kryminał
ZWŁOKI POWINNY BYĆ MARTWE – Agnieszka Pruska
Agnieszka Pruska to jedna z naszych polskich kryminalistek, po której książki sięgam bardzo chętnie. I chyba przeczytałam już wszystkie jej książki, które ukazały się na rynku księgarskim. Wspomniałam już o tej pisarce kilkakrotnie, zarówno podczas opisywania spotkania autorskiego jak i przy okazji dzielenia się z moimi czytelnikami opiniami po przeczytanych książkach. Jeżeli ktoś chciałby bliżej poznać tę autorkę to zapraszam do wcześniejszych wpisów lub na stronę autorki.
Wydawnictwo Oficynka rok 2017
stron 427
Zwłoki powinny być martwe, to komedia kryminalna, której fabuła umiejscowiona została współcześnie w okolicach Olsztynka.
Alka i Julka to dwie nauczycielki pracujące w gimnazjum. Na wakacje, młode kobiety postanawiają wyjechać do urokliwego miejsca jakim jest leśniczówka. Kuzyn Ali jest leśniczym, a jego żona prowadzi gospodarstwo agroturystyczne. Urlop dla obu nauczycielek miał być sielskim czasem leśnych spacerów, letnich kąpieli w malownicze położonych jeziorkach i oazą spokoju. I wszystko pewnie by się spełniło, gdyby pewnego dnia kobiety nie znalazły wśród malin zwłok mężczyzny, które… zniknęły zanim obie panie powróciły na miejsce dziwnego znaleziska z policją.I wszystko pewnie by się spełniło gdyby nie pływające w jeziorze zwłoki, które całkowicie zniechęciły nauczycielki do letnich kąpieli ale za to zainspirowały do przeprowadzenia śledztwa. Czy zwłoki mężczyzny z malin rzeczywiście były martwe? Czy zwłoki kobiety pływające w jeziorze miały coś wspólnego ze zwłokami z malin? I kto tak właściwie prowadził śledztwo… policja, czy podekscytowane przygodami nauczycielki?
Po raz kolejny autorka spowodowała, że nie mogłam oderwać się od książki. Dodatkowym bonusem tym razem była spora dawka dobrego humoru, który wprost zalewa fabułę książki. Dwie poważne kobiety, z zawodu nauczycielki, więc powinny być zaliczane do osób poważnych, dosłownie „zabijają” czytelnika słowami i czynami. Zabijają w sensie humorystycznym. Nie można „nie polubić” głównych bohaterek, i chociaż ich osobowości różnią się od siebie, to obie panie mają ze sobą wiele wspólnego.
Duża ilość malowniczo opisanych miejsc zarówno wiejskich jak i miejskich jest z pewnością kolejnym plusem tej książki, a zabawne dialogi dopełniają reszty.
Niesamowite zwroty akcji, nie pozwalają na oderwanie się od fabuły, która nie tyle intryguje, zaskakuje i trzyma w napięciu, co po prostu bawi. Poważne dylematy śledztwa ukazane zostały od strony amatorskich detektywów, ale ich dedukcja bardzo wiele miała oryginalności i słuszności.
Mam wrażenie, że wielu czytelników przypisze tej powieści „łatkę”, porównując ją do kryminałów Joanny Chmielewskiej, ale myślę, że to dobrze. Czy kryminał musi być brutalny, wulgarny mrożący krew w żyłach? Już inny autor komedii kryminalnych – Alek Rogoziński udowodnił, że przy kryminale można się równie dobrze bawić, co bać.
W tej powieści urzekło mnie wiele wątków. Na przykład opisy historyczne, czy opisy przyrodnicze (wszak jedna z pań to nauczycielka biologii), wątek wychowawczy (mamy w powieści dwoje ciekawskich dzieci) i delikatny wątek miłosny. Ach… prawie zapomniałam o chwilach grozy, jakie wprowadziła autorka zaprowadzając swoje bohaterki do opuszczonej po PGR-owskiej wsi.
