESSE KSIĄŻKI za wydanie tej wartościowej lektury.

LISTY DO A. MIESZKA Z NAMI ALZHEIMER- Anna Sakowicz

Anna Sakowicz urodziła się w 1972 roku. Jest absolwentką filologii polskiej, filozofii i edukacji filozoficznej na Uniwersytecie Szczecińskim oraz edytorstwa współczesnego na Uniwersytecie im. kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Uwielbia wędrówki po meandrach literatury, czarny humor oraz zabawę konwencją literacką. Mieszka w Starogardzie Gdańskim. Publikowała artykuły w prasie pedagogicznej. Prowadzi dwa blogi: Kura pazurem i Anna Sakowicz. Jeden z jej postów został nagrodzony w konkursie przez Onet.pl i Ambasadę Szwajcarii.

Listy do A to książeczka przeznaczona dla dzieci, ale czy tylko…?

Poradnia K
stron 140

Do domu małej Anielki wprowadza się babcia, która do tej pory mieszkała z dziadkiem na wsi. Babcia zachorowała i potrzebuje troskliwej opieki, której niestety dziadek nie jest w stanie jej zapewnić. Z babcią dzieje się coś złego, ale nikt nie jest w stanie wytłumaczyć małej Anielce, na czym tak właściwie polega choroba babci. Kiedy starsza pani robi coś, czego nigdy wcześniej nie robiła, albo coś czego nie powinna robić, dorośli mówią, że to pan Alzheimer, nie babcia. Kim jest ten tajemniczy pan i dlaczego Anielka tyle o nim słyszy, ale go nigdy nie widzi. Czy ten pan A. jest niewidzialny? I dlaczego jest tak złośliwy, że nawet mama, przez niego płacze? Anielka postanawia porozmawiać z tym panem, ale ponieważ nie może go nigdzie spotkać, postanawia pisać do niego listy.

Ta książeczka jest przeznaczona dla dzieci, ale moi zdaniem nie tylko one powinny zostać jej odbiorcami.

(…) Nie lubię gdy mama płacze. Wiadomo wtedy, że będą kłopoty. A to wszystko przez Pana. Wyprowadził Pan babcię z domu i specjalnie porzucił w takim miejscu, by nie umiała trafić z powrotem. Jest Pan okropnie złośliwy. (…)

Ponieważ w swojej pracy miałam już kontakt z osobami chorymi na Alzheimera, nie powinno mnie już nic zdziwić. A jednak ta choroba jest tak zaskakująca, że nawet mnie, dorosłej osobie trudno jest tak do końca zrozumieć, jakie zmiany w mózgu potrafi zrobić.

Kim jest Anielka? Anielka to mała dziewczynka, która nie rozumie jeszcze świata dorosłych, a szczególnie nie może pojąć tego, że są choroby, których nie można wyleczyć. No cóż, i nam dorosłym zrozumienie tego często przychodzi z trudem, bo choroby jaka dotknęła babcię zrozumieć nie potrafi niejeden dorosły, pewnie dlatego, że to choroba o której wciąż zbyt mało się mówi. Uważa się, że to choroba wstydliwa, chociaż bolesna, szczególnie jednak dla najbliższych, bo sam chory zaczyna żyć w pewnym momencie własnym życiem, które… jest jego zamkniętym światem.

To nie jest książka tylko o chorobie, ale również o emocjach i więzach rodzinnych. Więzach między rodzeństwem. Bardzo realnie ukazane stosunki między siostrami, które nie tylko sobie wzajemnie dokuczają, ale w chwilach ważnych i poważnych potrafią być dla siebie prawdziwym wsparciem.

Nie jest łatwo wytłumaczyć osobie dorosłej na czym tak właściwie polega choroba Alzheimera, a co dopiero dziecku, ale niestety jest to choroba, która coraz częściej dotyka ludzi. Tym bardziej, że jest to zaburzenie, które wpływa na życie nie tylko osoby chorej ale w dużej mierze również na wszystkich mających kontakt z cierpiącym.

