Recenzje książek

Moje przemyślenia

Lawenda – skończona

Dwa dni temu skończyłam pisać moją kolejną książkę. Bardzo bym chciała, aby ukazała się ona w pierwszym kwartale 2013 roku, ale to niestety nie zależy ode mnie.Tekst wysłany już został do korekty i teraz pozostaje tylko czekać na poprawki, potem nanieść korekty i wysłać druk do drukarni.

Mój syn – czyli osoba odpowiedzialna za projekt i wykonanie okładki, obiecał mi, że do końca roku okładka będzie gotowa. Zastrzegł jednak sobie, abym dała mu wolną rękę i „nie marudziła” tak jak przy poprzednich okładkach.

No tak, ale to przecież moja książka i ja mam jakąś tam wizję a on może nie czuć tego co ja czuję.

Tak w skrócie, to chciałabym przybliżyć fabułę „Lawendy”

Książka przedstawia losy dwóch kobiet wykonujących najstarszy zawód świata. Najbardziej ekskluzywny dom publiczny prowadzony na terenie Trójmiasta i losy na pozór dwóch zwykłych kobiet, które w pewnych momentach swojego życia postanawiają zapomnieć o upokarzającej przeszłości.

Ada, śliczna dziewczyna, córka gdyńskiego rybaka postanawia spełnić swoje marzenia o życiu w dostatku, na który jej rodziców nigdy nie będzie stać. Przypadek sprawia, że poznaje jedną z kobiet, która postanawia „zaopiekować” się nią i wprowadza ją w świat bogatych, żądnych seksu mężczyzn. Swoje wspomnienia Magnolia opowiada amerykańskiemu dziennikarzowi i pisarzowi, który zainteresowany legendarnym Ogrodem Marzeń postanawia napisać książkę o najbardziej ekskluzywnej call-girl działającej na polskim Wybrzeżu.

Małgorzata, jest młodą kobietą – samotnie wychowującą matką, czarnoskórych bliźniaków, której Magnolia (Ada) postanawia pomóc w trudnej sytuacji życiowej. Spotykając dziewczynę na jednej z ulic Gdyni proponuje przyjaźń i pracę w swoim ekskluzywnym królestwie rozkoszy. Obie panie nie przypuszczają nawet, że jeden z bardzo bogatych klientów Ogrodu Marzeń zakocha się w kobiecie, za którą jest w stanie zapłacić każdą cenę.

Magnolia i Lawenda to pseudonimy prostytutek zatrudnionych w Ogrodzie Marzeń, gdzie każda kobieta otrzymuje zamiast imienia nazwę kwiatu.

Mam nadzieję, że książka zdobędzie uznanie czytelniczek, (lub/i czytelników). Okaże się jednak jak już będzie wydrukowana i znajdzie się na półkach jeżeli nie księgarń stacjonarnych, to chociażby księgarń internetowych.

Spotkanie z Zbigniewiem Niedźwieckim Ravicz

                Z.N.Ravicz

W miesiącu lipcu, podczas mojego pobytu w sanatorium, w Polanicy Zdroju, spotkałam pisarza, o którym do tej pory nie słyszałam.

Zbigniew Niedźwiecki Ravicz na wczasowym deptaku prezentował swoje książki. Zainteresował mnie ten niespotkany dotąd sposób promowania swoich dzieł. Na drewnianych sztalugach ułożone były jego książki i spacerujący mogli w bardzo dostępny sposób nie tylko nabyć książkę, ale porozmawiać o niej z samym autorem. Pan Zbigniew chętnie i zawsze z uśmiechem na twarzy, odpowiadał na setki pytań, co często kończyło się sprzedaną oczywiście z autografem książką.

Kupiłam jedną z jego książek pt. „Grzech przemilczenia”, ponieważ zaciekawiła mnie treść, a poza tym chętnie popieram polskich pisarzy i cieszę się, że coraz więcej Polaków pisze i czyta.

książka Ravicza

Książka wciąga od samego początku, chociaż tematyka jest dość brutalna.