Moim zdaniem, jest to książka idealna na długi weekend lub na urlop. Zrelaksuje z pewnością nie tylko miłośnika komedii czy kryminału. W tej z pozoru sielankowej atmosferze wakacji, cały czas coś się dzieje, więc… trudno o nudę.
No… ale, żeby nie było zbyt słodko, muszę wstawić odrobinę dziegciu w tę miodną opinię. Bardzo nie lubię, kiedy książki są napisane w jednej ciągłości. Nie mogę sobie wówczas pozwolić na stwierdzenie „jeszcze jeden rozdział, i idę spać”. Niestety ta powieść została tak napisana. Jednym ciągiem. Żeby chociaż małe odstępy…, dwóch, trzech „enterów”. Innym może taki układ tekstu nie przeszkadza, mnie osobiście sprawiał mały dyskomfort w czytaniu.
Ale, nie ma co narzekać, kiedy fabuła ciekawa. Książka, moim zdaniem przyciąga już samą okładką, która wprowadza czytelnika w kulisy.
Mało przewidywalne jak dla mnie zakończenie. Nie było wielkiego BUM! Nie jestem dobrym detektywem, ale tylko trochę źle rozwiązałam zagadkę. Panie detektywki-amatorki odrobinę mnie zmyliły. Zdradzę jednak, że podobno autorka planuje kontynuację przygód pań nauczycielek, chociaż ja przyznam szczerze, że bardziej czekam na kontynuację serii z komisarzem Uszkierem, którego poznałam we wcześniejszych kryminałach tej autorki.
Mam nadzieję, że zachęciłam do przeczytania tej książki. Jeśli chodzi o mnie, to proszę o więcej takich kryminałów. Lektura lekka, łatwa i przyjemna, w której umieszczono oprócz kryminalnego, wiele innych, ciekawych wątków. To książka, która pozwala zatracić się w czytaniu bez ryzyka zawału serca. I co najważniejsze, moim zdaniem mogą po nią sięgnąć czytelnicy nawet w młodym wieku (no młodzież, nastolatkowie – nie dzieci), ponieważ nie ma w niej wulgaryzmów, brutalności i nie leje się krew strumieniami.
Dziękuję za możliwość przeczytania tej lektury Wydawnictwu Oficynka, które było jednym ze sponsorów na naszym piątym spotkaniu w Sopocie A może nad morze? Z książką.
LAS jest piękny o każdej porze roku, pod warunkiem, że nie znajdziemy w nim zwłok 🙂
SREBRZYSKO – Stefan Chwin
Stefan Chwin gościł już na moim blogu wiele razy. Lubię styl jakim pisze, chociaż nie wszystkie jego książki przypadły mi do gustu. Osobom, które zaglądają na mojego bloga nie muszę przedstawiać tego pisarza, ponieważ wspominałam o nim już kilkakrotnie, dzieląc się wrażeniami, po przeczytanych książkach. Jednak dla tych, którzy trafili do mnie po raz pierwszy przypomnę, że urodził się w 1946 roku w Gdańsku i jest jednym z najbardziej znanych gdańskich powieściopisarzy. Jest również krytykiem literackim, eseistą, historykiem literatury, a także grafikiem. Absolwent Państwowego Liceum Technik Plastycznych w Gdyni-Orłowie oraz Uniwersytetu Gdańskiego. Jako naukowiec zajmuje się romantyzmem i romantycznymi inspiracjami w literaturze nowoczesnej. Wykłada na Uniwersytecie Gdańskim na wydziale Filologii Polskiej. Pisze również beletrystykę pod pseudonimem Max Lars i pod tym nazwiskiem zadebiutował dwoma powieściami fantastyczno-przygodowymi dla młodzieży: Ludzie-skorpiony i Człowiek-Litera. Również w tym czasie ukazał się jego autobiograficzny esej Krótka historia pewnego żartu, w którym autor dokonał osobistego rozrachunku z historią Gdańska z lat pięćdziesiątych XX wieku.
Wydawnictwo TYTUŁ rok 2017
stron 359
Srebrzysko to proza współczesna, powieść, w której przeplatają się wątki kryminalny z psychologicznymi.