Moim zdaniem autorka bardzo dobrze przedstawiła problem radzenia sobie w obszarze choroby, od zawsze przecież wiadomo, że pisanie listów czy pamiętnika jest cudowną terapią, w której można otworzyć się na własne myśli. Dobrze jest kiedy wśród najbliższych jest ktoś kto porozmawia i czasami nawet przytuli, bo kiedy ma się pod opieką osobę chorą, to bezradność wobec tej choroby i zmęczenie nie tylko fizyczne potrafi doprowadzić do dramatów nie tylko bezpośrednio dotykających tej chorej osoby.

Autorka w bardzo przystępny, a zarazem piękny sposób pokazała jak ważna jest rodzina, i wzajemna pomoc. Jak nawet małe dziecko może być ważną istotą mającą wpływ na samopoczucie chorego.

Wiele osób uważa, że dzieci powinno się trzymać jak najdalej od tematu śmierci czy postępującej i niewyleczalnej choroby, a mnie się wydaje, że to błąd, bo dzieci powinny wiedzieć, że życie nie polega tylko na zabawie i przyjemnościach.

(…) – Nikt nie wymyślił jeszcze lekarstwa. Są takie choroby, że człowiek jest bezsilny – (…)  – To taka choroba zapominania. Zapadają na nią starsi ludzie (…) Babcia nie pamięta, co się przed chwilą wydarzyło. (…) Na pewno czuje się przez to bardzo zagubiona, dlatego czasami się złości, nie pamięta naszych imion. (…)

Dzięki wczesnemu uświadamianiu dziecku, że istnieje coś na co nie mamy wpływu, coś co dzieje się bez naszego pozwolenia, uczymy te dzieci nie tylko empatii, ale również tolerancji wobec inności.

Nie bójmy się rozmawiać z dziećmi na trudne tematy, bo takie rozmowy często pomagają nawet nam, dorosłym.

Polecam tę cudowną książeczkę szczególnie rodzicom, którzy mogą podrzucić ją do czytania każdemu dziecku od przedszkolaka do licealisty. Polecam tę książkę nauczycielom, aby rozmawiali ze swoimi uczniami na tak ważne tematy, bowiem problemy zdrowotne osoby starszej, u której może wystąpić demencja czy nawet choroba Alzheimera nie może być tematem tabu. Przygotujmy młode pokolenie do tego, jak radzić sobie z chorymi, bo kiedyś może to zaowocować ich wartością, i siłą psychiczną, której wielu będzie potrzebowało.

Nikt z nas nie wie, czy pan A. nie wprowadzi się kiedyś do naszego domu.

Dziękuję Autorce za tę mądrą i pouczająca książeczkę. Dziękuję za wprowadzenie w nieznany świat, o którym niewielu chce rozmawiać. Mam nadzieję, że ta pięknie wydana książeczka, w której znajdziemy oprócz cudownej treści, ilustracje Ewy Beniek – Haremskiej pozwalające na głębsze dotarcie do wyobraźni trafi do wielu domów wcześniej zanim zamieszka w nich Pan A.

Gdybym miała wpływ na dobór lektur szkolnych, to z całą pewnością takie właśnie książki polecałabym do przeczytania, książki które uczą życia.

UWIĘZIONY KRZYK – Anna Naskręt

Anna Naskręt urodziła się w 1976 roku w Śremie, małym miasteczku w województwie wielkopolskim. Jest absolwentką studium zawodowego i specjalistką do spraw marketingu i biznesu. Wyszła za mąż, urodziła córkę i miała wieść zwyczajne życie, ale los napisał całkiem inny scenariusz. W wieku dwudziestu czterech lat zachorowała, a lekarze nie dawali jej żadnych szans. Po latach napisała o tym książkę.