Poznajemy w niej dość sympatycznego chłopca – Miłosza i jego dzieciństwo spędzone w rodzinie, z rygorystycznym, patologicznym ojczymem, oraz kolejne dzieje chłopca, które prędzej czy później musiały zaprowadzić go do zakładu poprawczego.

Brutalność życia w zakładzie poprawczym szokuje, a jednocześnie tekst wciąga z każdą kolejną stroną. Jednak przerażająca treść w połączeniu z dość humorystycznie ułożonymi zdaniami jest bardzo kontrastowa. I tak w tej mrocznej treści, czytając tekst, uśmiechałam się czasami.

Z. N. Ravicz jako pisarz istniejący już na rynku księgarskim od kilku lat podzielił się ze mną  cennymi radami, które z pewnością wykorzystam w mojej pracy literackiej.

JA – debiutująca pisarka czułam się w jego obecności tak ważna, jakbym co najmniej była już znaną osobistością książkowego świata.

Polecam książkę zarówno osobom w moim wieku, jak i młodzieży. W tej liczącej 307 stron powieści, znaleźć można wątek miłosny, wątek kryminalny, ale przede wszystkim psychologiczny.



Powstaje „Płacz wilka”

Kiedyś byłam u przyjaciółki, i zobaczyłam zdjęcie domu jaki otrzymał jej mąż po śmierci swoich rodziców. Widok tego domu, a właściwie dworku od razu zapalił w mojej głowie „światełko weny”. Samo spojrzenie na coś tak intrygującego i ciekawego zarazem rozbudziło moją wyobraźnie i jak tylko wróciłam do swojego mieszkania, to natychmiast zaczęłam pisać.

Początkowo chciałam zatytułować moją kolejną książkę „Dom wschodzącego słońca” bo taka pierwsza nazwa skojarzyła mi się z tym, co zobaczyłam. Niestety książka o takim tytule już istnieje, więc musiałam poszukać innej nazwy.

Godzina była już dość późna, na dworze właśnie zaczynała się burza i w pewnym momencie usłyszałam skowyt psa. Odgłos ten podziałał na mnie jak na „pomysłowego Dobromira”. Znalazłam tytuł dla mojej kolejnej książki.

Szybko sprawdziłam w internecie, czy przypadkiem nie istnieje już taka publikacja i oto mam – „Płacz wilka”.

Nie będę na razie zdradzała o czym jest moje kolejne „dzieło”, żeby nie zapeszyć, ale podzielę się fragmentem. Jak dobrze pójdzie to może zimą tego roku uda mi się doprowadzić moją kolejną książkę do końca, ale zobaczymy.

Co będzie to będzie.

Wspominki z życia pewnej dziewczynki

fotorgrafia z dzieciństwaKilka lat temu na urodziny mojej siostry chciałam przygotować prezent, który byłby nietypowy. Postanowiłam zabawić się w pisarkę. Ponieważ pamięć moja była już trochę niedysponowana poprosiłam o pomoc rodzinę. Napisałam coś w rodzaju książki, co miało wpłynąć na dobry nastój solenizantki i przypomnieć jej dawne, piękne czasy. Ozdobiłam to wszystko starymi zdjęciami od momentu narodzin do chwili (prawie) obecnej. 

Myślę, że pomysł się spodobał, chociaż ktoś powiedział mi, że nazmyślałam w tym swoim dziele.

Kiedy dałam do przeczytania to (jeszcze w formie dziewiczej) kilku moim znajomym, to usłyszałam od nich, że warto by było tekst opublikować. Niestety wtedy jeszcze nie byłam na etapie pisarki jaką się czuję dzisiaj, więc trochę sobie ten tekst poleżał „w mojej szufladzie”.

Oczywiście osoba, która miała dostać dzieło jako prezent urodzinowy swoje dostała, oprawione jak praca magisterska, ale nie liczy się oprawa ale pomysł.

I tak, po latach ten tekst doczekał się opublikowania (za zgodą oczywiście samej bohaterki), a ja mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że jest to moje pierwsze poważne dzieło pisarskie.