Piotr jest znanym i dość majętnym prawnikiem. Wielu uważa, że swój majątek zdobył dzięki temu, że był adwokatem mafii. Ale w przypadku Piotra sprawdza się powiedzenie, że „pieniądze szczęścia nie dają”. Samotny młody mężczyzna, którego spotkały przed laty dwie rodzinne tragedie nie potrafi sobie znaleźć miejsca w życiu. Pewnego razu postanawia „pomóc” kobietom ze wschodu, przyjeżdżającym do Polski w celach zarobkowych. Oczywiście coś za coś. Nie do końca świadomy tego, co robi, którejś nocy zostaje wykorzystany przez pewnych ludzi. Najpierw jest szantaż, potem niszczenie go poprzez media i chociaż odmawia on pomocy policji próbując dorwać szantażystów na własną rękę, to w końcu i tak jego świat zawala się z zupełnie innej przyczyny. Kim tak właściwie jest słynny adwokat Piotr? Co spowodowało, że zaczął zachowywać trochę irracjonalnie?
Autor na okładce książki napisał: „Jest to najbardziej ryzykowna książka, jaką napisałem w życiu. Chociaż raz taką książkę trzeba napisać. Dlaczego? Dla spokoju serca.”
Moim zdaniem jest to książka dość mocna nie tylko emocjonalnie, ale pod każdym względem. Autor nie szafując nazwiskami, odważnie pisze o zachowaniu wielu ludzi, których (niestety) czytelnik rozpoznaje w książce, znając ich ze scen nie tylko politycznych. Odważnie krytykuje to, co dzieje się w kraju, wchodząc w myśli zwykłych, szarych ludzi i odkrywając ich niewolnicze postrzeganie życia.
Specyficzny styl, jakim pisze autor dodatkowo podkreśla dramatyzm wielu sytuacji. Buduje napięcie, którego nie sposób ominąć. Do tego wprowadza bohatera lub kilku, których osobowości są jednocześnie trudne, bulwersujące i zaskakujące.
Jest to opowieść o zagubionym człowieku. Człowieku, który pragnie zemsty za to, co mu odebrano. Zagubionym mężczyźnie, który próbuje zniszczyć siebie i innych, zwłaszcza tych, którzy jego, lub jego bliskich, potraktowali zbyt obcesowo.
Myślę, że głównym zamiarem autora było opisanie polskiego społeczeństwa we współczesnej Polsce. Przedstawienie świata polityki i mediów, oczami inteligentnego człowieka. Takiego, którego nie jest łatwo zmanipulować. W bezlitosny a zarazem ironiczny sposób autor szydzi z władzy współczesnych, krwiożerczych mediów, żerujących na szarym człowieku, na nieszczęściu ludzi, na brudnych sensacjach i epatujących dramatem i przemocą sytuacjach. I chociaż autor zmienił nazwę dominującej gazety, to nietrudno jest się domyślić, o jaki dziennik chodzi. To samo tyczy się telewizji, która dla wielu ludzi jest ogłupiająca, emitując bzdurne seriale czy byle jakie widowiska typu reality show.
Na okładce pisze, że jest to powieść dla dorosłych. Jednak jeżeli ktoś będzie w niej szukał ostrych momentów erotycznych to może poczuć się zawiedziony. To jest powieść „dla dorosłych” chyba tylko z tego powodu, że odważnie ukazuje to, czego często staramy się nie zauważać, albo nie zagłębiamy się w to, co i tak nas irytuje i bulwersuje.
Takich ludzi jak główny bohater książki jest w naszym społeczeństwie z pewnością wielu. Irytują nas, wściekamy się na nich, zazdrościmy im, a kiedy powinie im się noga, plujemy na nich. Takie jest nasze społeczeństwo, często warte jedynie pogardy.
Nie ukrywam, że zaintrygowała mnie okładka. Dziwna i tajemnicza. Byłam na spotkaniu autorskim promującym tę powieść i miałam okazję posłuchać dlaczego taki obraz. Dla mieszkańców Trójmiasta, Srebrzysko kojarzy się albo z cmentarzem, albo ze szpitalem dla chorych psychicznie. W powieści autor wspomniał i o jednym i o drugim, ale dlaczego taki tytuł zdecydował się nadać swojej książce?