Anna była normalną młodą kobietą, pełną energii, zadowoloną z życia, młodą mężatką, szczęśliwą mamą dwuletniej córeczki. Miała plany i marzenia na przyszłość, kiedy nagle jej życie wywróciło się do góry nogami. Została uwięziona we własnym ciele za sprawą udaru mózgu. W jednej chwili jej świat się zawalił, została całkowicie sparaliżowana a jej ciało stało się zamkniętą kapsułą. Tylko mózg jako tako funkcjonował, ale co z tego, kiedy nie miała możliwości kontaktu z otoczeniem. Mózg działał sprawnie, ale nie miał władzy nad ciałem.

Wydawnictwo MUZA.SA
stron 319

Szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie, jako smakujesz, aż się zepsujesz…

To nie jest powieść o nieszczęśliwej kobiecie, to hołd dla odwagi, walki i determinacji. Przyznam szczerze, że czekałam na tę lekturę z niecierpliwością, a teraz, po przeczytaniu, będę ją wciskała każdemu, kto tylko stanie na mojej drodze.

To opowieść o walce z chorobą, o walce psychiki z ciałem, ale również opowieść o człowieczeństwie. O nadziejach i ich braku, o małych sukcesach prowadzących do tego, aby jeszcze móc w miarę normalnie funkcjonować.

Jak wielkim wyczynem jest w takim przypadku wsparcie najbliższych, kiedy muszą oni poświęcić część swojego życia, aby chorej osobie było lżej. Szkoda, że nie wszyscy potrafią być takimi BOHATERAMI, jak rodzice i siostry Anny. A mąż? Młody, silny mężczyzna, który powinien być w pierwszej kolejności obok swojej młodej żony? Nie chcę go osądzać, ale moim zdaniem, nie ma większego tchórzostwa jak ucieczka w ważnej  i trudnej dla ukochanej osoby chwili. No cóż, a to o kobietach mówi się „słaba płeć”.

(…) Przyjaciel, który odszedł, nigdy nie był przyjacielem. (…)

Anna opisuje krok po kroku walkę nie tylko z chorobą, ale głównie ze swoimi wzlotami i upadkami nastrojów, kiedy musi znosić traktowania siebie przez personel medyczny jest jak worek kartofli. Niestety, ale bardzo często się zdarza ta znieczulica, czy to jest brak człowieczeństwa? Wiem, że pracownicy służby zdrowia po iluś latach pracy w tym zawodzie, obojętnieją, może nawet wypalają się zawodowo, ale czy można pozbyć się empatii. Moim zdaniem albo się ją ma, albo nie. Sama ostatnio doświadczyłam tego na własnej skórze, gdzie po złamaniu kości udowej i biodrowej, najpierw leżałam ponad dobę na sali obserwacyjnej SORu, przypominającej raczej coś w rodzaju izby wytrzeźwień, potem kilka dni na sali szpitalnej, zanim po pięciu dniach znaleziono wreszcie „lukę” w zaplanowanych zabiegach i zoperowano mnie. Byłam w szpitalu tylko dziesięć dni, ale doświadczyłam wiele, ile zatem musiała doświadczyć Anna?

Dla personelu szpitalnego, często chory jest tylko kolejnym użytkownikiem łóżka, dziś jest, a za kilka dni, tygodni czy miesięcy go nie będzie, po co więc się wysilać na uprzejmość, po co współczuć, wystarczy zastrzyk i po sprawie, nie można przecież być miłym, kiedy nadmiar obowiązków spędza sen z powiek. Ale na szczęście wśród personelu bywają także ludzie, którzy z pewnością nawet nie zdają sobie sprawy z tego, że są jak anioły, że sam ich widok poprawia choremu samopoczucie. Szkoda tylko, że takich osób jest zbyt mało. Uśmiech i dobre słowo nic nie kosztują, a niestety wielu trudno to zrobić.