 

Jak powstała „Moja Wandzia”

krótkie chwile długiego życiaTo nie jest książka w pełnym tego słowa znaczeniu. Jest to krótka forma literacka napisana w postaci pamiętnika. Dlaczego postanowiłam coś takiego napisać, wyjaśniam w pierwszych słowach tego tekstu.

Spotkanie z tą niesamowita osobą, skłoniło mnie do upamiętnienia kilku dni spędzonych z kobietą, której życie było tak barwne i różnorodne, że gdybym tak właściwie spisała wszystkie wspomnienia, to powstałaby z tego niezła książka. Udostępniłam ten tekst na wydaje.pl jako e-book, ale musiałam niestety zmienić zakończenie, bo kobieta o której pisałam – odeszła.

Moja pani Wandzia na początku maja miała wylew krwi do mózgu, który spowodował u niej zanik mowy, połykania i inne dolegliwości. Do tego stwierdzono u niej guz na płucach. Niestety jej stan się pogarszał i potrzebowała całodobowej opieki. Hospicjum. Codziennie jednak jeździłam do niej, myłam, karmiłam, rozmawiałam z nią, chociaż ostatnie dni była jak „roślinka”.

Wczoraj miałam bardzo ważny egzamin w szkole, ale prosto po egzaminie pojechałyśmy z koleżanką do hospicjum, Wandzia na nas czekała, chociaż oddychała bardzo ciężko i była spocona jakby miała co najmniej 40 stopni gorączki. Wypiła prawie całego Nutridrinka, i bardzo ładnie połykała. Cieszyłyśmy się z tego powodu, bo poprzedniego dnia nic nie przełknęła nawet łyczka herbaty. Stałyśmy przy niej i trzymałyśmy ją za ręce, koleżanka za jedna a ja za druga, głaskałyśmy i mówiłyśmy do niej. W pewnej chwili przyszło mi na myśl żeby zacząć mówić do niej po rosyjsku (to język jej dzieciństwa i młodości). Wyraźnie było widać, że ożywiła się trochę jak mówiłam do niej w tym języku. Co chwilę jednak miała dziwne drgawki,i coraz szybciej oddychała.

Zaczęłyśmy się modlić na głos razem z jedną pielęgniarką, to znaczy ona się modliła bo my miałyśmy zbyt wielkie kule w gardłach, które uniemożliwiały nam wypowiadanie slow. Zanim modlitwa się skończyła, Wandzia dwoma krótkimi oddechami odeszła. Przytulałam się cały czas do jej twarzy i widziałam jak moje łzy spływają na jej włosy. Odeszła tak jak chciała, w obecności bliskich i kochających ją osób, w otoczeniu miłości. Kiedy pielęgniarka wyszła, delikatnie wysunęłam swoją rękę z jej dłoni i pożegnałam się z nią. Ona podobno była w takim stanie od rana, ale czekała na nas. Czekała, żeby się z nami pożegnać. Odeszła dopiero wtedy, kiedy poczuła dotyk naszych dłoni i naszą obecność.

Kilka osób namawia mnie, abym kiedyś zmobilizowała się i wytężyła pamięć, aby spisać wszystko co przeżyłam z tą niespotykaną osobą. Być może kiedyś to zrobię, ale póki co na razie wystarcza mi to krótkie wspomnienie spisane na tych kilkudziesięciu stronach.
Napisz do mnie
kwiecień 2025
P W Ś C P S N
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
282930  
Książki które przeczytałam
Recenzje moich książek
  • Leśniczówka
  • Pamiątka z Paryża
  • Jutra nie będzie
  • Lawenda
  • Płacz wilka
  • Carpe Diem
  • Listy do Duszki
  • Muzyka dla Ilse
  • Dziewczyny z Ogrodu Rozkoszy
  • Kołysanka dla Łani
  • Złoty konik dla Palmiry
  • Dziewczynka z ciasteczkami
  • Obiecuje Ci szczęście
  • Kamienica pełna marzeń
Znajdziesz mnie również na
lubimyczytać.pl granice.pl booklikes.com nakanapie.pl sztukater.pl instagram.com/formelita_ewfor/ facebook.com/KsiazkiIdy/