Przyznam szczerze, że jest to mocna książka. Odważna i wyjątkowa. I chociaż nie jest to lektura lekka, łatwa i przyjemna, polecam ją przeczytaniu każdemu „dorosłemu” czytelnikowi. Polecam ją zwłaszcza czytelnikom dobrej polskiej literatury i sympatykom profesora Chwina.
PIĘTNO MIDASA – Agnieszka Lingas-Łoniewska
Agnieszka Lingas-Łoniewska jest mieszkanką Wrocławia, urodziła się w roku 1972 w Wałbrzychu. Z wykształcenia jest polonistką. Jako pisarka zadebiutowała w roku 2010, powieścią „Bez przebaczenia”. Jest autorką powieści obyczajowych, ale przede wszystkim kojarzona jest z literaturą dla kobiet. W roku 2012 została członkinią Stowarzyszenia Autorów Polskich, a od roku 2017 jest członkiem Kapituły Literackiego Debiutu Roku.
Wydawnictwo Novae Res rok 2016
stron 352
Piętno Midasa to współczesna powieść, w której wątek obyczajowy połączony jest z mocnym wątkiem sensacyjnym.
Jakub jest młodym, przystojnym mężczyzną, którego pasją jest fotografia. Podczas pewnego przyjęcia weselnego poznaje kobietę, do której w pewnym momencie zaczyna czuć coś więcej. Karolina jest inspektorem policji, osobą silną psychicznie ale trochę przemęczoną prowadzonym bez dużego powodzenia śledztwem, które utknęło w martwym punkcie. Midas jest bezwzględnym płatnym mordercą, który zarabia wielkie pieniądze usuwając na życzenie bogatych i wpływowych osób tych, którzy stają na ich drodze. Pani inspektor walczy ze śledztwem nie zdając sobie sprawy z tego, że ten którego ściga jest na wyciągnięcie ręki. Co łączy Jakuba i Midasa? Dlaczego jeden z nich stara się uciec od drugiego, zapomnieć o jego przeszłości? Czy związek pani inspektor z przystojnym Jakubem ma szansę na coś niepowtarzalnego?
Książkę kupiłam po spotkaniu autorskim w Gdańsku, na którym byłam przy okazji promocji tej lektury. Autorka tak mocno przekonywała do tej powieści, i tak ciekawie opowiadała o jej powstawaniu oraz o samym Wrocławiu, że postanowiłam sprawdzić czy książka faktycznie jest taka dobra. Na szczęście nie zawiodłam się. Wcześniej miałam okazję poznać „pióro” tej pisarki i po przeczytaniu jej dwóch książek miałam mieszane uczucia. Jedną z nich przeczytałam bez zbytniego zaangażowania, a drugą wprost pochłonęłam.
Powieść napisana została dwutorowo, losy Jakuba przeplatane są losami i zobowiązaniami Midasa. Każdy rozdział rozpoczęty jest krótkim cytatem ze znanej (lub nie) piosenki, a dodatkowo w opisaną historię wplecione są dość mroczne wspomnienia.
Muszę przyznać, że fabuła książki trochę mnie szokowała, ale z drugiej strony nie potrafiłam się od niej oderwać. Ciekawie skonstruowane dialogi w połączeniu z bardzo wyrazistymi osobowościami bohaterów to nie jedyne plusy tej powieści. I nawet gdybym chciała się do czegoś przyczepić to chyba nie miałam do czego, oprócz okładki. Przyznam szczerze, że zdjęcie na okładce nijak nie pasowało mi do wizerunku, jaki wykreowałam sobie w wyobraźni (i na podstawie opisów autorki).
Moim zdaniem jest to powieść, która zainteresuje zarówno płeć piękną jak i mężczyzn. Subtelny romans + przystojny mężczyzna (to dla pań) w połączeniu z mocną intrygą kryminalną (to dla panów), to taka trochę bomba czytelnicza. I chociaż autorka z premedytacją, jak się domyślam przedstawiła głównego bohatera w antagonistycznie nastawionych do siebie sytuacjach, to nawet te złe uczynki (bardzo złe) nie skreślały w moich oczach głównego bohatera jako człowieka.