(…) Zaprzyjaźniłyśmy się i bardzo lubiłam jej opowieści. Poza tym nigdy, ani razu nie potraktowała mnie jak osoby chorej czy gorszej. Byłam dla niej zupełnie normalna i zdrowa, tylko chwilowo nieczynna. Zaraziła mnie optymizmem, lubiłam jej wizyty. (…)

Co z tego, że człowiek ma silną wolę, chce walczyć, jak ta walka to czasami po prostu jest walką z wiatrakami.

Dopiero w obliczu choroby zaczynamy zauważać rzeczy, które do tej pory były normalnością, a teraz uważamy je za szczyt szczęścia. Czy będąc zdrowym zastanawiamy się nad tym, że umycie się pod prysznicem to coś najcudowniejszego na świecie? Nie! Ale kiedy leżymy kilka dni w łóżku, nie mogąc ruszyć ręką ani nogą, a ktoś mokrą myjką odświeży nasze przepocone ciało, to wydaje nam się jakbyśmy byli nowo narodzeni.

(…) Miałam dwadzieścia cztery i pół roku, wszystkiego uczyłam się od nowa, poza tym zostałam wrzucona w inny świat. Nie powinnam narzekać, ale to wszystko, co się ze mną działo, było cały czas nowe, inne, a ja już nie mogłam się doczekać końca tej życiowej nauki. (…)

Anna pisząc tę książkę dzieli się ze swoimi czytelnikami skarbami wiedzy medycznej, które zdobyła nie dzięki lekarzom, czy pielęgniarkom, ale głównie dzięki obserwacjom swojego ciała (no i wiadomości dostępnych w Internecie). Mamy zatem w tej książce sporą ilość wiedzy medycznej na temat funkcjonowania poszczególnych mięśni w organizmie człowieka. Ogrom wiedzy na temat funkcjonowania mózgu.

Niestety Anna pisze również o nietolerancji, o uprzedzeniu do ludzi chorych, i o tym jak ludzie często postrzegają osoby niepełnosprawne. Dla wielu, niepełnosprawność fizyczna jest jednoznaczna z niepełnosprawnością psychiczną.

Ta książka to lektura OBOWIĄZKOWA dla ludzi zdrowych, dla pracowników służby zdrowia i dla polityków 👍
Ta książka to bestseller, który niejednego wciśnie w fotel 💕
Ta książka to kopalnia wiedzy medycznej, jakiej nie przekaże Wam żaden lekarz 😊  POLECAM 👍 POLECAM 👍 POLECAM 👍i nie dlatego, że chwilowo jestem osobą niepełnosprawną, ale głównie dlatego, żeby nauczyć się doceniać TU i TERAZ zanim będzie za późno.

(…) Ale nie bądźmy snobami. Nie przypisujmy rzeczom takiego znaczenia, nie przywiązujmy do nich takiej wagi, bo tak naprawdę liczy się co innego. A co robić – zapytasz? Docenić to, że jesteś dzisiaj, jutra może nie być. Życie zaskakuje i tylko ono miewa takie pokręcone scenariusze (scenariusz mojego napisał chyba ktoś naćpany). I nie chodzi tylko o zdrowie. (…)

Podziwiam autorkę tej książki za siłę, determinację i wiarę. Podziwiam za to, że z perspektywy czasu potrafi o tej swojej dramatycznej chorobie pisać z nutką humoru. Dziękuję Jej za to, że podzieliła się swoją historią, bo niejedna osoba zmuszona zostanie do porządnej refleksji, a wielu osobom otworzy ona oczy i zobaczą to, czego do tej pory nie widzieli.

Foto własne

Dziękuję wydawnictwu MUZA.SA za to, że wydało tę książkę, a ja miałam okazję ją przeczytać.

Napisz do mnie
wrzesień 2026
P W Ś C P S N
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
282930  
Książki które przeczytałam
Znajdziesz mnie również na
lubimyczytać.pl granice.pl booklikes.com nakanapie.pl sztukater.pl instagram.com/formelita_ewfor/ facebook.com/KsiazkiIdy/