Ciekawa fabuła potrafi przyciągnąć czytelnika i zawładnąć jego czasem do maksimum. Tak było w moim przypadku z tą właśnie książką. Początkowo podchodząc do niej dość sceptycznie, nawet nie przypuszczałam, że nie będę się mogła od niej oderwać.
Jest to lektura, przy której targają czytelnikiem różne emocje. Są łzy wzruszenia, jest złość, konsternacja i chęć rzucenia książką w kąt, aby nie czytać o bólu, cierpieniu i łzach niewinnych ludzi.
Ciekawym eksperymentem na jaki zdecydowała się autorka, są dwa różne zakończenia. Czytelnik sam może wybrać, które zakończenie bardziej mu odpowiada, ale… dla mnie to jest totalny bezsens. Czytając jedno zakończenie byłam usatysfakcjonowana finałem historii, i wzburzona czytając drugie. Nie dla mnie w książce dwa zakończenia.
Myślę, że mogę z czystym sumieniem polecić książkę nie tylko fanom autorki, bo ci znają jej powieści lepiej niż inni. W tej powieści każdy znajdzie coś dla siebie, bez względu na wiek i płeć. To fantastyczne połączenie romansu z sensacją/kryminałem to gratka dla wielu czytelników nie tylko polskiej literatury. Na spotkaniu, autorka wspomniała o kontynuacji książki, chętnie sięgnę po nią aby przekonać się chociażby o tym, które zakończenie okazało się tym właściwym.
ALEJA SAMOBÓJCÓW – Marek Krajewski i Mariusz Czubaj
Marek Krajewski urodził się w 1966 roku we Wrocławiu. Jest autorem kryminałów, filologiem klasycznym, specjalistą w zakresie językoznawstwa łacińskiego a także doktorem nauk humanistycznych. W roku 2003 zdobył Nagrodę Wielkiego Kalibru dla najlepszej powieści kryminalnej, a w roku 2005 zdobył Paszport Polityki,
Mariusz Czubaj urodził się w roku 1969. Jest nie tylko autorem powieści kryminalnych, ale również literaturoznawcą i antropologiem kulturowym. Wielokrotnie nagradzany i nominowany do nagród, w roku 2008 otrzymał Nagrodę Wielkiego Kalibru dla najlepszej polskiej powieści kryminalnej i sensacyjnej za Martwe popołudnie. Jest profesorem antropologii kultury w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie.
Wydawnictwo W.A.B rok 2008
stron 269
Aleja samobójców to kryminał miejski, którego fabuła umiejscowiona została na terenie Trójmiasta.
Jest rok 2006. W ekskluzywnym Domu Seniora o wdzięcznej nazwie Eden dochodzi do brutalnego morderstwa dokonanego na jednym z pensjonariuszy poruszającym się na wózku inwalidzkim. Mężczyzna został nie tylko zamordowany, ale i oskalpowany. W tym samym czasie drugi z pensjonariuszy ginie bez śladu. Sprawa jest na tyle intrygująca, że rozwiązaniem jej zajmuje się ABW. Odsunięty od śledztwa nadkomisarz Pater, mimo wyraźnego zakazu, mobilizuje swoich kolegów do pomocy i rozpoczyna śledztwo na własną rękę. Poszlaki i domniemania pozwalają mu na dość odważne kroki zmierzające do rozwiązania sprawy. Czy uda mu się znaleźć winnego/winnych, zanim dokona tego ABW? Co takiego kryje się za faktem oskalpowania mężczyzny, czyżby mord rytualny?
Dwa nazwiska – Czubaj i Krajewski, oraz miejsce akcji – Trójmiasto. Więcej nie trzeba mnie było zachęcać do sięgnięcia po tę lekturę. Instynktownie wiedziałam, że ta książka mnie nie zawiedzie i… nie myliłam się.
Duet dwóch świetnych autorów powieści kryminalnych nie mógł stworzyć czegoś banalnego. W tej powieści znajdzie czytelnik zarówno wartką akcję jak i bardzo wyrazistego bohatera, którego osobowość być może trochę irytuje, wiadomo daleko mu do kryształowego, ale czy nie takich policjantów mamy w naszych komendach? Wisienką na torcie jest oczywiście umiejscowienie akcji na terenie Trójmiasta i okolic. Do tej pory, jeśli chodzi o akcję kryminału w Trójmieście to niewiele ich mamy na rynku. No, ostatnio trochę więcej, ale jeszcze kilka lat temu…
Nie brakuje tu brutalności, hazardu i zawodowej solidarności męskiej (jeśli chodzi o pracę w policji), a wszystko ukazane na terenie dobrze mi znanych dzielnic Gdańska czy Sopotu.
Główny bohater jest upartym, przewidywalnym oraz bardzo bystrym facetem i chociaż śledztwo, które postanowił poprowadzić wbrew odgórnemu zakazowi, nie należy do łatwych, to jednak stawia wszystko na jedną kartę. Musi i chce rozwiązać irytującą go zagadkę.
Muszę napisać jeszcze coś o okładce. Nie często chwalę lub krytykuję okładki, bo ważne jest dla mnie to co jest w środku. Ale tym razem przyznaję, że określiłabym tę okładkę jednym słowem: „koszmarna”. Dobrze, że treść jest na tyle ciekawa, że nie zwracałam na okładkę zbytniej uwagi.
Nie mam dzisiaj weny do pisania, ale szczerze polecam tę powieść szczególnie miłośnikom dobrego kryminału. Zresztą, widząc na okładce te dwa znane nazwiska, ręka sama wyciąga się po książkę. Jeśli chodzi o mnie, to nie mogłam się oderwać od fabuły. Takie książki lubię, zwłaszcza na weekend.
ABUBAKA – Rafał Socha
Rafał Socha z wykształcenia jest budowlańcem, a z zamiłowania literatem. W latach 2010-2013 współpracował z częstochowskim magazynem literackim „Galeria”, w którym drukowano jego autorską rubrykę prozatorską pt. Świat według Sochy. Swoją pierwszą powieść napisał w 2014 roku i jest to „Abubaka”. Ponadto jest autorem takich książek jak: „Kredyt na żula” oraz „Jak zostałem bażantem.
Wydawnictwo Oficynka rok 2017
stron 400
Abubaka to wielowątkowy thriller metafizyczny, w którym bardzo mocno połączone są wątki zarówno obyczajowe jak kryminalne, a także psychologiczne. .
W centrum Zakopanego, na Krupówkach w biały dzień dochodzi do rabunkowego ataku na mima. Napadniętemu z pomocą przychodzi Michał Kownacki, przypadkowy turysta. Ciężko pokiereszowany traci przytomność, którą odzyskuje w szpitalu. Niestety z trwogą stwierdza sporo nieścisłości w swoim życiu. Nikt nic nie wie o jego żonie i malutkiej córeczce, a rodzina i znajomi odbierają go jak kogoś z zaburzeniami psychiki. Życie bohatera zostało cofnięte w czasie o kilka lat i zamiast mieszkania w przytulnym bloku, znajduje plac budowy. A nogi same niosą go starej kawalerki, w której mieszkał wiele tal wcześniej. Pewnego dnia spotyka dziwnego człowieka, który próbuje go wciągnąć w szeregi jakiejś podziemnej organizacji paramilitarnej. Ale dopiero spotkanie z tajemniczym mnichem powoduje, że zgnębiony desperat decyduje się na ryzykowną grę o powrót do właściwej rzeczywistości widząc w tym nadzieję na odnalezienie najbliższych i wyjaśnienie zagadki powrotu do przyszłości. Co tak właściwie wydarzyło się na Krupówkach? Czy Michał wróci do rzeczywistości roku 2014 i odnajdzie ukochaną żonę Klaudię i córeczkę Laurę? W jakim celu powołano podziemną organizację paramilitarną?
Powieść ta z pewnością nie należy do książek lekkich, łatwych i przyjemnych, chociaż muszę przyznać, że czytałam ją dość szybko i z zainteresowaniem. Fabuła, chociaż trochę pogmatwana i niewiarygodna sprawiła jednak, że drążyłam temat uparcie, często do późnych godzin nocnych. Trochę fantazji pomieszanej z realną wizją obecnego świata sprzed roku 2014 w połączeniu z niezwykle zaskakującymi zwrotami akcji, powodowało, że wciągnęłam się w fabułę dosyć szybko. Sam bohater nie budził we mnie litości, jak na młodego, odważnego i prawego mężczyznę zbyt często obrywał w dosłownym tego słowa znaczeniu. Ale ogólnie dało się go polubić.
Jest to książka tak mało realna, jeśli chodzi o współczesną rzeczywistość, że czasami byłam pod wielkim wrażeniem fantazji autora. Niby mocna, raczej męska lektura, moim zdaniem zawiera jednak sporo przesłań, nad którymi czytelnik, czytający nie tylko dla zabicia czasu powinien się zastanowić. Mnie osobiście bardzo poruszyły wątki dotyczące uczuć, jakimi główny bohater obdarzał swoich najbliższych. I nie mam tutaj na myśli tylko miłości do żony i córki, za którymi bardzo tęsknił i był w stanie zrobić wszystko, aby je odzyskać. Pięknie ukazana jest miłość i szacunek do rodziców, oraz szczere więzy między przyjaciółmi.
Nie brakuje w tej książce brutalności i to bardzo obrazowo pokazanej, w której: (…) na zgromadzonych wokół widzów, tryskała krew, fragmenty kości oraz – jakkolwiek złośliwie, ironicznie czy paradoksalnie by to zabrzmiało – strzępku mózgów trzech bezmózgowców (…)
Autor nie bawi się również w piękny, literacki język ale dość często w usta swoich bohaterów wciska potoczne przekleństwa, słowa dość ordynarne, gwarę uliczną a części ciała różnych osób określa bardzo „podwórkową gwarą”. Może komuś się to podoba, ja nie przepadam za takim słownictwem, chociaż wiem, że w pewnych środowiskach, ludzie nie potrafią mówić „normalnie”.
Sporo możemy znaleźć w tej lekturze opisów miejsc w różnych miastach Polski, i nie tylko. Nie wiem ile w tym jest autentyczności a ile wyobraźni autora, ale myślę, że niemało z tych miejsc istnieje naprawdę. Bohater porusza się po Częstochowie czy Katowicach dokładnie jakby szedł z mapą w dłoni.
Ciekawym wątkiem w powieści jest również ukazanie ówczesnej biurokracji i traktowania petenta z punktu widzenia przepisów a nie samego człowieka. Kto chociaż raz miał „przyjemność” załatwiania czegoś chociażby w Urzędzie Pracy w latach dziewięćdziesiątych czy trochę później, ten z pewnością wie, co mam na myśli.
Kiedy zaczęłam czytać tę powieść nurtowało mnie, co oznacza tytuł książki. Abubaka to oczywiście tytuł–przenośnia, kto odrobinę zna tricki rowerowe, ten wie, że jest to trick polegający na wskoczeniu tylnym kołem na kant przeszkody (np. murek) i odbiciu się z powrotem. Dopiero pod koniec książki zrozumiałam (a może tylko mi się tak wydaje), co autor miał na myśli tak właśnie tytułując swoją historię.
Polecam tę książkę miłośnikom mocnych wrażeń połączonych z odrobiną fantastyki. Myślę jednak, że miłośnicy powieści psychologicznych i kryminału również będą usatysfakcjonowani. Zdecydowanie nie jest to lektura lekka, łatwa i przyjemna dla pań preferujących tkliwe romanse. Myślę jednak, że doskonały, dość lekki styl pisania w połączeniu z bardzo rozbudowaną intrygującą fabułą i ogromną fantazją autora potrafi przyciągnąć do tej lektury.
Dziękuję Wydawnictwu Oficynka za możliwość przeczytania tej książki. I tak jak napisałam wcześniej, nie jest ona lekka, łatwa i przyjemna, ale za to szybka w czytaniu i bardzo wciągająca.












